3
Siostra ofiary, Julia Johansson, siedzi w rogu białej kanapy narożnej, przykryta pledem i z poduszką w zygzaki na kolanach. Ma długie włosy z przedziałkiem na środku, jasne pasemka zasłaniają twarz. Wpatruje się w telewizor wiszący na ścianie naprzeciwko. Przez krzykliwe amerykańskie głosy przebija się śmiech publiczności, lecz twarz Julii nie wyraża żadnych emocji, gdy do niej podchodzą.
Stina zerka na policjanta w mundurze stojącego obok Julii. Jedno spojrzenie wystarcza. Od razu rozumie, kiwa głową i znika na schodach prowadzących w dół.
- Cześć, Julio - mówi Stina, ostrożnie siadając po drugiej stronie kanapy. - Nazywam się Stina Seger i jestem z policji. A to jest David Sandberg-Saliba. Również policjant. - Stina zawiesza głos, spogląda na dłonie Julii i zauważa, że odpadł jej długi, spiczasty paznokieć, a na palcach ma mnóstwo tanich pierścionków. - Bardzo ci współczuję, ale muszę ci zadać kilka pytań. Jak tylko skończymy, będziesz mogła stąd pójść - dodaje Stina.
Julia wzrusza ramionami, nie odrywając wzroku od telewizora.
- Możesz nam opowiedzieć, co zastałaś, wchodząc do mieszkania?
Julia ciężko wzdycha i zasłania oczy ręką, jakby truchlała na samą myśl, że ma o tym mówić. Stina waha się przez chwilę, czy powinna ją na to narażać. I tak już wiele przeszła. Ale nie mają wyboru.
- Naprawdę musimy to wiedzieć - nalega Stina. - Potem będziesz wolna.
Julia kiwa głową i szybko mówi cichym głosem, jakby recytowała wyliczankę:
- Wróciłam do mieszkania. Chciało mi się pić i ruszyłam w kierunku lodówki, żeby wyjąć sok. Nie patrzyłam pod nogi, więc się o nią potknęłam. - Julia odwraca głowę i po raz pierwszy patrzy na Stinę. Pod jej oczami widać pozostałości nocnego makijażu, usta są wąskie, zacięte. - Stanęłam na jej stopie - ciągnie Julia, a Stina widzi, że dolna warga kobiety zaczyna drżeć. - Później poślizgnęłam się na krwi i prawie się na nią przewróciłam. - Oczy Julii zachodzą łzami, a ona znowu odwraca głowę w stronę telewizora. - Tak odkryłam, że nie żyje.
- Bardzo ci współczuję - powtarza Stina. - Dopilnujemy, żebyś mogła z kimś o tym porozmawiać. To ważne w przypadku takich traumatycznych przeżyć.
Julia ponownie wzrusza ramionami. Drżącym palcem pociera skórę pod okiem i jeszcze bardziej rozmazuje makijaż. Stina myśli o tym, co czeka Julię, i odruchowo wyciąga rękę, żeby ją pocieszyć, ale w ostatniej chwili ją cofa.
- Czy ktoś jeszcze był w mieszkaniu, gdy wróciłaś? - pyta David stojący tuż za Stiną.
- Nie. Fanny mieszkała sama.
- To nie wyklucza, że ktoś tu był.
- Tak, ale nikogo nie było.
Stina rozgląda się wokół. Wygląda przez okno i po przeciwnej stronie widzi kamienicę oraz bezchmurne błękitne niebo nad czerwonymi dachami. Miasto budzi się do życia, lecz do mieszkania nie docierają żadne dźwięki. Na ulicy stoi kilka radiowozów, a wejście do kamienicy zabezpieczono niebiesko-białą taśmą policyjną, przed którą stoją gapie z telefonami w rękach wymieszani z dziennikarzami i fotografami. Za to tu, na górze, panuje cisza. Okna są dźwiękoszczelne. Nikt nie słyszał krzyku Fanny.
- Duże mieszkanie jak dla jednej osoby - stwierdza.
- Tak. - Julia drapie skrzydełko nosa paznokciem małego palca. - Kupiła je po śmierci swojego ojca. Jesteśmy przyrodnimi siostrami. Mamy tę samą matkę.
- Dostała duży spadek?
- Tak. - Julia odwraca głowę w kierunku Stiny i powoli nią kiwa. Następnie naciąga koc pod brodę i otula się nim.
- Możesz nam opowiedzieć, co się wydarzyło wczoraj wieczorem? - prosi David.
Stina spogląda na niego. Na jego ciemne włosy i brązowe oczy. Słyszy spokojny głos, całkiem inny, niż gdy David jest wściekły. Tak samo dłonie, teraz miękko splecione, potrafią być brutalne i złamać rękę lub zwichnąć szczękę.
- Już mówiłam.
- Opowiedz, jak spędziłaś wieczór.
Julia wzdycha, wypuszcza koc z ręki i kładzie ją na kolanie.
- Okej. Byłam z kumpelą w klubie Spritluckan.
- Czyli pracujesz w branży hotelowo-restauracyjnej?
Stina słyszy, że jej partner stara się być miły, żeby Julia się rozluźniła, ale widzi, że kobieta nie wie, co David ma na myśli.
- Do Spritluckan chodzą głównie ludzie zatrudnieni w branży restauracyjnej i rozrywkowej - wyjaśnia Stina. - Wydają tam napiwki z weekendu.
- Aha. - Julia mruga. - Nie wiedziałam. Therese rzeczywiście pracuje w tej branży.
- Therese? Tak ma na imię twoja koleżanka?
- Tak.
- Możesz nam podać jej nazwisko i dane kontaktowe, żeby mogła to potwierdzić?
- Teraz?
- Tak. - Stina sięga po torebkę, wyjmuje czarny notes i znajduje długopis w bocznej kieszonce. Otwiera go na pustej stronie i podaje Julii. - Zapisz tutaj.
Julia bierze notes i zaczyna pisać. Stina odwraca głowę w kierunku kominka i się rozgląda. Zagląda do popiołu i czarnych, okopconych pozostałości po ogniu. Na ścianie obok kominka wisi obraz z motywem Buddy, na stole stoi czarno-biały wazon z białą lilią, a Stina myśli, że to wygląda tak, jakby ktoś próbował stworzyć wrażenie przytulności.
- Proszę.
- Dziękuję. - Stina bierze od Julii notes i wkłada go do torebki. - Okej. O której dotarłaś do Spritluckan?
- Jakoś o północy.
- Czyli do tego czasu byłaś w domu?
- Nie. Wyszłam stąd mniej więcej o dwudziestej drugiej i poszłam do Therese. Siedziałyśmy u niej i piłyśmy, potem poszłyśmy do Spritluckan.
- Jak długo tam byłyście?
- Do zamknięcia. Jakoś o trzeciej. Potem... - Julia odchrząkuje, robiąc ledwo zauważalną pauzę, i kontynuuje: - Poszłyśmy do Tintin coś zjeść. Później wróciłam do domu i... - Julia spuszcza wzrok i dotyka koca. - Chciało mi się pić, więc podeszłam do lodówki po sok. Wtedy ją znalazłam i zadzwoniłam na policję. Od razu.
- Byłyście w Café Tintin na Engelbrektsgatan czy Linnégatan?
Julia robi wielkie oczy. Jakby znowu nie zrozumiała.
- Są dwie.
- Aha. Nie znam nazwy ulicy, ale to była przecznica do Avenyn.
Stina kiwa głową.
- Czyli Engelbrektsgatan. Co było potem?
- Usiadłam tu i czekałam, tak jak kazała mi ta dyspozytorka.
- I nic nie widziałaś? A może coś słyszałaś?
Julia marszczy brwi.
- Niby co?
- Jakiegoś człowieka? Samochód? Cokolwiek?
- Nie.
- Która to była godzina?
- Około wpół do piątej.
- Mieszkasz tutaj? - pyta David.
- Nie. To znaczy tak. Przyjeżdżam na kilka dni i wtedy tu mieszkam.
- Często tu bywasz?
- Nie. To drugi raz. Właściwie to nie miałyśmy z Fanny kontaktu do śmierci naszej mamy pół roku temu. Można powiedzieć, że to nas połączyło. Mamy tylko siebie. - Julia spuszcza wzrok i dodaje: - Miałyśmy.
- Przykro mi - mówi Stina i szybko milknie. Rozumie to uczucie pustki po stracie bliskiej osoby.
- Dlaczego nie miałyście kontaktu? - dopytuje David.
- Był świnią. - Julia ściska poduszkę i zygzaki zlewają się ze sobą. - On tego nie chciał.
- Kto taki?
- Ojciec Fanny.
- Dlaczego?
- Był dla matki okropny. A mnie dostał w pakiecie, więc podejrzewam, że mnie też nienawidził, chociaż wcale mnie nie znał.
- Fanny nie miała też kontaktu ze swoją, to znaczy z waszą mamą? - pyta Stina.
- Nie. On tego nie chciał. Ale teraz zaczynałyśmy się zaprzyjaźniać. - Julia wyciera nos grzbietem dłoni, głośno nim pociągając. - To straszne, że ktoś ją zabił.
Stina próbuje przejrzeć Julię i nie czuje jej bólu. Widzi ślady łez i strachu, ale nie dostrzega prawdziwej, wielkiej rozpaczy, którą widać u większości ludzi w takiej sytuacji. Może z powodu tego, o czym właśnie opowiedziała. Że tak naprawdę nie znała Fanny zbyt dobrze. Albo wciąż nie dotarło do niej to, co się stało.
- Jak myślisz, dlaczego ktoś to zrobił? - pyta Stina.
Julia rozkłada ręce.
- Nie mam pojęcia - mówi.
- Może miała jakichś wrogów?
- Nie.
- Z kim się spotykała?
- Nie umiem powiedzieć. Dużo trenowała. Wiem, że czasami wychodziła z ludźmi z pracy.
- Gdzie trenowała?
- W Sats. I czasami biegała.
Milkną. Najwyższy czas zakończyć tę rozmowę - myśli Stina. Julia potrzebuje pomocy, żeby przez to przejść, i musi porozmawiać z psychologiem.
- Chcesz zostać w Göteborgu przez jakiś czas? - pyta Stina, podnosząc się z kanapy.
- Tak, w sumie mogę zostać. Nie muszę wracać do domu. - Spogląda na nich oboje. - Wolno mi tu zostać? W mieszkaniu Fanny?
Stinę zaskakuje to pytanie. Naprawdę chce tu być? Na jej miejscu w ogóle nie rozważałaby takiej opcji.
- To nie my o tym decydujemy. Ale mieszkanie będzie zaplombowane do zakończenia oględzin miejsca zdarzenia. Nie wiem, ile to potrwa.
Julia kiwa głową i obgryza złamany paznokieć. Znowu wpatruje się w telewizor. Nic nie mówi, gdy wychodzą. Nawet na nich nie patrzy.