Wstęp
Wstęp
Najważniejszym okresem w życiu nie są studia uniwersyteckie, lecz wiek
najwcześniejszy: od narodzin do szóstego roku życia.
MARIA MONTESSORI
W każdej dorosłej osobie dzieci budzą wyjątkowe uczucia. Dziecięce miny,
niekłamana radość i niewinność potrafią poruszyć nas bardziej niż
jakiekolwiek inne doświadczenie życiowe. Dzieci z łatwością nawiązują
bezpośredni kontakt z bardzo szczególną częścią nas samych: z tym
dzieckiem, którym kiedyś byliśmy i które wciąż jeszcze w nas siedzi.
Całkiem możliwe, że w ostatnich dniach i my mieliśmy ochotę zaśpiewać na
ulicy, nawymyślać szefowi albo poskakać w deszczowy dzień w kałuży, ale
nie zrobiliśmy tego z poczucia odpowiedzialności albo ze wstydu.
Przebywać w towarzystwie dziecka to doświadczenie ogromnie cenne, bo
właśnie wtedy udaje nam się skomunikować z tą wyjątkową częścią siebie:
z zaginionym dzieckiem, które w tylu najrozmaitszych chwilach życia
pragniemy odnaleźć i które prawdopodobnie jest najlepszą częścią każdego
z nas.
Jeśli trzymasz w rękach tę książkę jako ojciec, matka albo wychowawca, w twoim życiu najpewniej obecne jest jakieś dziecko i właśnie dzięki niemu
masz okazję nawiązać łączność z tą częścią swojego mózgu, która się
śmieje, bawi i marzy. Dla wielu ludzi wychowywanie dziecka to zarówno
ogromna odpowiedzialność, jak i - nierzadko - najbardziej doniosły akt w życiu. Wielka waga rodzicielstwa dotyczy wszystkich poziomów ludzkiej
egzystencji. Na płaszczyźnie biologicznej dzieci są ziarnem, za
pośrednictwem którego mogą się rozprzestrzeniać nasze geny, zapewniając
nam trwanie w przyszłych pokoleniach. Na płaszczyźnie psychologicznej
dla wielu osób ważne jest zaspokojenie niedającego się stłumić instynktu
rodzicielskiego. A w sferze duchowej dzieci oferują możliwość
osiągnięcia prawdziwego spełnienia, które niesie ze sobą widok
rosnącego, szczęśliwego potomstwa.
Każdy ojciec i każda matka wiedzą doskonale - od chwili, gdy po raz
pierwszy wezmą swoje dziecko w ramiona - że bycie rodzicem to
jednocześnie ogromna i zróżnicowana odpowiedzialność. Po pierwsze,
chodzi o elementarną opiekę, obejmującą żywienie, potrzeby higieniczne i podstawową ochronę dziecka. Na szczęście położne i nieschodzące nigdy z posterunku babcie udzielają przyszłym rodzicom w tych sprawach zarówno
teoretycznych, jak i praktycznych wskazówek.
Po drugie, mówimy o odpowiedzialności ekonomicznej. Z wychowaniem
dziecka związana jest długa lista wydatków, które musimy ponosić ku
radości właścicieli sklepów z odzieżą, aptek, przedszkoli i supermarketów. Na szczęście w trakcie procesu edukacyjnego trwającego
przeciętnie dwanaście lat zdobywamy kompetencje pozwalające nam zarabiać
na utrzymanie. Umiemy czytać i pisać. Posługujemy się komputerem. Mówimy
- albo przynajmniej zamierzamy mówić - po angielsku. Jesteśmy w stanie
każdego dnia wytrwać na siedząco prawie przez osiem godzin. Umiemy
pracować w zespole, mamy specjalistyczną wiedzę w dziedzinie, którą się
zajmujemy.
Trzecią - a przy tym najważniejszą - odpowiedzialnością każdego rodzica
jest zapewnienie dziecku wykształcenia. W moim przekonaniu wychowywanie
dziecka jest niczym innym jak wspieraniem go w jego rozwoju umysłowym,
po to żeby pewnego dnia jego mózg pozwolił mu funkcjonować w sposób
autonomiczny, osiągać własne cele i dobrze czuć się z samym sobą. Jeśli
tak zdefiniujemy proces wychowawczy, może się on wydać czymś niezwykle
prostym, tymczasem jest w nim mnóstwo komplikacji, a większość rodziców
nie otrzymuje przecież żadnego wykształcenia dotyczącego wspierania
dziecka w jego dojrzewaniu. W obliczu napotykanych trudności każdy
ojciec i każda matka przynajmniej od czasu do czasu czują zagubienie
albo nie mają pewności, jak najlepiej pomóc dziecku na różnych etapach
dorastania intelektualnego i emocjonalnego. Wielu rodzicom zdarza się w takich sytuacjach działać z głębokim przekonaniem, ale zdecydowanie
wbrew temu, czego w danym momencie najbardziej potrzebuje mózg ich
dziecka.
Nie chcę nikogo oszukiwać ani podsuwać pomysłów, które mogłyby
zniekształcić wpływ, jaki w roli matki lub ojca możemy wywierać na
intelektualny i emocjonalny rozwój swoich dzieci. Nasz potomek, jak
każde dziecko, ma własny charakter, który na zawsze naznaczy jego sposób
życia. Niektóre dzieci są bardziej introwertyczne, inne raczej
ekstrawertyczne. Jedne zachowują się spokojnie, inne nerwowo. Wiemy też,
że co najmniej 50% inteligencji dzieci wyznaczają geny. Wyniki pewnych
badań świadczą z kolei, że decydujący wpływ na dalsze 25% mają koledzy z klasy i przyjaciele, z którymi dziecko obcuje. Niektórzy specjaliści
wywnioskowali z tego, że rodzice tylko w niewielkim stopniu decydują o rozwoju dzieci. Jednakże nie jest to wniosek właściwy. Dziecko -
szczególnie w pierwszych latach życia - potrzebuje rodziców, żeby się
rozwijać. Bez matczynego mleka, bez pieszczot matki, jej słów i ramion,
które je podtrzymują i uspokajają, dziecko wyrastać będzie z pewnymi
brakami emocjonalnymi i intelektualnymi, które nie dadzą się uzupełnić.
To właśnie bezpieczeństwo, opieka i bodźce, które otrzymuje się od
rodziny, są źródłami rozwoju dziecięcego mózgu.
Dzisiaj - bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - ojcowie i matki
dysponują wielorakimi możliwościami, żeby dostosowywać swoje działania
do potrzeb dzieci. Zgromadziliśmy ogromne zasoby informacji, a badania
dotyczące mózgu przynoszą wiedzę i narzędzia praktyczne, które mogą
pomóc naszym dzieciom rozwijać się bez zahamowań. Niestety mamy też
więcej możliwości, żeby popełniać błędy. Rzeczywistość jest taka, że w Stanach Zjednoczonych liczba dzieci zażywających leki neurologiczne i psychiatryczne wzrosła w ostatnich dwóch dekadach aż siedmiokrotnie. Ta
tendencja wciąż się nasila i szerzy w zastraszającym tempie w całym
"rozwiniętym świecie". Dziś jedno dziecko na dziewięcioro pozostaje -
przynajmniej w jakimś fragmencie swego szkolnego życia - pod wpływem
środków psychotropowych. Trzeba sobie powiedzieć, że pogubiliśmy
wartości odgrywające najważniejszą rolę w procesie wychowania dzieci,
wartości, które nauka uznaje za fundamentalne z punktu widzenia
zrównoważonego rozwoju mózgu. Konsekwencje są takie, że w strefie, w której przebiegają procesy wychowawcze i w której dokonuje się rozwój
dzieci, panoszą się korporacje zainteresowane zarabianiem pieniędzy na
sprzedaży rozbudowanych programów stymulacji umysłowej, kwitną szkoły
specjalizujące się w produkcji geniuszy oraz firmy oferujące leki
przeciwdziałające rozpraszaniu uwagi dziecka i poprawiające jego
zachowanie. Takie przedsiębiorstwa wykorzystują w swoich działaniach
powszechną wiarę, że rozmaite programy, bodźce czy leki mają pozytywny
wpływ na rozwój mózgu. Z kolei drugą skrajnością są rodzice wyznający
pogląd, że wychowanie powinno przebiegać w warunkach absolutnie
naturalnych: dziecko ma wzrastać w świecie całkowicie wolnym od
jakichkolwiek obowiązujących norm i możliwych rozczarowań. Pogląd ten
wzmacniają wyniki badań wskazujące na przykład, że frustracja może
wywoływać u dziecka problemy emocjonalne, że zakreślanie dziecku
jakichkolwiek granic osłabia jego potencjał twórczy, a nadmiar nagród
może podkopywać pewność siebie. Żadna z tych koncepcji - ani ta, zgodnie
z którą dziecko skuteczniej rozwija swe zdolności dzięki wsparciu
technologicznemu, ani ta, która głosi, że kompleksowy rozwój człowieka
możliwy jest wyłącznie w warunkach całkiem nieskrępowanego eksplorowania
i doświadczania - nie znalazła potwierdzenia w badaniach. W rzeczywistości bowiem mózg nie działa ani tak, jak byśmy chcieli, ani
tak, jak czasem w to wierzymy. Mózg działa tak, jak działa.
Od dziesięcioleci neurolodzy na całym świecie starają się rozszyfrować
zasady rządzące rozwojem mózgu i zrozumieć, jakie strategie
najskuteczniej wspierają dziecko i pozwalają mu osiągnąć maksymalne
zadowolenie oraz pełnię możliwości intelektualnych. Badania nad ewolucją
i genetyką ujawniają, że ludzie nie są z natury wyłącznie dobrotliwi i że działają w nich również instynkty innego rodzaju. Wystarczy przejść
się na szkolne podwórko, żeby zaobserwować, jak - z dala od wzroku
nauczycieli - ujawniają się zarówno odruchy hojności, przyjmujące formę
zachowań altruistycznych oraz współdziałania, jak i inne, bardziej
dzikie instynkty agresji i dominacji. Dziecko pogubi się, jeśli pozbawi
się je wsparcia rodziców i wychowawców, którzy potrafią być dla niego
przewodnikami i nauczą je, jak zaspokajać własne potrzeby bez
przekraczania granic wyznaczonych przez szacunek dla innych. Wiemy, że
ewolucję naszego gatunku w znacznej mierze napędzała zdolność do
przekazywania z pokolenia na pokolenie wartości i norm kulturowych. To
dzięki tej umiejętności stawaliśmy się cywilizowani i solidarni - choć w dzisiejszych czasach może nam się to nie wydawać prawdą. Temu zadaniu
mózg nie mógłby sprostać samotnie, pozbawiony uważnej opieki naszych
rodziców i mistrzów.
Wyniki innego rodzaju badań nad rozwojem mózgu świadczą, że wczesne
pobudzanie nie ma żadnego wpływu na inteligencję zdrowego dziecka.
