3.
Pola się trzęsła z zimna i ze strachu, miała spierzchnięte usta i tak ściśnięte gardło, że bolało ją każde wypowiadane słowo. Miotała się. Było jej niedobrze. Słabo. Chciało jej się palić. I chętnie wypiłaby kubek kawy po irlandzku, z pięćdziesiątką whisky, żeby uleczyć kaca giganta, a przede wszystkim, żeby się mniej bać.
Siedziała w obskurnym ambulatorium z młodą policjantką i lekarzem dziadygą.
- Jak będziesz współpracowała, to załatwimy sprawy migusiem i już. A jak nie będziesz, to się nam przeciągnie. Nikomu to w niczym nie pomoże - powiedział stojący nad Polą lekarz.
- Bez adwokata na nic się nie zgadzam, OK? Sorry, ale tak zostałam wyszkolona - odpowiedziała Pola.
- Wyszkolona! Dobre, bo polskie, ha ha ha! O czym ty gadasz, dziewczyno? Nie bądź taka hop do przodu, bo i tak masz już przesrane po całości. To po co jeszcze bardziej się pogrążać? - zapytała policjantka.
- Nie wiem, o co wam chodzi. Nic nie zrobiłam. Nic nie pamiętam, OK?
- Większość się tak tłumaczy. Że nie pamiętają. A to jest najgorszy błąd. To jakbyś od razu przyznała się do winy, taka jest prawda - powiedziała policjantka, wzdychając.
- Ale ja naprawdę nie pamiętam. Nie wiem, co się stało - odparła Pola.
Policjantka pokiwała głową z dezaprobatą, po czym powiedziała, że Pola może stawać na głowie, a i tak się nie wywinie. Będzie siedzieć. Kilka lat. Co najmniej dwa.
Pola odpowiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Przecież dopiero co ukazała się jej trzecia płyta! Ulga została okrzyknięta przez najważniejszych polskich krytyków objawieniem roku, Pola miała szanse na nominacje w najważniejszych konkursach. Właśnie rozpoczęła wielką trasę koncertową promującą nową płytę. Myślała już o kolejnym krążku. Wkrótce miała ruszyć z nagraniem pierwszej piosenki. Dla kogoś takiego jak ona, dwa lata w więzieniu oznacza zakończenie kariery. Zanim odbiłaby się od dna, o ile w ogóle by się odbiła, minęłoby sporo czasu. Pola poczuła, że życie, które prowadziła przez ostatnich sześć lat, zawisło na włosku. Nikt i nic jej tego nie zrekompensuje.
- Myślałam, że jest blondynką. Na zdjęciach w gazetach i internetach, no i w teledyskach to ma blond włosy, a tu o, ciemna szatynka, brunetka prawie - powiedziała policjantka do lekarza, który zaczął pobierać Poli krew.
- To ja to samo słyszałem o Marilyn Monroe - odpowiedział lekarz. - Tak a propos, pewno wszyscy cię o to proszą, dałabyś autograf? - zwrócił się do Poli. - Nie dla mnie. Dla wnuczki. Ma koszulkę z twoim zdjęciem. I zna wszystkie piosenki.
- Czy my się znamy? Czy ja z tobą piłam bruderszaft? Nie? Tak myślałam. To raczej sorry, ale może następnym razem, czyli nigdy - powiedziała Pola, kiedy lekarz wyciągnął igłę z jej przedramienia.
- Masz poważne kłopoty, córeczko, więc dobrze ci radzę, żebyś od teraz była dla ludzi miła, bo wszystko, co powiesz, nie tylko może, ale na pewno będzie wykorzystane przeciwko tobie. Ludzie nie lubią bezczelnych gówniarzy, a prokuratorzy to już zwłaszcza - odpowiedział lekarz.
- No właśnie. Ma kłopoty, a pyskuje, gówniara - skomentowała policjantka.
Pola doskonale wiedziała, że ma kłopoty. Przecież siedziała w areszcie, a nie w nailbarze przy Koszykowej. Nawet jeśli jest się niewinnym i siedzi się w areszcie, to ma się kłopoty. A jej powiedzieli już chyba z tysiąc razy, że na wyrok w zawieszeniu nie ma co liczyć, że powinna już przyzwyczajać się do twardej pryczy, bo na podobnej spędzi kilkaset nocy. Skończył się czas pobłażania dla pijaków za kierownicą.
Pola nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Pomyślała nawet, że ktoś ją mocno wkręca, że bierze udział w jakimś prank show, że za chwilę wyjedzie znienacka ukryta kamera i uhahana po pachy ekipa, której udało się tak wspaniale nabrać głupiutką wokalistkę. Ale czas mijał, a nikt się do wygłupów jakoś nie zamierzał przyznać. Próbowała przekonywać przesłuchującą ją policjantkę, że przecież wczorajszą noc spędziła w klubie Groom, świętując jubileuszowy koncert, ma kilkuset świadków, wystarczy kilku z nich zapytać, na pewno to potwierdzą. Owszem, przyjechała do klubu własnym samochodem, takim złotym zabytkowym mercedesem, Pola może podać numery rejestracyjne, on na pewno pod tym klubem wciąż stoi, ale za to chyba nie trafia się do więzienia na dwa lata. Trzeba koniecznie skontaktować się z ojcem, Markiem Szwastem, a także z prawnikiem Krystianem, teraz akurat nazwisko wyleciało jej z głowy, takim znanym obrońcą gwiazd. Oni wytłumaczą to nieporozumienie. Nie pamięta dokładnie, kto ją odwiózł po imprezie do domu. Ojciec albo pan Sebastian, zaufany kierowca, nazwiska też nie pamięta. Po afterparty, teraz sobie przypomina, no właśnie, po afterparty była ustawka z takim blondynem, w tym przypadku to nawet imienia sobie nie przypomni, ale za to pamięta, że wypiła z nim kilka szybkich shotów. Tyle, że potem... No właśnie. Potem był już tylko zgon, totalny zjazd, alkopustka. Nic.
Policjantka jeszcze raz powiedziała, że podejrzani często tłumaczą się niepamięcią i że to daremne. Powtórzyła, że w przypadku Poli przyznanie się do niepamięci jest równoznaczne z przyznaniem się do winy, a w każdym razie jest jednym z najważniejszych elementów obciążających.
W odpowiedzi Pola tylko wzruszyła ramionami. Na przyjazd ojca i pana mecenasa czekała w wąskim korytarzu. Pilnował jej młody policjant o pucułowatej, dobrotliwej twarzy. Potwornie chciało jej się pić. Po obudzeniu dostała butelkę wody, którą już dawno opróżniła. Teraz, gdy poprosiła o następną, strażnik poinformował ją, że wyczerpała limit. Zwyzywała go od zwyrodniałych sadystów i miękkich szpadli. Z dobrotliwości na twarzy policjanta nic nie zostało. Żeby się zemścić, wyciągnął smartfon i strzelił Poli fotkę. Pola miała nadzieję, że zdążyła się w porę odwrócić i w kadrze pozostała tylko dłoń z wystawionym środkowym palcem.
Przyjechali po nią parę minut po południu. Ojciec i mecenas. Przed komisariatem już krążyły hieny i sępy z kamerami. Umowa ustawkowa przestała obowiązywać. Pola poprosiła mecenasa o pożyczenie płaszcza, żeby mogła go sobie zarzucić na głowę, ale mecenas odmówił. Ludzie muszą zobaczyć, że się nie odwraca od odpowiedzialności. Teraz każdy ruch ma kolosalne, kluczowe, kapitalne znaczenie. Zanim cokolwiek Pola zrobi, niech się z nim konsultuje. A za chwilę, kiedy wyjdą na ulicę, ma się nie odzywać, nie reagować na zaczepki, nie zatrzymywać się, ma lekko pochylić głowę i nie odrywać wzroku od pięt idącego przed nią ojca. Aha, i żadnych min, ale to żadnych, kamienna twarz.
Samolubna, nieodpowiedzialna, skończona idiotka o ptasim móżdżku, gorzej nawet, ameba, bezmózg, kretynka. Tyle usłyszała, gdy przedarłszy się przez stado natrętów, schroniła się za przyciemnianymi szybami tesli X, najnowszego nabytku ojca.
- Tak, oczywiście, jak zwykle. Powyżywaj się, śmiało - powiedziała, rozwalając się na tylnej kanapie.
- Rozpieprzyłaś nam plany w drobny mak - zaczął ojciec, gdy ruszył spod aresztu niespiesznie, żeby się jeszcze załapać na kilka zdjęć za kierownicą tesli. I ciągnął: - Ty jak zwykle masz wszystko gdzieś, ale nie jesteś samotną wyspą, jesteś naczyniem połączonym, rozumiesz? Przez ciebie wielu, ale to bardzo wielu ludzi straci pieniądze. Mnóstwo pieniędzy. Wielu ludzi.
