Rozdział trzeci
Gdy wysiadła z busa w swej rodzinnej wsi, zastanawiała się, co też zastanie w domu. Tęskniła za rodzeństwem i rodzicami, ale jej domu nie można było nazwać oazą spokoju. Gdy tylko zbliżyła się do płotu, już słyszała dobiegający ze środka hałas. Była ciekawa, jakaż nowa katastrofa się wydarzyła.
Nie traciła czasu na zawiadomienie dzwonkiem o swoim przybyciu i od razu wyciągnęła klucze. Gdy rozległ się pierwszy zgrzyt w zamku, w oknie przy schodach zmaterializował się pies. W pysku trzymał but ojca oraz czapkę z daszkiem brata. Obecnie w stanie totalnego omamlania. Będzie się nadawała jedynie do prania. A tyle razy powtarzała Danielowi, żeby nie zostawiał swoich cennych rzeczy tam, gdzie mógłby je dorwać Muffin. W tym samym momencie ogon włochacza zasygnalizował, że jest teraz najszczęśliwszym psem na świecie, bo pani wróciła tam, gdzie jej miejsce. Do swojego ukochanego psa. I do całej reszty stada Muffina. Dokładnie w tej kolejności.
- Muffin, siad - rozkazała, widząc, że pies rozpędza się, by przywitać się z nią w najbardziej odpowiedni według niego sposób. Z łapami na jej barkach i jęzorem na twarzy. Przy okazji mogłaby oberwać butem ojca. Z miłości, oczywiście.
Pies ledwo wyhamował, po czym przyjął pozycję siedzącą, nie wypuszczając z pyska zdobytych łupów, a ogonem zmiatając jakiś niewidoczny dla gołego oka kurz. Patrzył na nią z całkowitym oddaniem.
- Dobry pies - pochwaliła. - A teraz oddaj. Zostaw!
Muffin zastanawiał się przez chwilę, wiedząc, że jeśli puści zdobycz, zostanie mu ona odebrana. A przecież świetnie nadawała się do przeżucia.
- Zostaw - powtórzyła.
Wlepił w nią badawczy wzrok, zastanawiając się, czy pani aby na pewno mówi poważnie. Aldona spojrzała surowo na psa. W końcu pochylił łeb i wypuścił z pyska zagrabione przedmioty.
- Dobry pies. - Poklepała go, po czym zaczęła ściągać kurtkę.
Muffin obszedł ją dwa razy i cały czas machał ogonem, zostawiając przy okazji jasną sierść na jej ubraniach, po czym zabrał się za pożeranie chrupek z miski. Co prawda nowe zabawki zostały mu zabrane i schowane w szafie, ale w pysku z tej radosnej okazji musiało się coś znaleźć. Ostatecznie mogły to być chrupki.
Aldona tymczasem zmieniła buty na kapcie, strzepała kudły swojego włochacza i podążyła tam, skąd dochodził jazgot, czyli do pokoju dziennego.
Weszła i natychmiast miała ochotę uciec - rodzinka w komplecie, tylko brata brakowało. Testosteron w zdecydowanie damskim towarzystwie reprezentował jedynie ojciec. Musiało się wydarzyć coś poważniejszego niż zwyczajne ubytki w rodzinnej porcelanie, skoro babcia - seniorka rodu, zajmująca najważniejsze miejsce na fotelu - zwołała to zgromadzenie. Ciotek i kuzynek nie dało się zauważyć, zatem chyba nikt nie umarł. Policzyła szybko siedzące na kanapie siostry - ich liczba też się zgadzała. Każda w innym typie urody: elegancka i posągowa Olga, wiotka i wysoka Paulina oraz chłopczyca Ewa. Fakt, że akurat w tym momencie Paulina wyglądała nieciekawie cała zapłakana. W takich chwilach Aldona nie żałowała, że wybrała studia we Wrocławiu, gdzie mogła uczyć się w spokoju i z dala od kochającej, ale ekspresyjnej rodzinki. Drzwi za nią otworzyły się i do pokoju wbiegł Muffin. Położył się koło stołu w nadziei na jakieś smaczne kąski, które ewentualnie mogłyby spaść.
- Chyba nikt nie umarł ani śmiertelnie nie zachorował? - zagaiła, widząc wlepiony w siebie wzrok zgromadzanych. - I też się cieszę, że was widzę.
- Wręcz przeciwnie - odezwała się mama po tym, jak cmoknęła na powitanie swoją ostatnią latorośl. - Rodzina nam się powiększy!
- Mamo, znowu? - jęknęła.
Uważała, że gdy ojciec po czterech córkach doczekał się nareszcie syna, na wszelki wypadek zakończył misję zaludniania Ziemi. Chyba w obawie, że będą pojawiać się kolejne kobiety. No, ale nie byłaby tym faktem zdziwiona, bo mama bardziej wyglądała na ich starszą siostrę niż rodzicielkę.
- Co znaczy "znowu"?! - obruszyła się matka. - Ale tym razem nie o mnie mowa, ale o twojej siostrze.
Musiało chodzić o najstarszą z nich, Olgę. Jako jedyna ze wszystkich sióstr miała faceta na stałe. A właściwie już narzeczonego. Dziwne jedynie, że postarała się o dziecko, zanim Krystian założył jej obrączkę. Była pod tym względem tak świętoszkowata, że Aldona mogła się założyć, że Olga czeka na skonsumowanie swojego związku na noc poślubną. I żal jej było przyszłego szwagra, ponieważ ten najprawdopodobniej chodził z przyrodzeniem zawiązanym na supełek.
- Gratulacje, siostra! - Podeszła do Olgi i ją uściskała. - To kiedy nastąpi radosne wydarzenie? I czy zdążysz ze ślubem?
Od strony babci doszedł kolejny jęk.
- Podajcie mi kropelki! - zażądała seniorka. - Ty też się spodziewasz?
Nikt się nie ruszył. Babcia żądała lekarstwa na serce w każdej sytuacji, w której chciała zasygnalizować, jak bardzo jest niezadowolona z postępowania swojej rodziny. Ojciec wyraźnie zbladł i wlepił wzrok w brzuch Olgi.
- No co ty! - Olga odepchnęła Aldonę. - Przecież jeszcze nie wyszłam za mąż!
Nie Olga? Czyli nasza małolata - doszła do kolejnego wniosku Aldona i spojrzała na Ewkę. Ta odpowiedziała jej złośliwym uśmieszkiem.
- Pudło, siostra.
W takim razie pozostawało niemożliwe. Rodzinny geniusz, przyszła perła nauki, obecnie zaryczana Paulina. Już bardziej mogłaby pokazać palcem na siebie. To ostatecznie ona była na tyle niedopowiedziana, że nocowała z obcym facetem w ruinach. Za granicą. Wlepiła pełen niedowierzania wzrok w szlochającą siostrę i usiadła ciężko na wolnym fotelu.
- To pewne? Bo w dzisiejszych czasach nie dochodzi do wizyt archaniołów i niepokalanych poczęć. A to przecież Paulina, na litość boską! Przed samą maturą! Faceci, z którymi ona ma styczność, funkcjonują pod postacią nazwisk na okładkach jej podręczników.
- Widocznie nie tylko. - Zachichotała Ewka i dmuchnęła w zbyt długą grzywkę, która jak zwykle opadała jej na oczy.
- A Marcel? - zasugerowała Olga.
Od strony pociągającej nosem siostry dobiegło pogardliwe prychnięcie, a Aldona z Ewką wymieniły spojrzenia pełne politowania. Marcel! Tyczkowaty kolega z równoległej klasy wiecznie przesiadujący u ich miłosiernej siostry na korepetycjach z matematyki i wbijający w nią wzrok oddanego szczeniaka. Gdyby miały go zaszufladkować, zdecydowanie nie podchodził pod kategorię "mężczyzna". Według Aldony Paulina, przebywając z nim, ćwiczyła się w spełnianiu dobrych uczynków.
Ojciec chrząknął.
- To nie jest powód do radości! - ochrzaniła ją natychmiast matka.
- Z nieprawego łoża! - lamentowała babcia. - Jak ja się ludziom na oczy pokażę? I te plotki... Moje kropelki...
- Jako podpora lokalnej społeczności plotkar i przewodnicząca koła gospodyń wiejskich na pewno sobie babcia świetnie poradzi - kontynuowała Ewka. - Wystarczy, że babcia spojrzy na nie wzrokiem bazyliszka. O! Dokładnie tak, jak teraz na mnie. Au! - Zakończyła, gdy poczuła łokieć Olgi wbity w bok.
- Aldona, przynieś krople babci - poleciła mama.
Muffin podniósł łeb, uważnie obserwując, czy przypadkiem dyskusja nie przeniosła się do kuchni. Niestety nie, doszedł do wniosku i zapadł w kolejną drzemkę.
Aldona poszła do pokoju babci, w którym na środku stolika tkwił bicz Boży w postaci jej lekarstwa. Niemożliwy do przeoczenia. W zasadzie był to jedyny drobiazg stojący gdzieś na widoku. Babcia, w odróżnieniu od innych staruszek, nie miała predylekcji do chomikowania rozmaitych drobiazgów i bibelotów, i zagracania nimi swojej przestrzeni życiowej. Jedyny wyjątek w tym surowym wnętrzu stanowił staroświecki portret jej ileś tam razy prababki z przychówkiem, który jednak w dziwaczny sposób pasował do wystroju pokoju. Niestety, za każdym razem, kiedy na niego spoglądała, miała wrażenie, że sportretowana kobieta ją obserwuje i świetnie się przy tym bawi, sadząc po uśmieszku błąkającym się na jej ustach. Wstrząsnął nią dreszcz.
Teraz na dodatek dorobiła się własnego portretu, choć w czasie jego malowania pozostawała nieświadoma tego faktu.
Wróciła do saloniku, wręczyła babci krople, a następnie podeszła do Pauliny i przytuliła płaczącą siostrę.
- Nie becz. Co prawda szkoda, że nie przyznałaś się, że masz kogoś na poważnie. Podszkoliłabym cię w antykoncepcji.
- Nie jestem pewien, czy chcę tego słuchać - mruknął z tyłu ojciec.
- Ale jak się mleko rozlało, to trudno - kontynuowała Aldona. - Powiedz mi tylko, kochana, skoro wykluczyłyśmy Marcela, kim jest przyszły tatuś?
Paulina zadrżała, czując na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych. Włączając znów czujnego psa.
- No właśnie, Paulinko. Powiedz mamie, kim jest ten drań, który zrobił ci dziecko, żeby tatuś mógł go wykastrować. Ma odpowiednie narzędzia i wprawę.
To prawda, ojciec jako weterynarz kastracją zajmował się zawodowo. To, że nie przeprowadzał jej do tej pory na ludziach, było dla mamy nieistotnym szczegółem. Zawsze musiał być ten pierwszy raz. Aczkolwiek patrząc na jego minę, można było dostrzec, że przejawiał symptomy szczerego sprzeciwu wobec sugestii kastracji jakiegokolwiek ludzkiego samca. Wiadomo, solidarność plemników i tak dalej. I fakt, że doczekał się jedynego syna po czterech wcześniejszych "próbach", które go teraz otaczały.
- Ale dopiero po ślubie - zawyrokowała babcia.
Stała obecność teściowej była kolejnym przyczynkiem do nieszczęścia ojca. Po śmierci męża babcia stwierdziła, że czuje się samotna, więc przeprowadziła się do jedynej córki, argumentując, że osoby chore na serce i zagrożone wylewem nie powinny mieszkać same. Osobiście Aldona była przekonana, że babcia jest niezniszczalna i to one szybciej zejdą na wylew, ale seniorka rodu nie dała się przekonać. W ramach łapówki przekazała swój dom ojcu na klinikę, po czym powiększyła domowy babiniec do sześciu sztuk.
Wtedy pan domu doszedł do wniosku, że jego rodzinie potrzebny jest pies, który odrobinę zrównoważy dominację estrogenów w domostwie. Oczywiście nie jakaś suczka, ale pies - samiec. I tak w domu Aldony pojawił się ostatni członek jej dużej rodziny - Muffin. A teraz ta rodzina znowu miała się powiększyć. Aldona mogła się założyć, że pierwsza będzie wnuczka. I jej ojciec, sądząc po jego minie, chyba też.
- No to gadaj, który z twoich kolegów jest kandydatem na sopranistę? - pytała Ewka.
Paulina spojrzała z rozpaczą na zgromadzonych.
- Nnn...
Pełna napięcia cisza.
- No wykrztuś to z siebie, dziewczyno! - warknęła babcia, po czym stuknęła laską. Szkoda, że nie miała drewnianego młotka. Przypominałaby sędziego wydającego wyrok, co było bardziej adekwatne do sytuacji.
- Nie wiem - wybąkała Paulina, po czym znów zaczęła szlochać.
Wszystkim zaparło dech.
- Może w takim razie wcale nie jest w ciąży? - wyraziła wątpliwość Aldona.
- Na pewno jest - uświadomiła ją Olga. - Od paru tygodni kiepsko się czuła, ale nie chciała opuszczać szkoły. Ostatecznie, gdy mama ją dziś przycisnęła, Paulina podała większość symptomów występujących u ciężarnych, nie wspominając o tym, że powiększyły jej się piersi, co jest widocznie bez mikroskopu - dodała z niejaką urazą najstarsza siostra, która jako jedyna z nich cieszyła się blond lokami, które zazwyczaj splatała w warkocz, jak i, niestety, miseczką A.
Faktycznie, najszczuplejsza z sióstr, prawie wiotka Paulina, zaokrągliła się tu i ówdzie. Aldona wcześniej myślała, że to efekt pożeranych przez siostrę ton słodyczy.
- Zapisałyśmy ją do znajomej ginekolożki w Pszczynie - kontynuowała Olga. - Wychodzi na to, że nasza siostrzyczka nieźle zabalowała na swojej studniówce.
- Ale aż tak, żeby zapomnieć, z kim się przespała? - dziwiła się Aldona.
Babcia chrząknęła na znak urażenia jej delikatnych uczuć.
- Trochę mętnie się na ten temat wypowiadała. No, kochana, to jakich mam kandydatów na szwagra? Bo na studniówkę, w ramach siostrzanej miłości, pożyczyłam ci Krystiana! - zdenerwowała się Olga.
Aldona, widząc nagły błysk w oczach babci, pomyślała ponuro, że jeśli przesłuchanie podąży dalej w tym kierunku, to Krystian faktycznie zostanie jej szwagrem. Tylko szybciej, niż myślał, i ożeniony nie z tą siostrą, którą pierwotnie wybrał.
Olga widocznie doszła do takiego samego wniosku, bo natychmiast się odezwała, niwecząc w zarodku plany seniorki rodu.
- Tylko przypominam, że sama po dwóch godzinach odbierałam narzeczonego, który czymś się zatruł. Siostrę znalazłam w dobrym stanie i jeszcze całkowicie trzeźwą. Jej towarzystwo obiecało, że dojedzie z Pszczyny cała i zdrowa. Zdrowa wprawdzie dojechała, ale czy cała?
- Może ja już sobie pójdę. - Pan domu usiłował się wycofać.
- Co z ciebie za ojciec? Powinieneś udzielić nam wsparcia! - przystopowała go babcia. - No więc, Paulinko? Co się właściwie stało?
- Cicha woda brzegi rwie - odezwała się Ewka.
Mama surowo zmarszczyła brwi, słysząc kolejny wtręt najmłodszej córki.
- Myślę, że obecność Ewuni nie jest tutaj niezbędna. Otrzymała już właściwą lekcję poglądową - zainterweniowała, po czym odesłała swą pociechę na górę, by w spokoju przemyślała również własne zachowanie. I wyciągnęła wnioski z nieszczęścia siostry.
Po chwili też doszła do wniosku, że męska obecność w postaci ojca może krępować córkę i nie będą w stanie przy nim wyciągnąć z niej odpowiednio szczegółowych zeznań. Wzrokiem pokazała mężowi drzwi, a ten, niewiele myśląc, opuścił z ulgą babskie zgromadzenie. Muffin wyczuł atmosferę grozy wiszącą w powietrzu i doszedł do wniosku, że nie ma szans na wyżebranie czegokolwiek do jedzenia, po czym ulotnił się wraz ze swoim panem.
