Morderstwo wykute w kamieniu - Tracy Donley

Kup ebooka

34.90 zł
28.97 zł (29,27 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

- Wyjaśnij mi jeszcze raz, dlaczego w Paperwick w stanie Connecticut organizujemy Festiwal Wikingów. - Rosemary Grey odchyliła się na stojącym przy biurku krześle, które jak zwykle wydało jęk oburzenia, towarzyszący każdemu obrotowi, przesunięciu czy kiwnięciu. Jej niewielki, lecz przytulny gabinet na Uniwersytecie Paperwick - siedzibie Walecznego Pstrąga - stał się miejscem regularnych popołudniowych spotkań, gdzie po zajęciach schodziła się mała grupka wykładowców: doktor Jack Stone z Wydziału Literatury Angielskiej, najstarszy i ukochany przyjaciel Rosemary, oraz jej nowy przyjaciel, prawie chłopak, doktor Seth McGuire, z Wydziału Antropologii. Sama Rosemary została niedawno zatrudniona na Wydziale Historii tegoż uniwersytetu, jako specjalistka w obszarze nowożytnych początków Ameryki. Temat ten jest bardzo popularny w Connecticut, gdzie dochodziło do wielu zdarzeń, które na zawsze zapisały się w dziejach. Niekiedy do zacnego grona dołączał Charlie, mąż Jacka i autor bestsellerów, i cała czwórka dzieliła się opowieściami o tym, co im się przytrafiło danego dnia, popijając herbatę i po prostu ciesząc się towarzystwem przyjaciół.

Jack i Charlie mieszkali w Paperwick niespełna dwa lata, Seth - zaledwie rok, a Rosemary właśnie się wprowadzała do domku na farmie Jacka i Charliego, zatem wszyscy byli nowi dla społeczności, która zajmowała ważne miejsce w kolonialnej historii Ameryki. Prawdę mówiąc, za nowo przybyłego w Paperwick był uważany właściwie każdy, kogo przodkowie nie osiedli tam kilka pokoleń wcześniej. Niemniej jednak Jack i Charlie łatwo zaskarbili sobie sympatię kilku starych miejscowych rodzin, a Seth i Rosemary jako bliscy przyjaciele pary szybko zdobyli zaufanie mieszkańców i również stali się spolegliwymi członkami miejscowej wspólnoty.

Miasteczko, przycupnięte między wybrzeżem a falistymi wzgórzami hrabstwa Middlesex, nie na wszystkich mapach można było znaleźć. Od zawsze okolice zamieszkiwali rdzenni Amerykanie, a na początku XVII wieku zasiedliła je grupa purytanów, świeżo przybyłych z Anglii, poszukujących taniej ziemi, możliwości handlowych i wolności religijnej.

- Wszystko z powodu Bj?rna - odpowiedział Jack na pytanie Rosemary.

- Jakiego Biurna? - Uniosła brew.

- Bj?rna - poprawił ją Jack. - Festiwal jest dla niego.

- No, dobrze. A kim jest Bajorn? - dopytywała Rosemary.

- Bj?rn - powtórzył Jack.

- To Zagubiony Wiking - dorzucił Seth z błyskiem w oku,

- Wiking. W Connecticut. - W głosie Rosemary dźwięczał sceptycyzm. - Czy oni aby nie zapuszczali się bardziej na północ? Bo ja wiem, gdzieś do Kanady?

- Nie zwracaj na nią uwagi, Seth - odezwał się Jack. - Utknęła lata świetlne od wikingów. Obawiam się, że ma obsesję na punkcie siedemnastego wieku. Nic na to nie poradzi.

Seth roześmiał się i potrząsnął głową.

- Nie przejmuj się, Rosie - rzucił jej leciutko wykrzywiony uśmiech, który zaczynała kochać. Podobnie kochała to, że zaczął zdrabniać jej imię, jak Jack i Charlie. Właściwie to kochała prawie wszystko, co mówił i robił nieśmiały profesor McGuire. Wciąż nie mogła wyjść ze zdumienia, że po latach samotności w największych metropoliach świata jej serce uszczęśliwił ktoś spotkany właśnie tu, w oddalonym od świata miasteczku.

- Prawie masz rację - ciągnął Seth. - Wikingowie prawdopodobnie przybili do brzegów dzisiejszej Nowej Fundlandii około roku tysięcznego naszej ery.

