Mroczna rutyna - Kamil Zieliński

Kup ebooka

20.60 zł
17.10 zł (16,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Prolog opowiada o obecnej sytuacji epidemicznej. Nie jest potrzebny do fabuły.

Ciemność zawitała do mojego pokoju. Leżę nieruchomo na łóżku i wpatruję się w sufit. Zaczyna się wiosna i kwiaty zaczynają kwitnąć. Mógłbym teraz wyjść na dwór i spędzić czas na świeżym powietrzu, ale nie chcę. I nie mogę. Dwa tysiące dwudziesty rok. Zaczęło się w miarę spokojnie, chociaż jasnowidze przepowiadali nam straszne wizje. Niestety, większość ich czarnych widzeń stała się rzeczywistością. Australia mierzyła się z ogromnymi falami pożarów. Płonęły największe lasy i ginęły miliony zwierząt. Z ogniem walczyło tysiące strażaków, którzy próbowali gasić pożar z lądu i powietrza, jednak zabójcze płomienie nie ustępowały i dalej pustoszyły zielony kontynent. Australia stała się piekłem dla małych kangurów, które w pomarańczowych płomieniach szukały swoich rodziców. Może udało się ich znaleźć żywych lub martwych.

Miesiąc później prawie wybuchła wojna. Sytuację tradycyjnie podsycały media i serwisy społecznościowe. Dla przykładu: Użytkownicy aplikacji Tik Tok straszyli młodszych, co wywoływało niepotrzebne zamieszenie. Wojny nie było, ale zdarzyło się coś, co zmieniło świat na zawsze. Życie, które znaliśmy, przestało istnieć i musieliśmy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gdybym usłyszał tę historię kilka lat temu, stwierdziłbym, że ktoś mówi totalne bzdury. To jednak wydarzyło się naprawdę i nie jest to żadna fikcja. Pod koniec lutego tego feralnego roku, zaczęły dochodzić głosy o tajemniczym wirusie z Chin. Choroba miała mieć podobne objawy do grypy, ale wyższą śmiertelność. Początkowo nie było paniki, raczej sceptyczne nastawienie. Wszystko zmieniło się, kiedy media zaczęły podsycać zamieszanie, a wirus pokazał swoje prawdziwe oblicze. W marcu odnotowany zostaje pierwszy przypadek koronawirusa. Rząd natychmiast wprowadza lockdown. Zamyka szkoły, kina, teatry, restauracji, hotele, a nawet lasy. Wszystko zostaje sparaliżowane, a ludzie pozostają w aresztach domowych... I to w tym momencie zaczęły się największe problemy. Moja rutyna diametralnie się zmienia. Mój pokój zmienia się w więzienną celę. Moje życie dosłownie się zamyka. Wychodzę do toalety, wchodzę do pokoju, wychodzę do kuchni, wchodzę do pokoju. To jedyne spacery, które wykonuje. I pewnie nie tylko u mnie tak to wygląda. Ulice opustoszały. Mieszkam w małym mieście, ale zdjęcia z Instagrama przerażają. Ludzie dobrowolnie poddają się kwarantannie domowej i wychodzą do sklepów tylko po niezbędne produkty. Nasze życie przenosi się do internetu. Odbywają się tam codzienne zdalne lekcje i całe życie towarzyskie. Społeczeństwo jest offline w rzeczywistości, a online w sieci.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

TERAZ | KWIECIEŃ 2020

Wstałem z łóżka. W ostatniej chwili złapałem się biurka, gdy spadałem na podłogę. Wyprostowałem się i ruszyłem w stronę drzwi. Delikatnie nacisnąłem klamkę i rozglądam się, czy nikogo nie ma w pobliżu. Słyszę dźwięki telewizora. Wychodzę z pokoju po raz pierwszy dzisiaj i nie wiem, czy nie ostatni. Gdy pokonałem długi korytarz, zobaczyłem kuchnię. Drzwi były zamknięte. Nigdy nie sądziłem, że będziemy mieli w kuchni drzwi i byłem zdziwiony, gdy tata ogłosił to na cotygodniowych spotkaniach rodzinnych zwanych - planszowymi piątkami. Zatrzymałem się na chwilę i zacząłem rozmyślać nad tym, co czuła kuchnia. Poszedłem dalej, gdy przypomniałem sobie, że pomieszczenia nie mają uczuć i w rzeczywistości nas nie rozumieją. Skąd taka kuchnia ma wiedzieć, że jest kuchnią? Po tym, że ma piekarnik w sobie? Skąd ma wiedzieć, że piekarnik musi być akurat tutaj?Spotkanie rodzinne to było coś, co bardzo kochałem. Od zawsze uwielbiałem spędzać czas z bliskimi. Szukaliśmy tylko powodów, aby wspólnie usiąść i porozmawiać. Tata wpadł wtedy na genialny pomysł, aby w każdy piątek zasiadać do gier planszowych i wspólnych rozmów. To naprawdę była świetna inicjatywa, która już nie funkcjonuje. Otwieram drzwi. W kuchni nikogo nie ma. Czuję, jak kamień spada mi z serca. Podszedłem do lodówki, a kiedy ją otworzyłem, usłyszałem moje imię. Lodówka do mnie mówi? Przecież to niewiarygodne. Często słyszę głosy, po prostu mam paranoje. Ten dźwięk wydawał mi się bardziej realny. Brzmiał inaczej niż te, które mam w swojej głowie.

- Maks! - zabrzmiał po raz kolejny donośny głos - Jesteś tam?

Cześć, jestem Maks. W tym roku skończyłem siedemnaście lat i jestem osobą pełną wrażliwości. Jestem egoistą, tak przynajmniej twierdziła moja była. Nie jestem asertywny i słowny. Mówię to całkiem szczerze, bo jestem szczerym człowiekiem. Wcześniej byłem ekstrawertykiem w pełnym wymiarze godzin. Uwielbiam spotkania z ludźmi, wspólne parapetówki i rozmowy nad jeziorem, takie przy piwie. Kiedyś to była jedna z nielegalnych rzeczy, które robiłem, ale teraz? W pandemii wszystko jest nielegalne. Opisuję się jako brunet ze średnią długością włosów. Mam szczupłą sylwetkę i jestem średnio zbudowany. Mam niebieskie oczy i małe usta, a moje uszy nie odstają. Jestem zwykłym chłopakiem z marzeniami, które szybko postanowiono mi zabrać. Uwielbiam pisać wiersze. To od zawsze moja wielka pasja. Może nie są najlepsze, ale są moje. I to sprawia mi największą satysfakcję. Kiedyś lubiłem jeździć na rowerze, spacerować i pomagać tacie na świeżym powietrzu. Teraz, w tym pokoju strasznie brakuje mi tlenu, czasami duszę się z jego braku. Kocham pracę w ogrodzie, ale w nim byłem poprzedniego lata. Zawsze z tatą słuchaliśmy muzyki. Zazwyczaj leciała playlista z lat osiemdziesiątych. Ostatnio lubię wracać do tych piosenek, ponieważ pozwalają mi wrócić do tamtych dni. Już czuję smak słonych łez, ale utopia kończy się tam, gdzie zaczyna się życie. Mama wchodzi do kuchni. Strasznie się o mnie martwi. W jej oczach widać strach i przerażenie, które przelewa na innych członków rodziny w postaci krzyku. Przez pierwsze kilkanaście sekund nic nie powiedziała. W końcu zebrała się na odwagę.

- Jak się czujesz? - zapytała - Lepiej?

Nic nie odpowiedziałem, ponieważ nie mam już siły. Zaczynam wymyślać plan ucieczki. Strasznie mi jej żal, ale nie potrafię z nią rozmawiać. Wiem, że chce pomóc, ale nie potrafi. Szybko wyciągam jogurt truskawkowy z otwartej już przez kilkadziesiąt sekund lodówki. Wzrokiem szukam szafki z łyżeczkami, otwieram ją i zabieram jedną. Idę w stronę pokoju, a mama schodzi mi z drogi. Ze łzami w oczach patrzyła, jak odchodzę, jednak nie potrafię powiedzieć do niej słowa. Wiem, że nie spodziewała się odstępstwa od normy. Moje życie wygląda tak od kilkunastu dni.

Moja mama to cudowna kobieta. Zawsze pełna nadziei, optymizmu i kreatywnych pomysłów. Pewnego razu napisała dla mnie piosenkę i w tamtym momencie, byłem naprawdę bardzo szczęśliwym człowiekiem. Zawsze jej ufałem, mówiłem jej dosłownie wszystko. Wiedziała o mojej pierwszej miłości, o pierwszym pocałunku, o pierwszych kłótniach i wszystkich problemach, które mnie otaczały. Była jedną z niewielu osób, którym ufałem bezgranicznie. Próbowała znajdować racjonalne wyjścia z sytuacji. A wiecie, co jest najlepsze? Zawsze jej się udawało. Była taka sytuacja, że jak miałem cztery latka, zakochałem się w przedszkolu. Nie wiem, czy było to prawdziwe uczucie, ale bardzo chciałem wziąć przedszkolny ślub. Zapytałem mamy, jak mam poprosić ją o rękę. Odpowiedziała tak, że zapamiętam to do końca swojego życia: po swojemu, synku.

Jogurty truskawkowe naprawdę są smaczne. To jedna z niewielu rzeczy, które obecnie jestem w stanie zjeść. Początkowo bardzo się cieszyłem z chwili odpoczynku, ale wkrótce ta wolność zaczęła przemieniać się w piekło. Najbardziej odczuła to moja głowa, właściwie psychika. Tak naprawdę od początku izolacji straciłem poczucie własnej wartości. Nie czuję się już ważny, choć wiem, że dla wielu osób taki jestem. Czasami mam ochotę po prostu zniknąć z tego świata, ale nie wyobrażam sobie bólu, jaki sprawię moim rodzicom, przyjaciołom i wszystkim, którym na mnie zależało. Zdarza się, że wyobrażam sobie swój pogrzeb i wtedy czuję ulgę. Absurdalnie to brzmi, ale musisz się przyzwyczaić. Jedna z moich byłych dziewczyn powiedziała kiedyś, że nie wyobraża sobie mnie stracić. Chwilę później stwierdziła, że jestem najgorszym chłopakiem, jakiego miała. Pociesza mnie fakt, że byłem pierwszym, więc może znalazł się, ktoś jeszcze gorszy. Po tym, jak mi to powiedziała, poczułem się bardzo bezużyteczny i było to początkiem stanu, w którym obecnie się znajduję. Próbuję walczyć, naprawdę.

Słyszę wrzaski taty. Jest osobą nerwową. Często słyszę, jak krzyczy. Jednak jest to osoba z naprawdę dobrym sercem. Raz wpłacił tysiąc złotych na schronisko dla zwierząt, chociaż nigdy nie mieliśmy zwierzaka w domu. I raczej mieć nie będziemy. Sądzę, że w taki sposób chciał udowodnić nam, że potrafi być dobry dla zwierząt, ale w inny sposób.

Historia rodziny taty jest tragiczna. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy miał osiem lat. Był wtedy w przedszkolu i zamiast uśmiechniętej mamy, zobaczył swoją ciotkę. Wspomina, że kobieta miała łzy w oczach i była wyjątkowo smutna. Zabrała go do swojego domu, gdzie czekał kuzyn i wujek. Nałogowo wypytywał ciotkę o rodziców, ale ta nie dawała mu żadnych odpowiedzi. W końcu złamała się i powiedziała: Mamusia i tatuś już nie wrócą, nigdy. Rozpłakała się i nie odzywała się przez kilka dni. Tata był mały, ale szybko dotarło do niego, co się stało. Zamknął się w sobie, do końca roku szkolnego nie uczestniczył w zajęciach. Potem udało się mu dojść do siebie, ale do teraz ma traumę spowodowaną tamtymi wydarzeniami. Cierpi na napady paniki, strasznych wspomnień i koszmarów, kilka nocy z rzędu śni mu się wypadek rodziców. Widzi martwą kobietę i martwego mężczyznę. W tle słyszy syreny karetek i straży pożarnych. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Tata musi być naprawdę silny, że dał psychicznie radę to wytrzymać. W wieku piętnastu lat trafił do internatu. W liceum poznał mamę, zakochał się i okazała się miłością na długie lata. Do teraz bardzo się kochają, choć przeplatają to kłótnie. Często są z mojego powodu, ale nic na to nie poradzę. Nigdy nie rozumiałem miłości, dopóki sam się nie zakochałem. Jednak moje miłości były ulotne, nietrwałe i niedojrzałe. Wszystko rozpadało się w ciągu kilku miesięcy. Nie wydaję mi się, że znajdę kiedyś miłość życia...Teraz słyszę krzyki mamy. Rozpoczęła się kolejna kłótnia, znowu o mnie.

Historia mamy, nie jest tak dramatyczna, wręcz przeciwnie. W dzieciństwie miała wszystko, ponieważ babcia pracowała w ówczesnym, komunistycznym rządzie. Miała wszystko pod dostatkiem, co na tamte czasy było naprawdę wyjątkowe. Udało się jej dobrze żyć w naprawdę trudnych latach. Po śmierci jej rodziców dostała ogromny spadek. W sumie kilkaset tysięcy złotych i trzy kamienice, które służyły za czasów komuny. Nasza rodzina jest bogata, ale pieniądze szczęścia nie dają. Dlatego nie czuję się królem życia i nigdy nie czułem.

Babcię bardzo kochałem. Zmarła kilka lat temu na raka płuc. Całe życie paliła papierosy i w końcu się doigrała. Była moją podporą w ciężkich życiowych sytuacjach, bo zawsze mogłem uzyskać od niej pomoc i ogromną dyskrecję. Niestety, nie mam jej już przy sobie. Życie nie chce, żebyśmy byli szczęśliwi, tylko chce odebrać najważniejsze nam osoby.

Mam jeszcze rodzeństwo - brata. Ma piętnaście lat. Nie bierze udziału w tej głośnej wymianie zdań, może nie chce się ingerować, może nie wie nawet, że trwa. Od początku izolacji właściwie prawie cały czas siedzi przy komputerze. Mocno się od tego uzależnił. Przed pandemią spędzaliśmy prawie każdą wolną chwilę, obowiązkowe były weekendowe wspólne wypady na miasto, czasami spotykaliśmy się z moimi znajomymi. Spokojnie, go nie demoralizowaliśmy.

To, co tutaj powiedziałem, to tylko skrócony życiorys mojej rodziny. Teraz czuję, że są dla mnie obcymi osobami. Izolacja wszystkich nas podzieliła. Jesteśmy jak czterech nieznajomych zamkniętych w jednym mieszkaniu. To naprawdę straszne.

ROZDZIAŁ PIĄTY

TERAZ | KWIECIEŃ 2020

To jest moje życie i wiele decyzji powinno być podejmowanych przeze mnie. Natomiast przez pierwsze osiemnaście lat decydują za nas nasi rodzice. Później jesteśmy zależni od polityki, sytuacji ekonomiczno - społecznej i ludzi, którzy zwyczajnie są wyżej od nas. Świat wydaje się wolny, ale to nie jest prawda i nie dajcie sobie tego wmówić.

Mówię wam to ja i tysiące innych ludzi, których nie słyszycie. Siedzę w izolacji, choć nie jestem w więzieniu, a czuję, jakbym odbywał karę.

Wszyscy przecierają oczy ze zdziwienia i zastanawiają się, co tak naprawdę zawiniło. Nie każda tragedia to coś, co można przewidzieć. Tej można było uniknąć, wystarczyło pomyśleć, że takie mogą być konsekwencje. Dwie młode osoby. Mieli przed sobą całe życie, kochających rodziców, przyjaciół i ludzi, na których zawsze mogli liczyć. Wszyscy sobie zadają tak krótkie, a zarazem tak trudne pytanie: Dlaczego?

Rano, gdy przeglądałem nowe informacje, natrafiłem na bardzo tragiczną wiadomość. Poprzedzona wiadomościami o pandemii i kolejnych, rzekomych uderzeniach wirusa. To przecież było najważniejsze, bo nic nie jest tak rozchwytywane, jak strach. Informacja dotyczyła śmierci dwóch krakowskich nastolatków, którzy mieli wyskoczyć z siódmego piętra wieżowca mieszkalnego. Chłopacy byli przyjaciółmi, znali się od dzieciństwa, które spędzali na wspólnym podwórku. Nie wyobrażam sobie samobójstwa mojej najlepszej przyjaciółki, być może to jeden chciał to zrobić, a drugi bał się tego, co będzie po jego śmierci?

Obawiał się życia w samotności bez osoby, która zawsze go rozumiała. Może nie potrafił funkcjonować na tym nielogicznym świecie i targnął się na własne życie razem z przyjacielem?Od rana wszystkie media społecznościowe zasypywane są postami o ich śmierci. Przeciwnicy pandemicznych obostrzeń zrzucają winę na rząd, który od kilkudziesięciu dni skutecznie ogranicza nam życie społeczne. Inni bronią władz i twierdzą, że wszystko jest dla naszego zdrowia. Kiedy oni "dbają o nasze zdrowie" nastolatkowie skaczą z okien. Nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że to nie działa.

Druga największa grupa to ludzie, którzy ukazują szkodliwość gier komputerowych w społeczeństwie. To właśnie one miały zabić krakowskich samobójców. Prawda jednak jest taka, że obie teorie łączą się ze sobą. Gdyby rząd nie zdecydował się wprowadzić lockdownu, wiele osób nie sięgnęłoby po gry. Idealnym przykładem jestem ja. Dopiero gdy w życie weszły ograniczenia pandemiczne, zacząłem grać w "Amaland" tak często, że się od tego uzależniłem. Co ciekawe - nowe fakty wskazują, że przyjaciele byli graczami i łączy mnie z nimi jeden, z pozoru nic nieznaczący szczegół - Amaland.

Gra przewinęła się już w kilkunastu artykułach, dziennikarze i internauci nie widzą żadnego związku z samobójstwem. Sama gra nie jest przecież brutalna, wszystko toczy się tak, jak w prawdziwym świecie. Morderca też nie zainspiruje się "Teletubisiami". Nic bardziej mylnego. Amaland ma swoją drugą, ciemną stronę. Okazało się, tak jak wcześniej się spodziewałem, że darmowa gra niesie ze sobą kilka niespodzianek. Niemiłe zaskoczenie przeżyłem chwilę po wejściu lockdownu, w momencie, kiedy szukałem czegoś, czym mogę się zająć. Na drugą twarz tej spokojnej gry natrafiłem tuż po rozpoczęciu izolacji. Wszystko za sprawą której nie chcę poruszać. Okazało się, że regulamin został zmieniony i różnił się od pierwotnego kilkoma, kluczowymi punktami. Gry i tak nie było już w sklepach, więc użytkowników się przybywało. U twórców pojawiły się nowe pomysły, które miały utrudniać życie użytkownikom.

"Amaland" przestał być wolny i darmowy, a stał się płatnym więzieniem dla desperatów. Wszystko można było zakupić za prawdziwą opłatą i to nie były tanie pieniądze. Za zakup wirtualnego domu mogłeś zapłacić nawet pół miliona złotych. Ja miałem to szczęście, że zdobyłem go przed wejściem w życie nowego regulaminu. Listy, skargi i zażalenia masowo popłynęły do twórców, którzy wydali tylko jedno, przerażające oświadczenie

Komu się nie podoba, może opuścić grę. Pamiętaj o konsekwencjach, bo ONI przyjdą.

Kolejna zmiana dotyczyła minimalnego czasu, który należało spędzać w grze. Wcześniej nie było takich restrykcji i każdy mógł być tutaj tyle, jak długo miał ochotę. Ograniczono czasowo działalność miejsc publicznych i wiele godzin użytkownicy musieli spędzać, nic nie robiąc.

Duża część graczy wpadła w panikę i próbowała omijać regulamin, ale większość spotykała się niepowodzeniem. Dodatkowo panował powszechny strach przed ludźmi, na których twórcy mówili "Oni".

"Amaland" stracił przyjemność z grania i zamienił się rozrywkę pełną strachu i presji. Wszystko się pogłębiło, kiedy twórcy przedstawili ostatni punkt nowego regulaminu. Administracja zaczęła wyznaczać randomowym użytkownikom zadania. Niewykonanie zadania mogło się wiązać z konsekwencjami w prawdziwym życiu. Głośno zrobiło się po przyznaniu zadania jednemu z graczy. Miał on zniszczyć życie swojemu najlepszemu przyjacielowi. Zrobił to, bo wydaje się, że nie miał wyboru. Wyciekły zrzuty ekranu, które zostały wysłane twórcom. Napisał w sieci, że jego przyjaciel jest gwałcicielem, podrobił zrzuty ekranu, stworzył fałszywe zdjęcie i rzekome dowody. Momentalnie życie tego chłopaka się zawaliło. Stracił wszystkich znajomych, a każdy jego dzień zaczynał się tak samo. Gracz nie przyznał się do kłamstwa i cały czas podtrzymywał swoją wersję zdarzeń, opierając się na fałszywych dowodach. Nie wiadomo, ile jeszcze osób dostało takie wyzwanie i jak powszechny był problem. Ilość ofiar twórców gry "Amaland" może cały się wzrastać. W końcu to ja mogę dostać swoje zadanie i będę musiał je wykonać.

Czy ta gra jest winna śmierci nastolatków? Za mało dowodów, żeby to stwierdzić. To bardzo możliwe, bo wystarczy, że dostali zadania, które nakazywało im popełnić samobójstwo. Czy twórcy są zdolni do zabijania? Prawda jest taka, że potrafili zrobić z normalnej gry piekło dla każdego jej użytkownika. Dlaczego zatem nie byliby zdolni do zlecania takich wyzwań? Dla nich każdy gracz to tylko nic nieznacząca statystyka. Jak bardzo krzywdząco nie byłaby to odpowiedź, lockdown też mógł przyczynić się do tej tragedii. A może to była tylko "choroba współistniejąca"?