- A teraz, skoro zostałyśmy we własnym gronie... - Mama uśmiechnęła się do Pauliny w taki sposób, że Aldona natychmiast poczuła zimny dreszcz. Ona sama, widząc wzrok matki, byłaby w stanie przyznać się do wszystkiego!
Historia okazała się banalnie prosta. Paulina padła ofiarą nadmiaru alkoholu i komplementów. Dziewczyna, której od zawsze powtarzano, jaka jest mądra, tęskniła, żeby ktoś nareszcie docenił jej urodę. Ktoś, czyli mężczyzna. Co prawda na trzeźwo absolutnie nie uważała swoich kolegów z klasy za takich, ale pod wpływem procentów nawet ropucha może wydać się księciem. Rzeczywiście podczas studniówki znalazł się jeden, który uderzył we właściwą strunę. Nieprzyzwyczajonej do alkoholu Paulinie puściły hamulce i oto obudziła się rankiem w centrum Pszczyny, w Hotelu u Michalika. Sama.
Elokwentny absztyfikant, zapewne wystraszywszy się konsekwencji, zdążył zmyć się wcześniej. Gdy upokorzona Paulina zeszła na dół, okazało się, że dokonano płatności z góry, tak więc dziewczyna na szczęście nie musiała dokładać do tego interesu. I tak będzie skazana na długoterminową inwestycję w konsekwencję swojego chwilowego otumanienia.
- Dobrze, że przynajmniej zabrał ją do hotelu, a nie do męskiej toalety. - Aldona próbowała znaleźć jakieś pozytywne aspekty sytuacji.
Sadząc po oburzonych spojrzeniach, które posłały jej obecne w pokoju kobiety, nie odniosła sukcesu.
- Teraz pozostała do wyjaśnienia kwestia identyfikacji przyszłego eunucha.
- Kiedy ja naprawdę nie wiem! - zarzekała się Paulina. - Nie pamiętam... - wyszlochała. - Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ciężko było wrócić do szkoły i patrzeć im w oczy, mając kompletną dziurę w pamięci.
Starsze siostry spojrzały na młodszą ze współczuciem.
- Nie mogłaś zapytać w recepcji? - fuknęła babcia.
- I przyznać, że nie mam pojęcia, z kim się przespałam? Wstydziłam się! - zawodziła dalej Paulina.
- Trzeba było wstydzić się parę godzin wcześniej. - Babcia była nieubłagana. - Teraz pozostało nam tylko jedno.
- Chyba nie pospieszny ślub Pauliny z jakimś niewydarzonym kandydatem?
Wszystkie jak jeden mąż obróciły głowy w stronę posesji Zioburów. Zioburowa wzięłaby każdą z nich z pocałowaniem ręki jako wymarzoną żonę dla któregoś ze swoich beznadziejnych synów. Nawet Paulinę w ciąży, która teraz wyglądała nie tylko na załamaną, ale również na mocno przerażoną. Tym razem zaniepokoiła się mama. Na szczęście z dwojga złego wolała sobie radzić z nieślubnym wnukiem niż zięciem do dupy. W celu zapewnienia szczęścia swojemu dziecku była gotowa przeciwstawić się groźnej matce.
- Nie. - Babcia z rozczarowaniem pokręciła głową. Pozostałe panie przypatrywały się nestorce rodu w nadziei, że nie wymyśli czegoś kłopotliwego i, co gorsza, nielegalnego. - Musimy ruszyć Piotrka.
Paulina z wyrazem wdzięczności na twarzy osunęła się na krzesło, pozostałe zgromadzone odetchnęły z ulgą. Piotrek był ich dalekim krewnym, czyli synem kuzynki drugiego męża siostry babci. I, co bardzo wygodne, policjantem w Pszczynie.
Poza tym rodzina musi trzymać się razem.
- Jak się ustali, kto zacz, to zdecydujemy.
- Ale co właściwie? - wyszeptała pobladła Paulina.
- Czy będzie wesele czy może raczej pogrzeb - rzuciła babcia, po czym zabrała stojące na stoliku krople i opuściła oniemiałe zgromadzenie, głośno stukając swoją laską.