Wstęp
Gdy w czerwcu 1941 roku Niemcy zaatakowały Związek Radziecki, nikt nie
przypuszczał, że ich postępy będą tak błyskawiczne. Zdezorientowana i źle dowodzona Armia Czerwona ustępowała na wszystkich frontach
zaprawionym w boju i świetnie zorganizowanym jednostkom niemieckiego
Wehrmachtu.
Dopiero po nieudanej próbie zdobycia Moskwy w grudniu 1941 roku Niemcy
stracili częściowo inicjatywę strategiczną na froncie wschodnim. Hitler,
szukając nowego kierunku natarcia, skierował swoje siły na południe, ku
Stalingradowi, który był bramą do pól naftowych Kaukazu. Zdobycie miasta
oznaczałoby również przejęcie kontroli nad Wołgą, będącą głównym
szlakiem zaopatrującym Związek Radziecki w ropę naftową, surowce
mineralne i żywność.
Zajęcie miasta nazwanego na cześć Stalina było również ważnym celem ze
względów propagandowych. Chodziło o podniesienie morale żołnierzy po
klęsce pod Moskwą oraz pokazanie niemieckiemu społeczeństwu dużego
sukcesu Wehrmachtu.
W ramach operacji Fall Blau do ataku na Stalingrad w sierpniu 1942 roku
Wehrmacht rzucił głównie siły Grupy Armii "B", w tym przede wszystkim 6.
Armię generała Friedricha Paulusa oraz część 4. Armii Pancernej generała
Hermanna Hotha. Wspierali ich sojusznicy -?Włosi i Rumuni -
zabezpieczający skrzydła frontu.
W niedzielę 23 sierpnia siły niemieckie rozpoczęły atak na Stalingrad,
poprzedzony intensywnym bombardowaniem. Dowództwo radzieckie, aby nie
powodować paniki, nie poinformowało o tym fakcie mieszkańców, którzy,
korzystając z pięknej pogody, masowo spędzali czas nad rzeką oraz na
piknikach na górującym nad miastem Kopcu Mamaja. Około godziny 16 na
niebie pojawiły się wrogie samoloty. Świadkowie tamtych wydarzeń mówili
o setkach niemieckich maszyn, które nagle pojawiły się nad miastem i zaczęły zrzucać bomby.
Atak miał na celu zasianie paniki i zniszczenie miejskiej
infrastruktury. Całe dzielnice zostały zrównane z ziemią. Niemcy
osiągnęli swój cel, ale niszcząc strukturę miejską, stworzyli obrońcom
dogodne punkty oporu w ruinach, a zasypane gruzem ulice utrudniły w przyszłości prowadzenie działań ofensywnych. Trwający 14 godzin atak
lotniczy pochłonął ok. 40 tys. ofiar cywilnych, a był to tylko przedsmak
tego, co Niemcy przygotowali dla Stalingradu.
Impet i skala natarcia dały agresorom przewagę i można było odnieść
wrażenie, że miasto niebawem padnie pod naporem wrogiej potęgi. Jednak
walki o Stalingrad trwały jeszcze kilka miesięcy, do momentu, kiedy
zaskoczona nagłym radzieckim manewrem oskrzydlającym cała niemiecka 6.
Armia wraz z sojusznikami znalazła się w okrążeniu. Jedynym ratunkiem
była natychmiastowa próba przebicia się i dołączenia do reszty sił
niemieckich, ale to równałoby się z odstąpieniem od zdobycia miasta, a na to Hitler nie mógł sobie pozwolić. Ponad 250 tysięcy żołnierzy
utknęło w utworzonym przez Rosjan kotle.
Bez dostaw prowiantu, paliwa, amunicji, leków i zimowej odzieży ich los
był przesądzony. Dlatego niemieckie dowództwo uznało, że zaopatrzenie
dla 6. Armii będzie dostarczane drogą powietrzną. Tak rozpoczęła się
jedna z największych tego typu operacji podczas II wojny światowej.
Rozdział 1
Listopad 1942 roku był zimny, ale za to słoneczny. Nina, 17-letnia
ochotniczka, wraz z o dwa lata starszą siostrą Oluszką zmierzały w kierunku Stalingradu, mknąc przez bezkresne rosyjskie pustkowia
pociągiem pełnym wojska. Nina nie mogła uwierzyć, że spełniło się jej
marzenie. Wreszcie była żołnierką, tak jak ojciec i większość starszych
kolegów. Wreszcie mogła udowodnić swoją miłość do ojczyzny. Romantyczna,
młoda artystka ślepo wierzyła komunistycznej propagandzie. Nie miała
pojęcia, czym jest wojna -?tę widziała jedynie w kronikach filmowych.
Tymczasem siedziała wciśnięta w kąt bydlęcego wagonu, którego szarość
przecinały jedynie słoneczne smugi rozkwitające ze szpar pomiędzy
deskami. W świetle wesoło figlowały drobinki kurzu, a cały wagon
pachniał słomą, końskimi odchodami i zapachem ludzkich ciał. Dziewczyna
była oburzona, że od tygodnia nie było się jak umyć. Koledzy śmiali się
z niej, że panienka z miasta, choć sami chodzili głodni, brudni i spragnieni. Nie było czasu na głupoty. Ojczyzna wzywała. Stalingrad
płonął.
Tak, jak płonęły policzki Niny, która ukradkiem szkicowała portret
pewnego urodziwego komsomolca drzemiącego pod ścianą naprzeciwko.
Podkreśliła jeszcze zadarty nos i długie rzęsy chłopaka i w zamyśleniu
zamknęła oczy.
Oluszka za to była realistką, studentką matematyki. Widziała kaleki
wojenne w szpitalu w swoim mieście, gdzie pomagała pielęgniarkom
zajmować się rannymi. Zastanawiała się nad kruchością ludzkiego ciała i drżała o siebie, ale przede wszystkim o siostrę. Robiła sobie wyrzuty,
że zgodziła się, aby Nina zgłosiła się do wojska, lecz czy mogła się nie
zgodzić? W sumie to zaciągnęła się, aby mieć na tamtą oko, choć marna to
ochrona przeciwko niemieckim czołgom. Skrycie miała nadzieję, że
przydzielą je gdzieś do sztabu, na zapleczu.
Bardzo bała się konfrontacji z wrogiem i podziwiała dziecięcą odwagę
siostry. Delikatnie wyjęła z jej ręki szkicownik i w zamyśleniu
podziwiała portrety towarzyszy broni, dzieciaków, które podbiegały do
pociągu z wiadrami wody i mlekiem podczas postojów. Tak niezwykle
realistyczne i szczegółowe. Miała nadzieję, że po wojnie Nina zostanie
wziętą artystką, a ona sama zajmie się pracą naukową.
Na pierwszej stronie szkicownika były we dwie, pociągnięte mocną kreską,
trzymały się za ręce. Oluszka nawet nie wiedziała, że jest taka ładna.
Siostra podkreśliła jej duże oczy i wydatne kości policzkowe. Obie były
ładne, nie pasowały do tej wojny! Wzruszyła się, przytuliła drobne ciało
Niny. "Obronię cię" -?pomyślała.
Kilka godzin później jakiś wrzeszczący oficer niemal siłą wypchnął je z łodzi desantowej, która przywiozła kolejną grupę wojska do Stalingradu.
Coś krzycząc, wskazał ręką kierunek i kazał biec.
Wołga ma w tym miejscu kilkaset metrów szerokości -?kilkaset metrów,
które trzeba było pokonać w małej łodzi motorowej pod potężnym ogniem
niemieckiej artylerii. Kilka jednostek eksplodowało na oczach sióstr, a niebo przeczesywały niemieckie samoloty, prując seriami do drewnianych
łupinek pełnych przerażonych ludzi. Niektórzy, w panice, próbowali
skakać do wody, ale wtedy oficer powalał ich strzałem z rewolweru.
-?Zostać w łodzi, bo kula w łeb! Wszyscy zostają w łodzi, to rozkaz! -
krzyczał, siłując się z kolejnym przerażonym desperatem.
Kiedy dobili do brzegu, ich oczom ukazał się iście apokaliptyczny widok.
Stalingrad wyglądał jak realistyczna dekoracja filmu o zagładzie miasta.
Niebo zasnuwała kurtyna dymu i popiołu. Nina złapała siostrę za rękę.
Biegły zasypaną gruzem ulicą, na której stały spalone wraki samochodów.
Wszędzie leżały ciała. Cuchnęło spalenizną, gryzącymi chemikaliami i śmiercią, a powietrze wydawało się gęste i gorące. Nie miały jednak
czasu, aby się temu wszystkiemu przyglądać, bo prowadzący je oficer
wrzaskiem wymuszał utrzymanie odpowiedniego tempa.
Jednak miasto wciąż żyło i wciąż walczyło. Z podziemnych schronów tu i ówdzie wydobywał się dym, a zapach domowych skwarek kontrastował z przerażającą scenerią wokół. W fabryce Krasnyj Oktjabr nadal spawano
czołgi T-34, choć połowa hal leżała w gruzach. Nowe maszyny wkraczały do
walki prosto z linii produkcyjnej -?czasem z niedokończonymi wieżami,
ale zawsze gotowe do walki.
Wokoło płonęły domy i zakłady przemysłowe, wydawało się, że ruiny też
płoną. To robota niemieckich asów lotnictwa, dowodzonych na froncie
wschodnim przez generała Wolframa von Richthofena, odpowiedzialnego
wcześniej za bombardowania Guerniki podczas wojny domowej w Hiszpanii
oraz Wielunia i Warszawy podczas inwazji na Polskę w 1939 roku.
Niezwykle cenionego przez Hitlera stratega, pilota i kuzyna słynnego
Czerwonego Barona, bohatera I wojny światowej.
Od pierwszego dnia walk o Stalingrad niemieckie bombowce wracały
codziennie, niosąc śmiercionośny ładunek bomb i metodycznie równając
miasto z ziemią. Fabryka traktorów na północy miasta wyrzucała w niebo
kłęby czarnego dymu. Arsenal na południu płonął. Między nimi rozciągały
się ruiny dzielnic mieszkalnych -?szkielety kamienic, z których
sterczały pokręcone belki i ziały czernią martwe otwory po oknach.
Dziewiętnastoletnia studentka matematyki znała doskonale rachunek
prawdopodobieństwa. Wiedziała, że ich szanse na przetrwanie w tym
mieście maleją z każdą godziną. Ale Nina wciąż wierzyła w szybki koniec
wojny, w zwycięstwo sprawiedliwej sprawy, w to, że jej szkice staną się
kiedyś świadectwem triumfu.
Zewsząd dochodziły odgłosy walk, skumulowane we wszechogarniającą
kanonadę, przeplataną wystrzałami karabinów maszynowych i czołgów. Front
przebiegał przez sam środek miasta. Niemcy zajęli już większość jego
powierzchni. Jednak każdy metr ziemi kosztował ich setki żołnierzy.
Rosjanie bronili się w ruinach, które paradoksalnie doskonale sprawdzały
się jako punkty oporu.
Ponad sześćsettysięczne miasto zamieniono w zgliszcza, w których trwały
wyniszczające walki, często wręcz. Dowodzący obroną Stalingradu
wiedzieli, że Niemcy nie lubią walki kontaktowej -?wolą dystans, który
pozwala ich bombowcom i artylerii bezpiecznie niszczyć siły przeciwnika.
Dlatego Rosjanie budowali swoje umocnienia tuż przy niemieckich
pozycjach. Często dzieliło je jedynie kilkanaście metrów -?tak, że w rzadkich momentach ciszy można było usłyszeć nawet szepty z okopów
wroga, trzask zapałki czy szczęk zamka.
Zaciętość walk o miasto była niespotykana w historii tej wojny.
Wstrząsana wybuchami bomb ziemia drżała tak mocno, że żołnierze
przewracali się w okopach, a pył z pokruszonych murów i płonących ruin
pokrywał wszystko, sprawiając wrażenie, że miasto jest czarne -?tak jak
czarne były mundury obu stron. Często przeszkadzało to we wzajemnej
identyfikacji. Walczono w ruinach, bito się o każde piętro czy pokój -
na bagnety, pięści i zaostrzone saperki. Niemcy ochrzcili ten sposób
prowadzenia działań "wojną szczurów".
Przez cały ten czas wojska radzieckie odpierały niemieckie ataki, nie
licząc się ze stratami. Żołnierze bezpośrednio z łodzi desantowych szli
w bój, często bez żadnej broni. Broń zabierało się poległym, a za chwilę
ginęło się samemu. Tych, którzy się zawahali, zabijały oddziały zaporowe
NKWD. Po wojnie ustalono, że długość przeżycia czerwonoarmisty w Stalingradzie wynosiła średnio mniej niż 24 godziny w najgorętszych
momentach.
Niebo co chwilę przeszywał przerażający dźwięk nurkujących Junkersów Ju
87 Stuka, które celnie zrzucały swój ładunek, obracając miasto w ruinę.
Półtonowe bomby z opóźnionym zapalnikiem miały za zadanie przebijać
dachy i eksplodować wewnątrz budynków. Inne, o masie 250 kilogramów -
burzące i odłamkowe -?służyły do bezpośredniego wsparcia sił naziemnych.
Każda z maszyn za każdym razem mogła przenieść nawet tonę uzbrojenia, do
którego dochodziły też lekkie bomby odłamkowe SD 2, zwane "jajkami
diabła", skutecznie niszczące piechotę przeciwnika. Maszyny operowały w trybie półnurkującym, aby oszczędzić własne oddziały, z niszczącą
precyzją -?"niczym bochenki chleba, jeden za drugim", jak to
błyskotliwie określił niemiecki as lotnictwa Paul-Werner Hozzel, dowódca
pułku bombowców nurkujących.
Sztukasy miały ułatwione zadanie, ponieważ operowały z lotnisk
położonych niedaleko od miasta. Dzięki temu mogły wykonywać nawet kilka
lotów bojowych dziennie. Cała misja trwała około godziny -?45 minut lotu
bojowego i 15 minut załadunku, przeglądu i tankowania.
Oluszka bała się, że zaraz padnie komenda: do ataku! I każą jej zanurzyć
się w to morze płomieni. Na szczęście dostały tylko po misce gorącej
zupy i przydziały -?Nina do baterii dział przeciwlotniczych, a Oluszka
do sztabu, bo "umie liczyć", jak śmiał się oficer rozdzielający
przydziały. Protestowała, chciała być u boku siostry, za którą czuła się
odpowiedzialna, ale nikt jej nie słuchał. Dowódcy czekali tylko na
przerwę w ostrzale, żeby w miarę bezpiecznie przedostać się na
stanowiska bojowe.
Walki w mieście przeciągały się, pochłaniając ogromne ilości amunicji i innego zaopatrzenia. Obie strony ponosiły duże straty, jednak możliwość
rychłego zwycięstwa powodowała, że Niemcy gotowi byli na każde
poświęcenie. Na ich triumf czekał sam Führer. Szybko jednak okazało się,
że prowadzenie wojny na tak dalekich frontach wymaga perfekcyjnie
zorganizowanej machiny logistycznej, a z tym bywało różnie. Kolejne
natarcia załamywały się z powodu braków w zaopatrzeniu oraz dużych strat
w ludziach i sprzęcie. Już w drugiej połowie listopada wojska niemieckie
straciły wiele ze swojego impetu.
Tymczasem w Niemczech szef nazistowskiej propagandy, Józef Goebbels, już
w drugiej połowie listopada ogłosił, że niemiecki Wehrmacht niemal zajął
miasto Stalina -?miejsce o kluczowym znaczeniu strategicznym.
Rzeczywistość była jednak zupełnie inna. Niemcy ugrzęźli w oblężonym
Stalingradzie, a tymczasem Rosjanie zebrali setki czołgów i tysiące
dobrze przygotowanych ludzi, aby wyprowadzić potężne natarcia i okrążyć
niczego nie spodziewających się przeciwników.
Niemieckie dowództwo nie chciało wierzyć w raporty zwiadu lotniczego, że
Rosjanie koncentrują jednostki na północy i południu od miasta. Ruchy
przeciwnika sygnalizowali też Rumuni zabezpieczający flanki. Paulus
jednak uparcie ignorował te informacje. Dla niego Armia Czerwona była po
prostu zbieraniną oberwańców i desperatów, których jego karabiny kładły
setkami, zanim ci zdołali choćby wystrzelić.
-?Koncentracja? Może po prostu budują szałas? -?śmiał się w swoim
sztabie dowódca 6. Armii.
Jeszcze przed świtem 19 listopada 1942 roku odezwały się radzieckie
działa na północy. Kanonada z tysięcy luf brzmiała jak wibrujący dźwięk
monstrualnej burzy, która zawisła w miejscu i rozładowywała skumulowaną
energię.
To ponad 3,5 tys. dział i moździerzy rozpoczęło ostrzał pozycji
rumuńskich. Rozpoczęła się radziecka operacja "Uran", mająca na celu
wzięcie w kleszcze 6. Armii niemieckiej i odcięcie jej od dostaw
zaopatrzenia.
Na pozycje rumuńskie ruszyły tysiące żołnierzy i setki czołgów, których
obrona nie była w stanie zatrzymać. Szacuje się, że już pierwszego dnia
do niewoli radzieckiej dostało się około 27 tys. Rumunów. Przy jeńcach
znajdowano zrabowane miejscowej ludności przedmioty codziennego użytku,
łącznie z damską garderobą i wszystkim, co dało się ukraść. Żołnierze
swoje łupy skrywali w plecakach i pod kurtkami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki