Na granicy rozsądku #2 - Aleksandra Palasek

Kup ebooka

43.90 zł
35.12 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Awers

Rewers

Awers

Rewers

Blacha

Awers

Rewers

Blacha

Awers

Rewers

Kret

Awers

Rewers

Blacha

Awers

Blacha

Kret

Rewers

Awers

Blacha

Kret

Rewers

Awers

Blacha

Kret

Rewers

Blacha

Awers

Rewers

Kret

Blacha

Awers

Kret

Rewers

Blacha

Awers

Rewers

Awers

Rewers

Awers

Kret

Rewers

Kret

Blacha

Awers

Blacha

Matka

10 lat później

Epilog

Od autorki

Podziękowania

Awers

Uśmiechnęła się do mnie, ale jej spojrzenie było puste, oczy miała za mgłą, skóra wyglądała, jakby dawno nie widziała wody, a kości policzkowe przerażały wypukłością. Nie rozumiałam, co się stało z tą dziewczyną, która jeszcze nie tak dawno zachwycała urodą. Może nie wtedy, gdy widziałam ją ostatnio, ale wtedy, gdy zaginęła i jej zdjęcia obiegły media, widać było, że urody mogły jej pozazdrościć nawet modelki. Teraz? Wyglądała bardzo źle. Usiadła naprzeciwko, obok komisarza Kujawskiego, i skuliła się, jakby starając się ukryć między swoimi wystającymi barkami.

- Żartujesz, prawda? - zakpił mój obrońca, a ja czułam, jak serce niemal wyskakuje mi z piersi.

Robiło mi się słabo i gdyby nie to, że siedziałam, pewnie już bym zemdlała. Przede mną stała szklanka z wodą, ale bałam się po nią sięgnąć przez trzęsące się ręce.

- Panie Kowalczyk, kompletnie nie mam pojęcia, co pana tak bawi, ale myślę, że możemy przejść już do rzeczy. - Komisarz wydawał się niewzruszony reakcją mojego adwokata.

- Myślę, że nie możemy, a wie pan dlaczego? Proszę przyjrzeć się kobiecie przy pana boku. Jeśli miałaby nam coś powiedzieć, to tylko to, ile ostatnio wzięła albo po czym miała największy zjazd. Panie komisarzu, litości, ta dziewczyna ledwo widzi na oczy... - prychnął i założył dłonie na piersi.

- Skoro tak pan uważa, to w takim razie musiała wziąć niezłą pigułę, bo wyśpiewała nam pięknie całą historię związaną z pana klientką, która w zasadzie zgadza się ze wszystkim, co podejrzewaliśmy. Chociaż nie... to nie jest pana klientka, prawda? Wydaje mi się, że to niejaki Borys panu płaci...

Gdy wymówił to imię, gula stanęła mi w gardle, a łzy podeszły do oczu. Tak bardzo się bałam, miałam już tego dość, wszystko jednak wskazywało na to, że to dopiero początek tego koszmaru. Piekła, które zaczęło się wraz z imprezą na zakończenie roku.

A może zaczęło się już wcześniej? Wraz z moim przyjściem na świat? Niewiele byłam w stanie sobie przypomnieć pozytywnych sytuacji w moim życiu.

- Pani Karolina jest moją klientką - odparł stanowczo adwokat. - Proszę nie insynuować niczego, czego nie może pan poprzeć dowodami. - Uśmiechnął się.

Przez cały ten czas nawet nie zerkał w moją stronę. Tak jak i komisarz, co było mi w zasadzie na rękę, bo można było czytać ze mnie jak z otwartej księgi. Niestety wyłącznie do teraz, bo właśnie spojrzał w moim kierunku i aż mu się oczy szerzej otworzyły.

- Karolino, chyba poznajesz Zuzię, prawda?

Już samo to, że zwrócił się do mnie po imieniu, sprawiło, że zamarłam. Rozchyliłam tylko usta.

- Nie musisz odpowiadać, przecież oczywiste jest to, że poznajesz panią Budzyńską, było o niej głośno w mediach. - Po raz pierwszy adwokat spojrzał na mnie i uśmiechnął się pokrzepiająco.

Odetchnęłam.

- Jesteście w podobnym wieku. Zuzia przeżyła bardzo trudny rok, ucierpiała, będąc zakładnikiem niejakiego Trąby, który omotał jej ojca na tyle, że nie było możliwości jej odzyskać. Jakimś cudem Trąba zszedł z tego świata, Zuzia wyszła na wolność, ale i ty ją odzyskałaś, prawda?

Mój adwokat przewrócił oczami.

- Co pan insynuuje? - odezwał się obrońca.

- To, że Zuzia opowiedziała nam o wizycie Karoliny u Trąby, wraz z Borysem...

- Ach, a gdyby opowiedziała wam, że przyszedł do niej święty mikołaj i kazał wskazać swoje miejsce zamieszkania, to już byście lecieli do Laponii? Proszę pana, bądźmy poważni. Sąd nie weźmie pod uwagę zeznań uzależnionej dziewczynki z narkotykami we krwi. Myślę, że traci pan czas, niestety nie tylko swój. Proszę postawić mojej klientce realne zarzuty bądź lepiej przygotować się do przesłuchania i umówić je w kolejnym terminie. - Spojrzał znacząco na zegarek.

- Jeśli się panu śpieszy, to śmiało, może pan iść. - Uśmiechnął się policjant.

Podziwiałam jego cierpliwość, bo adwokat raz po raz wtrącał się i uniemożliwiał mu pracę.

- Wyjdę, ale tylko z moją klientką.

Serce mocniej mi zabiło. Była szansa, że stąd wyjdę i będę mogła to wszystko przemyśleć. Nie byłam w stanie nic powiedzieć.

- Najlepszym miejsce dla pana klientki będzie areszt, gdzie nabierze trochę pokory i zastanowi się nad swoją wersją wydarzeń.

W tym momencie serce mi stanęło. Naprawdę. Czas jakby się zatrzymał, a ja przed oczami nie miałam już policjanta i Zuzanny, ale czarne płótno. Ocknęłam się po sekundzie, choć w mojej głowie zajęło mi to wieki. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na mój stan, a ja czułam, jak po czole spływają mi krople potu. Policjant z adwokatem wymieniali się morderczymi niemal spojrzeniami, a ja zastanawiałam się, co się właśnie wydarzyło z moim życiem. Jeszcze nie tak dawno moim problemem były studia, a właściwie to, czy jest możliwość, żebym na jakieś poszła, a jeśli nie, to co zrobię ze sobą. Teraz? Miałam zostać zamknięta w areszcie.

- Będziesz miała na to czterdzieści osiem godzin, Karolino. - Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, jakby to było najlepsze, co zrobił tego dnia.

Popatrzyłam na adwokata ze strachem.

- Nie martw się. Nic ci nie będzie - powiedział i wstał. Skierował się ku wyjściu. - Wytrzymaj - dodał i opuścił salę.

Zostawił mnie, a ja poczułam, jak pęka jakaś malutka część mnie.