Rozdział 2
Alex
Dlaczego nie mogłam sobie popłakać w samotności? Nawet to nie było mi dane, bo jak tylko grupka pijanych motocyklistów zorientowała się, że jestem sama, to jeden z nich postanowił mnie zaczepić. Najgrubszy i najwyższy z nich dosiadł się do mojego stolika i od razu ścisnął moją dłoń.
- Słodziutka jesteś, postawię ci piwko - powiedział, a ja wzdrygnęłam się z obrzydzeniem od zapachu wydobywającego z jego ust.
- Nie piję - mruknęłam, rozglądając się niespokojnie na boki i próbując wyrwać się z jego chwytu.
Facet zacmokał rozbawiony, a ja zaczęłam się modlić, żeby udało mi się go jakoś pozbyć.
Poczułam dreszcz, przebiegający wzdłuż kręgosłupa i uniosłam głowę. W naszym kierunku szedł wysoki, długowłosy mężczyzna, ubrany w skórzaną kurtkę i przetarte spodnie. Wyglądał jak muzyk metalowej kapeli i cholernie mokry sen w jednym.
Był szatańsko przystojny. Jakby zmaterializował się z plakatu wiszącego w moim pokoju albo obrazu majaczącego w mojej głowie. Postawny, o śniadej cerze i długich, czarnych włosach. Dostrzegłam tatuaż na szyi... Na pewno miał ich jeszcze więcej...
W moją stronę zmierzał prawdziwy diabeł. Piekielnie atrakcyjny. A ja byłam małą owieczką, której przeszło przez myśl, że chciałaby być pożarta przez niego żywcem.
Na tę jedną, krótką chwilę zapomniałam, w jak beznadziejnym położeniu się znajdowałam. Bolesny uścisk dłoni wyrwał mnie z rozmyślań.
- No chodź, słodka, napij się ze mną piwa... - wymruczał tamten, a ja na nowo poczułam strach.
- N-nie, odejdź - pisnęłam spanikowana. - Daj mi spokój...
- Nie rozumiesz znaczenia słowa "nie"?
Ten głos. Poznałam go od razu. Baryton zabarwiony lekką chrypką, od którego można było dostać obłędu. Zatem to właśnie na tego samego mężczyznę wpadłam zaraz po wejściu do pubu.
Mój wybawca złapał natręta i jednym, mocnym szarpnięciem odciągnął go ode mnie. Westchnęłam z ulgą i zaczęłam rozmasowywać obolałą dłoń, jednocześnie wpatrując się z wdzięcznością w mojego obrońcę, który właśnie musiał zrobić unik od ciosu tamtego obrzydliwca. Mój oprawca wylądował na ścianie, a ja wstrzymałam oddech.
- Ta dziumdzia siedzi tu sama, na pewno szuka towarzystwa - wycharczał.
- Nie jest tu sama, czekała na mnie.
Purpura rozlała się po moich policzkach, a słodkie uczucie ciepła uderzyło do głowy. Nie mogłam powtrzymać lekkiego uśmiechu, który pojawił się na moich ustach. To, co powiedział, było takie... seksowne.
- Zatem zostaw ją w spokoju i spieprzaj stąd - dodał stanowczo. Wyglądał na zupełnie niewzruszonego tym, że chwilę wcześniej mógł oberwać od tamtego osiłka. Włożył ręce do kieszeni i uniósł głowę, a ja dostrzegłam pracę mięśni na jego klatce piersiowej. Nie, musiałam koniecznie zamknąć oczy, żeby przestać wlepiać w niego wzrok. Zbyt mocno imponowało mi takie zachowanie i nie umiałam ukryć mojego rozmarzonego spojrzenia.
- Larry, zawijaj się z ekipą, nie chcemy tu awantur - powiedział właściciel Rebel, który podszedł do nas, żeby załagodzić całą sytuację.
- Możemy tu być, nie wygonisz nas, Phil - odparł motocyklista i poklepał go po ramieniu. - Ja i moi chłopcy lubimy tu wypić. Obiecuję, że już będę grzeczny. Znasz mnie, wiesz, że nie tykam cudzych kobiet.
- A teraz ładnie przeproś. - Rozkazujący głos wzbudził we mnie cudowne wibracje. Jak dobrze, że w pubie panował półmrok, inaczej każdy mógłby zobaczyć moje bordowe policzki.
- Sorry, laska. - Namolny koleś zwrócił się bezpośrednio do mnie, a ja uśmiechnęłam się nerwowo. - Nie wiedziałem, że jesteś zajęta.
- Miało być ładnie - poprawił go stanowczo, a ja wstrzymałam oddech. Ta sytuacja była jak z dobrego filmu romantycznego. Przystojniak stający w mojej obronie... Czy ja śniłam albo byłam w kinie?
- Dobra, przepraszam.
Mruknęłam coś niezrozumiałego w odpowiedzi i zaczęłam się bawić bransoletką, żeby zająć czymś ręce. Ponownie zalała mnie fala ciepła, kiedy spostrzegłam, że mój wybawca, jak gdyby nigdy nic, siada naprzeciwko mnie.
- Cześć - powiedział i uśmiechnął się.
- Cześć - odparłam, ledwo poruszając ustami.
Intensywne, ciemne spojrzenie wprawiało mnie w zakłopotanie. Ten mężczyzna z bliska był jeszcze bardziej atrakcyjny.
- Wszystko w porządku? - zapytał z troską.
- Teraz już tak...
Nie mogłam nie zauważyć, że bardzo spodobała mu się moja odpowiedź.
- Ciemna noc i samotna dziewczyna przy stoliku. Nie boisz się? - dodał, nawiązując do poprzedniej sytuacji.
- Nie boję się, bo wiem, że mnie obronisz - wypaliłam bezmyślnie.
Cholera, chyba trochę z nim flirtowałam. Co we mnie wstąpiło? Nigdy nie umiałam w taki sposób rozmawiać z chłopakami, raczej byłam wycofana i zdystansowana. Teraz nie miałam przed sobą chłopca, a mężczyznę z krwi i kości. Uśmiechnął się drapieżnie, a moje serce zerwało się do galopu. Musiałam się opanować!
- Obronię - wychrypiał, a ja niemalże jęknęłam. - Powiesz mi, dlaczego wcześniej płakałaś?
Wpatrywał się we mnie zmartwiony, jakby naprawdę przejmował się moim losem. To było bardzo miłe, że ktoś się o mnie troszczył.
- Myślałam o tacie, który mnie porzucił kilka lat temu. I przy okazji planowałam, jak uciec z domu - rzuciłam swobodnie, uśmiechając się przy tym niewinnie, a on od razu zmarszczył czoło i spojrzał na mnie przenikliwie.
- Kategorycznie odradzam. Chyba że masz jakieś bezpieczne miejsce, w którym mogłabyś zamieszkać.
Nie miałam. Jedyna bliska mi osoba, moja przyjaciółka Elizabeth, również była niepełnoletnia i mieszkała z rodzicami. Państwo Grey z pewnością przygarnęliby mnie pod swój dach, jednak poinformowaliby moją matkę o tym fakcie. Musiałam uciec tam, gdzie ona by mnie nie znalazła. Najlepiej jak najdalej stąd. Ale bez pieniędzy mogłam sobie tylko o tym pomarzyć.
Zaprzeczyłam ruchem głowy i spojrzałam na mojego towarzysza wzrokiem zbitego psa.
Mężczyzna westchnął, a potem podniósł się z krzesła i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Jak masz na imię? - zapytał.
Machinalnie chwyciłam jego dłoń, która była duża i ciepła. Od razu odnalazłam w niej schronienie. Wyczułam też zgrubienia na opuszkach palców - z pewnością grał na gitarze.
- Alexandra... - wychrypiałam, czując, że trzęsą mi się kolana. - Ale nie cierpię tego imienia, więc po prostu Alex... A ty?
- Jestem Chris.
Nasze ramiona zetknęły się ze sobą, kiedy wstałam. Poczułam przyjemne przyciąganie, któremu nie mogłam się oprzeć. Wstrzymałam oddech. Chris nie spuszczał ze mnie wzroku. Nawet będąc w słabo oświetlonej sali, mogłam dostrzec jego ciemne, prawie czarne oczy. Ciągle trzymaliśmy się za ręce.
- Zapraszam cię na spacer, Alex.
Totalnie oszalałam, ale dałam się zaprosić na spacer obcemu, starszemu facetowi. I to na dodatek w środku nocy! Blisko Rebel był park i to właśnie w jego kierunku się udaliśmy.
- Odkąd mój ojciec odszedł, nie dogaduję się z matką. Jako dziecko lgnęłam do niej, a ona ciągle mnie odpychała. Wydaje mi się, że byłam niechciana... - urwałam. Westchnęłam i stłumiłam chęć rozpłakania się. - Jedynie tata okazywał mi miłość i zainteresowanie, ale on też w końcu mnie zostawił i pokazał, że mnie nie chciał. Nie mam nikogo...
Otworzyłam się przed tym mężczyzną, ale stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. Poza tym Chris wzbudzał moje zaufanie. Pomyślałam, z dziwnym żalem, którego nie potrafiłam wytłumaczyć, że pewnie już nigdy więcej go nie spotkam, więc co mi szkodzi się wygadać? Mimo to problemy dotyczące, rozwiązłości i alkoholizmu mojej matki nie chciały mi przejść przez gardło, było mi za bardzo wstyd o nich mówić, nawet przed obcym.
Chris słuchał mnie uważnie. Milczał, ale czasami posyłał mi smutne spojrzenie, które wyrażało więcej niż jakiekolwiek słowa. Korzystałam z każdej okazji, żeby mu się przyjrzeć. Dobrze, że było ciemno, ponieważ na moich policzkach raz po raz pojawiały się bordowe rumieńce.
- Za dużo tego wszystkiego jak na jedną osobę... - wyszeptał w końcu. - A może ktoś z rodziny mógłby ci pomóc?
Imponowało mi, że dojrzały mężczyzna skupia na mnie swoją uwagę i próbuje mi doradzić. Może nawet się martwi. Czułam przyjemne łaskotanie w okolicach żołądka. To było bardzo miłe uczucie.
- Niestety nie. Ojciec był jedynakiem, jego rodzice nie żyją, mamy rodziny nie znam, bo wychowała się w domu dziecka... - odparłam i wówczas dotarło do mnie, że ja i moja matka byłyśmy dla siebie jedynymi krewnymi.
- Mam nadzieję, że uda ci się porozumieć z mamą.
- Obawiam się, że to niemożliwe. - Uśmiechnęłam się ponuro. - I nie pytaj mnie o szczegóły. Wydajesz się bardzo miły, ale znam cię bardzo krótko i nie chciałabym, żebyś uciekł z krzykiem.
Chris zaśmiał się, a mi szybciej zabiło serce. Ten facet był zbyt przystojny. Przez chwilę pomyślałam, że świetnie byłoby mieć takiego dorosłego przyjaciela. Chris od razu skojarzył mi się z odpowiedzialnością, spokojem i dojrzałością. Uosabiał wszystkie cechy, za którymi tęskniłam od dnia, gdy mój ojciec odszedł. Przez ten krótki, spędzony wspólnie czas poczułam to, czego nie zaznałam w domu: bezpieczeństwo, zainteresowanie i ciepło. Chris wydawał się taki... stały. Rozważny. Opiekuńczy.
Jęknęłam w duchu. To tylko moja nastoletnia fantazja. Musiałam natychmiast się opanować!
- Nigdy nie uciekłbym z krzykiem, zwłaszcza po tym, jakbyś się przede mną całkowicie otworzyła.
- Dziękuję ci za ten spacer i za to, że mnie wysłuchałeś... - wyszeptałam i nerwowo zagryzłam wargę. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Chris dłużej zawiesił spojrzenie na moich ustach. - Potrzebowałam się wygadać.
- Nie masz za co dziękować, rozmowa z tobą to przyjemność. Mam nadzieję, że nie wzięłaś mnie za starego zboczeńca i jeszcze nieraz będziemy mieli okazję się spotkać.
Chris chciał znowu się ze mną zobaczyć... Aż zrobiło mi się obrzydliwie gorąco. Romantyczna strona mnie, chociaż bardzo jej nie lubiłam, podpowiadała mi, że świetnie razem wyglądamy. On - wysoki, postawny, przystojny i wydziarany, a ja... niższa, drobniejsza... Bez problemu złapałby mnie i uniósł...
Czytałam zdecydowanie zbyt dużo ckliwych książek. Nie byłam księżniczką, którą uratuje bohaterski rycerz. Byłam przeciętną dziewczyną z patologicznego środowiska, która najprawdopodobniej będzie skazana na marny los. Chyba że ucieknie.
- Nie uważam, że jesteś stary, a co do bycia zboczonym, to nie mam pewności, w końcu tak dobrze się nie znamy - wypaliłam, a w jego oczach błysnęło coś dzikiego. Coś, co było zakazane i jednocześnie bardzo kuszące. Przełknęłam głośno ślinę. - Mogę cię o coś zapytać?
- O wszystko - wychrypiał.
Cholera, dlaczego musiał mieć taki seksowny głos?
- Ile masz lat?
Miałam nadzieję, że nie uzna mnie za wścibską dziewuchę. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest sporo ode mnie starszy, ale ja po prostu musiałam zaspokoić moją ciekawość. Zawahał się przez krótką chwilę, a potem odpowiedział z lekkim uśmiechem:
- Trzydzieści sześć. A ty?
Trzydzieści sześć... Więcej, niż się spodziewałam, wyglądał na kilka lat młodszego. Mimo wszystko szybka kalkulacja w głowie nie poprawiła mi humoru - Chris był dziewiętnaście lat ode mnie starszy.
Nigdy nie rozmawiaj ze starszymi mężczyznami, Alexandro... - mówiła do mnie matka w trakcie jednego ze swoich alkoholowych ciągów. - Taki cię tylko wykorzysta, nawet jeżeli nie będziecie się długo znać. Zrobi z tobą, co tylko zechce, a potem sobie pójdzie. Przeleci cię jak pies sukę i zostawi. Nawet nie piśniesz. Nie patrz w ogóle na facetów, lepiej być samej.
Po tym monologu zwymiotowała prosto na dywan. Jej żołądek nie wytrzymał mieszaniny whisky z wódką.
- Siedemnaście - wyznałam, ledwo poruszając ustami.
Mimo półmroku na dworze nie mogłam nie zauważyć, że Chris lekko zbladł. Najwidoczniej on także myślał inaczej. Poczułam ukłucie strachu - dojrzały mężczyzna nie będzie chciał się kumplować z nastolatką. W swojej dziecinnej naiwności zrobiło mi się żal, że mogłabym stracić takiego znajomego. Rozmawiałam z nim bardzo krótko, a mimo to chciałam kontynuować tę relację.
- Byłem przekonany, że jesteś kilka lat starsza - odparł cicho. Potarł brew, a potem spojrzał na mnie, kręcąc lekko głową. - Skoro nie jesteś jeszcze pełnoletnia, to muszę się wstrzymać ze sprowadzaniem cię na złą drogę.
Uśmiechnął się szeroko, widząc moją zdezorientowaną minę, a ja w przypływie szaleństwa klepnęłam go w ramię i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Nie strasz mnie! - fuknęłam. - Już się bałam, że pomyślałeś, że jestem jakąś małolatą!
- Alex, nigdy bym tak o tobie nie pomyślał - zapewnił mnie. - Stąd moje zdziwienie, że nie jesteś starsza. Nastolatki w twoim wieku są głupie i rozwydrzone, a ty jesteś bardzo rozsądna.
Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie. Jak dobrze, że nie przekreślił mnie na starcie ze względu na mój młody wiek.
- Ponieważ jestem starszy, muszę zadbać o to, żebyś wróciła bezpiecznie do domu - powiedział i wystawił ramię, a ja odruchowo się go chwyciłam. Poczułam zbite mięśnie i aż zakręciło mi się w głowie. - Odprowadzę cię i obiecaj, że jak jeszcze kiedyś będziesz chciała uciec z domu, zwiejesz do mojego mieszkania.
Parsknęłam śmiechem i zasłoniłam usta dłonią, a on mrugnął do mnie. Chris był zbyt czarujący. Miałam wrażenie, że trochę mnie podrywa. Nie miałam doświadczenia w relacjach z chłopakami. A właściwie mężczyznami, bo Chris już dawno nie był podlotkiem.
- Dobrze...
Szliśmy chwilę w zupełnej ciszy, wsłuchując się tylko w nasze oddechy. Po raz pierwszy żałowałam, że mieszkam tak blisko Rebel, bowiem chciałabym ten spacer przedłużać w nieskończoność. Chris był naprawdę fajny. Taki fajny, fajny... A jednocześnie niedostępny, bo sporo starszy.
Musiałam się otrząsnąć i nie poddać jego urokowi. Mimo że nie byłam nastolatką, która łatwo się zakochuje, miałam wrażenie, że w przypadku Chrisa nie potrzebowałabym wiele czasu. Wystarczyło kilka minut w jego towarzystwie, a serce waliło mi jak młotem. Był przystojny... Uroczy, czarujący i, co bardzo mi imponowało, starszy ode mnie...
Może to wynikało z tego, że pragnęłam, aby ktoś się mną zaopiekował? Wiecznie żyłam w strachu, byłam samotna i wycofana. Chciałam, żeby ktoś wyrwał mnie z tej beznadziei. A jeżeli tym kimś byłby cholernie atrakcyjny facet z długimi włosami i rockowym stylem... No cóż, nie narzekałabym.
- Jesteśmy - wychrypiałam smutno.
Dotarliśmy pod mój blok. Z ulgą zauważyłam, że w mieszkaniu nie paliło się żadne światło, więc matka musiała spać zapijaczona. Gdyby wyjrzała przez okno i przyłapała mnie z jakimś facetem, z pewnością narobiłaby mi wstydu.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś - wyszeptałam, zerkając nieśmiało w jego ciemne oczy. Ciekawe, jaką dokładnie miały barwę. Były całkowicie czarne, a może ciemnobrązowe? Czy będę miała okazję się tego dowiedzieć?
- Nie ma za co, Alex... - Głos Chrisa emanował przygnębieniem. - Jakbyś miała jakiś problem albo po prostu chciała pogadać, zadzwoń do mnie, napisz... Wpadnij w odwiedziny.
Podał mi swoją wizytówkę, a właściwie czarny kartonik w kształcie gitary, na którym jarzyło się logo TurnStudio. Od razu skojarzyłam tę nazwę, to było studio nagraniowe, ale bardziej zaintrygował mnie numer telefonu, umieszczony na szyjce gitary. Czyli Chris zawodowo zajmował się muzyką! I jedyne studio w Leicester należało właśnie do niego!
- Wow - wypaliłam głupio, a potem natychmiast się zreflektowałam. - Okej, tak... To znaczy... dziękuję. Zaraz puszczę ci sygnał, żebyś też miał mój numer... - Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się, wpatrując się w jego oczy. - Dziękuję ci za wszystko.
- Do usług, mała.
Niemalże jęknęłam. Nie, nie, nie, nie mógł tak powiedzieć. Nie powiedział tego! Nie nazwał mnie "mała"... To było zbyt rozbrajające.
- I nie uciekaj z domu... - dodał już poważniejszym tonem i spojrzał na mnie przenikliwie. - Najważniejsze jest twoje bezpieczeństwo. Jak będziesz w trudnej sytuacji, zadzwoń do mnie. Coś wymyślimy, zawsze ci pomogę.
Dlaczego chciał mi pomóc? Byłam tylko małolatą, którą niedawno spotkał. Nie powinnam była przyjmować pomocy od kogoś, kogo ledwo znam, jednak nie umiałam mu inaczej odpowiedzieć.
- W porządku... - wydukałam. - D-dziękuję.
- Będę się zbierał... - Zawahał się na moment. Wyglądał tak, jakby chciał do mnie podejść, jednak ograniczył się tylko do lekkiego uśmiechu. - Śpij dobrze.
Skinęłam głową. Chris mrugnął do mnie i odszedł, a ja stałam i gapiłam się na niego, dopóki jego sylwetka nie zniknęła za rogiem. Nie odwrócił się ani razu, chociaż miałam wrażenie, że chciał to zrobić. A może moja wrażliwa natura, przesiąknięta słodkimi romansami z książek, wyobraziła sobie nie wiadomo co?
Zgasiłam lampkę i w pokoju zrobiło się zupełnie ciemno. Wówczas wyostrzyły się moje pozostałe zmysły i poczułam, że mam na sobie cudowny, męski zapach.
Zapach Chrisa.
Aż zakręciło mi się w głowie. Nie miałam doświadczenia z mężczyznami, nawet nigdy nie miałam chłopaka. Jednak wystarczyła krótka pogawędka, by uderzyły we mnie uczucia, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Słodko-mroczny aromat Chrisa wgryzł się w moją skórę i wywoływał nieznośne uczucie mrowienia, którego nie umiałam sama poskromić. Przejechałam dłonią po szyi, następnie zjechałam nią na odsłonięte piersi. Poczułam dziwne napięcie w podbrzuszu. Moje serce biło bardzo szybko, inaczej niż zwykle. Zatęskniłam za ciepłem mężczyzny, którego znałam tak krótko.
Cholera, spodobał mi się, co nie miało żadnego znaczenia. W końcu był ode mnie dziewiętnaście lat starszy.