Motyl cienia - M. M. Bathorska

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Melancholia

Zaprosiłam do życia melancholie

Przybrała wyrazistych wspomnień kolie

Otula ją mgły tajemnica

W ręku płonie gromnica

Proszę ją by sięgnęła do mej pamięci zasobów

Wykreśliła kilka poległych epizodów

Pogrzebała to co martwe

Co wzbudza na sercu zadrę.

Ona na to nie przystaje

Kąśliwą i występną staje

Zamiast ramion wyciąga kolczyste rozłogi

Pęta nimi ciało, obezwładnia nogi

Czuje jak bolesnym objęciem łamie me kości

Wnet doprowadzi mnie tym do ostateczności

Pokłady człowieczeństwa powoli wyniszcza

W mgnieniu oka przeobrażając w zgliszcza.

Upaja się widokiem istoty popadającej w marazm

Abym stanu apatii doznała kolejny raz.

Prędzej rozum postradam

Niż ulegnę i się z nią zbratam.

PrzyGNĘBIENIE

Pakt zawarłeś z niepokalanym księżycem,

zza chmur zerka złowrogim swym obliczem,

Po stokroć drobiazgowo, moje myśli przenika,

Nie sposób powstrzymać tego bacznego czytelnika.

Na twe zaklęcie wertuje karty codziennych myśli,

upominasz byśmy dla siebie na powrót rozbłyśli;

Czy choć raz bywasz tym co dzień zamyka,

gdy dusza ma niefrasobliwie w świat snu wnika.

Gromady kruków sadzasz na gałęzi,

trzymasz w mocy swej uwięzi.

Naprzeciw okna wypatrują mej postaci,

niestrudzeni słudzy, wierni delegaci.

Nadzorujesz okiem ptasiego przewodnika,

jak wspomnienie Ciebie z mego życia umyka.

Spoglądasz na me ciało obleczone w bólu siniznę,

wybierasz jedna, te najświeższą bliznę.

Otwierasz jednym ostrym słowa cięciem,

pragnąc wiedzieć kim bez ciebie jestem.

Senne objęcie

Przed monstrualny strachem

trawiącym dusze z rozmachem,

Od obaw pewne odcięcie,

zaręcza senne objęcie.

Pozwala formować, kreować od nowa,

jemu nie straszna fizyczna przeszkoda.

Od niezrozumienia dalece stroni,

koi uściskiem niewidocznej dłoni.

Kiedy zawiść ludzka duszą poniewiera,

świat osobistych roszczeń nie podziela.

Z odsieczą nadchodzi wyobraźnia,

ona cienie osamotnienia rozjaśnia.

Zwołuje do krainy niezatartych marzeń,

wykraczającej poza zmysłowość zdarzeń.

Tule sen, zamykam rutyną znużone oczy,

Pozostawiam za nimi świat bólu, niemocy.

Nadziei jak promyka słońca wypatruje,

gdy noc mą świadomość przejmuje.

Z sugestią intencji unosimy się razem

Ponad świadomością i czasem.

Codzienna ucieczka

Przeszłości niestety jestem wdzięcznie oddana,

mimo iż zazwyczaj cierniami bywała usłana.

Oczekując chwili wytchnienia,

zawłada mną czar marzenia.

Od dziecięcych lat spisany,

tak bliski, pielęgnowany

Weryfikuje dokonane wspomnienia,

jak i te które nie doczekały spełnienia.

Roztaczają woń kwiatów wiśni,

jedne noc z gwiazdami wyśni.

Inne ulatują niesione rwącym potokiem,

zanim zdołam objąć je wzrokiem.

To przeze mnie zbudowany świat,

wolny od zawiści, pozbawiony wad.

Nie podlegający wpływom, trwały,

jedynie przeze mnie zarządzany.

Poranną rosą utkany,

straży pamięci oddany.

Nie stwarza przeszkód,

tutaj spełnia się cud.

To moja przestrzeń, ona nie zginie,

nawet gdy czas, życie minie.

Skrupulatnie spisuje nowe wiersze, świeże,

w ich niezłomność nieustannie wierze.

Depresja

Dławię się lękami

Strachem...

Kropla po kropli...

Pada krwawa mżawka

Zrodzona z nieba snów

Podbarwionego koszmarem.

Moj umysł jest tak ciężki,

Otępiały,

Nieprzystępny

Jak powietrze przed burzą.

Zalega na żołądku.

Czepiając się mojej duszy

Jak rzep kociej sierści.

Sprawiają ze nie potrafię przyjąć posiłku

Jest zbyt wiele zasadnych obaw...

W spojrzeniach

Szeptach przechodniów...

Jeszcze kilka a nie wytrzyma naporu i pęknie...

Rozsypie na drobne kawałki,

Nie będzie czego zbierać,

Nikomu niepotrzebnego ciężaru.

Jedyne co po mnie pozostanie...

Gromada strachów oraz udręczona nimi dusza.

i co jeszcze?

Kilka, wątpliwych wytworów mojej wyobraźni

[nie znającej granic]

Obawy...

[jakie z każdym dniem wydaje na świat]

Ja w jesieni

Kim jestem tej jesieni?

Osamotnionym liściem na gałęzi życia...

Zaczepiona agonalnie...

przywarła ostatkiem sił,

Do zgniłego konaru nawyków.

To ja...

Przekwitły sentyment matki natury.

Wyczekuje wichrowej zawiei...

Pragnę gradu emocji...

Doświadczyć więcej...

Więcej niż...

Rozmyślnie nakreślony bieg losu.

Odgórnie konturowany...

Pragmatyczny...

Nieprzejednany.

Czekam.

A niebawem poddam mu się...

Wbrew sobie...

Czując jak sama,

Przejmuje role upadłych chwatów.

Zgasnę na chodniku,

Niezauważona,

Pominięta.

A pozbawiona empatii hałastra

Niczym krwiożercze ogary teraźniejszości

Zetrze mnie w pył,

Zepchnie w niebyt.

Nie będę jak on!

Jak ten liść...