Monique ucieka - Edouard Louis

-
Proszę czekać
 
 

A więc to jest to Nowe Życie, które widzę

 

Hél?ne Cixous, Éve s'évade

 
 
I

Zadzwoniła do mnie w środku przyjęcia. Płakała. W chwili odebrania tego telefonu miałem dwadzieścia osiem lat i po raz trzeci, może czwarty w życiu usłyszałem, jak płacze.

 

Przez telefon mówiła mi, że z mężczyzną, którego spotkała po rozstaniu z moim ojcem i z którym mieszkała w jego służbowym mieszkaniu w centrum Paryża, przeżywa teraz to samo, że odtwarza on te same sceny przemocy, które przez dwadzieścia lat musiała znosić ze strony ojca, tylko jeszcze gorzej. Pod koniec dnia, w starych słoikach po musztardzie służących mu za kieliszki, pił jedną po drugiej whisky, a kiedy pił, upokarzał ją, obrzucał wyzwiskami, nazywał ją

dziwką,

zdzirą,

kretynką.

Tego wieczoru w lutym, kiedy do mnie dzwoniła, słyszałem, jak ją wyzywał, byłem tego świadkiem, słyszałem, jak ten mężczyzna mówił, że jest zwykłą dziwką i zdzirą, że jej syn - ja - jest zwykłym pedałem, że inni jej synowie - moi bracia - są po prostu przegrywami, a ona nie mogła powstrzymać łez:

- Uwolniłam się od twojego ojca, myślałam, że zacznę nowe życie, a teraz wszystko znów się powtarza, znów to samo - mówiła głosem przeplatanym szlochem. - Nie wiem, czemu mam takie gówniane życie, dlaczego trafiam na facetów, którzy nie pozwalają, żebym była szczęśliwa, mimo wszystko nie zasługuję, żeby tak cierpieć. Czy zrobiłam coś złego?

Ja też się rozpłakałem.

Jej płacz wywołał mój płacz.

 

Próbowałem zaczerpnąć tchu. Usiadłem na kanapie, która za mną stała, i powiedziałem:

- Nie przejmuj się, znajdziemy rozwiązanie. - Były to słowa podyktowane okolicznościami, słyszane przeze mnie bez wątpienia setki razy w kinie lub telewizji. To zawsze w sytuacjach najbardziej dramatycznych nasze reakcje są najbardziej adekwatne. Próbowałem się szybko zastanowić. - Dobrze. Wiem, co zrobimy. Zapakujesz do torby kilka ciuchów i natychmiast stamtąd wyjdziesz. Przyjedziesz do mnie.

W moim mieszkaniu mogła się schronić. Nie chciałem, żeby została z człowiekiem, który ją źle traktował i przez którego cierpiała. Powinna jak najszybciej odejść. Przyjaciel, który miał klucze do mojego mieszkania i był w Paryżu, przyjedzie otworzyć jej drzwi, oczywiście jeszcze go nie uprzedziłem, ale wiedziałem, że to zrobi, wiedziałem, że pomógłby mi - że pomógłby jej. Wyjaśniłem matce, że od wielu tygodni, i jeszcze przez dwa następne, z powodu zobowiązań zawodowych przebywam za granicą, nie mogę natychmiast wrócić do Francji, ale zrobię, co mogę, na odległość.

- Myślę, że i tak nie mam siły, żeby odejść tak od razu. Odejdę jutro - odpowiedziała.

Naciskałem na nią, bo nie wiadomo, jak mogła się rozwinąć sytuacja, jeśli mężczyzna, z którym mieszkała, następnego wieczoru zachowywałby się równie agresywnie. A jeśli ten typ przejdzie od słów do czynów? Jeśli spróbuje ją uderzyć? Jeśli ni stąd, ni zowąd rzuci się na nią z pięściami?

- Takie sytuacje zdarzają się często - mówiłem. - Dobrze wiesz, że moja siostra wróciła już do domu z sińcami na twarzy z powodu mężczyzny, piłkarza Löika, tego, którego uważałem za tak superprzystojnego. Dobrze wiesz, że mój brat bił swoją partnerkę tak długo, aż w końcu wezwała policję. Przez całe życie, a zwłaszcza w naszej rodzinie, widywałem mężczyzn, którzy bili kobiety, i nie chcę, żeby ciebie również to spotkało. Nie chcę, żeby cię to spotkało - podkreśliłem. - Musisz od niego odejść, musisz odejść. - A kiedy używałem wszelkich argumentów, żeby ją przekonać, mężczyzna z tyłu za nią bełkotał:

- Co się tak na mnie gapisz, myślisz, że się przestraszę, bo mi tu wymachujesz jak maczugą przed nosem swoim synem?!

Zdziro,

suko,

myślisz, że przestraszę się twojego jebanego synka?!

A ja cierpliwie znosiłem te wyzwiska, żeby jej powiedzieć:

- Sama widzisz, posłuchaj, jak on się do ciebie zwraca, ja to wszystko słyszę, powinnaś natychmiast stamtąd wyjść. Mój przyjaciel Didier ci pomoże. Proszę cię, mamo, posłuchaj mnie!

Ona jednak odpowiadała zmęczonym głosem rannego zwierzęcia. Nie mówiła, raczej dyszała w słuchawkę:

- Nie, nie, nie mogę tak po prostu odejść, zanim odejdę, muszę zabrać swoje papiery, mam tu ważne dokumenty, zaczekam, aż zaśnie, żeby je zabrać, on wie, że mnie trzyma w garści, bo mam u niego wszystkie moje rzeczy.

- Ale dokumenty to drobiazg, możesz je na nowo wyrobić. Wyrobimy je, obiecuję, oświadczysz, że je zgubiłaś, i je wyrobimy, tylko odejdź od niego, odejdź! - błagałem. - Skoro do mnie zadzwoniłaś, to znaczy, że poczułaś się zagrożona, inaczej byś tego nie zrobiła. Jeszcze dziś wieczorem musisz odejść.

Moje prośby na nic się jednak nie zdawały - nie zamierzała zmienić zdania, a nawet wyczułem, że moje naleganie stawało się uciążliwe. I nagle się przestraszyłem, że do sytuacji już i tak niełatwej dokładam dodatkowe trudności, miałem to sobie za złe i więcej już nie próbowałem jej namawiać ani przekonywać.

Westchnąłem.

- Jesteś pewna, że nie czeka cię ciężka noc, jeśli z nim zostaniesz?

Zaczerpnęła głęboko powietrza. Przestała płakać:

- Jedna zła noc więcej niczego nie zmieni. Zresztą zaraz i tak będzie już na tyle pijany, że zaśnie i zostawi mnie w spokoju. Nie przejmuj się, przywykłam.

Wiedziałem, że przywykła do złego traktowania. Przez całe dzieciństwo obserwowałem mojego ojca, kiedy był pijany, nazywał ją wtedy:

krową,

baryłą

albo grubą, zwłaszcza przy innych ludziach, żeby ich rozbawić, a ją poniżyć. Wiem, że przyzwyczaiła się do tego, ale właśnie chciałem, żeby przestała być taka uległa.

- Nie przejmuj się - powtórzyła. - Poradzę sobie. Przepraszam, że do ciebie zadzwoniłam.

Kazałem jej obiecać, że jutro, jak tylko będzie mogła, odejdzie od tego mężczyzny, i obiecała mi to.

- Chcesz, żebym został z tobą na linii? Jak chcesz, możemy rozmawiać przez całą noc.

Odmówiła.

- Nie. Jak zobaczy, że z tobą rozmawiam, jeszcze bardziej się wkurzy. Będę po prostu ignorowała, co do mnie mówi, dopóki nie schla się tak bardzo, że zaśnie.

Rozłączyłem się, po czym napisałem do Didiera. Kiedy na ekranie mojej komórki pojawiło się jego imię, odebrałem i zrelacjonowałem mu, co się właśnie stało. Didier odpowiedział, że przyjedzie jutro, o dowolnej godzinie, żeby otworzyć mojej matce drzwi i dać jej klucze. Zapytałem, czy mógłby także przekazać jej pieniądze, żeby mogła zrobić sprawunki, kupić żywność i podstawowe produkty, a ja od razu po powrocie do Paryża mu je zwrócę. Didier odparł, że oczywiście, jasne, zrobi to.

Odłożyłem komórkę, rozejrzałem się dookoła i czekałem. Nie wiem, na co czekałem.

 

[...]

Tytuł oryginału Monique s'évade

Przekład Joanna Polachowska

Redakcja Ewa Pawłowska

Korekta Marcin Grabski, Anna Gądek

Projekt okładki i stron tytułowych Tomasz Majewski

 

MONIQUE S'ÉVADE

Copyright ? Édouard Louis, avril 2024

All rights reserved.

Copyright ? for the Polish translation by Joanna Polachowska, 2026

Copyright ? for the Polish edition by Wydawnictwo Pauza, 2026

Zdjęcie autora na okładce Copyright ? Leemage/Opale/EastNews

 

Skład i łamanie Dariusz Ziach

 

ISBN 978-83-981585-8-9

 

Wydawnictwo Pauza

Warszawa 2026

Wydanie pierwsze

 

Wydawnictwo Pauza

ul. Meksykańska 8 m. 151

03-948 Warszawa

 

info@wydawnictwopauza.pl

+48501177119

www.wydawnictwopauza.pl

WydawnictwoPauza

wydawnictwo_pauza

 
 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej