Na ostrowie rzeki - Jarek Zawadzki
10.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Okruchy, Viktoria Goda, https://www.pexels.com/photo/blue-red-and-yellow-chalk-1107495
Homo politicus, Pexels, https://pixabay.com/photos/female-lady-model-pavement-posing-1835254
Pająk, zand, https://pixabay.com/photos/spider-web-cobweb-insect-animal-4017626
Ryby, SIVA T, https://unsplash.com/photos/jTyBPNtGcR0
Maliny, Stan Slade, https://unsplash.com/photos/BM27BzBrhVM
Kot i szprot, Hannah Reding, https://unsplash.com/photos/IwYAo4G7Kr8
Jegomość z państwa Qi martwi się o niebo, Marissa&Eric, https://unsplash.com/photos/un97ayBGhZ8
Na Boga, Kentaro Toma, https://unsplash.com/photos/VPJrp8vjMAw
Nowy świat, Albrecht Fietz, https://pixabay.com/photos/ruins-roman-foundation-walls-crete-5764889/
Credo, Nik Korba, https://unsplash.com/photos/3WceTBlUoMs
Super nova, bamenny, https://pixabay.com/illustrations/robot-flower-technology-future-1214536
Król pustyni, Jeremy Bezanger, https://unsplash.com/photos/BdfXNuPWNFc
Ognisko, Gerd Altmann, https://pixabay.com/photos/eye-woman-view-wall-stones-banner-4098296
Ład, Gerd Altmann, https://pixabay.com/illustrations/woman-old-face-granny-1848676
robinHood();, moritz320, https://pixabay.com/photos/node-fastening-stop-rope-dew-2531897
Twarz, stux, https://pixabay.com/photos/cardboard-corrugated-cardboard-paper-267282
Starożytni Marsjanie, NASA/JPL, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:PIA02405.jpg
Feniks, Michal Renčo, https://pixabay.com/photos/urbex-sadness-nostalgia-abandoned-5016576
Taoista, jarekgrafik, https://pixabay.com/photos/pieniny-pine-mountains-trail-1005434
Przeszłość, Ananya Mittal, https://unsplash.com/photos/s3w-i2E4CdM
Ślad, Michael Dziedzic, https://unsplash.com/photos/aQYgUYwnCsM
Sąsiad, Karolina Grabowska, https://www.pexels.com/photo/bowl-with-tasty-noodle-soup-near-spoon-4210849
Duch Zeusowy, Tamal Mukhopadhyay, https://unsplash.com/photos/RkIwyoeErgM
Miasto, Mabel Amber, https://pixabay.com/photos/can-tin-empty-cans-cigarette-box-3489894
Eneida, Pier Francesco Mola, "Wenus ratująca Eneasza", https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Pier_Francesco_Mola%E2%80%99s_Venus_Rescuing_Aeneas,_c._late_1650s.jpg
Muszkiety, Assad Tanoli, https://unsplash.com/photos/iIPNtVQfc54
Ludzka mowa, Inskrypcja z Harappy, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Longest_Indus_script_inscription_(colour).jpg
Widmo, Silvia Gaudenzi, https://pixabay.com/illustrations/daisy-flowers-drawing-marguerite-5975036
Bajka, RJA1988, https://pixabay.com/photos/old-car-rusty-car-usa-nevada-3806951
Miłość, Peter H, https://pixabay.com/photos/dove-bird-balz-seduce-animal-1333833
Wrak, Kerstin Riemer, https://pixabay.com/photos/johnny-walker-whiskey-alcohol-4647653
Neolit, Malowidło z Lascaux https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lascaux_painting.jpg
Nie taki był plan, OpenClipart-Vectors, https://pixabay.com/vectors/battle-france-french-gun-1299887
Władza, PublicDomainPictures, https://pixabay.com/photos/chess-metaphor-board-business-316657
Obrazy, Miguel Á. Padri?án, https://pixabay.com/photos/painting-colors-colorful-brush-1067686/
Goci, Jessica Rockeman, https://pixabay.com/vectors/knight-horse-castle-fairytale-2305287
Język, Michael Dziedzic, https://unsplash.com/photos/dbpLrMALyiM
Traktat, Simon Maage, https://unsplash.com/photos/NcNu8kzunb4
Antykwariat, Faith Enck, https://unsplash.com/photos/bmvLnHMQVWg
Na wiarę, Ri Butov, https://pixabay.com/photos/old-phone-wood-deck-membrane-4717604
Złoty wiek, Steve Bidmead, https://pixabay.com/photos/gold-ingots-treasure-bullion-513062
Słowa, Gerd Altmann, https://pixabay.com/photos/sign-signpost-right-left-direction-490816
Dom na skale, cablemarder, https://pixabay.com/photos/snails-shells-animals-gastropods-2983235
Oglądamy film, Amber Kipp, https://unsplash.com/photos/75715CVEJhI
Wiewiórka, Andy Holmes, https://unsplash.com/photos/ykp-sudtOto
Piękno, falco, https://pixabay.com/photos/temple-buddhism-taoism-taiwan-1875489
Gniew, LDG Photos, https://unsplash.com/photos/LIQvH_ITEFE
Godzina szczura, Rob Owen-Wahl, https://pixabay.com/photos/animal-attractive-beautiful-black-1238777
Morze! Morze!, Lars Nissen, https://pixabay.com/photos/lantern-sea-heaven-beach-water-6826687
Horyzont, Johann Walter Bantz, https://unsplash.com/photos/woE5G6zzFQo
Subtelność, kie-ker, https://pixabay.com/photos/butterfly-flower-pollinate-1568926
Poezja, Pexels, https://pixabay.com/photos/curtain-objects-silhouette-sunlight-1850813
Los, Daniel Bernard, https://unsplash.com/photos/s67PZz8Xt3c
Łąka, Pexels, https://pixabay.com/photos/dog-pet-animal-cute-1839808
Déja vu, Alex Belozertsev, https://pixabay.com/photos/film-stock-film-cinema-5974239
Wiedza radosna, ???, https://unsplash.com/photos/M7W4ZrMlkTs
No future, Sven de Koe, https://unsplash.com/photos/l0g7MRklVfk
Karawana, congerdesign, https://pixabay.com/photos/teddy-bear-knitted-wool-bear-688091
Nihil novi sub sole, Alexas_Fotos, https://pixabay.com/photos/beer-mug-refreshment-beer-mug-2439237
Na faceta, Alexandra Haynak, https://pixabay.com/illustrations/people-girl-woman-face-portrait-2013447
Nie wiem, czy tak dużo, Ralphs_Fotos, https://pixabay.com/photos/faucet-crow-poultry-cockscomb-3521668
Od zwykłego człowieka, StockSnap, https://pixabay.com/photos/white-window-glass-shield-frame-2563976
Na poetę, Rudy and Peter Skitterians, https://pixabay.com/photos/girl-swing-rocking-autumn-fall-996635
Na śmierć, Pratik Gupta, https://unsplash.com/photos/l57A9zxd0XI
Gra, M. Maggs, https://pixabay.com/photos/nest-bird-robin-thrush-saving-1179492
Słońce nad Samos, Michael, https://unsplash.com/photos/3Bsw31s1kPw
Wiosną, 12019, https://pixabay.com/photos/river-hills-trees-woods-woodlands-1590010
Po deszczu, AURELIE LUYLIER, https://pixabay.com/photos/buckets-steel-former-antique-2611432
Na dudka, Delyth Williams, https://pixabay.com/photos/hoopoe-african-bird-plumage-nature-3839283
Listopad, 557453, https://pixabay.com/photos/fly-agaric-mushrooms-wild-mushrooms-516281
[Na tej stronie,] Gerd Altmann, https://pixabay.com/illustrations/paper-stationery-christmas-greeting-4478147
Now, is it not a shame To see ye thus - not very, very sad? Perhaps ye are too happy to be glad.
John Keats
I czy to nie szkoda, Że w takim teraz smutku wam upływa życie? Może wy zbyt szczęśliwi, że się nie cieszycie.
Mieszkał nad rzeką i codziennie rano Jadł na śniadanie rybę ze śmietaną, Którą dzień wcześniej sobie złowił świeżą, Wiedząc, że ryby długo nie poleżą. Nie brakowało mu również nabiału, Bo krowa w polu się pasła pomału. Miał więc śmietanę i mleko, i masło; I wielkie szczęście - zanim szczęście zgasło.
Dzień był pogodny, jak to zwykle wiosną, Gdy leżał sobie spokojnie pod sosną, Patrząc na chmurki sunące po niebie Wolno, jak babcie na wiejskim pogrzebie. Ptaszki śpiewały wesoło aż miło: Widać im dobrze na tym świecie było, Jak człowiekowi, który spoczął sobie Bez trosk i zmartwień w cichym, chłodnym grobie.
Z daleka słyszał czasem dochodzące Niczym z zaświatów ryczenie na łące: To jego krowa muczała co chwilę, Żeby odpędzić natrętne motyle, Które tam kwiatów szukały bez przerwy, Działając starej krasuli na nerwy.
Ojca nie poznał; kiedy się na świecie Berbeć pojawił, to ojciec, no wiecie, Miał swoje sprawy - tak go coś zajęło, Że nie zobaczył, jakie spłodził dzieło, Więc biednej matce przypadło w udziale Samej wychować małego mądralę. Dziś wszyscy we wsi bez trudu dostrzegą, Że wychowała matka syna swego. Chłopak pogodny, zdarzało się czasem, Że tym i owym dawał w nos pod lasem, Gdy go wkurzyli - a mocne miał ciosy, Więc się łamały nieraz we wsi nosy.
Psa kiedyś chował, lecz rasy nie powiem: Nie znam się wcale na psich rasach bowiem. Bardzo go kochał albo ją, być może, Bo płci zwierzaka nie pamiętam. Boże, Co za różnica! Jeden pies i tyle. Nad czymś ciekawszym się raczej pochylę, Żeby wam zabić, jak przystało, nudę. Płci roztrząsanie zda się psu na budę.
Lubił spacery ze swym czworonogiem, Najlepszym ponoć w świecie kardiologiem. Pies aportować się uczył jak trzeba I komend słuchać: siad! do nogi! gleba! Bierz go! nie szczekaj! Nie było ni chwili, Której by chętnie z sobą nie spędzili. Lecz dnia pewnego, jak to czasem bywa, Umarła psina taka niegdyś żywa, Co bowiem żyje, to kiedyś umiera, Chyba że w pieśni niczym u Homera Żyć będzie wiecznie, póki gra muzyka I nie zaginie znajomość języka.
Ale do rzeczy, pies umarł i tyle. Tak się skończyły te radosne chwile. Smutny więc chodził czas jakiś - niedługo, Przyjemność bowiem sobie znalazł drugą, Kiedy pod lasem, gdzie zwykł dawać w zęby, Sam w końcu dostał, bo mu dała gęby. Kto? Taka jedna, co się dzisiaj wstydzi, Gdy go przypadkiem jakimś cudem widzi. Chciałaby o nim zapomnieć na zawsze I mieć wspomnienia z lat młodych ciekawsze, Ale nie może, więc tylko unika Tej wsi, tej rzeki, tego zagajnika. Wybaczyć sobie nie umie, że taka Durna takiego wzięła łapserdaka. Zanim zmieniła jednak o nim zdanie, Nie mogła wiedzieć, co się kiedyś stanie, A stać się miało - przecież bym inaczej Głowy wam teraz nie zawracał raczej.
We wsi mieszkali (a to małe sioło: Kilka budynków i pola wokoło), Toteż się znali od dziecka, jak wszyscy W tej okolicy; byli sobie bliscy Niczym rodzina, a przecież w rodzinie Dobrze na zdjęciu można wyjść jedynie - Nawet sąsiadom człowiek nie zaufa, Choćby przy płocie szła za lufą lufa.
No ale dziecko, póki nie dorośnie, Do znajomości podchodzi radośnie I nie ocenia, przynajmniej do czasu, Gdy nie ma o co podnosić hałasu. Ale gdy geny dają znać o sobie, Rodzą się pasje, skłonności i fobie, Upodobania, nienawiść i miłość, Ideał piękna, a czasem otyłość, I nie wiadomo, co się komu trafi, Z kim wyląduje na tej fotografii, A z kim gdzie indziej, i co z tego będzie, Gdy przyjdzie ocknąć się po happy endzie.
Kiedy dojrzeli już do tego wieku, Który hormony pobudza w człowieku, Zauważyła nagle, że jej ciało Na jego widok niedwuznacznie drgało, Więc to być musiał ten jeden, jedyny Ideał męstwa, marzenie dziewczyny. On w sumie nie miał nic przeciwko temu, Toteż nie widział żadnego problemu. I stąd pod lasem, gdzie obijał nosy, Postanowili połączyć swe losy.
