Od autora
Od autora
Tak na dobrą sprawę to dzieje narodowego
socjalizmu w Niemczech zaczęły się kilka lat wcześniej. Jednak właśnie
edycja Mein Kampf w połowie lat dwudziestych XX wieku stała się w istocie wizytówką ruchu, który przeobraził słabą, dopiero raczkującą,
parlamentarno-demokratyczną Republikę Weimarską, w system totalitarny z wszelkimi jego zbrodniczymi atrybutami. Niniejsza publikacja zawiera
opracowania, które odnoszą się do istoty narodowego socjalizmu i do
różnych aspektów jego funkcjonowania, i to zarówno w obrębie Trzeciej
Rzeszy, jak też na terenach przez nią okupowanych. Dwa teksty odbiegają
nieco swoim charakterem od pozostałych. Pierwszy stawia ważne pytanie o kondycję moralną polskiego społeczeństwa w latach drugiej wojny
światowej, o to, czy Polacy mieli swojego Quislinga, uchodzącego
powszechnie, nie tylko w Norwegii, za symbol zdrady i zaprzaństwo
narodowe. Drugi tekst jest próbą syntetycznego ujęcia stosunków
polsko-niemieckich ze szczególnym uwzględnieniem dziejów XX wieku i początków XXI. Oto pokrótce zawartość umieszczonych w zbiorze dziesięciu
tekstów:
1. Esej Głośni i milczący świadkowie straszliwego fenomenu Mein
Kampf to próba określenia zasięgu i charakteru recepcji tej książki
przede wszystkim w Niemczech, ale także w innych krajach, w tym w Polsce. Nie da się zaprzeczyć, że była to publikacja szeroko czytana
i analizowana, jednak między Bogiem a prawdą nie stała się
przedmiotem poważnej debaty. Nawet miarodajni politycy nie
dostrzegali w tej książce straszliwego ładunku, zdolnego wysadzić w powietrze dotychczasowy porządek świata. Dominowało przekonanie, że
da się zapanować nad rojeniami autora - niezrównoważonego, ale
też, jak się wydawało, nieszkodliwego fanatyka. Kiedy ów fanatyk
zaczął realizować swoje zamiary, zapisane często zupełnie otwarcie w Mein Kampf, było już za późno. Ziarno nienawiści zasiane na
kartach tej książki zaczęło wydawać zbrodnicze plony... Czy więc
ewidentne zlekceważenie treści Mein Kampf nie stanowi swoistego
aktu oskarżenia wobec wszystkich liczących się osobistości tamtego
świata? Czy nie spada na nie historyczna odpowiedzialność za brak
wyobraźni i grzech (zbrodnię?) zaniechania? I wreszcie ostatnie
pytanie, które padło w tym eseju: czy nie grozi odrodzenie się
"straszliwego fenomenu Mein Kampf", choć w nowej konfiguracji?
2. Esej Narodowy socjalizm - narodziny zła przybliża początki
nazizmu, odtwarza sieć powiązań ideowych przejętych od różnego
rodzaju ugrupowań nurtu nacjonalistycznego, rozwijającego się w Niemczech od drugiej połowy XIX wieku. Nazizm w zasadzie nie
wytworzył oryginalnej ideologii. Był pod tym względem ruchem o charakterze synkretycznym, wiele ze swoich idei zapożyczył od
organizacji typu volkistowskiego i pokrewnych, nie stronił też od
haseł proweniencji lewicowej. Zarodki zła, a więc agresywny
nacjonalizm sprzężony z biologicznym rasizmem, trafiły na podatny
grunt w postaci powszechnych nastrojów rewizjonistycznych po klęsce
w pierwszej wojnie światowej i zapaści ekonomiczno-społecznej,
wywołanej wielkim kryzysem gospodarczym przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
3. Esej Kobiety nazizmu otwiera konstatacja, z której wynika, że w wodzowskim, skrajnie spersonalizowanym ruchu
narodowosocjalistycznym, a od 1933 roku w podobnie uformowanym
systemie politycznym Trzeciej Rzeszy, doświadczenia życiowe
przywódców, w tym ich obsesje, kompleksy i pasje, rzutowały na
funkcjonowanie niemieckiego społeczeństwa i państwa. Dotyczyło to
także osobistych związków z kobietami. Ta sfera doznań wpływała nie
tylko na konstrukcje ideologiczne, ale także na praktykę działania
aparatu władzy, kształt życia społecznego i kulturalnego oraz -
last but not least - obyczajowość mieszkańców Niemiec. W eseju
znalazła się też analiza ról przypisywanych kobietom przez
propagandę nazistowską, a także uwagi o odgrywaniu tych ról w społecznej rzeczywistości.
4. W eseju Żydzi w propagandzie narodowego socjalizmu punktem
wyjścia rozważań stała się koncepcja wroga absolutnego
(śmiertelnego), stanowiąca rdzeń narodowosocjalistycznego sposobu
ujmowania kwestii żydowskiej i jej prezentacji w środkach masowego
przekazu Trzeciej Rzeszy. To ujęcie ewoluowało: od dyskredytacji i szykan przez urzędowe odsunięcie poza nawias życia publicznego i akcje pogromowe w listopadzie 1938 roku (tzw. noc kryształowa) aż po
pełną dyskryminację prawną, deportacje i Zagładę na ogromną skalę.
Temu wszystkiemu towarzyszyła totalna propaganda, siejąca nienawiść
rasową, skłaniająca niemieckie społeczeństwo do przyzwolenia na
ludobójstwo.
5. Na esej Możliwości edukacyjne polskich dzieci na ziemiach
okupowanych przez Trzecią Rzeszę w latach 1939-1945 składają
się informacje i refleksje dotyczące rzeczywistości oświatowej, w jakiej znaleźli się Polacy w okresie okupacji niemieckiej w latach
drugiej wojny światowej. Na ziemiach polskich bezpośrednio
wcielonych do Rzeszy polska oświata nie istniała, na terenie
zarządzanego w trybie kolonialnym Generalnego Gubernatorstwa
okupanci dopuścili funkcjonowanie szkolnictwa niemieckiego dla
Polaków na poziomie okrojonych programowo szkół powszechnych i zawodowych. Zabronione zostało szkolnictwo średnie i wyższe,
częściowo rekompensowane przez tajne nauczanie, rozwijające się
przede wszystkim w dużych miastach. Ogólnie rzecz biorąc, szanse
edukacyjne Polaków pod niemiecką okupacją zostały drastycznie
ograniczone, co miało wybitnie negatywny wpływ na perspektywy
rozwojowe kolejnych pokoleń w powojennej Polsce.
6. W eseju Film w roli świadka zbrodni ludobójstwa zwrócono uwagę
na rolę dzieł filmowych jako swoistego świadka niemieckich zbrodni,
dokonywanych w Trzeciej Rzeszy. Była to oczywiście rola symboliczna
i umowna, trudna do precyzyjnego zdefiniowania. Niemniej jednak dla
szerokiej rzeszy widzów kontakt z zapisem filmowym często decydował
nie tylko o pierwszym wrażeniu, ale także o wytworzeniu podstawowych
zrębów świadomości czegoś prawdziwego, co nieomal samemu się
przeżyło. Tak stało się z wieloma filmami o problematyce
martyrologicznej, na czele z niezwykle sugestywnym Ostatnim etapem
z 1948 roku w reżyserii Wandy Jakubowskiej.
7. W eseju Odwaga czy intryga? Hans von Herwarth i pakt
Ribbentrop-Mołotow została zaprezentowana postać niemieckiego
dyplomaty, który będąc sekretarzem ambasadora Trzeciej Rzeszy w Moskwie, przekazywał swojemu amerykańskiemu koledze po fachu dane
dotyczące postępów w poufnych rokowaniach radziecko-niemieckich od
wiosny 1939 roku. 24 sierpnia 1939 roku, kilka godzin po podpisaniu
paktu Ribbentrop-Mołotow, von Herwarth przedyktował Amerykaninowi
tekst tajnego protokołu do paktu. Świat dowiedział się o istnieniu
tego złowrogiego dokumentu po zakończeniu drugiej wojny światowej.
