Najważniejsze recenzje
Na marginesie życia ukazuje raz jeszcze Grzesiuka takim, jakim był naprawdę - człowieka nieobojętnego na bezmyślność, ignorancję i podłostki ludzkie. Grzesiuk nie jest bierną ofiarą czekającą w pokorze swego losu. Nie poddaje się nigdy i nie pozwala innym na kapitulację przed nieszczęściem, cierpieniem, obojętnością. Jego ostatnia książka stawia przed nami wszystkimi - przed służbą zdrowia i przed całym zdrowym społeczeństwem - problem chorych na gruźlicę, izolowanych przez otoczenie, pozostawionych niejako na marginesie życia. Stawia też Grzesiuk w zakończeniu swej książki jedno tylko pytanie: Czy tak być powinno?
Odpowiedzi już nie doczekał. W styczniu 1963 roku zmarł na gruźlicę, mając zaledwie 40 lat.
Celina Rybicka, Opowieść sanatoryjna,
"Służba Zdrowia" nr 33, 16.08.1964
Historia ciągłych zmagań z gruźlicą, życie w sanatoriach, ludzie, z którymi się tam stykał - oto tematyka ostatniej jego książki, pełnej realizmu, tak charakterystycznego dla pisarstwa Grzesiuka. Na marginesie życia jest kronikarską opowieścią o ludziach, którzy żyją pod ciągłą groźbą śmierci. Autor nie analizuje swoich cierpień, lecz widzi i interesują go przede wszystkim inni ludzie, wśród których żyje, ich postawa wobec choroby i wobec męczarni leczenia, wielokrotnych, często już nieskutecznych operacji i zabiegów. Obserwował uważnie, ile solidarności i pomocy w tej tragedii okazuje choremu społeczeństwo, rodzina, a ile bywa zapomnienia zdrowych o chorym, nieczułości, opuszczenia. Widzi w sprawach ludzi chorych na gruźlicę bardzo konkretne problemy społeczne i chodziło mu przede wszystkim o przełamanie tej dyskryminacji, dotyczącej każdego, kto po leczeniu w sanatorium wraca do pracy, do rodziny, do ludzi zdrowych.
Rozpoczynając swoją książkę, Grzesiuk napisał: "Nie jestem lekarzem, lecz od piętnastu lat chorym na gruźlicę. Byłem dziesięć razy w sanatorium i przeszedłem dwie operacje. Dlatego chcę opisać życie gruźlików obserwowane z pozycji chorego. W opowiadaniach swych będę chciał pokazać codzienne życie chorych - tych słabych psychicznie i tych silnych".
Chciał autor napisać książkę o życiu i ludziach w sanatorium, ale czego nie wiedział - jest ona dzisiaj i wspomnieniem o nim samym, o zawadiace-romantyku, który nie chciał i nie umiał poddać się aż do końca.
Barbara Mróz, "Na marginesie życia",
"Wieczór" nr 211, 09.09.1964
Obecnie ukazała się nowa książka Grzesiuka Na marginesie życia. Niestety ujrzała światło dzienne już po jego przedwczesnej śmierci. Grzesiuk umarł bowiem na gruźlicę, której nabawił się w obozie hitlerowskim.
Ta ostatnia książka ma właśnie ścisły związek z jego długoletnią chorobą. Jej akcja toczy się w sanatoriach dla gruźlików (autor przeszedł przez dziesięć sanatoriów polskich).
Książka o ludziach zamkniętych w sanatorium i odciętych tam w pewnym sensie od życia nie jest w literaturze nowością. Dość wymienić głośną Czarodziejską górę Tomasza Manna czy Choucas Zofii Nałkowskiej. Ale myliłby się ten, kto by usiłował szukać podobieństwa pomiędzy tamtymi dwiema książkami a Na marginesie życia. Grzesiuk nie podchodzi do smutnej sprawy środowiska skazanych na wegetację, nękanych lękiem śmierci od strony filozoficznej, jak tamci autorzy. Jego opowieść, mimo że zawiera wiele interesujących obserwacji psychologicznych, jest na ogół realistyczną, chwilami do granic naturalizmu, relacją życia tych ludzi, którzy znaleźli się nagle w warunkach tak odrębnych od normalnego życia.
