Na coś trzeba umrzeć - Adrianna Alksnin

Kup ebooka

36.00 zł
25.28 zł (24,98 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zdro­wie i cho­roba

"Bio­rąc pod uwagę, jak po­wszech­nym sta­nem jest cho­roba, jak po­tężne du­chowe zmiany za sobą nie­sie [...], na­prawdę dziwi, że cho­roba nie za­jęła wraz z mi­ło­ścią, orę­żem i za­zdro­ścią miej­sca po­śród głów­nych te­ma­tów li­te­ra­tury"[1].

Cho­roba, za­bu­rze­nie, do­le­gli­wość, bo­lączka, nie­do­god­ność - wszyst­kie te okre­śle­nia od­no­szą się do in­dy­wi­du­al­nych czyn­ni­ków zwią­za­nych z sa­mo­po­czu­ciem jed­nostki i na­zy­wają stan pa­to­lo­giczny, od­bie­ga­jący od po­wszech­nie uzna­nej i ak­cep­to­wa­nej normy, bę­dący jed­nak su­biek­tyw­nym do­świad­cze­niem pod­miotu. Cho­roba jako zja­wi­sko po­wszechne i nie­zby­walne po­zwala opi­sać sze­reg do­świad­czeń, któ­rych cha­rak­ter wpływa za­równo na stan fi­zjo­lo­giczny czło­wieka, jak i na jego psy­chikę - wie o tym każdy, kto choć raz zma­gał się z wy­soką go­rączką.

Zdro­wie jest czymś wię­cej niż tylko bra­kiem cho­roby. Jest to ro­dzaj su­biek­tyw­nego po­czu­cia do­bro­stanu, na które skła­dają się czyn­niki na­tury fi­zycz­nej, psy­chicz­nej i spo­łecz­nej. Chcąc okre­ślić za­kres se­man­tyczny pary po­jęć - zdro­wia i cho­roby, na­leży przede wszyst­kim za­zna­czyć, że po­sia­dają one su­biek­tywny, hi­sto­ryczny oraz uwa­run­ko­wany przez kul­tu­rowe czyn­niki cha­rak­ter. Szu­ka­jąc me­dycz­nej de­fi­ni­cji cho­roby, po­winno się przede wszyst­kim okre­ślić mo­del, w ra­mach któ­rego taka de­fi­ni­cja bę­dzie for­mu­ło­wana. Można bo­wiem od­nieść się do de­fi­ni­cji me­dyczno-pa­to­lo­gicz­nej (po­ja­wie­nie się cho­roby po­siada kon­kretną przy­czynę, np. jest nią in­fek­cja wi­ru­sowa), mo­delu od­no­szą­cego się do wady bio­lo­gicz­nej (cho­roba wy­nika z wa­dli­wej bu­dowy da­nego na­rządu), planu dzia­ła­nia (po­ję­cie i na­zwa cho­roby są uza­sad­nie­niem dla wdro­że­nia planu te­ra­peu­tycz­nego), ze­społu ob­ja­wów czy wresz­cie do opisu pew­nej nie­do­sko­na­ło­ści or­ga­ni­zmu[2].

Wie­lo­war­stwo­wość tej de­fi­ni­cji po­ka­zuje, jak skom­pli­ko­wa­nym i trud­nym do osią­gnię­cia sta­nem jest zdro­wie. Wy­zna­cze­nie norm okre­śla­ją­cych po­żą­daną rów­no­wagę bio­che­miczną or­ga­ni­zmu bywa względ­nie ła­twe do okre­śle­nia. O wiele trud­niej jest pod­dać stan­da­ry­za­cji aspekt do­bro­stanu psy­chicz­nego, który opiera się na su­biek­tyw­nym do­świad­cze­niu jed­nostki i trudno go zmie­rzyć przy po­mocy apa­ra­tury la­bo­ra­to­ryj­nej oraz wy­zna­czyć "normę psy­cho­lo­giczną", jaką mu­sia­łaby speł­nić jed­nostka, żeby mo­gła zo­stać uznana za zdrową. Ist­nieją co prawda róż­nego ro­dzaju te­sty mie­rzące skalę de­pre­sji czy po­ma­ga­jące okre­ślić spek­trum za­bu­rzeń oso­bo­wo­ści, jed­nak są ze swej na­tury nie­moż­liwe do zwe­ry­fi­ko­wa­nia przy po­mocy obiek­tyw­nego in­stru­men­ta­rium. Mo­żemy rów­nież mó­wić o tak zwa­nym zdro­wiu spo­łecz­nym, od­nosi się ono do re­la­cji jed­nostki z jej śro­do­wi­skiem, do wa­run­ków ma­te­rial­nych i by­to­wych. W so­cjo­lo­gii me­dy­cyny można wy­róż­nić trzy główne aspekty cho­roby, ja­kimi są: di­se­ase - cho­roba w sen­sie fi­zjo­lo­gicz­nym, il­l­ness - su­biek­tywne od­czu­cie cho­roby, oraz sick­ness - cho­roba jako ka­te­go­ria so­cjo­lo­giczna[3]. Są­dzę, że w ra­mach tej ty­po­lo­gii można wy­róż­nić czwarty wy­miar, ja­kim jest ma­lady - stan dys­funk­cyj­nej nie­do­god­no­ści, czę­sto o chro­nicz­nym prze­biegu, a za­ra­zem nie do końca po­zna­nej i ta­jem­ni­czej etio­lo­gii (jak np. hi­ste­ria), od­no­szący się do ka­te­go­rii wyż­szego rzędu, łą­czący w so­bie aspekty il­l­ness oraz sick­ness, czyli su­biek­tyw­nego do­świad­cze­nia i jego spo­łecz­nej re­cep­cji. Wy­miar, który okre­śli­ła­bym mia­nem ma­lady, jest naj­bar­dziej me­ta­fo­ryczny i bywa od­no­szony do cho­roby du­cha (spi­rit), a więc nie­ma­te­rial­nego bytu bę­dą­cego czymś róż­nym od umy­słu czy psy­chiki, a jed­nak bli­sko z nimi zwią­za­nego.

Moja opo­wieść do­ty­czy wszyst­kich wspo­mnia­nych wy­mia­rów cho­roby, choć to ten czwarty oka­zał się naj­trud­niej­szy do unie­sie­nia; ten, który to­wa­rzy­szył mi, na długo za­nim w moim ciele za­ini­cjo­wał się pro­ces no­wo­two­rowy; ten, na który nie ma na­zwy ani sku­tecz­nego le­kar­stwa. Moje ciało za­cho­ro­wało, ale JA, od­kąd pa­mię­tam, by­łam tra­wiona przez inną cho­robę. Cho­roba ciała oka­zała się ła­twa do zwal­cze­nia - wy­star­czyło usu­nąć zło­śli­wego guza, aby od­zy­skać zdro­wie. Droga do od­zy­ska­nia sie­bie oka­zała się o wiele trud­niej­sza. Na­dal trwa.

In­wa­zja

24 lu­tego 2022 roku.

Tłu­sty czwar­tek.

Tego dnia wojna wy­bu­chła na dwóch fron­tach: glo­bal­nym i pry­wat­nym.

To miał być cał­kiem zwy­czajny tłu­sty czwar­tek. Pączki je­dzone na ki­lo­gramy i te sprawy. Bu­dzik, pięć mi­nut drzemki, ko­lejny dzwo­nek, scrol­lo­wa­nie fejsa. Za­ło­ży­łam oku­lary i usia­dłam na łóżku, nie do końca ro­zu­mie­jąc ko­mu­ni­katy wy­świe­tla­jące się na ekra­nie te­le­fonu. Po­czu­łam, jak do oczu na­pły­wają mi łzy: A WIĘC WOJNA. Ro­syj­ska in­wa­zja na te­ry­to­rium Ukra­iny stała się fak­tem. Włą­czy­łam ra­dio, żeby do­wie­dzieć się cze­goś wię­cej. Przez na­stępne kilka go­dzin na zmianę słu­cha­łam wia­do­mo­ści i czy­ta­łam ko­lejne ar­ty­kuły, pró­bu­jąc zro­zu­mieć, co wła­ści­wie się stało. Po­czu­cie za­sko­cze­nia, dez­orien­ta­cji i lęku sku­tecz­nie unie­moż­li­wiało mi sku­pie­nie się na pracy. Jak wszyst­kim. Za­miast tego trwała ner­wowa wy­miana wia­do­mo­ści ze zna­jo­mymi i ro­dziną, spraw­dza­nie new­sów, na­słu­chi­wa­nie uczo­nych ko­men­ta­rzy.

Około go­dziny pięt­na­stej przy­szedł SMS in­for­mu­jący, że na por­talu pa­cjenta do­stępne są już wy­niki CT jamy brzusz­nej, zle­co­nego kilka dni wcze­śniej przez in­ter­ni­stę. "Wy­nik poza gra­ni­cami normy. Pro­szę o pilny kon­takt z le­ka­rzem pod nu­me­rem te­le­fonu XXX-XX-XX-XX". Za­dzwo­ni­łam. In­ter­nistka z war­szaw­skiego cen­trum te­le­me­dy­cyny spoj­rzała na opis ba­da­nia wi­szący w sys­te­mie. Za­le­ciła pilną kon­sul­ta­cję. Wy­sta­wiła skie­ro­wa­nie. Tyle. Już mia­łam się roz­łą­czyć, kiedy mi­mo­cho­dem wspo­mniała, że­bym po­dała przy re­je­stra­cji kod skie­ro­wa­nia: D41.0.

24 lu­tego 2022 roku siły zbrojne Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej do­ko­nały in­wa­zji na te­ry­to­rium Ukra­iny.

24 lu­tego 2022 roku otrzy­ma­łam dia­gnozę: rak nerki.

I tak wła­śnie za­częła się moja przy­goda z cho­robą no­wo­two­rową. Kiedy cały świat w na­pię­ciu czy­tał ko­lejne re­la­cje z bom­bar­do­wa­nego Ki­jowa, ja oglą­da­łam zdję­cia gu­zów, prze­glą­da­łam por­tale on­ko­lo­giczne, czy­ta­łam ra­porty z ba­dań kli­nicz­nych, stu­dio­wa­łam ar­ty­kuły i książki po­świę­cone no­wo­two­rom. Kiedy moi przy­ja­ciele sor­to­wali dary dla Ukra­iń­ców, jeź­dzili na gra­nicę, przyj­mo­wali go­ści w swo­ich miesz­ka­niach, ja od­wie­dza­łam ko­lejne przy­chod­nie, zdo­by­wa­łam nie­zbędne skie­ro­wa­nia i za­świad­cze­nia, wy­ko­ny­wa­łam ba­da­nia. Kiedy Ro­sja pro­wa­dziła spe­cjalną ope­ra­cję woj­skową (Sic!) na te­ry­to­rium Ukra­iny, ja przy­go­to­wy­wa­łam się do spe­cjal­nej ope­ra­cji me­dycz­nej ma­ją­cej się ro­ze­grać na te­ry­to­rium mo­jego ciała. Guz miał czter­na­ście cen­ty­me­trów. Na­zwa­łam go Wła­di­mir.