Centrala dyplomacji USA, a za jej pośrednictwem także Londyn i Paryż
poznały go już pod koniec sierpnia 1939 roku; Warszawa w ogóle nie
została poinformowana... Ważnym fragmentem eseju jest próba
odtworzenia motywów działania von Herwartha. Czy był to akt odwagi
służący ratowaniu pokoju, czy też udział w intrydze nazistowskiej
dyplomacji, mającej na celu odwiedzenie państw zachodnich od pomocy
polskiemu sojusznikowi?
8. Esej Kapitan Wehrmachtu Wilhelm (Wilm) Hosenfeld i jego pola
wolności zawiera portret niemieckiego oficera, który w latach
drugiej wojny światowej, spędzonych na terenie okupowanej Polski,
przeszedł znamienną ewolucję. Pełen entuzjazmu zwolennik narodowego
socjalizmu stawał się stopniowo coraz ostrzejszym krytykiem
nazistowskich porządków, aż wreszcie całkowicie je odrzucił.
Manifestowało się to również w aktach pomocy dla prześladowanych
Polaków i Żydów; między innymi kapitan Hosenfeld dopomógł przetrwać
ukrywającemu się po upadku Powstania Warszawskiego kompozytorowi
Władysławowi Szpilmanowi. Wspomnienia muzyka stworzyły kanwę
"oskarowego" filmu Pianista w reżyserii Romana Polańskiego, a pośrednio przyczyniły się też do odkrycia po kilkudziesięciu latach
dzienników i listów Wilma Hosenfelda. Ich edycja książkowa najpierw
w Niemczech, a potem w Polsce stanowi cenny przyczynek do badania
postaw przedstawicieli aparatu okupacyjnego na ziemiach polskich.
9. Esej Czy Polska miała swojego Quislinga? nawiązuje do osoby
norweskiego polityka, którego nazwisko stało się synonimem zdrady
narodowej w okresie drugiej wojny światowej. Aby odpowiedzieć na
tytułowe pytanie, należało uwzględnić specyfikę zarówno okupacji
niemieckiej, jak i radzieckiej na ziemiach polskich. Z dostępnych
danych wynika, że na terenie okupacji niemieckiej pojawiły się,
często z powodu elementarnej konieczności, pewne formy współpracy
Polaków z przedstawicielami aparatu okupacyjnego, zwłaszcza na polu
gospodarczym i kulturalnym. Nie było natomiast postaci, która
stanowiłaby odpowiednik negatywnego bohatera najnowszej historii
Norwegii. Polityka Trzeciej Rzeszy nie miała bowiem zapotrzebowania
na "polskiego" Quislinga. Ani przez moment nie przewidywano w Berlinie dopuszczenia Polaków do jakiejkolwiek formy
współzarządzania okupowanym terytorium. Inaczej wyglądała sytuacja
na terenach wschodnich Rzeczypospolitej, gdzie co do grupy ocalałych
ze stalinowskich czystek polskich komunistów i ludzi z nimi
związanych można mówić o "polsko-radzieckich" Quislingach. Wzięli
oni udział w projektowaniu, a potem w budowie quasi-państwowości
polskiej, pozbawionej suwerenności, ale zaopatrzonej w jej
zewnętrzne oznaki, z czasem zaakceptowane - nawet jeśli niechętnie
- przez międzynarodową społeczność.
10. Przedmiotem końcowego eseju Od wrogości do dobrego sąsiedztwa.
Polacy i Niemcy w splocie dziejów są relacje obu tych
narodów od średniowiecza przez czasy nowożytne i najnowsze aż po
współczesność, zdominowaną przez tragiczne doświadczenia drugiej
wojny światowej. Z konkluzji wynika, że mimo dramatycznego bagażu
przeszłości i kontrowersji wiążących się z bieżącym rozwojem
stosunków wizerunek Niemca w Polsce i Polaka w Niemczech staje się
coraz pełniejszy i bogatszy. Jest to konsekwencja wydobywania na
światło dzienne wydarzeń zapomnianych lub latami przemilczanych.
Coraz większe jednak znaczenie zyskują efekty osobistych i grupowych, swobodnych kontaktów międzyludzkich po otwarciu granic w Unii Europejskiej.
Rzeźba przed Międzynarodowym Domem Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Dziesięć esejów stanowi plon wystąpień w trakcie cyklu ogólnopolskich
konferencji Auschwitz i Holokaust na tle zbrodni ludobójstwa w XX
wieku, które od 2011 roku gromadziły corocznie naukowców, edukatorów i pracowników miejsc pamięci. Dyskutowali oni nad różnymi aspektami
drugiej wojny światowej, a także nad masowymi zbrodniami ubiegłego
stulecia. Esencjonalnym zapisem tych inspirujących dyskusji stały się
książki poświęcone ofiarom systemów totalitarnych, karaniu zbrodniarzy,
roli propagandy jako ważnego czynnika prowadzącego do zbrodni na masową
skalę, sytuacji kobiet w latach konfliktów wojennych. Kolejne tomy
dotyczyły sytuacji dzieci i młodzieży w czasie wojny, pozycji świadków
usytuowanych między ofiarami a sprawcami zbrodni, uczestników wydarzeń
wykazujących się w chwili próby przyzwoitością, niezwyczajną odwagą,
wręcz bohaterstwem, albo też wręcz odwrotnie - przyjmujących postawę
zbrodniarza, zdrajcy czy kolaboranta.
Doktor Alicja Bartuś, organizatorka cyklu konferencji naukowych w Międzynarodowym Domem Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Nie zabrakło też miejsca na
prezentację trudnego procesu przebaczenia i pojednania, zarówno w wymiarze narodowym i państwowym, jak też grupowym i indywidualnym.
Ogólnie rzecz biorąc, w centrum zainteresowania autorów referatów
znaleźli się ludzie, ich działania w sytuacjach trudnych, często
ekstremalnych, kiedy liczyły się decyzje dotyczące życia jednostek i zbiorowości. Opiekę naukową nad wszystkimi publikacjami konferencji
sprawowała doktor Alicja Bartuś. Głównym organizatorem wydarzeń była
Fundacja Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.
Prof. Eugeniusz Cezary Król wygłasza wykład na jednej z konferencji w Oświęcimiu.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Na koniec osobista refleksja autora esejów. Udział w cyklicznej
konferencji oświęcimskiej był nie tylko bardzo owocny w sensie naukowym,
ale stanowił również wspaniałe doświadczenie o charakterze
interpersonalnym. Kilkudniowe spotkania każdego roku z przedstawicielami
różnych ośrodków krajowych i zagranicznych dawały świetną okazję do
wymiany poglądów i zawarcia znajomości, które utrwalały się w trakcie
wieczornych rozmów przy kieliszku wina lub filiżance herbaty. Nawiązane
w ten sposób kontakty przeobraziły się niejednokrotnie w więzy przyjaźni
o trwałym charakterze, już nie tylko naukowej proweniencji. Wszystko to
uczestnicy konferencji zawdzięczają przede wszystkim pani doktor Alicji
Bartuś, niezwykle sprawnej Organizatorce, a przy tym przemiłej i uczynnej Koleżance, dzięki której czerwcowe spotkania w Oświęcimiu
odbywały się w niezapomnianej atmosferze. Autor niniejszej publikacji
poczuwa się do miłego obowiązku, aby Pani Doktor za te wspólnie spędzone
dni serdecznie podziękować.
Uczestnicy konferencji w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
I wreszcie akcent sentymentalny. Spotkania oświęcimskie dały autorowi i jego małżonce sposobność do krótkich wypadów turystycznych. Droga wiodła
na południe przez papieskie Wadowice, Gorzeń Górny z nieistniejącym już
niestety kameralnym muzeum zbiorów pisarza Emila Zegadłowicza aż do
Suchej Beskidzkiej. Wybór tej ostatniej miejscowości nie był
przypadkowy. Przed wieloma laty autor zaczytywał się w wydanej po raz
pierwszy w 1918 roku książce Heleny Bobińskiej O szczęśliwym chłopcu,
której akcja toczyła się właśnie w Suchej Beskidzkiej.
