motyle i ćmy - Małgorzata Szczepańska

Kup ebooka

18.17 zł
15.08 zł (15,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

choroba

pokój wypełniały cienie zieleni czerwieni i ten ostatni czerń. wpatrywałam się w nie od kilku długich godzin. każdy kolor w tej chwili miał dla mnie jakieś znaczenie. zieleń była nadzieją bez której człowiek podobno usycha niczym niepodlewany kwiat czerwień ona kojarzyła mi się z barwą brudnej miłości i krwią spływającą z ran zadanych przez najbliższych a czerń ona była najgorsza skojarzenie ze śmiercią jest najboleśniejsze bo to jak cichnący głos życia wpadający w otchłań.

spoglądając na ściany pokoju zastanawiałam się nad jednym - ból. już dawno temu powinnam zacząć tę historię. zacząć od dnia w którym pojawił się ból który nie chciał odejść bo uważał że noc jeszcze przed nami a dzień i tak ukaże nam każdą naszą chwilę w innych lepszych barwach.

chciał mnie zatrzymać w łóżku abym mogła z niego spoglądać na zegar wybijający długie godziny. ból nie chciał się spóźniać na nasze spotkania więc nigdy tego nie robił. wariował beze mnie. mówił że czekanie na mnie zabija go. potrzebował mojego ciała dotyku ust pocałunków składanych z wielką goryczą a przede wszystkim potrzebował chłodnych dłoni. uwielbiał czuć emanujący z nich chłód.

to był jak nałóg z którego nigdy się nie wyleczę. doszło do tego że z pragnienia wolności zaczęłam chorować bardziej zabijać siebie. dostrzegł to i w końcu zaproponował że opuści mnie jeśli usłyszy moje kroki idące w jego kierunku. pragnął abym sama do niego przyszła. chyba był zmęczony iż tylko on przychodził do mnie zaczynał czuć się jak więzień a to przecież mnie więził od bardzo dawna.

postanowiłam więc pójść do niego tamtego porannego dnia gdzie czułam zapach wschodzących ponad ziemie maleńkich czerwonych kwiatów. gdzie poczułam na nagich stopach rosę kołyszącą się na zielonej trawie i wyszłam z ogrodu podążając czarna ziemią.

nie widząc jeszcze nie czując mojego bólu odezwałam się pierwsza jakbym chciała go przywołać. mówiłam szeptem iż kocham jak mnie prowokuje uwielbiam jego niebiański kolor oczu choć wydaje mi się piekielny. zwłaszcza nocą marzę o kolejnym jego uśmiechu a nawet dotyku jego dłoni wplatających się w gęste ale krótkie blond włosy. i ten sposób bycia człowiekiem. polubiłam jego prawdę i szczerość. uzależniłam się tak jak on ale przecież mówi się że w końcu sami uzależnimy się od uzależnionego bytu.

znalazłam się na pustkowiu. czułam pod stopami palący piasek i cień rzucany przez swoje ciało. to sprowokował mnie by spojrzeć w górę. dostrzegłam niebieski odcień czystego nieba.

potem znów moja twarz spojrzała przed siebie. tam czekało na mnie lustro. podeszłam do niego i zobaczyłam swoje odbicie. było takie wątłe i blade. wyciągnęłam dłoń aby opuszkami palców przejechać po lekko popękanym szkle. moja ręka dotknęła odbicia które niespodziewanie przemówiło: jak ukoić mam twój ból skoro mój własny przypomina wielką ziejącą dziurę, w której zmieścilibyśmy się oboje...

nagle wszystko się urwało. nie wiem co było dalej bo obudziłam się wpatrując w pokój wypełniony cieniami zieleni czerwieni czerni i lekko niebieskiego który przysłaniał ponurą ciemność.

w końcu

dzisiaj jestem sama

i nie przyjmę rady

pomaluję moje usta

i moje włosy na czerwono

dzisiaj jestem sama

nie wiem czy uda mi się ta podróż

lub czy pozwolę sobie towarzyszyć

ale jeśli przegram

przegram sama

ale jeśli wygram

to wówczas jedynie ja wygram

w końcu przestałam czekać na ciebie

na los

na szczęście

przestałam ozdabiać nasz dom

wieszać nasze obrazy

robić ci śniadanie

przestałam!

brać samochód w nijaką podróż

telefonować jedynie do ciebie

rozumieć twoje potrzeby

i ciebie tylko rozbierać

dzisiaj jestem sama

i nie przyjmę rady

niedokrwienie

my ludzie zależymy od pamięci

jak słońce od księżyca

jak las od drzewa

czy mężczyzna od kobiety

powiem więcej

stworzeni jesteśmy przez pamięć

dlatego uważam

że tak długo powinniśmy żyć

na ile pamięć nam pozwala

nie dłużej

moja pamięć właśnie odchodzi

drobnymi kroczkami

wspominam

jak do niedawna mówiłam

że nasza głowa jest wypchana

zbyt wieloma szufladami

które są kompletnie nieprzydatne bezsensowne

a teraz uważam że nie mam szczęścia do pamięci

do tej naprawdę potrzebnej

wtedy wydaje mi się

że nawet pies z kulawą nogą ma więcej szczęścia

ode mnie

od nas ludzi

podróż wędrowca

chciałabym dotrzeć

kiedyś do pomieszczenia

w którym panuje spokój

w którym panuje szczęście

niestety droga do tej chwili

prowadzi przez bagno

pochłaniającego cierpienia

człowiek czuję się wtedy

jak męczennik

który otrzymał karę

tylko za to że się urodził

cierpienie

które go ogarnia

zaczyna przytłaczać

napawać drobinkami strachu

a w oczach kołyszą się łzy

oplątane w nici czasów

jednak to wszystko

w jakiś sposób dodaje odwagi

by odzyskać podcięte skrzydła

które chciałoby się jeszcze raz założyć

aby unieś się ponad to

kiedy po raz pierwszy chciałam odejść

dziś jestem bardzo zmęczona

nie spałam całą noc

bo prowadziłam

wewnętrzną wojnę w swojej głowie

to myślenie doprowadziło

do wycofania się z życia

ze swobodnego oddychania

z uczuć do drugiej istoty

ze wspomnień

do zabijania potrzeb i pragnień

które tkwiły w sercu

i czuje

że przestaje walczyć

po prostu

poddaje się zmęczona szukaniem

i próbowaniem

żyć w tym zgniłym pokoju

gdzie serce obumiera

za zamkniętym oknem

w końcu postanowiłam odpocząć

i zmęczona egzystencją

poprosiłam o ciszę

o spokój ciała

które chce odejść

w galaktyczny świat

szczęśliwych planet

porzucona dziewczynka

spacerowała ślamazarnie

niespiesznie w górę

po linii życia

gdzie nie raz

wędrowała z istotami

zagubionymi w przestworzach

próbowała z nimi nie raz tańczyć na płomiennym niebie

aby sięgali nieustraszenie po zagubione marzenia

wspierała ulotne dusze

płomienne serca

kiedy podawała dłoń myślała

że ta walka o człowieka

to jej powinność

i w końcu zapomniała o sobie

przecież ta walka o innych

to dla niej heroiczny wyczyn

który przez cały czas

pozostawiał ją pośrodku niczego

pozostawała na pustkowiu

w którym dziś została porzucona

i dobrze

może w końcu zrozumie

że powinna żyć dla siebie

nie dla innych

potwór

chciałam

jak każdy kiedyś kogoś zabić

wyjątkową osobę

która pogłębiała moją samotność

i przyczyniała się do zamieszkania

w zakamarkach duszy potwora

potwora na tyle silnego i zdolnego zabijać

że nic i nikt nie byłby w stanie go powstrzymać

dosłownie nic

nie byłabym wampirem ani wilkołakiem

byłabym zwykłym człowiekiem

którego źródłem złości okazał się smutek

chciałam

jak każdy aby uratowała mnie miłość

przywiązanie czy chęć bycia kochaną przez drugiego człowieka

jednak nic czasem nie może nas odciągnąć od zła koniecznego

może tak naprawdę

już mi nie zależało na odnalezieniu spokoju

po prostu to

co do tej pory zebrałam w dłoniach postanowiłam zniszczyć

ale czy niszcząc doszczętnie to

co stworzyłam do tej pory nie pozwalało na unicestwienie siebie

mechaniczna istota

wydawało mi się

że skrzydła

które każdy z nas otrzymał

są ciężkie jak kamień

prawie zawsze upadamy niosąc pewne ciężary

taka natura

przywiązanie a nie przyzwyczajenie

wydawało mi się

że skrzydła

które każdy z nas otrzymał

są brudne

prawie zawsze na skórze opadał kurz

taki porządek

sprzątanie a nie porządkowanie

wydawało mi się

że skrzydła

które każdy z nas otrzymał

są piękne

prawie zawsze zakochujemy się

takie serce

kochliwe a nie cierpliwe