Rozdział 2. Karol
Karola znalazłem przed piętnastą.
Nie było to trudne. Internet zrobił z ludzi coś, czym nigdy wcześniej nie byli - istoty łatwe do odnalezienia.
Prowadził niewielki zakład stolarski kilka kilometrów od Łosic.
Kiedy zobaczyłem nazwę firmy, roześmiałem się.
Nie z rozbawienia.
Z tego szczególnego rodzaju strachu, który czasami przypomina śmiech.
Drewno.
Oczywiście.
Przyjechałem pod zakład kilka minut po trzeciej. Na placu stał dostawczy mercedes, stos palet i kilka długich belek przykrytych brezentem.
Karol wyszedł z hali, zanim zdążyłem wysiąść z samochodu.
Poznałem go natychmiast.
Starzejemy się nierówno. Jednemu życie zabiera włosy, drugiemu zęby, trzeciemu prostuje plecy w złą stronę.
Karol postarzał się głównie w oczach.
Miał krótkie siwe włosy, szerokie ramiona i mocne ręce, ale oczy wyglądały jak wtedy za stodołą.
Zmęczone.
Czujne.
Jakby od trzydziestu lat spał z jednym uchem otwartym.
Podszedł do mojego samochodu.
- Długo ci zeszło.
Nie przywitaliśmy się.
- Wiedziałeś, że przyjadę?
- Nie.
- Więc skąd ten tekst?
- Bo skoro już tu jesteś, musiało się coś stać.
- Zadzwoniła do mnie dziewczyna.
Twarz Karola stwardniała.
- Jaka?
- Lena.
Nie zareagował.
- Powiedziała, że jest w Chotyczach.
Nadal nic.
- Z Szymkiem.
Karol odwrócił się i spojrzał w stronę hali.
- Chodź do środka.
- Słyszałeś, co powiedziałem?
- Słyszałem. Dlatego mówię: chodź.
W hali pachniało trocinami, klejem i lakierem. Maszyny były wyłączone. Na stole leżały okulary ochronne i otwarta butelka wody.
Karol zamknął drzwi.
Potem przekręcił klucz.
- Od jak dawna? - zapytał.
- Co od jak dawna?
- Od jak dawna znowu coś widzisz?
- Nic nie widzę.
- Nie pytam, czy masz wizje. Pytam, czy coś widzisz.
- Karol, nie zaczynaj znowu mówić zagadkami. Mamy prawie pięćdziesiąt lat.
- Właśnie dlatego nie mam ochoty tracić czasu na tłumaczenie ci wszystkiego od początku. Odpowiedz.
Westchnąłem.
- Czasem puste miejsca na niebie.
- Od zawsze?
- Od tamtego lata.
- Coś jeszcze?
Zawahałem się.
- Parę miesięcy temu obudziłem się i czułem zapach.
Karol pobladł.
- Jaki?
- Wiesz jaki.
- Powiedz.
- Cytryna. Migdały. Mokre liście.
Oparł obie dłonie o stół.
- Kiedy?
- W maju.
- Dokładna data?
- Nie wiem.
- Przypomnij sobie.
- Po co?