Rozdział 2
Zupełnie inny stosunek do czasu miała mieszkająca niemal w ścisłym centrum miasta Monika, która z rumieńcami na twarzy szykowała się do następnego wyzwania w swoim życiu. Taka właśnie była, gdy chodziło o kolejne szczeble kariery, pięła się po nich, choćby nie wiem co, poświęcała wszystko, życie osobiste, czasami nawet poczucie bezpieczeństwa. Ale z drugiej strony czy miała jakieś życie osobiste? Nie miała męża, dzieci, mieszkała sama, a grono jej znajomych stanowili tak jak ona, prawnicy, którzy dbali jedynie o swoje kariery. Owszem, było jeszcze coś, o co Monika dbała z równą pieczołowitością, jak o pracę zawodową; wiedziała, że oprócz kompetencji liczy się także wizerunek, zwłaszcza gdy miała do czynienia z mężczyznami. Jakże różne wobec niej mieli oczekiwania. Do pracy zawsze zakładała damskie garnitury, pod którymi nosiła białe koszulowe bluzki, unikała biżuterii, a włosy wiązała w gładki kok, który idealnie komponował się z rogowymi okularami. Tylko te nieszczęsne szpilki... Kiedy wieczorem je zdejmowała, potwornie bolały ją stopy, ale jedynie w nich mogła wkraczać w prawniczy męski świat bez cienia podejrzeń, że brakuje jej kwalifikacji. Strój z pozoru był bezpłciowy, mówiący o profesjonalizmie jego właścicielki. Zdarzały się jednak sytuacje, że mimo to niektórzy koledzy z pracy kierowali pod jej adresem dwuznaczne komentarze. Gdy reagowała na nie złością, zarzucali jej brak dystansu i poczucia humoru.
Strój mający dać do zrozumienia, że jest kompetentna, wręcz tak dobra jak mężczyźni (jakby tylko oni mogli być w czymś dobrzy), niejednokrotnie okazywał się ziszczeniem jakichś męskich erotycznych fantazji. Nawet mężczyzna, z którym sypiała od kilku miesięcy, lubił, kiedy czasem do łóżka zakładała okulary albo zrzucała przed nim garnitur, w którym była tego samego dnia w pracy.
Jednak Monika miała silną osobowość, zwłaszcza gdy chodziło o jej karierę. To dlatego odłożyła długo planowany wakacyjny wyjazd do Hiszpanii i postanowiła przyjąć zlecenie, jakie ostatnio powierzył jej szef. Duża firma z Warszawy zwróciła się o pomoc do ich sandomierskiej kancelarii prawnej, która cieszyła się renomą w całym kraju. To była szansa, jeśli jej się powiedzie, ona sama zyska dobrą opinię w stolicy, może nawet tam się przeprowadzi, a renomowane kancelarie staną przed nią otworem. Albo szef wreszcie dopuści ją do spółki, co też było nie lada gratką. W końcu ją docenią tak, jak na to zasługuje. Jest dobra, nawet lepsza niż koledzy, sukces jej się należy, choć sama przed sobą przyznawała, że czasem ciężej musi na niego pracować niż oni. Może dlatego, że jest w kancelarii jedyną kobietą? Tak, możesz być równie dobra jak facet, nawet lepsza, możesz zdobyć to samo stanowisko, ale odpowiedz sobie szczerze: czy droga, którą do tego doszłaś nie była przypadkiem bardziej stroma niż ta, którą podążał twój kolega po fachu?
Uruchomiła laptopa z zamiarem przejrzenia wszystkich dokumentów, zaznajomienia się ze sprawą i zaplanowania strategii, kiedy dźwięk telefonu pokrzyżował jej plany. Marek, odnotowała z lekkim zniecierpliwieniem i odrzuciła połączenie. Uznała, że wszystko sobie wyjaśnili, kiedy z samego rana pojawił się w jej mieszkaniu z walizką.
- Niegotowa? - zdziwił się, gdy otworzyła mu drzwi z jednym ręcznikiem na głowie, a drugim oplatającym jej tułów.
- Wejdź do środka, musimy pogadać. - Pociągnęła go za ramię.
Znalazł się w jej mieszkaniu i odstawił bagaż przy drzwiach.
- No co z tobą? Spóźnimy się na samolot - powiedział z wyrzutem, jednocześnie rozglądając się w poszukiwaniu jej walizki. Może Monika była już spakowana, tylko jeszcze nie zdążyła się ubrać. Po chwili namysłu odrzucił ten pomysł. Monika po prysznicu nie ubierała się od razu, musiała jeszcze wykonać makijaż, a to zajmowało sporo czasu.
Właściwie mogła do niego zadzwonić i odwołać wszystko telefonicznie, ale uznała, że lepiej będzie, kiedy porozmawiają twarzą w twarz. Marek się zapewne zezłości, ale przynajmniej ona spróbuje go jakoś udobruchać. Nie chciała kłócić się przez telefon.
- Marek, nie lecimy. To znaczy ja nie lecę, jeśli chcesz możesz wybrać się sam...
- Co?! Jak to sam?
- Nastąpiły u mnie pewne zmiany - zaczęła. Nie lubiła tego, ale w jakiś dziwny sposób Marek działał na nią tak, że czuła potrzebę tłumaczenia się i usprawiedliwiania, podczas, gdy on sam przecież nigdy tego nie robił. Gdyby to on odwoływał ich wspólny wyjazd, po prostu by powiedział, że nie może jednak lecieć i koniec. Musiałaby to zrozumieć, w końcu on ma swoje sprawy, tak zwykle mówił o rodzinie i firmie, i czasem muszą być na pierwszym miejscu. - Dostałam pewną propozycję... - dodała.
- Co może być ważniejszego niż wakacje w Hiszpanii, które tak długo planowaliśmy? - przerwał jej. Zauważyła, że dosyć często to robił. Jak koledzy z pracy. Mężczyźni chyba nie mają żadnych obiekcji, żeby komuś przerywać i jasno przedstawiać swoje zdanie, zwłaszcza kobietom.
- Moja praca. To dla mnie szansa i nie zamierzam jej przepuścić - odparła stanowczo, co go lekko zdezorientowało.
- A wiesz, jak ja się musiałem nagimnastykować, żeby to wszystko zorganizować? Od miesiąca trułem głowę żonie delegacją, że nie chcę, ale muszę, że wyjeżdżam tylko z obowiązku i że będzie potwornie nudno. - Ze zdezorientowania przeszedł do ataku, jednocześnie chcąc wzbudzić w Monice poczucie winy.
I co ona ma z nim zrobić? Przecież tak się poświęcał, trudził, wszystko dla niej. Zapewne uważał, że chyba nawet powinna mu współczuć, a potem przyciągnąć go do siebie i jak najlepiej docenić to poświęcenie. Potem oczywiście odrzucić propozycję szefa, wskoczyć w bikini i lecieć na hiszpańskie plaże.
Nie tym razem!
- Marek, naprawdę mi przykro, ale nie odrzucę szansy, jaką chce mi dać szef. Jeśli nie pojedziemy teraz, to może później się uda. Zresztą u nas teraz też są upały. Może do ciepłych krajów lepiej jechać zimą?
- Czyli plaża nad Jeziorem Tarnobrzeskim i prosecco na zatłoczonym rynku w Sandomierzu.
- Oj, nie bądź taki ironiczny. W Hiszpanii też są tłumy.
- Nie tam, gdzie chciałem cię zabrać.
- Przepraszam, wynagrodzę ci to, obiecuję.
Wyciągnął dłoń, żeby zsunąć z niej ręcznik, ale się cofnęła.
- Nie dziś. Chcę zacząć pracę od zaraz.
Odsunął się znów poirytowany i nerwowo szarpnął walizkę.
- No, nie złość się. - Uśmiechnęła się do niego, lecz odwrócił głowę.
Wyszedł bez słowa, pozostawiając Monikę, mimo wszystko, z poczuciem winy, ale jednocześnie zadowoloną, że mają tę rozmowę już za sobą, Markowi przejdzie i znów będzie jak dotychczas, pójdą na jakąś kolację, a potem wrócą do niej i wskoczą do łóżka. Typowy wieczór kochanków.
Tymczasem, gdy ponownie zamierzała zabrać się do pracy, telefon zadzwonił kolejny raz. Z lekką irytacją, ale jednak odebrała.
- Marek, ja pracuję - powiedziała, nie czekając na słowa z jego strony.
- A ja się nudzę, zamiast siedzieć teraz w samolocie do Hiszpanii.
- Naprawdę nie masz co ze sobą zrobić?
Monika nigdy nie chciała mieć dzieci, choćby dlatego, że przeszkadzałyby jej w pracy. Zawsze chciała być niezależna i swój czas poświęcać jedynie tym sprawom, które uznawała za najważniejsze dla siebie. Owszem, znała kobiety, które idealnie łączyły pracę zawodową z domem i dziećmi, ale ona by tak nie potrafiła. Poza tym podejrzewała, że to mimo wszystko tylko ładny obrazek dla kogoś patrzącego z zewnątrz, te kobiety na pewno musiały z czegoś rezygnować, nie można być ideałem pod każdym względem.
- Naprawdę. Zostawiłaś mnie samego - żalił się Marek w słuchawce.
Nie chciała mieć dzieci, dlaczego w takim razie przygruchała sobie takiego dużego dzieciaka, który właśnie przerywał jej pracę? Odpowiedź brzmiała: bo od czasu do czasu doskwierała jej samotność, a Marek wydawał się idealny. Przystojny, dobrze ubrany, świetny w łóżku. I żonaty. To ostatnie uważała za atut; miał obowiązki wobec rodziny, co sprawiało, że poza ekscytującymi spotkaniami, głównie wieczorami i nocami, miała dla siebie mnóstwo czasu, który poświęcała pracy. Nie czuła się całkowicie samotna, robiła karierę.
- I wciąż zamierzasz się z tego powodu wyzłośliwiać?
- Przepadły pieniądze za wyjazd.
- Oddam ci. Wiesz, że mnie na to stać. - Tym razem ona była złośliwa. Wiedziała, że Marka zawsze irytuje, gdy sama chce płacić za siebie w restauracji albo gdy wychodzi z propozycją podzielenia rachunku na pół. Jeśli chodzi o Hiszpanię, również nie dał się przekonać do rozłożenia kosztów po połowie.
- Wiesz, że nie o to chodzi.
- Wiem, po prostu jesteś zły, że twój wielki plan nie wypalił.
- Moni, ja zwyczajnie chciałem spędzić więcej czasu z tobą. Cieszyłem się na nasz wspólny wyjazd.
Tu ją miał! Jakby doskonale rozumiał, bardziej niż ona, jej potrzebę nie tylko zagłuszania samotności, ale także emocjonalne braki. Monika broniła się przed związkiem, a jednocześnie, jak każdy, chciała miłości i poczucia, że komuś na niej zależy. Marek zagrał na czułej strunie. I pewnie również dlatego z nim była.
- No dobrze, rozumiem. Jeszcze raz cię przepraszam - powiedziała, bo Marek jednak skutecznie wzbudził w niej poczucie winy. Czy on kiedykolwiek z jakiegoś powodu będzie czuł się wobec niej winny?
- Ja też nie chcę się kłócić.
- Obiecuję, że gdy skończę to zlecenie, wybierzemy się gdzieś razem.
- Postaram się jeszcze raz wykombinować jakąś delegację.
- Pa.
- Pa, Moni.
Monika rzuciła się w wir pracy, studiowała dokumenty przesłane przez szefa, robiła research w internecie, była w swoim żywiole, gdy pracowała, naprawdę czuła, że żyje. Pewnie nawet by nie spostrzegła przychodzącego SMS-a, gdyby nagle nie musiała spojrzeć na zegarek w telefonie; w końcu miała określony plan, zapoznanie ze sprawą planowała do wyznaczonej godziny, potem już tylko obmyślanie strategii.
To Marek ponownie jej przeszkodził. Napisał, że czeka na słodycze, jak w swoim języku nazywali pikantne fotki wysyłane do siebie nawzajem. Właściwe Monikę niezbyt kręciły roznegliżowane zdjęcia Marka, bardziej podniecały ją jego wywody na temat ekonomii, a nawet to, gdy czasem opowiadał o sprawach swojej firmy. Wydawał się taki mądry, inteligentny i to cholernie ją podniecało. Przyjmowała jednak jego zdjęcia, a nawet komentowała w taki sposób, że nie miał wątpliwości również co do własnej fizycznej atrakcyjności. Nie potrzebowała zdjęć, żeby na niego lecieć, ale nie chciała mu robić przykrości.
Znów westchnęła z irytacją. Pomyślała, że jeśli wyśle fotki, to się wreszcie dzisiaj od niej odczepi, a ona w spokoju dokończy pracę. Przewertowała foldery w telefonie. Miała sporo swoich zdjęć, ale już wszystkie mu wysłała. Marek oczekiwał wciąż nowych, jakby jej piersi z dnia na dzień jakoś szczególnie się zmieniały.
Ubrana była w zwykły T-shirt, który narzuciła na siebie po wyjściu Marka, mokrych włosów nawet nie wysuszyła suszarką, tylko związała w luźny kucyk na czubku głowy. Nie wystarczyło zrzucić koszulkę i ustawić się przed obiektywem w telefonie, Marek lubił, gdy pozowała w bieliźnie, z opuszczonym ramiączkiem, że niby tak niechcący się zsunęło, z ustami ułożonymi do pocałunku, dłonią obejmującą pierś, ale nie zasłaniającą sutka... Miał wiele życzeń, które chętnie spełniała, choć czasem nie do końca dobrze się z tym czuła. Jakby była lalką, której seksowny wygląd wystarczy, by mu zaimponować. Marek chyba nigdy nie docenił jej inteligencji i osobowości.
Podobnie jak jej praca wymagała określonego stroju, aby Monika mogła wydawać się kompetentną, tak teraz zakładała seksowną bieliznę, aby wydać się pociągającą. Czy jako kobieta naprawdę nigdy nie może być zwyczajnie sobą? Niby była niezależna, ale swój wygląd zawsze uzależniała od mężczyzn i ich potrzeb. Od innych kobiet różniła się tym, że to dostrzegała i często świadomie się na to godziła. A czasem nawet perfidnie wykorzystywała. Pewnie dlatego jej towarzystwo w większości stanowili faceci. Kobiety zwyczajnie jej nie lubiły, traktując jak zagrożenie, choć przecież ona tylko walczyła o swoje. Metodami, jakie ustanowili mężczyźni.
Zrobiła kilka zdjęć odsłoniętego dekoltu, uznając, że tym razem Marek musi się tym zadowolić. Twarz wymagała makijażu, a nie chciała tracić czasu.
Od razu zaczął zasypywać ją komplementami. Cudowności, śliczności, piękności... Każdego by zemdliło. Zwłaszcza że jego repertuar komplementów zawsze był taki sam; może nawet to słownik w telefonie podpowiadał słowa w określonym porządku. Na początku znajomości Monice się to podobało, czuła się atrakcyjna i seksowna. Potem wolała, żeby Marek zobaczył w niej nie tylko świetne ciało, ale i umysł, jednak w tej kwestii mogła jedynie liczyć, że to raczej szef należycie ją doceni, pozwalając piąć się po szczeblach kariery.
Odrzuciła telefon z wysłanymi do Marka "słodyczami", właściwie sama wymyśliła tę nazwę, nie pamiętała dokładnie kiedy, ale być może wtedy, gdy komplementy Marka wydały się jej słodkie i mdlące jak cukiereczki, i wreszcie zajęła się pracą.