ROZDZIAŁ 2
Na starych śmieciach
Dom rodzinny Zuzy to jedyne miejsce w okolicy, w którym czuła się bezpiecznie. Ani duży, ani mały piętrowy, drewniany domek z zieloną dachówką stanowił dla niej prawdziwy azyl. Gdy była dzieckiem, kolorystyką przypominał jej drzewo. Pomalowane na ciemnobrązowy kolor elewacyjne deski przywodziły na myśl pień ogromnego dębu, a zielony dach wyglądał jak jego rozłożysta korona. Do drzwi wejściowych prowadziły schody pięknej dużej werandy, na której stał niewielki stolik i trzy metalowe krzesła. Zielone okiennice także kojarzyły się małej Zuzie z liściastymi gałązkami wychodzącymi z pnia. Skojarzenia te wzmagały dodatkowo stojące na parapetach podłużne szmaragdowe donice z pięknymi kwiatami. Gabriela zmieniała rośliny w zależności od pory roku. Zwykle królowały tam bratki, goździki, begonie, stokrotki, wrzosy, wrzośce lub mrozy. Wnętrze domu państwa Lisów wykończono jasnymi, ciepłymi kolorami. W przedpokoju znajdowała się duża drewniana komoda. Obok niej wisiało sporych rozmiarów lustro w ciemnej, drewnianej ramie. Nad drzwiami wejściowymi zawieszono mały metalowy krzyżyk. Idąc w lewo, wchodziło się do sporych rozmiarów kuchni. Dzięki dużemu drewnianemu stołowi stanowiła również jadalnię. To właśnie tutaj zwykle unosił się zapach pysznych przygotowywanych przez Gabrielę posiłków. I pieczonych przez nią niegdyś przynajmniej raz w tygodniu ciast dla całej rodziny. Naprzeciwko kuchni znajdował się salon, gdzie poza meblami większość przestrzeni zajmowało wyjątkowo dużo doniczkowych kwiatów. Najbardziej w oczy rzucała się wysoka aż po sufit rozłożysta palma. Parapety zdobiły głównie paprocie i storczyki, a na kredensie stał piękny, kwitnący na biało skrzydłokwiat, który - jak wierzyła Gabriela - oczyszczał powietrze w domu. Piętro pełniło funkcję typowo sypialnianą. Trzy spore, pomimo skosów, pokoje należały kolejno do Gabrieli i Zenka, Zuzy oraz Janka. Ten ostatni robił teraz za garderobę, ponieważ od zawsze im jej brakowało.
Chociaż cała okolica wywoływała w Zuzie najgorsze wspomnienia, to właśnie tutaj, w domu, w którym się wychowała, czuła się dobrze. Gdyby nie musiała go opuszczać, prawdopodobnie jej życie już wtedy byłoby wspaniałe. Najbardziej lubiła zwierzęta, które mieli w gospodarstwie. Wszystkie, bez wyjątku. A trochę ich było. Psy: Bary, ukochany owczarek niemiecki, oraz Kapik, uroczy, mały, czarno-biały kundelek. Dostojny, chodzący własnymi ścieżkami biały kot Wiktor, który przybłąkał się kilka lat temu. Cztery konie: gniada Adela, siwa Luiza, kary Ron i bułany kucyk Bob. Krowa Mućka i jedenaście kóz: Lulu, Lotta, Frodo, Miki, Niko, Roki, Grula, Bruno, Kita, Lidka i Jaro. Przy nich Zuza zapominała o całym świecie. Uwielbiała bawić się z psami, jeździć konno, a nawet sprzątać boksy i porządkować stajnię. Robiła to od dziecka, więc weszło jej w krew. Mimo że to również przyczyniło się do złych przeżyć lata temu, nie przestało jej sprawiać przyjemności.
- Mamuś, wypuściłam już zwierzęta. Zrobię kawę, chcesz? - odezwała się Zuza, wchodząc o poranku do kuchni. Gabriela właśnie wyciągała czyste naczynia ze zmywarki.
- Chętnie bym się napiła, córuś, ale muszę jeszcze przygotować pokój dla nowych gości. Mają przyjechać dzisiaj po czternastej.
- Spokojnie, zdążymy. Jest dopiero ósma. Pomogę ci, ale teraz napijmy się kawy, co? Jest taki ciepły, spokojny poranek. Pomyślałam, że miło będzie posiedzieć na werandzie.
- No nie wiem, mam naprawdę mnóstwo pracy...
- Wiem, mamo. Ale uważam, że powinnaś nieco zwolnić. Zobacz, do czego doprowadził wasz pęd. Tata też miał się dobrze...