By był - o! Janie - rozum przy młodości! Żyjesz, młodzieży, w nadziei, że ktoś ci Zdąży powiedzieć: "Weź, nie bierz Filipa Prosto z konopi". A tu taka lipa, Bo nikt nikomu niczego nie powie, Nim jest za późno. Daj nam, Boże, zdrowie!
Na jednej gębie to się nie skończyło: Natury żądną nie pokonasz siłą! Chociaż był tydzień może minął jaki, Nim się wybrali, jak należy, w krzaki, Gdyż dawno temu to się wszystko działo, Więc i miejscówek lepszych mieli mało Nawet w sąsiednim całkiem sporym mieście, Więc mnie za głupka wiejskiego nie weźcie.
Zwinnie mu klamrę w spodniach odbezpieczy I dłonią szuka ukrytej w nich rzeczy. On podniecony, widząc, że czas nagli, Chwyta za biodra i obdziera z żagli Wysmukły tułów i jędrne ramiona, Ale dziewczyna nie jest zaskoczona, Bo już zdążyła opuścić mu spodnie I patrząc, jak mu się pręży dorodnie, Swój spód ściągnęła, bo chłopak zajęty Był teraz graniem na dwa instrumenty Krągłe, dyszące i nader urocze - W ręce dziewczyny powierzył więc krocze. Nie zdjął koszuli, gdyż czasu za mało, Żeby odkrywać mniej istotne ciało; Ważniejsze tylko miejsca odsłonili - Ktoś im przeszkodzić mógłby w każdej chwili, A co się zacznie, to dokończyć trzeba, Więc go objęła i: siad! padnij! gleba! Lecz tu stwierdziła, że najwyższa pora, By przejął rolę lorda protektora, Szybko się pod nim położy i czeka Na grube, twarde kilkanaście deka.
Za pierwszym razem nie trafił dokładnie; Dziewczyna w strachu, że gdzieś indziej wpadnie, Ręką chwyciła i nakierowała Tam, gdzie należy - do swojego ciała. A potem standard: mechanika płynów, Ruch posuwisty i mieli dwóch synów.
Lecz nie tak szybko. Zaraz! Po kolei! Najpierw czas jakiś była przy nadziei, Potem przy drugiej - nie za jednym razem Po dwakroć ziemię jahwowym obrazem Ubogacili, ale na dwie tury, Bo takie było życzenie natury.
Po pierwszej akcji pokłosia nie było, Po drugiej też nie - więc ogólnie miło. Ale po którymś, nie wiem którym, razie, Małą pamiątkę mieli po ekstazie: Szkoda im było zachodu na sprzęty. Tak oto został pierwszy syn poczęty.
Wszyscy wiedzieli, kto z kim we wsi chodzi, Więc dla spokoju pobrali się młodzi. Nie żeby im to jakoś przeszkadzało, Lecz strata czasu i pieniędzy mało Na to wesele, pijaństwo i śpiewy Ku czci kolejnych Adama i Ewy; A może jeszcze jaki przy parafii Amator żony wcześniejszy się trafi I trzeba będzie, choćby tylko w części, Użyć wprawionej od dzieciństwa pięści, Żeby mu wybić różne rzeczy z głowy I wizerunek swój ratować nowy. Nie było rady, zorganizowali Huczne wesele, lecz na małej sali.
Przyjęli chętnie ten sakrament Boży, Wierząc, że wszystko się jakoś ułoży. U jej rodziców mieszkając z początku, W małej zagrodzie pilnował porządku: Pole obsiewał i karmił prosięta, Które chowano na targ lub na święta. Ona, nim syna urodziła, w domu Oporządzała - miała bowiem komu Prać i gotować: taki podział pracy Był ustalony. Wszystko było cacy.
Czasem się lepiej wiodło, a chwilami, Co mają robić, nie wiedzieli sami. Synek dorastał i pętał się wszędzie; Pytał o wszystko, jak ksiądz na kolędzie. Wkrótce rodzice sprawili mu brata, Który się począł jak arystokrata: Nocą pod kołdrą na pełnym legalu, Pod domowników okiem - jak w Wersalu. I tak rodzina na tej ziemskiej niwie Żyć miała sobie długo i szczęśliwie.
Ale znienacka wiatry zmian zawiały, Co ten porządek wywróciły cały. Wróg pokonany został i po chwili Wszyscy się sobie do gardeł rzucili. Prawd nowych bronić było wtedy trzeba W imię postępu albo woli nieba.
