Morella - Edgar Allan Poe
5.49 zł
4.50 zł
(2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Czułem prawdziwie głębokie i bardzo osobliwe uczucie dla mojej przyjaciółki Morelli. Zrobiwszy z nią znajomość wiele lat temu poczułem, że dusza moja zapłonęła od pierwszego spotkania ogniami, których przedtem nie znałem; ale nie były to ognie Erosu, to też gorzkiem i gryzącem dla mnie było stopniowe przekonanie, że nie mogłem w żaden sposób określić ich niezwykłego znaczenia, lub umiarkować ich natężenia. Ale poznaliśmy się; los połączył nas przed ołtarzem; nigdy nie mówiłem o uczuciu, nie myślałem o miłości. Ona atoli, unikała towarzystwa ludzi i przywiązawszy się do mnie jedynie, czyniła mnie szczęśliwym.
Erudycya Morelli była głęboka. Tak jak życia pragnę talenty jej były wprost niezwykłe - siły jej umysłu były olbrzymie. Czułem to i w wielu rzeczach stałem się jej uczniem. Wkrótce atoli spostrzegłem, że być może z powodu jej wychowania w Presburgu, kładła przedemną mnóstwo tych mistycznych pism, które się zwykle uważa za szumowiny wczesnej literatury niemieckiej. Te oto pisma były z nieznanej mi przyczyny przedmiotem jej ulubionych i nieustannych studyów i to, że z biegiem czasu stały się także mojemi studyami należy przypisać prostemu lecz silnemu wpływowi zwyczaju i przykładu.
We wszystkiem tem jeżeli się nie mylę, rozum mój nie wiele miał do czynienia. Ideały te wcale nie wpływały na moje przekonania i jeżeli się nie bardzo mylę, nie można było odkryć, ani w moich czynach, ani też w myślach tego mistycyzmu, o którym bezustannie czytałem. Przekonany o tem, powierzyłem się bez zastrzeżeń przewodnictwu swej żony i z niezachwianem sercem wszedłem w labirynt jej studyów. A wtedy kiedy pochylony nad wzbronionemi pismami, czułem rodzące się we mnie zakazane uczucia, wtedy Morella kładła mi na rękę swą chłodną dłoń i wydobywała z popiołów dawno zmarłej filozofii jakieś ciche, szczególne słowa, których osobliwe znaczenie wypalało się niezatarcie w mej pamięci. A wtedy godzinę za godziną spędzałem u jej boku, rozkoszując się muzyką jej głosu - aż w końcu jego melodya nabrała cechy przerażenia - i wtedy padał cień na mą duszę - i bladłem i drżałem wewnętrznie słuchając tych nieziemskich tonów. Tak nagle radość przechodziła w trwogę, a to co było najpiękniejsze, stawało się odrażającem tak, jak Hinnom stał się Ge-Henną.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.