Jedyne, co w tym kontekście można istotnie wykazać, to większa zdolność
dziecka w pierwszych latach życia do wykształcenia w sobie czegoś, co
nazywamy słuchem absolutnym, oraz nauki muzyki bądź języka obcego - tak,
jakby to był język ojczysty. Nie znaczy to, że szkoła dwujęzyczna jest
czymś lepszym niż jednojęzyczna - przede wszystkim dlatego, że jeśli
obcy język nie jest dla nauczycieli językiem ojczystym, uczniowie nauczą
się nim władać z nieprawidłowym akcentem. Z tego punktu widzenia
korzystniejsze może być, jeśli dzieci, jak to się często zdarza we
współczesnym świecie, oglądają filmy w wersji oryginalnej albo uczą się
angielskiego czy chińskiego przez kilka godzin tygodniowo, ale na
lekcjach prowadzonych przez nauczycieli władających tymi językami jako
ojczystymi. Wiemy też, że takie programy jak Baby Einstein albo
słuchanie muzyki Mozarta również nie przyczyniają się do intelektualnego
rozwoju dziecka. Słuchanie muzyki klasycznej może działać na dziecko
relaksująco i przez to przyczyniać się do lepszego wykonywania
bezpośrednio potem pewnych ćwiczeń wymagających koncentracji - i nic
poza tym. Kiedy minie kilkanaście minut, efekt znika. Podobnie -
dysponujemy przekonującymi danymi, które świadczą, że kontakt dzieci ze
smartfonami, tabletami i innymi urządzeniami elektronicznymi zwiększa
ryzyko wystąpienia u nich zaburzeń zachowania i problemów z brakiem
koncentracji. Te dane pokazują też - nie zostawiając miejsca na
jakiekolwiek wątpliwości - że ta ostatnia dolegliwość jest diagnozowana
nadmiernie często. Oznacza to, że stosunkowo duży odsetek dzieci
otrzymuje leki psychiatryczne, których w gruncie rzeczy nie potrzebuje.
Tendencja do zawyżonej wykrywalności braku koncentracji to tylko
wierzchołek góry lodowej. Firmy farmaceutyczne nie są tu winowajcami;
one po prostu korzystają na takim, a nie innym kontekście wychowawczym
istniejącym w wielu rodzinach. Podłożem zawrotnego wzrostu liczby
wykrywanych przypadków zaburzeń związanych z brakiem koncentracji oraz
depresji dziecięcej mogą być - przynajmniej w pewnym stopniu - długie
godziny pracy rodziców, niedostateczna uwaga oraz brak cierpliwości z ich strony, a także nieobecność w modelu wychowawczym jakichkolwiek
zakreślonych granic; do tego dochodzi gwałtowne wejście na scenę
smartfonów i tabletów.
Istnieje mnóstwo cudownych programów, które obiecują rozwój inteligencji
dziecka, ale, jak można często zobaczyć samemu, kiedy podda się te
programy badaniom rygorystycznie spełniającym kryteria naukowe, na jaw
wychodzi ich kompletny brak skuteczności. Być może przyczyną niepowodzeń
jest fakt, że twórcom tych produktów chodzi głównie o przyspieszenie
naturalnego procesu rozwoju umysłowego. Przyświeca im zasada, że kto
dojedzie pierwszy, zajedzie najdalej. Niemniej jednak rozwój umysłowy
nie jest procesem, który można przyspieszać, nie gubiąc jakiejś części
jego właściwości. Podobnie jak transgeniczny pomidor, który dojrzewa w ciągu kilku dni i osiąga "idealne" rozmiary oraz barwę, traci istotę
swego smaku, tak samo mózg, który rozwija się pod presją, w biegu, w którym każe mu się przeskakiwać kolejne etapy, może zgubić gdzieś po
drodze część swojej istoty. Empatia, umiejętność oczekiwania, odczuwanie
spokoju lub miłości nie mogą rozwijać się w warunkach panujących w mózgowej "cieplarni" i wymagają wolniejszego wzrostu oraz cierpliwych
rodziców potrafiących zaczekać, aż dziecko wyda swe najlepsze owoce -
dokładnie w tym momencie, w którym będzie do tego gotowe. Właśnie z tego
powodu najważniejsze odkrycia neurobiologii dotyczące rozwoju umysłu
dziecka koncentrują się na sprawach pozornie prostych, takich jak
pozytywny wpływ spożywania owoców i ryb w okresie ciąży i w pierwszych
latach życia dziecka, psychologiczne korzyści płynące z przytulania
dziecka, znaczenie czułości dla rozwoju czy rola rozmowy matki z dzieckiem w kształtowaniu pamięci i języka. Zdajemy sobie bowiem jasno
sprawę, że w rozwoju umysłowym naprawdę ważne są rzeczy najbardziej
podstawowe.
W istocie zgromadziliśmy bogatą wiedzę na temat mózgu, która mogłaby
stać się cennym wsparciem dla matek i ojców, ale niestety pozostaje ona
im nieznana. Tymczasem każde z nich może wpłynąć w bardzo pozytywny
sposób na rozwój mózgu swego dziecka. Przeprowadzono setki badań, które
dowodzą, że mózg charakteryzuje niezwykła plastyczność i że rodzice
korzystający z odpowiednich strategii potrafią w znacznym stopniu
dopomóc dzieciom w zrównoważonym rozwoju umysłowym. Zebrałem w tej
książce wiedzę na temat fundamentalnych zasad działania mózgu, a także
dostępnych narzędzi oraz technik, które mogą ułatwić rodzicom lepsze
wspieranie intelektualnego i emocjonalnego rozwoju własnego dziecka.
Dzięki tej wiedzy będzie ci łatwiej nie tylko pomóc córce lub synowi w rozwijaniu talentów intelektualnych i emocjonalnych, lecz także zdołasz
zapobiec pewnym nieprawidłowościom rozwoju, takim jak brak uwagi,
dziecięca depresja czy problemy z zachowaniem. Jestem przekonany, że
podstawowa wiedza na temat rozwoju i funkcjonowania dziecięcego mózgu
może stanowić ogromną pomoc dla wszystkich ojców i matek, którzy zechcą
z niej skorzystać. Wierzę, że informacje oraz opisy strategii i doświadczeń, które tu znajdziesz, przyczynią się do tego, by twoje
przeżycia jako taty lub mamy stały się źródłem wielkiej satysfakcji. Ale
przede wszystkim mam nadzieję, że zagłębienie się w cudowny świat
dziecięcego mózgu pomoże ci nawiązać lepszy kontakt z wciąż tkwiącym w tobie, zagubionym dzieckiem - i przez to lepiej zrozumieć twoje własne
dzieci. Dzięki temu i ty, i one zdołacie wydobyć z siebie to, co
najlepsze.
Rozdział 1. Zasady pełnego rozwoju umysłowego
Rozdział 1
Zasady pełnego
rozwoju umysłowego
Osoby inteligentne kierują się planami; mędrcy - zasadami.
RAHEEL FAROOQ
Zasada to powszechnie obowiązujące i niedające się obejść prawo, które
pozwala zrozumieć otaczający nas świat. Prawo grawitacji jest podstawową
zasadą w astronomii, higiena to podstawowa zasada zdrowia, a wzajemne
zaufanie - podstawowa zasada przyjaźni. Tak jak w przypadku każdego
innego zadania, przed którym staje jednostka ludzka, także i w edukacji
dziecka istnieją podstawowe zasady, które pozwalają zrozumieć każdemu
rodzicowi, jak w większości sytuacji powinien się zachować. Odwołanie
się do nich pozwala ocenić różne, alternatywne sposoby postępowania,
które mamy do wyboru w trakcie procesu edukacji i wychowania.
Jak wszystkim rodzicom podążającym długą drogą dojrzewania własnych
dzieci, także i tobie na pewno nieraz przychodziło - i będzie nadal
przychodziło w przyszłości - stawać w obliczu rozmaitych dylematów. Może
tu chodzić o sprawy konkretne i praktyczne, na przykład czy skarcić
dziecko, czy okazać mu cierpliwość, albo czy czekać, aż zje cały
posiłek, czy darować mu jego część. Ale w grę mogą też wchodzić kwestie
bardziej ogólne, o niemal filozoficznym wymiarze: jaką wybrać dla
dziecka szkołę, czy zapisywać je na zajęcia pozaszkolne, jaką postawę
przyjąć odnośnie do czasu spędzanego przez nie przed telewizorem czy na
grach w telefonie komórkowym. W gruncie rzeczy wszystkie decyzje,
zarówno "filozoficzne", jak i te z pozoru mało ważne, wpływają na rozwój
mózgu dziecka i dlatego dobrze jest osadzić je w kontekście jasnych,
praktycznych i solidnie udokumentowanych zasad.
W pierwszej części książki przedstawię podstawowe zasady dotyczące rozwoju mózgu dziecka - takie, które powinni znać wszyscy rodzice. Istnieją cztery proste idee, które należy zrozumieć i dobrze zapamiętać. Ale przede wszystkim są to cztery ważne wskazówki, na których można oprzeć działania mające na celu intelektualny i emocjonalny rozwój dziecka. Są to zasady, na których oparłem wychowanie swoich dzieci i którymi kierowałem się, podejmując wszelkie decyzje dotyczące ich kształcenia. Jestem przekonany, że jeśli zachowuje się te zasady w pamięci w codziennym życiu, także w sytuacjach, w których rodzą się wątpliwości dotyczące spraw związanych z rozwojem dzieci, łatwiej jest podejmować trafne decyzje.
Rozdział 2. Twoje dziecko jak drzewo
Rozdział 2
Twoje dziecko jak drzewo
Jeśli nie wykorzystujesz w pełni swoich możliwości, z pewnością będziesz
nieszczęśliwy.
ABRAHAM MASLOW
Być może zdarzyło ci się kiedyś patrzeć, jak nowo narodzony źrebak albo
jelonek próbuje utrzymać się na własnych nogach. I zaledwie kilka minut
po przyswojeniu sobie umiejętności wstania, wciąż dygoczący, robi kilka
pierwszych kroków, podążając za swoją mamą. Dla istoty ludzkiej, której
potomstwo dopiero po mniej więcej roku od narodzin jest w stanie stawiać
pierwsze kroki - a w niektórych wypadkach potrzebuje około czterdziestu
lat, żeby wyjść z domu rodziców - oglądanie takiego spektaklu może być
naprawdę fascynujące. Nowo narodzony człowiek przychodzi na świat z absolutną potrzebą opieki ze strony starszych. Żaden inny ssak nie
wymaga takiej ochrony jak ludzkie dziecko. Z tego powodu w umysłach
wielu rodziców powstaje obraz dziecka jako istoty kruchej i zależnej.
Choć istotnie tak jest w pierwszym roku życia - a w pewnych kwestiach
praktycznych także i w kolejnych latach - chciałbym na koniec tego
rozdziału pozostawić cię z przekonaniem, że zasadniczo twoje dziecko
jest podobne do owego jelonka, malutkiej zebry czy źrebaka, które stają
na własnych nogach bardzo szybko po urodzeniu.
