Na skraju serca - Nela Nielsen

-
Proszę czekać

Na skraju serca

Na skraju serca stoję samotnie

Wspominając te cudne dni

Kiedy miłość nam w duszy

Walca tańczyła

I spełniały się nasze sny

Na skraju wspomnień

Wciąż zamieszanie

A serce mocno drży

Bo gdzie nie zerknę

Tam nieustannie

Osnuci szczęściem My

Na skraju duszy

Miłość trzepocze

Choć w oczach dzisiaj łzy

Więc Cię poproszę nieco nieskromnie

Byś mnie utulił mocno w ramionach

Gdyż...

Na skraju serca dziś nieustannie

Smutek mi tęsknie mży...

O czym tak zaciekle milczysz

O czym tak zaciekle milczysz

Co ukrywasz tak starannie

W myślach chowasz wręcz uparcie

I pomijasz nieustannie

Nieugięcie i stanowczo

Fanatycznie i gorliwie

Na dnie serca skrywasz miłość

Przy mnie

Wzrok spuszczasz wstydliwie

Chronisz swoją tajemnicę

Obojętność wciąż udając

Nie dotykasz mojej dłoni

Nawet dłoń w zasięgu mając

Nie całujesz ust spragnionych

Nie przytulasz mnie do serca

Tylko patrzysz z dala na mnie

Jak prześmiewca i szyderca

Nieustannie droczysz ze mną

Zamiast miłość mi wyjawić

A ja przecież bardzo tęsknię

Chcę do Ciebie

Nie potrafię Cię zostawić

Nas już nie ma

W zakamarkach pamięci

Snując się bezładnie

Wciąż swym blaskiem nęci

I wybrzmiewa przesadnie

Twoje imię

Zapisane gorzkimi łzami

I choć pragnę wymazać

Te bolesne wspomnienia

Zadać cios mym marzeniom

Rzucić w twarz "Do widzenia"

Ciągle tęsknię

Za uściskiem twych ramion

Patrzę w księżyc zachłannie

Wypatruję tam Ciebie

Zliczam gwiazdy starannie

Na gwiaździstym dziś niebie

Lecz tylko cisza

Mnie do snu wciąż utula

Więc gdy znowu zapragniesz

Snuć się między myślami

Wspomnij proszę i zrozum

Że to wszystko za nami

Nas już nie ma

Te pragnienie spowił już mrok

Nasze życie

Namalowałam nasze wspólne życie

To najwspanialsze

O którym wciąż marzymy skrycie

Gdzie czułość miesza się z tkliwością

A nasza słabość do siebie wzajemna

Nieustannie spotyka z serdecznością

Gdzie spojrzenie do spojrzenia biegnie

A widząc uśmiech promienny na ustach

Każdy smutek natychmiast blednie

Gdzie nieustannie słońce na niebie świeci

A wokół naszego domu z marzeń

Biegają nasze wspólne dzieci

Nasz dom

A w nim gwarny śmiech

Co po świecie echem się niesie

Nasze serca

A w nich miłość przemożna

Co się gubi w czułości bezkresie

Nasze dłonie

Splecione na zawsze w uścisku

Który budzi do życia co rano

Nasze myśli

Zaplątane o siebie nawzajem

I ta wdzięczność

Że nam przeżyć tę miłość dano

Wierzyłam w Ciebie

Wierzyłam w Ciebie

Jak dziecko wierzyłam w każde twoje słowo

I wydawało mi się że jesteś jak anioł piękny

I że kawałek swej własnej duszy

Odnalazłam w tym świecie na nowo

Wierzyłam w Ciebie

Zawierzyłam Ci całą siebie

I swe serce złożyłam w całości

Nie w niebie

Lecz

Na bezbrzeżnym ołtarzu miłości

Pewnie nie wiesz

Ale

Poszłabym za Tobą wszędzie

Z ognia piekieł wyrwała twą duszę

I samego diabła bym z rogów okradła

Czując

Że walczyć o Ciebie muszę

Tak

Kochałam

To prawda

Zaprzeczyć temu nie sposób

Lecz zdradziłeś tę miłość mój Miły

I tą zdradą

Odmieniłeś bieg naszych losów

Przemija czas

Przemija czas coraz szybciej

Umyka kolejna godzina

I nim się spostrzeżemy

Znowu wśród nas kogoś nie ma

Odchodzą wspomnieniem zasnuci

W dal odpływają zaświatów

I tylko groby co roku

Pełne są zniczy i kwiatów

I niby w sercach wciąż trwają

Choć pamięć o nich ulotna

Tam spokój wieczny zaznają

Myśl się w nas rodzi przewrotna

Gdy dzień zaduszny nadchodzi

O przemijaniu refleksja wybrzmiewa

I tylko smutek się w sercu rodzi

Że był ktoś bliski a teraz go nie ma

Jeśli kochasz

Napisałeś że kochasz bez pamięci

Napisałam że kocham nieprzytomnie

Skoro razem tak mocno się kochamy

To stań wreszcie dumnie gdzieś koło mnie

Bądź tuż obok tak na wyciągnięcie dłoni

Bliziuteńko żeby słyszeć słów mych szept

Tak bym mogła wpadać zawsze w twe ramiona

I dotykać delikatnie dłoni grzbiet

Tak by usta ustom oddech zawierzały

I by losy nasze dalsze ciasno spleść

By już zawsze być przy sobie w chwili chwały

I by w szczęściu i radości żywot wieść

No bo jeśli tylko pisać wciąż będziemy

O miłości co nam przysłoniła świat

To okaże się że zapisane kartki

Porwie nam któregoś razu zwykły wiatr

Pytasz czym jest tęsknota

Pytasz mnie czym jest tęsknota

To tańcząca melancholia w duszy

I słonawa łza powoli spływająca z oka

To brak radości w sercu i uśmiechu na ustach

Oraz martwy wzrok wbity w przestrzeń

Która wciąż bez Ciebie tak boleśnie pusta

To brak snu

Który nocą nie odwiedza już mych progów

A także wspomnienie zapachu bzu

I modlitwy za Ciebie składane do bogów

To poczucie bezsilności

Które wciąż zakrada się w myśli podstępnie

To trwanie w ciszy skrywanej miłości

Której wierna pozostałam dogłębnie

To również milczenie pomiędzy nami

I moje zmienne nastroje

To zrywanie się na oddźwięk kroków

Które nigdy nie są twoje

Pytasz mnie czym jest tęsknota

A to ból przeszywający duszę i ciało

To przejście przez piekieł wrota

Katusze jakich mało

Anioł

Spojrzałam z wiarą w niebo prosząc o Anioła

A Niebo tylko rzekło że pomóc mi nie zdoła

Gdyż wszystkie Anioły na Ziemi przebywają

Lecz próżno ich szukać

Tak różną postać przybierają

Powędrowałam dalej zawiedziona

Że bez Anioła żyć jestem zmuszona

Gdy w końcu przystanęłam

Na skraju polnej drogi

Znienacka mały kotek podbiegł mi pod nogi

Wzięłam go na ręce

Zabrałam do domu

Nie będzie żył w udręce

Nie oddam go nikomu

Idąc drogą życia bez przerwy pomagałam

Nikogo bez pomocy zostawić nie umiałam

I gdy dotarłam wreszcie do schyłku mego losu

Skrzydła rozłożyłam

Po cichu

Bez patosu

I wreszcie jako Anioł

Do nieba bram się wzbiłam

By z góry zerknąć na to co światu zostawiłam

Więc teraz bez ogródek

Powiedzieć Wam już mogę

Szukając Anioła - szukajcie zawsze w sobie

Gubię sens

W przestrzeni pomiędzy nami

Unosi się zapach tęsknoty

Tak bardzo pragniemy się wtulić

Odpędzić poczucie zgryzoty

Lecz chociaż ręce wyciągam zuchwale

I przestrzeń szeptem wypełniam czule

Nie ma Cię przy mnie

Nie czuję wcale

Uderzeń serca od których wariuję

Jeszcze tak bardzo odległy jesteś

Jeszcze w ramionach nie utuliłeś

A już rozpływasz jak mgła o poranku

Ledwo w pamięci mej zagościłeś

Wieczorem zamiast do snu utulać

Wędrujesz po otchłani bezkresie

I w zakamarkach własnego serca

Gubisz swą miłość jak drogę w lesie

Bądź przy mnie Miły

Otul radością

Narysuj w duszy uśmiech tak błogi

Życie bez Ciebie okryte ciemnością

Gubię w ciemności sens mojej drogi