Julia czekała na nie z psem na przystanku, nieco rozziewana i niezbyt ogarnięta. Widocznie wyszła była prosto z łóżka, bez makijażu, nawet nie przypudrowała twarzy i nos się jej świecił. Włosy, wystające trochę spod czapki i kaptura, miała też nieco przetłuszczone - należała do osób, które myją głowę codziennie przed wyjściem z domu, a tym razem nie zrobiła tego. Mimo kilku warstw grubych ubrań lekko drżała z zimna.
- Cześć, kochanie - powiedziała i objęła Olę, szeroko ziewając, następnie przywitała się z jej córką, która już zdążyła zaznajomić się z psiakiem. - Jest u mnie Rita, pamiętasz Ritę?
Ola poczuła się rozczarowana. Czyli i dziś nie porozmawia z Julią na spokojnie, bez świadków, nie wypłacze się jej na ramieniu. Nie chciała dzielić się swoim upokorzeniem z osobą, której prawie nie zna. Ritę owszem widziała raz i nawet ją polubiła. Była u Julii na urodzinach, w sierpniu, wtedy się spotkały. Julia często wspominała o Ricie w mailach. Pracowały razem i ostatnimi czasy mocno się zaprzyjaźniły. Na Oli Rita robiła wrażenie szalonej osoby, zupełnie innej niż jej przyjaciółka.
- Spędziła u mnie sylwestra - wyjaśniała Julia, prowadząc je do swojego mieszkania. - Siedziałyśmy sobie razem, piłyśmy wino, oglądałyśmy filmy. Tak na luzie. A tobie co się stało?
Ola wymownie spojrzała na córkę. Julia pokiwała głową.
- No nic, opowiesz później.
Oli coś się przypomniało.
- A ta Rita to ma męża? On też u ciebie był?
Mąż Rity przy pierwszym, i jak na razie jedynym, spotkaniu wydał się Oli interesującym i nadzwyczaj inteligentnym, lecz bardzo nieśmiałym facetem, który zdawał się pozostawać całkowicie w cieniu swojej barwnej żony. Przypuszczalnie Ola nie poznałaby go na ulicy.
- Nie. Rozstają się - wyjaśniła zwięźle Julia. - Planujemy zamieszkać z Ritą razem.
Ola pokiwała głową. Poczuła nagle sympatię do tego nierzucającego się w oczy mężczyzny, opuszczonego właśnie przez interesującą żonę. "Zupełnie jak ja" - pomyślała. Choć przecież nie padły żadne słowa o rozstaniu z Patrykiem.
- Dlaczego? - zapytała, żeby nie zapadła cisza.
- Odbiło jej. Zakochała się w facecie z pracy. Chce ze mną zamieszkać jak najszybciej. Musi tylko dokończyć jakiś projekt, który zajmuje jej prawie cały czas. Nie ma teraz siły na rozmowę z Łukaszem ani na wyprowadzkę. Ale już to postanowiła.
- E, pewnie się rozmyśli, jak przyjdzie co do czego - bąknęła Ola. Nie wyobrażała sobie, jak można odejść od dobrego mężczyzny.
- Nie znasz Rity. Jak coś postanowi, nic jej od tego nie odwiedzie. I wierzę, że zdobędzie tego Rafała, choć on jest żonaty - przerwała na chwilę, po czym kontynuowała, jakby czytając Oli w myślach: - Wiesz, strasznie mi żal jej męża. Ale z drugiej strony cieszę się, że jakiś czas będę mieszkać z Ritą. Jest tak silna, że przy niej mam poczucie bezpieczeństwa. To testosteron w szpilkach. A sama czuję się nieco zagubiona. Rita się mną trochę zaopiekuje. Potrzebuję tego... dopóki kogoś nie znajdę.
Ola nic nie odpowiedziała, sama nagle poczuła się zagubiona, potrzebowała, żeby ktoś się nią zaopiekował, powiedział jej, co ma robić. Patryk taki był... kiedyś. Ale od jakiegoś czasu nie interesował się tym, co ona robi. Nie mówił jej, jak ma sobie poradzić na przykład z problemami w pracy. A dziś.... dziś... Dziś Ola na pewno nie chce, żeby to on mówił jej, co ma robić. Nie wie właściwie, czego chce, błądzi po omacku. Ale wie, że tego nie chce.
- Rita pewnie jeszcze śpi - powiedziała znowu Julia, wyczuwając nastrój przyjaciółki. - Kiedy tylko może, śpi do południa. Jeśli nie chcesz przy niej gadać, to usiądziemy w kuchni. Zrobię grzane wino, zostało trochę z wczoraj.
Nadzieja na swobodną rozmowę z Julią znowu ożyła w Oli. Poza tym Julia robiła najlepsze grzane wino na świecie. Ola nie planowała się upijać, była przecież z dzieckiem, poza tym nie uznawała zalewania robaka. Ale grzane wino Julii to było co innego. Kiedyś powiedziała swojej przyjaciółce po kilku kubkach takowego:
- Gdybym kiedyś stwierdziła, że nie mam po co żyć, i chciała się zabić, przypomnij mi o swoim grzanym winie. To jest coś, dla czego zawsze będzie warto żyć - i czknęła głośno, czym wywołała salwę śmiechu u kilku przysłuchujących im się osób.
Doszły do mieszkania Julii, rozebrały się, po czym Julia posadziła małą Anię przed komputerem i uruchomiła jedną z jej ulubionych gier. Można było liczyć na chwilę spokoju, choć z któregoś mieszkania w sąsiedztwie dochodził głośny, zawodzący płacz dziecka.
- Strasznie tu wszystko słychać - zauważyła Ola, ten dźwięk potęgował jej przygnębienie. Julia pokiwała głową.
- Prawda, a tam dzieci często płaczą. Prawie co dzień je słyszę. No to gadaj - zachęciła przyjaciółkę, stawiając na ogniu rondelek z winem i przyprawami. - Co się stało?
Ola, siedząca przy stole z łokciami opartymi o blat, nie wytrzymała dłużej. Rozpłakała się, tłumiąc tylko głośniejsze chlipnięcia, żeby nie usłyszała ich córka. Julia z wyczuciem podeszła do drzwi pokoju, w którym siedziała Ania, i przymknęła je.
- Na moich oczach... pieprzył się z tą rudą suką, Edytą - wyrzuciła z siebie Ola.
- O Boże... Jak to?
Przez chwilę Ola tylko szlochała, potem zaczęła mówić bez ładu i składu:
- Była u nas na sylwestrze, i jeszcze jedni tacy, nie znasz ich, i Grzesiek z Dorotą. Ona była sama, bo zawsze się z nimi kolegowała. No i zajęli się wszyscy sobą, a ja poszłam do dzieci, bo Ewa i Tomek byli z synem. Kiedy wróciłam, to Grzesiek był kompletnie pijany, Tomek też, zaraz poszli spać, a Ewa, Dorota i Edyta, no i Patryk tańczyli razem. I ja siedziałam i patrzyłam, a on wszystkie próbował obmacywać. Dorota i Ewa się śmiały, ale nie pozwalały mu, a ta dziwka... owszem...
Wyjęła paczkę papierosów, spojrzała pytająco na Julię, ta skinęła głową i przysunęła koleżance popielniczkę.
- A potem wszyscy poszli. Dorota i Ewa wezwały taksówkę i pojechali razem, bo niedaleko mieszkają, mówiły, żeby Edyta też już poszła, ale ona zaczęła udawać, że jest za bardzo pijana, powiedziała, że prześpi się u nas, a Patryk - że czemu nie i niby ich zatrzymywał, ale tak, żeby nie wzięli tego na serio. Potem ona wyszła na chwilę na balkon, a jak wróciła, to Patryk zaczął obejmować nas obie. Śmiałam się, bo co miałam zrobić, w końcu poprosiłam go, żeby przestał. Przestał na chwilę, ale potem znów zaczął. Wtedy wyszłam. Miałam nadzieję, że to ich opamięta, że przestaną, jak nie on, to może ona. Ale nie...
Zaciągnęła się papierosem tak mocno, że aż zakaszlała. Z oczu ciekły jej łzy. Ale za moment przestała płakać.
- Siedziałam w pokoju Ani i przez ścianę słuchałam, jak się pieprzą - powiedziała dobitnie, sucho, już bez ani jednej łzy. - A potem, po wszystkim, ona szybko wyszła, a on zachowywał się, jak gdyby nigdy nic. A jak zapytałam, czy nie ma mi nic do powiedzenia, stwierdził, że zachowywałam się, jakbym chciała to robić razem z nimi, we trójkę, i że myślał, że zaraz przyjdę...
- O Boże - wymamrotała Julia. Za to zza pleców Ola usłyszała:
- Pieprzony skurwysyn.
Drgnęła nerwowo i obejrzała się. W progu kuchni stała Rita w bardzo seksownej koszuli nocnej, niby białej i niewinnej, ale ślicznie podkreślającej figurę.
- Przepraszam. Nie spałam, słyszałam to i owo. Może nie powinnam była ujawniać swojej obecności, ale flaki się we mnie przewracają, jak coś takiego słyszę.
Rita minęła Olę, usiadła przy stole, bez pytania sięgnęła po paczkę jej papierosów i wyjęła jednego. Zapaliła. W Oli upokorzenie mieszało się z konsternacją. W dodatku Julia odeszła na moment, by wyłączyć wino, które prawie zaczynało już wrzeć, i zostawiła ją samą przy stole z Ritą.
- Ten sukinsyn bawi się tobą, sprawdza, ile wytrzymasz, za to, że łaskawie pozwala ci u siebie mieszkać - mówiła Rita, patrząc na Olę, która unikała jej wzroku. - Julia pisała mi, że od dawna podejrzewałaś, że cię zdradza.
Ola w pierwszej chwili spojrzała z wyrzutem na przyjaciółkę, ale bez efektu, gdyż Julia była zajęta rozlewaniem wina do kubków i stała tyłem do niej. Poczuła nagle zmęczenie i chęć poddania się silniejszej osobowości.
- Tak - powiedziała bezbarwnie - podejrzewałam to. Ale czym innym było podejrzewanie, a czym innym zobaczenie tego...
Julia, nie odwracając się, pokiwała głową. Rita w zamyśleniu paliła papierosa.
- Co teraz chcesz zrobić? - zapytała nagle Olę. Ta wzruszyła ramionami.
- A co niby mam zrobić?
- No nie wiem... Chyba nie zamierzasz tego tolerować.
- Muszę - powiedziała bezbarwnym głosem Ola.
- Dlaczego? Przecież nic cię z nim nie trzyma. Chyba - zadumała się na moment, spoglądając w górę - chyba że go kochasz.
- Nie wiem. Może trochę. Ale nie o to chodzi.
- To o co?
Ola popatrzyła smętnie na Julię, która już stawiała na stole kubki z parującym aromatycznym czerwonym winem. Pociągnęła spiesznie łyk, by uniknąć dalszej indagacji ze strony Rity. Na jej zmęczonej, zapłakanej twarzy przez moment pojawił się jasny promyk rozkoszy. Pociągnęła drugi łyk, choć wino parzyło jej wargi.
- Smakuje ci - zauważyła Julia.
- Jak zawsze. Julia, jesteś po prostu mistrzynią świata.
- Może. Ale najważniejsze, że nie masz anhedonii. To dobry znak.
Mimo woli Ola uśmiechnęła się lekko.
- A więc o co chodzi? - ciągnęła nieubłaganie Rita. Widać, nie dawała się łatwo zniechęcić, gdy do czegoś się zabrała. Ola po raz pierwszy zaczęła marzyć, by jej córka weszła i zmusiła je do zakończenia tej rozmowy. Albo żeby ją zawołała. Ale Ania, zajęta swoimi ulubionymi grami, ani nie przychodziła, ani jej nie wołała. Ola więc żachnęła się.
- A niby co mam, kurde, robić? Być samotną matką?
- Mogłabyś przeprowadzić się do mnie... do nas - zaproponowała cicho Julia. - Poradzimy sobie.
- Nie poradzę sobie. Wy sobie poradzicie, ja nie.
- Bez pierdół, Ola. Co ten twój... jak mu tam... Patryk robi dla ciebie? Do czego on ci jest potrzebny? Masz pracę, dziecko chodzi do przedszkola, a my ci pomożemy.
- Nie mogę.
- A wytrzymać coś takiego możesz? Jesteś w stanie to znosić, cierpiąc w milczeniu?
- Muszę. On jest dobry dla Ani. Dziecko nie powinno się chować bez ojca.
- Ola, nie powinnaś być z nim tylko ze względu na Anię - głos Julii był teraz bardziej stanowczy i przekonujący. - Prędzej czy później zaczniesz ją obwiniać o to, że przez nią nie ułożyłaś sobie życia, że jesteś nieszczęśliwa. Bo nie licz na to, że on się zmieni. Jak raz to zrobił, następny przyjdzie mu łatwiej. Chyba że potrafisz stanowczo mu zagrozić, że odejdziesz. Inaczej będzie widział, że ma cię w garści, i będzie sobie pozwalał na coraz więcej. Zresztą... nawet nie o to chodzi. Gdybyś go kochała, wiedziałabyś, że cierpisz tylko przez swoje serce. A tak... Powiedz szczerze: byłabyś z nim, gdyby nie było Ani?
Ola wzdrygnęła się.
- Właściwie nie potrafi ę sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby nie było Ani. Ale tak... oczywiście, nie byłabym z nim. A na pewno nie po czymś takim.
- Sama widzisz. Poświęcasz się dla dziecka, a potem, uwierz mi, to ono za to zapłaci. Chciałam ci to powiedzieć już wiele razy, ale... nie było okazji, no i dawniej byłyby to puste słowa, bo co innego mogłabym ci zaproponować? Ale teraz to inna sprawa. Możesz u nas zamieszkać, jeśli tylko zechcesz. Już nie musisz się z nim męczyć.
- Nie wiem, czy dałabym radę finansowo - bąknęła Ola.
- Bez przesady. Zarabiasz tyle, że dasz sobie radę.
- Poza tym, będąc u nas, mogłabyś szukać kogoś innego - włączyła się znowu Rita. - Kogoś, kto byłby nie tylko ojczymem dla Ani, lecz także partnerem dla ciebie.
Julia wzruszyła ramionami.
- No i nie przesadzaj z tym, że on jest taki dla niej dobry. Co on dla niej robi? Ile czasu z nią spędza? Zawsze gonisz z językiem na brodzie z pracy, żeby odebrać ją z przedszkola.
- Czasami ją odbiera. Jak muszę zostać w pracy.
- Jak często to się zdarza? Bo jakoś nie kojarzę takich sytuacji.
- Nie wiem, trudno mi powiedzieć. Raz, może dwa razy na miesiąc.
- A poza tym sama mi pisałaś, że starasz się usuwać mu ją z drogi.
- Bo to moje dziecko, nie jego.
- No więc nie przesadzaj z tym, że jest taki dla niej troskliwy. Raz na miesiąc to każdy może się zająć dzieckiem przez kilka godzin - wtrąciła Rita.
- A ja nawet chciałabym czasem to robić - powiedziała zachęcająco Julia. - Tak, żebyś mogła sobie po prostu wyjść wieczorem. Do kina, na randkę...
Ola parsknęła śmiechem.
- Nie wiesz, co mówisz... Nie wiesz, czym jest opieka nad dzieckiem.
- E tam. Ania to słodkie i mądre dziecko, naprawdę chciałabym się z nią od czasu do czasu pobawić. Zresztą nie mów, że nie wiem, co to znaczy. Może nie wiem, co to znaczy na co dzień siedzieć z dzieciakiem, ale przecież bardzo często zajmowałam się Kamilkiem.
Ola zamilkła, rzeczywiście, Julia miała rację. Często opiekowała się synkiem swojego eksa z jego pierwszego małżeństwa. Nawet ona, Ola, uważała, że zbyt często, bo w końcu to był jego syn, nie Julii. A ileż razy zapraszała do siebie Julię i ta nie mogła przyjść, bo jej facet gdzieś wychodził i musiała zostać z Kamilkiem. Według Oli było to trochę niesprawiedliwe.
Mimo wszystko ciągle nie potrafiła sobie wyobrazić, że mogłaby zamieszkać z przyjaciółką i jej przyjaciółką. Machnęła ręką.
- Dziewczyny, same nie macie dzieci, nie wiecie, co znaczy je wychowywać. Dziecko powinno mieć ojca.
- Ech, Ola, nie poznaję cię - westchnęła Julia. - Kiedyś miałaś zupełnie inne poglądy. Byłaś na przykład za tym, żeby pozwolić parom homoseksualnym na adopcję. Czyli także lesbijkom.
Ola uśmiechnęła się lekko.
- Nadal jestem za tym.
- No to jesteś niekonsekwentna. Dlaczego uważasz, że twoje dziecko musi mieć wzorzec mężczyzny, bodaj taki, a tamte adoptowane - nie?
- Bo to dla nich i tak lepsze niż dom dziecka.
- Dla nich, dla nich... A co dla ciebie byłoby lepsze? To już nieważne? - warknęła Rita.
- Mówię ci, że w przyszłości Ania zapłaci za to, że tak wiele dla niej poświęcasz - dodała Julia.
- Nie zapłaci. Ja wytrzymam. Wiem, jakie zagrożenia to niesie, i myślę, że ta świadomość uchroni mnie od obwiniania jej. Ania jest teraz w moim życiu najważniejsza.
- OK, nic na siłę - skapitulowała niespodziewanie Julia. - W każdym razie pomyśl o tym. Może wystarczy, że wiesz, że masz alternatywę. Może to przynajmniej wzmocni twoją pozycję w rozmowie z nim. Może jak do niego dotrze, że nie jesteś na niego skazana, zacznie cię traktować bardziej po ludzku.
Ola dokończyła pić swoje wino i gestem pełnym żartobliwego roszczenia wyciągnęła kubek w stronę Julii.
- Właściwie czemu miałby traktować mnie po ludzku - rozważała na głos, gdy przyjaciółka ponownie napełniała jej kubek. - Ja go tak nie traktuję. Traktuję go jako właściciela mieszkania i opokę zapewniającą mi poczucie bezpieczeństwa. Jak słusznie zauważyłaś, nie byłabym z nim, gdyby nie Ania.
- Ola, nie usprawiedliwiaj go! - podniosła głos Rita. Zadrżała, trochę z zimna, trochę z emocji.
- Nie usprawiedliwiam. Po prostu... może rzeczywiście nie powinnam z nim być. On wyczuwa, że go wcale nie kocham i dlatego taki jest.
Julia skinęła głową.
- To całkiem możliwe.
- Gdyby nawet, to co? - warknęła znowu Rita. - Nikt przecież nie każe mu być z tobą. Mógłby zwyczajnie powiedzieć ci: "Słuchaj, to nie ma sensu, rozstańmy się". A nie wykorzystywać twoją słabość i sytuację życiową, by pozwalać sobie na wszystko.
- Też prawda - przytaknęła Julia. - Tak by było uczciwie.
Ola i Rita zapaliły jeszcze po papierosie. Kiedy się zaciągały, w przedpokoju zabrzmiał dzwonek telefonu.
- To mój - powiedziała niechętnie Ola. - Cholera, pewnie Patryk albo rodzice. Nie mam siły teraz z nimi rozmawiać.
- Poczekaj, to może być coś ważnego, przyniosę ci telefon - odezwała się z nieoczekiwaną troskliwością Rita i błyskawicznie podniosła się z krzesła.
- Dzięki. Jest w kieszeni kurtki.
Rita szybko odnalazła telefon, rzuciła okiem na wyświetlacz i zanim Ola zdążyła cokolwiek zrobić czy zaprotestować, odebrała.
- Halo! - rzuciła. W słuchawce rozległ się niespokojny głos Patryka.
- Ola, to ty?
- Patryku, chciałam ci tylko powiedzieć, że jesteś chujem - wycedziła słodziutkim głosem Rita, po czym rozłączyła się i skuliła ze śmiechu na kafelkowej podłodze przedpokoju.
Ola z przerażeniem podniosła dłoń do ust, spojrzała na Julię, jakby szukając u niej wsparcia, ale na próżno. Jej przyjaciółka też zanosiła się od śmiechu.
"Boże, ona jest zupełnie inna, niż kiedy była z Adamem" - pomyślała Ola, nie wiedząc, czy się z tego cieszyć czy martwić. Potem jednak mimowolnie też parsknęła śmiechem. Niespodziewany postępek Rity i uderzająca prostota jej słów do spółki z winem, które już szumiało Oli w głowie, sprawiły, że puściły jej resztki hamulców. Śmiała się coraz głośniej, potem zaczęła płakać, ale nawet przez łzy ciągle chichotała.
- No dzięki - wykrztusiła po kilku minutach. - Teraz to już nie mam po co wracać do domu.
- I o to chodziło! - śmiała się dalej Rita. - Wybacz, ale po prostu musiałam to zrobić - dodała rozbrajająco.
- Nic ci nie będzie - uspokoiła Olę Julia. - Zobaczysz, po czymś takim Patrynio spokornieje. Dziś wieczór cię przeprosi. Będzie wiedział, że masz oparcie i to go złamie.
- Może... Oby - jęknęła Ola i znowu zalała się łzami.