Rozdział 1 Działania taktyczne i myślenie strategiczne
Rozważmy lata 2021 i 2022 u producenta i dystrybutora sprzętu łazienkowego. Jest styczeń 2021 roku; sprzedawcy informują, że rośnie popyt na wszystko, a najlepiej sprzedaje się sprzęt łazienkowy (baterie i osprzęt) w kolorze czarnym i czerwonym. Nikt nie wie dlaczego, ale jeśli jesteś menedżerem, to nie dyskutujesz z rynkiem, tylko tańczysz, jak gra orkiestra. Podejmujesz więc decyzje o dostosowaniach kolorów asortymentu. Na rynku jak opętane rosną ceny stali, miedzi i innych metali. Rosną więc ceny grzejników i różnych produktów metalowych od dostawców. Trzeba na bieżąco dostosowywać do tego swoje ceny i komunikować to odbiorcom. Trzeba także określić maksymalny poziom zapasów, aby nie zostać z tymi wyrobami, jeśli wyhamuje popyt lub spadną ceny surowców, co będzie wymagało z kolei przeszacowania naszych cen. We wrześniu i październiku światowe porty nie nadążają z rozładunkiem, rosną więc ceny frachtu morskiego i zaczyna brakować kontenerów. Nasi odbiorcy to wiedzą, więc próbują kupić wszystko na zapas, przewidując dalsze wzrosty cen. Za to główny światowy przewoźnik morski, duńska korporacja Maersk, ma najlepszy rok w swojej ponad stuletniej historii, co nas mało obchodzi, bo jego fantastyczne zyski dla nas oznaczają wzrost kosztów oraz ryzyko niedoborów magazynowych. Trzeba podjąć decyzje, czy, o ile i kiedy zwiększyć zamówienia w Chinach, wprowadzając poprawki w cenach kosztu frachtu.
W październiku i kolejno w listopadzie 2021 roku otrzymujemy informacje od naszych chińskich dostawców, że w Chinach coraz szybciej postępuje proces racjonowania energii. Rośnie cena, a mimo to jej brakuje, więc Beijing z jednej strony wydaje dyspozycje ponad stu kopalniom zwiększenia wydobycia węgla (w międzyczasie partycypuje w konferencji klimatycznej i - podobnie jak wiele innych krajów - z troską pochyla się nad światowym kryzysem klimatycznym), z drugiej zaczyna racjonować energię dla poszczególnych prowincji, a nawet większych producentów. Trwa proces wyłączania energii i ograniczania produkcji w fabrykach. Dostawcy informują, że opóźnią dostawy, zmieniają także ich kompozycje na mniej energochłonne, rosną presje płacowe. Polska zaognia swoje relacje z UE i w efekcie polska waluta traci na wartości, a inflacja rośnie. Systematycznie wydawane i zmieniane przepisy prawne tworzą łamigłówki, w których czasami miejsce pomiędzy "wolno" i "zakazane" jest prawie puste. Sytuacja robi się na tyle skomplikowana, że zarząd naszej firmy musi działać na wszystkich frontach jednocześnie - od systematycznej adaptacji polityki zakupów, cen, sprzedaży (w sytuacji niepewności dostaw zaczyna się racjonowanie wobec odbiorców) i inżynierii finansowej, bo trzeba stworzyć odpowiednie rezerwy buforujące nas wobec idącej lawiny podwyżek.
Nadchodzi styczeń 2022 roku, a wraz z nim coś, co rząd nazywa Polskim Ładem. Nikt dobrze nie wie, co to jest, ale dyrektorka finansowa i główna księgowa już wiedzą, że pojawiły się nowe sposoby rozliczania, naliczania, opodatkowania, których nikt naprawdę do końca nie rozumie. Ani urzędy skarbowe, ani doradcy. I nikt nie wie także, czy zostaną zmienione, anulowane, czy potraktowane jako obowiązkowe. I żadne zapewniania przedstawicieli rządu, że ta reforma zostanie zmieniona w czerwcu, tej niepewności nie zmniejszają. Panuje więc całkowita niepewność w obszarze prawnym, ale trwa eldorado sprzedaży. Nie wiadomo już, czym się cieszyć, a czym zacząć się martwić. Po fantastycznym roku 2021 rada nadzorcza winduje plany sprzedaży i finansowe, więc wiadomo, że bonusy za wykonanie będą pewnie niższe. Ponieważ nie wiadomo, jak długo się utrzyma wzrost cen i wzrost sprzedaży, w firmie powstaje pomysł długofalowego planu premiowego dla kadry zarządzającej oraz sprzedawców.
