Na ratunek gołębicy - Czesław Dobek

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

*

Wysoki Sędzia Po raz drugi zwracam uwagę uczonemu przedstawicielowi obrony, że przerywanie jest niedopuszczalne.

Obrońca Wysoki Sądzie, tu chodzi o zasadniczą sprawę, o ustalenie tożsamości oskarżonego.

Wysoki Sędzia Te sprawy zostały wyjaśnione na samym początku, Sekretarz Sądu stwierdził personalia oskarżonego i ten odpowiednio zapytany przyznał się do tego, że jest Williamem Lonemanem i tam dalej, co nasz uczony przedstawiciel obrony może stwierdzić łatwo, odczytując akta, które zresztą powinien mieć w pamięci.

Obrońca Mam całą procedurę w pamięci, Wysoki Sądzie. W tej chwili jednak proszę o zanotowanie, że oskarżony William Loneman nie jest w zasadzie tym, za kogo się podaje i za kogo podają go akta sporządzone na podstawie zeznań policji i świadków.

Oskarżyciel Wysoki Sądzie, nie przesądzając wartości oświadczeń mego szanownego przyjaciela z obrony, proszę o pozwolenie mi na dalsze odczytywanie mego oskarżenia. Ustalenie pseudonimów czy też fałszywie używanych imion oskarżonego proponuję pozostawić na dalszy ciąg rozprawy.

Obrońca Tu chodzi o ważniejsze rzeczy niż pseudonimy. W przyszłości postaram się udowodnić, że oskarżony nie jest tym, za kogo podają go świadectwa przedstawione przez policję. Zachodzi tu pomyłka w ustaleniu osobowości.

Wysoki Sędzia Mając w pamięci wszystkie dokumenty związane z powyższą sprawą, przychylam się do prośby naszego uczonego przyjaciela oskarżyciela. Proszę o dalsze odczytywanie aktu oskarżenia i zabraniam stronie przeciwnej wtrącania się i przerywania.

Oskarżyciel Dziękuję Waszej Sędziowskiej Mości. W moim oskarżeniu postaram się udowodnić, że nie ma tu omyłki co do osoby odpowiedzialnej za straszną i brutalną zbrodnię popełnioną na Joannie Poranek. Udowodnię wobec Ławy Przysięgłych, że właśnie ten oto człowiek stojący przed nią jest człowiekiem, który pod imieniem Williama Lonemana wydzierżawił w styczniu 1961 roku pokój w domu przy ulicy Białe Topole numer 43 od właścicielki domu mieszkającej na drugim piętrze, pani Teresy Winter. Owa pani Winter, jak wykażę za pomocą przesłuchiwania, znała doskonale oskarżonego i poświadczy, że przyjmował on w swoim pokoju Joannę Poranek, zatrzymując ją czasem do późnych godzin. W ten sposób znajomość oskarżonego z ofiarą zostanie udowodniona ponad wszelką wątpliwość. Moi następni świadkowie stwierdzą okoliczności dalszego postępowania oskarżonego. Z ich słów Ława Przysięgłych będzie mogła odtworzyć prawie każdy krok oskarżonego w dniu popełnienia zbrodni. Bo, panowie z Ławy Przysięgłych, zbrodnia została popełniona. Młoda, obiecująca dziewczyna straciła życie, została w sposób bestialski zabita, uduszona, a jak stwierdzono na miejscu zbrodni, nie poddała się bez walki. W dniu 7 października 1961 roku, o godzinie siódmej wieczór, Joanna Poranek wyszła z domu przy ulicy Białe Topole w towarzystwie oskarżonego. Udali się oni na przechadzkę do parku Green Meadows. Wyjście ich z domu widziała gospodyni, pani Winter...

*

Nie macie prawa mnie sądzić wszystko cokolwiek stwierdzicie nie będzie prawem nie będzie prawdą nie będzie tym co nazywacie sprawiedliwością gdybyście mieli odwagę zastanowić się stwierdzilibyście że sprawiedliwość wasza jest brutalnym przejawem egoizmu obroną waszego mizernego stanu posiadania czymże jesteście jak nie wydelegowanymi przez gromadę psami których zadaniem jest zagonić szkodnika i rozedrzeć go w obronie śmierdzących guanem kurników między wami a stadem ogarów tylko ta różnica że tamte są wesołe biegną z ogonami zadartymi gotowe do zabawy która nie zepsuje im apetytu lecz właśnie pobudzi a wam po wyrzeczeniu patetycznego słowa winien gardło odmówi przełknięcia krwawego rostbefu i ciepłe spocone ciało chętnej kochanki wyda się śliskie jak zwłoki topielca w dniu gdy w blaszanym pudełku więzienia ludzie w szarych płótniakach zaczną bić pięściami w odrzwia na alarm na protest gdy kilka pań z fiołkami otrze łzę starej hipokrytki na widok kartki z komunikatem przypiętej do bramy w tym dniu dobrotliwy brytan smętny zaśliniony buldog udławi się zadrukowanym kawałkiem papieru zadławi się? nie to otyła małżonka w ostatniej chwili uchroni go od skurczu żołądka kochany ty zrobiłeś co do ciebie należało spełniłeś swój obowiązek

dlaczego o tych psach? pierwszą rundę wygraliśmy powiedział Donald Macdonald udało mi się wyrzucić z ławy przysięgłych kobiety mężczyźni będą choć w części po naszej stronie mężczyźni? dlaczego zgodził się na psy? ten w pierwszym rzędzie na samym skraju nadął się i flaki policzków opadły mu jak u starego wyżła pewno też śmierdzi jak parchaty ze starości wyżeł oczy ma wodniste dolne powieki obwisłe wywinięte na czerwono jego kolega buldog musiał być kiedyś bokserem i dostać całym ringiem po gębie pysk mu wbito między świńskie uszka aż oczy wyszły na wierzch a przez dziurki wciśniętego nosa widać czarny mózg inny jest blondynem o długim mięsistym nosie białego bulteriera ma małe tępe oczka którymi patrzy na ścianę starając się mnie nie widzieć tak samo zastraszony jest jamnik spiczasty a płaczliwy jego wygięte w dół usta są w stadium zaniku razem z bródką ukrytą w kołnierzyku koszuli nad nimi dog wielki pyszny wierzący w samą wagę swoją młody jeszcze i dobrze wykarmiony więcej w nim potężnej szyi niż głowy takie psy są najgroźniejsze wierzą w obowiązek za to spaniele jako z natury dobroduszne zwierzęta mogą być po mojej czyli po naszej z panem Donaldem Macdonaldem stronie chociaż ten z gołą czaszką wygląda na zazdrosnego starca między dwoma czarnymi ogarami czujnymi na każde słowo arcypsa starego bernardyna z uszami po ramiona przycupnięty siedzi drżący pudelek srebrnowłosy różowiutki z niebieską kokardką pod szyją dziubdziusiu bądź sprawiedliwy powiedziała mu pudelkowa zawiązując kokardkę na drogę i on patrzy tak mile łagodnie on jeden uśmiecha się do mnie jakby przekazywał nie bój się oddamy ci co się należy

psy cholerne głupie tresowane psy kundla można nauczyć prowadzenia ślepego człowieka ale kto poprowadzi niewidomego psa? lecz oni oburzyliby się na takie przypuszczenia we własnym pojęciu to obywatele członkowie bardzo ważnej sekty wszechludzi związani świętą przysięgą utrzymania porządku na zaśmieconym podwórku mnożą się bezczelnie jak wszy w więzieniu swoją drogą ciekawe jaki zawód ma każdy z nich skąd się wzięli od stołu w laboratorium ze sklepu z cukierkami z biura pachnącego papierowym kurzem oderwano ich od strzyżenia klienta czy od napychania trocinami kiełbasek a właściwie to wszystko jedno gdybym ich spotkał na ulicy każdy z nich byłby taki sam bezbronny pełzający jak wszystkie miejskie bakcyle patrzyłby przed siebie i prosiłby nie ruszaj mnie dopiero zachęcony szturchnięciem sąsiada obejrzałby się z ironicznym uśmiechem bakcyle laseczniki gonokoki ocierające się o bruk o okrągłe ameby kobiece i szkliste sprawy sklepów spłaszczone żebracze robactwo dopiero śmiałe i ważne gdy spłaszczy się w kształt fotela przypnie się do rodzinnego kontuaru zawiśnie pod spłacaną na raty lampą jarzeniową nadmie się zmieniając kształt jak świnka morska i powie synu trzeba zawsze być człowiekiem

nim to się wszystko stało lubiłem chodzić przez park lubiłem głównie dlatego że drzewa nie przypominały mi ludzi ani psów ani kotów gdybym ja wówczas wybierał swoich sędziów wybrałbym drzewa straszne jest życie drzew narastanie narastanie narastanie żywa masa nacieka miąższem grubieje i z ciężkich poskręcanych chropowatych kolumn spokoju rozwija się labirynt delikatnych kruchych macek zakończonych brylancikami pączków które na wiosnę staną się rude a potem drgającą zielenią cienistym płaszczem okryją nagie życie drzew lubiłem drzewa bo były spokojne i obojętne prawdziwi sędziowie wiedziały na pewno o mnie więcej niż sam obrońca Donald Macdonald i nigdy nie miały mi niczego za złe ale to było przedtem później przekonałem się że drzewa są takie same dla Toma jak i dla Edwina po wyprawie na cudaki miałem dość drzew łapiących w siatkę wysmukłych palców żółty amoniak wieczornych latarń miałem dość drzew miałem dość mokrej soczystej trawy po której lubiłem chodzić opuszczając drzewa szedłem przez polanę wyciskając podeszwami błoto dotykałem ziemi nie poprzez kamienne płyty chodnika ale na żywo wdeptywałem trawę w żółtą glinę miesiłem wilgoć kontaktując się z pierwotnością a raz w parku zobaczyłem czarnego psa zwykły kundel biegał zwiesiwszy łeb i węszył trzy małe dziewczynki bały się panicznie więc stanąłem między nimi i psem byłem dumny szczęśliwy kochałem dziewczynki psa i park ale potem zrozumiałem okrucieństwo drzew szyderczy cień rozpościerający się od lepkiej gnijącej trawy po namiot obdartych gałęzi duszącą łunę amoniaku nad publicznym pisuarem i złość poskręcanych w gniewie potworów które zazdroszczą psom swobody i ptakom skrzydeł i wtedy zrozumiałem że gołębica wolała wybrać sobie szorstki mur niż wyściełaną próchnem dziuplę zacząłem chodzić chodnikiem ocierając się o ludzi kradnąc im ciepło i myśli drzewa są od tego aby na nich się wieszać woda by w niej tonąć mur aby w załomie umieszczać swoje szczęście bezpieczne otoczone twardymi kantami fryzu i ginąć zamordowany przez postępujący los uderzający w mur kilofem zapewne gdybym zaczął grzebać i grzebać w sobie jak w worku z którego wysypano ziarno znalazłbym tam suche próchno drzew i zgniłą trawę którymi się pasłem znalazłbym może piasek gorący piasek parzący stopy i palce gdy go przesypywać w zabawie i ostre igły obcych roślin i krople gorącej wody dlatego nie mam worka utopiłem powiesiłem na drzewie w parku panie Donald Macdonald i proszę mnie o nic nie pytać powiedziałem wszystko co miałem do powiedzenia jestem William Loneman i jestem winien

