Rozdział pierwszy
Peggy siedziała przy oknie i obserwowała krople deszczu, które spływały po szybie. Cieszyła się, że jest teraz w domu, ale żałowała, że zostawiła na zewnątrz ulubioną gumową zabawkę w kształcie udka indyka. Dostała ją w prezencie od rodziny na pierwsze święta Bożego Narodzenia, które z nią spędziła, a teraz ukochana zabawka leżała w kałuży i mokła!
- Czy nie powinniśmy zabrać Coco do środka? - zapytała Chloe, najlepsza przyjaciółka Peggy.
Coco, należąca do rodziny czarno-biała króliczka, przebywała w swojej drewnianej klatce w ogrodzie i skubała liść sałaty.
- Jest jej tam ciepło i miło - zapewniła mama.
Po południu deszcz się nasilił, a wiatr był już tak silny, że drzewa w ogrodzie mocno się kołysały.
Peggy patrzyła, jak tata wyjmuje ubrania z pralki. Wśród nich znajdowały się: szkolny mundurek w kratkę należący do Chloe, ozdobiona gwiazdkami piżama jej młodszej siostry Ruby, strój do gry w piłkę nożną ich starszego brata Finna, a także kuchenny fartuszek z kawiarni Psiaki i Przysmaki, której właścicielką była mama.
- Włożę to wszystko do suszarki - stwierdził tata. - Za bardzo leje, żeby rozwiesić pranie na zewnątrz.
- Chyba nici z mojego treningu piłkarskiego - westchnął Finn, wyglądając przez okno.
"Z mojego spaceru też", pomyślała Peggy ze smutkiem.
- Rozesłali alert ostrzegający przed burzą - zauważyła mama, zerkając na telefon. - Lepiej wszyscy zostańmy w domu.
- W taki dzień można robić tylko jedno... - uznał tata, włączając suszarkę.
- Oglądać filmy! - krzyknęła Ruby.
Cała rodzina zebrała się w salonie przed telewizorem. Peggy zwinęła się w kłębek na kolanach Chloe i szybko zasnęła.
TRZASK!
Jakiś hałas obudził Peggy. Pomyślała, że dźwięk pochodził z telewizora, ale po chwili jaskrawy błysk wypełnił salon i rozległ się kolejny głośny huk. Suczka zaskomliła ze strachu.
- Nie bój się, Peggy - uspokajała ją Chloe. - To tylko grzmot.
- Babcia mówi, że kiedy słychać grzmoty, to anioły grają w kręgle. - Przypomniała sobie Ruby.
- To nieprawda - zaprotestował Finn ze śmiechem. - Burze z piorunami powstają, gdy w atmosferze ścierają się masy ciepłego i zimnego powietrza.
Na niebie pojawił się kolejny błysk, a po nim rozległ się głośny huk.
- Pioruny to wyładowania elektryczne w chmurach. Grzmot to dźwięk, który im towarzyszy, a błyskawica to zjawisko świetlne - wyjaśnił chłopiec.
- Widzisz... - powiedziała Chloe kojącym głosem, głaszcząc Peggy. - Nie ma się czego bać.
- To prawda, no chyba że jesteś na dworze podczas burzy... - dodał Finn. - Zdecydowanie nie chciałabyś zostać porażona piorunem.
Wyciągnął ramiona na boki i zaczął potrząsać całym ciałem. Ruby i Chloe zachichotały, a Peggy pomyślała o Coco. Przecież króliczka była na zewnątrz w środku burzy!
"Musi być przerażona", stwierdziła suczka. Wyrwała się z ramion Chloe i pobiegła do drzwi wychodzących na podwórko.
- Musimy zabrać Coco do środka! - zawołała.
Ale oczywiście ludzie usłyszeli tylko szczekanie.
- Peggy chce siusiu - uznała Chloe. - Tylko się pospiesz! - poprosiła, otwierając drzwi.
Suczka wybiegła na dwór. Prawie nic nie widziała w tej ulewie. Bała się tak bardzo, że serce jej waliło, ale wiedziała, że musi pomóc Coco. Zmagając się z silnym wiatrem, dobiegła do klatki. Gdy kolejna błyskawica rozświetliła ciemny ogród, zobaczyła, że Coco drży zakopana w stercie drewnianych wiórków.
- Nie martw się, Coco! - zaszczekał mopsik.
Rozległ się trzask pioruna.
- Peggy, wracaj do środka! - zawołała Chloe.
Ale suczka nie zamierzała porzucić swojej puszystej przyjaciółki. Szczekała i szczekała z nadzieją, że Chloe wreszcie ją zrozumie.
- Peggy chyba chce, żebyśmy zabrali Coco do środka - załapała w końcu Chloe.
"Tak!", pomyślała suczka z wdzięcznością.
Po chwili tata wybiegł na zewnątrz. Szybko otworzył klatkę, schował Coco pod koszulę i pobiegł z powrotem do domu. Peggy ruszyła jego śladem.
- Dzięki, tato - powiedziała Chloe, biorąc od niego króliczkę.
Mimo że tata był na dworze tylko przez chwilę, zdążył przemoknąć do suchej nitki, zupełnie tak jak Peggy. Suczka otrząsnęła się, rozpryskując wodę po całej kuchni.
- Teraz jestem jeszcze bardziej mokry - zaśmiał się tata i ruszył na górę, żeby się przebrać.
Chloe zaniosła Coco do salonu i posadziła ją na podłodze. Króliczka natychmiast zaczęła skubać jedną z jej książek.
- Nie ruszaj tego, Coco - upomniała ją Peggy.
- Dlaczego nie? - zdziwiła się Coco. - Tektura to moja ulubiona przekąska.
Króliczka pokicała po dywanie i zaczęła obgryzać kabel od telewizora.
- No, tego już zdecydowanie nie ruszaj! - zawołała Peggy i odpędziła ją łapą od przewodów. Nie po to uratowała przyjaciółkę przed burzą, żeby poraził ją prąd w domu!
Coco dla odmiany zaczęła drapać dywan, żeby ułożyć się na nim tak wygodnie jak w drewnianych wiórkach w swojej klatce. A potem pobiegła na drugą stronę salonu, zostawiając po sobie wiele brązowych króliczych bobków.
Peggy westchnęła. Zaczęła rozumieć, dlaczego jej rodzina tak rzadko pozwalała Coco wchodzić do środka. Nie wszystkie zwierzęta były tak dobrze wychowane jak mopsik...
Tata wrócił na dół w suchym ubraniu, ale włosy wciąż miał mokre.
- Dokończmy oglądanie filmu - zaproponował i nacisnął odtwarzanie.
Peggy i Coco usadowiły się obok dziewczynek.
- Co mnie ominęło? - zapytała króliczka.
- Nie wiem, bo zasnęłam - przyznała suczka. - Ale ten kot w butach jest świetny.
Nagle w samym środku ekscytującej walki na miecze ekran zgasł, podobnie jak światła w całym domu.
Ruby i Chloe wrzasnęły. Peggy poczuła, że Coco zaczyna drżeć. Sama też się bała, ale stłumiła skomlenie. Chciała być dzielna dla Chloe.
- Uspokójcie się - powiedziała mama. - Po prostu prąd wysiadł.
- Pewnie linie energetyczne zostały uszkodzone przez burzę - dodał tata.
Rodzice zapalili świeczki i wkrótce ciepły blask wypełnił salon.
"Od razu lepiej", pomyślała Peggy.
Wszyscy przytulili się do siebie pod kocami, żeby było im cieplej.
- Nawet nie możemy dokończyć filmu - jęknęła Chloe.
- Poopowiadajmy sobie historie - zaproponowała mama. - Ta burza przypomina mi dzień, w którym poznałam waszego tatę. Ulewa złapała mnie między zajęciami na uniwersytecie, a on pożyczył mi parasolkę. Gdy przestało padać, byłam już zakochana.
- Kiedy deszcz ustał, na niebie pojawiła się tęcza - powiedział tata. Objął mamę i przytulił ją mocno.
- Och... - westchnęła Chloe. - Jakie to romantyczne.
- Ohyda - skwitował Finn i wydał odgłos przypominający wymioty.
- Pamiętam dzień, w którym poznałam Peggy - rozmarzyła się Chloe. - W schronisku było tak wiele psów, ale gdy tylko zobaczyłam tego mopsika, wiedziałam, że to będzie idealny pies dla nas.
Peggy polizała przyjaciółkę po policzku. Zawsze łączyła je szczególna więź. Suczka wiedziała, że też nigdy nie zapomni tamtego dnia.
- A czy Coco też wzięliśmy ze schroniska dla zwierząt? - zapytała Ruby.
- Nie, głuptasku - powiedziała Chloe. - Nie pamiętasz? Dostałam ją na urodziny.
- A kiedy ty masz urodziny? - zwróciła się Coco do Peggy. - Moje są dwudziestego lutego. Słyszałam, jak Chloe mówiła to kiedyś weterynarzowi.
Peggy zastanowiła się nad tym przez chwilę.
- W sumie to nie wiem.
- Pamiętacie, jaką minę miała Chloe, gdy urządziliśmy dla niej urodzinowe przyjęcie niespodziankę? - zapytał Finn.
- To był taki fajny dzień - westchnęła dziewczynka. - Mieliśmy piniatę, tort i lody...
- Lody! - krzyknęła mama, zrywając się z kanapy. - Rozmrożą się przez awarię prądu!
- No to chyba musimy je wszystkie zjeść! - stwierdził tata.
- Lodowa impreza! - zawołał Finn.