- Mówisz o sobie, prawda? To ty masz wszystko i wszystkich w dupie, chodzi tylko o ciebie i twoje pieniądze, twoje samochody, jachty i zegarki. Rzeźbiarz, Michał Anioł polskiego szołbiznesu, kurwa, ty jesteś naprawdę niesamowity!
- Nie masz pojęcia, ile mnie będzie kosztowało naprostowanie syfu, w który nas wpakowałaś! - wrzeszczał, a gdy Pola zażądała, żeby w końcu przestał się ciskać i wreszcie opowiedział, co się właściwie stało, ojciec zrekonstruował wydarzenia minionej nocy.
Po tym, jak wypiła morze wina, wódki i drinków, Pola podobno poprosiła barmana, żeby ją zaprowadził do łazienki. Barman się opierał, ale Pola nalegała, więc ostatecznie chłopak uległ. Zanim jeszcze doprowadził Polę do celu, w długim korytarzu prowadzącym do toalet rzuciła mu się na szyję. Podobno zaczęli się całować, podobno zaciągnęła go do łazienki dla niepełnosprawnych, podobno chciała go bzyknąć. Barman miał już opuszczone spodnie. Pola uniesioną sukienkę. Na szczęście była tak pijana, że nie zamknęła drzwi na zamek i ojciec dosłownie w ostatniej chwili zdołał przegonić gówniarza. Podobno.
Pola zwymiotowała na spodnie i buty ojca. Ojciec był przekonany, że zrobiła to celowo. Gdyby tego nie zrobiła, zamówiłby taksówkę albo poprosił kogoś z ekipy, żeby Polę odstawił do domu. Ale musiał się doprowadzić do porządku, a kiedy się jako tako doprowadził, Poli nigdzie nie było.
Podobno wsiadła do swojego czterdziestoletniego mercedesa, zabytkowego coupé w kolorze złotym, i podobno jakimś cudem udało się jej, zważywszy na ilość wypitego alkoholu, przejechać cztery kilometry. Pijacki rajd zakończyła na skrzyżowaniu Chałubińskiego z Koszykową, gdzie wjechała w bok skręcającego przed nią renault. Kierowca prawidłowo jadącego auta trafił z poważnymi obrażeniami do szpitala.
Potrafiła przejechać cztery kilometry, a gdy ją zatrzymała policja, nie była w stanie dmuchnąć w alkomat. 3,1 promila. Z pobranej krwi. Rano miała jeszcze ponad promil.
Warunki zwolnienia z aresztu? Kaucja sto tysięcy, zakaz opuszczania kraju, cotygodniowa wizyta na komisariacie.
- Nie wiem, co zrobisz, żeby paparazzi odpuścili. Nie wiem, co z koncertami. Jeśli dobrze tego nie rozegramy, ludzie cię znienawidzą, a wtedy zbankrutujemy - powiedział ojciec, gdy zatrzymał teslę przed małym hotelem na końcu świata. Czyli na przedmieściach Warszawy.
- Chcę do domu - powiedziała Pola.
- A ja chcę, żebyś dziś wystąpiła w Gdyni. Ale nie wystąpisz. Ciekawe dlaczego? Daj mi pomyśleć...
- Zawieź mnie, kurwa, do domu - krzyknęła Pola, uderzając w zagłówek kierowcy.
- Tak, walnij mocniej. Mało jeszcze narozwalałaś, śmiało. Zrozum, że nie masz teraz wstępu do domu. Od rana czatują tam na ciebie napaleni chłopcy z ze swoimi długimi obiektywami. Są też pod moim mieszkaniem. Pod obydwoma. I pod wytwórnią, cholera wie po co. Tu cię nie znajdą, przynajmniej do jutra. Zadowolona?
- Co dzisiaj jest? Poniedziałek?
- Niedziela, dwudziesty siódmy, październik, Warszawa, Polska, masz na imię Pola i masz przesrane, po całości. Nienawidzę cię.
- Nawzajem.
- Jadę posprzątać cały ten syf. A ty sobie odpoczywaj, córcia. Kolorowych snów, kurwa mać, dobranoc.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki