Środa, dwudziestego trzeciego lutego 2022 roku, tuż przed godziną osiemnastą.
Z ołowianego nieba nad Brukselą padał lekki deszcz. Wracałem samochodem do domu z kwatery głównej NATO i przygotowywałem się do kolacji roboczej, która miała się odbyć późnym wieczorem.
Zadzwonił telefon. David Cattler, odpowiadający w NATO za wywiad i bezpieczeństwo, poprosił o poufną rozmowę. Nie mogłem z nim rozmawiać w aucie. Musiał zaczekać, aż wrócę do domu, gdzie mogłem skorzystać z bezpiecznej linii.
W tamtym czasie niewielu współpracowników widywałem częściej niż Cattlera. Był kompetentnym i elokwentnym analitykiem, potrafił w zrozumiały sposób przekazywać skomplikowane informacje. W ostatnich miesiącach bardzo mi się to przydało.
Zwykle otrzymywałem regularne, cotygodniowe raporty wywiadowcze. Teraz aktualizacje przychodziły kilka razy dziennie. Sytuacja w Rosji zmieniała się z godziny na godzinę.
Jedną z ostatnich rzeczy, o których się dowiedziałem, było to, że w ciągu zaledwie jednej nocy zbudowano nowy most w odległości kilku kilometrów od granicy z północno-wschodnią częścią Ukrainy. Ponad sto taktycznych grup batalionowych liczących około stu pięćdziesięciu tysięcy rosyjskich żołnierzy stacjonowało w pobliżu granicy na północy, wschodzie i południu. Myśliwce, śmigłowce, jednostki specjalne, okręty desantowe, spadochroniarze, artyleria, obrona przeciwlotnicza, szpitale polowe - wszystko, co potrzebne do przeprowadzenia zmasowanej, ofensywnej operacji wojskowej. Wielkie ćwiczenia wojskowe na Białorusi wydłużyły front i skróciły czas ostrzegania. Pokazano mi mapy i zdjęcia, które potwierdzały słowa Cattlera.
Podczas wypraw narciarskich w Norwegii lub przejażdżek rowerowych po belgijskich wiejskich drogach często wyciszałem telefon i chowałem go do plecaka. Wiedziałem, że jeśli ktoś będzie musiał się ze mną skontaktować, moi ochroniarze zostaną powiadomieni i przekażą mi wiadomość bez względu na porę dnia i miejsce, w którym się znajdowałem. Teraz mój telefon komórkowy był włączony przez cały czas, nawet wieczorem, kiedy kładłem się spać, a drzwi prowadzące na korytarz i do mojego gabinetu były otwarte, dzięki czemu mogłem usłyszeć telefony z bezpośrednimi liniami łączącymi mnie z siedzibą NATO i Białym Domem. Kiedy budziłem się w nocy, co w ostatnich tygodniach często mi się zdarzało, wchodziłem na zaszyfrowaną pocztę sojuszu i sprawdzałem, czy pojawiły się najnowsze aktualizacje. Jeśli ich nie było, z coraz większym niepokojem przeglądałem internetowe wydania gazet i sprawdzałem serwisy informacyjne, zanim znów próbowałem zasnąć.
Teraz siedziałem w samochodzie i myślałem o tym, co Cattler powiedział mi poprzedniego dnia. Wielu rosyjskich żołnierzy opuściło koszary. Mieszkali, spali i jedli w czołgach i innych pojazdach wojskowych, które przemieszczały się coraz bliżej granicy.
Żołnierze mogą mieszkać w czołgach tylko przez kilka dni, potem muszą wrócić do obozu, żeby się przespać i odpocząć. Chyba że planują atak.
Wcześniej tego dnia dowiedziałem się, że rosyjskie samoloty zostały wyposażone w bomby i pociski. Okręty wojenne zajęły pozycje u wybrzeży Odessy.
Następnie przyszła wiadomość, że rosyjskie szpitale polowe otrzymały duże zapasy krwi. To nie jest standardowa procedura, żeby podczas ćwiczeń zabezpieczać odpowiednią ilość krwi, ponieważ ta szybko się psuje.
Nie było najmniejszych wątpliwości, że Władimir Putin od dawna planował inwazję. Przez wiele miesięcy otrzymywaliśmy precyzyjne informacje wywiadowcze, które pozwoliły nam ostrzec Ukrainę przed atakiem. Gdyby rosyjska machina wojenna została uwolniona, w Europie wybuchłby konflikt zbrojny, jakiego nie widzieliśmy od czasów drugiej wojny światowej. Rozpadłby się porządek bezpieczeństwa obowiązujący przez ostatnie dziesięciolecia. Zawsze jednak można zmienić plan lub chociaż odłożyć w czasie jego realizację. Byłem trochę rozczarowany tym, że Amerykanie podali datę planowanego ataku. Wojna wybucha wtedy, kiedy zostaje wydany ostateczny rozkaz i kiedy rzeczywiście dochodzi do ataku. Dopóki więc żołnierze nie maszerowali, a czołgi nie przekroczyły granicy, istniała - przynajmniej teoretycznie - szansa, że prezydent Putin zmieni swoje plany i nie dokona inwazji.
Była godzina osiemnasta dziesięć, gdy samochód podjechał przed rezydencję przy Alei Luizy. Ochroniarz otworzył drzwi samochodu. Przywitałem strażników, którzy czekali na mnie na chodniku, szybko wszedłem do środka i po schodach udałem się na pierwsze piętro, a następnie skręciłem korytarzem w prawo. Na ścianach wisiały rodzinne fotografie przedstawiające nasze dzieci, Ingrid i mnie, moich rodziców Karin i Thorvalda, gdy byli młodzi, moją starszą siostrę Camillę jako dziecko oraz uśmiechniętą młodszą siostrę Nini, która tańczy z Bruce'em Springsteenem, ponieważ została wciągnięta na scenę w środku koncertu. Wszedłem do swojego gabinetu, którego jedna ze ścian od podłogi do sufitu jest zasłonięta regałami pełnymi książek. Torbę - jak zwykle wypchaną dokumentami - rzuciłem na krzesło obok szerokiego biurka.
Podniosłem słuchawkę. Po kilku sekundach oczekiwania David Cattler był na linii. Powiedział: "Panie sekretarzu, chciałbym, żeby pan wiedział, że decyzja została podjęta. Wydano rozkaz ataku".