A ważkie wówczas zaszły wydarzenia, Które dziś każdy inaczej ocenia: Jeden je chwali, a inny powiada, Że tylko grabież to była i zdrada. Ten twierdzi, że się ludziom lepiej żyje; Tamten, że rządzą pijawki i żmije; Ci popierają stronnika zachodu, Co obce kraje był zwiedził za młodu; A tamci wierzą, że ich drugi zbawi. Jedni też nie są w ogóle ciekawi, Co myślą drudzy - bo gdzie sens w tym, żeby Rozumieć ludzi odmienne potrzeby? Jeszcze kolejni gdzieś to wszystko mają, Nie chcąc się nawet zadawać z tą zgrają, Co by się chętnie i na śmierć zatłukła - A że nie może, w łeb dostaje kukła.
Pewnie już każdy, kto słucha lub czyta, Wie doskonale, jak ta znakomita I doskonała, wzorowa rodzina Z nowym problemem się mierzyć zaczyna; Z tym wiatrem przemian, z tą falą wolności, Która przenika aż do szpiku kości, By się na drobne kawałki rozprysły Te nieświadome niczego umysły. Tak wielka bowiem jest ta nowa siła, Że już nie jedną rodzinę rozbiła, Niejedną przyjaźń walnęła obuchem, Stojąc za jednym lub za drugim ruchem.
Po kilku latach od tej pomnej zmiany Okres miodowy został zapomniany. I wtedy pewnej słonecznej niedzieli Oboje w końcu z bólem zrozumieli, Że wielka miłość, że obrączka złota, Dom i rodzina to przecież głupota I błaha sprawa nieistotna wcale, Gdy położymy wiatr przemian na szale, Bo nie tak ważne jest rodzinne życie, Jak puste hasła, które znakomicie Potrafią umysł wypełnić i duszę.
"Czemu ja z takim bęcwałem żyć muszę! Noż nie wytrzymam", mówi jemu, "ciebie Chyba już ostro na ten dekiel jebie! Jak możesz wierzyć, cepie, w takie brednie, Coraz durniejsze, jak wszystkie poprzednie!". A on odpowie jej równie uprzejmie: "Tobie rozumu nic już nie odejmie, Bo nie ma nawet odejmować czego! Ty nic nie widzisz, a ćwoki dostrzegą O czym jest tutaj od początku mowa. Ty tępa jesteś jak śrubka gumowa!".
Takie to właśnie w swego domu progi Zaczęli teraz przynosić dialogi. Dzieci słuchały mocno zbite z tropu: Co też odbiło tej babie i chłopu? Nie rozumiały, bo w tak młodym wieku Gry i zabawy chodzą po człowieku, Nie polityka. Co innego mama, Czyli teściowa, która była sama Po śmierci męża - martwiła się bardzo, Że małżonkowie jedno drugim gardzą.
Siedzi chłop teraz pod sosną nad rzeką, Patrzy przed siebie w horyzont daleko, Przywodząc na myśl dni szczęśliwych wiele: Pierwsze przechadzki, seks w krzakach, wesele. Nie chce pamiętać jej innej niż wtedy Ani tym bardziej swojej teraz biedy.
Ona się z dziećmi przeniosła do miasta, Gdzie, jak stwierdziła, lepiej się dorasta, Gdyż tam światlejsi pomieszkują ludzie, Którzy nie żyją w kłamstwie i obłudzie, Jak chamy z wioski, do której nabrała Takiego wstrętu, że się trzęsła cała Już na myśl samą o polu i łące, I o chlewikach, gdzie świnie śmierdzące Kwiczą, chrumkają i bóg wie, co robią. A motłoch żyje co dzień inną fobią.
Nie wie biedaczek w tej swojej rozpaczy, Czy jeszcze kiedyś chociaż raz zobaczy Synów i żonę, choć w zasadzie ona To już de jure nie jest jego żona, Lecz on inaczej nazwać jej nie umie W tym bólu serca i w tej męskiej dumie.
Mieszka nad rzeką i codziennie rano Je na śniadanie rybę ze śmietaną, Którą dzień wcześniej sobie złowi świeżą, Wiedząc, że ryby długo nie poleżą. A nie brakuje mu również nabiału, Bo krowa w polu się pasie pomału. Ma więc śmietanę i mleko, i masło; I żal ogromny - że mu szczęście zgasło.