ROZDZIAŁ 1
MORDERSTWO NA ELM DRIVE
Myślę, że może, gdybyśmy, Lyle i ja, byli w domu... gdybyśmy byli w domu, może udałoby nam się coś zrobić... może tato wciąż by żył. A może ja byłbym martwy. Znaczy... nie wiem. Ja, ja... chciałbym... Zdecydowanie oddałbym życie za tatę.
- Erik Menendez w rozmowie z autorem w październiku 1989 roku, dwa miesiące po śmierci Jose i Kitty Menendez.
W nocy 20 sierpnia 1989, ostatniej w życiu Jose i Kitty Menendez, na eleganckiej ulicy w Beverly Hills, na której mieszkali, panował taki bezruch, że dało się słyszeć szelest spadających liści. Nie było w tym nic niezwykłego ani podejrzanego. Ludzie, którzy płacą wielkie sumy za możliwość życia w takiej okolicy, cenią sobie ciszę i spokój.
Menendezowie, zamożne małżeństwo w okolicach czterdziestki, spędzili tę niedzielę na odpoczynku i relaksie w domu. Jose, potężnie zbudowany, przystojny Kubańczyk, który wyemigrował z Hawany w wieku szesnastu lat, był dyrektorem generalnym LIVE Entertainment, największego dystrybutora filmów video w Hollywood. Zasiadał również w zarządzie firmy matki LIVE, Carolco Pictures, producenta takich filmów, jak Rambo i Terminator. Mary Louise, na którą od dziecka mówiono Kitty, była gospodynią domową.
Mieli dwóch synów w wieku studenckim - Erika i Lyle'a. Bracia spędzili ten dzień, pływając w basenie i grając w tenisa na bogato zagospodarowanym terenie okalającym beżową, śródziemnomorską rezydencję z ośmioma sypialniami o powierzchni ponad 800 metrów kwadratowych położoną na 722 North Elm Drive w modnej okolicy poniżej Sunset Boulevard. Osiem miesięcy wcześniej Menendezowie przeprowadzili się tutaj z Calabasas, przedmieścia zlokalizowanego na północny zachód od Los Angeles, a jeszcze wcześniej przez kilkanaście lat mieszkali w Princeton w stanie New Jersey.
W czerwcu 1989 roku osiemnastoletni Erik ukończył szkołę średnią Beverly Hills High School. Planował wstąpić na University of California i chciał dojeżdżać do pobliskiego kampusu uczelni w Westwood. Dwudziestojednoletni Lyle studiował na Princeton University. Obaj młodzieńcy znajdowali się wysoko w rankingu amatorskich tenisistów i mieli aspiracje, by zostać zawodowymi sportowcami.
------------
Gdy o 13.00 20 sierpnia 1989 roku Perry Berman wrócił do swojego mieszkania w West Hollywood, zobaczył, że na automatycznej sekretarce znajduje się nagrana wiadomość od Lyle'a Menendeza. Od czasu ich przeprowadzki z New Jersey do Kalifornii Berman, przyjaciel i były trener tenisa obu braci, często spotykał się z nimi, by pójść do kina lub zjeść obiad. Berman oddzwonił, ale usłyszał w słuchawce głos Jose Menendeza, który poinformował go, że Erik i Lyle pojechali na zakupy do Beverly Center, pobliskiej luksusowej galerii handlowej. Około 17.00 Lyle oddzwonił do niego i zaproponował spotkanie wieczorem tego samego dnia. Berman miał w planach udział w Taste of L.A. - festiwalu kulinarnym w Santa Monica - i chciał wyjść z domu w przeciągu godziny, zaproponował więc braciom, by dołączyli do niego i jego przyjaciela Todda Halla. Lyle odpowiedział, że idą do kina na film Batman i zasugerował, że spotkają się wszyscy na festiwalu około godziny 22.00.
Bracia zjedli obiad w domu, po czym wyszli przez tylną bramę, wsiedli do należącego do Erika białego forda escorta zaparkowanego za posiadłością i udali się do multipleksu AMC zlokalizowanego w galerii handlowej Century City Shopping Center. Około 22.00 Jose i Kitty zasiedli w salonie, by obejrzeć film o Jamesie Bondzie Szpieg, który mnie kochał na ekranie wielkiego telewizora. Tej nocy gosposia miała wolne, więc małżeństwo cieszyło się rzadkim wieczorem spędzonym tylko we dwoje. Przyjaciele rodziny mówili, że ich związek ostatnio wyglądał coraz lepiej. Jeden z krewnych zauważył nawet, że znów trzymają się za ręce - coś, czego nie robili od czasów studenckich.
W trakcie filmu Jose Menendez położył nogi na stoliku do kawy i zaczął przysypiać. Kitty siedziała obok niego. Dom był wyposażony w system alarmowy, ale Jose rzadko go włączał. Jego synowie często uruchamiali go przez przypadek. Zresztą w Beverly Hills czuł się bezpiecznie.
Duże tarasowe drzwi za sofą były zamknięte. Krótko po 22.00 sąsiadka, Avrille Krom, usłyszała "trzaskające dźwięki", jakby gdzieś w pobliżu strzelały chińskie fajerwerki. Krom zanotowała czas, bowiem czekała niecierpliwie na córkę, która miała wrócić od koleżanki o 22.30. Jej dwunastoletni syn Josh oglądał telewizję, Chciał zadzwonić na 911, ale jego matka nie przejęła się dźwiękami, które na chwilę zagłuszyły cykanie świerszczy. Pomysł, że ktoś mógł strzelać z broni palnej w tej okolicy, wydawał się niedorzeczny. Ale to nie były fajerwerki.
Dwoje ludzi wdarło się do salonu Menendezów przez podwójne drzwi znajdujące się obok foyer i otworzyło ogień ze strzelb Mossberga. Jeden z napastników zaszedł sofę od tyłu, przyłożył lufę do tyłu głowy Jose i pociągnął za spust. Przerażona Kitty odwróciła się i zobaczyła drugą lufę tuż koło jej ust. Instynktownie podskoczyła i podniosła ręce, by się zasłonić, ale bezskutecznie; siła wystrzału rzuciła ją na podłogę.
To, co wydarzyło się w tej niegdyś przyjaznej okolicy, było brutalną rzezią, niespotykaną poza polem bitwy. Rozbryzgana krew oblepiała sofę, ścianę, drewniane żaluzje, stolik kawowy i całą resztę pokoju. Napastnicy - uzbrojeni w strzelby typu pump action, a nie broń automatyczną - stali w jednym miejscu i pakowali nabój za nabojem w bezbronną parę.
Jose otrzymał pięć strzałów. Poza strzałem z przystawienia w tył głowy został trafiony w klatkę piersiową, ramię i lewy łokieć. Na udzie miał ranę na wylot o średnicy prawie 8 cm. Cytując zimny język raportu z sekcji zwłok, jego "mózg został w znaczącej części wypatroszony" w wyniku "wybuchowej dekapitacji", która pozostawiła wielką, otwartą ranę.
Kitty próbowała uciec napastnikom. Znaleziono ją leżącą na prawym boku, kilka metrów od męża, z twarzą zamienioną w nierozpoznawalną, zakrwawioną masę. Każda kość jej twarzoczaszki była potrzaskana; zęby również. Rozerwało ją dziewięć, może nawet dziesięć strzałów. Jeden z nich prawie oderwał jej prawy kciuk. Lewą nogę, z otwartą raną na wysokości kolana, miała złamaną i wykrzywioną pod kątem 45 stopni. Prawa noga była wyciągnięta wzdłuż dolnej półki stolika kawowego. Jej ubranie było przesiąknięte krwią.
------------
O 22.20 po drugiej stronie miasta, w Santa Monica, Perry Berman i Todd Hall opuścili festiwal Taste of L.A. Erik i Lyle nie dołączyli do nich. Berman wrócił do domu i zdążył położyć się do łóżka, gdy piętnaście minut później zadzwonił jego telefon. Dzwonił Lyle Menendez z pytaniem, dlaczego nie było go na festiwalu. Perry wyjaśnił, że czekał na nich prawie do 22.30.
- Co się z wami działo? - zapytał.
- Zabłądziliśmy - odpowiedział Lyle. - Pojechaliśmy do centrum Los Angeles, bo myśleliśmy, że festiwal jest na Fourth Street.
Zgodnie z jego słowami, gdy zdali sobie sprawę z błędu, bracia ruszyli na zachód do Santa Monica, ale dotarli na festiwal znacznie później, niż przewidywali.
- Szkoda, że nie daliśmy rady się spotkać - powiedział Perry - ale może pójdziemy coś zjeść w tym tygodniu?
Lyle brzmiał na zaniepokojonego. Naciskał na natychmiastowe spotkanie. Chciał porozmawiać o tenisie i swoim powrocie do Princeton we wrześniu.
- W porządku - odpowiedział Berman niechętnie. - Skoro to dla ciebie takie ważne, to spotkam się z tobą za pół godziny w Cheescake Factory w Beverly Hills.
Berman ledwo wstał z łóżka, gdy ponownie zadzwonił Lyle. Powiedział, że lepszym pomysłem będzie spotkanie w rezydencji Menendezów. Erik musiał wstąpić do domu po fałszywy dowód osobisty, by móc kupić piwo.
- Nie ma mowy - odpowiedział Berman. - Daję wam dziesięć minut ekstra na podjechanie po dowód i widzimy się w Cheescake Factory.
Erik i Lyle dotarli pod dom tuż po 23.30. Elektryczna brama w kutym z czarnej stali płocie okalającym posiadłość była otwarta. Główne drzwi też. Później bracia powiedzieli policjantom, że sądzili, że ich rodzice poszli na spacer z psami, bowiem ich dwa mercedesy - jeden otrzymany jako samochód zastępczy na czas naprawy drugiego pojazdu - stały na podjeździe obok czerwonej alfy romeo Lyle'a. Światła w dwupiętrowym foyer były zapalone. Pierwszym, co zobaczyli, gdy weszli do środka, była chmura szarego dymu snująca się leniwie w powietrzu.
Dla dwójki operatorów numeru 911 w komendzie głównej Departamentu Policji Beverly Hills był to zwyczajny, niedzielny wieczór. Telefony milczały od ponad pół godziny, gdy o 23.47 dyspozytorka Christine Nye odebrała połączenie od wzburzonego młodego mężczyzny.
DYSPOZYTORNIA: Komenda Beverly Hills, słucham.
DZWONIĄCY: Tak, policja, uh...
(Krzyk w tle): Nie!
DYSPOZYTORNIA: W czym problem?
DZWONIĄCY: (płacząc) Ktoś zabił moich rodziców!
DYSPOZYTORNIA: Co? Czy oni wciąż tam są?
DZWONIĄCY: Tak.
DYSPOZYTORNIA: Ludzie, którzy...
DZWONIĄCY: Nie... Nie... (płacze)...
DYSPOZYTORNIA: Czy zostali zastrzeleni?
DZWONIĄCY: Erik... człowieku... zostań...
DYSPOZYTORNIA: Czy zostali zastrzeleni?
DZWONIĄCY: Tak!
DYSPOZYTORNIA: Ktoś ich zastrzelił?
DZWONIĄCY: Tak... (płacze)
DYSPOZYTORNIA: (wysyła patrol policji)
Dwie minuty po telefonie na 911 oficer Mike Butkus i jego partner John Czarnocki, patrolujący Beverly Hills, otrzymali pilne wezwanie: "Zgłoszenie strzelaniny w posiadłości. Zachować najwyższą ostrożność. Napastnicy mogą wciąż być na miejscu!". Skręcili na północ z Santa Monica Boulevard, wjechali na Elm Drive, po cichu minęli posiadłość Menendezów, zaparkowali dwa numery dalej i zaczęli obserwować dom przez otwartą bramę.
Nagle policjanci usłyszeli krzyk dobiegający z wewnątrz. Chwilę później dwóch młodych mężczyzn wybiegło zza drzwi i pobiegło razem w stronę oficerów.
Zaskoczony Butkus polecił im usiąść na ziemi. Mężczyźni posłuchali od razu. Scenę oświetlało jedynie światło starodawnych latarni - urocze, ale słabe. Butkus nie zauważył śladów krwi na ich ubraniach.
Erik i Lyle Menendez sprawiali wrażenie wzburzonych.
- O Boże, nie wierzę! - krzyczeli raz po raz. - Boże, nie wierzę!
W pewnym momencie upadli na kolana i zaczęli uderzać w ziemię pięściami. Przez kilka minut Butkus nie był w stanie wydobyć z nich żadnych sensownych słów. Nagle gorączkowo wskazali na dom i poprosili: "Idźcie sami. Idźcie i zobaczcie!".
------------
Perry Berman zajechał przed Cheesecake Factory tuż po 23.30. Był wcześniej, więc siedział w aucie i czekał. Kilka minut później wszedł do środka i ujrzał ludzi odkurzających dywany i sprzątających stoliki. Zapytał, czy ktoś widział dwóch młodych mężczyzn w wieku około 20 lat, z ciemnymi włosami, 1,8 m wzrostu. W odpowiedzi usłyszał od kelnerki, że w ciągu ostatniej godziny nikogo takiego nie było. Berman wyszedł z lokalu i usłyszał wycie syren policyjnych, więc postanowił pojechać do rezydencji Menendezów. Skręcił w North Elm Drive i, ku swemu zaskoczeniu, ujrzał wozy policyjne stojące wzdłuż ulicy z włączonymi kogutami. Bardzo się zaniepokoił, gdy zobaczył funkcjonariuszy z wyciągniętą bronią przykucniętych za drzewami sąsiadów Menendezów.
Funkcjonariusze podejrzewali, że podejrzani mogą wciąż przebywać na terenie posiadłości, więc wysłali oddział w celu przeszukania domu. Gdy policjanci weszli do marmurowego foyer, ujrzeli torby sportowe i ubrania rozrzucone w nieładzie po podłodze. Na lewo od drzwi wejściowych mieścił się niewielki pokój ze ścianami wyłożonymi drewnianymi panelami.
Jeden z oficerów pozostał na czatach, by obserwować drzwi i klatkę schodową, podczas gdy reszta dokonywała przeszukania. Policjanci omiatali światłem latarek wnętrze pomieszczeń. Sierżant Kirk West zbliżył się do salonu znajdującego się na końcu korytarza; część świateł była zapalona, a West słyszał dźwięki dobiegające z radia lub telewizora. Rzut oka wystarczył mu, by ocenić stan ofiar. Obie posiadały liczne rany na głowach i klatkach piersiowych. West nie musiał ich dotykać. Wiedział, że obie osoby są martwe. Rozmiar ran wskazywał na użycie strzelby, ale ani na złotym orientalnym dywanie, ani na wypolerowanym parkiecie nie było widać żadnych łusek.
Doświadczeni śledczy wiedzą, że przeciętna osoba, gdy odkryje w domu ciała dwóch brutalnie zamordowanych osób, natychmiast wybiegnie na zewnątrz i zadzwoni na policję od sąsiadów. Większość ludzi obawia się, że morderca może nadal kryć się w środku. Mimo tego rozpacz Erika i Lyle'a wydawała się być prawdziwa. Kierowani współczuciem dla dwóch braci, detektywi nie przeprowadzili rutynowych testów chemicznych mogących wykazać, czy któryś z nich używał tej nocy broni palnej. Analizując ślady prochu znalezione na ciałach Jose i Kitty, śledczy szybko wykluczyli natomiast teorię o rozszerzonym samobójstwie.
Krótko przed północą patrolujący okolicę Maurice Angel i jego partner Mike Dillard odebrali meldunek o strzelaninie na 722 North Elm Drive. Gdy Mo Angel dotarł pod wskazany adres, na miejscu byli już obecni inni oficerowie. Porucznik Frank Salcido i łagodny, potężnie zbudowany, łysiejący dzielnicowy pilnowali zrozpaczonych braci. Obaj zostali uprzednio położeni na ziemi z rękami za plecami i przeszukani. Angel obserwował z zaciekawieniem Erika, który kilka razy uderzył głową w pień drzewa i próbował biec z powrotem do domu. Lyle, który sprawiał wrażenie bardziej opanowanego, powstrzymał go.
Erik był szoku, to było oczywiste. Chłopak wykrzykiwał przerywane zdania:
- Zabiję ich!
- Będę ich torturował!
- Kto mógł to zrobić?
- Dorwiemy ich!
- Kogo dorwiecie? - zapytał Angel. Odniósł wrażenie, że Erik znał tożsamość zabójców, ale nie uzyskał odpowiedzi.
Mo Angel nie chciał naciskać. Jego zdaniem obaj bracia byli jak "przestraszone owce". Lyle był na tyle opanowany, by podać śledczym dane rodziców i miejsce pracy ojca. Powiedział, że gdy wraz z bratem dotarli do domu, główna brama była otwarta, co było nietypowe. Lyle niespokojnie paplał, a Angel czuł, że nawiązują ze sobą kontakt.
Lyle określił współpracowników ojca z branży filmowej jako "odpychających". Powiedział, że napastowali oni Jose Menendeza we dnie i w nocy, osobiście i przez telefon. Wspomniał również, że kilka dni wcześniej jego ojciec niespodziewanie "wrócił zestresowany" z podróży.
Policjant unikał rozmowy o tym, co stało się w domu, ale bracia ciągle dopytywali się o stan rodziców. Domagali się odpowiedzi, dlaczego ratownicy i policjanci tak się ociągają. Angel wspominał później, że "w delikatny sposób powiedział im, że ich rodzice nie żyją".
Tuż przed świtem karetki z ciałami ruszyły wzdłuż North Elm Drive, a osłupiali sąsiedzi przyglądali się temu, stojąc na swoich wypielęgnowanych trawnikach.
- Proszę, powiedzcie, że to był handlarz narkotykami - prosiła jedna z kobiet mieszkających nieopodal.
- Takie rzeczy się tu nie dzieją - powtarzała inna.
Ale się wydarzyły. Tu, w eleganckim Beverly Hills, w mieście, w którym dokonywane są średnio dwa morderstwa rocznie. W kilka chwil średnia na 1989 rok została osiągnięta.