Mosty zamiast murów - John Stewart

Kup ebooka

94.00 zł
75.20 zł (74,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przypisy

Rozdział 1

[1] R. Howe, The Miracle of Dialoge, New York, Seabury, 1963; cyt. za The Human Dialogue, F. W. Matson, A. Montagu (red.), New York, Free Press, 1968, s. 148-149.

[2] J. J. Lynch, The Language of the Heart: The Body's Response to Human Dialogue, New York, Basic Books, 1985, s. 3.

[3] J. J. Lynch, The Language, s. 123-124.

[4] Tamże, s. 160 i nast.

[5] Tamże, s. 150-155.

[6] J. J. Lynch, The Broken Heart: The Medical Consequences of Loneliness, New York, Basic Books, 1977, s. 42-51.

[7] E. A. Liljefors, R. H. Rahe, Psychosocial Characteristics of Subjects with Myocardial Infraction in Stockholm, w: Life Stress Ilness, E. K. Gunderson, R. H. Rahe (red.), Springfield, IL, Charles C. Thomas, 1974, s. 90-104.

[8] J. J. Lynch, The Broken Heart, s. 14.

[9] Jest to parafraza tego, co pisze M. Buber w Ja i Ty, przeł. J. Doktór, Warszawa, PAX, 1992, s. 116. Kursywa dodana.

[10] J. Powell, Why Am I Afraid to Tell You Who I Am?, Chicago, Argus Communications, 1969, s. 43.

[11] R. Shattuk, The Forbidden Experiment: The Story of the Wild Boy of the Aveyron, New York, Farrar Straus Giroux, 1980, s. 5.

[12] Tamże, s. 37.

[13] Tamże, s. 119.

Rozdział 2

[1] Parafraza M. Buber, Ja i Ty, przeł. J. Doktor, Warszawa, PAX, 1992, s. 58-59.

[2] Zob. tamże, s. 100.

[3] G. A. Kelly, The Autobiography of a Theory, w: Clinical Psychology and Personality: The Selected Papers of George Kelly, B. Maher (red.), New York, Wiley, 1969, s. 47.

[4] H. B. English, A. Champney English, A Comprehensive Dictionary of Psychological and Psychoanalytical Terms, New York, Longmans, 1958, s. 561.

[5] P. Watzlawick, J. H. Beavin, D. D. Jackson, Pragmatics of Human Communication, New York, Norton, 1968, zob. zwłaszcza rozdz. 2.

[6] Tamże, s. 54 -59.

[7] Carole Logan i ja proponujemy inny opis tego podejścia do komunikacji interpersonalnej w pierwszych dwóch rozdziałach Together: Communicating Interpersonally, wyd. 4, New York, McGraw-Hill, 1993.

[1] "The New York Times", 31 października 1984, s. A18.

Przedmowa do wydania polskiegoDlaczego osobista komunikacja jest tak cenna?

Przełom tysiącleci określany jest jako era informatyki i internetu. Porozumiewanie się za pośrednictwem sieci komputerowej zdaje się stwarzać ludziom nowe możliwości komunikacyjne, zarówno w sferze docierania do informacji, wymiany informacji, jak i zachowań, które przedtem miały bezpośredni społeczny charakter. Nie musimy już wchodzić w bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, aby zawrzeć z nim znajomość, nawiązać wirtualną przyjaźń czy związek intymny. Korzystając z internetu robimy zakupy, dokonujemy przelewów bankowych, docieramy do zasobów bibliotecznych itp. Czy to oznacza, że osobiste, bezpośrednie kontakty z drugim człowiekiem nie są już nam potrzebne? Jaka jest ich rola?

John Stewart, redaktor książki Mosty zamiast murów, zebrał bardzo różne prace, które z rozmaitych perspektyw: psychologicznej, socjologicznej, filozoficznej i medycznej, ukazują funkcje i dobrodziejstwa osobistej komunikacji. Osobistej - to znaczy takiej, w której nie tylko wyrażamy nasze myśli, opinie, uczucia, ale także słuchamy innych, staramy się ich zrozumieć. Tak rozumiana komunikacja interpersonalna to nie tylko słowa, ale także sposób ich wymawiania, ton głosu, przerwy, gesty, pozycja ciała, dystans, jaki zachowujemy wobec partnera - i setki innych subtelnych międzyludzkich doznań. Efektem osobistej komunikacji jest zwykle jakaś zmiana każdego z partnerów. Może to być tylko chwilowa zmiana nastroju czy sposobu patrzenia na siebie samego lub na jakiś aspekt codzienności. Autorzy Mostów... przekonują nas jednak, iż także nasza tożsamość jest zależna od rodzaju i jakości naszych kontaktów interpersonalnych i sposobu, w jaki porozumiewamy się z innymi.

Oczywiście, nie każda komunikacja między ludźmi ma i powinna mieć charakter osobisty; nie zawsze jest to konieczne czy użyteczne. Ale warto zdawać sobie sprawę z tego, co tracimy, jeżeli nasze kontakty z ludźmi nie są osobiste. Teksty zawarte w tej książce pokazują różne sfery i skutki komunikacji interpersonalnej, jej trudności i pułapki, a także pewne sposoby ich przezwyciężania.

Najmocniejszym argumentem na rzecz tezy o niezwykłym znaczeniu osobistej komunikacji są dane statystyczne wskazujące, iż osoby samotne (nie wchodzące w osobiste kontakty z ludźmi) są od dwóch do czterech razy bardziej narażone na ryzyko przedwczesnej śmierci na nadciśnienie, udar czy chorobę wieńcową. Badania prowadzone nad pacjentami z nadciśnieniem wykazały, że inna jest praca serca osób samotnych, a inna - osób komunikujących się z ludźmi. Wprawdzie w czasie mówienia ciśnienie krwi wzrasta, ale gdy słuchamy innych - stopniowo spada, wyrównuje się. Nasze serce potrzebuje dialogu z innym człowiekiem; monolog z ukochanym kotem czy psem nie daje takich efektów, jak bezpośrednia rozmowa z człowiekiem.

Autorzy Mostów zamiast murów podkreślają, że twórcza i rozwijająca jest komunikacja z osobami, które są od nas różne, nie myślą dokładnie tak jak my, nie używają tych samych schematów czy kluczy do rozumienia rzeczywistości. Różnice między partnerami dostarczają specyficznej energii (w terminologii autorów są "synergiczne"), są rozwijające - musimy jednak nie poprzestawać na kompromisie, lecz tworzyć w czasie kontaktu z innymi nowe rozwiązania, które są lepsze niż uprzednio proponowane przez każdego z partnerów. Takie "synergiczne" porozumiewanie się nie jest łatwe: wymaga pewnego zaufania i otwarcia się na inny niż własny punkt widzenia, a nie tylko skoncentrowania się na obronie własnego stanowiska. Stephen R. Covey, autor tekstu "Komunikacja synergiczna", dowodzi, że można być synergicznym nawet w nieprzychylnym otoczeniu. Wystarczy nie odbierać ataków jako osobistych napaści, szukać tego, co dobre, w argumentacji przeciwnika czy "napastnika" i wykorzystywać to do poszerzenia i ulepszenia swojego punktu widzenia.

Znajdujemy też w książce dowody popierające znaną tezę, że percepcja świata i funkcjonowanie jednostki oraz społeczny jej odbiór, a nawet tożsamość w dużym stopniu zależą od używanego przez nią języka. Język kształtuje myślenie, kieruje nami, zawarte są bowiem w nim schematy umożliwiające selektywny ogląd świata i siebie. Ponieważ jest "rybą i wędką", tym więcej możemy ze świata złowić, im więcej słów, powiedzonek, kodów językowych i języków dobrze znamy. Poprzez uczenie się nowych słów, metafor, obcych języków - a także różnorodnych sposobów wyrażania tego samego - rozwijamy się i rozumiemy więcej z otaczającego świata.

Sporo miejsca poświęcono tu roli przyjaciół i związków intymnych oraz sposobów komunikacji w tych związkach. Autorzy dowodzą, że potrzebujemy przyjaciół, aby zaspokoić potrzebę bliskości, wsparcia, swobodnej, niczym nie skrępowanej wymiany opinii, a także aby czynić porównania i pomagać innym (a nie tylko uzyskiwać pomoc). Książka przedstawia również podstawowe ustalenia z zakresu percepcji interpersonalnej i tzw. ujawniania siebie - innym.

Zdrowie i rozwój to - najkrócej mówiąc - podstawowe korzyści płynące z osobistej komunikacji. Obie te sfery są wysoko cenione. Co w takim razie jest przeszkodą czy "murem" utrudniającym osobistą komunikację? Myślę, że takim najgrubszym murem jest brak wiedzy psychologicznej o naturze komunikacji interpersonalnej i zamykanie się na wszelkie formy odmienności: językowej, płciowej, generacyjnej, kulturowej czy politycznej. W przedstawianej tu książce czytelnik znajdzie wiele użytecznej wiedzy o tym, jakie są bariery takiej komunikacji w różnych sferach życia: w rodzinie i związkach intymnych, w procesie edukacji, w relacjach międzykulturowych i zawodowych oraz w polityce. W każdej z tych sfer jest wiele do zrobienia, warto więc dotrzeć do wiedzy, której zastosowanie może uczynić nasze życie mniej stresorodnym, a bardziej przyjemnym. Niektóre tezy prezentowane w książce wyraźnie odbiegają od potocznych sądów w danej sprawie, mogą więc wydawać się kontrowersyjne. Na przykład McKay, Davis i Fanning sądzą, że romantyczne wyobrażenie o rodzinie, w którym zawarte jest pragnienie idealnej zgodności jej członków we wszystkich sprawach, jest stresotwórcze; najlepszym zaś sposobem na zdrową rodzinę jest pozwolić każdemu z jej członków na swobodę mówienia o tym, co czuje, co widzi i czego chce. Stewart dowodzi, iż najważniejsza w nauczaniu jest atmosfera wolności, a błędem nauczyciela jest staranie, by sprawować kontrolę nad wszystkim, co dzieje się na lekcji. To nie porządek, ale nieład czyni cuda w procesie nauczania. Znajdujemy też w książce dane o tym, że komunikacja mężczyzn z kobietami często przypomina komunikację międzykulturową.

Mosty zamiast murów mają specyficzną konstrukcję formalną. Każda część książki poprzedzona jest wstępem odredakcyjnym, prezentującym autorów poszczególnych tekstów oraz podstawowe twierdzenia w nich zawarte. Po tekstach - wymienione są ogólne kwestie "do przemyśleń", a także zestawy prostych pytań, sprawdzających stopień rozumienia tekstu przez czytelnika. Taka konstrukcja ma walor dydaktyczny - studenci mogą utrwalić wiedzę i samodzielnie sprawdzić jej rozumienie. Dla studentów Mosty zamiast murów mogą więc stanowić rodzaj niekonwencjonalnego podręcznika komunikacji interpersonalnej. Dla każdego czytelnika - są źródłem pomysłów, jak porozumiewać się z ludźmi, żeby kontakty interpersonalne były życiową przyjemnością, a nie udręką. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej książki przynajmniej niektórzy pomyślą o swoich życiowych partnerach, kolegach z pracy, znajomych czy przeciwnikach politycznych: "Z zadowoleniem widzę, że się różnimy. Obyśmy razem stali się czymś więcej niż prostą sumą nas obu".

Krystyna Skarżyńska

Przedmowa

To wydanie Mostów zamiast murów zachowuje podejście i podstawowy plan pięciu wydań poprzednich. Oferuje jednak także całkiem nową, czterorozdziałową część na temat związków międzyludzkich, esej na koniec części "Różne spojrzenia na komunikację między osobami" oraz dwadzieścia cztery nowe teksty, które albo zastępują, albo uzupełniają materiał publikowany poprzednio. Książka nadal przeznaczona jest przede wszystkim dla studiujących zagadnienia komunikacji interpersonalnej na średnim poziomie nauczania. Materiał dotyczy jednak także spraw poruszanych na zajęciach z pracy socjalnej, doradztwa, socjologii, nauk humanistycznych, treści książki w większości nadają się więc do wykorzystania na pozauniwesyteckich ćwiczeniach i seminariach poświęconych komunikowaniu się. W poszczególnych rozdziałach omówiono większość tradycyjnych tematów z dziedziny komunikacji interpersonalnej. Teksty zaczerpnięto z szerszego zakresu dziedzin, obejmującego komunikację, pedagogikę, psychologię kliniczną i społeczną, filozofię i naukę o organizacjach. Znalazły się tu również fragmenty z pewnych najistotniejszych pozycji z literatury samokształceniowej.

Doborem tekstów kierowała relacyjna czy transakcyjna teoria komunikacji. Oznacza to, że czytelnik będzie zmuszony wyjść poza takie poglądy na komunikację, które sprowadzają się do relacji "nadawca-odbiorca" lub "źródło-kanał-przekaz-odbiorca". W dwóch pierwszych rozdziałach przedstawiam argumenty za tym, że najpłodniejsze jest ujęcie komunikacji jako procesu współpracy, a nie czegoś, co jedna osoba "robi" drugiej, oraz że komunikacja jest procesem, w którym tożsamości osobiste są przedmiotem negocjacji i ulegają zmianie. Większość autorów prezentowanych w tej książce uważa, że choć komunikacja ma często charakter ekspresyjny lub instrumentalny, to jest także procesem kształtowania osoby, co oznacza, że to, kim jesteśmy, zostaje wypracowane w toku naszych kontaktów werbalnych i niewerbalnych.

Jest to książka dla osób poszukujących praktycznych pojęć i umiejętności, które mogą być pomocne w bardziej efektywnym komunikowaniu się z przyjaciółmi, partnerami, małżonkami, rodziną, współpracownikami. Jednakże - odmiennie niż większość poradników - opiera się powszechnej tendencji do pomijania istniejących problemów pojęciowych i sprowadzania skuteczności interpersonalnej do technik i formuł. Autorzy tu reprezentowani zdają sobie sprawę, że efektywna komunikacja to o wiele więcej niż po prostu bycie "otwartym i szczerym". Na przykład w rozdziałach 1, 2, 5, 6, 7, 8, 9, 14 i 15 znajdują się prowokujące intelektualnie dyskusje dotyczące natury kontaktu interpersonalnego, samoświadomości, postrzegania osób, słuchania, odsłaniania się, stylów właściwych obu płciom, konfliktu i komunikacji międzykulturowej, a w rozdziałach 16-18 przedstawiono trzy rozbudowane koncepcje filozofii komunikacji. Książka zawiera również systematyczne omówienie komunikacji werbalnej i niewerbalnej, negocjowania związków, przyjaźni, komunikacji w rodzinie i kontaktów między bliskimi partnerami, nie rości sobie jednak pretensji do zaproponowania "sześciu definitywnych kroków" ani "dwunastu łatwych technik", które miałyby zagwarantować sukces. Autorzy podkreślają, że wyjątkowość każdej sytuacji, nieustanna zmienność, a zwłaszcza element wyboru, czynią niemożliwym zaprojektowanie i realizację czysto technicznego podejścia do stosunków międzyludzkich.

Takie stanowisko odzwierciedla definicja tematu książki zawarta w tytule Mosty zamiast murów. W myśl tej definicji komunikacja interpersonalna występuje nie tylko w kontaktach twarzą w twarz, w czasie omawiania poważnych spraw lub w długoterminowym związku intymnym. Termin "interpersonalna" określa jakość, typ lub rodzaj komunikacji pojawiającej się między ludźmi, gdy tylko są oni w stanie, mówiąc i słuchając, ujawnić to, co czyni ich istotami ludzkimi. Tę definicję wyjaśnia moje wprowadzenie do pierwszego rozdziału, a późniejsze lektury pogłębiają je. Przez całą książkę przewija się teza, że dla różnych sytuacji właściwe są różne jakości czy typy kontaktu interpersonalnego. "Więcej" komunikacji interpersonalnej nie zawsze oznacza lepiej. Sądzę jednak, że w większości przypadków dla osobistego, szkolnego i zawodowego życia człowieka intensywny kontakt interpersonalny jest korzystny.

W tekstach zawartych w rozdziałach 1, 2, 3, 5, 6, 9, 10, 15 i 18 także kładzie się nacisk na to, że komunikacja jest czymś więcej niż sposobem "załatwiania spraw", ponieważ wpływa na to, kim jesteśmy. Przedstawiam ten pogląd w dwóch pierwszych rozdziałach; James Lynch, William Wilmot, Ken Cissna i Evelyn Sieburg oraz Carole Logan i ja rozwinęliśmy i poszerzyliśmy dyskusje wcześniejsze. Wymiar komunikacji polegający na budowaniu osoby został omówiony szczegółowo przez Martina Bubera w rozdziale 18.

Moje zaangażowanie w relacyjną czy transakcyjną teorię komunikacji jest dopełnione pragnieniem, by ta książka była czytelna. Tak jak we wcześniejszych wydaniach, starałem się dobierać materiał, który przedstawia tę teorię zwracając się wprost do czytelnika. Zawsze szukam przede wszystkim autorów mających "słuch pisarski", potrafiących rozmawiać z czytelnikami. Fragmenty z poprzednich wydań, autorstwa Virginii Satir, Carla Rogersa, Hugha Prathera, Neila Postmana, Deborah Tannen oraz Johna Amodeo i Krisa Wentwortha, pozostawiam w tym wydaniu po części dlatego, że właśnie tak dobrze to założenie realizują. Odnalazłem podobną przystępność również u kilku nowych autorów, jak Stephen R. Covey, Gerald i Marianne Corey, Sam Keen i C. Ronald Christensen.

Nowy materiał

Jak wspomniałem, najbardziej istotnym uzupełnieniem tego wydania jest Część 4, dotycząca stosunków międzyludzkich. Teksty rozdziału 10 ukazują ogólny proces negocjacji związków. W pierwszym z nich Carole Logan i ja opisujemy, w jaki sposób jawne i ukryte wybory komunikujących się, co do tego, w jakim zakresie odkryć siebie i na co zwracać uwagę, składają się na definicję jakości kontaktu między nimi. Następnie Ted Grove wyjaśnia, w jaki sposób w rozmowie zostaje wypracowany osobisty i społeczny wymiar związku dwu osób oraz jak ludzie używają zarówno specyficznej taktyki, jak i ogólnego poczucia taktu, kierując swoimi interakcjami. Ten tekst kończy wyjaśnienie wymiaru władzy w związku oraz reguł kontroli. Rozdział 10 zamyka znajdujące się już we wcześniejszych wydaniach wyjaśnienie przez Kena Cissnę i Evelyn Sieburg wzorów akceptacji i odmowy akceptacji.

Inne trzy rozdziały wchodzące w skład Części 4 poświęcone są przyjaźni (rozdział 11), rodzinie (rozdział 12) oraz bliskim partnerom (rozdział 13). Rozdział 11 rozpoczyna się sporządzonym przez Adelman, Parksa i Albrechta opisem przyjaźni, który znalazł się już w piątym wydaniu Mostów. Następnie Steve Duck przedstawia swoje pojęcie tworzenia związków (relatioshipping) w celu omówienia ogólnych cech, jakich ludzie oczekują u partnerów, pewnych ogólnych reguł przyjaźni i tego, co nazywa zasobami przyjaźni, to znaczy tego, co nam przyjaźń daje i jak na nas działa. Końcowy tekst tego rozdziału jest prowokującą intelektualnie dyskusją nad etyką związków osobistych.

Rozdział 12 zawiera prosty, lecz przekonujący opis map rodzinnych. Końcowy rozdział Części 4 poświęcony jest bliskim związkom. Rozpoczyna się fragmentami piątego wydania książki autorstwa zespołu małżeńskiego obdarzonego wyjątkową zdolnością mówienia mądrze i wprost do czytelników w wieku studenckim. Po zanegowaniu reguły quid pro quo w bliskich związkach Gerald i Marianne przedstawiają dziewiętnaście cech wartościowego związku tego rodzaju - kilka z nich współbrzmi z tezami postawionymi w tekstach wcześniejszych. Następnie instruują nas, jak radzić sobie z barierami skutecznej komunikacji w bliskim związku. Kończą pożytecznymi rozważaniami o miłości autentycznej i nieautentycznej. Kolejne dwa teksty stanowiły część piątego wydania Mostów: raport Dolores Curran z jej sondażu, w którym poszukiwała cech charakterystycznych par pozostających w zdrowym związku, oraz porady Hugha i Gayle Pratherów, jak rozwiązywać konflikty, starając się przy tym nie być pamiętliwym. Rozdział zamyka fragment z bestselera Sama Keena Fire in the Belly: On Being a Man. Jak można się spodziewać po autorze z harwardzkim magisterium z teologii i doktoratem z Princeton, Keen uważa, że jeśli chcemy pojąć tajemnicę miłości seksualnej, musimy przyjąć do wiadomości, że języki seksualności i duchowości są dokładnie przemieszane. W miłości uczymy się, według niego, istotnej zasady całego życia duchowego: szacunku i podziwu dla tego, "co niewyjaśnione, nieuchwytne, niezrozumiałe". Przedstawia on solidne argumenty na rzecz integralnej rodziny nuklearnej, wskazując jednocześnie szanse osób niezamężnych, bezdzietnych i gejów na uczestnictwo w tej sferze dynamiki społecznej. Jest to tekst kontrowersyjny i powinien sprowokować ważną dyskusję. Te cztery rozdziały razem wzięte dostarczają nieocenionych informacji o najważniejszych w naszym życiu relacjach.

Kilka rozdziałów tego wydania zostało w sposób istotny uaktualnionych. Nowe teksty umieszczono w rozdziale wstępnym i w rozdziale poświęconym komunikacji werbalnej, a także znacznie więcej materiału w rozdziale o komunikacji niewerbalnej. Aby uczulić czytelników na niebezpieczeństwa występujących w psychologii popularnej uproszczeń na temat komunikacji niewerbalnej, zamieszczamy na koniec rozdziału 4 krótkie wyjątki z nowej książki Juliusa Fasta, uzupełnione wątpliwościami podnoszonymi w recenzjach oraz testami, które mają pomóc studentom w ćwiczeniu myślenia krytycznego.

Mamy również w rozdziale 6 nowy opis postrzegania osób, autorstwa Sarah Trenholm i Arthura Jensena, nowy tekst Judi Brownell o budowaniu umiejętności komunikacyjnych w rozdziale "Słuchanie", nowe omówienie problematyki ujawniania siebie w rozdziale 8 oraz dwa nowe opisy kobiecego i męskiego stylu ekspresji w rozdziale 9.

Osią rozdziału "Konflikt" jest nadal Jacka Gibba opis komunikacji defensywnej, ale ożywia go nowa lektura wstępna do kolejnego rozdziału, pióra Josepha Folgera, Scotta Poole'a i Randalla Stutmana. W rozdziale międzykulturowym również zachowano dwa tematy i dodano dwa nowe, przegląd Williama Gudykunsta i Young Yun Kima oraz omówienie języka czarnych Amerykanów (tzw. black language) przez Shirley N. Weber.

Dzięki uprzejmości Ronalda Christensena, wykładowcy z Harvardu, w części zamykającej to wydanie Mostów mogłem przedstawić jego poglądy na temat komunikacji interpersonalnej. Esej Christensena pochodzi z książki Education for Judgment: The Artistry of Discussion Leadership i zawiera przekonujący opis kooperacyjnego, transakcyjnego charakteru komunikacji podczas zajęć uniwersyteckich prowadzonych przez autora. W czasie swej długiej i zróżnicowanej kariery Christensen odkrył, że wzajemne uczenie się opiera się na trzech podstawowych czynnościach komunikacyjnych: pytaniu, słuchaniu i reagowaniu. W głównej części swego eseju opisuje sześć podstawowych praw dotyczących nauczania, między innymi: (1) Otwartość i troska nauczyciela stymuluje uczniów do nauki, (3) Najbardziej stymulujące są oczekiwania umiarkowane oraz (5) Najistotniejszym składnikiem dobrego nauczania jest zaufanie. Ta lektura harmonijnie uzupełnia poglądy Carla Rogersa i Martina Bubera.

Plan książki

Niniejsze wydanie zachowuje w zasadzie strukturę poprzedniego. Rozpoczyna się "od podstaw". Następnie traktując z osobna wymiar "wdechu" (inhaling) i "wydechu" (exhaling) w komunikacji - mimo że metafora ta podkreśla nieodłączność obu wymiarów - omawia ich wzajemne związki i ukazuje głęboką jedność tego, co pozornie wydaje się odmienne. Potem omówione są relacje międzyludzkie i kwestia pokonywania różnic. Całość kończą trzy odmienne całościowe koncepcje. Taka struktura książki ułatwi prowadzącemu zajęcia dostosowanie materiału do własnych potrzeb. Choć logiczne wydaje się zadawanie lektur zgodnie z porządkiem, w jakim je zamieszczono, to jednak zarówno części książki, jak i ich poszczególne rozdziały są na tyle niezależne, że ich kolejność może być zmieniana zależnie od potrzeb.

W moim "Wprowadzeniu" staram się wykazać, że Mosty zamiast murów różnią się nieco od standardowego, neutralnego, "obiektywnego" tekstu. Pragnę zwrócić uwagę czytelników zarówno na bogactwo możliwości komunikacji między autorem tekstu a jego odbiorcą, jak i na jej ewentualne ograniczenia. Proszę także pamiętać, że każda książka lub esej przedstawia czyjś osobisty punkt widzenia. Chciałbym, aby czytelnicy nie traktowali tekstu jako "prawdziwego, ponieważ jest napisany czarno na białym", lecz raczej jako przemyślany komunikat konkretnej osoby, która chce im coś przekazać. We "Wprowadzeniu" wyjaśniam istotną dla mnie różnicę między komunikacją bezosobową (impersonal) i międzyosobową (interpersonal) i staram się opisać związek między jakością komunikacji a jakością życia. Streszczam również całą książkę.

W rozdziale 2 części "Podstawy" przedstawiono podstawowe dla pracy podejście - teorię transakcyjną, a następne dwa rozdziały poświęcono komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Wprowadzenie do tych dwóch rozdziałów podkreśla po raz kolejny nierozłączność części złożonej całości zwanej komunikacją interpersonalną.

W Części 2: "Otwartość jako wdech", zarysowano wymiary kontaktu interpersonalnego. Sens użycia terminów "otwartość", "wdech" i "wydech" wyjaśniam we "Wprowadzeniu". W książce można wprawdzie zajmować się tylko jednym tematem na raz, jednak takie terminy jak "nadawanie", "mowa", "odbiór" i "słuchanie", brzmią jak przeżytki linearnego podejścia do komunikacji, sprzecznego z podejściem relacyjnym czy transakcyjnym. Kompromisowo uciekłem się więc do pożytecznej dwuznaczności terminu "otwartość", aby przedstawić znaczenie owej otwartości jako "wdechu" w Części 2 i jako "wydechu" w Części 3. Jak już zaznaczyłem, aluzja do czynności oddychania podkreśla nierozłączność obu składowych tej całości.

Rozdział 5 pt. "Samoświadomość" rozpoczyna się wspomnianą wcześniej dyskusją autorstwa Geralda i Marianne Coreyów, potem następuje krótki, lecz intelektualnie prowokujący komentarz Hugha Prathera, a na koniec omówienie pewnych istotnych przeszkód w efektywnej autopercepcji, autorstwa Roberta Boltona. W rozdziale 6 uwaga przenosi się na spostrzeganie osób - William Wilmot przedstawia transakcyjną naturę tego procesu, a Sarah Trenholm i Arthur Jensen omawiają poznanie społeczne. Część 2 zamyka rozdział 7 zawierający trzy omówienia słuchania, z których jedno przedstawia jego związki z procesem retorycznym, drugie koncentruje się na aktywnym rozwijaniu umiejętności słuchania, ostatnie zaś zachęca czytelnika do przejścia od słuchania aktywnego i empatycznego do nastawienia dialogicznego, bardziej zgodnego z perspektywą relacyjną właściwą całej książce.

Część 3 składa się z dwóch rozdziałów. Rozdział 8 zawiera dwa teksty na temat ujawniania siebie (self-disclosure). Pierwszy ukazuje na czym zjawisko to polega, drugi zaś uświadamia czytelnikowi, że nie jest ono remedium na wszelkie problemy komunikacyjne. Następnie rozdział 9 odwołuje się do fragmentów nowej książki Diany Ivy i Phila Backlunda, bestselera Deborah Tannen oraz New Male Sexuality Berniego Zilbergelda, by dokonać rozróżnienia między stylem ekspresji kobiet i mężczyzn.

Część 4 - "Związki" - została opisana wyżej w punkcie "Nowy materiał".

Część 5 - "Ponad podziałami" - rozpoczyna się rozdziałem o konflikcie, a kończy rozdziałem o komunikacji międzykulturowej. Rozdział 14 otwiera użyteczna, nowoczesna analiza konfliktu interpersonalnego autorstwa Folgera, Poole'a i Stutmana. Później znajdujemy klasyczny tekst Jacka Gibba "Komunikacja defensywna", a następnie szereg pożytecznych porad Johna Amodeo i Krisa Wentwortha w kwestii sposobów radzenia sobie z gniewem. Rozdział zamyka kolejny celny tekst pióra Hugha Prathera.

Rozdział 15 rozpoczyna się przeglądem, tym razem autorstwa Gudykunsta i Kima. Następnie Letty Cottin Pogrebin omawia sposoby przekraczania barier w postaci koloru skóry, odmiennych kultur, preferencji seksualnych, niepełnosprawności i wieku. Shirley Weber analizuje znaczenie społeczno-kulturowe języka czarnych, a zamyka rozdział sprawozdanie Paula Rabinowa z jego spotkania z kulturą arabską w osobie przyjaciela - Alego.

Tak jak w poprzednich wydaniach, Część 6 zawiera przedstawienie trzech podejść do komunikacji interpersonalnej - wypowiedzi trzech renomowanych autorów podsumowujące ich poglądy na podstawowe sposoby funkcjonowania w kontakcie z innymi. Rozdział 16 to podejście nauczyciela, rozdział 17 - psychoterapeuty, a rozdział 18 podejście filozofa. Przedstawiłem już nauczyciela, Rolanda Christensena. Psychoterapeuta to Carl Rogers, a filozof to Martin Buber. Wspomnę tu nie po raz pierwszy, iż dochodziły mnie skargi na "niejasność", "trudność w czytaniu" i "zagmatwanie" końcowego tekstu autorstwa Bubera. Na szczęście wiem również, co się dzieje, gdy studenci moi i moich asystentów wchodzą w rzeczywisty kontakt z tą osobą i jej ideami. Studentowi pilnemu i cierpliwemu pisma Bubera stwarzają okazję do docenienia głębi i wagi komunikacji interpersonalnej. Często skłania się do zastosowania idei Bubera w praktyce, zwłaszcza "w biedzie". I dlatego prace tego filozofa stały się tak cenne dla mnie i moich współpracowników. Zgadzam się, że nie są łatwe dla studentów pierwszych lat, ale wierzę w sens stawiania wysokich wymagań, a stopień zrozumienia jego poglądów przez większość moich studentów nieustannie mnie zaskakuje i cieszy.

Pozostałe treści

Podobnie jak w piątym wydaniu, po każdym tekście następują dwa zestawy pytań. Pierwszy zestaw, "Pytania przeglądowe", ma za zadanie przypomnieć czytelnikowi kluczowe idee. Jeśli student jest w stanie na nie odpowiedzieć, wszystko wskazuje na to, że rozumie przeczytany tekst. Zamieszczone następnie "Kwestie do omówienia" wymagają od czytelników podjęcia dodatkowego trudu rozwinięcia, krytyki lub zastosowania w praktyce przemyśleń autora. Niektóre z nich ukazują powiązania między różnymi rozdziałami.

Wiele tekstów zawiera także obszerną bibliografię. Są tam długie listy prac omawiających na przykład komunikację werbalną i niewerbalną, spostrzeganie osób i poznanie społeczne, posługiwanie się językiem przez kobiety i mężczyzn, rozwój związków, przyjaźń i komunikację międzykulturową.

Tak jak w poprzednich wydaniach pragnę przypomnieć czytelnikom, że lektura tej książki na temat komunikacji interpersonalnej nie jest w stanie zastąpić bezpośredniego kontaktu osobistego w życiu codziennym. Właśnie dlatego rozpocząłem książkę wypowiedzią Bubera o "książkach i ludziach", a zakończyłem refleksjami Hugha Prathera na temat świata idei i królestwa "mrocznej śmierci".

Podziękowania

Pragnę złożyć wyrazy serdecznego podziękowania autorom i wydawcom przedrukowanych tu materiałów. Bez ich współpracy powstanie tej książki byłoby niemożliwe.

Jestem także niezmiernie wdzięczny recenzentom poprzednich wydań. W poprawkach do nowego wydania istotne były wnikliwe i płodne komentarze następujących osób: Richarda Bryntesona z Concordia College; Dudleya Cahna z The Stale University of New York w New Paltz; Stephena Coffmana z Eastern Montana College; Donalda Darnella z University of Colorado w Boulder; Jackiego Ganschowa z Del Mar College; Dennisa Garna ze Spring Arbor College; Davida Valleya z Southern Illinois University w Edwardsville; Melissy Wood z University of Iowa oraz Marka Woolseya z Fresno City College.

Na ostateczny kształt książki wpłynęło także bezpośrednio lub pośrednio wiele osób, z którymi miałem szczęście systematycznie się kontaktować. Wysoko cenię obecnych i byłych wykładowców naszego kursu komunikacji interpersonalnej: Milta Thomasa, Karen Zediker, Jeffa Kerssena, Lisę Coutu, Roberta Graya, Kathy Hendrix, Ruth Huwe, Kenta Nelsona, Laurę Manning i Beckie McCann. Szczególnie ważny zaś był wkład Karen Zediker. Udało jej się w pracy dydaktycznej zintegrować podejścia transakcyjne z różnych czasów, dzięki czemu otrzymała nagrodę University of Washington - jedną z dwu przyznanych asystentom w roku 1994. Praca Karen jest dla mnie jeszcze jednym dowodem słuszności poglądu Rolanda Christensena na temat wzajemnej korzyści z dyskusji na zajęciach - nauczyłem się od niej nie mniej niż ona ode mnie.

Nieoceniona była pomoc kolegów - zarówno tych, którzy wspierali moje poglądy, jak i tych, którzy z nimi polemizowali: Roberta Arundale'a, Isabelle Bauman, Gerry'ego Philipsena, Jody Nyquist i Carole Logan, oraz przyjaciół takich jak Ann Lukens, Fr. Ralph Carskadden, Walt Fisher i John Agnus Campbell. Głównym zaś źródłem i ostatecznym sprawdzianem poglądów zawartych w tej książce są nadal moje najważniejsze związki życiowe - z Kris, Lincolnem, Lisą, Marcią, Markiem, Jamiem, Joshuą, Heleną, Mamą, Bobem, Barbarą, Michaelem i innymi członkami naszej rodziny.

Wszystkim wydaniom Mostów zamiast murów towarzyszyły niezmiennie: moja świadomość zarazem trudności i niezbędności komunikacji interpersonalnej oraz fascynacja wyzwaniem, jakim jest praca nad jej realizacją. Mam nadzieję, że przynajmniej część tej fascynacji zdołam przekazać czytelnikom.

John Stewart

Rozdział 1 Idea książki

"Pisanie o komunikacji interpersonalnej, pisanie w celach dydaktycznych, jest doprawdy trudne, przede wszystkim dlatego, że prawie niemożliwe jest zastosowanie w praktyce tego, w co się wierzy". To zdanie, którym w 1972 roku rozpocząłem wprowadzenie pierwszego wydania Mostów zamiast murów, nadal - w roku 1994 - wydaje mi się równie prawdziwe. Teraz, podobnie jak wtedy, mógłbym myśleć o was po prostu jak o "czytelnikach" czy "studentach", o sobie zaś jak o "autorze" lub "redaktorze" i przejść do "powiedzenia tego, co chciałbym, abyście wiedzieli". Gdybym jednak tak uczynił, otrzymalibyśmy w rezultacie coś znacznie bliższego komunikacji bezosobowej niż międzyosobowej (interpersonalnej).

Takie podejście byłoby w tej książce nieskuteczne, ponieważ ani ja nie jestem po prostu "autorem", "redaktorem" czy "wykładowcą", ani Wy nie jesteście po prostu "czytelnikami" czy "studentami". Każdy z nas jest złożony i wyjątkowy. Ja nazywam się John Stewart, uczę studentów od ponad dwudziestu pięciu lat i uwielbiam prawie wszystko w mojej pracy, obecnie zaś przeżywam jedno z najbardziej podniecających i radosnych doświadczeń w moim życiu - w wieku pięćdziesięciu trzech lat jestem ojcem dwudziestomiesięcznego syna. Miałem długą przerwę w byciu ojcem. Moje starsze córki mają 32 i 31 lat, a wnuki lat 8 i 6. Syn Kris i mój jest więc nie tylko cudem sam w sobie, jest także wujkiem siostrzenicy i siostrzeńca, którzy są od niego starsi i nowym wnukiem mojej mamy, która ma już prawnuki. Lincoln, tak jak przystało w jego wieku, dokonuje nieustannych badań rzeczywistości, uczy się sam zasypiać i (niekiedy) samodzielnie jeść, bez przerwy porozumiewa się niewerbalnie, rozumie większość z tego, co się do niego mówi, i uczy się mnóstwa nowych słów. Każdego dnia Kris i ja uczymy się czegoś nowego jako rodzice.

Pochodzę z północno-zachodniego zakątka Stanów Zjednoczonych i miałem szczęście spędzić większość swojego życia w pobliżu miejsc, gdzie się urodziłem i dorastałem. Uwielbiam zapach słonej wody i poszum, z jakim przecina ją żaglówka lub łódź wiosłowa, wilgotną rześkość tutejszych zim, radość pędu w dół rowerem lub na nartach, pogawędki licznej rodziny podczas świątecznego spotkania i różnokolorowe twarze w kościele naszej kongregacji. Nie lubię sztucznych uśmiechów, zanieczyszczenia powietrza, pretensjonalnych uczonych, reguł określonych niejasno, a sztywno wprowadzanych w życie, ani psujących się urządzeń. Często też niecierpliwią mnie ludzie, którzy nie potrafią lub nie chcą powiedzieć tego, co myślą. Młodość spędziłem w małym miasteczku, a teraz mieszkam w Seattle, blisko Jeziora Waszyngtona. Pasjonuje mnie nauczanie studentów - zarówno nowych idei, jak i tych starych - oraz przeszczepianie analiz filozoficznych na grunt teorii komunikacji. Jestem nadzwyczaj szczęśliwy dzięki mojej pracy i wspólnemu życiu ze zdrową rodziną właśnie w tym, a nie innym miejscu na Ziemi.

Im dłużej badam komunikację interpersonalną i nauczam jej zasad, tym bardziej zadziwia mnie, jak bardzo to, jaki jestem obecnie, jest funkcją związków, których doświadczyłem. Niektóre z najważniejszych osób w moim życiu już nie żyją: na przykład mój ojciec, mój teść, mój pierwszy prawdziwy "szef", Marc Burdick, wykładowcy Peter Ristuben i Ted Karl oraz Allen Clark, przyjaciel, dzięki któremu poznałem prace Martina Bubera. Z innymi, a są to nauczyciele ze szkoły średniej i z uniwersytetu: Frank Richardson, Loris Crampton i Robert Harris, prawie zupełnie straciłem kontakt. Jednak dzięki innym związkom - z Kris i Lincolnem, z mamą i ojczymem, z matką Kris, moją siostrą Barbarą oraz z przyjaciółmi: Johnem Campbellem, Dalem Reigerem, Walterem Fisherem, Jody Nyquist i Karen Zediker - wciąż od nowa się uczę i kształtuję. Wpływ na mnie wywarł także kontakt z kilkoma ludźmi nawiązany za pośrednictwem tego, co napisali, zwłaszcza z Martinem Buberem, Carlem Rogersem, Hansem Georgiem Gadamerem oraz Michaiłem Bachtinem. Kontakty z tym wszystkimi osobami pomogły mi się ukształtować. Jednocześnie czuję pewien trwały, choć nie niezmienny rdzeń, na który składają się wartości, przekonania, wady i zalety decydujące o tym, kim jestem.

Gdybym był tylko "autorem" lub "wykładowcą", mógłbym także przemilczeć fakt, że przygotowywanie szóstego wydania Mostów zamiast murów jest dla mnie prawie równie podniecające jak przygotowywanie wydania pierwszego, oraz swoje zadziwienie tym, że książka nadal przemawia do tak wielu tak różnych osób. Każda wzmianka o niej ze strony studenta, który ją czytał, lub wykładowcy, który z niej korzysta, sprawia mi radość. Jestem szczególnie ustysfakcjonowany, kiedy dowiaduję się od młodych specjalistów z zakresu komunikacji, że książka była dla nich impulsem do zajęcia się tą dziedziną. Możliwość doświadczenia takiej wspólnoty myśli i uczuć skoncentrowanych wokół komunikacji interpersonalnej to prawdziwa łaska. Jestem wdzięczny czytelnikom, że nadal pozwalają mi mówić do siebie wprost i osobiście, nie skazując mnie na bezpieczny, sterylny i bezosobowy styl niektórych "materiałów edukacyjnych".

Bezosobowe podejście utrudniłoby nasz kontakt również z tego powodu, że ty także nie jesteś po prostu "czytelnikiem" czy "studentem". Gdzie się urodziłeś i wychowałeś? Jak to na ciebie wpłynęło? Czy czytasz tę książkę z własnej woli, czy też ktoś tego od ciebie wymaga? Jeśli czytasz ją w ramach zajęć, jakie, twoim zdaniem, będą te zajęcia? Pasjonujące? Nudne? Zagrażające? Pożyteczne? Bezpłodne? Jaki jest twój ogólny stosunek do zadawanych lektur? Do nauki? Do jakich grup należałeś i należysz? Do bandy dzielnicowej? Do grupy samopomocy? Do zespołu rockowego? Do korporacji uczniowskiej lub studenckiej? Do klubu turystycznego? Do duszpasterstwa akademickiego? Jakich ostatnio dokonałeś ważnych wyborów życiowych? Zerwanie związku? Przeprowadzka? Zmiana profilu studiów? Porzucenie pracy? Nowy związek?

Nie sugeruję, że do komunikacji z drugą osobą konieczne jest "wchodzenie z butami" w szczegóły jej życia osobistego, chcę tylko powiedzieć, że komunikacja interpersonalna zachodzi między osobami, a nie między rolami, maskami czy stereotypami. Komunikacja interpersonalna między tobą a mną może nastąpić tylko wtedy, gdy każdy z nas da coś z siebie, a jednocześnie będzie otwarty na taki sam komunikat z drugiej strony.

Jednym ze sposobów konceptualizcji mojej koncepcji jest coś, co nazywam ilorazem kontaktu (contact quotient), czyli IK. Twój IK mierzy, jak dobre połączenie uzyskujesz z drugą osobą. Jest to proporcja jakości doświadczanego kontaktu do możliwej jakości tego kontaktu:

Mąż i żona będący małżeństwem od czterdziestu lat mają ogromny mianownik IK - powiedzmy 10 000. Jeśli jedno nie odzywa się do drugiego, licznik jest drastycznie niski - może 15, a więc IK w tym przypadku wyniesie 15/10 000 - będzie bardzo niski. Jeśli jednak spędzą ze sobą popołudnie i wieczór na rozmowie i wspólnych rozrywkach i będą się kochać, licznik będzie bardzo wysoki - rzędu 9500 - i ich IK zbliży się do 10 000/10 000. Ty i ja mamy całkiem mały mianownik, co oznacza, że jakość absolutna, którą możemy uzyskać za pośrednictwem tej książki jest względnie niska. Możemy jednak dążyć do IK bliskiego jedności - powiedzmy 100/100 - i taki jest podstawowy cel tego wprowadzenia i innych moich tekstów zawartych w tej książce.

Jednakże maksymalizacja ilorazu kontaktu zachodzącego między tobą a mną może być trudna. Mogę nadal opowiadać ci o tym, kim jestem, ale nie wiem, czy aby mnie poznać, potrzebujesz właśnie tych informacji. W dodatku ja nie wiem prawie nic o tym, co czyni osobę z ciebie - nie wiem nic o twoich wyborach, uczuciach, nadziejach, obawach, mądrości i zaślepieniach - nic o twojej osobowości. To właśnie dlatego pisanie o komunikacji interpersonalnej bywa frustrujące. Omawianie komunikacji interpersonalnej w druku nie oznacza, że w ten sposób dokonuje się wiele z zakresu samej komunikacji.

Może jednak dokonać się więcej niż w zwykłym "podręczniku". Nasz związek może być bliższy interpersonalnemu, niż to się często w takich sytuacjach zdarza. Będę się starał zrealizować ten cel, dzieląc się z tobą tym, co rzeczywiście myślę i czuję, w moich wprowadzeniach do lektur, pytaniach przeglądowych i kwestiach do omówienia na końcu każdej z części oraz w czterech esejach, których jestem autorem lub współautorem. Ty zaś - mam nadzieję - otworzysz się, angażując się w tę lekturę w takim stopniu, by jasno ocenić, które z przedstawionych idei i umiejętności mogą być dla ciebie istotne, a które nie. Mam również nadzieję, że będziesz otwarty na inne osoby czytające tę książkę, tak byście mogli korzystać nawzajem ze swoich przemyśleń.

Co uzasadnia takie podejście do komunikacji interpersonalnej?

Zanim zaczniemy dzielić komunikację ludzką na poręczne części, chciałbym przedstawić parę poglądów, którymi kierowałem się przy doborze i organizacji materiału zawartego w tej książce. Uważam, że znajomość jej ogólnego zamysłu ułatwi wam zrozumienie informacji na poszczególne tematy oraz wydobycie z całości tego, co dla was pożyteczne.

Jakość komunikacji a jakość życia

Jedno z moich podstawowych założeń brzmi: istnieje bezpośredni związek między jakością komunikacji a jakością życia. Najlepiej to wyjaśnić odwołując się do przykładu z własnego życia.

Po maturze przez dwa lata byłem w uczelni lokalnej, a potem przeniosłem się, aby zdobyć dyplom magistra. W obu szkołach chodziłem na "kursy wymowy" i zauważyłem, że w każdym z nich czegoś brakowało. Wykładowcy kładli nacisk na umiejętność przekazywania informacji innym i przekonywania ich do tego, na czym nam zależy. Pokazywali studentom, jak poszukiwać idei i przedstawiać je, jak skutecznie gestykulować, jakiej używać intonacji głosu, by przykuć uwagę słuchacza. Studenci pisali referaty i wygłaszali mowy, demonstrując opanowanie tych umiejętności. Brakowało mi jednak w zajęciach czegoś istotnego. I w podręcznikach, i w wykładach nie było w ogóle mowy o związku między jakością komunikacji a jakością życia.

Te informacje można było znaleźć na innych zajęciach i w innych lekturach. Na zajęciach z literatury i antropologii dowiadywałem się, że "żaden człowiek nie jest wyspą" oraz że "człowiek jest zwierzęciem społecznym". Podręczniki psychologii przedstawiały badania nad dziećmi, które cierpiały głęboko, ponieważ były pozbawione dotyku, rozmowy i wszelkiego kontaktu. Lektura z filozofii mówiła to samo tymi słowy: "[...] komunikacja oznacza dla osoby śmierć lub życie. [...] Zarówno jednostka, jak społeczeństwo czerpie podstawowe znaczenie ze związków międzyludzkich. To dzięki dialogowi staje się cud człowieczeństwa i wspólnoty"[1].

Teksty i wykładowcy na zajęciach z komunikacji obiecywali studentom, że pomogą im jasno przedstawiać idee, być atrakcyjnymi towarzysko i skutecznie przekonywać innych do własnego zdania. Zdawali się jednak nie doceniać potencjalnego wkładu, jaki może wnieść do komunikacji literatura, antropologia, psychologia i filozofia. Jeśli ludzie są rzeczywiście istotami społecznymi, to człowieczeństwo rodzi się w komunikacji. Innymi słowy, choć komunikacja jest niewątpliwie środkiem wyrażania idei, załatwiania spraw, bawienia, przekonywania i perswazji, jest także czymś więcej. Jest procesem określającym to, kim jesteśmy. W rezultacie jeśli doświadczamy głównie komunikowania się z dystansem, obiektywnego i bezosobowego, możemy ukształtować się całkiem jednostronnie, ale jeśli nasze komunikowanie się jest zasadniczo oparte na bliskości, podtrzymujące i interpersonalne, mamy szansę w większym stopniu rozwinąć nasz ludzki potencjał. Właśnie w ten sposób jakość naszej komunikacji oddziałuje na jakość naszego życia.

Uświadomienie sobie tej prawdy było jednym z powodów zajęcia się przeze mnie nauczaniem komunikacji interpersonalnej oraz motywem przygotowania tej książki. Duży wpływ wywarły na mnie również nowe badania umacniające taki pogląd na komunikację interpersonalną.

Najbardziej sugestywne z badań są dziełem lekarzy. James J. Lynch, członek zarządu Psychophisiological Clinic and Laboratories at the University of Maryland School of Medicine, jedną ze swoich nowych książek rozpoczyna tymi słowy:

"Jak się przekonamy, kolejne badania wykazują, że dialog między ludźmi nie tylko w sposób znaczący wpływa na pracę serca, lecz może nawet zmieniać biochemię pojedynczych tkanek na najdalszych peryferiach ciała. Ponieważ krew dociera do każdej ludzkiej tkanki, dialog ma wpływ na całe ciało"[2].

Innymi słowy, Lynch twierdzi, że jakość komunikacji wpływa na fizjologiczną jakość życia. Do jego ważnych odkryć należy to, że ciśnienie krwi zmienia się znacznie szybciej i częściej, niż wcześniej sądzono, a największe zmiany ciśnienia zachodzą między innymi wówczas, gdy mówimy lub gdy ktoś mówi do nas. Skomputeryzowane przyrządy pomiarowe pozwalają Lynchowi i innym badaczom z tej dziedziny śledzić nieprzerwanie ciśnienie krwi i przedstawiać dokładnie skutki takich czynności, jak wejście do pokoju, kontakt niewerbalny, czytanie na głos czy rozmowa. Wydaje się, że mówienie wpływa bezpośrednio na ciśnienie krwi: podczas badań średnie ciśnienie tętnicze badanych pielęgniarek wzrastało z 92, gdy milczały, do 100 gdy "spokojnie mówiły"[3]. Słuchanie daje efekt przeciwstawny. Kiedy przestajemy mówić i koncentrujemy się na tym, co mówi druga osoba, ciśnienie spada poniżej poziomu wyjściowego[4]. I zdarza się to tylko wtedy, gdy rozmawiamy z istotą ludzką - "rozmowy" z kotkami lub pieskami nie wywołują tego efektu[5].

We wcześniejszej pracy Lynch omawia bardziej globalne skutki zasadniczo tego samego zjawiska. Przytacza wyniki setek badań medycznych ukazujących korelację między samotnością a słabym zdrowiem. Na przykład osoby o niewielu związkach interpersonalnych umierają zazwyczaj wcześniej niż członkowie wielopokoleniowych rodzin posiadający więcej przyjaciół[6]. W pewnym badaniu przeprowadzonym przez dwóch szwedzkich lekarzy na bliźniętach jednojajowych stwierdzono nawet, że palenie papierosów, otyłość i poziom cholesterolu jednego z bliźniąt, tego, które doznało ataku serca, nie różniły się od analogicznych cech drugiego, o zdrowszym sercu. Były jednak inne istotne różnice, które badacze określili jako "nieszczęśliwe dzieciństwo i słabe związki interpersonalne". Bliźnięta z chorobą serca przeżywały więcej nierozwiązanych konfliktów, więcej kłótni w pracy i w domu i doznawały mniej wsparcia emocjonalnego[7].

Jakie wnioski płyną z tych danych? Lynch ujmuje to następująco:

"Współbycie z innymi ludźmi wpływa na nasze serca [...] a serce odzwierciedla biologiczne podłoże naszej potrzeby przepełnionych miłością związków z innymi ludźmi, której niespełnienie niesie zgubę. [...] Ostateczny wybór jest prosty: albo musimy się nauczyć żyć z innymi, albo umrzeć przedwcześnie w samotności"[8].

Nasza fizjologiczna jakość życia zależy więc od czegoś więcej niż obfitość pożywienia, ciepłe ubranie, mieszkanie, wykształcenie i nowoczesne udogodnienia. Jakość egzystencji jest bezpośrednio związana z jakością komunikacji.

Jeśli zajmiemy się innymi niż fizjologiczne aspektami jakości życia, prawda ta objawi się nam jeszcze wyraźniej. Ludzie niekoniecznie obeznani z medycyną od wielu lat mówią o związku między jakością komunikacji a jakością życia. Na przykład filozof Martin Buber pisał:

Czymś wyjątkowym w świecie ludzkim jest nieustanne dzianie się w przestrzeni pomiędzy jedną osobą a drugą, co nigdy nie zdarza się w świecie zwierząt ani roślin. [...] To dzięki temu dzianiu się ludzie są ludźmi. [...] Te szczególne wydarzenia rozpoczynają się dzięki zwróceniu się jednego człowieka do drugiego, spostrzeżeniu go jako szczególnego bytu jednostkowego i propozycji wzajemnej komunikacji, dzięki której na bazie świata każdej z jednostek buduje się świat wspólny[9].

Psycholog John Powell przekazuje ten sam pogląd w prostszych słowach: "To, kim jestem w każdym momencie procesu stawania się osobą, zawsze zależy od mojego związku z tymi, którzy mnie kochają lub odmawiają mi miłości, z tymi, których kocham lub im miłości odmawiam"[10].

"No dobrze - możesz powiedzieć - nie jestem przeciwny wzniosłym ideałom wyrażanym przez wszystkich tych ludzi i widzę związek między jakością życia a jakością komunikacji. Ale spójrzmy na to praktycznie. Traktowanie wszystkich jako osobistych przyjaciół nie zawsze jest możliwe i nie zawsze jest rozsądne. Ponadto możesz być pewny, że inni ludzie nie zawsze będą cię traktować w ten sposób. Oczekiwanie, że twoja komunikacja będzie zawsze przyjazna i wspierająca, byłoby nierealistyczne. Nieprzerwanie trwa komunikacja bezosobowa".

Zgoda. Wiele czynników utrudnia czy wręcz uniemożliwia taką komunikację. Definicje roli, stosunki związane ze statusem, różnice kulturowe, otoczenie fizyczne, ograniczenia czasowe - wszystko to może być przeszkodą w kontakcie interpersonalnym. Niedostaki wiedzy i umiejętności mogą także ograniczać komunikację, której doświadczacie. Ktoś może pragnąć bezpośredniego kontaktu z drugą osobą, lecz po prostu nie wiedzieć, jak go zrealizować.

W jeszcze innych sytuacjach może to być możliwe, ale jak stwierdziłeś, nierozsądne. Relacje władzy lub poziom wrogości mogą czynić to zbyt ryzykownym. Znam na przykład człowieka, który nauczał komunikacji interpersonalnej w ramach zajęć przystosowawczych do życia na wolności dla więźnów. Eryk pracował również w więzieniu jako wychowawca. Jego władza jako strażnika znacznie wpływała na jego możliwości jako wykładowcy komunikacji interpersonalnej. Niektórzy uczniowie reagowali pozytywnie na usiłowania nawiązania kontaktu. Jednakże inni byli tak ukształtowani przez lata spędzone w różnych więzieniach, że obchodziło ich tylko zachowanie własnej pozycji w hierarchii skazanych i jak najszybsze wydostanie się na wolność - legalnie lub w jakikolwiek inny sposób. Toteż Eryk nie widział sensu podejmowania prób komunikacji ze wszystkimi swoimi uczniami w sposób ściśle "interpersonalny".

Istota ludzka rodzi się w kontaktach międzyludzkich

Drugie założenie, na którym opierają się materiały zawarte w tej książce, ściśle związane z poprzednim, głosi, że w świecie ludzkim istnieje podstawowy ruch skierowany na związek, a nie na odzielenie. Może brzmi to nieco mgliście, ale mam nadzieję, że po przeczytaniu kilku następnych akapitów stanie się bardziej jasne. Po pierwsze, uważam, że życie ludzkie jest pewnym procesem, a jego najistotniejszy wymiar to stawanie się w pełni ukształtowaną osobą. Dotychczas nic rewelacyjnego, prawda?

Po drugie, ludzie są istotami relacyjnymi, a nie odizolowanymi. Nasza natura i egzystencja domaga się kontaktu z innymi osobami. Gdybyście byli w stanie połączyć ludzkie jajo i spermę w środowisku całkowicie bezosobowym - w sztucznym łonie, przeprowadzić poród z pomocą automatów, a potem w ten sam sposób dziecko odżywiać, przebierać itp. - istota przez was wyhodowana nie byłaby osobą. Dlaczego? Ponieważ żeby stać się osobą, musimy doświadczyć związku z innymi osobami. Tego poglądu nie można oczywiście udowodnić eksperymentalnie, ponieważ byłoby nieetyczne potraktować w ten sposób jakąkolwiek ludzką istotę. Istnieją jednak pewne dowody empiryczne pochodzące z badań nad "dzikimi" dziećmi - dziećmi wychowywanymi przez pewien czas przez wilki lub inne zwierzęta. Jedna z książek opowiada o Dzikim Chłopcu z Aveyron - "dziwnym stworzeniu", które wyłoniło się z lasu w południowej Francji 9 stycznia 1800 roku i zostało schwytane na wykopywaniu warzyw w wiejskim ogrodzie. Według ludzi, którzy je poznali, "stworzenie" to:

"[...] cieleśnie było człowiekiem i chodziło w postawie wyprostowanej. Wszystkie inne jego cechy zdawały się zwierzęce. Było nagie, wyjąwszy łachman wokół bioder, i nie okazywało skromności, ani świadomości jakiegokolwiek związku swej ludzkiej egzystencji z tymi, którzy je schwytali. Nie umiało mówić, wydawało tylko dzikie, pozbawione znaczenia okrzyki. Pomimo bardzo niskiego wzrostu sprawiało wrażenie chłopca w wieku 11-12 lat [...]"[11].

Stworzenie zawieziono do słynnego lekarza, doktora Pinela, jednego z twórców psychiatrii. Nie był on w stanie nic poradzić, częściowo dlatego, że "chłopiec nie miał ludzkiego poczucia rzeczywistości. Nie miał poczucia jakiegokolwiek związku z innymi osobami"[12]. "Dzikus z Aveyron" dokonał postępu dopiero dzięki eksperymentowi innego lekarza, doktora Jean-Marca Gasparda Itarda. Pierwszym krokiem Itarda było oddanie go pod opiekę dojrzałej, kochającej matki zastępczej, pani Guerin. W tym domu chłopiec nauczył się "używać własnego nocnika", ubierać się samodzielnie, przychodzić na zawołanie, a nawet kojarzyć niektóre litery alfabetu z obrazkami.

W pierwszym sprawozdaniu z rocznych wysiłków socjalizacji dzikiego chłopca Itard kładzie nacisk na wagę ludzkiego kontaktu w stawaniu się osobą. Opisuje szczegółowo zdarzenia dowodzące ważności "poczucia przyjaźni" między nim a chłopcem, a zwłaszcza między chłopcem a panią Guerin: "Żeby zrozumieć tę sytuację, należy sobie uświadomić, jaki wpływ na dziecko mają nieustanne gaworzenie i pieszczoty, które są naturalnym odruchem matczynego serca i źródłem pierwszych uśmiechów i radości ludzkiego życia"[13]. Bez tego kontaktu młoda ludzka istota była "stworzeniem" i "dzikusem". Dzięki niemu zaczęła stawać się osobą.

Takie relacje stanowią kolejny argument na rzecz tezy, że istota ludzka rodzi się w kontaktach międzyludzkich. Nasze geny zapewniają nam potencjał rozwoju w istoty ludzkie, lecz bez kontaktu ten potencjał nie może zostać uaktywniony. Korzyści, jakie ludzie mogą odnosić z samotności, medytacji i milczącej refleksji, są możliwe tylko wówczas, gdy istnieją trwałe związki. Powszechnie twierdzi się, że jesteśmy formowani przez kontakty z naturą, kontakty z innymi ludźmi i istotami wyższymi, czy to z siłami nadprzyrodzonymi, czy z Bogiem, zależnie od tego, w co wierzymy. (Ta książka koncentruje się na drugim rodzaju kontaktu - z innymi ludźmi). Dlatego właśnie istnieje bezpośredni związek między jakością twojej komunikacji i jakością twojego życia. Dlatego też zachęcam cię do przeanalizowania swojej komunikacji w kategoriach ilorazu kontaktu (IK). Nikt nie jest w stanie utrzymać kontaktu tej samej jakości ze wszystkim spotkanymi osobami we wszystkich sytuacjach. Możesz jednak kontrolować jakość swego możliwego kontaktu z innymi osobami i pracować na rzecz osiągnięcia IK o wartości 1/1.

Powtarzam: nie twierdzę, że jeżeli wszyscy się zrelaksują, wezmą za ręce, uśmiechną i wpatrzą we wschód słońca, to znikną wszelkie konflikty i świat stanie się rajem. Na taką naiwność jestem po prostu za stary. Czasami obawy ograniczające komunikację interpersonalną są całkowicie uzasadnione - często rzeczywiście jesteśmy narażeni na plotki, kłamstwa, manipulacje i nadużycie władzy ze strony innych osób. Zgubna może być także niewiedza. Jeśli nie wiem, jak słuchać, jak rozmawiać o uczuciach lub jak objaśniać idee abstrakcyjne, wystarczy to już, by zahamować kontakt.

Chodzi jednak o to, że komunikacja omawiana w tej książce nie ogranicza się do modnej psychologii popularnej, do ćwiczeń zachodniej klasy średniej w narcyzmie. Jest ona ugruntowana w zasadniczych przekonaniach na temat istot ludzkich i znaczenia komunikacji w życiu ludzi - bez względu na ich pochodzenie, kulturę, płeć czy wiek. W pierwszym tekście rozdziału drugiego przedstawiam ten pogląd dokładniej, dokonując rozróżnienia ekspresyjnych, instrumentalnych i kształtujących osobę funkcji komunikacji. Mam nadzieję, że po tej lekturze ujrzycie omawiane tu dwa podstawowe założenia w nowym świetle.

Plan książki

Dotychczas starałem się wytłumaczyć, że komunikacja interpersonalna różni się tym od komunikacji bezosobowej, że polega na kontakcie między (inter) osobami (personalna). Oznacza to, iż aby nastąpiła komunikacja interpersonalna, każdy z uczestników musi chcieć i umieć udostępnić coś z tego, co czyni go osobą, oraz być świadomym tego, co czyni osobą kogoś innego. Ta gotowość i umiejętność występuje tylko wtedy, gdy zaangażowani partnerzy: (1) są zaznajomieni z podstawowymi składnikami procesu komunikacji między ludźmi, (2) chcą i potrafią adekwatnie spostrzegać i słuchać siebie samych i innych, (3) chcą i potrafią udostępniać siebie i swoje poglądy innym, (4) wiedzą, jak funkcjonują podstawowe procesy komunikacji w różnych związkach, (5) dysponują możliwościami radzenia sobie z różnicami, oraz (6) potrafią zsyntetyzować z pożytkiem cały ten zespół postaw i umiejętności.

Dlatego też podzieliłem Mosty zamiast murów na pięć części. W następnych trzech rozdziałach omawiamy podstawowe składniki - dajemy wam ogólny pogląd na proces komunikacji, komunikację werbalną i komunikację niewerbalną. Teksty zawarte w rozdziale 2 wyjaśniają, co oznacza twierdzenie, że komunikacja interpersonalna to "kontakt pomiędzy osobami", ukazują związki między komunikacją a zdrowiem oraz mówią, w jaki sposób komunikacja w różnych sytuacjach społecznych może być autentycznie "synergiczna". Następnie w rozdziale 3 omawiamy, w jaki sposób słowa mogą dzielić ludzi i łączyć ich, natomiast w rozdziale 4 kilku autorów pisze o komunikacji niewerbalnej.

Część 2 także składa się z trzech rozdziałów. Pierwszy z nich - rozdział 5 - składa się z trzech fragmentów na temat samoświadomości. Rozdział 6 poświęcony jest procesom percepcji i percepcji osób, a rozdział 7 - słuchaniu. Następnie dwa rozdziały Części 3 mówią o ujawnianiu siebie, i o różnicach między stylami ekspresji mężczyzn i kobiet.

Ostatnie trzy części książki skupiają się na zagadnieniach praktycznych. W czterech rozdziałach Części 4 omawiamy związki: w rozdziale 10 opisujemy, w jaki sposób negocjuje się zwiazki w kontakcie werbalnym i niewerbalnym, a następnie zajmujemy się przyjaźnią (rozdział 11), komunikacją w rodzinach (rozdział 12) oraz omawiamy komunikację między bliskimi partnerami (rozdział 13).

Z kolei w dwóch rozdziałach składających się na Część 5 zmierzyliśmy się z przykładami trudnych sytuacji zastosowania wiedzy i umiejętności komunikacyjnych. W rozdziale 14 skupiamy się na konflikcie, a w rozdziale 15 omawiamy komunikację międzykulturową. Lektura tych rozdziałów może was uzbroić do stawienia czoła takim wyzwaniom, jak wrogość, defensywność, gniew, etnocentryzm, rasizm i związne z nimi napięcia.

Końcowa część Mostów zamiast murów zawiera trzy całościowe wizje komunikacji opisane przez C. Ronalda Christensena - słynnego nauczyciela, Carla Rogersa - słynnego psychoterapeutę i Martina Bubera - słynnego filozofa. Lektury te ukazują, jak można zsyntetyzować i skondensować poszczególne mądrości, postawy i umiejętności omawiane w pozostałych rozdziałach. Przedstawiają także pewne dodatkowe sposoby przeniesienia tych treści z sali wykładowej do prawdziwego życia.

Przed każdym tekstem znajdują się komentarze wstępne zwracające uwagę na to, co uważam za jego kluczowe idee. Na końcu tekstu zaś umieściłem dwa rodzaje pytań. "Pytania przeglądowe" mają pomóc w przypomnieniu kluczowych idei. "Kwestie do omówienia" mają sprowokować czytelników do przemyśleń i dyskusji, zwłaszcza na temat tego, jaki związek mają idee zawarte w tekście (1) z ich własnymi doświadczeniami życiowymi oraz (2) z ideami zawartymi w innych tekstach.

Oto co nas czeka. Mam nadzieję, że będzie to zarówno pożyteczne, jak i atrakcyjne.

Rozdział 2 Wprowadzenie do komunikacji interpersonalnej

Do najlepszych zajęć podczas mojej nauki w colledge'u należało "Wprowadzenie do filozofii". W części o ich atrakcyjności stanowił wykładowca: znał się na tym, co wykładał i uwielbiał to robić. Po paru latach odkryłem jednak, że lubiłem te zajęcia z powodu zawartości myślowej lektur i dyskusji o nich. Sądziłem, że koresponduje ona z moim własnym sposobem myślenia. W czasie dalszej nauki uzupełniałem zajęcia z komunikacji studiowaniem filozofii. W treści tego eseju znajduje odzwierciedlenie owa dwoistość zainteresowań.

Pierwotnie greckie określenie "filozofia" oznaczało miłość mądrości, gdzie mądrość była definiowana przez kontrast z tymi rodzajami wiedzy, które są niezbędne do uprawiania sztuki, polityki czy nauki. Oznaczało to, że philo-sophia zajmuje się "prawdami wiecznymi" i pytaniami tak ogólnymi, jak: "Co oznacza bycie osobą "dobrą"?" lub "Skąd wiemy, że naprawdę coś wiemy?" Później filozofię definiowano jako "systematyczną krytykę założeń" wstępnych, co jest innym sposobem stwierdzenia tego, że filozofia zajmuje się pierwszymi zasadami, podstawowymi sposobami rozumienia rzeczywistości, ukrytymi założeniami. Podczas lektury wielu prac filozoficznych można odnieść wrażenie, że filozofia bywa nudna czy wręcz jest "przelewaniem z pustego w próżne". Często jednak jest ona frapująca i istotna, ponieważ filozof mówi nam: "Chwileczkę! Zanim zaczniesz splatać skomplikowaną sieć wyjaśnień na temat komunikacji ludzkiej lub systemu ekonomicznego, lub historii kultury, lub działania systemu politycznego, lub czegokolwiek innego, postaraj się osiągnąć jasność w pewnych sprawach podstawowych: Kiedy na przykład mówisz o komunikacji ludzkiej, musisz mieć jakieś założenia co do tego, co w istocie przekazują sobie ludzie, kiedy się komunikują? Przemyśl te założenia". Filozof może powiedzieć: "Jeśli każda istota ludzka postrzega świat na swój własny sposób, to ja mogę się komunikować tylko z moją percepcją ciebie. Nigdy nie mogę nawiązać z tobą prawdziwego kontaktu. Mogę jedynie, mówiąc po prostu, komunikować się z samym sobą!"

Takie podstawowe problemy mnie intrygują. Zdaję sobie sprawę, że wiele rozmów, które mogły być fascynujące zostało stłumionych przez czyjeś dogmatyczne upieranie się, by każdy "zdefiniował pojęcia". Wiem jednak również, że można uniknąć mnóstwa niejasności, jeśli uczestnicy rozmowy podzielają rozumienie jej przedmiotu.

W poniższym eseju omawiam moją definicję tematu tej książki - komunikacji interpersonalnej. Zajmuję się przede wszystkim tym, co rozumiem przez dwie połówki słowa "interpersonalna" - kontakt między (inter) osobami (personalna). Moim głównym celem jest objaśnienie, dlaczego podejście do komunikacji interpersonalnej przyjęte w tej książce może się różnić od tego, czego się spodziewacie. Różni się ono przede wszystkim tym, iż uznaje i podkreśla fakt, że komunikacja jest ważna nie tylko dla "załatwiania spraw" - odziałuje ona również na to, kim jesteśmy.

John Stewart Komunikacja interpersonalna: kontakt między osobami

Sam fakt, że czytasz tę książkę, oznacza, iż postanowiłeś poważnie myśleć, a nawet - mam nadzieję - dyskutować o komunikacji interpersonalnej. Mógłbyś przecież wybrać tyle innych przedmiotów. Mógłbyś zacząć studiować sztukę oratorską, produkcję telewizyjną lub komunikowanie się w organizacji. Twoje lektury, myśli i dyskusje mogłyby dotyczyć geologii, matematyki, literatury angielskiej lub religii - zresztą możliwe, że zajmujesz się jednocześnie którymś z tych przedmiotów. Lecz co to jest "komunikacja interpersonalna"? Co oznacza studiowanie tego właśnie przedmiotu?

Czy jest to komunikacja dwóch osób? A może komunikacja dwóch osób do pięciu (a powyżej pięciu staje się "dyskusją grupową" lub "podejmowaniem decyzji w małej grupie)? Lub może chodzi o nieformalną komunikację "twarzą w twarz"? Albo o komunikację podtrzymującą? A może terapeutyczną? Do czego tak naprawdę przyda ci się lektura tej książki?

Nie zamierzam przesadzać z "definiowaniem pojęć", uważam jednak, że komunikacja interpersonalna wykracza poza każdą z wyżej przedstawionych definicji. Moim zdaniem, kiedy używa się określenia "interpersonalna" w stosunku do komunikacji, oznacza to coś więcej niż komunikację "między dwiema osobami", "twarzą w twarz", "nieformalną" lub "ciepłą i podtrzymującą".

Określenie "interpersonalna" odnosi się do typu lub jakości kontaktu miedzyludzkiego właściwego wielu przypadkom komunikowania się, między innymi rozmowie telefonicznej (która nigdy przecież nie jest "twarzą w twarz"), ostrej kłótni (która rzadko bywa "ciepła i podtrzymująca"), spotkaniu dziesięcioosobowej komisji, a nawet przemowom publicznym. Właściwa definicja czy podejście wyrasta z dwóch założeń, które omówiłem we wprowadzeniu do książki, i pociąga za sobą rozszerzenie zakresu badania komunikacji interpersonalnej z jej funkcji wyłącznie ekspresyjnej czy instrumentalnej na jej implikacje dla budowania osoby. Moim zdaniem, komunikacja interpersonalna jest to taki typ, jakość lub rodzaj kontaktu, który pojawia się, kiedy osoby mówią lub słuchają w sposób, maksymalizujący to, co osobiste.

I cóż to wszystko ma znaczyć? "Ekspresyjna lub instrumentalna", "typ, jakość lub rodzaj", "kontakt", "to, co osobiste"? No cóż, użyłem wszystkich tych pojęć nie po to, by mieszać wam w głowach lub epatować żargonem. Celem naszej pierwszej lektury jest rozszyfrowanie tej definicji i wyjaśnienie, w jaki sposób oparte na niej podejście do komunikacji interpersonalnej wpływa na całą treść książki.

Osoby

Zacznijmy od "tego, co osobiste". Uważam, że w toku życia rodzinnego, zawodowego, towarzyskiego i szkolnego nasze kontakty z innymi ludźmi przybierają dwie różne formy: traktujemy ich i jesteśmy przez nich traktowani w sposób bezosobowy lub osobisty. Nie twierdzę, że jest to wyraźna dychotomia: czasem dominuje wzajemne traktowanie osobiste, czasem bezosobowe. Jednak "osobiste" i "bezosobowe" to, jak się wydaje, dwa bieguny skali opisującej nasze związki z innymi. Komunikacja z kasjerami bankowymi, recepcjonistami w hotelu, pracownikami rejestracji w szpitalu ma zazwyczaj charakter bezosobowy i w większości wypadków jest to całkowicie zgodne z oczekiwaniami i uzasadnione. Komunikacja z członkami rodziny, kochanymi osobami, współmałżonkami jest zawsze przynajmniej w jakiejś części osobista. Główna teza książki sprowadza się do tego, że chociaż całe nasze komunikowanie się nie może być osobiste, może mieć ono taki charakter w dużo większym niż dotychczas stopniu. Gdyby tak się stało, los nasz i osób, z którymi się kontaktujemy, uległby znacznej poprawie.

Warunkiem postępu w tym kierunku jest dokładniejszy opis skali bezosobowe-osobiste w komunikacji. W początkach naszego wieku człowiek nazwiskiem Martin Buber zawarł taki opis w małej książeczce, która dzisiaj należy już do klasyki. Książka nosi tytuł Ja i Ty i od opublikowania w 1922 roku została przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków, sprzedana w milionach egzemplarzy na całym świecie i nadal jest czytana, omawiana i cytowana przez nauczycieli i badaczy komunikacji, filozofów, psychologów, specjalistów od edukacji, antropologów i teologów. Angielskie tłumaczenie tytułu - I and Thou - mogłoby sugerować, że jest to praca religijna, ponieważ Thou jest odpowiednikiem You używanym w kontekście wzniosłym i religijnym właśnie. Tak jednak nie jest.

W tej książce i zasadniczo we wszystkich pracach napisanych od roku 1922 do śmierci w roku 1965 Buber na różne sposoby zajmował się wymiarem "bezosobowe-osobiste" w związkach międzyludzkich i komunikacji. W trzyakapitowym fragmencie pod koniec pierwszej części Ja i Ty Buber podsumowuje to rozróżnienie, które stało się podstawą jego podejścia do komunikacji interpersonalnej. Oto moje streszczenie jego tez opatrzone uwagami na marginesie, które za chwilę wyjaśnię.

Ludzie mogą traktować świat na dwa różne sposoby:

jako zbiór wzajemnie wymiennych części

Świat ma dla człowieka dwojakie oblicze, tak jak dwojaka może być postawa ludzka. (Jest to zresztą powtórzenie pierwszego zdania książki. W ten sposób Buber sygnalizuje, że w tym miejscu dokonuje podsumowania swego głównego poglądu).

jako mierzalny

Postrzega on wokół siebie byt, zwykłe rzeczy i istoty jako rzeczy, postrzega wokół siebie dzianie się, zwykłe procesy i działania jako procesy, rzeczy złożone z właściwości, procesy złożone z chwil, rzeczy naniesione na siatkę przestrzeni, procesy naniesione na siatkę czasu, rzeczy i procesy ograniczone przez inne rzeczy i procesy, za ich pomocą mierzalny, z nimi porównywalny, uporządkowany świat, świat oddzielony.

jako kontrolowany

Do pewnego stopnia można temu światu zaufać, ma on swoją konsystencję i trwałość, można objęć spojrzeniem jego strukturę, można go zawsze wydobyć na światło, powtarza się go z zamkniętymi oczami, a bada z otwartymi. Świat ten istnieje wszak przyklejony do twego naskórka, jeśli to akceptujesz, przykucnięty w twojej duszy, jeśli tak wolisz; jest twoim przedmiotem, pozostaje nim według twego upodobania, i pozostaje dla ciebie z gruntu obcy, poza tobą czy w tobie. Postrzegasz go, uznajesz za "prawdę", pozwala ci się wziąć, lecz ci się nie oddaje. Tylko odnosząc się do niego możesz "porozumieć się" z innymi; chociaż każdemu przedstawia się inaczej, gotów jest być dla was wspólnym przedmiotem, ale nie możesz spotkać w nim innych. Nie możesz żyć bez niego, jego niezawodność chroni cię, gdyby jednak wchłonęła cię weń śmierć, byłbyś pogrzebany w nicości.

jako tylko reagujący, ale nie adresowalny

Człowiek spotyka też byt i stawanie się jako swoje Naprzeciw, ale zawsze tylko jako jedną istotę i każdą rzecz, tylko jako istotę; to, co istnieje, objawia mu się, a to, co się dzieje, przytrafia mu się jako byt. Nic prócz tego jednego nie jest obecne, ale to jedno obecne jest w sposób kosmiczny. Ulotniły się miara i porównanie, i od ciebie zależy, jaka część tego, co niezmierzone, stanie się dla ciebie rzeczywistością. [...]

lub jako coś wyjątkowego

jako coś, co zdarza się tobie

jako niemierzalny

jako źródło wyboru

jako adresowalny

Świat, który ukazuje ci się w ten sposób, jest zawodny, ponieważ ukazuje ci się wciąż na nowo i nie możesz trzymać go za słowo. Nie ma spoistości, gdyż wszystko przenika w nim wszystko. Nie jest trwały, gdyż przychodzi nawet nie wezwany i znika, nawet gdy się go zatrzymuje. Jest nieprzejrzany: gdy chcesz go przejrzeć, tracisz go. Przychodzi, aby cię dosięgnąć, ale gdy nie znajduje ciebie, gdy cię nie spotyka, pierzcha. Przychodzi jednak ponownie, odmieniony. Nie znajduje się poza tobą, dotyka twej podstawy, a nazywając go "duszą swej duszy" nie mówisz za wiele [...] Między tobą a nim jest wzajemność dawania. Mówisz do niego Ty i dajesz mu siebie; on mówi do ciebie Ty i daje ci siebie. Nie możesz porozumieć się na jego temat z innymi [...]

Świat-To jest spójny w przestrzeni i w czasie.

Świat-Ty nie jest zintegrowany w czasie i w przestrzeni[1].

Jak widzimy, Buber określa bezosobowe jako "To", a osobiste jako "Ty". Dowodzi, że jako ludzie mamy dwojaką zdolność do odnoszenia się do tego, co nas otacza, traktując to albo jako "to", albo jako "ty". A różnica między tymi dwoma trybami odnoszenia się jest bardzo istotna.

Wyjątkowe

Rozważmy przez chwilę własności To i Ty, które wyodrębniłem na marginesie powyższego cytatu. Być może najważniejsze jest to, że osoby są wyjątkowe. Chociaż oglądając pod mikroskopem pióro, którym właśnie piszę, można by odkryć jakieś szczerby, skazy koloru lub wytarcia materiału, które są odmienne niż na każdym innym piórze, to w praktyce pióro to jest takie samo jak jakiekolwiek pióro nr 2. To samo można powiedzieć o wszystkich innych przedmiotach, wśród których obecnie się znajduję - o moim komputerze, lampie, przycisku do papieru, filiżance do kawy, kalkulatorze itd. Mogą istnieć między nimi jakieś drobne różnice, ale z praktycznego punktu widzenia moje krzesło jest wymienne na inne tak samo zaprojektowane, podobnie jak wszystkie inne znajdujące się tu przedmioty.

Inaczej jest z osobami. Możemy być traktowani jak wzajemnie wymienne elementy, lecz z wielu powodów praktycznych warto pamiętać o tym, że nimi nie jesteśmy, że każdy z nas jest wyjątkowy. Pamiętam opinię pewnego genetyka, który stwierdził, że biorąc pod uwagę złożoność wyposażenia genów i chromosomów każdej jednostki, prawdopodobieństwo posiadania przez dwie osoby, które nie są bliźniętami jednojajowymi, takiego samego materiału genetycznego wynosi jeden na dziesięć do potęgi 10 000. Jest to mniej niż jedna szansa na miliard bilionów! Innymi słowy, każdy z nas jest zasadniczo genetycznie jedyny w swoim rodzaju. Jednak nawet jeśliby tak nie było - wszak bliźnięta jednojajowe są wyposażone w ten sam wyjściowy materiał biologiczny - gwarancją wyjątkowości każdego z nas są odmienne doświadczenia życiowe. Jeśli w to wątpisz, przypomnij sobie różnice między znanymi ci bliźniętami. Możesz także sprawdzić wyjątkowość innych ludzi przeprowadzając pewien eksperyment. Po skończeniu lektury tego rozdziału zapytaj kogoś z kolegów o jego wrażenia z książki, jakiegoś akapitu czy nawet jednego zdania. Pozornie wasze wrażenia mogą być podobne, ale po nieco bliższym zbadaniu stanie się jasne, że są wyjątkowe. Ty jesteś tylko jeden.

"No dobrze, możesz powiedzieć, krzesła mogą być wymienne, a ludzie wyjątkowi, lecz sama wyjątkowość nie czyni osoby. Każdy pies, kot czy koń jest również wyjątkowy, tak jak wszystkie inne żywe istoty". To całkiem trafna wątpliwość. Choć zoolodzy, a nawet weterynarze mogą dowodzić, że zwierzęta nie są wyjątkowe, jestem przekonany, że nasza kotka Pansy jest odmienna od wszystkich innych znanych mi kotów. Pójdźmy więc nieco dalej. Wyjątkowość może być ważną częścią różnicy między osobistym i bezosobowym, lecz co jeszcze się na nią składa?

Niemierzalność

Druga różnica, na którą zwraca uwagę Buber, polega na tym, że świat bezosobowy, jest całkowicie mierzalny - jest to świat istniejący w czasie i przestrzeni (czasoprzestrzenny), inaczej niż świat ludzki. Po części chodzi mu o to, że nawet przedmioty skrajnie złożone, takie jak potężne komputery, nowocześnie wyposażone samochody czy pięćdziesięciopiętrowe wieżowce, mogą zostać w pełni opisane w kategoriach przestrzeni i czasu. Do tego właśnie służą schematy - zawierają wszystkie miary niezbędne do odtworzenia przedmiotu - długość, szerokość, prędkość, natężenie i napięcie prądu, ciężar właściwy, obwód, twardość itp. Choć pewne wartości trudno zmierzyć bezpośrednio - szybkość fotonu, temperaturę pocałunku, czas trwania eksplozji - żaden przedmiot nie posiada części, które nie byłyby, przynajmniej teoretycznie, mierzalne.

Nie da się tego powiedzieć o osobach. Nawet gdybym trafnie określił twój wzrost, wagę, temperaturę, ciężar właściwy, prędkość i potencjał elektryczny, nie opisałbym w sposób wyczerpujący osoby, którą jesteś. Niektórzy specjaliści z dziedziny psychologii poznawczej uwzględniają w swoich modelach składniki osobowości określane jako "schematy", "wzorce poznawcze" lub "kategorie", które zdają się nie posiadać żadnego bytu przestrzenno-czasowego (mierzalnego), lecz można je wywieść z obserwacji naszego zachowania. Ludzie o mniej naukowych skłonnościach nazywają ten niemierzalny składnik ludzkim "duchem", "duszą", "psychiką" lub "osobowością". Niezależnie od nazwy składnik ów niewątpliwie istnieje.

Najbardziej oczywistym przejawem tej niemierzalnej części nas są zjawiska zwane emocjami lub uczuciami. Chociaż jesteśmy w stanie mierzyć zjawiska związane z uczuciami - fale mózgowe, pocenie się dłoni, tętno, odpowiedzi w testach - to, co odzierciedlają te miary, jest odległe od samych uczuć. "Puls 110, oddech 72, skala Likerta 5,39, reakcja skórno-galwaniczna 0,36 omów" to dokładne dane, lecz zupełnie nie oddają one tego, to dzieje się we mnie, kiedy witam ukochaną osobę.

I jeszcze jedno: tych niemierzalnych emocji czy uczuć nie da się włączać i wyłączać wedle naszej woli - są one zawsze częścią tego, czego doświadczamy. Współcześni specjaliści od dydaktyki porzucili ideę, że kurs akademicki może koncentrować się wyłącznie na "intelektualnej" czy "obiektywnej" stronie studiowanych tematów, ponieważ studenci - tak jak inni ludzie - zawsze nie tylko myślą, ale i czują. Emocje i uczucia są częścią każdego uczenia się, nawet matematyki czy nauk ścisłych. Ostatnio pewien filozof ujął to inaczej, dowodził, że powinniśmy pozbyć się "uprzedzeń wobec uprzedzeń". Jeśli potraktujemy uprzedzenie jako naładowany emocjonalnie wniosek tworzony przed poznaniem wszystkich niezbędnych faktów, to każdy z nas jest w jakimś stopniu uprzedzony. Dzieje się tak, ponieważ nigdy nie dysponujemy "wszystkimi niezbędnymi" faktami i zawsze w jakiś sposób reagujemy emocjonalnie na poznawane informacje. Proponuje więc ów filozof, że zamiast starać się pozbyć tego rodzaju uprzedzeń, bardziej rozsądnie byłoby, uznać ich stałą obecność. Zidentyfikować je i starać się zmniejszać ich efekty negatywne.

Ogólnie chodzi tu o przekonanie, że osoba to coś więcej niż to, co obserwowalne i mierzalne. Chociaż ludzki "duch" i ludzkie "uczucia" są rzeczywistym konkretem w tym sensie, że doświadczamy ich bez przerwy, tych elementów nas samych nie da się całkowicie uchwycić w kategoriach przestrzenno-czasowych.

Co w takim razie ze zwierzętami innymi niż człowiek? Czy one nie mają uczuć? I znów niektórzy ludzie pragnęliby zarezerwować pojęcie uczuć wyłącznie dla zwierząt ludzkich. Trudno jednak nie uznać wiosennego rozbrykania konia i serdecznego powitania cocker-spaniela - lub jego melancholijnego polegiwania - za przejawy "uczucia". Z tej wątpliwości wynika, że coś jeszcze musi wyróżniać to, co przynależne osobie.

Wybór

Trzecim wyróżnikiem, który wskazuje Buber, jest to, że świat-To jest "pewny", a świat-Ty niepewny. Co oznacza, że rzeczy i procesy bezosobowe występują w przewidywalnych układach. Jeśli pozostawię młotek przez tydzień na dworze (w zachodnim stanie Waszyngton), to zardzewieje, ponieważ metal o określonej zawartości żelaza, pozostawiony bez ochrony, zawsze utlenia się w wilgotnym środowisku. Zawsze. Nie może zdecydować, że nie będzie się utleniać. O różnicy między pewnością świata bezosobowego i niepewnością świata ludzkiego stanowi wybór. Mój komputerowy edytor tekstu nie może zdecydować o rozpoczęciu sprawdzania ortografii, a mój kalkulator nie może zdecydować o rozpoczęciu bilansu mojej książeczki czekowej. Wydaje się, że piloty automatyczne, przełączniki fotoelektryczne czy termostaty czasami "działają na własną rękę" lub "samoczynnie włączają się i wyłączają", lecz są one zależne od czynności inicjowanych poza nimi. Pilot musi zostać zaprogramowany; termostat reaguje na temperaturę, która jest reakcją na promienie słoneczne, których działanie jest konsekwencją obrotów Ziemi itd. W rezultacie mamy wiele urządzeń służących kontroli rzeczy bezosobowych, jak przekładnie, silniki spalinowe i przyrządy elektroniczne. Podobnie piłka może jedynie zareagować na siłę kopiącej ją stopy i jeśli jesteś dość dobry w kontroli ciała i kalkulacjach fizycznych, możesz całkiem dokładnie zapanować nad tym, jak daleko i dokąd ona poleci - biorąc pod uwagę siłę kopnięcia, wagę piłki, kształt buta, warunki atmosferyczne itd.

Nie możesz jednak przewidzieć i kontrolować tego, co się stanie, jeśli kopniesz swojego kolegę z akademika, nauczyciela albo sprzedawcę w sklepie.

Nie możesz, ponieważ jeśli rzecz się dzieje wśród osób, między przyczyną a skutkiem, bodźcem a reakcją działa ludzki wybór. Jeśli stukniesz mnie młotkiem w kolano, możesz wywołać odruchowy podrzut nogi, ale zachowanie towarzyszące temu odruchowi może przybierać wszelkie formy: od chichotu po wytoczenie sprawy sądowej - jego postaci nie jesteś w stanie przewidzieć ani w pełni kontrolować.

Jednym ze sposobów przedstawienia przez Bubera tej idei jest stwierdzenie, że wypadki w świecie ludzkim "przydarzają ci się jako wypadki wyjątkowe". Dalej mówi on, że wypadki w świecie ludzkim "przychodzą - by ci służyć - lecz jeśli do ciebie nie dotrą lub cię nie napotkają, znikają - powracają jednak w zmienionej postaci. Nie znajdują się poza tobą, lecz na twoim terytorium". Jeśli jesteśmy świadomi, że ludzie, z którymi się komunikujemy, posiadają zdolność dokonywania wyboru, to będziemy bardziej skłonni pozwolić im się zdarzać, zamiast próbować ich przewidywać i kontrolować. Idea ta na pierwszy rzut oka może się wydawać dziwaczna, ma jednak pewne bardzo praktyczne implikacje. Zwłaszcza jeżeli czujemy się zaatakowani, mamy kogoś dosyć lub zbyt łatwo go szufladkujemy, przypomnienie sobie, że należy po prostu być receptywnym i "pozwalać innym osobom zdarzać się", może być korzystne.

Działa to także w odwrotnym kierunku. Im bardziej jesteśmy świadomi własnej możliwości wyboru, tym bogatsza jest ekspresja naszej osobowości. Kiedy przyjmuję postawę typu: "musiałem go objechać, bo wyszedłbym na głupka!", "po prostu nie mogłem nic powiedzieć!" albo "Jasne, że dałem sobie spokój, ale ona mnie do tego zmusiła - bez przerwy o coś się mnie czepiała!", tracę kontakt z częścią tego, co oznacza bycie osobą. Osoba jest aktywna, a nie tylko reaktywna; osoba może wybierać. Także komunikacja interpersonalna - jak to wkrótce przedstawię jaśniej - jest po części taką komunikacją, która maksymalizuje naszą zdolność do działania w sposób wyjątkowy i osobisty.

Czy dotarliśmy już do cechy, która całkowicie odróżnia bezosobowe od osobistego? Cóż, zbliżyliśmy się do niej. Nasza kotka Pansy zwraca nos ku niektórym zapachom lub kociemu jedzeniu, migrujący łosoś wybiera właściwy strumień z setki wpadających do oceanu, a koń może "zdecydować", by się zatrzymać i wrócić do jeźdźca, który z niego spadł, wielu ludzi określiłoby jednak wszystkie te wydarzenia jako zaprogramowane przez wzmocnienie, a nie jako świadome wybory. Łososie są zaprogramowane, by płynąć w górę strumienia, w którym się urodziły. Pansy po prostu reaguje okresowo na zapach jedzenia i temperaturę, a koń także działa według wyuczonego wzorca - nie może na przykład "zdecydować", by wracać wyłącznie do krótkowłosych jeźdźców w zabłoconych butach. Inni jednak powiedzą: "nie, one dokonują wyboru". Zobaczmy więc, czy nie możemy doprecyzować tego rozróżnienia.

Refleksyjność

Czwartą cechą wyróżniającą osobę jest refleksyjność. Bycie refleksyjnym oznacza, że jesteśmy świadomi nie tylko tego, co nas otacza, ale także świadomi własnej świadomości. Obcęgi, skały i łodzie w ogóle nie są świadome. Psy, koty, pancerniki i wieloryby są świadome swojego otoczenia, ale nie wykazują żadnych oznak refleksyjności. Z tego, co wiemy, tylko ludzie układają i przechowują historie swoich społeczności, badają siły pozazmysłowe, kwestionują sens życia i spekulują na temat przeszłości i przyszłości.

W proces refleksji angażują się nie tylko filozofowie, szukające sensu życia nastolatki czy osoby śmiertelnie chore. Refleksji dokonują także zdrowi, zwykli ludzie. Ja na przykład czasem zastanawiam się, czy mądrze wykorzystuję swój czas pracy. Podobnie jak ja, ty też zapewne zastanawiasz się czasami, co będziesz robić za pięć lub dziesięć lat. Przed podjęciem ważnej decyzji zadajesz samemu sobie i innym pytania dotyczące preferencji i prawdopodobnych konsekwencji. W pewne dni możesz dostrzegać piękno okolicy, w której mieszkasz, i doceniać szczęśliwy traf, który sprawił, że żyjesz właśnie tu. Jak wszystkie osoby, zadajesz pytania i dokonujesz refleksji i ta zdolność jest kolejną cechą pozwalającą odróżnić ciebie osobistego od ciebie bezosobowego.

Zazwyczaj jeśli ignorujesz fakt, że osoby są refleksyjne, jest to widoczne w twojej komunikacji. Możesz na przykład trzymać się tematów powierzchownych pogody, aktualnych informacji sportowych i podawanych w dziennikach telewizyjnych plotek. Prawdopodobnie nie zauważasz także, w jaki sposób na twoją komunikację wpływa proces negocjacji tożsamości (zob. rozdział 10), na przykład na to, jak postrzegasz siebie, na to, jaki obraz własnej osoby ma partner komunikacji, oraz na to, co ty, jego zdaniem, o nim myślisz. Kiedy natomiast jesteś świadomy refleksyjności własnej i refleksyjności drugiej osoby, możesz na przykład zdawać sobie sprawę, że chociaż w jakiejś grupie czujesz się skrępowany, Bill postrzega cię jako silnego przywódcę i jego pogląd na twój temat wpływa na twoje komunikowanie się w tym samym stopniu co twój pogląd na własny temat.

Adresowalność

Czwartą cechą, którą wskazuje Buber, jest to, że osoby są adresowalne, a rzeczy nie. Możesz mówić o przedmiotach, ale możesz mówić do osób czy, jeszcze lepiej, rozmawiać z nimi. Zauważmy, jak Buber przedstawia tę myśl. To, jak mówi, "pozwala ci sobą zawładnąć, ale nie oddaje ci się. Ty natomiast przybywa, by ci służyć. [...] Między tobą a nim jest wzajemność dawania: mówisz do niego Ty i oddajesz mu się; to mówi Ty do ciebie i oddaje się tobie".

Adresowalność to najwyraźniejsza różnica między kontaktem możliwym z osobą a kontaktem możliwym z "prawie ludzkim" kotem psem lub koniem. Na przykład patrząc w oczy jednego z tych zwierząt możesz dostrzec coś, co wydaje ci się pradziwym błyskiem wzajemności - prawie tak jakby się do ciebie zwracało. Buber opisuje swoje częste doświadczenia tego typu ze swoim kotem.

"Bezprzecznie kot podniósł na mnie wzrok z pytającym spojrzeniem obudzonym powiewem mojego spojrzenia: "Czy to możliwe, że chodzi ci o mnie? Czy nie chodzi ci żebym po prostu bawił cię jakimiś sztuczkami? Naprawdę cię obchodzę? Czy jestem tu dla ciebie? Czy tak? O co ci chodzi? Co się dzieje wokół mnie? Co się dzieje?" [...] W tym momencie w spojrzeniu kota - język niepokoju, wzbił się wysoko i prawie natychmiast opadł"[2].

Następnie Buber wyjaśnia, że koty w odróżnieniu od ludzi nie są "dwoiste"; nie są w stanie spostrzegać zarówno świata-To, jak i świata-Ty. Zwierzęta oswojone mogą dojść do progu wzajemności, lecz nie potrafią go przekroczyć. Wszystkie niezadane kocie pytania, które sformułował Buber pierzchły w jednym drgnięciu uszu i ogona kota, który znów stał się "To". Eksperymenty na szympansach, delfinach i wielorybach zrodziły pewne pytania na temat tego zjawiska, lecz dotychczasowe dane przemawiają za tym, że zwierzęta nie są adresowalne w tym sensie co ludzie.

Krótko mówiąc adresowalność jest cechą szczególną świata ludzkiego. Niewątpliwie traktujemy się nawzajem jak przedmioty lub jak zwierzęta, na przykład w tłumie, w urzędach, na wojnie, lecz angażujemy się również we w pełni wzajemne związki: zwrócenie się do kogoś - reakcja. Kiedy siedzisz pośród kilkusetosobowej publiczności, mówca może wywołując twoje nazwisko doprowadzić do bezpośredniego kontaktu: "Jeff Peterson? Czy tu jesteś? Spróbuję teraz odpowiedzieć na twoje pytanie dotyczące aborcji". Częstszy i bardziej bezpośredni kontakt plega na tym, że siedzisz naprzeciwko przyjaciółki, a jej wzrok, jej dłonie i jej głos mówią ci Ty, informują że "przybyła, by ci służyć" i "przebywa na twoim terytorium".

Podsumowując: kiedy twierdzę, że komunikacja interpersonalna maksymalizuje występowanie tego, co osobiste, słowo "osoba" znaczy więcej niż "zwierzę racjonalne" lub "dwunóg myślący". Osoby różnią się od innych bytów na pięć szczególnych sposobów i aby kontaktować się z nimi jako osobami właśnie, musisz o tych różnicach pamiętać.

Każda osoba jest wyjątkową, niewymienną częścią sytuacji komunikacyjnej.

Osoba jest czymś więcej niż kombinacją obserwowalnych, mierzalnych elementów. To, co niemierzalne, nazywamy "uczuciami", "emocjami" lub "duchem".

Osoby mogą wybierać; możemy odpowiadać, zamiast po prostu reagować. Nie jesteśmy w stanie cofnąć czasu ani przenieść się na inną planetę, ale nasza przyszłość nigdy nie jest całkowicie zdeterminowana przez naszą przeszłość.

Osoby są refleksyjne. Jesteśmy świadomi nie tylko tego, co nas otacza - możemy być świadomi także własnej świadomości.

Osoby są adresowalne, co oznacza, że można mówić do nas i z nami, a nie tylko o nas, i że możemy to odwzajemniać.

Pierwszym krokiem ku komunikowaniu się interpersonalnemu jest zatem kontaktowanie się z innymi w sposób afirmujący twoje i innych bycie osobą. Oznacza to kilka różnych czynności i każdy z następnych rozdziałów dotyczy jednej lub kilku z nich. Oznacza to na przykład szukanie wyjątkowości każdej osoby, zamiast zadowalania się tym, co czyni ją "kimś takim jak każdy inny... (przystojniakiem, laleczką, nudziarą, wiejskim dzieckiem itp.)". Oznacza to także pamiętanie o tym, że nawet w sytuacjach konfliktowych zarówno ty, jak i inne osoby dokonujecie wyboru tego, co czujecie, a więc musicie oboje być panami swoich uczuć, być za nie odpowiedzialni (rozdział 14). Dzielenie się niektórymi z uczuć (rozdział 8) i słuchanie o uczuciach innych (rozdział 7) są także ważne, podobnie jak proces kształtowania podzielanych znaczeń (rozdział 7). Kluczowe jest to, aby mieć świadomość człowieczeństwa własnego i innych osób i komunikować się demonstrując tę świadomość.

Kontakt

Kiedy mówię, że komunikacja interpersonalna jest to pewien typ, jakość lub rodzaj kontaktu, pragnę podkreślić, że jest ona czymś, co wydarza się pomiędzy ludźmi, a nie czymś, co jedna osoba czyni drugiej. Twoja zdolność do komunikowania się interpersonalnego jest uzależniona w równym stopniu od uświadomienia sobie tego, co oznacza to, że komunikacja zachodzi pomiędzy osobami, i od uświadomienia sobie tego, co znaczy być osobą.

Jest wiele praktycznych powodów, by rozwijać zdolność do dostrzegania tego pomiędzy, inaczej mówiąc, relacyjnej natury ludzkiej komunikacji. Choćby taki, że bez tego trudno powstrzymać się od złości na osobę, która nas krytykuje, lub od poczucia zagrożenia, kiedy jesteśmy oceniani lub kontrolowani. Bez tego trudno również dotrzymać kroku nieustannej zmienności czynników wpływających na naszą komunikację z osobami bliskimi. Bez perspektywy relacyjnej i skoncentrowania na kontakcie trudno również zapobiec wpływowi przeszłości na to, co dzieje się obecnie. Właściwie wszystkie zachowania komunikacyjne omawiane w dalszych rozdziałach - dotyk, ton głosu, ujawnienie siebie, słuchanie interpretacyjne itd. - nabierają prawdziwego znaczenia dopiero, gdy postrzegamy je relacyjnie, jako część tego, co dzieje się pomiędzy osobami.

Problem polega na tym, że większość ludzi nie postrzega komunikowania się w ten sposób. Gdyby zapytać przypadkową osobę o to, co oznacza komunikować się, odpowiedziałaby zapewne coś w rodzaju: "przekazywać swoje myśli" lub "sprawić, żeby cię zrozumiano". Jest to potoczny pogląd na proces komunikacji, który stoi za takimi wypowiedziami, jak: "Jak mogłeś to spieprzyć? Przecież ci mówiłem, co masz zrobić!" albo "Jestem pewny, że zrozumieli; wyjaśniałem im to trzy razy". W takich przypadkach rządzi koncepcja, że komunikacja jest tym, co Ja robię. Z tego punktu widzenia komunikacja nie zachodzi "pomiędzy", lecz raczej "wewnątrz" komunikującego. Kiedy sprawy się nie układają, przyczyną są braki mojego (firmy, szefa, itp.) komunikowania się. Innymi słowy, z tego punktu widzenia komunikacja jest działaniem, czymś zdeterminowanym całkowicie przez wybory komunikującego. Jak pokazuje poniższy wykres, komunikacja jest jak zastrzyk. Myśli i uczucia zostają umieszczone w strzykawce, a następnie wtłoczone pod ciśnieniem prosto do wnętrza odbiorcy.

Jeśli przez chwilę się nad tym zastanowimy, nieadekwatość tego poglądu stanie się całkiem jasna. Kiedy traktujemy komunikację jako akcję, pomijamy sprzężenie zwrotne - coś, co jest obecne w każdym ludzkim komunikowaniu się. Nawet w rozmowie telefonicznej wydajemy pewne dźwięki w celu potwierdzenia tego, że słuchamy długiego komentarza lub opowieści. Jeśli wątpisz w rolę sprzężenia zwrotnego, spróbuj zachować kompletne milczenie i sprawdź, jak szybko osoba po drugiej stronie linii zapyta: "Jesteś tam jeszcze?"

Model komunikacji jako akcji jest nadmiernie uproszczony jeszcze pod jednym względem. Zakłada on, że kiedy mówisz, istnieją "słuchacze", to znaczy osoby, które są jednorodne - których wykształcenie, myśli, uczucia i postawy wobec tematu i komunikującego są raczej podobne niż odmienne. Wynika z tego modelu także, iż to, co dzieje się podczas doświadczenia komunikacyjnego, nie ma istotnego wpływu na tożsamość komunikującego. Innymi słowy, wynika z niego, że niezależnie od wszelkich zmian sytuacji komunikujący jest na przykład zawsze "nauczycielem", a nigdy "uczniem", zawsze "szefem", a nigdy "przyjacielem".

Sęk w tym, że pogląd na komunikację jako akcję - coś, co jedna osoba czyni drugiej - jest drastycznie uproszczony. Na całą naszą komunikację wpływają nie tylko nasze własne oczekiwania, potrzeby, postawy i cele, ale także reakcje wywoływane przez nas u drugiej zaangażowanej w tę komunikację osoby. Toteż bardziej stosownie jest traktować komunikację jako interakcję, jako proces wpływu wzajemnego.

Interakcyjny punkt widzenia może oddawać w znacznym stopniu złożoność procesu komunikacji. Kładzie bowiem nacisk na to, że komunikacja zawiera nie tylko akcję, ale raczej akcję i reakcję, nie tylko bodziec, ale i bodziec, i odpowiedź. Z tej perspektywy "dobrze" komunikujący nie tylko sprawnie przygotowuje i przesyła przekazy, ale także śledzi znaczące reakcje na swoją komunikację. Badanie ludzkiej komunikacji staje się badaniem tego, jak ludzie "rozmawiają" i jak "odpowiadają".

Chociaż interakcyjny punkt widzenia stanowi postęp w stosunku do modelu "komunikacja jako działanie", jednak ma wciąż pewne słabości. Najpoważniejszą wydaje się to, że chociaż nie jest tak uproszczony jak koncepcja akcji, nadal zniekształca ludzką komunikację, traktując ją jako serię przyczyn i skutków, bodźców i reakcji. Na przykład zastanów się nad swoją ostatnią rozmową z kimś znajomym. Jaki bodziec spowodował, że powitałeś tę osobę? Jej powitanie? Jej wygląd? Twoje oczekiwania co do ochoty innych do rozmowy z tobą? Czy twoje powitanie było reakcją, czy też bodźcem do następnej wypowiedzi partnera? A może i jednym, i drugim? Co było przyczyną tego, że powiedziałeś to, co powiedziałeś? I tego, co powiedziała druga osoba? Co myślałeś o znaczeniu słów drugiej osoby? Co czułeś z powodu tych słów? Co czułeś z powodu tego, jak ona to powiedziała? Co czułeś z powodu tego, jak druga osoba patrzyła mówiąc? Czy jesteś w stanie dokonać jasnego rozróżnienia bodźców i reakcji w tej rozmowie, albo rozróżnienia akcji, hipotez na temat reakcji i samych reakcji?

Psycholog George Kelly wyznał, że "szybko dał sobie spokój z analizą" relacji bodźców i reakcji. Pisał: "niektórzy z moich przyjaciół próbowali mi tłumaczyć, że świat wypełniają eSy i eRy i zaprzeczanie temu jest ślepotą z mojej strony. Ale ich próby rozróżnienia jednych i drugich nieodmiennie były mętne"[3]. Nie przeczę, że traktowanie komunikacji jako interakcji, nie zaś akcji wykonywanej przez jedną osobę, jest bardziej trafne. Ograniczając się do spojrzenia interakcyjnego przeoczymy jednak ważny aspekt tego, co naprawdę oznacza skupiać się na kontakcie, czy "pomiędzy", aspekt decydujący, który może być warunkiem zaistnienia komunikacji o jakości interpersonalnej.

Przez ostatnich dwadzieścia lat przekonałem się, że pomóc studentom w dostrzeżeniu tej części, w spojrzeniu na komunikację z relacyjnego punktu widzenia jest jednym z moich najważniejszych i najtrudniejszych zadań jako nauczyciela. We własnym życiu również nieustannie przekonuję się, jak ważne jest, by skupić się na kontakcie - za każdym razem, kiedy staram się wyjaśnić jakieś pojęcie na zajęciach, rozstrzygnąć spór na temat oceny, dyskutuję o jakiejś idei z kolegą lub studentem albo dzielę się obowiązkami domowymi czy planuję weekend. Innymi słowy, za każdym razem, kiedy moja komunikacja jest naprawdę ważna, odkrywam od nowa, jak niezbędne jest dostrzeganie tego, że dzieje się ona pomiędzy osobami. Ponieważ perspektywa ta jest tak istotna, chcę ją przedstawić na dwa różne sposoby, przy użyciu dwóch różnych terminów: "transakcja" i "związek".

Proszę zwrócić uwagę na stosowane przeze mnie dwa pojęcia: relacyjny "punkt widzenia" i "perspektywa" transakcyjna. Mam na myśli sposób widzenia lub rozumienia komunikowania własnego doświadczenia. Historycznie ludzie najpierw postrzegali komunikację jako akcję, a następnie, gdy zdali sobie sprawę z ograniczeń tej perspektywy, zaczęli ją rozumieć jako interakcję. Obecnie zauważamy, że w komunikacji jest coś więcej, niż pozwala nam dostrzec każdy z tych punktów widzenia. Czas zatem założyć następną parę okularów, użyć nowych soczewek do zbadania i zrozumienia procesu komunikacyjnego. Ważne jednak, by pamiętać, iż oznacza to coś innego niż stwierdzenie, że istnieją trzy różne "rodzaje" komunkacji - jej część "akcyjna", "interakcyjna" i część "transakcyjna". Tego nie twierdzę. Nie wierzę również, że czy to Bóg, czy Matka Natura stworzyli ludzką komunikację na pewną modłę, a potem obserwowali z boku, czy ludzie są w stanie dociec, jaka ona "jest naprawdę". Uważam natomiast, że różne soczewki lub punkty widzenia pomagają widzieć odmienne sprawy. Podobnie jak widok ze szczytu drapacza chmur pozwala dostrzec w mieście to, czego nie widać z chodnika, i na odwrót. Twierdzę zatem, że patrząc na komunikację transakcyjnie lub relacyjnie, będziesz w stanie zobaczyć pewne istotne cechy tego procesu, niedostrzegalne w inny sposób.

Spojrzenie transakcyjne

Jakie są jego istotne cechy? Oto one:

"Soczewki" akcyjne i interakcyjne skupiają się na jednostkach i zachowaniach jednostkowych, podczas gdy "soczewki" transakcyjne skupią się na tym, co ludzie robią razem. Spojrzenie transakcyjne objaśnia zatem to, co dzieje się pomiędzy ludźmi, w jaki sposób współpracują oni na rzecz konstrukcji znaczenia.

Spojrzenia akcyjne i interakcyjne pozwalają na traktowanie ludzi jako posiadających tożsamość ustaloną przed kontaktem, podczas gdy spojrzenie transakcyjne pomaga uznać, że tożsamość ludzi zmienia się podczas ich kontaktu.

Spojrzenie transakcyjne kładzie nacisk na to, że ludzie nie są kulami bilardowymi ani źródłami elektrycznymi wysyłającymi i odbierającymi prąd przez przewód. Jesteśmy istotami, które są zawsze "w toku procesu", zawsze w drodze. Póki żyjemy, zmieniamy się - zastępujemy stare krwinki nowymi, zrzucamy stary naskórek, zastępując go nowym, modyfikujemy dawne idee, uczymy się nowych, doznajemy nowych uczuć, zmieniamy się. Nasze spojrzenie na komunikację musi brać ten fakt pod uwagę.

Sposób, w jaki komunikacja wpływa na to, kim jesteśmy, stał się dla mnie szczególnie zrozumiały podczas rozmowy z przyjacielem, który był w trakcie bolesnego rozwodu. "Mary Kay nie jest już tą samą osobą - powiedział Dale.

Czasem wręcz jej nie poznaję. Marzyłbym o takim wzajemnym komunikowaniu się i sympatii, jak krótko po ślubie".

Marzenia Dale'a dotyczyły czasów, zanim Mary Kay została matką, zanim skończyła medycynę, zanim musiała odbyć praktykę w szpitalu miejskim oddalonym o ponad trzy tysiące kilometrów od domu rodzinnego, zanim podjęła pracę w prestiżowej klinice i zanim jej praktyka lekarska zyskała renomę. Były to też czasy, zanim Dale został tatą, zanim stworzył swoją firmę eksportową, zanim rozwinął kontakty ze swymi japońskimi klientami, zanim podjął aktywność w stanowym stowarzyszeniu biznesmenów i zanim zaczął regularnie chodzić do kościoła. Dale nie pamiętał o tym, że Mary Kay nie jest już prawdopodobnie "tą samą osobą". On też nie. Oboje doświadczyli wielu relacji, które w zdecydowany sposób ich zmieniły. Kiedyś Mary Kay była traktowana jak studentka medycyny oczekiwano od niej wkuwania wiadomości naukowych i recytowania ich na żądanie; potem jako praktykantka była zmuszana do ciągłych dyżurów nocnych, posłuszeństwa wobec autorytarnych lekarzy, do zmagań z administracją szpitala. Teraz ludzie traktują ją jak "Panią Doktor" - pielęgniarki są jej posłuszne, wielu pacjentów jest pełnych uznania dla jej umiejętności, renomowani lekarze traktują ją jak równą sobie. A jej syn traktuje ją jak mamę. Dale także doświadczył wielu różnych nowych relacji i również zmienił się. Na przykład jest traktowany jak szef przez swych pracowników i jako "szacowny amerykański biznesmen" przez swych japońskich klientów. Za sprawą przeżytych kontaktów każde z nich stało się inną osobą. I ten proces trwa - i Mary Kay, i Dale zmieniają się nadal poprzez swoją komunikację. To, kim są, jest funkcją ich kontaktów z innymi.

Twoje własne zmiany mogą nie wydawać ci się tak dramatyczne jak zmiany Mary Kay i Dale'a. Zastanów się jednak na przykład, kim byłeś przed okresem dojrzewania, kim byłeś mając 15-17 lat i kim jesteś teraz. Pomyśl o tym, jak twoja pierwsza praca zmieniła to, jak się czujesz i działasz wśród innych ludzi. Przypomnij sobie, jak zmienił cię znaczący sukces lub porażka w sporcie lub na studiach, pobyt w areszcie, albo co się stało, kiedy pierwszy raz się zakochałeś lub zostałeś porzucony.

Podejście transakcyjne uznaje, że ludzie stale się zmieniają pod wpływem komunikowania się. Transakcję definiuje się jako proces, w którym "istnienie i natura wszystkich części i aspektów konkretnego wydarzenia określana jest poprzez aktywne uczestnictwo w tym wydarzeniu"[4]. Innymi słowy, kiedy patrzymy na coś transakcyjnie, to, kim są uczestnicy (ich istnienie i natura), wynika z samego wydarzenia. Kiedy komunikację zinterpretujemy w ten sposób, będziemy w stanie zaobserwować, jak to się dzieje, że nasze tożsamości są wynikiem negocjacji między ludźmi.

W tym właśnie miejscu wkraczają wcześniej wspomniane przeze mnie terminy "ekspresyjna", "instrumentalna" i "budująca osobę". Stwierdzenie, że komunikacja jest "ekspresyjna" oznacza po prostu, że jest ona sposobem wydobywania na zewnątrz tego, co jest wewnątrz - wyrażania myśli i uczuć. Stwierdzenie, że komunikacja jest "instrumentalna", oznacza, że jest ona sposobem realizacji jakiegoś celu albo wytwarzania jakiegoś produktu lub osiągania jakiegoś efektu. Niewątpliwie komunikacja jest zarówno ekspresyjna, jak i instrumentalna. Jest jednak również czymś więcej. Jeśli rzeczywiście w trakcie komunikacji tożsamości podlegają zmianie (negocjacji), to komunikacja jest także "budująca osobę". Jest to proces, który wpływa na to, kim jesteśmy. To właśnie dlatego - jak wspomniałem we wprowadzeniu - istnieje związek między jakością komunikacji a jakością życia, między tym, w jaki sposób mówisz i słuchasz, a tym, kim jesteś. Można to sformułować inaczej: zawsze gdy ludzie się komunikują, częścią tego, co się między nimi dzieje, jest współpraca w tworzeniu ich tożsamości.

Za: M. C. Escher: His Life and Work F. H. Boul, J. R. Kist, J. C. Loder i F. Wjerda, red. J. L. Loder (New York, Abrams, 1981). Odbitka nr 409, "Bond of Union", kwiecień 1956, litografia, 253 x 339 (10 x 133/8'').

Oczywiście, taki proces definiowania siebie ma swoje granice. Jestem mężczyzną, lat 53, oczy piwne. Nie mogę się zdefiniować jako dziesięcioletnia dziewczynka o niebieskich oczach. Mogę jednak zaproponować definicję samego siebie jako osoby bardziej niż ty męskiej - lub kobiecej - i młodszej lub starszej od ciebie. Od ciebie zaś zależy, jak zareagujesz na moją definicję własnego Ja. Możesz ją zaakceptować, przyjąć częściowo lub całkowicie odrzucić. Chodzi o to, że w danym momencie żadne z nas nie może całkowicie zmienić tożsamości, ale zmieniamy ją we wzajemnej relacji.

Jedynym bliskim prawdy znanym mi "modelem" tej perspektywy transakcyjnej jest przedstawiona tu grafika M. C. Eschera Bond of Union [Więzy wspólnoty]. Przedstawia ona dwie osoby, których "istnienie i natura" są wzajemnie splecione. Każda z nich jest "funkcją", w sensie matematycznym, drugiej, do tego stopnia, że wstęgi tworzące obie głowy nie tylko łączą się u góry i na dole, ale dodatkowo przecinają się w jednym punkcie. Obraz ten nie przedstawia wprawdzie, w jaki sposób komunikacja czyni nasze bytowanie relacyjnym, lecz jasno ilustruje wiele z moich transakcyjnych tez.

Podsumowując należy stwierdzić - możesz traktować komunikację jako akcję, ale w ten sposób przeoczysz wiele z tego, co się w niej dzieje. Możesz także traktować ją jako interakcję, ale nadal nie uchwycisz ważnej części tego procesu. Tym, czego nie ogarniesz, jest ciągły proces samodefiniowania się i reagowania drugiej osoby na tę definicję - aspekt budujący osobę - i nie dostrzeżesz tego jasno dopóty, dopóki nie spojrzysz na komunikację transakcyjnie.

Dzieje się tak głównie dlatego, że kiedy traktujesz komunikację jako akcję, poza twoim polem widzenia znajduje się kontakt między zaangażowanymi w nią osobami. Widzisz tylko wybory jednej osoby, zachowania jednej osoby. Kiedy traktujesz komunikację jako interakcję, nadal nie dostrzegasz kontaktu między osobą A a osobą B. Funkcjonowanie obu osób postrzegasz na podobieństwo kul bilardowych - reagujących na siły uderzenia innych kul, kija bilardowego, właściwości powierzchni stołu itd. Z interakcyjnego punktu widzenia działania jednej osoby są pod wpływem działań innej, ale to, kim się jest, nie ulega zmianie. Kiedy przyjmiesz transakcyjny punkt widzenia, nie masz wyjścia - musisz obserwować kontakt pomiędzy uczestniczącymi osobami i to, w jaki sposób w trakcie komunikowania się ich tożsamości są definiowane i zmieniają się. Jeśli na przykład skupisz uwagę tylko na Jacku, zdasz sobie sprawę, że skoro Jack jest tym, kim jest, tylko w relacji z Jill, to musisz obserwować to, co dzieje się pomiędzy nimi. To samo dotyczy Jill. Albowiem to, kim są te osoby - ich "egzystencja i natura" - wyłania się z ich wzajemnego spotkania, musisz skupić się na samym spotkaniu, a nie na spotykających się jednostkach z osobna.

Związek

Obecnie zmienię terminologię i przedstawię to, o czym była mowa wyżej, w nieco innych kategoriach. Autorzy jednej z dwu lub trzech najbardziej wpływowych książek, jakie na temat komunikacji powstały w ostatnim ćwierćwieczu, zdobyli swą zasłużoną sławę po części dzięki rozróżnieniu aspektu treści i aspektu związku w komunikacji[5]. Dokonali tego Paul Watzlawick, Janet Beavin i Don Jackson. Wyjaśniają oni, że aspekt treści w komunikacji to informacja, "fakty", dane zawarte w przekazie. Różnica między "Spotkam się z tobą u mnie za dwadzieścia minut" a "Spotkam się z tobą na poczcie za godzinę", to różnica treści komunikacji. Do czasu publikacji książki wymienionych autorów większość studiów nad komunikacją skupiała się na treści. Koncentrowano się na tworzeniu i badaniu idei, systematyzowaniu informacji oraz tworzeniu argumentów perswazyjnych. Na styl i formę przekazu zwracano uwagę tylko w celu zapewnienia komunikatowi żywości, gładkości i odpowiedniej liczby ozdobników.

Watzlawick, Beavin i Jackson dowodzą przekonująco, że istnieje jeszcze inny aspekt komunikacji, przeoczany przez większość badaczy i wykładowców: aspekt związku. Nazwali go tak, ponieważ dotyczy wzajemnego stosunku komunikujących się osób. Różnica między "Spotkam się z tobą u mnie za dwadzieścia minut" a "Dlaczego do cholery nie dzwoniłeś? Przyjdź tu za dwadzieścia minut albo masz przechalapane!" jest różnicą aspektu związku w komunikacji. To różnica w moim postrzeganiu samego siebie, w moim widzeniu ciebie, w moim widzeniu tego, jak ty mnie widzisz i vice versa - jak ty postrzegasz siebie, jaka jest twoja percepcja mnie, jak widzisz to, jak ja ciebie widzę. Jeżeli zatem informacja tworzy aspekt treści, to aspekt związku odnosi się do jakości, typu lub rodzaju kontaktu pomiędzy komunikującymi się osobami.

Watzlawick, Beavin i Jackson wskazują, że aspekt związku jest częścią każdej komunikacji ludzkiej. Nie jesteś w stanie pisać, mówić lub odpowiadać na cokolwiek bez przynajmniej ukrytej definicji związku między tobą a drugą osobą (osobami). Ponadto każda odpowiedź innej osoby będzie zawierać jej własną definicję i odpowiedź na twoją definicję. Na przykład jeśli zaczynasz list zwrotem "Droga Pani Profesor Nichols", "Pani Profesor" pomaga zdefiniować związek jako bardziej formalny niż list do tej samej osoby rozpoczynający się od zwrotu "Droga Mario". Wybierasz jedną z tych form na podstawie oceny sposobu definiowania przez tę osobę jej stosunku do ciebie. Wspominałem już w moim omówieniu podstawowych założeń, w jaki sposób w kontaktach twarzą w twarz ton głosu, dotyk, odległość i kontakt wzrokowy komunikujących się wpływają na proces definiowania związku.

Innym stosowanym przez nas narzędziem definiowania związku, w którym się znajdujemy, jest organizowanie - lub, jak to nazywają Watzlawick, Beavin i Jackson, "punktuacja" - sekwencji doświadczanych przez nas wydarzeń komunikacyjnych. Załóżmy na przykład, iż zaprzyjaźniona z tobą para dowiedziała się, że studiujesz komunikację interpersonalną i dlatego poprosiła cię o pomoc. Jill mówi ci, że Jack ciągle się wycofuje, co ją strasznie irytuje. Z kolei Jack skarży się, że Jill wciąż na niego zrzędzi. "Pewnie, że się wycofuję" - mówi - też byś tak robił, gdyby ktoś tak na ciebie zrzędził".

Gdybyś miał zastosować wiedzę o związku w komunikacji, przedstawiłbyś relację tej pary w formie poniższego wykresu[6].

Wykres pozwala dostrzec, że dla Jill sekwencja przebiega w porządku 1-2-3, 3-4-5, 5-6-7 itd. Uważa ona, że Jack "rozpoczyna" schemat - jego winą jest to, że nie chce do niej mówić. Jill wyjaśnia: "Ja po prostu reaguję - tak jak zareagowałaby każda normalna osoba".

Jack widzi to inaczej - dla niego sekwencja toczy się w porządku 2-3-4, 4-5-6, 6-7-8 itd. Uważa on, że to Jill "zaczyna" swoim zrzędzeniem, a on tylko reaguje tak, jakby to uczyniła każda normalna osoba - przez wycofanie się. Z naszego punktu widzenia sprawa polega na tym, że Jack i Jill odmiennie definiują związek, zależnie od tego, jak go organizują czy "punktuują", a zwłaszcza od tego, kto - zdaniem każdego z nich - "zaczyna". Kropki z lewej i prawej strony wykresu wskazują, że i Jack i Jill zarówno "mają rację", jak i nie mają jej. Sprawa rozpoczęła się, zanim rozpoczęła się ta sekwencja zrzędzenie-wycofanie i będzie trwać po niej. Definicja pomiędzy, jakości kontaktu czy związku zależy od punktuacji przepływu zdarzeń przez każdą z osób.

Pragnę podkreślić, że zarówno aspekt związku w komunikacji, jak i "punktuacja" kierują naszą uwagę nie na komunikujące się jednostki, lecz na ich kontakt na to, co jest pomiędzy nimi, na transakcję, w którą są zaangażowane. To jakby tytułowe w tej książce "mosty". Metafora mosty zamiast murów ma zwracać uwagę nie tylko na różnicę między oddzieleniem a połączeniem, ale i na istotność pomiędzy. Wyobraźmy sobie most nad głębokim kanionem. Most to struktura, która łączy obie strony. Kiedy koncentrujemy wzrok na moście, nasza uwaga nie skupia się na lesie po jednej stronie czy skałach po drugiej, lecz na kontakcie, związku między nimi.

Dokładnie tak powinna być ukierunkowana twoja uwaga, jeżeli chcesz w pełni zrozumieć proponowane w tej książce spojrzenie na komunikację interpersonalną. Jak już wskazałem, nasza niezdolność - lub niechęć - do takiego relacyjnego czy transakcyjnego spojrzenia na komunikację ma najdalej idące konsekwencje, gdy jesteśmy w toku konfliktu. Jeśli naprawdę czujesz się obiektem ataku albo kłócisz się z kimś, to wydaje ci się oczywiste, że ten ktoś "doprowadza cię do szału", że kłótnia wybuchła z jego winy, że ty "masz rację" w istotnych sprawach, a on jej nie ma. Jednak wszystkie wnioski, które wydają się tak oczywiste, zależą od twojego punktu widzenia, a nie od samej sytuacji. "Wina" tkwi w soczewkach, przez które patrzysz na to, co się dzieje.

Na przykład jeżeli mówisz: "To jej wina, że zawaliliśmy termin - nie poinformowała mnie na czas", stwierdzasz, że ona spowodowała ten stan rzeczy, tak jak nacisk na jednym końcu huśtawki powoduje podniesienie się drugiego końca. Nie bierzesz pod uwagę tego, na jak wiele sposobów ludzkie wybory także twoje - wpływają na skutki. To samo dzieje się w przypadku tak powszechnych narzekań jak: "Ten profesor jest nudny", "On zranił moje uczucia", "Ona zmarnowała cały program", "Nie popełnilibyśmy tego błędu, gdyby jasno przedstawił sprawę" czy "Izrael jest przyczyną obecnych problemów na Bliskim Wschodzie". Wszystkie te stwierdzenia ukazują komunikację jako proces linearny i przyczynowy.

Jeśli jednak spojrzysz na komunikację transakcyjnie lub relacyjnie, to okaże się, że nie możesz wyjaśnić związku odwołując się tylko do jednego z jej uczestników. Choć "nie poinformowała mnie na czas" może być częściowo prawdziwe, to jednak ja poprosiłem o informację dopiero na dzień przed tym, kiedy jej potrzebowałem, a moja prośba nie była bezpośrednia ani jasna. W moim przekazie internetowym prośba o informację zagubiła się w cyberprzestrzeni. Jeśli chodzi o konflikt bliskowschodni, to OWP, rządy Syrii, Libanu, Egiptu, Iraku oraz prezydent i Kongres Stanów Zjednoczonych zaangażowali się w tym samym stopniu co Izrael. Traktowanie komunikacji jako akcji lub interakcji przypomina wyjaśnianie cech osobowości dziecka przez odniesienie tylko do jednego z rodziców. Każde dziecko fizjologicznie jest produktem związku seksualnego swoich rodziców, a jego osobowość jest produktem wielu różnych związków rodzinnych i kulturowych. Nie istnieje pojedyncza, linearna przyczyna zdarzeń zachodzących między ludźmi.

Czy to oznacza, że za problemy "nikt nie jest odpowiedzialny?" Czy negujemy pojęcie odpowiedzialności jednostki? Absolutnie nie. Wybory jednostkowe różnią się znacznie między sobą i niektóre z nich są lepsze od innych bardziej skuteczne, etyczne, stosowne, wydajne lub ludzkie. Transakcyjny i relacyjny punkt widzenia zastępuje uproszczone i zniekształcone pojęcia błędu i winy bardziej złożonym i trafnym skoncentrowaniem na obu lub wszystkich "stronach" procesu komunikacji. Nie proponuję, aby zastąpić sąd "to jej wina" czy "to jego wina" stwierdzeniem "to wina ich obojga" czy "to niczyja wina". Proponuję natomiast rezygnację z pojęcia winy, przynajmniej w odniesieniu do ludzkiej komunikacji. Pytać o winę to jakby pytać: "Jak wysoka jest gra w baseball?" Pojęcie wysokości nie może być sensownie stosowane do tej gry. Podobnie pojęcie przyczynowości liniowej i jego pochodne w postaci "błędu" i "winy" nie mogą być stosowane do przypadków ludzkiej komunikacji.

Inaczej można powiedzieć, że perspektywa transakcyjna czy relacyjna wymaga redefinicji znaczenia określenia "odpowiedzialność". Z akcyjnego lub interakcyjnego punktu widzenia bycie odpowiedzialnym oznacza spowodowanie tego, że coś się zdarzyło. To właśnie ludzie mają na myśli, kiedy mówią, że nieudolny dyrektor jest odpowiedzialny za obniżkę płac czy że rodzice są odpowiedzialni za samoocenę dziecka. Z transakcyjnego czy relacyjnego punktu widzenia odpowiedzialność oznacza dosłownie zdolność do odpowiedzi (responsability - ability to respond), a nie winę, błąd czy zasługę. Jesteś zdolny do odpowiedzi, jeśli masz chęć i możliwość "zrobienia następnego kroku", chcesz i możesz przyczynić się w potencjalnie pozytywny sposób do tego, jak potoczą się sprawy. Być "nieodpowiedzialnym" to znaczy nie reagować - ignorować to, co się dzieje, lub rezygnować. Ludzie "nieodpowiedzialni" działają nie biorąc pod uwagę innych wydarzeń, ani tego jak ich działania wpływają na innych. Ludzie odpowiedzialni mogą nie zawsze robić to, czego chcą od nich inni, ale są świadomi, że ich wybory są częścią większej całości:

(a) zdają sobie sprawę, że uczestniczą w szerszym procesie, na który ich działania mają istotny wpływ; (b) są wrażliwi na to, w jaki sposób ten wpływ się dokonuje.

Ta redefinicja odpowiedzialności jest jedną z istotnych konsekwencji przyjęcia transakcyjnego, relacyjnego spojrzenia na komunikację. Warto o tym pamiętać podczas dalszej lektury tej książki - fragmentów, których autorzy mówią o komunikacji jako "synergii" (w tym rozdziale), transakcyjnej naturze percepcji osób (rozdział 6), słuchaniu dialogicznym (rozdział 7), negocjowaniu Ja (rozdział 10), przyjaźni (rozdział 11), komunikacji w rodzinie (rozdział 12), komunikacji z bliskimi partnerami (rozdział 13) oraz konflikcie (rozdział 14).

Ostatnią ważną konsekwencją odrzucenia pojęcia winy jest uznanie faktu, że nie możesz sam z siebie kontrolować i decydować o jakości doświadczanej przez ciebie komunikacji. Innymi słowy, sam nie jesteś w stanie uczynić komunikacji prawdziwie interpersonalną. Ponieważ komunikacja zachodzi pomiędzy osobami, jesteś w stanie kontrolować tylko własną część procesu.

Czy to oznacza, że jesteś bezsilny, a jakość twojej komunikacji jest zdeterminowana tym, co czynią inni? Jeszcze raz powtarzam: zdecydowanie nie. Twoje wybory, postawy i zachowania mogą w znaczący sposób wpływać na to, co dzieje się między tobą a innymi. Możesz promować i ułatwiać komunikację interpersonalną, zachęcać do niej i pomagać w niej. Możesz także ją utrudniać. Ale ty sam nie jesteś w stanie kontrolować czegoś, co ma naturę transakcyjną lub relacyjną.

Podsumowanie

W skrócie mogę powiedzieć, że kiedy używam terminu komunikacja interpersonalna, to mam na myśli "kontakt pomiędzy osobami". Brzmi to całkiem prosto, ale kluczowe pojęcia tego stwierdzenia - kontakt pomiędzy i osoby niosą w sobie wiele znaczenia. Osoby są wyjątkowe, niemierzalne, dokonujące wyboru, refleksyjne oraz adresowalne. Synonimami kontaktu są "zjednoczenie", "związek", "połączenie", "wspólnota", "bliskość". Zatem kontakt pomiędzy zachodzi na zewnątrz jednostek, tam gdzie się one stykają. Oznacza to, że kontakt pomiędzy osobami polega na wzajemności i współpracy, nawet jeśli jest to kontakt w kłótni, w walce na pięści czy podczas procesu sądowego. (Przeciwnicy także współpracują, na przykład ustalają, gdzie ma się odbyć walka i czy dozwolone będzie w niej kopanie, gryzienie lub jakaś broń). Kontakt wymaga co najmniej dwojga i jego sens nie może zostać zrozumiany, jeśli zwracamy uwagę tylko na jedną osobę lub "stronę". Trzeba się skupić na miejscu ich spotkania na tytułowych "mostach". Jeśli uświadomimy sobie, co to znaczy być osobą i co oznacza kontakt, możemy zdefiniować komunikację interpersonalną całkiem po prostu:

Komunikacja interpersonalna jest to taki rodzaj, typ lub jakość kontaktu, jaki występuje wówczas, gdy dwoje lub więcej istot ludzkich pragnie i jest w stanie spotkać się, czyniąc dostępną część swojej wyjątkowości, aspektów niemierzalnych, wyborów, refleksyjności i adresowalności, będąc jednocześnie świadomymi i reagując na część bytu osobowego partnera. Mówiąc krócej, komunikacja interpersonalna to kontakt, który zdarza się wówczas, gdy każda z zaangażowanych osób mówi i słucha w sposób maksymalizujący to, co osobiste.

Jak proponowałem wcześniej, oznacza to, że możemy myśleć o komunikacji interpersonalnej w kategoriach następującego kontinuum lub zmiennej skali[7]:

TYPY LUB JAKOŚCI KOMUNIKACJI

bezosobowa - - - - - - - - - - interpersonalna

Czasem ludzie nie udostępniają prawie niczego ze swej wyjątkowości lub indywidualnych decyzji, prezentując się na przykład jako "jeszcze jedna klientka", która chce wymienić jedne rajstopy na parę innego koloru. W tym przypadku klientka może także postrzegać osobę z drugiej strony lady jako "jeszcze jedną sprzedawczynię", sprzedawczyni z kolei może to odwzajemniać, udostępniając wyłącznie swą definicję roli i postrzegając klientkę tylko jako klientkę i nikogo ponadto. Kiedy obie osoby dokonują takich wyborów, ich komunikacja (ich kontakt) mieści się gdzieś z lewej strony kontinuum bezosobowa-interpersonalna. I co ważne, często jest to całkowicie w porządku. W wielu sytuacjach nie ma nic złego w komunikacji bezosobowej. Jest ona dokładnie tym, co wówczas potrzebne i oczekiwane.

W innych sytuacjach jedna osoba odsłania nieco swą wyjątkowość, uczucia, wybory i niepewności (refleksyjność), ponieważ postrzega drugą osobę jako szczególnie sympatycznego i kompetentnego słuchacza, a jednocześnie druga osoba słucha w sposób ogólnie podtrzymujący, nie zwracając uwagi na szczegóły. Jeśli obie osoby dokonują takich wyborów, ich komunikacja mieści się gdzieś pośrodku kontinuum bezosobowa-interpersonalna.

W jeszcze innych sytuacjach obie osoby odsłaniają szeroko i dogłębnie to, co myślą i czują w omawianych przez nie kwestiach, obie słuchają także z troską i zrozumieniem informacji o myślach i uczuciach partnera, nawet jeśli nie zgadzają się ze wszystkim, co usłyszą. W tym przypadku ich komunikacja mieści się gdzieś w pobliżu prawej strony kontinuum.

Proponowana definicja i związane z nią kontinuum lub skala mogą pełnić funkcję, po pierwsze, opisową (deksryptywną) - jako prosty, lecz potencjalnie wierny model komunikacji interpersonalnej. Mogą jednak też pełnić funkcję preskryptywną - jako wskaźnik tego, co powinieneś zrobić, jeśli chcesz, by twoja komunikacja była bardziej bezosobowa lub bardziej interpersonalna. Podstawowy przekaz preskryptywny brzmi: jeśli pragniesz, by twoja komunikacja przesunęła się bardziej w prawą stronę skali: (a) udostępnij w większym stopniu to, co czyni cię osobą, (b) zwracaj większą uwagę na to, co czyni osobą partnera. Jeśli druga osoba uczyni któryś z tych kroków, kontakt między wami będzie bardziej interpersonalny niż bezosobowy. Jeśli natomiast chcesz, by twoja komunikacja przesunęła się w lewą stronę skali: (a) ujawniaj tylko swoje cechy bezosobowe oraz (b) zwracaj uwagę tylko na bezosobowe cechy partnera. Jeśli on lub ona dokona podobnych wyborów, kontakt między wami będzie bardziej bezosobowy niż interpersonalny. Pamiętaj jednak: ty sam nie możesz kontrolować tego, gdzie na kontinuum znajdzie twoja komunikacja - twoje wybory są tylko częścią całości.

"Chwileczkę - możesz powiedzieć - to się staje zagmatwane! Jak mam spamiętać, żeby robić to wszystko na raz, a jeśli nie wiem, co znaczy "ujawniać to, co czyni mnie osobą" albo "zwracać uwagę na bezosobowe cechy partnera"?" Oto moja odpowiedź - cała ta książka zorganizowana jest w myśl powyższej definicji i zadaniem wszystkich zawartych w niej tekstów jest pomóc wam w osiąganiu tego, co tu opisałem. Część 1 nosi tytuł "Podstawy" i przedstawia podstawy tego podejścia. Pierwszy z dwu pozostałych artykułów w tym rozdziale rozwija wątek związku między jakością komunikacji a jakością życia, następny zaś zawiera drugie wyjaśnienie tego, co oznacza wzajemność i współpraca w komunikacji - "synergiczność". Następne dwa rozdziały w Części 1 ukazują werbalną stronę tego procesu (rozdział 3) i podstawowe składniki niewerbalne (rozdział 4).

Część 2 i Część 3 dotyczą umiejętności decydujących o położeniu twojej komunikacji na kontinuum bezosobowa-interpersonalna. Część 2 nosi tytuł "Otwartość jako "wdech"", natomiast Część 3 "Otwartość jako "wydech"". Zatytułowałem je w ten sposób z paru powodów. Po pierwsze, chcę uwzględnić to, że kontakt komunikacyjny tworzą dwa aspekty: "wejście i wyjście", "odbiór i nadawanie", "słuchanie i mówienie". Nazwy te jednak są mylące, ponieważ nie są relacyjne - zwracają uwagę bardziej na brzegi kanionu niż na łączący je most. Wybrałem więc dwie inne strategie językowe.

Po pierwsze, odwołałem się do słowa "otwartość", ponieważ ma ono dwa znaczenia. "Bycie otwartym" może oznaczać zarówno receptywność na myśli i uczucia innych, jak i skłonność do ujawniania czy odkrywania siebie. Ktoś może być otwarty w tym sensie, że jest tolerancyjny, wyrozumiały i pragnący słuchać (otwarty "na wejściu"), oraz otwarty w tym sensie, że nie waha się dzielić myśli i uczuć z innymi (otwarty "na wyjściu"). Używam zatem "otwartości" w tytułach zarówno Części 2, jak Części 3.

Drugim moim zabiegiem językowym jest użycie słów "wydech" i "wdech". Mają one wskazać, jakim sensem otwartości zajmuję się w danej części. Wybrałem te słowa, ponieważ każdy z nas bezpośrednio doświadcza nierozdzielności obu zjawisk. Spróbuj wdychać bez wydychania lub na odwrót. Chciałbym, abyście o "wejściu i wyjściu" czy "nadawaniu i odbiorze" także myśleli w ten sposób - jako o zjawiskach nierozdzielnych, zawsze występujących razem. Pewnym mankamentem jest to, że wdech i wydech nie mogą następować równocześnie, a otwartość w obu znaczeniach może. Tak więc mój wybór terminologiczny jest pewnym kompromisem. Mam jednak nadzieję, że tytuły Części 2 i 3 kładą nacisk na transakcyjną, relacyjną naturę mojego stanowiska.

W Części 2 "Otwartość jako "Wdech"" omawiamy trzy zestawy umiejętności składających się na tę część procesu: samoświadomość (rozdział 5), świadomość partnera (rozdział 6) oraz słuchanie (rozdział 7). Toteż teksty zamieszczone w tych rozdziałach zostały pomyślane jako źródło wiedzy o tym, jak postrzegać, być świadomym i słuchać w sposób sprzyjający komunikacji interpersonalnej lub - jeśli jest taka potrzeba - bezosobowej. Dwa rozdziały Części 3

"Otwartość jako "Wydech"" koncentrują się na drugiej stronie równania. Teksty rozdziału 8 zawierają omówienie ujawniania się, rozdziału 9 - analizę różnic między kobiecymi i męskimi stylami ekspresyjnymi. Po przeczytaniu pierwszych dziewięciu rozdziałów będziecie dysponować ogólnym obrazem całego procesu i podstawowych postaw i umiejętności niezbędnych w komunikacji interpersonalnej.

Następnie w Części 4, zatytułowanej "Związki", zwracamy się w stronę zastosowań. Jest tam rozdział o negocjowaniu związków w ogólności (rozdział 10), po którym następują bardziej szczegółowe rozdziały o przyjaźni (rozdział 11), rodzinach (rozdział 12) i bliskich partnerach (rozdział 13). Część 5 "Ponad podziałami" koncentruje się na najtrudniejszych problemach praktycznych: konflikcie (rozdział 14) i komunikacji międzykulturowej (rozdział 15).

Końcowe trzy rozdziały książki przedstawiają trzy całościowe podejścia do komunikacji interpersonalnej, które syntetyzują idee wszystkich poprzednich lektur. Jedno z nich jest dziełem doświadczonego nauczyciela, drugie psychoterapeuty, trzecie zaś jest autorstwa Martina Bubera, filozofa już przeze mnie cytowanego, który spędził większość życia na zachęcaniu ludzi do komunikacji interpersonalnej.

Przedstawiłem to, co nas czeka, i w jaki sposób jest to wzajemnie powiązane. Mam nadzieję, że idee i sugestie zawarte w tych lekturach przydadzą się wam. Dla mnie są one naprawdę istotne!

Pytania przeglądowe

Prawda czy fałsz: Według mojej definicji, komunikacja interpersonalna nie może wystąpić między dwiema osobami, które rozmawiają przez telefon. Uzasadnij odpowiedź.

Co Buber rozumie przez stwierdzenie, że istoty ludzkie mają podwójną perspektywę?

Co znaczy, że istot ludzkich nie można opisać w pełni w kategoriach przestrzenno-czasowych?

Jaki jest związek między wyborem a winą?

Opisz własnymi słowami dwie cechy komunikacji, które stają się oczywiste, jeśli spojrzeć na ten proces w sposób transakcyjny.

Co według Watzlawicka, Beavin i Jacksona znaczy określenie "punktuacja sekwencji komunikacyjnej"?

Dlaczego używam terminów "otwartość", "wdech" i "wydech" w tej książce w taki a nie inny sposób?

Kwestie do omówienia

Czy w tym eseju twierdzi się, że ludzie, którzy doświadczają pewnego typu lub jakości komunikacji, są "bardziej ludzcy" i "bardziej są osobami", od tych, którzy takiej komunikacji nie doświadczają? Jeśli tak, jak to możliwe?

Jaki jest związek między cechami ludzkiego wyboru i przewidywalności?

Podaj swój własny opis adresowalności. Co oznacza zdolność mówienia do kogoś i z kimś w odróżnieniu od mówienia o tej osobie?

Złącz kciuk i palec wskazujący lewej dłoni. A teraz opisz ich kontakt - nie to, co robi kciuk, ani co robi palec wskazujący, ale ich kontakt. (Prawdopodobnie stwierdzisz, że kontakt trudno opisać. Z tego właśnie powodu używam dwóch odmiennych terminów - "transakcyjny" i "relacyjny").

Przypomnij sobie ostatnią kłótnię, jaka ci się przydarzyła. Spróbuj zastosować do tego zdarzenia to, co mówiłem o "błędzie i winie" oraz "zdolności do odpowiedzi". Co dostrzegasz? Co stało się z twoim rozumieniem tej kłótni?

Kolejne strony pochodzą z jedej z książek cytowanych przeze mnie w eseju wprowadzającym. Jak tam wspomniałem, James Lynch jest profesorem i dyrektorem kliniki uniwersytetu w Maryland. Od lat osiemdziesiątych pisał wiele na temat wpływu rozmowy na zdrowie fizyczne. Jego książki zawierają różne precyzyjne dowody wpływu jakości doświadczanej przez nas komunikacji na jakość naszego życia.

Przed nami wstęp do jego najnowszej książki Language of the Heart. Autor dowodzi w niej, że "ludzki dialog działa nie tylko znacząco na pracę serca, ale może nawet odmieniać biochemię pojedynczych tkanek i obwodowych partii ciała". Dla niektórych ludzi brzmi to zapewne jak wschodni mistycyzm lub pseudonauka epoki New Age. Dokumentacja Lyncha robi jednak wrażenie - w swej książce cytuje on dosłownie setki badań medycznych wspierających jego tezy. Wykazuje również, że niektórym ludziom trudno zaakceptować związek między dialogiem a zdrowiem fizycznym, ponieważ przez lata uczono nas, że ciało ludzkie jest w istocie złożoną maszyną. Wiemy, że ludzkiej rozmowy czy dialogu nie da się zredukować bez reszty do programowalnych, przyczynowo-skutkowych elementów mechanicznych. A jednak to zjawisko niemechanistyczne wpływa w sposób znaczący na nasze rzekomo mechanistyczne ciała. Jak to możliwe?

Nie próbując dostarczać łatwej odpowiedzi na to pytanie, Lynch krótko opisuje historyczne idee i poglądy, które jego zdaniem doprowadziły nas do obecnego obrazu ciała ludzkiego. Opowiada też, w jaki sposób nowe odkrycia jego i współpracowników zaczynają tworzyć podstawy nowego podejścia klinicznego, które łączy medycynę z komunikacją werbalną.

Przedstawiam ten esej, by zachęcić do myślenia o doświadczanej przez ciebie komunikacji jako o czymś więcej niż tylko o spsobie wykonywania zadań, negocjowania interesów i zapewniania zaspokojenia potrzeb.

Istnieje ważny związek między tym, jak mówisz, a tym, kim jesteś. Żadne całościowe omówienie komunikacji werbalnej w jakiejkolwiek z jej form - mowy publiczne, dyskusja, komunikacja w organizacji, mass media i stosunki interpersonalne - nie może tego związku pomijać.

James J. Lynch Język serca

Za: James Lynch, Language of the Heart: The Human Body in Dialogue. Przedruk za zgodą autora.

Jest oczywiste, że mowa odróżnia nas, istoty ludzkie, od wszystkich innych żywych stworzeń. Czy to mężczyzna, kobieta czy dziecko, każdy z nas w trakcie dialogu może podzielić się z każdym swoimi pragnieniami, myślami oraz - nade wszystko - uczuciami. Idzie za tym inna prawda, prosta, choć wielkiej wagi: kiedy mówimy słowami, mówimy także naszym ciałem i krwią. Jak się przekonamy, seria badań wykazała, że ludzki dialog nie tylko oddziałuje znacząco na serce, lecz może nawet odmienić biochemię pojedynczych tkanek i obwodowych partii ciała. Ponieważ krew przepływa przez każdą tkankę w organizmie człowieka, wpływowi dialogu podlega całe ciało. Jest zatem niezbitym faktem, że kiedy mówimy, czynimy to każdą komórką swego ciała.

Ten "język serca" jest integralnym składnikiem zdrowia i życia emocjonalnego każdego z nas. Jednak tę żywotną prawdę przesłaniała wspólna nam wszystkim perspektywa naukowo-filozoficzna sprawiająca, że myślimy o ludzkim ciele wyłącznie w kategoriach jego funkcji mechanicznych. W epoce zdominowanej dramatycznymi obrazami przeszczepów serca, sztucznych rozruszników, a nawet wszczepiania serca pawiana dziecku ludzkiemu, bardzo łatwo o traktowanie ludzkiego ciała wyłącznie jako maszyny niezdolnej ani do słuchania innych, ani do mówienia do nich. Jednak istotą ludzkiego bytu jest zaangażowanie ciała w dialog - proces, w którym nie jest w stanie uczestniczyć żadna maszyna. Dzieje się tak, ponieważ serce ludzkie mówi językiem, który nie tylko jest podstawą naszego dobrostanu, ale też umożliwia istnienie uczuć i wiąże ze sobą istoty ludzkie. [...]

W celu zrozumienia, dlaczego skłonni jesteśmy myśleć o ciele jako o maszynie, wystarczy przypomnieć sobie niezwykłe wydarzenie z przełomu roku 1982 i 1983. Wtedy to po raz pierwszy, w Centrum Medycznym Uniwersytetu w Utah w Salt Lake City, życie istoty ludzkiej było podtrzymywane przez sztuczne serce. Ten wyczyn zelektryzował opinię publiczną, być może dorównała mu pod tym względem tylko ekscytacja pierwszą operacją przeszczepienia serca wykonaną przez Christiana Barnarda w Kapsztadzie, w Południowej Afryce w 1969 roku. Jeśli chodzi o wcześniej wspomniany zabieg, to cogodzinne biuletyny donosiły światu o stanie dra Clarka, gdy maszyna znajdująca się na zewnątrz jego ciała, pulsując niezmordowanie i wydajnie w miarowych westchnieniach swojego kompresora, utrzymywała przepływ życiodajnego płynu - krwi. Przez 112 dni maszyna utrzymywała tętno, pompując krew, aż do czasu, kiedy obumarł system krążenia, załamały się organy wewnętrzne i dr Clark zmarł. W jego pogrzebie w Federal Way w stanie Waszyngton uczestniczyło tysiąc trzystu żałobników, w tym osobisty wysłannik Prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście, to nie tylko dr Clark, ale cała ówczesna medycyna podjęła z powodzeniem nadzwyczajny, heroiczny czyn. Co więcej, czyn ten, obwieszczany na całym świecie, odzwierciedlał kulminację wiary, na której funkcjonowanie medycyny jako nauki opierało się przez ponad trzy wieki: wiary w to, że ciało ludzkie tworzy grupa zasadniczo mechanicznych organów, które - jeśli nie działają właściwie - można naprawiać jak każdy inny mechanizm, z nadzieją, że staną się ponownie sprawne.

Mniej więcej w tym samym czasie w Klinice Psychofizjologicznej Szkoły Medycznej Uniwersytetu Maryland badałem, wraz z moimi współpracownikami, również po raz pierwszy, zupełnie inny aspekt ludzkiego systemu sercowo-naczyniowego, którego opisanie pozwoliłoby na stworzenie całkiem nowego podejścia klinicznego - takiego, które opierałoby się na zrozumieniu powiązań między komunikacją ludzką a układem krążenia. Technologia komputerowa umożliwiła nam stwierdzenie, że kiedy tylko ktoś zaczyna mówić, wówczas znacząco wzrasta jego ciśnienie krwi, serce bije szybciej i mocniej, następują także zmiany w dużych naczyniach krwionośnych w odległych partiach ciała. I na odwrót, kiedy ktoś słucha kogoś innego lub skupia uwagę na środowisku zewnętrznym w zrelaksowany sposób, wówczas ciśnienie krwi zazwyczaj spada, tętno ulega spowolnieniu, często nawet poniżej normalnego poziomu spoczynkowego.

Początkowo odkrycie to wydawało się bardziej ciekawostką niż przełomem pojęciowym, zwłaszcza w zestawieniu z dramatem ludzkim i problemem technicznym rozgrywającym się w Utah. Dane były jednak tak klarowne i spójne, że nie mogliśmy ich zignorować. Pokazywały, nam, że mądrość religijna, filozoficzna, literacka i poetycka, która przez wieki sugerowała związki między słowami a ludzkim sercem, zawierała jądro prawdy o zakakująco dużych, kluczowych dla medycyny konsekwencjach. Kiedy uświadomiliśmy sobie tę prawdę, zweryfikowaliśmy ją na różnych przypadkach, w systematycznych badaniach. Przebadaliśmy tysiące jednostek - od noworodków krzyczących w wózkach, poprzez przedszkolaki recytujące abecadło, licealistów czytających na głos z podręczników, studentów pielęgniarstwa lub medycyny opisujących rozkład dnia, pacjentów nadciśnieniowych z naszej kliniki i tych oczekujących z niepokojem na wszczepienie by-pasa, schizofreników z oddziałów psychiatrycznych, wiekowych pensjonariuszy domów opieki opisujących swoją samotność, aż po pacjentów bliskich śmierci. W każdym przypadku związek między językiem a sercem był jasny i niezaprzeczalny.

Istniała jednakże potężna siła, która pierwotnie utrudniała nam zdanie sobie sprawy z tego, że rzeczywiście tworzymy nowe podejście kliniczne. Siłę tę określiłbym jako nie sprawdzoną perspektywę filozoficzną, którą narzucaliśmy naszym badaniom. Zawierała ona wizję ciała ludzkiego, zasadniczo uznawaną przez każdego członka naszego społeczeństwa, sformułowaną po raz pierwszy w XVIII wieku przez filozofa francuskiego Kartezjusza. Żyjący w epoce początków nauki nowoczesnej Kartezjusz zestawił odkrycia takich uczonych, jak Galileusz, Kopernik, Kepler, Harvey oraz Pascal, i zintegrował je w nowy, zwarty system filozoficzny. Jak sam stwierdził, zamierzał stworzyć całkowicie nową medycynę opartą na założeniu, że ciało ludzkie jest maszyną. Wypełnił swój cel tak znakomicie, że jego wpływ, choć tak dogłębny, jest dziś rzadko rozumiany. Jego perspektywa podobnie jak powietrze, który oddychamy, jest uważana za coś naturalnego.

Kartezjusz głosił ideę, że ciało ludzkie funkcjonuje jak wszystkie inne ciała w naturze - zgodnie z zasadami mechaniki. Oddzielił funkcjonowanie umysłowe od mechaniki cielesnej argumentując, że zdolność do myślenia musi być rezultatem istnienia duszy. Ta niezwykła wizja, choć z pozoru niewinna, przeniknęła na wskroś przyszłe rozumienie przez świat Zachodu natury istot ludzkich, ciała ludzkiego, zdrowia ludzkiego oraz związków między naszymi jednostkowymi ciałami a naszą egzystencją społeczną. Po Kartezjuszu problemy zdrowia i choroby zostały relegowane do dziedziny nauk medycznych, natomiast troski duchowe i społeczne traktowano jako mające niewiele wspólnego ze zdrowiem fizycznym. Lekarze są szkoleni na podobieństwo niezwykle biegłych techników pracujących we francuskich ogrodach, w których figury na fontannach były tak zmyślnie zaprogramowane, że poruszały się pod wpływem ciśnienia wody, co zainspirowało koncepcję Kartezjusza. Trzy wieki po Kartezjuszu naturalne jest myśleć o przeszczepie serca u istoty ludzkiej tak, jak mechanik myśli o wymianie zepsutej pompy wodnej w samochodzie: choroba serca stała się problemem mechanicznym w szwankującym systemie hydraulicznym. W istocie, jak powiedział lekarz wszczepiający małej dziewczynce serce pawiana: "Serce... to pompa mięśniowa i nie jest ono siedliskiem duszy"[1].