oskarżony czy jesteś winien czy nie winien? winien wysoki sądzie ale obrońca chce inaczej niech ma nigdy w życiu nie wiedziałem jak się rozdziela sprawiedliwość czy wkłada się ją w usta jak chleb czy zastrzykuje się w żyły cyklonem czy zaciska się na szyi czy podaje się prosto z ręki do ręki przy pożegnaniu psy może wierzą w sprawiedliwość wierząc tropią chętniej i jedzą więcej ze swej dobrze zasłużonej miski drzewa i ludzie nie znają sprawiedliwości przynajmniej takiej o jakiej piszą w książkach czy gołębica znała sprawiedliwość? sprawiedliwość tylko wtedy byłaby możliwa gdyby każdy z nich w tej ponurej salce rozebrał się do naga gdyby tarł się żelazną tarką jak chrześcijanin przechodzący na judaizm gdyby zdarł z siebie ojca matkę dziadka i wszystkie ciotki i wujków i gazety niedzielne które go obwijają jak bandaże mumię i tłuste plamy klerykalnej zupy i zielone piegi z krowiego łajna które wydają im się wyższym stadium cywilizacji jak anatomiczny model bez skóry jak szkielet i wtedy by też kłamali bo przecież szkielety robi się teraz z plastiku a sprawiedliwości nie może być póki istnieje podświadomość nie będziecie wiedzieli dlaczego tak zrobiłem a nie inaczej bo sam tego nie wiem i gówno mnie to obchodzi co wy zrobicie sklejeni razem jak glony na topielcu zbiorową podświadomością ponieważ jednak wszyscy poruszamy się po powierzchni jak politura po deskach zmurszałych tej klatki sądowej więc powinniśmy odrzucając prawdę potraktować się umówionymi gestami ustalonymi słowami i sprawę całą załatwić jak dżentelmeni w publicznym pisuarze starając się nie patrzeć co sąsiad wyciąga z rozporka załatw sprawę i żegnaj uważając na spodnie dlatego więc powiem Donaldowi Macdonaldowi żeby zaapelował do towarzystwa opieki nad zwierzętami lecz i to byłoby na nic rację zawsze mają psy zwłaszcza po trąbce zaganiacza

ale dosyć psów które wyraźnie unikają mego wzroku podobno żadne zwierzę nie lubi patrzeć człowiekowi w oczy i to jest główna różnica choć Edwin mówił kiedyś że Darwin miał rację ale odwrotnie człowiek jest na najniższym szczeblu ewolucji postęp to odzieranie życia z przerostów najbardziej celowym istnieniem jest ameba poruszająca się w kole logicznego myślenia człowiek jest po prostu przesoloną przepieprzoną zupą kucharza który poznawszy swe błędy zabrał się do destylacji za późno bo my sami robimy wszystko aby tę kuchnię zaśmiecić więc psy Edwinie mają rację o jeden szczebel logiczniejszą niż ja człowiek i członek społeczeństwa poza społeczeństwem

buch bernardyn uderza młotkiem buch zaczarowane pyski wietrzą trop a może zasadzkę

*

Ten ton pewności siebie stanowczość z jaką wyskakują słowa z ust trzeba mieć wielką wprawę ten człowiek jest bardzo szczęśliwy umiejąc tak przemawiać w jego ustach dźwięczy prawda najdrobniejszy dźwięk przypadkowo być może uformowany w konwencjonalny zespół szmerów i świstów otrzymuje swoje własne życie swój własny ruch poprzez powietrze zaczyna żyć leci dwunastoma jaskółkami do dwunastu par uszu i pociąga za odpowiednie sznurki tylko spojrzeć na twarze już widać jak się niecierpliwią gotowi już teraz wstać i zawołać winien winien winien kto? kiedy wreszcie powiecie to słowo i wtedy nawet nie będziecie wiedzieli kto chociaż staną przed wami jeden po drugim świadkowie i będą palcem pokazywać to on wy nie rozwiążecie tej zagadki i pójdziecie do domu myśląc kim właściwie on był

kim właściwie ja jestem? każdy świadek skłamie może nie skłamałby jeden gdyby umiał mówić gdyby go tu przyprowadzili dom numer 43 ulica Białe Topole dom cofnięty bardziej do tyłu niż inne w szeregu wstydzi się swego kontaktu z życiem tego że jest czarniejszy bardziej popękany i posiada przed drzwiami poszarpaną słomiankę tu muszą mieszkać cudzoziemcy proszę pani dlaczego bo klamki nieczyszczone? nie proszę pana ja jestem tutaj urodzona tylko mój wiek młody człowieku nie zawsze pozwala mi wykonywać wszystkie domowe prace takiej rozmowy naturalnie nie było gdybym był takim śmiałym mówcą jak prokurator na pewno z góry ujarzmiłbym babę żeby skakała koło mnie ja starałem się tylko przekonać do siebie dom dziwne uczucie kiedy po raz pierwszy wchodzi się do budynku w którym spędzi się wiele miesięcy a może lat spotkawszy człowieka trudno wodzić palcem po bruzdach twarzy uczyć się dotykiem jego wad i ułomności wąchać go i podpatrywać się wzajemnie robią to tylko psy między sobą z domem jest inna sprawa można go dowolnie poznawać bez skrępowania bo rzadko kto widzi go żywym dom nie sprzeciwia się oględzinom w większości wypadków pogardzając człowiekiem jak krowa pogardza rzepakiem którym się odżywia a przecież dom bez człowieka jest niczym można do niego zawołać jestem po to aby cię ożywić on nie odpowie widać wie że ogromna większość lokatorów po prostu przyczynia się do jego śmierci gładziłem poręcz schodów która wiedziałem tyle razy będzie czuła moją rękę ściana zimna trochę lepka otrze się o moje plecy często będę popychał drzwi tak długo aż staną się moimi drzwiami otwierającymi się na moje własne życie ciepłe i przytulne w głębi nory

to bardzo ładny pokój powiedziałem natychmiast tego żałując pani Winter stara i zmumifikowana wyglądała na chytrą kobietę i moja pochwała mogła się przyczynić do podniesienia komornego czy tak się stało nie wiem wynająłem pokój bez targowania się gdybym umiał mówić tak przekonywająco jak ten czarny oskarżyciel na pewno wymógłbym lepsze warunki i nikt nie śmiałby ograniczać mnie godziną powrotu albo kazać mi zamykać radio o jedenastej nie miałem radia więc ostatnie żądanie było śmieszne żadnych przyjaciółek w moim domu skrzeczała z zawiścią w głosie wyobrażam sobie że raczej chciałaby widzieć młode dziewczyny w pokojach swych lokatorów mogłaby je podglądać i urozmaicać sobie swoje smutne życie ale zbyt często myślała o śmierci i wiecznym życiu pewno dlatego płaszczyła się ilekroć przychodził do mnie Edwin był tylko trzy razy ale zrobiło to takie wrażenie na pani Winter że zapomniała upominać się o niezapłacone komorne jakimi drogami do jej zaufania trafiła Joanna nie wiem ale Joanna umiała zawsze przeprowadzić swoje i gdy tylko znalazła moje nowe mieszkanie zjawiła się natychmiast sam nie wiem kiedy to się stało wydaje się że od pierwszego dnia ten mały pokój był własnością Joanny bardziej niż moją zawsze będę ją pamiętał gdy klęczy na łóżku poprawiając obrazek matki z dzieciątkiem jej podarunek i przedmiot szczególnej opieki napełniała też pokój perfumami które stały się przyczyną wszystkiego złego

nie mogę tak myśleć to znak że tamte słowa dochodzą do mnie i wrastają korzonkami w mój mózg nie ma złego ani dobrego nawet wtedy gdy napiszemy to z dużej litery tak powiedział Edwin i tak jest w rzeczywistości człowiek sam sobie stwarza swoich diabłów i swoje anioły a potem męczy się między jednymi i drugimi trzeba umieć odwrócić się plecami wtedy okazuje się że znajdujemy się w innym świecie naszym własnym spokojnym i bezpiecznym jak kaczki w Saint James's Parku? zapytałem masz rację powiedział kaczki dlatego ile razy mnie dręczyło piekło innych ludzi szedłem sam do parku i patrzyłem na kaczki miasto huczało po brzegach tysiącem samochodów ludzie biegający jak szaleni grzechot grzmot jęczenie ziemi przyciśniętej kamieniami zdawało się że każdy prostoduszny stwór powinien zwariować a kaczki nie w centrum piekła i cyklonu szaleństwa człowieka pływały spokojne uciszając płetwami wodę w stawie rysując stożki które topił czas kaczor dreptał i dusił kaczkę topiąc pod wodą gąsiory walczyły ze sobą małe kaczęta wywiedzione o krok od zaśmieconej herbaciarni ciągnęły za śmiejącą się kaczuchą spokojne i dumne życie brało odwet za krzywdy jakie wyrządzał mu człowiek gdzie jest postęp? czy kiedy bryły kamienic naprą na staw i wyduszą z niego wodę wraz z kaczkami? czy kiedy woda z zielenią na grzbietach fal zatopi miasto? nie jesteśmy kaczkami powiedział na to Grant i musisz przyznać że staw zbudował człowiek człowiek nawrzucał kaczek i człowiek je żywi wolę myśleć o tym jako o wysepce zdrowego rozsądku wśród potopu wariactwa zeszliście z tematu zauważył Edwin chodzi tylko o kaczki i ich ustosunkowanie się wszystko inne jest wysiłkiem człowieka rozpiętego między złem i dobrem kaczki są obojętne właśnie trzeba mieć taką postawę żeby zapomnieć znaczenie słowa obojętne na równi ze słowem boli ja wiem co jest dobre a co nie powiedział Grant miękki materac jest lepszy od twardego a wino od wody zaśmiał się wtedy zrozumiałem że go nienawidzę a właściwie zacząłem go nienawidzić już dawniej wtedy gdy zobaczyłem jak patrzy na niego Edwin trzeba być głupcem i mieć ptasi mózg aby posiadać taką twarz z obrazka taką postawę takie małe ręce i nogi i taką szyję popatrz Edwin zawołałem jaka piękna dziewczyna zupełnie podobna do Granta i wtedy Edwin miał taki wyraz twarzy jakby i on nienawidził ale nie Granta a mnie

*

Ten ton słowa wyrzucane z wielkim przekonaniem a zupełnie niezrozumiałe kiedyś w autobusie spotkałem ludzi którzy mówili nieznanym językiem gestykulowali i podnosili głos bardzo umiejętnie jakby byli uczniami ze szkoły metody chwilami rozumiałem wszystko ale kiedy odwróciłem głowę w tamtym miejscu ciekł tylko strumyczek poruszający terkotkę to było bardzo ciekawe i zupełnie obojętne weź płaszczyzny sześcianu i na każdej osiedl społeczeństwa dwuwymiarowych stworzeń płaszczyzny będą się ze sobą stykały ale żaden stwór ze stworem innego boku się nie spotka dlaczego? spytałem przecież kiedy dojdą do krawędzi będą się bodły rogami jak krowy zwyciężyłeś zawołał Edwin zapomniałem zupełnie o krowach dlaczego ciągle myślę o tym co mówił Edwin powiedział to powiedział tamto jakbym rzeczywiście uwierzył w jego kołnierzyk przekręcony przodem do tyłu i nie mógł się wyzwolić spod duchowej opieki jak pani Winter nie może wyzwolić się z lęku przed życiem zagrobowym Edwin pomógł mi wejść na schody i za to jestem mu wdzięczny ale cokolwiek wymyślił ja wymyśliłem o jeden łut więcej a ze schodami to racja od niepamiętnych czasów od chwili gdy przeszedłem próg domu tamtego zawsze obawiałem się schodów wiedziałem że muszę wspinać się wysoko stopień po stopniu krok po kroku na schody sięgające pustego morza pomiędzy chmurami na schody bez poręczy bez platformy dla bezpiecznego odpoczynku muszę iść bez pomocy i chwiać się i słaniać i mieć pod sobą coraz głębszą nicość a przed sobą odpychający wiatr ileż razy śniły mi się te schody były gładkie bez kantów i szczebli ciepłe i zimne na przemian śliskie i chropowate pulsujące rytmem którego bałem się jak rośnięcia po nocy jak puchnięcia w śliskim kokonie lęku nikomu o tym nie powiedziałem a przecież wiedziano wszędzie poznawano mnie jak czyściciela okien po drabinie pod pachą

hej chłopcze ty tu pierwszy raz spocony Joe nalewał herbatę i pompował kawę z rozgrzanego espresso nie mów do niego chłopcze tylko wasza lordowska mość krzyczał Peter nie widzisz jaki ma krawat człowieku skąd masz taki krawat przyszedłeś się na nim powiesić cicho on sprzedaje odkurzacze i nakręcane węgorze znalazłem się przy bufecie otoczony chłopcami w czarnych ceratowych kurtkach nabijanych metalowymi guzami byli to dzielni szorstcy chłopcy i cieszyłem się że się o mnie ocierali bardzo pragnąłem odpowiedzieć coś równie wesołego ale stałem właśnie jak grzeczny chłopiec przed schodami w tym cholernym krawacie tanim w niebieskie ciapki

dajcie mu spokój on szuka mieszkania prawda młody człowieku że szukasz pokoju? skąd wiesz Margot że szuka pokoju? stałam koło niego jak oglądał ogłoszenia i wiem że szuka pokoju prawda młody człowieku? a może on szuka czego innego Margot? on szuka pokoju upierała się kobieta

była mocna i miała szerokie biodra mogła być moją matką i od razu zobaczyłem jak spomiędzy tych bioder we krwi i śluzie wypełza czerwony stwór to byłem ja sam

w tej chwili właśnie urodziłem się

tak szukam wolnego pokoju no to chodź powiedziała znam jedną kobietę która wynajmuje tanio pokoje poszedłem a za nami tamci śmieli się robiąc uwagi na temat gdzie i po co prowadzi mnie Margot

czy ty jesteś student na stypendium państwowym? zapytała mnie nie nie jestem studentem pracujesz gdzie? szukam pracy gdzie? mogę pracować w biurze znam się na tym ale mogę też robić wszystko co podejdzie pod rękę powiedz gospodyni że masz pracę bo ci nie wynajmie powiedz że jesteś urzędnikiem nie wyglądasz na pomocnika handlarza węglem byłem w jej rękach bezwolny znali ją na pewno bo była prostytutką i oglądali się za nami na ulicy robiąc przypuszczenia i śmiejąc się ze mnie ale ja czułem się bardzo bezpieczny i trochę odurzony sam nie wiedziałem jak i kiedy zakończyła się transakcja z panią Enfield i Margot pożegnała mnie na korytarzu przed wejściem do mego pokoju do pokoju który miał być moim nowym zupełnie nowym domem pani Enfield miała bardzo przyjemną twarz i siwe włosy patrzyła na mnie jakbym był kotem spotkanym na ulicy Margot przysunęła się tak blisko że grzała mnie swym ciałem jeszcze się zobaczymy jak się nazywasz? William jeszcze się zobaczymy mały Billu wydawało się że chce mnie pocałować ale się odsunąłem bo wciąż jeszcze pachniała krwią to bardzo porządna dziewczyna powiedziała pani Enfield nawet w tym zawodzie są porządne dziewczyny ile masz lat? dziewiętnaście odpowiedziałem i zaczerwieniłem się bo jak mogłem mieć dziewiętnaście lat jeżeli dopiero co się urodziłem szerokobiodrzastej prostytutce Margot