Muszle wróżbiarki. Powieść - Aissatou Foret Diallo

Kup ebooka

29.00 zł
28.50 zł (25,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Około szóstej wieczorem wybrałam się na krótki spacer, by podobnie jak paru innych amatorów tego urokliwego miejsca cieszyć się świeżą bryzą znad oceanu. Pospacerowałam trochę w cieniu namorzyn ciągnących się wzdłuż ulicy, a potem przysiadłam na murku przy nabrzeżu. Byłam zauroczona panoramą: Grand Hotel, eleganckie wille dekorowane arabeską i otoczone zielenią - wszystko to harmonizowało z błękitem oceanu i malowniczymi wyspami archipelagu Loos2. Opanowało mnie rozkoszne poczucie, że oto patrzę na jeden z najwspanialszych pejzaży stworzonych przez Boga. Byłam tak zachwycona widokiem tego miejsca, że bezwiednie zanuciłam Conakry dogho khî fan, piosenkę gwinejskiej śpiewaczki Jeanne Macollet3. Tak mnie to pochłonęło, że straciłam poczucie czasu. Miałam wrażenie, że istnieje już tylko przyroda, a w niej ja sama, kołysało nas echo mojego głosu. Nagle w to upojenie wdarł się inny, bardzo poważny głos i szybko przywrócił mnie do rzeczywistości.

- Pani głos jest równie czarujący jak natura, która nas otacza, a słowa piosenki mają tyle głębi, że chciałbym się ich nauczyć. Może zostanie pani moją nauczycielką?

Zaskoczona szybko podniosłam głowę, żeby sprawdzić, kto tak bezczelnie ośmielił się wyrwać mnie z głębokiego zamyślenia. W pierwszej chwili miałam ochotę zignorować go i po prostu odejść, tak jak zwykłam robić z różnymi natrętami, których tu czasem spotykałam. Ruszyłam się nieznacznie, żeby wstać, a wtedy nasze spojrzenia się spotkały, on zaś szybko dodał:

- Proszę wybaczyć natarczywość. Chyba panią uraziłem?

Bez słowa siadłam ponownie na murku. Stał naprzeciwko, górując nade mną swoją sylwetką i obserwując każdy mój gest. Nie odpowiedziałam. Byłam zbyt pochłonięta opanowywaniem zaskoczenia wywołanego tym, że pojawił się tak nagle obok mnie. Dopiero po dłuższej chwili zdołałam coś z siebie wydusić. Znów podniosłam głowę i zobaczyłam przed sobą młodego mężczyznę, nawet dość przystojnego. Wyglądał ładnie w niebieskich dżinsach i białej koszuli z krótkim rękawem. Wydawał się bardzo wysoki. Przyglądałam się uważnie jego twarzy z dużymi błyszczącymi oczyma. Nie przypominam sobie, żebym go już kiedyś spotkała. Pomyślałam, że pewnie jest obcokrajowcem i zatrzymał się w pobliskim Grand Hotelu. Odpowiedziałam więc:

- Proszę pana, nie rozmawiam z obcokrajowcami.

- Zapewniam, że nie jestem turystą czy imigrantem, jestem obywatelem Gwinei, tak jak pani. Mam nadzieję, że pani nie uraziłem.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usiadł obok mnie, jakby to było zupełnie naturalne, i pociągnął rozmowę:

- Nazywam się Salif Camara.

- Skoro nazywa się pan Camara4, to z pewnością nie potrzebuje pan nauczycielki muzyki - odpowiedziałam. - Musi pan znać tę piosenkę lepiej niż ja.

- Niestety nie. Mogę spytać, skąd u pani ten lęk przed cudzoziemcami?

- Nie przypominam sobie, żebym mówiła, że się ich boję.

- Ma pani całkowitą rację, źle się wyraziłem, przepraszam. Często tu pani przychodzi? Za granicą często wspominałem ten rajski krajobraz. To najładniejszy zakątek naszej stolicy.

- A więc słusznie wzięłam pana za obcokrajowca...

- Nie odpowiedziała pani jeszcze na moje pytanie.

- Które? Sporo ich już pan zadał.

- Chciałbym tylko wiedzieć, czy często tu pani przychodzi.

- Ja?

- Owszem, nikogo innego tu nie widzę.

- Jestem tu prawie co niedzielę, jeśli pogoda dopisuje, tak jak dzisiaj.

- W takim razie na pewno jeszcze panią spotkam. Ostatnie pytanie: nie powiedziała mi pani, jak ma na imię.

- Zapomina pan, że jest sierpień i niedługo zaczną się ulewy. Nie będzie tu można przychodzić.

- Proszę mi tylko powiedzieć, jak pani na imię, i proszę obiecać, że przyjdzie pani w niedzielę. Zobaczy pani, że wszystko się poskłada.

- Niech się pan nie łudzi, o tej porze roku tak dobra pogoda jak dziś to rzadkość.

- Poproszę o pomoc wszystkich świętych, żeby tak zostało, tylko proszę się zgodzić przyjść.

- W porządku. Nazywam się Barry.

- Wie pani, że rodziny Camara i Barry były spokrewnione?

- Nie, nie wiedziałam.

- Dobijmy targu: pani nauczy mnie słów tej ślicznej piosenki, a ja w zamian opowiem wszystko, co wiem o rodzinach Camara i Barry.

- Proszę mi raczej powiedzieć wszystko, co pan wie o imieniu "Fatoumata"5.

- Podoba mi się sposób, w jaki się pani przedstawia, Fatoumato. Niebawem zaspokoję pani ciekawość.

- A wie pan, co oznacza moje imię "Fatoumata" i zdrobnienie od niego: "Fatim"?

- To śliczne imię młodej dziewczyny i jakimś cudem właśnie zdrobnienie "Fatim" lubię najbardziej.

- Pewnie za granicą nauczył się pan tak czarować dziewczęta? - zapytałam z lekkim uśmiechem.

- Wreszcie udało mi się wywołać twój uśmiech, Fatim - odezwał się do mnie na "ty". - Zostaniesz moją Fatim, a ja będę twoim Salifem.

- Okej, Salif!