- Pięćset lat przed Kolumbem - uzupełnił Jack. - I otworzyli wrota przed watahą europejskich osadników.

- Zgadza się. - Seth skinął głową. - Wikingowie wylądowali na północy, ale nie zostali tam zbyt długo. Mieli nadzieję, że znajdą towary na handel. Może drewno, które mogliby zabrać do domu, na Grenlandię i Islandię. Przeważają opinie, że tubylcy nie byli przesadnie zachwyceni tymi planami i kazali wikingom pakować manatki.

- Odprawili wszystkich z wyjątkiem Bj?rna - dorzucił Jack.

- Jak to? Więc Bj?rn został w Kanadzie? - zdziwiła się Rosemary.

- Tak głosi legenda. - Seth pokiwał głową. - Ale pamiętaj, jak na razie to tylko legenda, nie mamy dowodów.

- Legendy często biorą początek z faktów. - Jack kilka razy poruszył brwiami, a to niezmiennie wywoływało uśmiech na twarzy Rosemary.

- Niekiedy tak jest - zgodził się Seth. - Według legendy ów Bj?rn sam lub z grupką towarzyszących mu śmiałków zapuścił się w głąb kraju, no i po prostu zabłądził.

- Och, biedny Bj?rn - Zagubiony Wiking, teraz rozumiem - oznajmiła Rosemary. - I mówicie, że tak się błąkał, aż zawędrował do Connecticut?

- Niezupełnie - odparł Jack. - Krążą słuchy, że dołączył do rdzennych Amerykanów, którzy się przekonali, że nie przybył, żeby ich skrzywdzić i że nie stanowi dla nich zagrożenia - ciągnął. - Z każdym pokoleniem i on, i jego towarzysze głębiej wrastali w życie wędrownych plemion, żenili się z Indiankami, a w końcu ich potomkowie dotarli na południe.

- Właśnie w te okolice. - Rosemary nadal była nastawiona sceptycznie.

- Daj spokój, niektórzy sądzą, że wikingowie osiedli w Minnesocie. Przecież mogło i tak być - odparował Jack.

- Jasne, brzmi nieprawdopodobnie - włączył się Seth. - Jednak wieść gminna głosi, że w okolicy pojawiły się dzieci o jasnej karnacji i blond włosach, które dorastały wśród rdzennych plemion.

- Potomstwo Bj?rna - zgadła Rosemary.

- Właśnie - potwierdził Seth. - Jednak nikt specjalnie nie zgłębiał tych pogłosek, dopóki nie odnaleziono Skeggstone, co stało się jakieś trzydzieści pięć lat temu. Dokładnie tu, w Paperwick.

- Skeggstone... - powtórzyła Rosemary. - Z każdą chwilą robi się ciekawiej.

- Skeggstone to z dużym prawdopodobieństwem prawdziwy kamień wikingów pokryty runami - tłumaczył Seth. - Po dwóch stronach ma topornie wykute runy, a na trzeciej najprawdopodobniej podobiznę brodatego mężczyzny. Słowo "skegg" w staronordyckim oznaczało "broda". Stąd nazwa kamienia.

- Podobizn brodatych Indian po prostu nie ma - stwierdził Jack.

- Zatem nawet jeśli to rdzenni mieszkańcy Ameryki, a nie wikingowie, wyrzeźbili kamień, przedstawili na nim kogoś, kto przybył z Europy. Oczywiście, jeśli głaz jest autentyczny.

- Wyobraźcie sobie! - Jack skoczył na równe nogi. - Megalityczny kamień! Ważący tyle, co dwóch rosłych mężczyzn blok granitu pokryty runami wikingów, odnaleziony nad wodami Mill's Creek lata temu. Okoliczni mieszkańcy oszaleli z podniecenia. Paperwick ogarnęła gorączka: mamy przodków wikingów! I tak narodził się festiwal.

- Już rozumiem - odezwała się Rosemary. - Opowiedzcie mi o runach.

- Trudno o nich coś powiedzieć - odparł Seth. - To mogą być runy nordyckie. Ale równie dobrze coś innego. Nie jesteśmy pewni. Upływ czasu bardzo je zniszczył, większości nie da się rozpoznać. Niemniej jednak niektóre wydają się mieć nordyckie korzenie, a zdaniem ekspertów kamień może upamiętniać przybysza z Północy, który przybił do brzegu w załodze występującego w wikińskich sagach Leifa Erikssona, a później zapędził się w głąb kontynentu i zgubił drogę.

- Jak nasz Bj?rn - podsumował Jack.

- To zabawne: wiking, który się zgubił - odezwała się Rosemary. - Przecież byli słynnymi podróżnikami i odkrywcami.

- Co nie znaczy, że nigdy nie zabłądzili. Nie każdy był Leifem Erikssonem.

- No więc dobrze, Bj?rn zabłądził, został na kontynencie, ruszył w głąb kraju, a następnie przeniósł się na południe z wędrownymi plemionami, z którymi zdołał zawiązać przyjacielskie więzi...

- Przeleciało kilka pokoleń, aż jego prawnuki wyrzeźbiły kamień, który miał go upamiętniać. Właśnie tutaj. W Paperwick - ciągnął Jack, na powrót siadając i krzyżując nogi.

- Robi się jeszcze ciekawiej - wtrącił Seth. - W Grenlandii znajduje się inny kamień, podobny do Skeggstone. Uważa się, że postawiono go po powrocie Leifa z Ameryki Północnej, aby uczcić pamięć tych, którym nie było pisane wrócić do domu z pozostałymi uczestnikami wyprawy.

- Tak wówczas postępowano - powiedział Jack. - Zwyczajem było stawianie kamieni pokrytych runami ku czci zaginionego bohatera.

- A wśród tych, którzy nie wrócili na Grenlandię, wymienia się niejakiego Bj?rna - dodał Seth.

- Może właśnie naszego Bj?rna - dorzucił Jack.

- No, cóż, facet musiał być bohaterem - oświadczyła Rosemary. - Zasłużyć sobie na kamienie z runami na dwóch różnych kontynentach...

- Jesteśmy bardzo dumni z Bj?rna - oznajmił Jack, splatając dłonie na kolanach.

- To nic niezwykłego, że bohatera, który zaginął podczas wyprawy, upamiętniono w taki sposób - tłumaczył Seth. - Na pewno zaś wiemy jedno: kamień z Grenlandii jest prawdziwy.

- A co z kamieniem z Connecticut? - spytała Rosemary. - Sprawdzono jego autentyczność? A przy okazji: gdzie on jest? Bardzo chciałabym go obejrzeć.

- Z tym może być problem - odpowiedział Jack i lekko się przygarbił.

- Czemu?

- Bo krótko po odkryciu został skradziony - odparł Seth.

- Ktoś ukradł megaciężki kawał skały?

- Mhm. Oczywiście, mamy zdjęcia, chociaż nie najlepszej jakości. Jednak nie jesteśmy w stanie sprawdzić samego kamienia.

- Czy przeprowadzono przynajmniej jakieś wstępne badania?

- Wszyscy specjaliści dokonali oględzin. Nie zgadzali się co do jego pochodzenia. Jeden twierdził, że to kamień nordycki. Inny utrzymywał, że fenicki. Jeszcze inny - że stworzyli go rdzenni Amerykanie. Pozostali byli zdania, że to zwykłe oszustwo, co też trzeba brać pod uwagę. Na sto procent wiemy, że kamień był stary, jednak nikt w jednoznaczny sposób nie określił pochodzenia znaków, które go pokrywały.

- Zanim go ukradziono - podsumowała Rosemary, popatrując na zmianę to na Setha, to na Jacka.

- No właśnie - potwierdził Seth.

- Chyba większość kamieni jest stara, prawda? - spytała. Jack i Seth spojrzeli na siebie i wywrócili oczami.

- Choć przez chwilę nie bądź takim niedowiarkiem - poprosił Seth.

- Jakkolwiek by było, właśnie dlatego każdego roku w pierwszym tygodniu grudnia mamy w Paperwick festiwal poświęcony wikingom - dodał Jack. - Nysnöfest.

- Niesno-co? - spytała Rosemary.

- Nysnö - odparł Jack. - To znaczy pierwszy śnieg. W krajach skandynawskich mają mnóstwo słów na określenie śniegu. Pada tam tyle, że ludzie odróżniają rozmaite rodzaje śniegu. Nysnö to pierwszy zimowy śnieg, który osiada na ziemi i nie topnieje.

- A mieszkamy przecież w mieście, które kocha festiwale - stwierdziła Rosemary. - Jestem tu zaledwie kilka miesięcy, a to już będzie mój trzeci!

- Czy to nie wspaniałe? - zaśmiał się Jack. - Nie uwierzysz, ile się tu dzieje wiosną i latem!

- Najbardziej lubię Nysnö - odezwał się Seth. - Między innymi właśnie to przyciągnęło mnie do Paperwick.

- Serio?

- Mhm... - spuścił wzrok i lekko się zarumienił. - Mam fioła na punkcie wikingów.

- Nie mów... - zdziwiła się Rosemary.

- Wprost cudownie - droczył się Jack.

- Już od dziecka - dodał Seth, spoglądając na Rosemary, jakby chciał sprawdzić jej reakcję.

- I dlatego zostałeś antropologiem? - spytała.

- Napisałem pracę magisterską Cywilizowani i nierozumiani: świat wikingów.

- Miałeś taki hełm z rogami? - spytał Jack.

- Oczywiście. Dopiero później odkryłem, że prawdziwi wikingowie nigdy nie nosili hełmów z rogami, więc je wyrzuciłem. I został mi hełm z dwiema wielkimi dziurami.

Rosemary tylko uśmiechnęła się do Setha, wzięła go za rękę i ją uścisnęła. Jednak w głębi duszy chciała go objąć i powiedzieć, że jest jeszcze cudowniejszy niż dotychczas. Cóż, musi z tym zaczekać, aż zostaną sami.

- Zatem w weekend wybieramy się na Festiwal Wikingów? - spytała.

- Nysnöfest - potwierdził Seth.

- Tak! - zakrzyknął Jack. - Pojedźmy razem. Będzie się działo!

- W tym roku zapowiada się festiwal wszech czasów - oznajmił Seth. - Stojący tu szczerze wam oddany zdołał zaprosić samego Roberta Hobbsa. Doktor Hobbs jest światowej sławy ekspertem w kwestiach związanych z obecnością wikingów w Ameryce Północnej. Wykłada w Imperial Atlantic College w Nowej Fundlandii. Od wielu lat bada szlaki przemieszczania się wikingów po północnych obszarach Stanów Zjednoczonych.

- Jesteś jego wielkim fanem, prawda? - spytał Jack.

- Koresponduję z nim od szkoły średniej - odparł Seth. - Nigdy nie myślałem, że przyjedzie do Paperwick. Zgodził się być gościem honorowym festiwalu, a na dodatek wygłosi otwarty wykład na Uniwersytecie, każdy jest zaproszony.

- Jestem pod wrażeniem, że ściągnęliśmy tu taką sławę - powiedziała Rosemary. - Czemu nic na ten temat nie pojawiło się w "Kronice Paperwick"? Przecież to poważna sprawa.

- Dopiero co otrzymaliśmy ostateczne potwierdzenie, że doktor Hobbs przyjedzie. - Seth był podekscytowany. - Miał podpisywać książki i wygłosić wykład na Harvardzie, ale przełożył wszystko, żeby przybyć do Paperwick. Możecie uwierzyć? Co to będzie za zaszczyt nareszcie poznać go osobiście. - Zmarszczył czoło. - Chociaż doktor Falkenberg oczywiście wolał, żeby główną postacią był Erik Larsen.

Doktor Ian Falkenberg, szef wydziału, na którym pracował Seth, akurat przechodził pod drzwiami.

- Na Boga! Dlatego że doktor Larsen to najlepszy w okolicy znawca mitologii nordyckiej, a w dodatku jest potomkiem prawdziwych wikingów.

Seth zaczerwienił się z zakłopotania.

- Doktor Larsen zgodził się przygotować na festiwal prezentację dotyczącą nordyckich mitów i legend.

- Cały ten pomysł z wikingami w Connecticut to jedna wielka pomyłka - prychnął doktor Falkenberg. - Kapitalistyczny wymysł, jakby ktoś mnie pytał.

- Przynajmniej w zabawny sposób ludzie dowiedzą się czegoś o historii - oponował Jack.

Doktor Falkenberg oddalił się, mrucząc pod nosem, a Seth głęboko odetchnął z ulgą.

- No, dobrze poszło.

W tym momencie do gabinetu Rosemary wpadł Charlie, mąż Jacka.

- Musimy natychmiast jechać do ratusza - oznajmił.

- Co się stało? Czemu? - dopytywał Jack, wstając tak pośpiesznie, że aż wywrócił krzesło.

- Pani Potter nas potrzebuje. Wszystko wam wyjaśnię po drodze.