Na jego warunkach. Niegrzeczna Kolekcja - Nana Bekher

Reflow text when sidebars are open.
- Kompletnie oszalałeś! Co to w ogóle za chora propozycja?! - zareagowałam ostro.
Wujek Thomas nawet nie drgnął.
- Victorio, nie możesz całe życie być sama - oznajmił z lekko uniesioną brwią, jakby naprawdę wierzył w to, co mówi.
Prychnęłam.
- Chyba jeszcze zdążę. Mam dwadzieścia trzy lata, nie spieszy mi się do ślubu.
- Twoja mama w tym wieku była już mężatką.
- I co z tego? - Pokręciłam głową. - Przecież ja nawet nie mam chłopaka. - Zrobiłam krok w jego stronę, czując, jak narasta we mnie irytacja. - Czy teraz możesz mi wyjaśnić, po co właściwie do mnie przyjechałeś?
Zapadła krótka cisza. Nie odpowiedział od razu. I to był pierwszy moment, kiedy coś mi się nie spodobało.
Wujek nigdy nie miał problemu z mówieniem. Dwa tygodnie temu, kiedy oficjalnie przejęłam rządy w firmie, powiedział mi wprost, że to nie dla mnie, bo jestem zbyt młoda, niedoświadczona i nie dam sobie rady. A teraz stał przede mną i przez sekundę wyglądał, jakby coś kalkulował.
- To nie jest temat do żartów - powiedział w końcu.
- Ale mi wcale nie jest do śmiechu - rzuciłam chłodno. - Powiedz w końcu, o co chodzi?
Jego spojrzenie przesunęło się po pokoju i zatrzymało na dokumentach leżących na stole. Tych samych, które od kilku godzin próbowałam ogarnąć.
- Zaczęłaś już przeglądać papiery.
- Przejęłam firmę. To chyba logiczne.
- I?
- I coś się nie zgadza - odpowiedziałam bez wahania. - Więc jeśli masz mi coś do powiedzenia, to może zacznij od tego.
Thomas westchnął cicho.
- Firma nie radzi sobie najlepiej.
- Zorientowałam się.
- Ale nie znasz powagi sytuacji.
- Co masz na myśli? - Zaniepokoiłam się.
Znów sekunda ciszy.
- Mamy długi.
- Nie jesteśmy wyjątkiem. Jest sporo zadłużonych firm.
- Nie tak jak nasza... twoja.
Poczułam, jak coś ściska mnie w żołądku. Przełknęłam ślinę.
- Konkrety, proszę.
Thomas spojrzał mi prosto w oczy.
- To takie długi, których nie spłacisz.
- Spróbuję - zapewniłam z nerwowym uśmiechem.
- Nie zdążysz.
- Przejrzę dokładnie wszystkie dokumenty, skontaktuję się z doradcami i coś wymyślimy. - Jeszcze nie miałam konkretnego pomysłu, ale nie chciałam mu pokazywać, że się poddaję na starcie.
- Potrzebujesz inwestora.
- To go znajdę.
- Już to zrobiłem.
Zacisnęłam dłoń w pięść. Nie podobało mi się, że wujek zrobił to za moimi plecami.
- Słucham?
- Jest inwestor - powtórzył spokojnie. - Ale jest też warunek.
Poczułam, jak napięcie we mnie powoli narasta.
- Jaki warunek?
Nie odpowiedział od razu, co tylko spotęgowało moją irytację.
- Jaki warunek, wujku?
- Małżeństwo.
Zaśmiałam się. Tym razem głośniej.
- Powtarzasz się. Naprawdę przyszedłeś, żeby namawiać mnie do małżeństwa? Nie wierzę. - Potrząsnęłam głową.
- Nie żartuję.
- Ja też nie - ucięłam stanowczo. - Nie ma takiej opcji.
- To jedyna opcja.
- To absurd!
- Od miesięcy próbuję znaleźć inne rozwiązanie... Nie ma go.
- To twoje rozwiązanie - poprawiłam go szorstkim tonem. - A ja nie zamierzam w nim uczestniczyć.
