ROZDZIAŁ 2
Budzik zabrzęczał o szóstej. Za oknami było jeszcze całkiem ciemno.
Ronja przeczołgała się na skraj łóżka i ziewnęła. Z tyłu głowy migotało jej nieprzyjemne rozczarowanie. To uczucie wkradło się tam już poprzedniego wieczoru; ściskał jej się żołądek, a przez ciało przechodziły dreszcze przypominające objawy przeziębienia.
Westchnęła. Skąd miała wykrzesać energię na coroczny wyjazd w rodzinne strony?
Maksowi było jej szkoda, więc zaproponował weekendową wycieczkę do Sztokholmu przed wyjazdem Ronji do Finlandii. Plan zakładał, że będą się jak najlepiej bawić i relaksować, po czym ona pojedzie dalej do Finlandii, a Max wróci do Londynu. Dobrze znał swoją współlokatorkę. To było dokładnie to, czego Ronja potrzebowała przed wylotem na wietrzną i zimną wyspę Lauttasaari. Przed ponownym zetknięciem się z ojcem i innymi osobami stamtąd.
Zgarnęła wełniane skarpety i wciągnęła je na nogi, gdyż wysłużona podłoga we wspólnym mieszkaniu była lodowato zimna. Zza ściany dobiegł słaby odgłos pikania budzika Maksa. Prawdopodobnie współlokator zdążył już włączyć drzemkę. Ronja poszła na palcach do maleńkiej toalety i wpatrywała się w siebie w lustrze. Jak to możliwe, że znowu jest ta pora roku? Raczej nigdy do tego nie przywyknie, lecz z roku na rok może będzie to łatwiejsze do zniesienia. Niczym plaster, który po prostu trzeba oderwać od skóry, choć wiadomo, że zaboli. Lecz tak jak w dzieciństwie odrywanie plastra powoduje strach i płacz, tak po osiągnięciu dorosłości trzeba to po prostu znieść, co najwyżej nieco się krzywiąc.
Lustro w toalecie było porysowane, a w świetle brzęczącej nad nim żarówki twarz Ronji miała śmietankowy kolor. Po niespokojnym śnie włosy sterczały jej do góry, a z czarnymi cieniami pod oczami wyglądała na chorą. Światło zamigotało. Mieszkanie w Londynie było prawdziwą norą. Ronja musi dostać nową pracę i odłożyć pieniądze, nawet jeśli ceny wynajmu dla jednej osoby są tu skandalicznie wysokie. Trzeba wytrzymać odrywające się od ścian paski farby, kran, z którego leci lodowata woda, aneks kuchenny, w którym da się jedynie obrócić. Być może Max zgodzi się wspólnie szukać nowego lokum. Dobrze im się razem mieszka i potrafią dawać sobie nawzajem przestrzeń.
Czas tak pędził, że wybiegli na zewnątrz w ciemny poranek, ciągnąc za sobą turkoczące walizki. Żadne z nich nie miało jeszcze ochoty nic mówić. Ronja czuła się niechlujnie. Nic nie mogła poradzić na to, że przez wyjazdy do Finlandii garbiły jej się z przygnębienia ramiona. Miała wrażenie, że jest tam poza społecznością, obca. Irytowało ją, że nic się tak naprawdę nie zmieniło. Z drugiej strony życie w rodzinnych stronach biegło jednak naprzód podczas jej nieobecności. Piętnaście lat za granicą to długi okres.
Ronja spoglądała przez okno taksówki na światła metropolii i na budzące się miasto. Uznała, że lepiej jechać do Finlandii w tym momencie, kiedy tak naprawdę była bezrobotna. Albo in between jobs, jak to wolała określać. W młodości była przekonana, że świat należy do niej, lecz na drodze stanęły jej życie i własna przeciętność. Ledwo pozbierane punkty do dyplomu, garść niesprecyzowanych miejsc praktyk zawodowych i umowy śmieciowe. Dziennikarka internetowa, która utknęła w pracach dorywczych. Wizja, w której w roli reportera zagranicznego wyjechałaby w miejsce będące aktualnie punktem zapalnym, uzbrojona w notatnik i długopis, została zastąpiona skromniejszymi marzeniami. Praca stała, praca w ciągu dnia. Chociażby praca we własnej branży. Coś innego niż bezmyślne i monotonne składanie tekstu serwisu internetowego w dziale newsów oraz naciskanie przycisku Enter dzień po dniu. Na szczęście ostatnia śmieciówka właśnie się skończyła. A Ronja nie będzie za nią tęsknić. Wyszła z biura, nie pożegnawszy się ze współpracownikami.
Heathrow tętniło życiem, gdy taksówka podjechała pod wejście. Ronja i Max skierowali się w stronę hali odpraw. Dookoła rozbrzmiewały głośno nadawane ogłoszenia, cierpliwie zaganiając spóźnione i zagubione tłumy do odpowiednich samolotów. Zapuszkowane grupy ludzi kierowano do Hongkongu, Brukseli, Nowego Jorku... To samo powtarzało się dzień po dniu i godzina po godzinie. Szczęśliwi ludzie, niespokojni ludzie, zmęczeni i oczekujący ludzie. Wszyscy razem, w jednym pomieszczeniu bez dopływu tlenu.
