Myśl jak Freak! - Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner

Reflow text when sidebars are open.
Po ukazaniu się na rynku książek Freakonomia. Świat od podszewki[1] oraz Superfreakonomia[2] czytelnicy zaczęli zasypywać nas przeróżnymi pytaniami. Czy w dzisiejszych czasach warto jeszcze studiować? (Krótka odpowiedź brzmi: tak; długa odpowiedź: również tak). Czy przekazanie firmy w ręce młodszego pokolenia jest dobrym pomysłem? (Oczywiście, że tak, jeśli twoim celem jest dobić swoją firmę - badania pokazują, że w większości przypadków najlepszym rozwiązaniem jest znalezienie dobrego menedżera z zewnątrz[3]). Co się stało z epidemią zespołu cieśni nadgarstka? (Gdy tylko dziennikarze przestali zapadać na tę chorobę, to przestali także o niej pisać - jednak problem wciąż istnieje, szczególnie wśród osób pracujących fizycznie).
Niektóre pytania miały charakter egzystencjalny: Co daje prawdziwe szczęście? Czy dysproporcje dochodowe naprawdę są tak niebezpiecznym zjawiskiem? Czy dieta bogata w kwasy omega-3 doprowadziłaby do pokoju na świecie?
Ludzie chcieli poznać zalety i wady: samochodów bez kierowcy, karmienia piersią, chemioterapii, podatku spadkowego, wydobywania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego, loterii, "modlitw uzdrawiających", randek internetowych, reformy prawa patentowego, nielegalnych polowań na nosorożce, używania kijów golfowych typu iron oraz wirtualnych walut. Zdarzało się, że otrzymywaliśmy mail z prośbą o "rozwiązanie problemu nadwagi", a pięć minut później w kolejnym mailu ktoś nalegał, abyśmy "zlikwidowali głód na świecie - natychmiast!".
Czytelnicy zdawali się sądzić, że żadna zagadka nie jest za trudna i że nie ma takiego problemu, którego nie moglibyśmy rozwiązać. Tak jakbyśmy dysponowali jakimś wyjątkowym narzędziem - jakimiś freakonomicznymi szczypcami - które można zagłębić w materię i wydobyć z niej ukrytą w niej mądrość.
Gdyby to była prawda!
Prawda jest taka, że rozwiązywanie problemów jest rzeczą niezwykle trudną. Jeśli jakiś problem istnieje od dłuższego czasu, to można założyć, że zmierzyło się z nim już wiele osób, ale niestety poniosły one porażkę. Łatwe problemy znikają szybko; trudne pozostają z nami na dłużej. Co więcej, trzeba naprawdę wiele czasu, by znaleźć, uporządkować i przeanalizować dane niezbędne do udzielenia dobrej odpowiedzi na choćby jedno drobne pytanie.
Tak więc zamiast próbować - prawdopodobnie nieskutecznie - odpowiedzieć na większość z przesłanych nam pytań, zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby napisać książkę, z której każdy mógłby nauczyć się myśleć jak freak.
Jak mogłaby ona wyglądać?
* * *
Wyobraź sobie, że jesteś piłkarzem - bardzo dobrym piłkarzem - który doprowadził reprezentację twojego kraju do finałów mistrzostw świata. Musisz zrobić już tylko jedną rzecz: wykonać rzut karny. Statystyka jest po twojej stronie, gdyż na tym poziomie rozgrywek około 75 procent karnych kończy się zdobyciem bramki[4].
Tłum ryczy, a ty ustawiasz piłkę na "wapnie". Od sukcesu dzieli cię zaledwie 11 metrów; musisz tylko trafić w prostokąt o wymiarach 244 na 732 centymetry.
Bramkarz próbuje pokonać cię wzrokiem. Gdy kopniesz piłkę, poleci ona w jego stronę z prędkością 130 kilometrów na godzinę. Bramkarz nie ma więc czasu, by czekać i patrzeć, w którą stronę kopniesz piłkę - musi zaryzykować i rzucić się w którąś stronę. Jeśli nie odgadnie twojego zamiaru, twoje szanse na gola rosną do około 90 procent.
Najlepszym rozwiązaniem jest posłanie piłki w róg bramki z taką siłą, aby bramkarz nie zdołał jej złapać, nawet gdyby prawidłowo przewidział stronę. Jednak w tym wypadku masz bardzo niewielki margines błędu: parę centymetrów w bok, a nie trafisz do bramki. Może więc wolisz bezpieczniejsze zagranie i skierujesz piłkę bardziej w stronę środka bramki, choć to daje bramkarzowi większe szanse na wybicie jej, jeśli rzuci się w odpowiednią stronę.
Dylematów jest więcej - musisz wybrać między lewym i prawym rogiem. Jeśli jesteś prawonożny, tak jak większość piłkarzy, to strzał w lewy róg jest twoją "silniejszą" stroną. Możesz wtedy kopnąć piłkę mocniej i precyzyjniej. Jednak bramkarze też o tym wiedzą. Dlatego właśnie w 57 procentach przypadków rzucają się w lewy róg (patrząc od strony wykonującego rzut karny), a w prawy zaledwie w 41 procentach przypadków.
Stoisz więc przed bramką - tłum wrzeszczy jak opętany, a serce wali ci młotem - przygotowując się do najważniejszego strzału w życiu. Śledzą cię oczy całego świata, a otuchy dodają modlitwy odmawiane przez kibiców z twojego kraju. Jeśli piłka zatrzepocze w siatce, twoje nazwisko będzie już po wsze czasy powtarzane z namaszczeniem godnym najważniejszych świętych. Jeżeli nie zdobędziesz gola... Lepiej o tym nie myśleć.
W głowie masz karuzelę możliwości. Silniejsza strona, czy słabsza? Mocno w sam róg, czy lepiej nie ryzykować aż tak bardzo? Czy już kiedyś strzelałeś karne temu bramkarzowi - a jeśli tak, to gdzie wtedy posłałeś piłkę? W którą stronę się rzucił? Zastanawiając się nad tym wszystkim, myślisz także, co też może planować bramkarz, a być może myślisz nawet o tym, co on myśli, że ty myślisz.
Wiesz, że twoje szanse na zostanie narodowym bohaterem wynoszą około 75 procent, a więc całkiem sporo. Ale czy nie można byłoby jeszcze bardziej zwiększyć swoich szans? Czy można jakoś lepiej podejść do tego problemu? Może udałoby ci się przechytrzyć bramkarza, gdybyś wyszedł poza utarte schematy myślenia? Wiesz, że zastanawia się on nad tym, w którą stronę ma się rzucić - w lewo, czy w prawo. Ale co by było, gdyby... gdyby... gdybyś nie kopnął piłki ani w lewo, ani w prawo? Co by było, gdybyś zrobił najgłupszą rzecz, jaką można sobie w tej sytuacji wyobrazić, a mianowicie posłał piłkę prosto w środek bramki?
Tak, to prawda, że w tym miejscu w tej chwili stoi bramkarz, ale jesteś niemal pewny, że gdy tylko dotkniesz piłki butem, on opuści to miejsce. Pamiętaj o danych statystycznych: bramkarze rzucają się w lewo w 57 procentach przypadków, a w prawo w 41 procentach przypadków, co oznacza, że pozostają na miejscu tylko dwa razy na sto strzałów. Oczywiście bramkarz w wyskoku nadal może obronić strzał kierowany w środek, ale jak często się tak zdarza? Gdybyś tylko miał dostęp do jakichś danych, które mówią o strzałach w środek bramki!
Okej, tak się składa, że nimi dysponujemy: strzał w środek bramki, choć wydaje się niezwykle ryzykowny, jest o 7 procent bardziej skuteczny niż strzał w róg.
Czy jesteś gotów podjąć to ryzyko?
Załóżmy, że tak. Podbiegasz do piłki, bierzesz szeroki zamach prawą nogą i kopiesz z całych sił. Niemal natychmiast słyszysz ryk publiczności, który przeszywa cię do szpiku kości: Goooooooool!
Trybuny szaleją, a ty zostajesz żywcem pogrzebany pod ciałami kolegów z drużyny. Ta chwila zostanie w twojej pamięci na zawsze; reszta życia będzie dla ciebie jedną wielką radosną imprezą; twoje dzieci będą pławiły się w twojej chwale i nigdy nie zaznają nieszczęścia i niedostatku.
Gratulacje!
Chociaż oddanie strzału w sam środek bramki zdecydowanie zwiększa szanse powodzenia, to jednak tylko 17 procent strzałów kierowanych jest właśnie w to miejsce. Dlaczego tak niewiele?
Jednym z powodów jest to, że na pierwszy rzut oka wydaje się, iż celowanie w środek jest kiepskim pomysłem. Posyłanie piłki prosto w bramkarza? To wydaje się nienaturalne - oczywiste zaprzeczenie zdrowego rozsądku. Podobnie jednak jest z pomysłem zapobiegania chorobom poprzez wstrzykiwanie do organizmu człowieka mikrobów, które wywołują te choroby.
Co więcej, strzelec ma pewną niebagatelną przewagę nad bramkarzem - ten drugi nie wie, w którą stronę ten pierwszy pośle piłkę. Gdyby piłkarz za każdym razem dokładnie tak samo wykonywał rzut karny, jego skuteczność spadłaby zdecydowanie - jeśli zawsze strzelałby w środek bramki, to bramkarze szybko by to odkryli.
Jest jeszcze trzeci, istotny powód, dla którego większość strzelców nie celuje w środek - szczególnie w meczach o wysoką stawkę, jakimi niewątpliwie są te rozgrywane w ramach mistrzostw świata. Żaden piłkarz nigdy by się jednak do tego nie przyznał, a chodzi o lęk. Lęk przed wstydem.
Raz jeszcze wyobraź sobie, że zaraz będziesz wykonywał rzut karny. Jaki jest - w tym niezwykle emocjonującym momencie - twój najważniejszy cel? Na pozór odpowiedź jest oczywista: chcesz zdobyć bramkę, która da zwycięstwo twojej drużynie. Jeśli tak rzeczywiście by było, to statystyka jasno podpowiada, że musisz skierować piłkę w sam środek. Ale czy wygrana naprawdę jest dla ciebie teraz najważniejszą motywacją?
Zbierasz się do strzału. Przed ułamkiem sekundy zdecydowałeś, że będziesz celował w środek bramki. Ale zaraz, zaraz - co będzie, jeśli bramkarz nie rzuci się w żaden z rogów? Jeśli z jakiegoś powodu zostanie na swoim miejscu, a ty podasz mu piłkę prosto w ręce i w ten sposób to on - i to bez najmniejszego wysiłku - uratuje swój kraj przed przegraną? Jakże patetycznie będzie to wszystko wyglądać! Bramkarz stanie się bohaterem, a ty będziesz musiał wyprowadzić się z całą swoją rodziną za granicę, aby uniknąć linczu.
Zmieniasz więc zdanie.
Możesz przecież pójść utartą ścieżką i kopnąć piłkę tam, gdzie robi to większość strzelców, a więc w róg bramki. Jeśli bramkarz odgadnie twój zamiar i wybije lub złapie piłkę, to trudno - ty przynajmniej zrobiłeś to, czego od ciebie oczekiwano, nawet jeśli miałeś lepszy wybór. Nie zostaniesz bohaterem, ale i nie będziesz musiał salwować się ucieczką z kraju.
Jeżeli przeważy w tobie egoistyczny motyw - przedłożysz ochronę swojej własnej reputacji nad zrobienie czegoś, co może wydać się innym głupie - skierujesz piłkę w róg bramki.
Jeśli przeważy motyw społeczny - będziesz chciał wygrać dla swojego narodu, nawet za cenę wyjścia na głupka - kopniesz piłkę w sam środek bramki.
Czasem tak już w życiu jest, że wybór najprostszej i najkrótszej drogi wymaga największej odwagi.
Większość z nas, spytana o to, jak zachowalibyśmy się w sytuacji, w której trzeba wybierać między własnym dobrem a dobrem ogółu, nie przyznałaby się do tego, że myślałaby przede wszystkim o sobie. Jednak historia wyraźnie dowodzi, że większość ludzi, czy to z natury, czy z wychowania, przedkłada swoje własne interesy nad interesy innych. Nie oznacza to wcale, że są złymi ludźmi - są po prostu ludźmi.
Cały ten egoizm może być frustrujący, jeśli nasze ambicje sięgają dalej niż odniesienie prywatnego zwycięstwa. Może chcesz ograniczyć biedę, usprawnić działanie rządu lub przekonać swoją firmę do ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko, albo tylko nakłonić swoje dzieci do zaprzestania bójek. Jak zmusić wszystkich do podążania w jednym kierunku, kiedy każdy ciągnie w swoją stronę?
Tę książkę napisaliśmy właśnie po to, by odpowiedzieć na tego typu pytania. Zauważyliśmy, że w ostatnich latach nasila się przekonanie, iż istnieje jedno "właściwe" podejście do danego problemu i naturalnie jest też ten "zły" sposób. To oczywiście prowadzi do kłótni - i niestety do braku rozwiązań wielu nurtujących nas problemów. Czy można coś z tym zrobić? Mamy nadzieję, że tak. Chcielibyśmy przekonać wszystkich, że nie ma jednego dobrego sposobu rozwiązywania problemów, jednego dobrego i jednego złego, mądrego i głupiego. Współczesny świat wymaga, abyśmy myśleli w sposób nieco bardziej produktywny, kreatywny i racjonalny; abyśmy potrafili spojrzeć na problemy z różnych punktów widzenia, przykładając do nich różne zbiory oczekiwań; abyśmy nie kierowali się w naszym myśleniu ani lękiem, ani uprzedzeniami; abyśmy podchodzili do nich bez ślepego optymizmu, ale też bez zgorzkniałego sceptycyzmu. Chodzi więc o to, abyśmy myśleli niestandardowo, a więc - hmmm - jak freak.
Nasze dwie pierwsze książki krążyły wokół kilku stosunkowo prostych założeń:
Podstawą współczesnego życia są motywy. Zrozumienie ich - lub często ich odkrycie - jest kluczem do zrozumienia problemu i poznania sposobów jego rozwiązania.
Jeśli wiemy, co należy mierzyć i jak należy to robić, to świat może stać się mniej skomplikowany. Nie ma nic lepszego od czystej siły liczb, aby przebić się przez całe to zamieszanie i sprzeczności, szczególnie w przypadku gorących, wzbudzających silne emocje tematów.
Tak zwana mądrość ludowa często jest błędna. Niefrasobliwa akceptacja konwencjonalnych prawd może być fatalna w skutkach i doprowadzić do błędów, marnotrawstwa lub nawet niebezpiecznych wyników.
Korelacja to nie to samo co przyczynowość. Gdy dwie rzeczy współistnieją ze sobą, rodzi się pokusa, aby sądzić, że łączy je związek przyczynowo-skutkowy. Na przykład: ludzie w związkach są szczęśliwsi od ludzi samotnych, ale czy to oznacza, że małżeństwo zapewnia szczęście? Niekoniecznie. Choćby dlatego, że wyniki badań sugerują, że ludzie szczęśliwi częściej wstępują w związki małżeńskie. Jak zauważył jeden z badaczy tego zjawiska: "Kto chciałby poślubić kogoś zrzędliwego i gburowatego?".
Niniejsza książka opiera się na tych samych zasadniczych ideach, ale pod jednym istotnym względem różni się od naszych dwóch pierwszych książek. W tamtych nie podawaliśmy zbyt wielu recept i pomysłów. Wykorzystywaliśmy dane naukowe po to, by na ich podstawie opowiedzieć historie, które uważaliśmy za interesujące i które rzucały nieco światła na te kwestie dotyczące naszego społeczeństwa, które często pozostają w cieniu. Można więc rzec, że ta książka wychodzi z cienia i próbuje podsunąć rady, które czasem mogą okazać się przydatne, bez względu na to, czy chciałbyś tylko ułatwić sobie życie (znaleźć parę lifehacków), czy też porywasz się na poważne ogólnoświatowe reformy.
Z drugiej jednak strony nie jest to poradnik w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Prawdopodobnie nie jesteśmy ludźmi, do których zgłosiłbyś się z prośbą o pomoc, a niektóre z naszych rad mogą wpędzać w kłopoty, zamiast z nich wydobywać.
Nasz sposób myślenia jest zainspirowany podejściem ekonomicznym. Nie oznacza to, że będziemy koncentrować się na ekonomii jako takiej - wręcz przeciwnie, jesteśmy od tego bardzo dalecy. Podejście ekonomiczne jest terminem zarówno szerszym, jak i prostszym. Chodzi o to, że zamierzamy opierać się na danych, a nie na przeczuciach czy jakiejkolwiek ideologii, próbując zrozumieć, jak działa świat, jakie znaczenie w odniesieniu sukcesu (lub poniesieniu porażki) mają motywy, w jaki sposób alokowane są zasoby i jakie przeszkody utrudniają ludziom skorzystanie z tych zasobów, bez względu na to, czy mówimy tu o rzeczach konkretnych (jak żywność czy transport), czy też bardziej aspiracyjnych (jak edukacja czy miłość).
W tym sposobie myślenia nie ma nic magicznego. Opiera się on na oczywistościach i przykłada największą wagę do zdrowego rozsądku. Ale to także zła wiadomość: jeśli sięgnąłeś po tę książkę z nadzieją, iż odkryjemy tu jakieś magiczne tajemnice, możesz się rozczarować. Dobra wiadomość zaś brzmi: myślenie jak freak jest na tyle proste, że każdy może to robić. Dziwi więc, że tak niewiele osób myśli w ten sposób.
Dlaczego tak się dzieje?
Jedną z przyczyn jest łatwość, z jaką nasze uprzedzenia - polityczne, intelektualne czy jakiekolwiek inne - wpływają na nasz sposób postrzegania świata. Coraz więcej badań sugeruje, że nawet najinteligentniejsi ludzie szukają dowodów, które potwierdzałyby ich sądy i tezy, zamiast szukać informacji, które dałyby im szersze spojrzenie na rzeczywistość.
Oprócz tego odczuwamy pokusę, by biec ze stadem. Nawet w przypadku najważniejszych kwestii często przyjmujemy za swoje poglądy naszych przyjaciół, rodziny i współpracowników. (Więcej na ten temat znajdziesz w rozdziale 6). Na pewnym poziomie ma to sens: łatwiej jest przyjąć sposób myślenia naszych przyjaciół i najbliższych niż znaleźć nową rodzinę i nowych przyjaciół! Jednak stadne myślenie oznacza także, że godzimy się na status quo, niechętnie zmieniamy zdanie i cedujemy myślenie na innych.
W myśleniu jak freak przeszkadza nam także to, że jesteśmy zbyt zajęci, by zastanowić się nad sposobem, w jaki rozumujemy - a często nie mamy czasu nawet na samo myślenie. Kiedy ostatni raz usiadłeś w spokoju i poświęciłeś całą godzinę wyłącznie na myślenie? Jeśli jesteś jak większość ludzi, to zapewne było to już jakiś czas temu. Czy jest to wyłącznie skutek uboczny naszych czasów i ery wiecznego pośpiechu? Chyba raczej nie. Niezwykle utalentowany George Bernard Shaw - światowej sławy pisarz i jeden ze współtwórców Londyńskiej Szkoły Ekonomii i Nauk Politycznych (The London School of Economics and Political Science) - zauważył to zjawisko już wiele lat temu, mówiąc: "Większość ludzi myśli tylko raz lub dwa razy do roku. Ja zdobyłem światowy rozgłos, ponieważ myślę raz czy dwa razy na tydzień".
My również staramy się myśleć raz lub dwa razy w tygodniu (choć z całą pewnością nie jesteśmy tak inteligentni jak Shaw) i zachęcamy cię do tego samego.
Nie chcemy przy tym twierdzić, że powinieneś chcieć myśleć jak freak. Ten sposób myślenia ma też pewne potencjalne wady. Może się bowiem okazać, że czasem twoje poglądy będą znacząco odmienne od popularnych sądów. Możesz czasem mówić rzeczy, które będą wprawiały innych w zakłopotanie. Wyobraź sobie, że spotykasz uroczą, miłą parę z trójką dzieci i nagle wyskakujesz przy nich z twierdzeniem, że foteliki samochodowe dla dzieci to strata czasu i pieniędzy (tak przynajmniej wynika z testów zderzeniowych). Lub też podczas obiadu z rodziną twojej nowej dziewczyny zaczniesz mówić o tym, jak to ruch na rzecz lokalnej żywności szkodzi środowisku naturalnemu[5] - a po chwili dowiadujesz się, że ojciec twojej ukochanej jest zagorzałym miłośnikiem swojej "małej ojczyzny" i wszystko, co znajduje się na stole, zostało wyhodowane nie dalej niż 80 kilometrów stąd.
Będziesz musiał przyzwyczaić się do tego, że ludzie będą nazywać cię wariatem, oburzać się na twoje słowa, a nawet po prostu wstawać i wychodzić. My mamy takie doświadczenia.
Tuż po wydaniu książki Superfreakonomia, gdy objeżdżaliśmy Anglię z jej promocją, zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Davidem Cameronem, który wkrótce miał zostać premierem Wielkiej Brytanii.
Chociaż ludzie jego pokroju często korzystają z pomysłów osób takich jak my, to jednak to zaproszenie nas zaskoczyło. Na pierwszych stronach naszej książki zaznaczyliśmy wyraźnie, że nie mamy żadnego pojęcia o makroekonomii i rządzących nią siłach - inflacji, bezrobociu i tym podobnych zjawiskach - nad którymi politycy pragną zapanować.
Co więcej, politycy raczej unikają kontrowersji, a nasza książka wywołała ich naprawdę sporo. W kanale ogólnokrajowym telewizji pytano nas o rozdział, w którym - we współpracy z pewnym brytyjskim bankiem - przedstawiliśmy algorytm pozwalający identyfikować osoby podejrzewane o terroryzm. Dziennikarze dociekali, dlaczego zdecydowaliśmy się ujawnić informację, która może pomóc terrorystom uniknąć ich wykrycia. (Wówczas nie potrafiliśmy odpowiedzieć na to pytanie, ale teraz robimy to w rozdziale 7. Wskazówka: ujawnienie tej informacji nie było przypadkowe).
Dostaliśmy także po głowie za sugestie, że aktualne działania na rzecz walki z globalnym ociepleniem okażą się nieskuteczne. Pracownik ze sztabu Camerona, który odebrał nas z punktu kontroli bezpieczeństwa, młody i inteligentny doradca o nazwisku Rohan Silva, powiedział nam nawet, że jego lokalna księgarnia odmówiła dystrybucji książki Superfreakonomia, gdyż jej właścicielowi tak bardzo nie spodobał się rozdział o globalnym ociepleniu.
(...)