O Pokoju, Który Czekał
Była radość.
Było szczęście - jak promienie bez słońca,
jak śmiech w pustym domu.
Coś wewnątrz drżało,
jakby brakowało tonu w symfonii,
jakby serce nie było w stanie zatańczyć do końca pieśni.
I nie wiedziałem -
czy to cisza, czy głód, czy cień wspomnienia.
Aż przyszło to jak szept:
to nie brak rzeczy, to brak Obecności.
W pogoni za nasyceniem piłem sól zamiast wody.
Wchodziłem w ciemność, szukając światła.
A On... był.
Nie u bram. Nie w oddali.
Lecz tuż obok - milczący,
jak Światło, które nie gaśnie nawet w zamkniętym pokoju.
Wtedy, gdy spadałem - nie sądził.
Gdy odwracałem twarz - nie znikał.
Czekał.
Jak Ojciec, który zna powrót zanim nastąpi.
I teraz wiem.
Nie wystarczy być szczęśliwym.
Nie wystarczy się śmiać.
Bo bez Niego, każda radość brzmi jak echo w pustym korytarzu.
Z Nim - nawet łzy mają sens.
Nawet cisza brzmi jak modlitwa.
I nawet upadek staje się drogą powrotną.
Teraz życie ma kształt ramion, które mnie przyjęły.
I serca, które nie przestało bić dla mnie.
Amen - bo pełnia powróciła.
Amen - bo pokój znów jest zamieszkany.