Mopek na tropie zamkowego ducha - Ewa Martynkien

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (23,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pobudka

Dzyyyyń! Dzyyyyń!

Budzik w pokoju Mopka zadzwonił punktualnie. To znaczy wtedy, gdy ostatnie promienie słońca skryły się za horyzontem. W Dolinie Żalu nad Jeziorem Łez powoli zapadał zmrok.

Nietoperz obudził się w doskonałym humorze. Miał dziś straszny sen z duchami na starym zamczysku. Takie sny lubił najbardziej, zwłaszcza po porcji niesamowitych opowieści, jakie wchłonął przed zaśnięciem nad ranem. Mopek przeciągnął się w łóżku, a właściwie na wieszaku w swojej sypialni, gdzie zwisając głową w dół, przespał smacznie cały dzień. Jaskinia, w której mieszkał, była niezbyt przestronna i bardzo ciemna, ale czy to komuś przeszkadzało? Na pewno nie Mopkowi.

- Aaa... - ziewnął sobie i poczłapał do kuchni.

Zegar nad stołem pokazywał ósmą wieczorem.

Nietoperz wyjął z lodówki swój ulubiony sok łopianowy. Nalał gęstego napoju aż po brzeg szklanki i siorbnął duży łyk, delektując się mdłosłodkim smakiem.

Zwykle po śniadaniu udawał się na obchód okolicy, ale dziś nie miał na to ochoty. Wciąż myślał o śnie, który zabrał go na mrożącą krew w żyłach wyprawę w ruiny starego zamczyska. Aż przeszły go przyjemne ciarki, gdy przypomniał sobie, że musiał uciekać przed jakimś natrętnym duchem, błądząc po lochach. A może było odwrotnie? Może to on gonił ducha? Nie był tego teraz pewien. W każdym razie przeżył niesamowitą przygodę.

- Szkoda, że to tylko sen - westchnął i dopił sok.

Potem zanurzył palec w szklance, bo na dnie zostało trochę łopianowego nektaru. Był lepki i bardzo słodki. Kilka kropli spłynęło mu na brodę, więc oblizał ją starannie.

Wtem rozległo się pukanie.

- Poczta! Poczta dla nietoperza Mopka! - usłyszał zza drzwi.

- Poczta? Dla mnie? - zdziwił się, po czym odstawił szklankę i pognał ciemnym korytarzem do wyjścia z jaskini. - Lecę!

- Czy to Dolina Żalu pięć? - W drzwiach stał puszczyk Kazimierz, listonosz.

- No przecież wiesz, że tak - Mopek niecierpliwie wyciągnął łapkę po list. - Dlaczego za każdym razem zadajesz to samo pytanie?

- Takie przepisy - odparł rzeczowo puszczyk Kazimierz i przytrzymał kopertę. - Jesteś w gorącej wodzie kąpany. Polecony. Proszę pokwitować.

- Już się robi! - Mopek sięgnął po długopis i przyjrzał się zapisanemu po obu stronach pokwitowaniu. - Gdzie dokładnie?

- Tutaj i tutaj - pokazał skrzydłem puszczyk Kazimierz. - Tylko wyraźnie.

- O rany! - jęknął Mopek.

- Taka praca. Takie przepisy - powtórzył ze spokojem puszczyk Kazimierz, wzruszając ramionami.

Mopek podpisał świstek i wziął list, a Puszczyk odleciał.

"Nietoperz Mopek, Dolina Żalu 5" - widniało na kopercie. Niestety nie było na niej adresu zwrotnego. Mopek sprawdził to dokładnie.

- Do stu tysięcy nocnych motyli! Od kogo może być ten list? - zachodził w głowę.

Jedno było pewne - ten, kto go pisał, był bardzo zapominalski. Bo czy mógł istnieć jakiś inny powód, żeby nie podać adresu nadawcy?

Jeszcze bardziej zafrapowany nietoperz zajrzał do środka.