To jasne, że noworodek nie jest w stanie chodzić za swoją mamą, kiedy
opuszcza szpital, w którym przyszedł na świat. Niemniej jednak potrafi
robić rzecz równie fascynującą. Jeśli chwilę po narodzinach zostaje
ułożony na brzuchu mamy, nie odpoczywa w spokoju, tylko zaczyna pełznąć,
aż dostrzeże ciemną plamę matczynego sutka. Podąża w jego kierunku do
chwili, kiedy zdoła się do niego przyssać. Ci, którym dane było
obserwować taką scenę, zgodzą się chyba ze mną, że dla każdego rodzica
jest to widowisko wręcz niewiarygodne. A przecież mówimy o rzeczy
całkowicie naturalnej. Każda istota ludzka ma zaprogramowaną dążność do
zdobycia niezależności i szczęścia. Przekonanie, że człowiek ma w sobie
wrodzoną chęć pełnego rozwoju, jest w świecie psychologii i pedagogiki
dobrze ugruntowane i powszechnie akceptowane. Jest też podstawową zasadą
biologii: wszystkie istoty żywe charakteryzuje naturalna skłonność do
wzrostu i nieskrępowanego rozwoju. W żyznej ziemi i przy dostępie do
choćby niewielkiej ilości światła oraz wody nasienie dębu rozpocznie
proces nieustannego wzrostu. Pień dojrzewającej rośliny będzie stawał
się coraz wyższy i grubszy, zaczną się pojawiać nowe gałęzie, a na nich
liście - aż w końcu ujrzymy drzewo o rozmiarach dojrzałego,
majestatycznego dębu. Podobnie ptak będzie rozwijał swe upierzenie, siłę
skrzydeł i zręczność w posługiwaniu się dziobem, po to żeby móc fruwać,
radzić sobie z dżdżownicami i budować własne gniazda. Płetwal błękitny
nie przestanie rosnąć, aż osiągnie rozmiary największego zwierzęcia na
naszej planecie. Jeśli nic im w tym nie przeszkadza, wszystkie dzieci
natury mają przyrodzoną skłonność do realizowania całego swego
potencjału. Twoje dziecko też. Jako pierwsi działanie tej zasady
zaobserwowali w połowie XX wieku psycholodzy określani jako
"humanistyczni". W psychologii toczył się wówczas spór między dwiema
wielkimi szkołami. Jedną z nich była psychoanaliza, której zwolennicy
bronili poglądu, że istota ludzka uwarunkowana jest przez
nieuświadomione pragnienia i potrzeby. Drugim nurtem był behawioryzm,
którego przedstawiciele kładli nacisk na rolę nagród i kar w determinowaniu naszego zachowania i szczęścia. Abraham Maslow, ojciec
psychologii humanistycznej, bronił tezy, że jednostkę ludzką - podobnie
jak inne istoty żywe - cechuje naturalna skłonność do pełnego rozwoju. W przypadku drzewa czereśniowego pełny rozwój oznacza coroczne kwitnienie
na wiosnę i rodzenie słodkich, smacznych owoców. Dla geparda rozwinąć
się w pełni to nauczyć się biegania z prędkością większą niż wszystkie
inne zwierzęta na ziemi, a dla wiewiórki - znaleźć sobie dziuplę i zgromadzić na zimę zapas orzechów i suszonych owoców.
Dla istoty ludzkiej zrealizowanie własnego potencjału oznacza ewolucję
znacznie dalej posuniętą niż u roślin czy zwierząt, ale i w tym
przypadku zasada rozwoju wygląda podobnie. Ponieważ dziecko ma
skomplikowany mózg, który pozwala mu odczuwać i myśleć, wchodzić w relacje społeczne i realizować różne cele, jego natura wymaga czegoś
więcej niż natura ptaka. Ludzki mózg wykazuje naturalną skłonność, żeby
czuć się dobrze z samym sobą i pośród innych osób oraz żeby szukać
szczęścia i sensu własnego istnienia. My, psycholodzy, nazywamy ten
ostateczny cel każdego człowieka potrzebą "samorealizacji" i wiemy, że
przy spełnieniu niezbędnych warunków każda osoba tę potrzebę odczuwa.
Nie kto inny jak Steven Pinker, jeden z najbardziej zasłużonych
neurobiologów zajmujących się ewolucją ludzkiego mózgu, zapewnia, że
zarówno instynkt walki o życie, potrzeba wolności, jak i poszukiwanie
szczęścia są zapisane w naszym DNA. Według Maslowa realizacja własnego
potencjału oznacza, że człowiek cieszy się obecnością innych osób,
dobrze czuje się sam ze sobą i osiąga stan pełnej harmonii oraz
satysfakcji. Maslow zilustrował swoje poglądy za pomocą powszechnie
znanej piramidy podstawowych potrzeb. Chciałem ją tu jednak przywołać w wersji uwzględniającej potrzeby najmłodszych.
Co wynika z tego rysunku? Podobnie jak drzewo potrzebuje do wzrostu i rozwoju spełnienia pewnych minimalnych warunków - czyli trochę ziemi, wody, światła słonecznego i przestrzeni - mózg dziecka też ma określone podstawowe potrzeby. W przypadku człowieka rolę ziemi, czyli potrzeb poziomu najniższego, odgrywa bezpieczeństwo fizyczne, obejmujące takie warunki wzrostu jak pożywienie, odpoczynek i higiena, a także wolny od zagrożeń i nieprzyjaznych zachowań dom, który występuje tu na poziomie drugim. Na trzecim poziomie - odpowiedniku wody służącej do "podlewania" umysłu - znajduje się czułość kochających rodziców, którzy ochraniają dziecko i dostarczają mu emocjonalnej pożywki, a przez to ułatwiają mu wyrobienie sobie właściwego szacunku dla samego siebie. Na czwartym poziomie - który z kolei można uważać za odpowiednik przestrzeni dla wzrastającej rośliny - występuje potrzeba zaufania okazywanego przez rodziców oraz potrzeba wolności. Bez nich bowiem zdolności dziecka i chęć poznawania świata mogą zostać zduszone przez brak pewności siebie i brak swobody pozostawionej przez rodziców. I w końcu, tak jak gałęzie drzewa wyciągają się w górę, żeby łapać promienie słońca, tak mózg dziecka w naturalny sposób poszukuje bodźców, które pozwolą mu eksplorować, bawić się, przeprowadzać doświadczenia i odkrywać świat przedmiotów i osób z jego otoczenia - a wszystko to w nieustającym dążeniu do pełnego rozwoju. W dalszych rozdziałach książki będziemy się przyglądać tym czterem podstawowym, a do tego niezbędnym warunkom, których wymaga pełen rozwój umysłowy. Jednakże w tym rozdziale chciałbym podkreślić, jak wielkie znaczenie ma zaufanie. Pamiętaj, że twoje dziecko jest jak drzewo zaprogramowane na proces wzrostu i osiągnięcia pełni swoich możliwości. Ani nauczyciele, ani rodzice, ani samo dziecko nie wiedzą, jakim typem drzewa w końcu będzie. Z biegiem lat zaczniesz się przekonywać, czy twoje dziecko staje się imponującą sekwoją, samotną topolą, bogatą w owoce czereśnią, wytrzymałą palmą, czy majestatycznym dębem. Możesz jednak mieć pewność, że mózg twojego dziecka jest tak zaprogramowany, żeby przejść proces pełnego rozwoju i zrealizować cały swój potencjał. W wielu wypadkach twoje zadanie ograniczać się będzie do jednego: do ufania dziecku.
Rozdział 3. Ciesz się chwilą
Rozdział 3
Ciesz się chwilą
Prawdziwa wielkoduszność wobec przyszłości polega na oddaniu wszystkiego
teraźniejszości1.
ALBERT CAMUS
Mniej więcej pięć lat temu szedłem w pośpiechu do pociągu, którym
codziennie rano dojeżdżam do pracy. Po drodze spotkałem naszego
lokalnego rzeźnika. Szeroko się do mnie uśmiechając, zagadał:
- Dzień dobry! I jak leci?
W tamtym czasie od paru dni co rano odprowadzałem syna do żłobka.
Wstawałem godzinę wcześniej niż zwykle, żeby móc się przygotować, zanim
mały się obudzi. Choć zawsze marzyłem o tym, żeby mieć rodzinę, i zachwycały mnie dzieci, prawdą jest, że - jak to się zdarza wielu
początkującym rodzicom - nowe obowiązki oraz utrata wolności mnie
przytłaczały. Moje ówczesne zadania odbierałem tak, jakbym musiał budzić
się dwa razy, ubierać się dwa razy, dwa razy szykować śniadanie i również dwukrotnie iść do pracy. Była to drastyczna zmiana w stosunku do
mojego poprzedniego życia, w którym zajmowałem się jedynie samym sobą.
Byłem zmęczony, nie w sosie, w pewnym sensie czułem się nieszczęśliwy.
Odpowiadając rzeźnikowi, poskarżyłem się więc na zmęczenie i ustawiczny
brak czasu. On zaś, mężczyzna w sile wieku i mądrzejszy ode mnie,
udzielił mi rady, której nigdy nie zapomnę:
- Z dziećmi czas mija bezpowrotnie. To, czego teraz nie zrobisz, już
nigdy nie wróci. Utracisz to na zawsze.
W tym momencie coś jakby kliknęło mi w głowie. Obudziłem się.
Ciesz się swoim rodzicielstwem
Być tatą lub mamą to znacznie więcej niż odpowiedzialność. To przywilej.
Często słyszę rodziców, którzy - tak jak ja tamtego trzeciego dnia
odprowadzania syna do żłobka - postrzegają swoje rodzicielstwo jako
ciężar. Zauważają zwykle, że utracili wolność, widzą swoje zmęczenie i frustrację, które wiążą się z wychowywaniem dziecka, i sprawiają
wrażenie, jakby zapomnieli o radości, którą niesie ze sobą bycie
rodzicem. Bycie mamą lub tatą bez wątpienia związane jest z koniecznością rezygnacji z wielu rzeczy. Czas wolny, podróże, kariera
zawodowa czy wypoczynek schodzą na drugi plan. Każdy rodzic wie, że
pojawienie się dziecka oznacza rezygnację z beztroskiego życia i wejście
w okres pełen wielu, bardzo wielu trosk. Z mojego punktu widzenia
wszystkie te wyrzeczenia mają sens tylko wtedy, jeśli znajduje się jakąś
rekompensatę. Dla osób mających dzieci rekompensatą jest radość.
Jeśli zwykle przytłacza cię odpowiedzialność, którą niesie ze sobą
opieka nad dziećmi, chciałbym zwrócić twoją uwagę na coś bardziej
pozytywnego. Kiedy mózg zmienia przedmiot, na którym ogniskuje swą
uwagę, potrafi spojrzeć na rzeczy w sposób całkiem inny niż dotychczas.
Przyjrzyj się temu rysunkowi.
Powstał w 1915 roku i przedstawia żonę oraz teściową autora (tytuł
oryginału: Moja żona i moja teściowa, autor W.E. Hill). Czy jesteś w stanie dostrzec obie kobiety? Intrygujące w rysunku jest to, że w zależności od miejsca, na którym koncentrujesz uwagę, zobaczysz osobę
młodą lub w podeszłym wieku. Jeśli skupisz się na punkcie położonym
trochę powyżej miejsca, gdzie zbiegają się wyłogi kołnierza, rysunek
wyda ci się przedstawieniem starszej pani. Jeśli natomiast zogniskujesz
uwagę na części twarzy tuż pod kapeluszem, dostrzeżesz sylwetkę młodej
kobiety z odwróconą głową. Stara lub młoda. W istocie obie są na rysunku
obecne, ale nie można patrzeć na obie jednocześnie. W pewnym sensie
doświadczenie z wychowaniem dziecka przypomina zabawę z tym rysunkiem.
Możesz spędzić całe życie, skupiając uwagę na zgorzkniałej twarzy,
której wyraz świadczy o ponoszonych ofiarach, albo skoncentrować się na
tym, jak pięknie rośnie twoje dziecko.
Jeśli zanosisz uśpionego synka do łóżka, to znaczy, że czuje się on w twoich ramionach bezpiecznie. Jeżeli spóźniasz się do pracy, bo
wcześniej - w drodze do szkoły - zatrzymaliście się, żeby zbierać
szyszki, to znaczy, że tego ranka dane ci było przeżyć magiczne chwile u boku córki. Jeśli przydarza ci się nieprzespana noc spowodowana tym, że
mały ząbkuje, to znaczy, że jesteś przy nim, kiedy cierpi. A jeśli
zwalniasz się z pracy na jeden dzień z powodu szkolnego przedstawienia,
to znak, że jesteś razem z dzieckiem w ważnych chwilach jego życia. Nie
miej wątpliwości: zdarzą się różne trudne momenty. Ale jeżeli chcesz
wyjść poza sferę nadzoru i przeżyć pełne, satysfakcjonujące
doświadczenie jako mama lub tata, mam dla ciebie radę: skieruj swoją
uwagę na piękną stronę rodzicielstwa i ciesz się nią ze wszystkich sił.
Korzystaj z chwili
Jak wynika ze zdania Marii Montessori przytoczonego we wstępie do tej
książki, najważniejsze w życiu dziecka jest pierwsze sześć lat. W tym
właśnie czasie nabiera ono zaufania do siebie i do otaczającego je
świata, poznaje język, wykształca swój własny sposób uczenia się i tworzy podstawy, na których w przyszłości będzie mogło rozwiązywać
problemy i podejmować decyzje.
Z tego powodu tak ważne jest, żeby wykorzystać pierwsze lata życia
dziecka: być z nim i pomagać mu rozwijać zdolności poznawcze oraz
emocjonalne. Nie chodzi o to, żeby poddać dziecko działaniu
skomplikowanych programów wczesnej stymulacji czy umieścić je w najlepszym przedszkolu w swojej okolicy. W każdej zabawie, w każdym
płaczu, na każdym spacerze i w każdej butelce do karmienia można znaleźć
okazję, żeby uczyć dziecko i wzmacniać jego rozwój umysłowy. Wiemy, że
to nie szkoła - ani tym bardziej zajęcia pozaszkolne - ale rodzice i rodzeństwo mają w tych pierwszych latach życia największy wpływ na
rozwój i dojrzewanie dziecka. Wartości, normy, wnikliwość, pamięć i umiejętność radzenia sobie z problemami przekazywane są poprzez mowę,
zabawę, wielkie i małe gesty oraz różnorodne szczegóły - często z pozoru
nieistotne - które składają się na proces wychowania. Cała ta książka
jest właśnie próbą dostarczenia ci narzędzi i strategii, które będziesz
mógł odnieść do waszego codziennego życia i które pozwolą twojemu
dziecku uczyć się bez napięć i skutecznie poprzez zabawę i uciechę. W naturalny sposób mogą one przy okazji wspomóc tworzenie się
satysfakcjonujących i trwałych więzi między wami.
Ciesz się chwilą
Tak jak ludziom, którzy chcą wycisnąć z życia jak najwięcej, przyświeca
maksyma: "Chwytaj dzień" (Carpe diem), tak wszyscy, którzy chcieliby
pomóc dzieciom rozwinąć ich cały potencjał, powinni wyznawać zasadę:
"Ciesz się chwilą". Uciecha powinna być zasadniczą częścią rozwoju
dziecka. Powód jest bardzo prosty: dorośli postrzegają świat w sposób
rozumny, w formie idei i słów, ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się,
jak postrzegają świat twoje dzieci? Nie wszystkie istoty żywe odbierają
otaczającą nas rzeczywistość w taki sam sposób. Na przykład do mózgu psa
świat dociera w formie zapachów, do mózgu nietoperza - w postaci
odbitych fal dźwiękowych trafiających do jego urządzenia
echolokacyjnego, a z kolei mózgi pszczół rejestrują impulsy
elektromagnetyczne. Dziecko też postrzega świat zupełnie inaczej niż
dorosły, szczególnie w trakcie pierwszych lat swego życia. Dla dziecka
świat to przede wszystkim emocje, zabawa i czułość.
W tym kontekście zabawa jest kluczem do wspierania intelektualnego i emocjonalnego rozwoju dziecka. Jasne, że dziecko może się uczyć także
wtedy, gdy jego rodzice nie są skłonni do zabawy, ale ta forma
aktywności ma jednak znaczną przewagę. Mózg dziecka jest zaprojektowany
w taki sposób, żeby uczyć się przez zabawę. Kiedy bawimy się z dzieckiem, wchodzi ono w tryb nauki: wszystkie jego zmysły ześrodkowują
się na tej formie działania. Ma ono wówczas zdolność trwania w skupieniu, koncentrowania się na twoich gestach i słowach, a ponadto
zapamiętuje znacznie lepiej, niż kiedy je instruujemy albo coś mu
nakazujemy. Bawiąc się z dzieckiem, wchodzimy z nim w kontakt uczuciowy.
Już sama zabawa budzi jego emocje, ale dodatkową rolę odgrywa tu kontakt
fizyczny z tatą lub mamą, którzy w trakcie zabawy obejmują je,
podtrzymują albo całują. Kiedy dziecko się bawi, potrafi odgrywać różne
role, stawiać się na miejscu innych osób i myśleć o przyszłości. Bawiące
się dziecko umie w swoim myśleniu i zachowaniu wykazywać inteligencję i dojrzałość większą niż ta, która jest właściwa jego wiekowi, bo zabawa
rozszerza możliwości jego umysłu bardziej niż jakakolwiek inna
aktywność. Jeśli chcesz zagłębić się w świat swojego dziecka i działać z jego perspektywy, radziłbym ci usiąść albo położyć się na podłodze i rozejrzeć się z tej wysokości. Nie ma lepszego sposobu, żeby przyciągnąć
uwagę dziecka. Mogę cię zapewnić, że każde dziecko obecne w pokoju
natychmiast bez słowa zbliży się do ciebie, żeby się wspólnie bawić.
Będzie szczęśliwe, bo udało ci się wejść w jego świat emocji i zabawy.
Zachęcam do zajmowania miejsca w pierwszym rzędzie w życiu twoich
dzieci. I w tym celu namawiam - zarówno w tym rozdziale, jak i w całej
książce - żeby jak najczęściej siadać z dzieckiem na dywanie i wykorzystywać zabawę i radość jako narzędzia wychowawcze. Siedząc tak
nisko, uzyskasz komfortowy punkt obserwacyjny, z którego będziesz mógł
oglądać rozwój mózgu swego dziecka i jednocześnie w nim uczestniczyć.
Ciesz się tym przywilejem!
Rozdział 4. Mózgowe ABC dla rodziców
Rozdział 4
Mózgowe ABC dla rodziców
Inwestowanie w wiedzę zawsze przynosi największe zyski.
BENJAMIN FRANKLIN
Wiem z pierwszej ręki, że podstawowe informacje na temat funkcjonowania
i rozwoju mózgu mogą się okazać ogromnie przydatne dla rodziców
wychowujących dzieci. Nie trzeba do tego być specjalistą neurobiologiem.
Cztery pociągnięcia pędzlem wystarczą, by namalować obraz, który pomoże
ci zrozumieć podstawowe idee, pomocne przy podejmowaniu decyzji i kierowaniu procesem wychowania dzieci. Na różnych kartach tej książki
będziesz znajdować informacje, które przydadzą ci się, by wesprzeć
dziecko w dziele rozwijania jego pełnego potencjału. W tym rozdziale
otworzymy drzwi do tajemniczego świata mózgu, żeby przekazać ABC wiedzy
na jego temat - a więc to, co każdy rodzic powinien wiedzieć, by pomagać
dziecku w realizacji wszystkich możliwości rozwojowych. Chodzi o trzy
bardzo proste idee, które bez trudu zrozumiesz i nauczysz się stosować.
Połączenia
Nowo narodzone dziecko ma już prawie wszystkie neurony - w liczbie mniej
więcej stu miliardów - którymi dysponować będzie także jako dorosły
człowiek. Główna różnica między mózgiem dziecka i dorosłego polega na
tym, że w mózgu dorosłego istnieją biliony połączeń między
poszczególnymi komórkami nerwowymi. Każde z takich połączeń nazywamy
synapsą. Aby wyrobić sobie choć przybliżone wyobrażenie, jak
niewiarygodne są możliwości tworzenia się sieci połączeń między
neuronami w mózgu, wystarczy wziąć pod uwagę, że pojedyncze synapsy mogą
powstawać w ciągu zaledwie dwóch sekund, a niektóre neurony są w stanie
łączyć się z aż piętnastoma tysiącami sąsiednich komórek.
Bardziej interesujący niż same te liczby jest fakt, iż każde z połączeń
przekłada się na jakiś element procesu uczenia się dziecka. Położenie,
siła nacisku i kierunek kciuka przy trzymaniu ukochanego dinozaura
znajdują odbicie w mózgu dziecka w postaci odrębnych połączeń między
neuronami; innym efektem doświadczenia z trzymaniem dinozaura jest
wytworzone poczucie, że skupienie pozwala osiągnąć to, czego się chce.
Kiedy rozmawiamy z dzieckiem, kiedy je całujemy czy kiedy ono po prostu
nas obserwuje, w jego mózgu tworzą się połączenia, które później pomogą
mu stawić czoło dorosłemu życiu. W dalszych częściach książki będę
wielokrotnie pokazywał, jak komunikować się z dzieckiem, żeby w jego
mózgu powstawały wartościowe połączenia pozwalające mu osiągać cele i czuć się dobrze z samym sobą. Poświęcimy cały rozdział, żeby nauczyć
się, jak pomagać dziecku tworzyć użyteczne synapsy z jak największą
wydajnością. Na razie warto zapamiętać sobie jedno: wszystko, czego
uczymy dziecko, zostanie zapisane w jego mózgu w formie połączeń, które
- prawdopodobnie - będą mu towarzyszyć przez całe życie.
Rozum i intuicja
A teraz w naszym mózgowym abecadle dla rodziców litera "B", czyli nieco
więcej informacji o tym, czym jest inteligencja dziecka. Wiedząc to,
łatwiej wspierać rozwój jego zaufania do samego siebie. Najbardziej
zewnętrzna część mózgu, którą nazywamy korą mózgową, dzieli się na dwie
półkule - lewą i prawą. Lewa półkula kontroluje ruch prawej ręki i u większości ludzi jest półkulą dominującą. Wśród funkcji, za które
odpowiada, jest między innymi umiejętność mówienia, czytania i pisania,
zapamiętywanie imion, sprawowanie samokontroli, wykazywanie aktywności i optymizmu wobec życia. Można by powiedzieć, że ta półkula odpowiada za
naszą naturę racjonalną, logiczną, za pozytywne nastawienie i procesy
kontrolne. Prawa półkula zarządza natomiast ręką lewą i - tak jak to
najczęściej bywa - jej aktywność intelektualna zwykle jest mniej
oczywista. Jednakże funkcje prawej półkuli są - jak się przekonamy - nie
mniej ważne. To właśnie ona odpowiada za nasz własny język pozawerbalny
i pozwala interpretować pozawerbalne sygnały płynące od innych. To
dzięki niej wyrabiamy sobie pierwsze wrażenie, łączymy szczegóły w całość, potrafimy wykrywać drobne pomyłki i na bieżąco je poprawiać.
Możemy powiedzieć, że prawa półkula odpowiada za naszą naturę
intuicyjną, artystyczną i emocjonalną.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki