Mroczne wersety - Jan B. Bełkowski

Kup ebooka

49.41 zł
43.48 zł (40,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nawigacja

Spis treści

Karta redakcyjna Motto Fan Noga prawej ręki Głowy Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 27

FAN

Powodowana siłą nawyku zapisała plik i od razu się zorientowała, że nie musiała tego robić. Nic się przecież nie zmieniło - znowu nie napisała ani jednego słowa. Przez ostatnie dwie godziny przyglądała się tekstowi i myślała o tym, jak go ulepszyć, co dodać, co wyjaśnić, a czego się pozbyć. Nic z tego nie wyszło, podobnie jak wczoraj. I przedwczoraj. Od dawna nie napisała niczego sensownego. Tworzenie plików z nową datą było tylko oszukiwaniem samej siebie.

Ze złością zamknęła laptopa. Jeszcze przez chwilę szumiał, po czym wydał z siebie pojedynczy pisk i ucichł. Z przykrością stwierdziła, że nie ma żadnych planów na resztę dnia. Co gorsza, od dłuższego czasu towarzyszyło jej poczucie, że nie ma planów na resztę życia. Pomyślała, że tak muszą czuć się bohaterki komedii romantycznych chwilę przed tym, jak porzucą fantastyczną karierę prawniczki w Nowym Jorku i wyjadą do Toskanii, aby odnaleźć siebie (a odnajdują boskiego Marca czy Luigiego).

Nie tak to miało wyglądać.

Za kilka dni przypadają jej urodziny. Z wyjątkiem rodziców nikt o tym nie będzie pamiętał. A, jest jeszcze siostra, która podejmie kolejną próbę pogodzenia się z nią i na pewno zadzwoni. Ale i tak nie będą mogły się dogadać, po chwili zapadnie cisza, którą z ulgą przerwą, kończąc rozmowę.

Jej wzrok spoczął na kalendarzu leżącym na biurku. Pogładziła matową okładkę, jakby gest miał sprawić, że kartki się zapełnią, po czym otworzyła kalendarz w miejscu, gdzie była tasiemka. W całej drugiej połowie kwietnia nic na nią nie czekało.

Pusto.

Rozejrzała się dookoła. Nikogo. Żadnego gwaru rozmów czy brzęku naczyń. Cisza aż dźwięczała w uszach. Bardzo rzadko ktoś tutaj przychodził w sobotę.

Chciało jej się płakać. Nadal była młodą kobietą. Dzięki reakcjom mężczyzn wiedziała, że jest atrakcyjna. Nie mogła sobie odmówić inteligencji, w pracy szło jej dobrze, chociaż daleko było do sytuacji, w której nie musi się o nic martwić. Czegoś jej brakowało. Przygody? Ekscytacji? Ryzyka? Na pewno nie chciała być taka, jak jej siostra, ale może w tej potrzebie odróżnienia się od niej zabrnęła zbyt daleko i uczyniła swoje życie przesadnie bezpiecznym, nudnym i sterylnym? Może powinna zrobić coś niecodziennego? Przestać kalkulować, analizować i... po prostu działać.

Postanowiła wyjść na spacer. Zachęcało wyjątkowo rześkie powietrze. Rano padał deszcz i wiał mocny wiatr, więc wreszcie było czym oddychać. Wzięła do ręki telefon i stwierdziła, że jest rozładowany. Często się to zdarzało, bo potrafiła nie używać go całymi dniami. Wolała nie wychodzić bez możliwości kontaktu ze światem w nagłej sytuacji. Zdecydowała się wziąć telefon, który dostała od firmy. Czasami musiała robić zdjęcia dokumentom, więc chociaż nienawidziła smartfonów, zgodziła się go przyjąć.

Włożyła wygodne buty, narzuciła kurtkę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Gdy wkładała kartę magnetyczną do wewnętrznej kieszeni kurtki, wyczuła kawałek papieru. Wyciągnęła wizytówkę, zdziwiona, że o niej zapomniała. Dostała ją kilka dni temu od mężczyzny, który zaczepił ją przy wejściu do budynku. Zamieniła z nim raptem kilka zdań. Przestraszył ją, więc szybko zakończyła rozmowę, a teraz wróciła do niej myślami.

Przedstawił się jako jej fan. Chyba nigdy nie miała fanów. Na początku kariery zdarzył się moment docenienia i zainteresowania, ale o wiele za krótki i za słaby, aby dorobić się fanów. Kiedyś z kilkoma osobami chwilę porozmawiała, uśmiechnęła się, dała autograf. I tyle, moment sławy zgasł, zanim na dobre rozbłysnął. Pogodziła się z tym albo wmówiła to sobie. Gdyby ktoś ją zapytał, powiedziałaby oczywiście, że nie zależy jej na sławie. Chce tylko móc tworzyć. Teraz może to robić, tylko co z tego, skoro nikt nie chce znać jej twórczości?

Fan. Nie brzmi to poważnie. Ale wielbiciel czy miłośnik trącą jakimś bardzo dużym zaangażowaniem emocjonalnym. Uznała, że fan jest w sam raz. Lubi, docenia, ale nie jest wariatem. Fan brzmi niewinnie. Każdy kiedyś był fanem czegoś, kogoś. Zespołu, sportowca, celebryty.

Chciałaś coś zmienić w swoim życiu, prawda? No to teraz masz okazję... Możesz przełamać schemat, który sama sobie narzuciłaś... Myślałaś, że to do ciebie nie pasuje, ale skąd możesz wiedzieć, skoro nigdy nie spróbowałaś.

Przeszła chodnikiem kilkadziesiąt metrów, wpatrzona w wizytówkę, zatopiona w myślach. Ocknęła się, dopiero gdy rozpędzony dostawca jedzenia przemknął tuż obok niej na elektrycznej hulajnodze. Chłopak rzucił w jej kierunku głośne przekleństwo. Pochodził chyba ze środkowej Azji, o ile dobrze oceniła na podstawie wyglądu. Przestraszona wciągnęła głęboko powietrze... i się roześmiała.

Pora zacząć nowy rozdział - pomyślała. Wyciągnęła telefon, wybrała numer widoczny na wizytówce i już po chwili rozmawiała z mężczyzną. Kilka razy ją rozbawił, kilka razy powiedział coś miłego, a potem złożył jej propozycję. Niedorzeczną, absolutnie nie do przyjęcia i poniżej godności... Ale jednocześnie propozycja pochlebiała jej. Miło było ją usłyszeć, nawet jeśli była oburzająca.

Powiedziała, co myśli o jego ofercie, ale nie zniechęcił się. Kiedy zaproponował spotkanie, zgodziła się. Była zdziwiona swoją odwagą. Mieli zobaczyć się wieczorem.

Kilka razy okrążyła budynek, rozmyślając o rozmowie. Potem wróciła do środka, włączyła na moment komputer, aby sprawdzić dojazd. Poszła na parking, wsiadła do auta i pojechała do domu. Odświeżyła się i przebrała, po czym - wciąż jeszcze zdziwiona swoją przemianą - wsiadła ponownie do samochodu.

Nie wiedziała, że popełnia ogromny błąd.