- Zrozum, że próbuję ci pomóc.
- Przez te wszystkie lata to ty zarządzałeś firmą. Doprowadziłeś ją niemal do upadku, a ja mam ci teraz ponownie zaufać? - rzuciłam z gniewem.
Patrzył na mnie w milczeniu. Może i potraktowałam go ostro, ale taka była prawda. Od śmierci moich rodziców to on prowadził firmę. Silvercrest Developments, jedna z większych firm deweloperskich w regionie, kiedyś była potęgą, teraz tonęła w długach.
- Masz rację. To moja wina - odezwał się po chwili. - Kiedy zaczęły się pierwsze problemy, od razu działałem. Niestety, wykonałem kilka ryzykownych ruchów w nadziei na znaczne zyski, ale sporo straciliśmy. Potem było coraz trudniej... Twoi rodzice mi zaufali, a ja ich zawiodłem. Ciebie również. - Spuścił wzrok. - Dlatego teraz staram się ci pomóc. I bardzo żałuję, że nie znalazłem innego rozwiązania.
- Ja się tym zajmę - odparłam szybko. - Potrzebuję tylko czasu, coś wymyślę i do końca roku staniemy na nogi.
- Jeśli do końca miesiąca firma nie spłaci długów, trzeba będzie ogłosić bankructwo. Stracisz wszystko.
Zamarłam. Nie było możliwości, żebym w tak krótkim czasie znalazła sensowne rozwiązanie.
Cholera jasna!
- Z kim miałabym wziąć ślub? - zapytałam w końcu.
Odpowiedź przyszła szybko:
- Gabriel Voss.
Znałam to nazwisko. Każdy je znał. Żołądek zacisnął mi się w supeł.
- Żartujesz - powiedziałam cicho. - Nie wyjdę za niego.
- Nie skończyłem...
- Nie musisz - mruknęłam i odwróciłam się, by przespacerować się chwilę po salonie. Musiałam się ruszyć, inaczej groził mi wybuch. - Kpisz sobie ze mnie?!
- Victorio...
- Nie! - warknęłam. - Serio myślisz, że wyjdę za faceta, który przeleciał pół Nashville? Sam weź z nim ślub! Poza tym to nie jest człowiek, z którym się wchodzi w układy - rzuciłam.
- Właśnie dlatego to działa.
Zatrzymałam się gwałtownie.
- Niby dlaczego?
Thomas westchnął ciężko.
- Vossowie pomogą ci uratować firmę, ale nie zrobią tego bez czegoś w zamian.
- Czyli?
- Gabriel od lat jest problemem dla swojej rodziny. Jedyny syn, skupiający na sobie całą uwagę. Skandale, imprezy, kobiety... Sama wiesz, jak ludzie o nim mówią.
Prychnęłam cicho.
- Trudno tego nie słyszeć.
- Jego ojciec uważa, że małżeństwo go uspokoi. Przy okazji połączy wasze firmy.
Patrzyłam na niego przez chwilę w milczeniu, próbując zrozumieć, czy naprawdę mówi poważnie.
- Czyli mam zostać częścią jakiegoś planu naprawczego dla bogatego playboya?
- Masz uratować firmę swoich rodziców.
- A co później? - zapytałam chłodno. - Mam oddać Vossom wszystko, co zostawili mi rodzice?
Thomas pokręcił głową.
- Sama sobie nie poradzisz z prowadzeniem biznesu. Nadal będziesz miała większość udziałów, ale Gabriel też będzie miał swoją część.
- Co takiego?! - Denerwowałam się coraz bardziej.
- Nie bój się, nie stracisz firmy. Twój głos będzie decydujący, ale potrzebujesz wsparcia kogoś, kto się na tym zna.
- No tak, przecież na ciebie nie mogę liczyć - burknęłam, marszcząc brwi.
- Vicky...
- Coś mi tu nie pasuje. - Pokręciłam głową. - Co Vossowie będą z tego mieć? Mam uwierzyć, że wystarczy im część udziałów i małżeństwo? O co tak naprawdę chodzi?
Wujek podniósł na mnie wzrok.
- O nazwisko i reputację. O uspokojenie sytuacji wokół Gabriela. Na tym im najbardziej zależy, nie na pieniądzach. Tych mają pod dostatkiem.
Zaśmiałam się krótko z niedowierzaniem.
- Mam naprawić człowieka, którego nawet nie znam?
- Masz podpisać papier i uratować Silvercrest. Nic więcej.
- Kosztem własnego życia?
- Kosztem jednego podpisu.
- Świetnie to zaplanowałeś. Dla ciebie wszystko jest proste.
- Uwierz mi, że wcale takie nie jest.
- Nie? - Zaśmiałam się krótko. - To może mi wytłumacz, dlaczego mam wejść w ten chory układ?
- Rynek się zmienił, kontrakty się posypały, a koszty wzrosły - wymieniał, jakby to miało mnie przekonać do tej szalonej decyzji.
- I z tych powodów mam brać ślub?
- Z tych powodów nie masz wyboru.
To zdanie zatrzymało mnie w miejscu. Zaraz... zaraz... Nie znałam się na tym, to prawda, ale przecież nie było sytuacji bez wyjścia. Musiało istnieć inne rozwiązanie. I zamierzałam je znaleźć.
- Potrzebuję czasu, żeby to przemyśleć - odezwałam się po chwili.
- Do końca tygodnia wystarczy?
Cztery dni?
- Bawi cię to? - Zgromiłam go wzrokiem.
- Charakter zdecydowanie odziedziczyłaś po Rosalie. Zawsze była uparta i nigdy nie dawała sobie nic przetłumaczyć.
- To powinieneś wiedzieć, że się nie poddam. Jak mama. Coś wymyślę.
Wujek westchnął ciężko, jakby nie mógł się pogodzić z odmową.
- W niedzielę Vossowie organizują przyjęcie charytatywne. Dostaliśmy zaproszenie.
- Obawiam się, że w mojej sytuacji finansowej nie będę w stanie przekazać pieniędzy dla potrzebujących.
- Będzie okazja, żeby poznać przyszłego męża.
- Na nic się nie zgodziłam. - Kolejny raz postawiłam na swoim.
Potrząsnął głową, zupełnie jakby chciał mi powiedzieć, że i tak nie mam wyjścia.
- Pójdę już - oznajmił i skierował się do wyjścia. - Przemyśl to, ale to naprawdę jedyne rozwiązanie.
Nic nie odpowiedziałam, po prostu zamknęłam za nim drzwi. Oparłam się o nie plecami i na chwilę zamknęłam oczy, próbując poukładać sobie w głowie wszystko, co właśnie usłyszałam.
Miałam trzynaście lat, kiedy moi rodzice zginęli w wypadku. Wtedy pojawił się Thomas, brat mojej mamy. To on się mną zajął i przejął firmę, którą rodzice budowali przez lata.
Firma Silvercrest Developments od początku miała być moja, ale pod jednym warunkiem. Najpierw studia, potem biznes. Rodzice zawsze powtarzali, że wiedza jest najważniejsza i dopiero z odpowiednim przygotowaniem powinnam zająć się firmą. Thomas miał mi w tym pomóc, kiedy przyjdzie właściwy moment.
Ufałam mu. Przez minione lata nie miałam powodu, żeby myśleć inaczej. Byłam przekonana, że pilnuje wszystkiego tak, jak obiecał. A teraz okazało się, że firma stoi na granicy bankructwa. I nie wydarzyło się to nagle, ale trwało znacznie dłużej, tylko wujek nic mi nie mówił.
Nie zamierzałam się poddać, niezależnie od tego, jak źle to wyglądało. Sięgnęłam po telefon. Jeśli ktoś mógł mi pomóc, to mama Nathalie, mojej przyjaciółki. Była doradcą finansowym i wyciągała ludzi z sytuacji, które wydawały się bez wyjścia. Jeśli dało się jeszcze uratować Silvercrest, ona będzie wiedziała, jak to zrobić.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej