Rozdział 3
Kiedy Anita Hvid stanęła w drzwiach biura, Thor Belling spojrzał na nią zza monitora i uśmiechnął się.
- Cześć - powiedział. - W czym mogę ci pomóc?
Weszła do środka.
- Znalazłam sprawę, do której chciałabym wrócić, a ma ona związek z tobą.
- Usiądź, proszę. - Wskazał ręką na stojące obok biurka krzesło.
Przypatrywał się jej. Pracowali już wspólnie, kiedy rozwiązywali zagadkę zabójstwa pasera dzieł sztuki w Północnej Zelandii. Później Anita pomagała mu jeszcze raz, i to odegrała decydującą rolę, a mianowicie podczas dochodzenia w sprawie zabójstwa z broni palnej. Znalazła wówczas błąd w raportach kryminalistycznych, co w rozstrzygający sposób wpłynęło na dochodzenie. W położonej na północy Kopenhagi dzielnicy Ryvangen zastrzelony został we własnym ogródku mężczyzna. Wydział Kryminalistyki wydał opinię, że strzał został oddany z ulicy w kierunku ogrodu. Pocisku nie odnaleziono. Przeszył na wylot ciało mężczyzny, który zginął na miejscu. Pomimo drobiazgowego śledztwa sprawa nie została wyjaśniona, głównie z powodu braku pocisku. Dopiero Anita Hvid wysunęła hipotezę, że strzał oddano z dużej odległości z karabinu, a zabójca znajdował się w jakimś wysoko położonym miejscu.
W śledztwie nastąpił zwrot. Do hipotezy Hvid pasowało tylko jedno miejsce - górne piętra albo dach wieżowca przy placu Hansa Knudsena.
Na górnych piętrach budynku znajdowało się centrum rehabilitacyjne dla weteranów wojennych i to ten właśnie fakt popchnął tok śledztwa do przodu.
Zastrzelony w ogródku w nieodległym Ryvangen mężczyzna był lokalnym politykiem, który gorąco popierał militarne angażowanie się w konflikty na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie. Przesłuchanie przeprowadzone w centrum rehabilitacyjnym okazało się owocne. Pewien młody inwalida wojenny przyznał się do oddania strzału z dachu wieżowca. W wojsku był snajperem, a swoim czynem chciał zademonstrować nienawiść do pragnących wojny polityków. Czyn swój nazywał "złotym strzałem".
Bez uważnego przyjrzenia się sprawie przez utalentowaną Anitę Hvid oraz bez jej precyzyjnej dedukcji sprawa ta przypuszczalnie pozostałaby niewyjaśniona.
Policjantka była dobrze wykształcona, lecz brakowało jej doświadczenia, które zdobyć mogła tylko z biegiem lat. Thor od dłuższego czasu miał na nią oko.
- O co chodzi, Hvid? - zapytał teraz.
- O zabójstwo Ottona Baumanna Kr?jera.
- Tak? - pytał dalej, unosząc brwi.
- Baumann został zasztyletowany w dworcowym kiosku w Kokkedal.
- Tak, no i?
Położyła na biurku plik wydrukowanych zdjęć.
- Monitoring nie jest zbyt dobry, ale jeśli się nie mylę, to wydział coś przeoczył.
Roześmiał się.
- Przez wydział rozumiesz mnie.
- Tego nie powiedziałam. Sam jeden nie prowadzisz przecież tej sprawy.
- Nie, ale nią kieruję.
Kiwnęła głową.
- Czekam na puentę - rzekł.
Wstała, pochyliła się nad fotografiami i wskazała palcem.
- Podejrzanymi są trzej młodzi imigranci. O ci tutaj. - Wskazała trzy szczupłe, zakryte kapturami postaci stojące przed ladą w kiosku. - Jeśli się dobrze orientuję, to ich jeszcze nie znaleziono. Ale to ich właśnie szukacie, prawda?
Popatrzył na nią.
- Tam jest dość dużo takich niegrzecznych chłopców, Hvid. Niejeden nosi przy sobie nóż. Ochraniają się nawzajem. Teraz poszukiwania prowadzi jednostka specjalna.
- A jeśli to nie oni? - zapytała.
Wzruszył ramionami.
- No cóż, toby znaczyło, że gonimy w piętkę, ale...
Hvid ponownie pochyliła się nad stołem i pokazywała na zdjęcia palcem.
- Morderstwo nie zostało nagrane. Baumanna ugodzono nożem w momencie, kiedy ci trzej chłopcy oddalali się od lady. Znaleziono go nieprzytomnego przy końcu lady. A kiedy przybył ambulans, Baumann już nie żył.
Thor pokiwał głową.
- Właśnie tak. Szacujemy, że minęło około dziesięciu minut, nim do kiosku weszła starsza kobieta i znalazła ofiarę.
- Właśnie. Można więc przyjąć hipotezę, że doszło do konfrontacji pomiędzy chłopakami a ofiarą. W pewnym stopniu potwierdzają to nagrania. Ponadto raczej wiedzieli, gdzie umieszczona jest kamera, więc po konfrontacji udawali, że wychodzą, ale po chwili wrócili i poza zasięgiem kamery zaatakowali Baumanna, po czym niezauważenie opuścili kiosk.
Belling poczuł, że narasta w nim niecierpliwość, która pojawiała się zawsze wtedy, kiedy ktoś rozwlekle wyjaśniał coś, o czym on doskonale wiedział.
- Taka jest hipoteza - stwierdził. - Coś jest nie tak?
- Nic - odparła. - Poza tym że w kiosku znajdowała się czwarta osoba.
Przypatrzył się leżącym na biurku zdjęciom.
- Czwarta osoba? Gdzie? Nie ma tu żadnej czwartej osoby.
Wskazała palcem.
- Owszem, niewidoczna, ale jest.
Wziął głęboki oddech, pochylił się i ułożył fotografie w rzędzie. Były w odcieniach szarości, a do tego rozmazane i niewyraźne, jak to zwykle bywa na wydrukach klatek nagrań z monitoringu.
- Gdzie jest Wally? - mamrotał, wpatrując się w zdjęcia. - O ile w ogóle tu jest.
- Miałam tak samo - powiedziała.
Oparła się o biurko i przez chwilę poczuł ciepło jej ciała.
- Tu - powiedziała, wskazując palcem.
Wpatrywał się dalej, aż dojrzał w pomalowanej na szaro szybie słabą, ale wyraźnie odznaczającą się smukłą postać. Musiała stać z prawej strony lady, jakieś trzy, cztery metry od tych trzech rozbrykanych chłopaków bezpośrednio pod kamerą.
- Rzeczywiście ktoś tu stoi - przyznał. - Ale postać jest widoczna tylko jako lustrzane odbicie.
Anita Hvid usiadła.
- Tak. Ale to nie zgadza się z raportem, gdzie stwierdzono, że bezpośrednio przed zabójstwem ci trzej chłopcy byli jedynymi klientami kiosku.
Oparł się na krześle.
- Dobra robota, Hvid.
Po wypowiedzeniu tych słów zastanawiał się, co ta dobra robota oznacza dla prowadzonego przez niego śledztwa.
- Popracowałam nad tym jeszcze trochę - podjęła.
Wciąż siedział rozparty wygodnie i patrzył na nią.
- Tak też myślałem.
Położyła na biurko jeszcze kilka kartek.
- Opracowałam zdjęcia w lustrzanym odbiciu. Cienie, odblaski... Popatrz, niektóre szczegóły stały się wyraźniejsze.
Przyjrzał się jej pracy. Jednak jego uwaga skupiała się przede wszystkim na niej samej. Patrzył na wymazane albo powiększone plamki oraz na różne linie wykreślone na zdjęciach i czekał na jej wyjaśnienie.
Nad jedną z fotografii zakreśliła długopisem kilka okręgów. Przypatrywał się jej dłoni. Miała mocne palce, a paznokcie starannie opiłowane i pokryte bezbarwnym lakierem.
- Tu - powiedziała - dostrzec można dłoń. Wystaje z rękawa. Jest zamknięta i skierowana ku dołowi. Pod nią widoczna jest błyszcząca smuga. Myślę, że jest to ostrze noża, w którym odbija się światło z góry. Zrobiłam też powiększenia. Widać wyraźny zarys osoby. Białe tenisówki, obcisłe spodnie.
Pokiwał głową.
- I bluza z kapturem. Tak jak u tamtych.
- Tak, ale według zeznań świadków w czasie, kiedy popełniono zabójstwo, na przejściu nad torami widziano tylko trzy osoby.
- A więc uważasz, że morderca niekoniecznie musiał mieć coś wspólnego z tymi trzema?
Usiadła i spojrzała mu prosto w oczy.
- Właśnie tak uważam. Ponadto jest jeszcze jedna rzecz.
- OK...
Ponownie się pochyliła i wskazała palcem.
- Tu widać profil. Wiem, że to są spekulacje, ale jednak. A tu brodę, która nie jest specjalnie wydatna. Nad nią... nos. Jak widzisz, jest mały, lekko zadarty, spiczasty.
- Tak... i co?
- Po prostu wydaje mi się... Rozesłane rysopisy mówią o chłopakach o arabskim pochodzeniu. Ale niewielu Arabów ma taki nos.
- A zatem myślisz, że ten chłopak był biały?
- Tak.
- Biały chłopak, który wykorzystał sytuację. Wiedział, że kamera nagrała tych trzech chłystków, a jego nie. Więc...
- Poczekał, aż opuścili kiosk, a wtedy wszedł za ladę i zadał Baumannowi śmiertelny cios.
- Tak, widzę to, Hvid.
- Pomyślałam tylko...
- Dobrze. Rozumiem. Wykonałaś świetną robotę. Muszę wznowić śledztwo. W Kokkedal...
- W Kokkedal szaleją bandy imigranckich dzieciaków. Wszyscy o tym wiedzą. Być może znalazł się ktoś, kto ten fakt wykorzystał. Wszyscy, łącznie z nami, w pierwszej kolejności posądzają te dzieciaki, i nie bez powodu. Właśnie dlatego jakiś Svend Erik może mieć nadzieję, że zostaną posądzeni o jego czyn.
Miała rację. Nie da się uniknąć myślenia stereotypami.
- OK - powiedział. - Cieszę się, że do tego doszłaś. To praca bardzo cenna. Jutro opowiem o tym na zebraniu. Ciężko nam idzie znalezienie tych chłopaków. Może rzeczywiście trzeba spojrzeć w innym kierunku.
Anita Hvid położyła na biurku ostatnią kartkę.
- Zrobiłam listę młodych mężczyzn z okolicy, którzy mieli wcześniej epizody z nożami. Są wśród nich trzy, cztery duńskie nazwiska, które mogą nas zainteresować. Jeden z nich został skazany za kierowanie gróźb pod adresem sprzedawcy w sklepie warzywnym w centrum. Groził nożem.
- Duńscy nożownicy - powiedział z uśmiechem.
Nie odwzajemniła uśmiechu.
- To może być jeden z nich.
Pomyślał, że chętnie wciągnąłby ją do śledztwa i dał wolną rękę, lecz to nie od niego zależało. Coś w jej szczerym zaangażowaniu i dociekliwej pracy, o którą nikt jej nie prosił, budziło w nim chęć dalszej współpracy.
Wstał, a Anita poszła za jego przykładem.
- Jeszcze raz dziękuję - powiedział. - Niedługo się odezwę.
Po jej wyjściu podszedł do okna i popatrzył na dachy budynków. Anita Hvid na własną rękę popchnęła śledztwo dalej niż cały zespół policjantów. Przez trzy tygodnie pracował nad sprawą on sam, troje jego podwładnych, kryminalistycy oraz policja lokalna, ale nie zrobili tyle co ona w pojedynkę.
Wiele to mówiło o pracy w wydziale, ale jeszcze więcej o Anicie.
Zastanawiał się. Musiał pójść do swojego szefa, Richarda Br?ssnera, i przekazać mu informacje od Hvid. Już widział uniesione brwi Br?ssnera. Jak to możliwe, powie, że przeoczyliście tak decydujące ślady? Starał się naprędce wymyślić jakąś odpowiedź, ale żadna nie przychodziła mu do głowy. Za dużo kucharek, za mało koncentracji, zła koordynacja, stereotypowe myślenie.
Niewłaściwe odpowiedzi. Wszystkie odzwierciedlały jego nieudolność. Prowadził śledztwo i na nim ciążyła odpowiedzialność.
Pozbierał fotografie, które przyniosła Hvid. Chciał mieć to już za sobą. Po drodze znalazł odpowiedź. Była banalna. Daj Anicie większe pole do popisu, bo ma talent i jest bardzo zaangażowana.
Daj ją mnie.
Zaśmiał się, gdy szedł po błyszczącym linoleum.
Po chwili dotarł do sekretariatu, gdzie przy biurku siedziała Alice Hansen.
- Richard u siebie? - zapytał.
Uniosła głowę.
- Belling. Ale mnie przestraszyłeś. Czaisz się.
- Zawsze się czaję, Alice.
- Tak, jest u siebie. - Kiwnęła głową. - Ale nie jest w wakacyjnym nastroju. Tak tylko mówię. Jest dzisiaj markotny.
- No to wejdę, żeby poprawić mu humor.
Nacisnęła guzik interkomu.
- Belling prosi o audiencję - powiedziała.
W głośniku zabrzmiał metaliczny i gwałtowny głos Br?ssnera:
- Niech wchodzi.
Puściła guzik, podniosła wzrok, a Thor posłał jej miły uśmiech.
- Ostrzegałam - przypomniała.