Bohaterowie Grzesiuka to niemal wyłącznie przedstawiciele proletariatu miejskiego i wiejskiego, ludzie reagujący w najrozmaitszy sposób na cios zadany im przez życie i ratujący się każdy po swojemu. Bardzo ciekawa jest rola samego Grzesiuka, który wśród towarzyszy niedoli jest czynnikiem optymistycznym, wprowadza wszędzie, gdzie się dostanie, humor i piosenkę.
W książce znajdujemy też realistyczne odtworzenie terapii stosowanej w gruźlicy i interesujące, a bardzo różnorodne sylwetki lekarzy i całej obsługi szpitalnej. Najmocniejszy jednak akcent położony jest na stronę społeczną związaną z problemem ludzi, którzy wbrew swojej woli znaleźli się "na marginesie życia".
Sam Grzesiuk, mocny chłopak, który nie poddaje się nieszczęściu i walczy do końca, został jednak zwyciężony przez gruźlicę.
Życie dopisało do jego książki tragiczne zakończenie. Nie doczekał jej ukazania się w druku.
"Rodak" z Czerniakowa,
"Express Wieczorny" nr 212, 03.09.1964
Jest to bowiem bardzo ludzka, tragiczna w istocie opowieść autobiograficzna, rysująca prawdziwy obraz przedwojennej powiślańskiej biedy, której egzotyka znacznie bardziej ponura i smutna była w rzeczywistości niż w zawadiackiej pieśni. Jest to obraz życia zniszczonego przez chorobę, z którą Grzesiuk uparcie walczył, to znów ją lekkomyślnie lekceważył. Jest to książka niezwykle prosto napisana, autentyczna, dokumentalna niemal, książka o doświadczeniach z lat minionych części pokolenia proletariackiego, które już odchodzi. Myślę, że ta książka jest ciekawa i pouczająca nie tylko dla nas, ziomków autora.
Bliżej książki współczesnej,
"Głos Pracy" nr 270, 12.11.1964
Przez kilkanaście lat pobytu w sanatoriach przeciwgruźliczych Grzesiuk zebrał niezwykle bogaty plon obserwacji i doświadczeń.
"Sanatorium to nie tylko leczenie chorych. To również zbiorowisko ludzi żyjących odrębnym życiem małego społeczeństwa" - zapisuje przy jakiejś okazji autor. Wydaje się, że obraz tego życia, jaki odtworzył na kartach swojej książki, jest wyjątkowo szeroki i wyrazisty. Kreśląc losy ludzi dotkniętych społeczną chorobą gruźlicy, nie szczędził barw jasnych i ciemnych, nie próbował fałszować rzeczywistości. Wprost przeciwnie - starał się pokazać ją w całej grozie i ostrości, aby wstrząsnąć sumieniem społeczeństwa i dać świadectwo prawdzie. "Bo dotychczas - oświadczy pod koniec książki - istnieje tylko solidarność i wzajemna pomoc wśród samych chorych... W społeczeństwie ludzi zdrowych gruźlik czuje się jak wyrzucony wrak, nikomu niepotrzebny. Widząc i czując wokół siebie intensywne życie - sam znajduje się już tylko na jego marginesie"...
Swoją przejmującą opowieścią autor złożył protest przeciwko temu. Protest stanowczy i wzruszający. Nie używając wielkich słów i uogólnień, powiedział więcej, niż mówią suche sprawozdania i ścisłe statystyki. Powiedział to językiem prostym, barwnym i żywym, przesyconym elementami ludowości i humoru.
Władysław Błachut, Grzesiuk,
"Gazeta Krakowska" nr 290, 06.12.1964
Grzesiuk, stuprocentowy, niepodrabiany chłopak z Czerniakowa, który awansował na pisarza i pieśniarza, przyjął ton serio. I to nie ze względu na czas ani miejsce akcji. Grzesiuk jak zwykle gawędzi o sanatorium, zbiorowisku ludzi, kłębowisku charakterów, scenek, sytuacji. Ale wybiera materiał starannie, najbardziej nadający się do druku, w miarę możliwości przyzwoity, pozytywny. Wszelką drastyczność, eschatologię, codzienny przecież składnik sanatoryjnego życia, redukuje do kulturalnego omówienia. Dla pewności moralizuje, strofuje, upomina nierozsądnych, na własną szkodę działających pensjonariuszy: wmawia w samego siebie konieczność, skuteczność walki. I pisze podobnie - to również pomaga mu żyć. Jako "mocny człowiek" zachowuje powściągliwość, delikatność. Nie zanurza się w swoim i cudzym cierpieniu, nie babrze w prywatnej ludzkiej słabości, którą zna przecież już od swojej czerniakowskiej kołyski. Na podobnej zasadzie utrzymuje swoją prozę w językowej czystości, wstrzemięźliwości. Wystrzega się gwary, żargonu, rezygnuje z powiedzonek. Chce się obejść bez stylizacji, folkloru, który utorował mu drogę do sukcesu. Czy mu się to udaje? Śmierć zaskoczyła go w niezręcznej sytuacji: kiedy próbował mówić inaczej, w pół słowa.
Tomasz Łubieński, Książka Grzesiuka,
"Współczesność" nr 176, 31.12.1964
Na marginesie życia jest trzecią, a zarazem ostatnią książką Stanisława Grzesiuka. Zawężając temat, stwierdzić można, iż jest to opowieść o walce ze śmiercią, jaką prowadził autor ciężko chory na gruźlicę. "Zawężając", bo jest to książka poświęcona w zasadzie nie jednostce, a środowisku ludzi dotkniętych tą chorobą.
Grzesiuk podjął w swych kronikarskich zapiskach wiele problemów dotyczących tego środowiska: życie zamkniętych w sanatoriach i szpitalach ludzi, pełne cierpienia, lęku, walki prowadzonej z chorobą, tak często zahaczającej o stół zabiegowy, osobiste dramaty, i wreszcie - bodaj w książce problem najważniejszy - zjawisko społecznej izolacji gruźlików.
Książka ma dwojakiego adresata: środowisko gruźlicze i pozostałą społeczność. Słowa o potrzebie zachowania ludzkiej, bo odważnej i godnej postawy w obliczu choroby - adresowane są do pierwszej grupy czytelników, apel o zrozumienie dla środowiska chorych, o zaangażowanie społecznej troski w imię pomocy tym ludziom, przywrócenie ich społecznemu życiu - rzucony jest pod szerokim adresem.
Na marginesie życia jest książką typową dla pisarstwa Grzesiuka. Wykazując nieporadność warsztatową, tchnie autentyzmem, szczerością, pełna humoru i smutku zarazem, głosi postawę afirmacji życia, niepoddawania się.
Ostatnia książka Grzesiuka,
"Odgłosy" nr 38, 20.09.1964
Przez kilkanaście lat pobytu w sanatoriach przeciwgruźliczych (najdłużej - z przerwami - w Otwocku) Grzesiuk zebrał niezwykle bogaty plon obserwacji i doświadczeń, które bez niedomówień przekazano dziś czytelnikowi, prowokując go do przemyśleń i refleksji. W tych swoich impresyjno-reporterskich wynurzeniach jest Grzesiuk aż do przesady obiektywny i ani na chwilę nie opuszcza go poczucie rzeczywistości, także - z lekka wisielcze poczucie humoru. Jest to zresztą wynikiem jego postawy wobec życia. Dlatego również w sanatorium przeciwgruźliczym ten - jak się sam nazywa - "fachowy gruźlik" pragnie przynosić towarzyszom niedoli ulgę w cierpieniu, dodawać im otuchy, ratować dla życia. Niewdzięczne to zadanie, zważywszy, że ludzie ciężko chorzy niełatwo poddają się rygorom szpitalnej dyscypliny. W książce Grzesiuka znajdziemy na to niemało dowodów. Te partie jego pamiętnika wyróżniają się zresztą szczególnym znawstwem patologii nałogów i psychologii ludzi ulegających - mimo choroby - pokusom życia.
Kreśląc losy ludzi dotkniętych społeczną chorobą, autor nie próbuje fałszować obrazu, stara się ukazać go w całej grozie i ostrości. "Bo dotychczas - oświadczy pod koniec książki - istnieje tylko solidarność i wzajemna pomoc wśród samych chorych. W społeczeństwie ludzi zdrowych gruźlik czuje się jak wyrzucony wrak, nikomu niepotrzebny. Widząc i czując wokół siebie intensywność życia, sam znajduje się już tylko na jego marginesie"...
Swoją opowieścią autor założył przeciwko temu protest stanowczy i wzruszający. Nie używając wielkich słów i uogólnień, powiedział więcej, niż mówią ścisłe statystyki lub deklaracje. Powiedział to w sposób niezwykle frapujący, językiem prostym, barwnym i żywym, przesyconym elementami ludowości i humoru, na przemian chwytającym za serce i poruszającym sumienie.
"Na marginesie życia",
"Życie Literackie" nr 50, 13.12.1964