Dwór pisarza Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym (powiat wadowicki).
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Wnętrze dworu Zegadłowiczów w Gorzeniu Górnym.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Doszło do
konfrontacji zapisów pamięci z dzieciństwa ze współczesnym obrazem
Suchej Beskidzkiej. Trzeba bez przesady stwierdzić, że książka
Bobińskiej, która doczekała się bodaj dziesięciu wydań, odegrała rolę
precyzyjnego przewodnika po miasteczku i jego okolicach ze wzniesieniami
Jasień (Kocurowa Góra) i Mioduszyną na czele. Wszystko się zgadzało: i urokliwy rynek z karczmą "Rzym", i renesansowy pałac zwany "małym
Wawelem" (tam znalazły się zbiory E. Zegadłowicza), budynek leśniczówki
i oczywiście "galicyjska" stacja kolejowa z drugiej połowy XIX wieku.
Można sobie wyobrazić, jak wspaniale czuł się bohater książki -
kilkunastoletni Romek Nawrocki, dorastający w otoczeniu bujnej
beskidzkiej przyrody i stylowej architektury, w kręgu kochającej rodziny
i przyjaciół. W książce O szczęśliwym chłopcu zabrakło jedynie
wzmianki o niedawnym odkryciu.
Tablica upamiętniająca sławnego reżysera i producenta filmowego
Billy'ego Wildera na rynku w Suchej Beskidzkiej. Urodził się on w tej
miejscowości jako Samuel Wilder w 1906 roku.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Okazało się, że w Suchej Beskidzkiej w 1906 roku urodził się sławny hollywoodzki reżyser Samuel (Billy) Wilder,
twórca takich kultowych komedii jak Pół żartem, pół serio i Garsoniera. Wystawiono mu w rynku skromny, ale oryginalny pomnik, zaś
ulica nieopodal dworca kolejowego nosi jego imię.
Widok z Mioduszyny, szczytu w Beskidzie Makowskim.
Fot. Danuta Jackiewicz-Król
Tak oto uczestnictwo w obradach naukowych podczas konferencji
oświęcimskich udało się połączyć z pogodnymi podróżami w przeszłość,
kiedy rolę cicerone odegrała zapomniana już, ale pełna staroświeckiego
uroku książka O szczęśliwym chłopcu.
Warszawa - Oświęcim - Sucha Beskidzka
Eugeniusz Cezary Król
1. Głośni i milczący świadkowie straszliwego fenomenu Mein Kampf
1.
Głośni i milczący świadkowie straszliwego fenomenu Mein Kampf
Dlaczego fenomen i do tego straszliwy?
Termin "fenomen" nie został w tych rozważaniach użyty w odniesieniu do
znaczeń filozoficznych (np. szkoły fenomenologicznej Edwarda Husserla),
lecz w rozumieniu potocznym jako zjawisko wyjątkowe, niezwykłe. Należy
tu jednak zastrzec, że książek, które zrobiły karierę i przeszły in
plus lub in minus do historii, da się wyliczyć sporo. Wyjątkowość
książki Adolfa Hitlera polega jednak na tym, że jej ukazanie się, jej
treść i późniejsza recepcja stały się swoistym wyznacznikiem procesów
prowadzących do katastrofy ludzkości na skalę globalną, do zbrodni w wymiarze ludobójstwa. Co o tym mogło w Mein Kampf zaświadczać?
Po pierwsze - pojawiło się w niej widmo Holokaustu, jeszcze nie wprost,
ale w postaci embrionalnej. Książka jest nasycona antyżydowskością, jest
w niej obecna teza o Żydzie jako śmiertelnym wrogu, o żydowskim
światowym sprzysiężeniu, o konieczności radykalnego usunięcia rasowego
zagrożenia, o wytępieniu międzynarodowych trucicieli wraz z sąsiadującym postulatem o konieczności wytrucia trucicieli. Postulat
ten pojawił się w relacji Hitlera z przebiegu operacji militarnych
podczas pierwszej wojny światowej. Uznał on, że byłoby wskazane poddać
kiedyś działaniu trującego gazu dwanaście albo piętnaście tysięcy tych
hebrajskich niszczycieli narodu, tak jak to musiały znosić na polu
[bitwy] setki tysięcy naszych najlepszych robotników ze wszystkich
warstw i zawodów1. Skojarzenie z komorami gazowymi Auschwitz
wydaje się nieuchronne, jednak należy uwzględniać fakt, że od tego
zapisu w Mein Kampf wiodła jeszcze długa i kręta droga do realizacji
zbrodniczego "ostatecznego rozwiązania" kwestii żydowskiej.
Po drugie - został zarysowany projekt "państwa volkistowskiego" jako
archetyp systemu totalitarnego i demontażu systemu demokratycznego w Niemczech2. Co trzeba podkreślić specjalnie, miał to być
projekt fundamentalnej przebudowy państwa, wspartej na tych
praelementach rasowych, które jako ofiarujące kulturę tworzą piękno i godność wyższego poziomu ludzkości3. Warunkiem sine qua
non miała być dbałość o czystość krwi niemieckiej, odseparowanie tych
chorych fizycznie i psychicznie, którzy nie mają prawa uwieczniać
swojego cierpienia w ciele swojego dziecka4. A więc obłędna
zapowiedź segregacji rasowej obywateli Rzeszy połączona z zabiegami
eugenicznymi.
Po trzecie - w Mein Kampf tkwią prolegomena światowego konfliktu:
kategoryczny postulat zdobycia przez Niemcy nowej ziemi w Europie, a konkretnie biorąc przestrzeni życiowej na wschodzie, a ściśle ujmując,
obszary Rosji i podporządkowanych jej państwach ościennych. Jak
pokazały wydarzenia rozgrywające się za kilkanaście lat, oznaczało to
rachubę wojenną na ogromną skalę. W tym kontekście jawi się również,
jakkolwiek w postaci niedopowiedzianej, problem Polski; w książce
Hitlera nie ma jeszcze rozstrzygnięcia dylematu, czy wybierać się na
wschód "przez Polskę", czy "z Polską" w roli sojusznika5.
Okładka jednego z pierwszych wydań Mein Kampf z 1925 roku
Powyższe elementy zawartości Mein Kampf jednoznacznie wskazują, że
należy traktować fenomen wydania i obecności tej książki w życiu
publicznym Niemiec, a także innych krajów, jako zjawisko straszliwe,
niosące następstwa niezwykle brzemienne w wielorakie skutki. Naturalnie
trzeba pamiętać, że do takich następstw mogło dojść w określonych
uwarunkowaniach politycznych i społeczno-ekonomicznych w Niemczech, a także poza ich granicami w latach trzydziestych XX wieku Mein Kampf
odegrała w tym kontekście rolę swoistego, złowieszczego katalizatora.
Jak doszło do pojawienia się tego fenomenu i jaka była jego recepcja?
Mein Kampf, wydana w latach 1925-1926 jako publikacja w dwóch
woluminach, sprzedawała się w sposób umiarkowany. Przykładowo biorąc, w 1929 roku do czytelników trafiło 23 tys. egzemplarzy tomu pierwszego i 13 tys. tomu drugiego6. Znaczący przyrost sprzedaży nastąpił
po 1929 roku, kiedy na fali wielkiego kryzysu ekonomicznego, który
dotknął bardzo boleśnie miliony Niemców, partia narodowosocjalistyczna
zyskała znacznie na popularności. Po wyborach parlamentarnych w listopadzie 1930 roku stała się drugą po partii socjaldemokratycznej
siłą polityczną w Reichstagu. W lipcu 1932 roku zwiększyła jeszcze ponad
dwukrotnie swój stan posiadania, wychodząc na czoło ugrupowań w niemieckim parlamencie. W 1930 roku Mein Kampf, wydawana odtąd w jednym woluminie, rozeszła się w nakładzie 54 tys. egzemplarzy. W tym
samym roku ukazała się tania wersja książki Hitlera, do 1932 roku udało
się sprzedać łącznie 80 tys. egzemplarzy7.
Niemiecki plakat z lat trzydziestych reklamujący wydanie 4 mln
egzemplarzy Mein Kampf
W 1933 roku, kluczowym dla dziejów najnowszych Niemiec, gdy funkcję
kanclerza objął lider nazistów, jego książka rozeszła się w całym kraju
w nakładzie blisko miliona stu tysięcy egzemplarzy8. Po
dojściu narodowego socjalizmu do władzy w Niemczech machina wydawnicza
pracowała na coraz wyższych obrotach. Mein Kampf stała się
bezsprzecznie priorytetowym drukiem urzędowym nie tylko w okresie
pokoju, ale i w latach drugiej wojny światowej. Do 1938 roku drukarnię
opuściły 4 mln egzemplarzy, w grudniu 1943 roku było już ich blisko 10
mln. Ostatni duży dodruk pojawił się jesienią 1944 roku i w ten sposób
łączny nakład, włączając w to różne wersje wydawnicze - od najtańszych
do najdroższych i specjalnych (np. dla niewidomych, dla żołnierzy),
sięgnął liczby co najmniej 12 mln 450 tys. egzemplarzy9.
Rodzi się w tym miejscu pytanie, jaka część tego astronomicznego nakładu
dotarła do niemieckich odbiorców i została przez nich przeczytana, a może nawet przestudiowana? Kto stał się głośnym, a kto milczącym, czy
też niemym świadkiem tego dzieła? Jakie były odczucia po lekturze i na
ile zostały w sposób szczery wyartykułowane? Oczywiście brakuje danych
opartych na obiektywnych przesłankach; w okresie międzywojennym nie
przeprowadzano przecież badań demoskopijnych z prawdziwego
zdarzenia10. To utrudniało i utrudnia nadal uzyskanie
odpowiedzi na to pytanie, choćby w przybliżeniu. Taka sytuacja sprzyja
często nieuprawnionym spekulacjom, w dodatku poddawanym doraźnym
fluktuacjom politycznym czy propagandowym. Nie zmienia to jednak faktu,
że przez lata nagromadziło się w literaturze i publicystyce historycznej
wiele dociekań na ten temat11. Z tych dociekań można wyprowadzić
pewne uogólnienia, pozostające w pewnym, niekiedy w bliskim związku z rzeczywistością.
Po pierwsze - dzieło Hitlera spotykało się w trakcie kolejnych edycji z zainteresowaniem mass mediów, a także przedstawicieli różnych odłamów
niemieckiego życia politycznego. Zainteresowanie to zwiększało się w miarę wzrostu znaczenia ruchu narodowosocjalistycznego. Głos zabierali
reprezentanci ważnych instytucji społecznych, tak świeckich, jak i duchownych, w tym Kościołów katolickiego i protestanckiego oraz
środowisk żydowskich12. Formułowane opinie i zamieszczane w prasie recenzje musiały przynajmniej w pewnym stopniu docierać do wielu
Niemców, budząc ich zainteresowanie, a więc i chęć lektury.
Po drugie - po dojściu Hitlera do władzy, oprócz typowej reklamy
wydawniczej, pojawił się nacisk administracyjny, nakłaniający na różne
sposoby do zakupu i czytania Mein Kampf. Od kwietnia 1936 roku każda
para nowożeńców otrzymywała podczas ceremonii zawierania ślubu cywilnego
zamiast Biblii egzemplarz Mein Kampf. Urzędnikom państwowym i samorządowym dawano do zrozumienia, że posiadanie książki Führera i znajomość jej treści należy do oczywistych powinności służbowych.
Podobnie było w szkołach i w wojsku, nie wspominając już o szeregach
NSDAP, SA, SS i Hitlerjugend. Uczniowie, studenci, żołnierze i oficerowie, członkowie oraz funkcjonariusze partii, bojówek partyjnych i organizacji młodzieżowej ruchu nazistowskiego studiowali z mniej lub
bardziej autentycznym zapałem wywody pierwszej osoby w państwie,
otoczonej oficjalnym kultem. Podręczniki szkolne, zwłaszcza we
fragmentach dotyczących kwestii rasowych i demograficznych, przywoływały
fragmenty Mein Kampf. Wydawano także popularne streszczenia i ilustrowane broszury, zawierające elementy biograficzne Hitlera albo też
cytaty z jego książki na temat Żydów. W jednym z okólników Kancelarii
NSDAP z połowy grudnia 1939 roku znalazło się kategoryczne zalecenie,
aby egzemplarz książki Hitlera dotarł do każdej, choćby najuboższej,
rodziny niemieckiej.
Urzędnik wręcza nowożeńcom egzemplarz Mein Kampf podczas ceremonii
ślubnej, 1938 rok
Po trzecie - władze Trzeciej Rzeszy traktowały przynajmniej pobieżną
znajomość treści Mein Kampf jako dowód lojalności obywatelskiej.
Skłaniało to wielu Niemców, kierujących się życiowym oportunizmem, do
lektury książki, a potem demonstrowania, na przykład w formie
publicznych deklaracji, a także przez uczenie się na pamięć wybranych
fragmentów, pozytywnego stosunku wobec myśli i czynów wodza narodu.
Po czwarte - nie brakowało, zwłaszcza w okresie sukcesów reżimu
hitlerowskiego, wcale niemałej grupy niemieckich obywateli, którzy,
popadając w entuzjazm dla Führera, zatracali wszelki krytycyzm i traktowali Mein Kampf jako rodzaj katechizmu, niezbędnego do
codziennego życia.
Po piąte - nie należy zapominać o roli propagandy, która w warunkach
totalitarnego państwa, jakim była Trzecia Rzesza, przekazywała
jednoznacznie pozytywny, graniczący z ujęciem hagiograficznym wizerunek
Hitlera i jego dzieła, nie pozostawiając pola do kontestacji, o krytyce
już nie wspominając. Była ona jeszcze możliwa w schyłkowej fazie
istnienia Republiki Weimarskiej bądź też z perspektywy emigracyjnej. Od
1933 roku negatywne komentarze w Niemczech likwidowała prewencyjna
cenzura. Nawet w prywatnych rozmowach wstrzymywano się z niechętnymi
opiniami wobec treści i stylu Mein Kampf. Panowała obawa przed
denuncjacją ze strony znajomych, przyjaciół, a nawet członków
najbliższej rodziny. Nota bene nawet stosunkowo nieliczne głosy
krytyki pod adresem Hitlera i jego książki nie szły na ogół zbyt daleko.
Po szóste wreszcie - trzeba pamiętać o większości obywateli Trzeciej
Rzeszy, którzy po prostu milczeli: albo nie czytali Mein Kampf i nie
mieli nic do powiedzenia, operując co najwyżej bezpiecznymi ogólnikami,
albo nawet czytali, ale woleli nie zdradzać swojego poglądu, jeśli był
krytyczny. Tacy milczący świadkowie stanowili z perspektywy władz
Trzeciej Rzeszy podporę systemu totalitarnego, nawet jeżeli z biegiem
czasu ta podpora wykazywała oznaki coraz większego nadwyrężenia.
Jeśli przyjrzeć się bliżej "głośnym świadkom", dezaprobującym straszliwy
fenomen Mein Kampf, to, oprócz dawnych współtowarzyszy Hitlera, którzy
opuścili ruch narodowosocjalistyczny13, można
dostrzec głosy protestu pochodzące przede wszystkim od twórców kultury,
publicystów oraz pisarzy o orientacji socjaldemokratycznej,
komunistycznej, liberalnej i katolickiej14. Wyrazisty
przypadek w tym względzie stanowiła postawa braci Mannów - Tomasza i Henryka, od początku zaprzysięgłych adwersarzy ruchu
narodowosocjalistycznego. Tomasz, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1929 roku, już w 1923 roku określił w jednym z esejów raczkujący dopiero
ruch narodowosocjalistyczny mianem volkistowskiego pogaństwa i romantycznego barbarzyństwa15. Poznawszy wyniki
wyborów parlamentarnych z września 1930 roku, pisarz wystąpił publicznie
w październiku 1930 roku w Berlinie z "Niemiecką przemową", zawierającą
w podtytule znamienny zwrot: "Apel do rozsądku"16. Niewątpliwie
bazując na treści Mein Kampf, wezwał obywateli Niemiec do
zdecydowanego odrzucenia narodowego socjalizmu. W sobie tylko właściwym,
nacechowanym niespodziewanymi skojarzeniami stylu, zauważył, że ruch
nazistowski [...] wspierany jest również przez wiele elementów
intelektualnych. Należą do nich pewna ideologia filologiczna, romantyzm
germanistów i wiara w walory Północy płynące ze sfery
akademicko-profesorskiej, która przemawia do Niemców roku 1930 stylem
mistycznej poczciwości i nadętego kiczu, przy użyciu takich słów jak
rasistowski, volkistowski, wspólnotowy, bohaterski, wyposażając ruch w domieszkę rozmarzonego, uczonego barbarzyństwa groźniejszego jeszcze,
bardziej wyobcowanego ze świata, skuteczniej zalewającego i zalepiającego mózgi niż wyobcowanie ze świata i polityczny romantyzm,
które doprowadziły nas do wojny17.
Tomasz Mann zaapelował o popieranie socjaldemokracji, która po wojnie,
gdy w ogóle brakowało właściwej drogi dla Niemiec, pokazała
przynajmniej drogę, którą można się było poruszać18. Wyraził
też aprobatę dla polityki niedawno zmarłego ministra spraw zagranicznych
Republiki Weimarskiej, Gustava Stresemanna, wierząc, że zbliżenie do
Europy umocni Niemcy i w dalszej perspektywie przyniesie rewizję
traktatu wersalskiego19. Ten traktat to zdaniem pisarza
jedna z głównych przyczyn rosnącej popularności przywódcy NSDAP i jego
ruchu.
Do zdecydowanej, a przy tym kąśliwej krytyki autora Mein Kampf, T.
Mann powrócił w eseju Brat Hitler, napisanym już na emigracji, wydanym
w USA i w Szwajcarii w 1938 roku20. Dokonało się to jednak w przewrotny sposób: pisarz dostrzegł w Hitlerze... brata. Ten łobuz to
katastrofa; co nie stanowi powodu, by nie wzbudzał zainteresowania jako
los i charakter - napisał Mann. Deklaracja pokrewieństwa - dosyć
fatalnego - posłużyła pisarzowi do ostrego skontrastowania własnej
postawy twórczej z postawą zeszmaconego artysty, jakim w jego
przekonaniu jawił się Hitler.
Zwracając uwagę na socjologiczne i psychologiczne aspekty osobowości
autora Mein Kampf, Mann wspomniał między innymi o takich cechach jak:
nienasycenie popędu kompensacji i samogloryfikacji, niepokój, brak
samozadowolenia, zapominanie sukcesów, ich szybkie zużywanie się dla
samoświadomości, pustka i nuda, poczucie nicości, gdy tylko nie można
niczego zdziałać, każąc światu powstrzymywać oddech, bezcenny przymus
konieczności ustawicznego potwierdzania samego siebie...21
Niezależnie od tego, na ile rozważania niemieckiego noblisty o naturze i charakterze przywódcy Trzeciej Rzeszy odpowiadały prawdzie, jedna
kwestia nie ulegała wątpliwości. Pisarz, poznawszy treść Mein Kampf i wynikającą z niej praktykę, stał się zdecydowanym i konsekwentnym
wrogiem rządów narodowosocjalistycznych w Niemczech. Działając na
emigracji, najpierw we Francji, potem w USA, uprawiał aktywnie
publicystykę antynazistowską, a w okresie drugiej wojny światowej
kierował ponadto do rodaków drogą radiową wezwania do przeciwstawiania
się narodowemu socjalizmowi22.
Dłuższą dygresję na temat bezkompromisowej postawy wybitnego twórcy dało
by się jeszcze uzupełnić innymi świadectwami z niemieckiego życia
kulturalnego. Znaleźć można wśród nich zdania pochlebne o Mein Kampf w rodzaju wypowiedzi laureata literackiej Nagrody Nobla z 1912 roku,
Gerharta Hauptmanna, a także czołowego nazisty wśród niemieckich
literatów Hannsa Johsta. Ten drugi jeszcze w 1940 roku pisał z emfazą:
Jedna książka i jakie oddziaływanie! Co może [zdziałać] przeciwko
niej siła wybuchu najbardziej niszczycielskiego granatu? Książka
napisana, wysłana, przeczytana, właściwie zrozumiana - świat zyskał inne
oblicze! W początkach lat trzydziestych XX wieku pojawiały się jeszcze
w sporej liczbie opinie krytyczne, jak choćby Arnolda Zweiga, że Mein
Kampf zawiera Tekst umysłowo chorego, opętanego propagandysty i marnego autodydaktyka, albo Liona Feuchtwangera, iż W 164 000 wierszy
książki Hitlera dokonano 164 000 zamachów na niemiecką gramatykę i stylistykę23.
Wszystko to nie może jednak podważyć generalnej tezy, że zawartość Mein
Kampf nie spotkała się ze zdecydowanym i gremialnym odporem niemieckich
środowisk opiniotwórczych, uwzględniając tu również przedstawicieli
elity władzy Republiki Weimarskiej. Panowało poczucie niedowierzania i dystansu. Nawet uderzając w tony krytyczne, często tłumaczono, że jeśli
w tekście Mein Kampf pojawiły się sformułowania dosadne i daleko
idące, to były one efektem wybujałej wyobraźni autora i stanowiły
rezultat rozdrażnienia, wywołanego przymusowym pobytem w twierdzy
Landsberg.
Hitler, zapewne cokolwiek żałując otwartości zademonstrowanej na kartach
swojej książki, wykonywał pewne gesty, mające na celu złagodzenie wymowy
niektórych sformułowań. Dotyczyło to zwłaszcza wizerunku Francji jako
śmiertelnego wroga. W drugiej połowie lat trzydziestych XX wieku
pojawiły się podejmowane przez propagandę zagraniczną Trzeciej Rzeszy
próby wyjaśnień, z których jakoby wynikało, że Führer nie ma wrogich
zamiarów wobec zachodniego sąsiada Niemiec. Słowa zapisane w połowie lat
dwudziestych XX wieku w Mein Kampf miały natomiast odzwierciedlać
ówczesny stan wzburzenia przywódcy narodowych socjalistów, spowodowany
nieprzyjazną polityką francuską w czasie podejmowania decyzji
wersalskich, w szczególności zaś okupacją Zagłębia Ruhry w latach
1923-1925. Hitler zresztą nie musiał się specjalnie tłumaczyć ani przed
1933 rokiem, ani tym bardziej po objęciu urzędu wodza i kanclerza
Rzeszy.
Treści zawarte w Mein Kampf budziły też zwykłą ciekawość w rodzaju: co
też Führer uczyni w praktyce ze swoimi planami, zwłaszcza w odniesieniu do dramatycznego kryzysu ekonomicznego przełomu lat
dwudziestych i trzydziestych XX wieku, który na dobrą sprawę utorował mu
drogę do władzy? Czy jego polityka będzie równie radykalna jak zapisy w Mein Kampf? Jeśli nawet tak, to czy uda się go okiełznać politycznemu
establishmentowi, który był tego bardziej niż pewien? Jednym z przykładów w tym względzie może być obszerny, stustronicowy raport
policji pruskiej z 1930 roku. Stwierdzono w nim w sposób niebudzący
wątpliwości, że w wielu fragmentach Mein Kampf zawiera sugestie
dotyczące zwalczania republikańskiego państwa w sposób gwałtowny. Autor
raportu przychodził jednak nad tym bezrefleksyjnie do porządku, nie
proponując żadnego pomysłu, co z tym fantem zrobić24. Większość
oficjalnych komentatorów zajmowała zwykle postawę defensywną: książka
Hitlera to w zasadzie biografia, a nie program, ma bardziej charakter
anegdotyczny aniżeli polityczny, składa się z różnych szczegółów,
brakuje jej wizji. Nic bardziej błędnego... Wiele wskazuje na to, że
zgodnie z trafną konstatacją jednego z historyków francuskich (Vitkine)
enuncjacje zawarte w książce Hitlera raczej oślepiły, aniżeli oświeciły
współczesnych.
Tysiące egzemplarzy Mein Kampf, wprowadzane na rynek księgarski przy
hałaśliwym akompaniamencie propagandy, spowodowały jednak oswojenie się
Niemców z najbardziej bulwersującymi zapowiedziami, tym bardziej że
wiele z nich przetaczało się przez opinię publiczną w Niemczech już od
dziesiątków lat za sprawą skrajnych ruchów nacjonalistycznych i rasistowskich. Wracając do postawionego już wcześniej pytania o to, czy
Niemcy czytali Mein Kampf, czy też nie, można więc stwierdzić z dużą
dozą pewności, że nie mogli oni nie czytać tej książki25.
Przemawiają za tym nie tylko przytoczone powyżej okoliczności, ale
również fakt, że trzeba było znać wynurzenia człowieka, któremu udało
się w sposób spektakularny dojść do władzy, a potem odnosić sukcesy w polityce wewnętrznej i zagranicznej.
Druk kolejnych nakładów Mein Kampf podczas drugiej wojny światowej
trwał dalej w najlepsze. Donoszono o niezmiennie wysokim zainteresowaniu
mieszkańców Rzeszy książką Führera26. Kierownictwo Służby
Bezpieczeństwa SS, odpowiedzialne za badanie nastrojów społecznych
sygnalizowało jednak, że treści zawarte w tej książce padały ofiarą
niecnej dywersji ze strony wroga. Ulotki kolportowane przez Anglików
zawierały tak dobrane cytaty z Mein Kampf, że ich sens zupełnie nie
pokrywał się z intencjami autora27.
Gdy Trzecia Rzesza upadła i wraz z nią legł w gruzach mit wodza jako
męża opatrznościowego, do dobrego tonu w Niemczech należało
dystansowanie się od niedawnej przeszłości i podkreślanie, że normalni
ludzie nie mogli przecież znać, a tym bardziej brać na serio szalonych
pomysłów więźnia z twierdzy Landsberg. Postać Hitlera uległa nie tylko
demitologizacji, ale również mistyfikacji i demonizacji. To przecież był
diabeł wcielony, a skoro tak, to nie czytało się tego, co napisał, a już
na pewno nie traktowało się tego poważnie. Tego rodzaju pogląd składał
się na strategię usprawiedliwiania, która znalazła odzew w powojennych
Niemczech, zachowując tam przez wiele lat trwałość i wysoki poziom
aprobaty społecznej28. Obecnie nikt z poważnych badaczy i reprezentantów opinii publicznej w zjednoczonych Niemczech nie obstaje
przy słuszności tego rodzaju poglądu i tego rodzaju strategii. Wskazuje
się, że co najmniej jedna piąta międzywojennej populacji Niemców, a więc
kilkanaście milionów ludzi, czytało i znało Mein Kampf, przynajmniej w zarysie albo w wybranych fragmentach29. Nie było przy tym
dominującej świadomości, że obcuje się z wyznaniami szaleńca w dodatku
posługującego się nieporadną niemczyzną. Przeciwnie - w ogromnej
większości podchodzono do tego tekstu z uwagą, a nawet z odpowiednim
respektem. W końcu chodziło przecież o pierwszą osobę w państwie, o człowieka, który obiecał Niemcom odzyskanie wolności i godności,
dobrobyt, poszerzenie przestrzeni życiowej, realizację wizji
tysiącletniej Rzeszy. Doprawdy niewiele brakowało, aby ta wizja znalazła
całkowite i nieodwołalne spełnienie.
Równolegle do wydań krajowych rozwijał się druk edycji obcojęzycznych.
Sukcesywnie pojawiały się w wielu krajach tłumaczenia Mein Kampf,
początkowo w wersji ocenzurowanej, bo tego wymagało macierzyste
wydawnictwo Franz Eher Verlag. Uszczuplenia tekstu dotyczyły przede
wszystkim polityki zagranicznej, w tym zwłaszcza postrzegania Francji, w niewielkim stopniu problematyki rasy czy też eugeniki. Z czasem
ukazywały się edycje pełne, w których rzadko kiedy znalazło się miejsce
na elementy aparatu krytycznego, a więc rozbudowany wstęp i przypisy
korygujące błędy względnie objaśniające kontekst wydarzeń. Działalność
translacyjna, odnosząca się do kilkudziesięciu języków świata, trwa
zresztą po dziś dzień. I aktualne pozostaje pytanie, ilu było poza
granicami Niemiec milczących, a ilu głośnych świadków straszliwego
fenomenu Mein Kampf, albo inaczej pytanie formułując: kto i jak
reagował na treści zawarte w książce Hitlera? Nie ma miarodajnych,
pełnych danych dotyczących skali sprzedaży i czytelnictwa obcojęzycznych
wersji Mein Kampf w okresie międzywojennym i w latach drugiej wojny
światowej. Można jednak domniemywać, że były to wielkości rzędu
dziesiątków tysięcy, a może nawet setek tysięcy egzemplarzy. Nabywali i czytali książkę Hitlera nie tylko zwykli obywatele, lecz także osoby
odgrywające ważną rolę w życiu publicznym swoich krajów. Tak było,
przykładowo biorąc, z premierem Wielkiej Brytanii Winstonem
Churchillem30, Davidem Ben Gurionem31 politykiem
żydowskim, późniejszym premierem Izraela, Eugenio Pacellim, nuncjuszem
apostolskim w Niemczech, późniejszym papieżem Kościoła
rzymskokatolickiego32. Operując uogólnieniem i zachowując stosowne proporcje, można skonstatować, że za granicą
powtarzała się sytuacja znana z Niemiec. Podstawową reakcją opinii
publicznych różnych krajów łącznie z elitami intelektualnymi i politycznymi stało się przyjęcie postawy niebywałego i nieustannego
lekceważenia zawartości Mein Kampf, połączone z próbami tłumaczenia
wszystkiego przez pryzmat doświadczeń Hitlera sprzed lat. Mało komu
przychodziła do głowy myśl, że zapisy w jego książce o śmiertelnym
niebezpieczeństwie grożącym rasie nordyckiej ze strony Żydów, o planie
zdobywania przestrzeni życiowej na wschodzie czy też o przekształceniu
systemu demokratycznego Republiki Weimarskiej w totalitarny system
państwa volkistowskiego stanowią scenariusz, który niebawem zacznie
być realizowany. Znowu było wielu świadków, zarówno milczących jak i głośnych, na czele ze sławetnymi realizatorami polityki appeasementu w rodzaju premiera Wielkiej Brytanii - Neville'a Chamberlaina i Francji -
Eduarda Daladiera. Nie opuszczała ich myśl, że uda się okiełznać Hitlera
i nakłonić go do cywilizowanej współpracy, choćby za cenę znacznych
ustępstw. Głosów ostrzegających i wskazujących na to, że Mein Kampf
oddaje przecież w wierny sposób założenia i cele narodowego socjalizmu,
które krok po kroku są i będą realizowane, było raczej niewiele, a jeśli
już, to nie miały odpowiedniej siły przebicia.
Wśród różnych świadectw, pokazujących ówczesne podejście do straszliwego
fenomenu Mein Kampf, zwraca uwagę pewną oryginalnością pogląd znanego
brytyjskiego pisarza politycznego George'a Orwella33. Z niejaką
przewrotnością zwrócił on uwagę, że Hitler posiada niewątpliwie
przyciągającą osobowość, którą wyczuwa się nawet w niezdarnym stylu,
w jakim została napisana Mein Kampf. Wódz Trzeciej Rzeszy miał,
zdaniem pisarza, obnażyć zakłamanie hedonistycznej postawy wobec życia,
propagowane zarówno przez socjalizm, jak i kapitalizm aczkolwiek z większą niechęcią. Niemal cała myśl zachodnia od ostatniej wojny, a z pewnością cała "postępowa" myśl, zauważył Orwell, założyła milcząco,
że istoty ludzkie nie pragną niczego poza bezczynnością, bezpieczeństwem
i unikaniem bólu. Tymczasem Hitler wie, że istota ludzka nie tylko chce
komfortu, bezpieczeństwa, krótkiego czasu pracy, higieny, kontroli
urodzeń i, ogólnie biorąc, zdrowego rozsądku. Ludzie chcą również,
przynajmniej od czasu do czasu, walki i własnego poświęcenia, nie mówiąc
już o werblach, flagach i paradach lojalności. Wygląda więc na to, że
nazizm i faszyzm, a nawet zmilitaryzowany socjalizm Stalina są daleko
rozsądniejsze psychologicznie niż jakakolwiek hedonistyczna koncepcja
życia. Zamiast hasła: oferujemy wam "dobre czasy", Hitler powiada:
oferuję wam walkę, niebezpieczeństwo i śmierć - i cały naród pada mu
do stóp... Zapewne, przewidywał pisarz, za jakiś czas ludzie
oprzytomnieją, tak jak to stało się z końcem ostatniej wojny. Teraz
jednak, walcząc z tym człowiekiem, nie powinniśmy nie doceniać jego
emocjonalnego powabu34.
W tym momencie nie sposób nie wspomnieć o innym obywatelu imperium
brytyjskiego, Walijczyku Garethcie Jonesie35. Jest to tym
bardziej uzasadnione, że według wszelkich znaków Orwell posłużył się
całkiem rozmyślnie nazwiskiem Jonesa. W powieści Folwark zwierzęcy z 1945 roku, będącej alegorycznym opisem stalinizmu, tak został nazwany
właściciel folwarku, którego wypędziły zwierzęta, zaprowadzające
totalitarną dyktaturę36.
Gareth Jones był jednym z dwóch zagranicznych dziennikarzy (drugi to
Sefton Delmer z brytyjskiej gazety "Daily Mail"), którzy towarzyszyli w lutym 1933 roku na pokładzie samolotu Adolfowi Hitlerowi już jako
kanclerzowi Rzeszy w podróży z Berlina do Frankfurtu nad Menem. Jones
był świadkiem przedwyborczego wiecu NSDAP w tym mieście, następnie zjadł
kolację z Josephem Goebbelsem, od połowy marca 1933 roku ministrem
oświecenia narodowego i propagandy Rzeszy. Walijski dziennikarz, któremu
świetnie się z Goebbelsem rozmawiało, zapisał w swoich notatkach, że
konwersacja zeszła między innymi na temat Polski. Nazistowski prominent
miał zapowiedzieć odzyskanie korytarza pomorskiego, wyrażając przy tym
nadzieję, że Polska wreszcie zda sobie sprawę z tego, że lepiej będzie
dla niej, jeśli nam go odda. Celem długofalowym Rzeszy będzie marsz na
wschód. Goebbels uspokajał przy tym walijskiego dziennikarza: Nasza
ekspansja wcale nie musi oznaczać konfliktu z Rosją. Poszkodowaną będzie
Polska37.
Jones znalazł się na terenie Niemiec trzykrotnie w latach 1933-1934.
Każda z tych wizyt owocowała serią artykułów w gazecie "The Western Mail
& South of Wales News". Autor starał się na ogół rzeczowo i beznamiętnie opisywać to, co widział. Można było też odnieść wrażenie,
że Jones do pewnego stopnia uległ fascynacji ruchem
narodowosocjalistycznym, np. w odniesieniu do programu zwalczania
astronomicznego bezrobocia38. Z biegiem czasu jedna stawał
się coraz bardziej krytyczny. Pomagała mu w tym uważna lektura Mein
Kampf.
Jedną z kwestii, która zajęła go szczególnie, była kampania przeciw
Żydom. Wydała mu się ona tak średniowieczna, że postanowił zajrzeć do
biblii ruchu narodowosocjalistycznego. Jones przecierał oczy ze
zdumienia, kiedy przyszło mu przeczytać, co autor Mein Kampf sądził o roli Żydów w Wielkiej Brytanii: Żyd jest niemalże nieograniczonym
dyktatorem za sprawą przebiegłych metod kontrolowania opinii
publicznej! Według Hitlera, zapisał dziennikarz, to nie Brytyjczycy,
ale właśnie Żydzi zapragnęli destrukcji Niemiec w latach 1914-1918. To
Żydzi, jak wynikało zdaniem Jonesa z tekstu Mein Kampf, kierują się
iście makiawelistycznymi intencjami, z jednej strony dążą do triumfu
parlamentaryzmu, z drugiej pragną przejąć dominację nad światem,
rozprzestrzeniając bolszewizm39.
Kierując teraz wzrok na wschód Europy, należy zauważyć, że gremia
kierownicze ZSRR nie poświęcały aż do 1930 roku szczególnej uwagi
narodowemu socjalizmowi, a co za tym idzie, również Mein
Kampf40. Sytuacja zmieniła się po wyborach do Reichstagu, kiedy
NSDAP stała się drugą siłą polityczną w parlamencie niemieckim. W prasie
radzieckiej zaczęły ukazywać się artykuły o ruchu
narodowosocjalistycznym, ale o książce Hitlera ciągle nie było wzmianki.
Bez porównania większe zainteresowanie budziła napięta sytuacja w niemieckim ruchu robotniczym, w szczególności zdradziecka jakoby rola
socjaldemokracji jako podstawowego narzędzia faszyzacji kraju.
Zwrot dokonał się w połowie 1932 roku, a motorem zmiany okazała się nie
oficjalna propaganda ZSRR, lecz Międzynarodówka Komunistyczna. W jej
organie "Internationale Pressekorrespondenz", ukazującym się w latach
1921-1939 w ośmiu językach, pojawiło się w maju 1932 roku kilka
artykułów o polityce zagranicznej narodowego socjalizmu, NSDAP i samym
Hitlerze. Wywody zilustrowano licznymi cytatami z Mein Kampf, autorami
artykułów byli niemieccy komuniści z Theodorem Neubauerem na
czele41.
Rosnąca obecność narodowego socjalizmu w życiu politycznym Niemiec, a zwłaszcza agresywnie demonstrowane przez ten ruch tendencje
antyradzieckie i antykomunistyczne doprowadziły wreszcie do wydania w ZSRR rosyjskojęzycznej pełnej edycji Mein Kampf. Zadania tego podjął
się doświadczony działacz partii bolszewickiej Grigorij
Zinowjew42. Był on już wtedy w bardzo trudnej sytuacji
osobistej. Miał zapewne nadzieję, że wykonanie tego dzieła pozwoli mu
powrócić do łask Stalina43. Mein Kampf jako Моя борьба
ukazała się drukiem najprawdopodobniej jesienią 1933 roku w nakładzie
kilkudziesięciu egzemplarzy i z zastrzeżeniem do użytku służbowego.
Książka znalazła się niewątpliwie w rękach czołowych przedstawicieli
władz ZSRR łącznie ze Stalinem, ale na ten temat brak bliższych
danych44. Warto zauważyć, że Zinowjew nie tylko, i to z dużym
trudem45, przebrnął przez tłumaczenie, ale także poświęcił
książce Hitlera osiemdziesięciostronicowe, szczegółowe
studium46. Scharakteryzował wstępnie Mein Kampf jako "książkę
książek" niemieckich faszystów. Cała ogromna, finansowana przez wielkich
kapitalistów, literatura niemieckich faszystów, którą zalali oni w ubiegłych latach Niemcy, wspiera się na tej książce. Do 1933 [roku]
cała faszystowska literatura była prostym streszczeniem,
przetłumaczeniem tej "Ewangelii", tej "Biblii" ruchu Hitlera na język
potoczny"47. Analiza Zinowjewa, dokonana w typowej dla ruchu
komunistycznego manierze stylistycznej, dotyczyła różnych aspektów
książki Hitlera. W szczególnym jednak zakresie odnosiła się do tych
fragmentów, które zawierały zapowiedź ekspansji na wschód, uzyskania
przestrzeni życiowej kosztem Rosji.
W podsumowaniu swojego studium czołowy, choć już zmarginalizowany
bolszewik stwierdził: Mein Kampf jest podstawową książką tej epoki,
którą przygotowuje w Niemczech reżim faszystowski. Książka jest
niedorzeczna, głupia, złośliwa, pełna antysemickich haseł i każdy wiersz
w tej książce trąci nienawiścią do klasy robotniczej. Jednakże jest to
dokument epoki w tym sensie, że odsłania w szczególnie jaskrawej i otwartej formie społeczno-polityczne "dążenia" chylącego się do upadku
przegniłego kapitalizmu, który w przededniu swojej całkowitej katastrofy
sięga do rabunkowych, faszystowskich środków. [...] Tym ważniejsze
jest dla czytelników Związku Radzieckiego, aby zapoznać się z tą główną
księgą przywódcy niemieckich faszystów. Jest rzeczą konieczną poznać
możliwie dobrze wroga, aby go możliwie skutecznie pokonać48.
Zinowjew zniknął ostatecznie z radzieckiego życia publicznego, ale po
cytaty z jego tłumaczenia Mein Kampf sięgali od 1934 roku coraz
częściej politycy i publicyści ZSRR oraz funkcjonariusze Międzynarodówki
Komunistycznej. Między innymi tak było na forum XVII Zjazdu WKP(b) w styczniu 1934 roku, a także podczas VII Światowego Kongresu
Międzynarodówki Komunistycznej w lipcu i sierpniu 1935 roku Książki i artykuły, które ukazywały się w Związku Radzieckim w drugiej połowie lat
trzydziestych XX wieku, zawierały dużą dawkę odpowiednio
interpretowanych informacji o przywódcy Trzeciej Rzeszy i jego
sztandarowej publikacji49.
Należy jeszcze zauważyć, że drugą obok Zinowjewa czołową postacią w aparacie władzy ZSRR, która miała do czynienia z tekstem Mein Kampf,
był Karol Radek50. Bolszewik o barwnym i tragicznym życiorysie
pełnił na początku lat trzydziestych XX wieku między innymi funkcję
kierownika Biura Informacji Międzynarodowej w ramach Wydziału
Zagranicznego WKP(b). W tym charakterze, działając jako doradca do spraw
międzynarodowych Józefa Stalina, sporządzał ekspertyzy, w tym zwłaszcza
dotyczące dalszego kształtowania się stosunków radziecko-niemieckich.
Jeden z takich dokumentów z 11 kwietnia 1933 roku, sygnowany przez
Radka, zawierał analizę programu polityki zagranicznej Adolfa Hitlera
opartą bez wątpienia na znajomości Mein Kampf 51.
Radek władał biegle językiem niemieckim, więc nie musiał korzystać z tłumaczeń. Z konkluzji kwietniowego dokumentu miało wynikać, że
urzędujący od kilku miesięcy nowy kanclerz Rzeszy zawarł w Mein Kampf
poglądy, które wykluczały możliwość powrotu do polityki "rapalleńskiej",
a więc obopólnie korzystnych stosunków radziecko-niemieckich po
podpisaniu w kwietniu 1922 roku umowy we włoskim kurorcie Rapallo,
potwierdzonej i prolongowanej przez traktat berliński w kwietniu 1926
roku. Książka Hitlera, odpowiednio zaprezentowana przez stalinowskiego
doradcę, odegrała więc istotną rolę z punktu widzenia kształtu polityki
zagranicznej ZSRR w latach trzydziestych XX wieku. Niewiele na tym
zyskał sam Karol Radek. Podobnie jak Grigorij Zinowjew padł wkrótce
ofiarą "wielkiego terroru".
Z jednej z wielu biografii Stalina wiadomo ponadto, że radziecki
dyktator zabrał się do gruntownej lektury Mein Kampf latem 1939 roku,
na krótko przed podpisaniem paktu
Ribbentrop-Mołotow52. Najwyraźniej albo zlekceważył,
albo przeoczył wtedy zagrożenie, o którym propaganda radziecka głośno
rozprawiała kilka lat wcześniej.
Po wejściu w życie porozumienia radziecko-niemieckiego z sierpnia 1939
roku, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły z mass
mediów ZSRR wszelkie wzmianki o ekspansjonistycznych zapędach przywódcy
Trzeciej Rzeszy. Równie szybko i ze wzmożoną siłą pojawiły się na nowo
od czerwca 1941 roku, po napaści wojsk niemieckich na niedawnego
sojusznika. Książka Hitlera nie znalazła się w publicznym obiegu w Związku Radzieckim aż do końca istnienia tego państwa. W Federacji
Rosyjskiej Mein Kampf pozostaje na indeksie, choć w obiegu
nieoficjalnym znajduje się tłumaczenie, pozbawione jednakowoż aparatu
krytycznego.
Podobnie rzecz miała się w międzywojennej Polsce. W okresie
polsko-niemieckich napięć za czasów Republiki Weimarskiej nie było mowy
o dozwolonej cyrkulacji Mein Kampf na terenie Rzeczypospolitej, choć z pewnością do egzemplarzy oryginału znajdowała dostęp mniejszość
niemiecka. We wrześniu 1933 roku, a więc w kilka miesięcy po objęciu
funkcji kanclerza Niemiec przez Hitlera, sąd grodzki w Katowicach wydał
orzeczenie o konfiskacie Mein Kampf, powołując się na artykuł 182
kodeksu karnego, penalizujący przestępstwo zniewagi narodu polskiego.
Bezpośrednim powodem orzeczenia miał być konkretny fragment w książce,
mówiący o tym, że germanizacja polskiego elementu przez jego czyste
zniemczenie doprowadziłaby do fatalnego efektu: obcy rasowo naród,
wyrażający w języku niemieckim swoje obce myśli, kompromitowałby swoją
własną niepełnowartościowością wielkość i godność naszej własnej
narodowości.
W styczniu 1935 roku, w rok po podpisaniu polsko-niemieckiej deklaracji
o wyrzeczeniu się siły w stosunkach wzajemnych, w okresie wyraźnego
ocieplenia obustronnych stosunków, ambasador niemiecki w Polsce Hans
Adolf von Moltke, przekazał w raporcie do centrali berlińskiej
wiadomość, że postanowienie sądowe w sprawie Mein Kampf zostało
uchylone. Mimo to kolportaż tej książki na terenie Polski natrafiał na
duże trudności, zwłaszcza w województwach zachodnich i północnych. Tak
samo było z możliwością translacji. Kilku polskich tłumaczy ubiegało się
o to zarówno u władz niemieckich, jak i w oficynie Franz Eher Verlag.
Między innymi o taką zgodę starała się korespondentka konserwatywnego
dziennika "Kurier Warszawski", Maria Męcińska. Dziennikarka wskazała
nawet polskie wydawnictwo gotowe do edycji tłumaczenia Mein Kampf.
Chodziło o znaną oficynę Gebethnera i Wolffa; Męcińska zachęcająco
sugerowała, że chodzi o wydawnictwo chrześcijańskie o pochodzeniu
niemieckim. Wstępnie zaaprobował pomysł niemiecki MSZ, ale z niewyjaśnionych dotąd powodów do druku tłumaczenia jednak nie doszło.
Zapewne główną przeszkodą było znane stanowisko Franz Eher Verlag,
narzucające jednostronnie obowiązek okrojenia tekstu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki