Rozdział pierwszy
KLIK!
Oklapnięte czarne uszka Peggy uniosły się, gdy tylko usłyszała odgłos klucza obracającego się w zamku. Ten dźwięk mógł oznaczać jedno - wróciła jej opiekunka!
- Jest już w domu! - zawołała Peggy i zaczęła gorączkowo biegać wokół szarej kotki, która wygrzewała się w plamie słońca na podłodze. Pacnęła ją łapą w nos. - Obudź się, Misha! Nasza pani wróciła!
Kotka uniosła lekko powieki, spod których wyłoniły się dwa cienkie paski zielonych oczu.
- Wielkie mi rzeczy - syknęła, po czym odpędziła mopsika machnięciem łapy zakończonej ostrymi pazurami.
"Ups", pomyślała Peggy. Mieszkała z Mishą i ich opiekunką Suzanne już od dwóch miesięcy, ale ciągle zapominała, jak marudna bywa kotka, gdy ktoś ją obudzi. A właściwie to cały czas była marudna. W przeciwieństwie do Peggy Misha nie miała nic przeciwko temu, że opiekunka zostawiała ją w pustym domu na wiele godzin.
- Kto ostatni przy drzwiach, ten zgniłe jajo! - zaszczekała suczka i popędziła do drzwi wejściowych, ślizgając się po wypastowanej podłodze.
WIU! Łapki jej się rozjechały i wylądowała na pupie. PAC! Wpadła na drzwi dokładnie w momencie, gdy elegancka pani w drogiej kreacji akurat je otwierała. Kobieta odstawiła wypchane zakupami torby na podłogę, a Peggy niezdarnie podniosła się z ziemi.
- Dzień dobry! - zaszczekała, próbując zwrócić na siebie uwagę Suzanne. - Chcesz się pobawić? - Zaczęła biegać wokół nóg opiekunki, aż zakręciło się jej w głowie.
- No cześć, kochanie! - zawołała kobieta do telefonu dociśniętego do ucha. - Spotkajmy się tam za pół godziny.
"Jupi!", pomyślała Peggy. Wyglądało na to, że zaraz wyjdą z domu!
Peggy uwielbiała chodzić na spacery. Cóż, tak naprawdę to nie było chodzenie, bo przez większość czasu musiała siedzieć w torebce Suzanne. Żałowała, że nie może się porządnie wybiegać, miała jednak zbyt krótkie nóżki i ledwie nadążała za długimi krokami opiekunki. Mogła przynajmniej wyglądać z torebki i podziwiać świat wokół - ptaki szybujące w powietrzu, przejeżdżające samochody i dzieci śmigające na hulajnogach.
- Możemy już wyjść? - zapytała błagalnie swoją panią. - Proszę, proszę, bardzo grzecznie proszę!
Do przedpokoju wkroczyła Misha, majestatycznie poruszając ogonem.
- Kiedy wreszcie wbijesz sobie do tej pomarszczonej głowy, że ludzie nie rozumieją ani słowa z tego, co mówisz? - zapytała.
Peggy zignorowała kotkę. Zaszczekała jeszcze głośniej i zaczęła wdrapywać się na nogi opiekunki.
- Cicho, Peggy - skarciła ją Suzanne, przyciskając palce do skroni. - Od tego ujadania boli mnie głowa.
Misha otarła się o nogi opiekunki i zamruczała cichutko. Rzuciła współlokatorce triumfalne spojrzenie, gdy kobieta pochyliła się, żeby ją pogłaskać.
Peggy zaskomliła smutno, więc na pocieszenie Suzanne poklepała ją energicznie po głowie. Piesek poczuł łaskotanie w nosie, gdy dotarł do niego zapach kwiatowych perfum. A PSIK! Peggy kichnęła, a jej ślina rozprysnęła się na butach opiekunki. Ups!
- Blee - skrzywiła się Misha, potrząsając wąsami. - Psy są po prostu obrzydliwe. - Wystawiła języczek i zaczęła dokładnie myć futerko.
- Fuj - wzdrygnęła się Suzanne. - Lepiej pójdę się przebrać. - Chwyciła torby z zakupami i skierowała się do sypialni.
Peggy ruszyła za nią. Gdy wpadła do pokoju, szybko zauważyła interesujący przedmiot wystający spod łóżka. Chwyciła but na wysokim obcasie i zaczęła go żuć. Lakierowana skóra skrzypiała jej w zębach.
- Ej! - krzyknęła Suzanne. Złapała za but i zaczęła go mocno ciągnąć.
"Hurra! - pomyślała Peggy. - Zawody w przeciąganiu buta!" Jeszcze mocniej zacisnęła zęby i pociągnęła.
Ale jej opiekunka była silniejsza. Szarpnęła tak gwałtownie, że Peggy musiała wypuścić but z pyska. Suzanne przewróciła się do tyłu i wylądowała na torbach z zakupami.
- Wygrałaś! - zaszczekała Peggy i polizała swoją opiekunkę po twarzy, żeby jej pogratulować.
- To moje ulubione buty! - krzyknęła kobieta, odpychając szczeniaczka.
- Moje też! - ucieszyła się Peggy. To miłe, że miała coś wspólnego ze swoją panią!
Suzanne wstała, złapała torebkę i ruszyła do wyjścia.
- Zaczekaj! - zawołała Peggy i pognała za opiekunką. - Nie zapomnij o mnie!
TRZASK! Drzwi zamknęły się jej tuż przed nosem i Peggy została sama. Znowu.
- Pobawisz się ze mną, Misha? - zapytała z nadzieją.
- Chciałabyś! - prychnęła kocica, zwinęła się w kłębek na poduszce i zamknęła oczy.
Peggy westchnęła. Wiedziała, że miała dużo szczęścia, trafiając do Suzanne. Dostała od swojej pani legowisko z aksamitnymi poduszkami i różnokolorowe błyszczące obroże, po jednej na każdy dzień tygodnia. Do tego posiłki jadła ze lśniącej złotej miski. Ale jej opiekunka nigdy nie miała czasu, żeby się z nią bawić. Peggy coraz częściej tęskniła za braćmi i siostrami.
Oparła łapy na zagłówku białej sofy, przycisnęła nos do szyby i wyjrzała na świat skąpany w zimowym słońcu. Zobaczyła sympatycznego psa, który węszył w sąsiednim ogrodzie.
- Hej, hej! - zaszczekała. - Chcesz się ze mną pobawić?
Ale pies nie usłyszał jej wołania przez zamknięte okno.
- Niech będzie - zadecydowała w końcu Peggy. - Pobawię się sama ze sobą.
Zajrzała do kuchni i skubnęła trochę karmy. Na podłodze koło miski leżała sterta gazet. Zobaczyła zdjęcie wesołego mężczyzny z wielką białą brodą. Miał na sobie czerwony strój i wyglądał bardzo sympatycznie. "Założę się, że on lubi się bawić", pomyślała Peggy.
Trąciła stos nosem i przewróciła go. Gazety rozsypały się po podłodze. Peggy zaczęła przewracać strony łapami i oglądać zdjęcia. Te ze zwierzętami podobały się jej najbardziej.
- Ej! Można prosić o odrobinę prywatności? - syknął ktoś za jej plecami.
Wystraszony piesek podniósł łebek znad gazety. Misha stała w kuwecie po drugiej stronie kuchni, piorunując ją wzrokiem.
- Przepraszam! - zaskomliła Peggy. Zawstydzona szybko uciekła z pomieszczenia, a po drodze przewróciła jeszcze swoją miskę z wodą. CHLUP! Suczka była zupełnie mokra. Przebiegła cały przedpokój, zostawiając za sobą mokre ślady łap.
"Lepiej się wysuszę", pomyślała. Otrząs- nęła się, rozpryskując krople wody po całym salonie. Potem kilkakrotnie przeturlała się po sofie, aby wytrzeć sierść o puchate poduszki. Przypominało to trochę zabawę z braćmi i siostrami. Skoczyła na poduszkę i zaczęła się z nią siłować, tak jak kiedyś na żarty walczyła z Paddym i Pippą.
- Grrrr - zawarczała, zaciskając zęby na miękkim materiale.
TRACH! Poduszka pękła, a chmura białych piór wzbiła się w powietrze. Peggy zeskoczyła z sofy, aby spróbować któreś złapać. Nie udało jej się, za to przewróciła wazę. BRZDĘK! Naczynie rozbiło się o podłogę. Szkło było wszędzie.
Ups! Suczka nie chciała pokaleczyć sobie łapek, więc wgramoliła się z powrotem na sofę i usiadła idealnie na pilocie do telewizora. KLIK! Ekran zajaśniał i po chwili pojawiło się na nim najpiękniejsze stworzenie, jakie Peggy kiedykolwiek widziała - biały konik ze lśniącym tęczowym rogiem i z powiewającą brokatową grzywą. Wzbił się w powietrze, machając kolorowymi skrzydłami, a z głośników popłynęła piosenka:
Jestem Brylantynka, słodka jak landrynka.
Rożek mam magiczny i ogonek śliczny.
Nieważne, kim jesteś, zawsze sobą bądź
albo zostań jednorożcem i na tęczę wsiądź!
Peggy nie mogła oderwać wzroku od ekranu telewizora. Brylantynka była wspaniała! Jej magiczny róg spełniał życzenia: sprawiał, że kwiaty rosły, chmury zamieniały się w watę cukrową, a niebo przecinała zjawiskowa tęcza!
Gdy program dobiegł końca, Peggy wtuliła się w miękką poduszkę i przymknęła oczy. "Brylantynka jest taka fajna", pomyślała i zapadła w sen. Mały mopsik długo śnił o pięknych jednorożcach fruwających po niebie.
Prolog
Peggy, suczka rasy mops, pokręciła małą pupą i przytuliła się mocniej do swoich braci i sióstr. Piątka szczeniąt drzemała u boku swojej mamy, skupiona w puszystą plątaninę łapek i podwiniętych ogonków. Peggy westchnęła z rozmarzeniem i potarła czarnym noskiem miękką jasnobrązową sierść mamy.
Nagle mama wstała i szturchnęła szczeniaczki pyskiem, żeby się obudziły.
- Ej! - zaskomlił Pablo, brat Peggy. - Ja spałem!
Ziewając, szczeniaczki chwiejnie stanęły na nogach.
- Dziś jest bardzo ważny dzień - oznajmiła mama, patrząc na swoje dzieci wielkimi brązowymi oczami pełnymi miłości. - Każde z was trafi do swojego domu.
- A teraz nie jesteśmy w domu? - zapytała zdziwiona Peggy.
- Macie już dwanaście tygodni - wyjaśniła mama łagodnym głosem. - Przyjdą po was nowi opiekunowie i zabiorą do waszych przyszłych, stałych domów.
Peggy popatrzyła na mamę zdumiona. Jej pomarszczone czoło pokryło się jeszcze większą liczbą fałdek. Stały dom? Co to takiego?
- Nie martwcie się, maluszki - uspokajała swoje pociechy mama. - Na każdego psa czeka idealny opiekun. Jestem pewna, że wszystkie znajdziecie szczęście w swoich nowych domach.
SIORB! SIORB! SIORB! Mama zaczęła czyścić pyszczek Peggy szorstkim różowym językiem.
- Maaaaaamo! - zaprotestowała suczka, próbując uciec.
- Nie wierć się - skarciła ją mama. - Chcę, żebyś wyglądała jak najlepiej. - Liznęła Peggy po raz ostatni, po czym zajęła się myciem jej siostry Polly.
Gdy wszystkie szczeniaczki miały już czystą sierść, mama spojrzała na nie z dumą.
- No proszę! Teraz już jesteście gotowe na spotkanie z nowymi opiekunami.
- Mam nadzieję, że mój będzie miał duży ogród! - zawołał Paddy, brat Peggy, dysząc z przejęciem.
- A ja mam nadzieję, że mój będzie mi dawał mnóstwo przysmaków - zaszczekała Pippa, najbardziej zachłanna z całego rodzeństwa.
- Najważniejsze, żeby mój lubił ucinać sobie drzemki - stwierdził Pablo i ziewnął. Wyciągnął przed siebie przednie łapy i wypiął zadek do góry.
- A ty, Peggy? - zapytała mama. - O jakim opiekunie marzysz?
Peggy zastanawiała się przez chwilę. Miło byłoby mieć ogród i dostawać różne smakołyki. Ale było coś, czego Peggy pragnęła najbardziej na świecie.
- Mam nadzieję, że mój opiekun będzie mnie kochał.
Mama Peggy z czułością popatrzyła na swoje szczeniaczki. W jej oczach zalśniła miłość.
- Tego chcę dla was wszystkich, maluszki.