Zanim jednak plan zostaje wdrożony w życie, mamy czwartek 24 lutego 2022 roku. Rosja rankiem dokonuje agresji na Ukrainę. Powojenny porządek Europy zostaje wywrócony do góry nogami i powstaje zagrożenie nową, wielką wojną. Dolar i euro zwyżkują jak opętane, co oznacza, że towary i produkty, które są w drodze z Chin, będą droższe. Wysyłki na Ukrainę były ubezpieczone, czyli część pieniędzy będzie odzyskana, ale w ogóle nie wiadomo, jaka w tym regionie będzie sytuacja polityczna, ekonomiczna, społeczna i biznesowa. Zarząd podejmuje decyzję o zaniechaniu sprzedaży na Białoruś i do Rosji i przygotowuje się do wzrostu konkurencji i cen na lokalnym, polskim rynku. W końcu kwietnia można założyć, że nie wiadomo, czy i jak plan roczny będzie zrealizowany, ale w międzyczasie zakończyła się (chwilowo) huśtawka walutowa. Jednak spokoju nie ma i nie będzie. Wykonawcy projektu rozbudowy magazynu złożyli oferty przekraczające o prawie 100% założone kosztorysy, więc cały projekt staje pod znakiem zapytania. I tak bez końca.
Taka jest normalność zarządzania, co prawda w dosyć kryzysowym wydaniu roku 2021 i początku 2022. Lata poprzednie były inne, bardziej stagnacyjne. Popyt i ceny rosły powoli, co stabilizowało sprzedaż i marże. Ale było trochę nudno. Teraz mamy większą niepewność, bo nikt dobrze nie wie, jak długo ceny surowców i transportu będą rosły, jak długo będą trwały presje płacowe, spadała wartość złotówki i rosła inflacja. Oraz jak długo utrzyma się trwały popyt na sprzęt łazienkowy i na jakie asortymenty i kolory. Ale to jest niepewność, z którą menedżerowie mieli w przeszłości do czynienia, w mniej lub bardziej skrajnej postaci, i nauczyli się z nią żyć. Wiedzą lepiej lub gorzej, jak sobie z nią radzić i jak ją ograniczać. Dlatego nie ma potrzeby radykalnych zmian modelu biznesowego firmy. Wystarczy uważnie śledzić, co się dzieje w otoczeniu, jak zachowują się odbiorcy, dystrybutorzy, instalatorzy i konkurenci. Pochodną tej obserwacji jest wiele szybkich i naturalnych decyzji: o zmianie cen, zmianie zamówień i przesunięciach asortymentowych, zapasach i powierzchni magazynowej, racjonowaniu w realizacji zamówień, motywowaniu sieci sprzedaży, komunikacji z odbiorcami, inżynierii finansowej. Tylko wojna wnosi niepewność totalną, poczucie zagrożenia i dramatu, ale na razie ona też nie ma wpływu na model biznesowy firmy.
Codzienność zarządzania - rutyna i typowe działania
Dzięki temu, że zarówno niepewność, jak i istotność codziennych decyzji i ruchów menedżerskich jest w swoich założeniach ograniczona, organizacje mogą stale się zmieniać i skutecznie działać. Jest to naturalny proces zarządzania oparty na negatywnym sprzężeniu zwrotnym: odchylenie - korekta - odchylenie - korekta. W ten sposób organizacje stale i z pewną łatwością się adaptują. Wskutek interwencji liderów, średniej kadry i pracowników wdrażają różnego rodzaju decyzje, inicjatywy i przedsięwzięcia, naśladują swoich konkurentów, modyfikują produkty i usługi, zmieniają procesy i relacje, aby zrealizować założone plany. Robią to najczęściej, planując w horyzoncie rocznym i kontrolując efekty, w okresie kwartalnym lub miesięcznym. To poziom taktyczny, czyli systematyczne szukanie odpowiedzi na pytanie: jak działać? W większości firm istotą tej normalności są decyzje i działania - częste, niemal naturalne i powtarzalne - podejmowane w warunkach ograniczonej niepewności. Są dobrze oprzyrządowane, bo menedżerowie mają do dyspozycji wypracowane i skuteczne mechanizmy działania i zmiany, z których większość nie wymaga specjalnego namysłu, może być nawet częściowo wspomagana algorytmami[1].
Pierwszym i najprostszym takim mechanizmem są rutyny. Tak jak ludzie mają swoje rutyny myślenia i działania, które im dalej w lata, tym stają się trwalsze i trudniejsze do zmiany, tak i organizacje budują w miarę kumulacji doświadczeń standardowe procedury operacyjne. Są to swoiste algorytmy typu "jeżeli - to", które w dużym stopniu zwalniają wszystkich z myślenia, bowiem uaktywniają programy działania dostosowane do konkretnych, przewidywalnych sytuacji. Jeśli pracownik nie działa zgodnie z kulturą firmy i nie jest kompetentny, to powinien zostać zwolniony. Jeśli stany magazynowe dostaw sprzed dwóch lub trzech lat przekraczają pewien poziom, to trzeba stworzyć na nie rezerwy finansowe. Jeśli rosną ceny surowców, to podnosimy ceny produktów. Jeśli rośnie inflacja, to podnosimy ceny wszystkiego (produktów i usług), aby wyrównać ich poziom wobec inflacji lub ją trochę wyprzedzać. Jeśli rośnie niepewność związana z realizacją zamówień i sprzedaży, to zwiększamy częstotliwość monitorowania stanów magazynowych i wielkości realizowanych zamówień itd.
Można się zżymać, że procedury są biurokratyczne i zdaniem wielu pracowników ograniczają autonomię i zabijają kreatywność, ale bez nich każdorazowo zarządzanie zaczynałoby się od nowa. Organizacje ponosiłyby większe koszty, działały wolniej, robiły więcej błędów. Generalnie im starsze i większe organizacje, im więcej mają zakumulowanej wiedzy, tym więcej rutyn, będących procesem poszukiwania i selekcji satysfakcjonujących rozwiązań wobec typowych problemów: reklamacji klienta, zatrudnienia lub zwolnienia pracownika, uzupełniania stanów magazynowych, wprowadzania nowego produktu, budżetów marketingu czy polityki różnorodności. Jak trafnie powiedział mi w trakcie badań jeden z menedżerów w wielkiej międzynarodowej korporacji: "W korporacji nie trzęsiemy łodzią. Nikt nie chce żadnego ryzyka. Tutaj rutyny sprzedaży tańczą z rutynami Excela. I każde nowe wdrożenie jest potencjalnym pocałunkiem Piłata, bo w praktyce oznacza trzy lata, setki wewnętrznych proceduralnych uzgodnień i dopasowań różnych części organizacji, aby zapewnić odbiorcom komfort powtarzalnych usług i produktów. Dlatego replikacja jest podstawową regułą gry".
Drugim mechanizmem jest rozwiązywanie problemów. Liderzy, zderzając się z problemem, który nie ma swojej przeszłości i jednoznacznej rutyny rozwiązania, muszą go przeformułować w problem decyzyjny. Taka jest najczęstsza rola średniego i wyższego szczebla zarządzania i do tego przygotowuje cała edukacja menedżerska. Proces rozwiązywania problemów ma najczęściej cztery fazy. Pojawia się istotne zakłócenie, więc staramy się je zrozumieć. Dyskutujemy i opisujemy tak, aby wiedzieć, jaki naprawdę problem chcemy rozwiązać. Następnie budujemy diagnozę przyczyn i uwarunkowań (kontekstu) problemu. W kolejnym kroku szukamy alternatywnych rozwiązań i przeprowadzamy ich ocenę ze względu np. na koszty i korzyści. Staramy się także zrozumieć, jakie mogą być nieoczekiwane konsekwencje wdrożenia każdego z nich, bo praktyka zarządzania nauczyła nas, że prawie każde rozwiązanie ma swoje oczekiwane rezultaty, ale także nieprzewidziane konsekwencje. Wreszcie dokonujemy wyboru i wdrażamy przyjęty wariant działania[2]. Taka pętla stanowi trzon codzienności zarządzania.
Załóżmy, że u producenta napojów pojawia się zgłoszenie ze strony sieci detalicznych, że w sprzedawanym napoju bezalkoholowym po tygodniu lub dwóch wytrąca się minimalna ilość dziwnego, choć nieszkodliwego osadu. Powoli docierają takie sygnały od innych odbiorców; wiemy, że musimy podjąć interwencję. Informujemy odbiorców, że pracujemy nad rozwiązaniem problemu. Na razie mamy zakłócenie, ale aby zmienić zakłócenie w problem decyzyjny, trzeba określić, kto jest w tej sprawie decydentem (jednostka czy grupa), co chcemy osiągnąć (jeden czy więcej celów), jakie są możliwe warianty działania (począwszy od trudnego do przyjęcia wariantu "nie robić" nic aż po natychmiastowe wycofanie produktu), co będzie kryterium wyboru oraz jaki jest kontekst (inny będzie dla spółki notowanej na giełdzie versus firma prywatna, duża i mała, mająca nieposzlakowaną reputację i zaufanie klientów versus zwyczajny niskokosztowy dostawca).