Mroczny las. Lily and the Moon. Tom 3 - Evanna Shamrock

Kup ebooka

46.44 zł
38.55 zł (39,47 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Rok 2251, Europa Centralna, metropolia Jorden

Idź, jeśli zdołasz, i opowiedz wszystkim, że wróciłem do domu.

Słowa Widmowego Jelenia wciąż dudniły w głowie Manaakiego, gdy ten czołgał się, chcąc wyjść z lasów Jordenu. Bóg, który dla wszystkich Proroków Nowej Ziemi miał być spełnieniem ich szaleńczych marzeń o wyzwoleniu spod ręki przerażającej technologii, okazał się ich nemezis, zagładą i śmiercią.

Widmowy Jeleń miał być ich pocieszycielem, ich dowódcą, najważniejszym bytem Jordenu i jego okolic; tymczasem był potworem, niewdzięczną istotą wprowadzającą chaos na ziemiach, które zostały mu poświęcone. Nie zależało mu na życiu Proroków Nowej Ziemi, żadnych ofiarach ani oddanych sługach. Chciał władzy, chciał opowieści o własnym powrocie, chciał rozlewu krwi - takiego, jakiego sam dokonał.

Manaaki do tej pory miał w umyśle obraz tego, co stało się przed momentem. Głowa jeszcze przed chwilą śmiejącej się Najwyższej Kapłanki wylądowała przed nim, wpatrując się w niego martwymi, lecz pełnymi nadziei oczami. Jej wzrok przewiercał się przez duszę mężczyzny, wyciągając z niej wszystko, co do tej pory ukrywał przed innymi.

Strach związany z upadkiem wyznawanych idei siedział mu na ramieniu. Wspomnienia, pokazujące mu kartki z kalendarza jego życia przed i po utracie Arohy, rozbiegły się po umyśle mężczyzny. Dokonania Manaakiego, związane z działaniem na rzecz Proroków Nowej Ziemi, nagle zaczęły blednąć. Stały się niczym w porównaniu z tym, czego dokonało przebudzone z wiekowego snu bóstwo.

Świat mężczyzny, od lat istniejący jako porozrzucana układanka, rozerwał się ponownie tuż po tym, jak ten zdążył go poskładać. To, w co Okaoka wierzył, okazało się być jednym wielkim kłamstwem, wtłaczanym mu do głowy przez lata. On zaś, nie znając rzeczywistej natury mściwego boga, połykał wszystkie te wiadomości łapczywie, bez zastanowienia. Liczyło się dla niego tylko wypełnienie misji, którą mu powierzono. Szedł tą drogą bez zająknięcia, bez jakiegokolwiek zanegowania zdobytej wiedzy, nie zadając pytań.

Nie widział niczego, nawet najmniejszej oznaki zła, mimo że jego oczy były szeroko otwarte. Przywiązano go do świata stworzonego na potrzeby wymagań bractwa, a lina, której użyto, zaczęła go dusić za późno - dopiero, gdy Widmowy Jeleń odebrał mu powierniczkę dotychczasowych trosk, Maeve. Zabrał nie tylko Najwyższą Kapłankę, ale też jedyną przyjaciółkę, a może nawet matczyną figurę Manaakiego.

Czuł się tak, jakby stracił pamięć i nie miał pojęcia, skąd się tu wziął. Chcąc powiększyć zakres władzy Proroków Nowej Ziemi, a także obszar otaczającej go rzeczywistości, sprawił, że ta zniknęła.

Śmierć Arohy, w obliczu dotychczasowych wydarzeń, nie miała najmniejszego sensu. Wszystko to, o co walczyli mężczyźni, straciło na znaczeniu.

Manaaki był przerażony nie tym, co się wydarzyło, ale tym, czego sam dokonał i do czego się przyczynił. To, z czym walczył, wygrało z nim. Nie był już w stanie powiedzieć, co jest dobre, a co złe - musiał podążać drogą wyznaczoną mu przez mściwego boga natury, jeśli chciał mieć jakikolwiek wpływ na otaczającą go rzeczywistość.

Czy naprawdę chciał zniszczenia tego świata, jeśli wiedział, że nigdy nie mógł na to liczyć? Nie mógł powstrzymać głosu wspomnień - nic dziwnego, że się załamał, skoro rzeczywistość mu nie wystarczyła. Zamiast ją zaakceptować, chciał ją stworzyć od nowa i właśnie to pragnienie go zgubiło - tak, jak wszystkich Proroków Nowej Ziemi.

Zakrwawiony i przerażony Manaaki siłą swoich ramion wyczołgał się z lasu, w którym doszło do makabrycznego mordu na członkach Proroków Nowej Ziemi. Do jego poranionych dłoni i nóg przyczepiły się kawałki igieł, gałązek i zgniłych liści. Mężczyzna zdołał wypełznąć na jezdnię i ujrzał jadące po niej auto. Na jego dachu coś migało, a światło to przenikało mgłę, która niedawno wyszła z lasu na ulice Jordenu.

Manaaki rzucił się na szosę, a kierujący pojazdem w ostatniej chwili zahamował, niemalże wpadając w poślizg. Auto zatrzymało się na środku drogi. Wyskoczył z niego wysoki, czarnowłosy mężczyzna. Ostrożnie zbliżył się do leżącego na drodze Manaakiego.

Okaoka podniósł wzrok, wpatrując się w człowieka, który go odnalazł. Wydawało mu się, że gdzieś już go widział.

Podniósł zakrwawioną dłoń i skierował ją w jego stronę.

- Powiedz wszystkim, że on przybył - wydukał Manaaki, ledwo łapiąc oddech.

- Kto? - spytał mężczyzna, z przerażeniem wpatrując się w rannego Okaokę.

- Przywołaliśmy go. On zniszczy każdego, kto mu się sprzeciwi.

- Ale kto!?

- Mściwy bóg... natury - wydukał Manaaki. - Zabił...

Okaoka nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ w tym samym momencie czerń wstąpiła na jego oczy i odebrała mu ostateczny kontakt z rzeczywistością.

***

Anturi McCormack klęczał nad zakrwawionym mężczyzną, poszukiwanym przez detektywa Zitoriego i jego współpracowników z Komendy Głównej Sadowników Jordenu. Nie rozumiał niczego z bełkotu odnalezionego zbiega, wiedział jednak jedno - jeśli w tej chwili nie zadzwoni po służby medyczne, niczego więcej się nie dowie.

Nie miał pojęcia, jak mężczyzna dostał się na skraj lasu w takim stanie. Jego nogi były kompletnie połamane, on sam musiał stracić większość krwi. A jednak żył. Adrenalina, która do tej pory dodawała mu sił, wyczerpała się.

Kilka minut później na miejscu pojawili się medycy. Natychmiast przenieśli podejrzanego o wielkokrotne morderstwo mężczyznę na nosze. Helikopter miał przetransportować go do specjalnej szpitalnej placówki.

Anturi zatelefonował do Zitoriego, korzystając z osobnego komunikatora Sadowników, ponieważ BIO-identyfikator odmówił mu posłuszeństwa.

- Tu McCormack. Złapałem naszego podejrzanego. Właściwie to sam na mnie wpadł.

- Co ty opowiadasz!? - obruszył się detektyw. - Nie pozwól mu uciec!

- Szefie, ale... On się nigdzie nie wybiera, chyba że na drugą stronę.

- Co ty gadasz, Anturi?

McCormack milczał, patrząc na tragicznie połamane nogi wykrwawiającego się mężczyzny, którego właśnie niesiono do helikoptera.

- Anturi? - ponaglał go Zitori. - Co się dzieje?

- Potrzebuję wsparcia - podsumował McCormack, widząc krwawe ślady ciągnące się w stronę jordeńskiej dziczy. - Wysyłam współrzędne.

Mężczyzna zakończył połączenie, po czym odwrócił się w stronę zarośli.

Las miał być dla ludzi i Syndyro ostoją, w którym mogli obcować z naturą. Miejscem cichym, spokojnym, w którym mogliby odetchnąć, uciec od miejskiego zgiełku i problemów chociaż na chwilę. Tym razem jednak było inaczej.

Cokolwiek stało się w tym lesie... Było początkiem końca świata, który znał.

Why should I have to beg for what is rightfully mine?

While you sit back and wait for a comet to pass you by

And you hold out your hands,

in hopes that a future will fall right out of the sky

But you will only find dread,

as months turn to years fading out into hindsight

Now I watch as the world unwinds

And I bathe in the moonlight

Where do I go from here?

A roadmap of my passing prime

Full of holes, it erodes, with my soul, and I'm bleeding

I've been told that it's all just prologue

The afterlife is waiting for me

But how do you know?

When my fate has been on hold for so long

I grow old, the window starts to close, and I can't breathe...

Anup Sastry, Where I Belong

Redaktor Agnieszka Wiatrowska

Korektor Julia Łysakowska

Ilustrator Evanna Shamrock

Projektant okładki Evanna Shamrock

? Evanna Shamrock, 2022

? Evanna Shamrock, ilustracje, 2022

? Evanna Shamrock, projekt okładki, 2022

Lilian, Abrin i Crocus odkrywają prawdę o swoich Zielonych Dłoniach. Frakcja Trucicieli przechodzi kryzys, a jej członkowie zaczynają zastanawiać się nad celem założonej misji. Tymczasem w Jordenie budzi się mistyczne zło, którego celem jest zniszczenie panującego ładu i stworzenie nowej harmonii. Czy skłóceni od stuleci Ogrodnicy i Truciciele będą w stanie połączyć siły, stawić czoła niebezpieczeństwu i powstrzymać nadchodzącą apokalipsę?

ISBN 978-83-8273-771-4

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero