Mściwój i Swanhilda - Bronisław Teodor Grabowski

-
Proszę czekać

AKT I

OBRAZ I

Sala z filarami, wychodząca na przedsionek w sarnim księcia BERNARDA. Za podniesieniem zasłony słychać głos trąby za sceną - wchodzą HECYL i kilkunastu rycerzy saskich

SCENA I

HECYL

Trąbią na wieży - strażnik znać daje, że książęta bodryccy ze swoją drużyną nadjeżdżają. Życzeniem księcia jest, abyśmy uroczyście wyszli na spotkanie gości.

1. RYCERZ

Kiedym był młodym, wychodziliśmy patrzeć, jak Słowian w kajdanach prowadzą - jeńców, schwytanych w bitwach; ani mi się nie śniło, że w starości będę wychodził z niskim pokłonem na ich spotkanie.

2. RYCERZ

Zmieniły się czasy - mógłby kto myśleć, że się naszemu orężowi powodzić przestało.

HECYL

Póki trwali upornie w swej przeklętej wierze, póty nie chowaliśmy miecza w pochwę; ale dziś, kiedy tam pełno kościołów i klasztorów - nie możemy przecie pędzać się za nimi, jak za dzikim zwierzem.

3. RYCERZ

Kościoły stoją, ale dla naszych księży, nie dla nich; spytajcie Ekberta - on ich zna najlepiej; kilka lat dowodził tam strażą biskupią.

2. RYCERZ

Cóż ty mówisz na to, Ekbercie?

4. RYCERZ

Cóż? - to, że z wilka nie zrobisz baranka, ani z tej psiarni słowiańskiej Chrystusowej trzody. Gdybyśmy ich nie spędzali byli co niedzieli do kościoła, pewno by księża mszę dla gołych ścian odprawiali. Szkoda tylko tej wody, którą na chrzest tej hałastry wypsuto.

WSZYSCY

Szkoda dalibóg, szkoda.

4. RYCERZ

Chodziliśmy często z biskupem łowić pogan po lasach, gdzie ukryli w gęstwinach niemało bałwanów. Nieraz schwyciliśmy ich jak śpiącego zająca w zbożu - siedzieli w koło bożyszcza, śpiewając pieśni, grając na jakichś tam brzękadłach i popijając miód i piwo. Weselsze to nabożeństwo niż u nas.

3. RYCERZ

Szkoda tylko, że duszy nie zbawia.

2. RYCERZ

I cóżeście robili z nimi?

4. RYCERZ

Wpadaliśmy na nich jak burza z gradem; kto się opierać ośmielił, zarąbaliśmy go na miejscu, resztę wiązaliśmy i sprzedawali do niewoli. Czasem jednak musieliśmy ich puścić, bo książęta bardzo za nimi obstawali.

2. RYCERZ

O, ja bym tym książętom nic dowierzał wcale.

4. RYCERZ

Mściwoja widywałem często w kościele; modlił się na kolanach i to bardzo serdecznie; - ten zaś drugi, Mieczysław, to wcielony szatan - ulegał wprawdzie biskupowi, ale nieraz w rozmowie szydził z niego.

1. RYCERZ

Ojca ich, starego Mściwoja, znałem dobrze - pamiętam, jak go tu chrzcili za nieboszczyka księcia Hermana.

4. RYCERZ

Chytry to był człowiek, ożenił się z biskupa siostrą, a kazał mu po nocach dobra pustoszyć, nareszcie żonę od siebie odpędził. W sam czas go sobie szatani zabrali, bo za jego życia byłoby z pewnością do wojny przyszło.

1. RYCERZ

Ja bym i za dziś nie ręczył, te młode wilczki nie odrodzą się od starego.

HECYL

No, ale dziś dzięki rozumowi księcia i bez wojny z Bodrycami będziemy ich mieli dobrze w ręku. Zobaczycie, że po weselu Mściwoja z Swanhildą rozgospodarujemy się tam u nich jak u siebie w domu (wchodzi WINHARD) Otóż i Winhard; gdzieżeś swego towarzysza Brunona zostawił?

3. RYCERZ

Zapija pewno gdzieś swoje zmartwienie.

1. RYCERZ

A toż by przecie Winhard na krok go nie odstąpił; nie bardzo on lubi odchodzić od dzbana, póki w nim choć kropla zostaje.

2. RYCERZ

Nie miła to jednak rzecz patrzeć na wesele, na którym by się próżno panem młodym być chciało.

WINHARD

Jeszcze daleko do wesela; przecież wiecie, że wprzódy pójdziemy na wojnę razem; tymczasem może gdzie na włoskich polach kruki panu młodemu pieśń weselną zakraczą.

1. RYCERZ

No, ale choćby Mściwój sto razy zginął, to jeszcze by Swanhilda z takim wartogłowem i opojem, jak twój Bruno, do ołtarza nie poszła

odchodzą w głąb wszyscy - wchodzą DYTRYCH i BRUNO