Rozdział 10
- Buziaczek? - mówi zdziwiona Hedda, wstaje i patrzy w oczy kobiecie stojącej w drzwiach. Ta się uśmiecha, a jej skośne czarne oczy są prawie całkiem ukryte za ciężkimi sztucznymi rzęsami. Nie żeby miało to jakieś znaczenie. I tak z jej oczu nigdy nie daje się nic wyczytać.
Stukot metalowych obcasów staje się przytłumiony, gdy Buziaczek robi kilka kroków po wykładzinie w przebieralni.
- Cześć, Heddo - mówi. - Dawno się nie widziałyśmy.
Buty kończą się wysoko na udach i zostawiają pasek złotawej gołej skóry, po którym zaczyna się czarna spódniczka. Hedda myśli, że kobiecie musi być zimno, a po chwili w duchu wywraca oczami. Od kiedy myśli tak praktycznie? Przecież jeszcze niedawno sama chodziła w takich strojach. Poza tym stoi przed nią Buziaczek. Kobieta, której ciało doświadczyło tyle bólu i przemocy, że nie obchodzi jej, czy marznie w pipkę.
- Tak, naprawdę dawno! - odpowiada, podchodzi do Buziaczka i ją przytula. Przez grubą, o numer za dużą futrzaną kurtkę czuje twarde, kościste ciało. Jej perfumy mają szczególny zapach. Buziaczek twierdzi, że to chiński afrodyzjak. Nie pachną źle, ale z całą pewnością nie jest to też przyjemna woń. Po prostu... dziwna. Trochę cierpka, z nutą ostrości. W każdym razie nie jest to coś, co mogłoby podekscytować.
Odstępuje od Buziaczka, która nie odwzajemnia uścisku.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem? - pyta.
Buziaczek wzrusza ramionami i wodzi wzrokiem po przebieralni.
- Już widzę, jak rezygnujesz z treningów.
- Racja.
Hedda ma mieszane uczucia, kiedy widzi Buziaczka. Przychodząc tu, Buziaczek przynosi ze sobą część dawnego życia Heddy, z którym ta nie chce mieć już nic wspólnego. A poza tym nie wie, dlaczego dziewczyna ją odnalazła. Buziaczek nie należy do osób, które przychodzą się tylko przywitać. Kryje się za tym coś innego.
- Zamierzasz zacząć trenować czy co? - pyta.
Buziaczek wybucha śmiechem, ukazując rząd kredowo białych zębów. Żaden z nich nie jest naturalny, bo większość została wybita.
- Niby po co? I tak nikt mnie nie pokona.
Hedda się uśmiecha. Buziaczek może mieć rację. Widziała ją podczas bójki. Widziała też niemal pożądliwe szaleństwo, które miała w oczach. Jakby dręczenie innych sprawiało jej przyjemność. Ma nie więcej niż półtora metra wzrostu i waży niecałe czterdzieści kilogramów, ale walczy bez żadnych zahamowań i nie przestrzega zasad. Poza tym, jak się wydaje, nie czuje bólu.
- No to czego chcesz? - pyta Hedda, odwraca się, podnosi rękawice bokserskie i je wkłada.
Buziaczek uśmiecha się, omiata wzrokiem rękawice, a potem podnosi wzrok.
- Czujesz się teraz dobrze?
Hedda przytakuje i nieruchomieje. Patrzy na ciało widoczne spod rozpiętej kurtki. Wydaje się chudsze i drobniejsze niż kiedykolwiek. Przypomina sobie, jak znalazła ją na podłodze przebieralni klubu ze striptizem. Leżała tam w stosie boa, staników z lakierowanej skóry i szpilek i miała bad trip. Żadna z pozostałych striptizerek nie zauważyła, że Buziaczek nie wie, co się dzieje wokół, i dopiero Hedda wezwała pomoc.
Razem zaciągnęły ją pod prysznic. Drobne ciało było zupełnie bezwładne. Buziaczek zrobiła się zimna i miały wrażenie, że przenoszą martwy kawał krwawego mięsa. Posadziły ją pod prysznicem i spłukały z niej do odpływu gówno i rzygowiny. Ulokowały ją w taksówce, podały kierowcy adres i wróciły do pracy.
- Czego właściwie od ciebie chce ta cała Schiller? - pyta nagle Buziaczek.
Hedda opuszcza ręce, przekrzywia głowę i mruży oczy. Nie podoba jej się kierunek, w którym zmierza ta rozmowa.
- Wyobraź sobie, że Mona jest zajebista, naprawdę w porządku.
- Ach tak? - Buziaczek wkłada ręce do kieszeni dużej futrzanej kurtki i wlepia wzrok w Heddę. - Wiesz, że ludzie gadają, nie?
- Gadają? - Hedda marszczy czoło. - Co to ma, kuźwa, znaczyć?
Buziaczek wzrusza ramionami.
- Sama wiesz.
- Nie, nie wiem.
- A w dupie z tym - mówi Buziaczek, a po chwili przerwy dodaje: - Poza tym jej syn był w klubie.
- Jej syn? - Hedda kręci głową, nie rozumiejąc.
- Tak. Will.
- Okej. Dlaczego ma mnie obchodzić, że bywa w klubach ze striptizem?
- Pytał o Belindę, a ona zwykle tego nie lubi.
Hedda kładzie dłoń na szafce. Co ten William wyrabia? Powinien wiedzieć, że od Belindy Bauer lepiej się trzymać z daleka, myśli i z trzaskiem zamyka szafkę.
- Czyli przyszłaś tu porozmawiać o Willu?
Buziaczek robi krok do tyłu i chwieje się na nogach, gdy jeden z obcasów utyka w chodniku. Przyciąga stopę do siebie i staje pewniej, na szeroko rozstawionych nogach.
- Nie. Nie przyszłam z jego powodu. Mam go w dupie. Przyszłam zadać ci jedno pytanie.
- Jakie?
- Belinda chciałaby wiedzieć...
- Stop! - Hedda unosi rękę. Czyli to dlatego Buziaczek do niej przyszła. Przysłała ją Belinda. - Nie wrócę do klubu. Nie ma na to szans. Skończyłam z tańcem i ona musi to zrozumieć.
- Ale...
- Nie - odpowiada Hedda, chwyta ręcznik i zakłada go na szyję. Zostawia Buziaczka za sobą i wychodzi na korytarz. Trener czeka na nią, trzymając rękawice. Hedda kątem oka widzi, jak Buziaczek idzie na wysokich obcasach korytarzem. Sama robi kilka podskoków w miejscu, a potem biegnie do trenera, by pozbyć się skumulowanej złości i tym samym uciszyć tęsknotę.