Myrmidonowie - Gabriel Leśniewski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2

Miecz Damoklesa

- Coś się zbliża. - mruknął jeden z żołnierzy po łacinie.

- Proszę, proszę Rzymianin. - Mira uśmiechnęła się lekko.

- Tak. - powiedział. - Mariusz.

- Ładne imię jak na kogoś z Italii.

Mariusz parsknął cicho.

- Ładne? - poprawił chwyt na karabinie. - To imię żołnierza, nie poety.

Mira przyjrzała mu się uważniej.

- A jednak brzmisz jak ktoś, kto widział więcej niż tylko pole bitwy.

- Widziałem. - odparł krótko. - I dlatego mówię: coś się zbliża.

Achilleus spojrzał w stronę doliny.

Mgła znów się pojawiała.

Tym razem szybciej.

Gęściej.

Jakby się uczyła.

- Zbierajcie się! - krzyknął. - Formacja obronna!

Żołnierze natychmiast zajęli pozycje.

Bez paniki.

Bez chaosu.

Dyscyplina.

Mira skinęła głową z uznaniem.

- Dobrzy jesteście.

- Musimy. - odparł Mariusz. - Bogowie patrzą.

Mira spojrzała na Olimp.

- Nie tylko oni.

W tym momencie-

ziemia zadrżała.

Mocniej niż wcześniej.

Jakby coś ciężkiego szło w ich stronę.

Krok.

Drugi.

Trzeci.

Nie było tego widać.

Ale było słychać.

I czuć.

- Coś dużego... - szepnął ktoś.

Mgła rozsunęła się.

Powoli.

Jak kurtyna.

I wtedy to zobaczyli.

Nie jedną istotę.

Nie kilka.

Dziesiątki.

Ale połączone.

Zlane w jedno.

Ogromne.

Poruszające się jak jeden organizm.

Mariusz ścisnął broń.

- Na bogów...

Mira zmrużyła oczy.

- To już nie zwiad.

Achilleus krzyknął:

- PRZYGOTOWAĆ SIĘ!

Potwór zatrzymał się.

Jakby oceniał.

Jakby wybierał.

A potem-

z jego wnętrza rozległ się głos.

Znany.

Zbyt znajomy.

- Zyg... fryd...

Mira zesztywniała.

- Nie...

Mariusz spojrzał na nią.

- Znasz to imię?

- Znam. - odparła cicho. - I to bardzo źle, że ono też je zna.

Potwór ruszył.

Ziemia zatrzęsła się pod jego ciężarem.

Achilleus podniósł rękę.

- CZEKAĆ...

Jeszcze bliżej.

Jeszcze.

Jeszcze-

- OGIEŃ!

Salwa rozerwała powietrze.

Kule uderzyły w masę ciał.

Część odpadła.

Ale natychmiast została zastąpiona.

Jakby to coś było niewyczerpane.

Mariusz przeładował broń.

- To nie padnie od kul!

- Wiem! - krzyknęła Mira. - Ale spowolnijcie to!

Potwór zamachnął się.

Uderzenie.

Ziemia eksplodowała.

Kilku żołnierzy poleciało w tył.

Krzyki.

Chaos.

Mira zacisnęła pięści.

- Jeśli to się przedrze...

Spojrzała na Olimp.

- To nie zatrzyma się tutaj.

W tym momencie-

coś przecięło powietrze.

Gwizd.

Metal.

Ostrze.

Miecz wbił się w ciało potwora.

Głęboko.

I po raz pierwszy-

to coś zawyło.

Naprawdę.

Z bólu.

Mira odwróciła się gwałtownie.

Na wzgórzu stał on.

Z karabinem przewieszonym przez ramię.

I drugim mieczem w dłoni.

- Znalazłem was. - mruknął.

Obok niego Brunhilda.

Z oczami pełnymi ognia.

Weles zapalił papierosa.

- No... to mamy problem.

Mira uśmiechnęła się lekko.

- W samą porę.