Motyle ciemności - Krzysztof Langer

Kup ebooka

27.00 zł
21.60 zł (21,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

3. Zenobiusz się nie mylił

Minęło kilka lat. Maria Magdalena była cudownym, spontanicznym, wiecznie uśmiechniętym dzieckiem, nieprzeciętnie ciekawym świata.

- Wszystkie dzieci są ciekawe świata, ale Maria Magdalena przekracza w tym względzie wszelkie normy - żartowała Emanuela.

Pytania typu: dlaczego ptaki latają, a ryby pływają - były proste. Ale odpowiedzi na pytania w kategorii kosmos, wszechświat, dusza człowieka lub dlaczego jedni ludzie chodzą do kościoła, a inni do meczetu lub synagogi, skoro istnieje jeden Bóg - nie były już takie proste. Mogło się nawet zastanawiać, skąd u Marii Magdaleny takie zainteresowania, wiedza, a nawet, jak na jej wiek, szczególna mądrość. Szczególną sympatią Maria Magdalena darzyła zwierzęta. Nazywała je swoimi przyjaciółmi, a nawet braćmi. Zdolna, pracowita i do tego ucząca się chętnie. Wszelka nauka, w tym języków obcych, gry na gitarze czy jazdy konnej, przychodziła jej łatwo. Wszystkie przyjaciółki Emanueli "puchły" z tego powodu z zazdrości. Było jednak w tym cudownym monolicie małe "pęknięcie", które Emanuelę niepokoiło. Bywało, że Maria Magdalena w czasie snu dziwnie się zachowywała. Niespokojna mówiła przez sen egzotycznie brzmiącym językiem. Siadała, a nawet gestykulowała. Po obudzeniu niczego nie pamiętała. Na tę okoliczność przeprowadzono nawet kilka specjalistycznych konsultacji lekarskich, które niczego złego nie wykazały. Maria Magdalena była zdrowa jak przysłowiowa ryba. Niepokoju Emanueli nie podzielał Zenobiusz, który z ogromnym zainteresowaniem obserwował wszystko, co się wokół wnuczki działo. On jeden wyraźnie czuł - Maria Magdalena ma ponadzmysłowy dar. Emanuela nabrała pewności, że Zenobiusz się nie myli, gdy zauważyła, jakimi szczególnymi względami darzy Marię Magdalenę wszelkie stworzenie. Motyle, ważki, a nawet ćmy siadały na jej rękach jak na wonnych kwiatach. Ptaki na widok Marii Magdaleny nie tylko nie odlatywały w popłochu, ale wręcz przeciwnie - sprawiały wrażenie całkiem zadowolonych z jej obecności. Zdarzało się nawet, że niektóre z nich próbowały na niej usiąść. Pewnego razu, gdy Maria Magdalena włożyła do jeziora dłonie, dosłownie po chwili podpłynęło kilka ryb i zaczęło się o nie delikatnie ocierać. Ale to nie wszystko. Dla odmiany owady, które powszechnie uznawane są za nieprzyjemne, takie jak komary, osy czy pająki, trzymały się od Marii Magdaleny z daleka lub traktowały z ogromnym respektem.

5. Aura tajemniczości

Maria Magdalena zwróciła uwagę, że na wewnętrznej stronie obu jej dłoni linie życia wyraźnie układają się w artystycznie stylizowane, duże litery "M". Gdy zbliżała dłonie do siebie, dwa duże "M" wyglądały jak pierwsze litery jej imion. Maria Magdalena uznała to za znak szczególny i swoim odkryciem pochwaliła się dziadkowi. Zenobiusz uśmiechnął się i powiedział: "według wiary twojej - ci się stanie". Maria Magdalena nie wiedziała, dlaczego cytowane przez dziadka słowa, do których wielu ludzi zupełnie nie przywiązuje wagi, ją wyjątkowo sprowokowały do rozmyślań i poszukiwań...

- Maria... - to jeszcze rozumiem, ale dlaczego Magdalena? - dociekała Maria Magdalena, która bardzo lubiła swoje imiona.

- Maria jest imieniem, które wybraliśmy dla ciebie z twoim tatą - odpowiedziała Emanuela. - To piękne i dumne imię. Nosiło je wiele najwspanialszych kobiet. O rozważenie połączenia imion Marii z Magdaleną poprosił twój dziadek - Zenobiusz. Twierdził, że... - Emanuela zawiesiła głos. Straciła pewność, czy powinna kończyć zdanie.

- Tak? - podchwyciła Maria Magdalena.

- ...mówił, że wyczuwa w twoim istnieniu aurę tajemniczości. Aurę podobną do tej, która otacza postać mistycznej Marii Magdaleny.

- Tak powiedział dziadek Zenobiusz? Wyczuwał aurę? I ty dopiero teraz mi o tym mówisz, mamo?

- Nigdy wcześniej mnie o to nie pytałaś - naiwnie tłumaczyła się Emanuela.

- Ależ to niesłychane! - Maria Magdalena była podekscytowana, mimo że o mistycznej imienniczce praktycznie niczego nie wiedziała. Emanuela za wszelką cenę chciała uniknąć dalszych pytań, dlatego natychmiast zmieniła temat rozmowy. Bała się, że Maria Magdalena jest jeszcze za młoda, by usłyszeć i zrozumieć wszystko to, co przepowiadał jej dziadek. A mówił rzeczy dziwne: "Maria Magdalena będzie miała dar wyczuwania aury. Aury Miłości, ale także... śmierci. Będzie wytrwale pracowała nad sobą. W rozwoju duchowym i rozumieniu tajemnic życia zajdzie daleko. Może nawet dalej niż jej pradziadek i ja." Emanuelę cieszyły, ale też niepokoiły słowa ojca - a przecież nie powinny. Sama była jego uczniem i doświadczyła wiele, by zgłębić tajemnice Miłości.

8. Wegetarianizm

Maria Magdalena dość nieoczekiwanie poszerzyła krąg swoich zainteresowań o... wegetarianizm. Upór córki w trwaniu przy bezmięsnej diecie, w kontekście ciągle niewyjaśnionych, nękających Marię sennych "zawirowań", przysporzył zmartwień Emanueli. Emanuela szanowała ludzi, którzy nie spożywają mięsa, sama jednak nigdy nie odczuwała takiej potrzeby. Ponieważ Maria na wszelkie próby perswazji ze strony mamy pozostawała całkowicie zamknięta, a "wsparcie" męża Emanueli sprowadziło się do zrzucenia całej winy za "pomysły" Marii Magdaleny na nią właśnie, zrozpaczona poprosiła o pomoc Zenobiusza.

- Jesteś cudowna, Mario Magdaleno! - Doświadczony w trudnych rozmowach dziadek chętnie podjął się mediacji. - Jesteś wielka, bo w ogóle myślisz o tak ważnych sprawach - Zenobiusz szczerze zachwycał się wnuczką. - W wegetarianizmie, tej filozofii życia, najbardziej ujmuje mnie to, że osoby ją praktykujące traktują zwierzęta jak współbraci zamieszkujących wspólny dom - ziemię. Nie jedząc mięsa, protestują przeciw ich zabijaniu. To wspaniale uduchowiona idea, jest jednak pewne ale...

- Ale? - Maria Magdalena nie spodziewała się, że za długim wstępem dziadka kryje się jakieś "ale".

- Czy zastanawiałaś się nad logiczną podstawą wegetarianizmu? Ten, kto nie je mięsa ze względu na duchową więź, jaka łączy go ze światem zwierząt, zasługuje na szacunek - Zenobiusz zaczął wyłuszczać swój punkt widzenia. - Jeśli jednak nie je mięsa, bo uważa je za zbędne w diecie, wręcz szkodliwe i jest przekonany, że nasi przodkowie odżywiali się tylko owocami i nasionami, to się myli.

- Myli się? - Nagły zwrot "akcji" zbił Marię Magdalenę z tropu.

- Ależ oczywiście! - ciągnął Zenobiusz. - Nasi praprapraprzodkowie - ludzie pierwotni jedli wszystko, co tylko nadawało się do zjedzenia! Nie ma co mieć złudzeń, głód i niedostatek był im dużo bliższy niż uczucie sytości. Ten, kto prawdziwie doświadczył głodu, dobrze wie, że potrafi on doprowadzić do skrajnej desperacji. Dlatego, jeśli tylko udało im się coś złapać - nie wzgardzili niczym: jaszczurką, żabą a nawet ślimakami i robakami. Oj, nie wybrzydzali nasi przodkowie. By przeżyć, jedli prawie wszystko! Dopiero dziesiątki tysięcy lat później, gdy człowiek opanował łowiectwo, rolnictwo, a następnie hodowlę, gdy o żywność było już zdecydowanie łatwiej, pojawiły się uregulowania religijne. System nakazów i zakazów - praw dotyczących między innymi żywienia. Wskazywały one, jakie mięso człowiek może, a jakiego nie może spożywać. Nic nie mówi się przy tym o całkowitym zakazie jego jedzenia. Posty - świadoma, czasowa rezygnacja z jedzenia mięsa - także miały i mają podłoże religijne. Nie jest w związku z tym problemem czy człowiek powinien, czy nie powinien spożywać mięsa - bo raczej powinien. Jakie i kiedy to kwestia kultury, tradycji oraz religii, w której jest się wychowanym - wyjaśniał Zenobiusz. - Jest jednak coś, co odróżnia ludzi pierwotnych od nas, jak twierdzimy, ludzi cywilizowanych. To coś to pokora i szacunek wobec żywności. Mieli ją ludzie pierwotni - my w dużym stopniu jej nie mamy. Człowiek pierwotny nie zbierał niczego, co nie było dojrzałe, niczego, co nie było w pełni zdatne do zjedzenia. Zabijał, by przetrwać do następnego polowania. Nie gromadził żywności choćby dlatego, że nie mógł, nie potrafił - bo by się zepsuła. Nie zabijał bez potrzeby - szanował życie, ale szanował też śmierć. Dlatego nic się nie marnowało - zupełnie tak samo jak w świecie zwierząt. Człowiek współczesny rzadko się nad tym zastanawia. Żywności jest wystarczająco dużo, a problem głodu ma zupełnie inny, lokalny charakter. Na skalę masową uprawiamy rośliny. A hodowla zwierząt to przemysł, całkowicie bezduszna produkcja. Prawdziwe fabryki śmierci. Sztuczna karma, antybiotyki, hormony, stres i cierpienie. Mięso tak hodowanych zwierząt nie może być zdrowe. Jeśli jemy bez zastanowienia, zbyt dużo - z łakomstwa, a nie z głodu - jedzenie będzie szkodliwe - mówił Zenobiusz. - Spożywanie mięsa zdrowych zwierząt, żyjących w godnych, naturalnych warunkach, przy poszanowaniu dla ich śmierci nie jest czymś nagannym. Jest normalne. Jedzenie mięsa nie jest barbarzyństwem - nie powinno wzbudzać obrzydzenia. Barbarzyństwem jest brak szacunku do zwierząt, ich hodowli, śmierci i bezkrytyczne marnowanie żywności. Gdyby ludzie współcześni podchodzili do zwierząt z podobnym szacunkiem, jak robili to członkowie kultur pierwotnych, to z takiego myślenia i postępowania byłoby dużo więcej pożytku, niż z postnej demonstracji solidarności... - Maria Magdalena obiecała Zenobiuszowi, że przemyśli swoje postępowanie.