Gabriela spojrzała na córkę. Nie odpowiedziała, ale wiedziała, że Zuza ma rację. Gdyby nie ta ciągła gonitwa za pieniędzmi, która wiązała się z nieustanną męczącą pracą, Zenon być może nie zmarłby na zawał.
- Robię kawę - poinformowała stanowczo Zuza. - Napijemy się spokojnie, a potem weźmiemy się do dalszej pracy.
- Och, dobrze już. Skończę tylko z tą zmywarką i przyjdę. - Kobieta się poddała.
Zuzę ucieszyło, że postawiła na swoim. Wiedziała, że mamie jest teraz wyjątkowo ciężko. Uważała, że Gabriela nie powinna się dodatkowo przepracowywać, jednak miała pewność, że uciekając w pracę, gospodyni chce sobie poradzić z żałobą po mężu. Sama Zuza też przecież to robiła. Wiedziała, że kiedy zaangażuje się w wykonywanie obowiązków, nie będzie miała czasu na myślenie i zamartwianie się. O mamę martwiła się jednak bardziej niż o siebie.
- Jak ci się spało, córuś? - zapytała Gabriela, przysiadając się wreszcie do córki. - Wczoraj przyjechałaś taka zmęczona. Zasnęłaś od razu?
Pani Lis także wyglądała na wymęczoną. Jej jasnobrązowe oczy były podkrążone, cera wyraźnie blada, a szaro-siwe odrosty dopominały się o farbowanie. Wprawdzie nigdy się nie stroiła ani nie dbała przesadnie o wygląd, zawsze stawiała na naturalność. Teraz było jednak widać, że całkiem przestała się starać.
- Właściwie prawie tak. Było już dość późno i naprawdę mnie ta podróż wyczerpała. Ale wyspałam się całkiem nieźle. - Zuza nie przyznała się, że to głównie zasługa tabletek nasennych, które brała, odkąd kilka tygodni wcześniej postanowiła wrócić do domu.
- A jak z Przemkiem? Nie pogniewał się, że jednak nie pojedziecie na te wakacje? Może przyjedzie tu do nas? Wiem, że pracy jest sporo, ale pewnie znaleźlibyście trochę czasu na wspólny odpoczynek czy wędrówki po górach.
Dziewczyna spojrzała na mamę. Nie wyznała wcześniej, że jej związek się rozpadł i to właśnie z powodu powrotu w rodzinne strony.
- Mamuś, rozstaliśmy się z Przemkiem...
- Jak to, Zuzia? Dlaczego? - zaniepokoiła się Gabriela.
- Ten związek i tak nie miał szans. Świetnie się razem bawiliśmy i właściwie to wszystko. Nie łączyło nas głębokie uczucie - oznajmiła Zuza, zastanawiając się przy tym, czy na pewno tak było.
Od ich rozstania starała się wcale o tym nie myśleć. Głowę zaprzątały jej myśli głównie o tacie i powrocie do Gierczyna. Nie kochała Przemka, tego była pewna. Jednak w jakiś sposób się z nim zżyła. Nawiązali bliską relację, spędzali ze sobą dużo czasu. Chcąc nie chcąc, człowiek szybko się przywiązuje do drugiego człowieka. Oboje z góry zakładali, że jest to związek "na chwilę", ale i tak dziewczynie było trochę przykro. Zwłaszcza że została sama w jednym z najtrudniejszych momentów życia.
Gabriela patrzyła na córkę, milcząc. Nie rozumiała, jak można być z kimś, kogo nie darzy się uczuciem. Ją i Zenka łączyła prawdziwa miłość. Od zawsze miała nadzieję, że ich dzieci także szybko znajdą drugie połówki i będą szczęśliwi. Właśnie tak postrzegała szczęście - druga połówka, dzieci, wymarzony dom. Spokój i sielanka. Janek rzeczywiście dość szybko ożenił się z Sarą, choć to akurat nie do końca spodobało się jego rodzicom. Sara mieszkała w Londynie i tam ich syn przeprowadził się jeszcze przed ślubem.
- Jest mi trochę przykro, że zostawił mnie akurat teraz - przyznała wreszcie Zuza. - Ale łatwiej mi się pogodzić z tym rozstaniem, niż gdybym go kochała.
- A co z twoją pracą? Nie miałaś żadnych problemów przez odejście? - zapytała po chwili milczenia Gabriela.
- Nie. Akurat kończyła mi się umowa, więc jej nie przedłużyłam i tyle. Zresztą bycie kelnerką to nie szczyt moich marzeń. - Siorbnęła, kawa jednak okazała się jeszcze zbyt gorąca.
- Tak, ale teraz, kiedy już się obroniłaś, mogłabyś pracować w zawodzie...
- No i będę, mamo! Tylko trochę później. - Zuza się uśmiechnęła.
Sama siebie pocieszała i uspokajała w myślach. Oczywiście plany były zupełnie inne. Nie przyznała się Gabrieli do tego, że od połowy sierpnia miała zacząć pracę w klinice jako dietetyk. Chwilę przed wyjazdem zrezygnowała z posady, licząc na to, że być może dostanie ją, gdy wróci do Szczecina po sezonie letnim. Wiedziała, że taką informacją wywołałaby u matki jeszcze większe poczucie winy, czego chciała uniknąć.
- Bardzo się cieszę, że tu jesteś - przyznała smutno Gabriela. - Pani Ola pomaga mi popołudniami, ale oprócz niej zostałam całkiem sama... A teraz, w sezonie...
Pani Ola mieszkała niedaleko i odkąd zmarł Zenek, przychodziła codziennie na dwie, czasem trzy godziny, by pomóc Gabrieli i dorobić do domowego budżetu. Wraz z mężem mieli na utrzymaniu trójkę dzieci. Mimo że oboje pracowali, nie przelewało im się, a wydatków przy dużej rodzinie było sporo. Dlatego liczył się dla niej każdy grosz.
- Wiem, mamuś, spokojnie. Razem sobie poradzimy. Nie wyjadę stąd do końca sezonu, a w międzyczasie pewnie coś wymyślimy. Obawiam się tylko, że być może będziemy potrzebować męskiej ręki... Rozmawiałam z wujkiem Edkiem, ale on chyba nie ma za dużo wolnego czasu.
- Edek chętnie pomaga, gdy tylko może. Ale o zatrudnieniu kogoś na stałe na razie nie ma mowy. Nie tak to miało wszystko wyglądać. - W oczach kobiety pojawiły się łzy.
- Nie wszystko da się zaplanować... - mruknęła smutno Zuza. - Ale naprawdę nie myśl o tym teraz. Zobaczysz, ogarniemy to tak, że tata byłby z nas dumny.
Gabriela uśmiechnęła się lekko. Naprawdę chciała w to wierzyć.
- Córuś, dziś wyjątkowo pani Oli nie będzie, a ja muszę po południu pojechać na zakupy. Gość z dwójki pytał wczoraj, czy jego córka będzie mogła dziś pojeździć konno. Chodzi o samą oprowadzankę, bo to kilkulatka, która dopiero zaczyna jeździć. Mogę na ciebie liczyć?
- Nie ma sprawy, zajmę się tym.
- Świetnie, dziękuję. Pójdę mu o tym powiedzieć, w razie gdyby mieli jakieś plany - oznajmiła Gabriela i bezzwłocznie wstała od stołu. Kawy nie dopiła.
Zuza tylko przewróciła oczami. Jej mama już taka była. Zawsze myślała głównie o innych. Chciała, żeby to im było dobrze, a zapominała o sobie. Większość życia poświęciła rodzinie. Nie robiła tego jednak z przymusu - można powiedzieć, że odnalazła w tym swego rodzaju powołanie. Kiedy dzieci były małe, uwielbiała spędzać z nimi czas, a każdą wolną chwilę przeznaczała na prace w domu i gospodarstwie, które - mimo że nigdy nie należało do wielkich - pochłaniało mnóstwo energii. Lisowie po wyprowadzce dzieci dobudowali małą hotelową część z drugiej strony domu i zaczęli zarabiać na wynajmie pokoi. Wcześniej Zenon pracował jako stolarz w jednej z firm w Świeradowie-Zdroju. Prowadzenie niewielkiego gospodarstwa cała rodzina traktowała wówczas głównie jako hobby. Dopiero po jakimś czasie Gabriela i jej mąż wpadli na pomysł małej rozbudowy, wynajmu, odpłatnej jazdy konnej, a także sprzedaży swojskiego mleka i serów. Choć początkowo się bali i raczej nie zakładali, że pomysł może przynieść godne pieniądze, niedługo potem okazał się strzałem w dziesiątkę. Coraz więcej osób chciało zarówno korzystać z ich usług, jak i spożywać swojskie produkty. Goście doceniali przemiłą atmosferę panującą w obiekcie, fantastycznych właścicieli, a także przepiękną okolicę i doskonałą lokalizację. Sam hotel też był niezwykle urodziwym miejscem. Kilka pokoi o całkiem niezłym standardzie. W większości przeważało drewno, które dodatkowo tworzyło niesamowity klimat. No i te widoki, które można było podziwiać z przestronnych tarasów... Nic więc dziwnego, że goście wyjeżdżali zachwyceni i często do Lisów wracali.
Tak jak zakładała Zuza, Gabriela nie wróciła już na werandę. Dziewczyna wylała resztki czarnego napoju do stojącej obok doniczki z hortensją. Zrobiła to odruchowo, wiedząc, że fusy z kawy są dla roślin naturalnym nawozem. Zapomniała jednak, że była to kawa z ekspresu... Zganiła się w myślach i wróciła do kuchni, by schować filiżanki do zmywarki. Odnalazła mamę i razem udały się do pokoju, który miały przygotować przed przyjazdem nowych gości.
Po południu Zuza zorientowała się, że od porannej kawy niczego nie jadła. Wiedziała, że mama także. Nie pozwoliła więc kobiecie pojechać na zakupy, dopóki obie czegoś nie zjedzą. Przeszukawszy zawartość lodówki, odnalazła w niej kilka produktów, które idealnie nadawały się do przygotowania szybkiego i w miarę zdrowego dania. Niedługo potem podała ciepły obiad. W oczach Gabrieli dostrzegła wdzięczność. Zuza doskonale zdawała sobie sprawę, że jej mama często zapomina o posiłkach. Domyślała się, że teraz tym bardziej... Westchnęła głęboko, gdy Gabriela skończyła jeść, szybko wstała od stołu, pożegnała się i pognała do samochodu, by nie tracić czasu. Dziewczyna wiedziała, że będzie ciężko, że jak już tu przyjedzie, będzie musiała zająć się nie tylko gospodarstwem i gośćmi, lecz także mamą. Nie sądziła wtedy jeszcze, że tak szybko będzie musiała zająć się również sobą...
Wieczorem, gdy wszystkie prace zostały już wykonane, Zuza postanowiła wybrać się na krótką przejażdżkę konną. Nie pamiętała już, kiedy ostatnio wsiadła na konia. Niegdyś robiła to codziennie. Jazda konna była dla niej odskocznią od problemów. Zawsze pomagała, choćby na chwilę. Dziewczyna miała nadzieję, że tym razem również wpłynie to na nią zbawiennie i oderwie od codziennych trosk. Po szybkim wyszczotkowaniu i wyczyszczeniu kopyt Rona założyła mu ogłowie, osiodłała go, dopasowała długość strzemion, założyła kask i wsiadła na koński grzbiet. Spokojnym tempem ruszyła przed siebie. Zawsze jeździła tylko na tym koniu. W Szczecinie to właśnie jego brakowało jej najbardziej. Jechała powoli, najpierw po polach, potem wśród drzew, oddychając głęboko i pozwalając swoim biodrom dopasować się do rytmu wybijanego przez zwierzę. Starała się nie myśleć o etapie życia, na którym właśnie się znajdowała. Wiedziała, że jest już zupełnie inną osobą niż lata temu, kiedy jeszcze Gierczyn był jej domem. Teraz przyjechała tu na chwilę. Po wszystkim miała wrócić do Szczecina, do swojego właściwego życia. Myśląc o tym, zdała sobie sprawę, że tak naprawdę będzie musiała znów zacząć tam wszystko od nowa. Nie chciała się jednak teraz na tym skupiać. Pobyt w Gierczynie traktowała jak misję do wypełnienia.
Po około czterdziestu minutach jazdy poczuła, że ogarnia ją zmęczenie. Postanowiła więc zawrócić i powoli kierować się do domu. Kilkadziesiąt metrów przed gospodarstwem zauważyła w oddali postać, której widok kazał jej przystanąć. Zatrzymała Rona i przyjrzała się niewyraźnej osobie dokładniej. Serce dziewczyny zaczęło bić jak oszalałe, a dłonie spociły się tak, że z jednej wypadły wodze.
- Nie, to przecież niemożliwe - szepnęła, a kiedy dotarło do niej, że jednak to możliwe, z jej oka popłynęła łza.
Poprawiła chwyt i ruszyła, zmuszając konia do galopu. Nie wróciła od razu do domu, lecz skręciła w dróżkę, która prowadziła w głąb pola. Jej emocje pędziły teraz razem z Ronem. Nie sądziła, że tak szybko wróci do niej to wszystko, o czym tak bardzo nie chciała pamiętać.