Cecylia
Ty pójdziesz górą, ty pójdziesz górą, a ja doliną. Ty zakwitniesz różą, ty zakwitniesz różą, a ja kaliną.
Jej włosy pachniały ziołami. Lekko zbliżony do sosnowego aromat szałwii przełamywała intensywność rumianku. Niepowtarzalna ciepła słodycz o miękkim, miodowym zabarwieniu unosiła się w powietrzu wraz z ostrą nutą świeżo ściętej lawendy. Cecylia, ostrożnie i powoli, drobnymi palcami przeczesywała kolejne pukle, chcąc, by nabrały obfitszego kształtu. Następnie upięła je jednym wprawnym gestem. Wcześniej długo stała przed lustrem, przyglądając się kreślącemu się w nim odbiciu. Własne rysy twarzy wydawały jej się nazbyt smutne. Pesymistycznego obrazu dopełniały krople wody, tak podobne do łez, a ściekające wzdłuż skroni, aż po krawędź szczęki. Nagie ramiona układały się w łagodny łuk. Kobieta kilkakrotnie obracała się, chcąc obejrzeć całość sylwetki. Nie wydawszy się sobie wystarczająco atrakcyjną, przysłoniła ciało wilgotnym ręcznikiem. Letni poranek przez uchylone okno wnikał nieśmiało do zacienionych zakamarków pokoju. Niepozorne promienie słońca migotały, przenikając przez szerokie oczka plecionych firanek. Cecylia wyciągnęła z szafy kostium w kolorze zielonym, przypominającym swym nasyceniem skórkę awokado. Do zewnętrznej klapy żakietu niewielką złotą agrafką przyczepiła kilka drobnych listków mięty.
Pogoda sprzyjała spacerom. Droga wiodła pomiędzy szpalerami drzew, wśród których dominowały klony. Ich rozłożyste korony obfitowały w wielokształtne liście, zwartą strukturą przysłaniające powykręcane gałęzie. Gdzieniegdzie pojawiały się także leszczyny. Pod ich pniami z rzadka leżały niewielkich rozmiarów orzechy, odziane w falbankę ze zrośniętych podkwiatków. Właśnie wtedy zwróciła na nią uwagę. Podobna do zwinnej wiewiórki, pełnym energii krokiem zmierzała w sobie tylko znanym kierunku. Była wysoką, szczupłą kobietą w średnim wieku. Gdy otwierała usta, oczom rozmówcy ukazywały się duże przednie zęby. Cecylia dostrzegła ją z daleka. Niejako rozpoznała po rudym kolorze włosów. Przystanąwszy, z nieudawanym zachwytem chłonęła ognistą intensywność ich barwy. Tym razem odważy się pogratulować nieznajomej dokonanego wyboru. Z uśmiechem poda pod wątpliwość, iż taki kolor osiągalny jest dla każdego. Na koniec dyskusji wspomni o tym, iż wytrwale czekać będzie jesieni. Wówczas to uchwycić da się prawdziwą istotę tonacji dominującej w otoczeniu niepowtarzalnymi refleksami. Kobieta podziękuje, dumna i speszona zarazem. Od tego momentu, gdy drobny komplement zagościł w jej świadomości, poruszać będzie się już inaczej. Nabierze śmiałości, a jednocześnie uśpiona w niej finezyjność - w nieskrępowany sposób ukaże się światu. Cecylia dostrzegła tę pozornie nic niewnoszącą zmianę. Długo wiodła wzrokiem za umykającą wiewiórką, która może nieco rozmarzona, w wysublimowany sposób stawiała stopy.
Na idealnie błękitnej tafli nieba rozchodziły się promieniście smugi światła, gdy Cecylia przemierzała ostatni etap drogi. Wiódł on leniwie wzdłuż brzegu jeziora, zastygłego w niewytłumaczalnym bezruchu. Najdrobniejszy podmuch wiatru nie wzbudzał choćby drżenia, niepokoju samotnej fali, która gdyby istniała, z łatwością dotarłaby do kamienistego wału. Przez to granatowa głębia wód zdawała się tonąć w intensywniejszym niż zazwyczaj odcieniu. Cecylia pamiętała doskonale tę drogę. Pokonywała ją po wielokroć. Pokonywali ją razem. Wówczas za wszelką cenę starała się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół, aby pozostał z nią już na zawsze. Przede wszystkim zapach jego wody kolońskiej. Miodową słodycz ostrożnie przełamywaną nieznanego pochodzenia goryczą, ulatującą wyjątkowo pospiesznie. Akordy zapachów układały się niczym dźwięki w niezliczoną ilość kombinacji. Zdawało się, iż charakter ich zależy od aktualnego nastroju towarzyszącego jej mężczyzny.
To w momencie pełnego wzruszeń pożegnania postanowiła, iż zrobi mu niespodziankę. Kilka dni po jego wylocie do Londynu kupiła bilet na najbliższy samolot. Spakowała niewielki bagaż i zjawiwszy się na lotnisku, cierpliwie czekała na odprawę. Sam lot przebiegał spokojnie. Maszyna bez jakichkolwiek przeszkód, równym rytmem pokonywała dystans dzielący dwoje zakochanych w sobie ludzi. Cecylia rozmarzonym wzrokiem obserwowała świat, poszczególne fragmenty kontynentu rozciągającego się wzdłuż postrzępionego wybrzeża. Gdy po opuszczeniu samolotu skomentowała rozczarowującą pogodę, niewysoki, rudowłosy steward zaproponował, aby czym prędzej wróciła z nim do Polski. W odpowiedzi mężczyzna usłyszał jedynie jej pełen serdeczności śmiech. Kilkadziesiąt minut później, stojąc na progu obcego sobie domu, Cecylia żałowała, iż nie skorzystała z przedstawionego jej wariantu. Nigdy wcześniej nie założyłaby nawet, iż takie rozwiązanie mogło w ogóle wchodzić w grę. Gdy jednak ujrzała na twarzy narzeczonego mieszaninę skrajnie przeciwstawnych emocji, wiedziała już, że zbiegając beztrosko ze schodów dosuniętych do skrzydła samolotu, popełniła błąd. Początkowo żądała od niego wyjaśnień. Czując, jak cała krew napływa jej do mózgu, pragnęła poznać prawdę, chociażby najbardziej banalną z możliwych. Nie potrafiła jednak się zdecydować, czy powinna wydrapać oczy brunetce, której imienia nie zdołała zapamiętać, mimo iż mężczyzna w bezczelny sposób śmiał przedstawić sobie obie panie, czy ograniczyć się do okaleczenia dawnego ukochanego, którego tłumaczenia traktować należało jako równie zawiłe, co bezwartościowe. Zapewne Cecylia zachowałaby się w jakiś nieprzewidywalny sposób, ostatkiem sił nadając zdarzeniom pożądany przez siebie kształt, gdyby ostry dźwięk dzwonka nie przeszył gwałtownie powietrza. Mężczyzna niechętnie otworzył drzwi. Następnie zrezygnowany wrócił do pomieszczenia i usiadłszy na krawędzi krzesła, rzucił tylko ochryple, iż poddaje się, bo bez względu na wszystko nie da rady naprawić sytuacji. Dlaczego wówczas wybiegł właśnie za nią, mimo iż nie tylko ona wpadła na pomysł, aby odwiedzić go tego pamiętnego dnia, Cecylia nie zdołała ustalić. Po prawdzie nie interesowało jej już nic, co w najdrobniejszy sposób byłoby związane z człowiekiem, na którym zawiodła się całkowicie. I jak onegdaj za wszelką cenę starała się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół, aby pozostał z nią już na zawsze, tak obecnie, spacerując samotnie brzegiem jeziora, czuła wstręt i obrzydzenie do własnych wspomnień. Wiedziała, że musi pozbyć się ich czym prędzej. Skutecznie, a co ważniejsze - raz na zawsze.