Ronja i Max przedostali się powoli do samoobsługowego stoiska, by się odprawić. Przed nimi stała trajkocząca grupa kobiet, która niezbyt umiała skorzystać z automatu. Ronja czekała zrezygnowana metr od gdaczącego grona. Kobiety machały, kiwały się i głośno śmiały. Najwyraźniej czekały już na dziewczyńską wyprawę. Być może do jakiegoś fajnego miasta, gdzie wino jest tanie, a kelnerzy flirtują. Ronja spojrzała na nie i westchnęła. Sztokholm był tylko słodkim złudzeniem, oszustwem. Nie mogła się doczekać powrotu do Londynu. Choć Londyn zdecydowanie nie dał jej jeszcze tego, co w nim najlepsze - życie zawodowe było do dupy, a i mieszkanie niespecjalne - to jednak chociaż Jacob zapraszał ją oficjalnie na randki. Spotykali się od kilku tygodni, głównie nocami, w jego stylowym mieszkaniu służbowym. Jacob nie chciał nocować w dziadowskim, dzielonym ze współlokatorem mieszkaniu Ronji. Lecz do tej pory nie robił z randek wielkiego halo - ani nawet nie nazywał ich randkami. Jacob miał, rzecz jasna, dużo roboty, gdyż właśnie dostał pracę w renomowanej firmie prawniczej. Niekoniecznie był materiałem na męża, a i Ronja nie była pewna, czy rzeczywiście jest nim zauroczona, ale tak naprawdę nie miało to dla niej znaczenia. Chciała się tylko przez chwilę dobrze bawić, zapomnieć o nudzie i jałowym życiu - lub może pokazać sobie samej, że nawet po trzydziestce wciąż może być interesująca i że jej pociąg jeszcze nie odjechał.
Max poszedł w głąb nieskończonych labiryntów lotniska szukać dla nich kawy. Ronja czekała pod dużymi tablicami świetlnymi. Niezręcznie było stać bezczynnie, wyciągnęła więc z kieszeni telefon. Ten zaś właśnie zadzwonił. Ronja się przestraszyła. Na ekranie wyświetlał się fiński prefiks, lecz pozostała część numeru była jej całkiem nieznana.
- Halo?
- Czy to Ronja Vaara? - odezwał się beznamiętny męski głos.
Serce kobiety zabiło mocniej. Głos faceta w telefonie brzmiał oficjalnie.
- Tak, to ja.
Z jej biletami lotniczymi chyba wszystko grało?
- Mówi aspirant Koivu z wydziału kryminalnego helsińskiej policji. Muszę niestety zawiadomić panią, że pani ojciec, Harri Vaara, został znaleziony martwy, stracił życie w niejasnych okolicznościach. Trwa badanie przyczyny zgonu. Bardzo mi przykro.
Ojciec? Nie żyje?
Głos w uszach Ronji ucichł. Odbijające się echem odgłosy lotniska nachodziły na siebie i się deformowały, tworząc kakofonię. Barwy uległy zniekształceniu, a jarzeniówki doprowadzały oczy do bólu. Jasnoróżowa walizka oparta o ladę przeciwległego stanowiska odprawy aż biła po oczach. Wyrysowała się na siatkówce Ronji jak wykrzyknik. Wielka, twarda i zużyta, prawdopodobnie tania kopia markowej torby. Wisiała na niej postrzępiona plakietka z nazwiskiem, która kołysała się znużona na lewo i prawo wraz ze strumieniami powietrza wytwarzanymi przez tłumy ludzi.
- Przepraszam, ale chyba nie rozumiem - udało się Ronji wymamrotać do telefonu. Jakiś przechodzień trącił ją walizką w nogę, mimo to nic nie poczuła. - To znaczy co się tacie stało?
Cisza.
- Jak już mówiłem, pani ojciec został niestety znaleziony martwy w niedzielę przy plaży Kasinonranta - powtórzył niecierpliwie męski głos. - Przykro mi, że nie zadzwoniliśmy wcześniej, mieliśmy problem ze zlokalizowaniem pani.
Ojciec. Nie żyje.
Ta informacja nie dotarła ani do tułowia, ani do serca, ani do płuc. Nigdzie. W tym momencie Ronja czuła tylko nieskończoną, wszechogarniającą pustkę. Cała krążąca w niej krew wyparowała z ciała, pozostała tylko pusta skorupa.
- Jest tam pani? Rozpoczęliśmy badanie przyczyny zgonu. Musimy przeprowadzić w mieszkaniu pani ojca na ulicy Särkiniementie dochodzenie w związku z tym, co znaleźliśmy na miejscu zgonu. Mamy nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko temu. Wybierzemy się tam jeszcze dzisiaj. Prosimy panią również o jak najszybsze przybycie na komisariat w celu przeprowadzenia dalszej rozmowy o sprawach związanych ze śmiercią pani ojca... Halo?
Ronja patrzyła przed siebie, nie widząc nic. Gdzieś w zakamarkach umysłu pojęła, że mężczyzna wciąż mówi i udziela instrukcji. Głos dochodził z daleka.
- Ale... Wybierałam się do Sztokholmu - wydusiła z siebie Ronja i jednocześnie zrozumiała, jak absurdalnie to zabrzmiało. Jak nagle ta cała weekendowa wycieczka straciła jakikolwiek sens.
Jej ręka opadła luźno wzdłuż tułowia. Niby niechcący kobieta nacisnęła kciukiem ikonę czerwonej słuchawki, nie przejmując się własnym nieuprzejmym zachowaniem.
Była już przecież w podróży.