Od autorki
Wszystkie wydarzenia i postaci są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do
rzeczywistych osób są przypadkowe.
Od dłuższego czasu nurtował mnie pomysł na tę książkę, jednak dopiero po
zaistnieniu pewnych okoliczności zdecydowałam się nadać jej realny
wymiar.
Ta książka jest inna od dziewięciu poprzednich. Zawiera mniej elementów
kryminalnych, a więcej skupia się na aspektach psychologicznych i obyczajowych. Przedstawia historie kobiet, ich życiowe wybory i konsekwencje różnych decyzji. Zależało mi na tym, aby pokazać, że
ustępstwa i spełnianie czyichś oczekiwań nie zawsze przynoszą korzyści.
Książka stanowi niewielki wycinek tego, co się dzieje, kiedy przez wiele
lat tłumimy nasze emocje i oczekiwania, bo boimy się, że inni będą nas
osądzać. Obawiamy się, że zostaniemy uznani za dziwaków lub egoistów.
Być może czytelnicy w tej książce znajdą sytuacje, które znają z własnego życia lub życia ich bliskich, i przeczytają ją z zainteresowaniem, zdając sobie sprawę, że fabuła jest bliska
rzeczywistości.
Przy kształtowaniu jednego z bohaterów, który ma istotne znaczenie w fabule, pomagała mi osoba, która wcześniej nie była zaangażowana w moje
życie zawodowe. Tą osobą jest Paweł Głód, którego poznałam jakiś czas
temu w studiu tatuażu. Paweł to artysta, którego prace (tatuaże i obrazy) mnie oczarowały. Podczas rozmów z Pawłem zaciekawiło mnie jego
spojrzenie na relacje międzyludzkie. Uświadomiłam sobie, że w dzisiejszym świecie kontakty mogą mieć nieco inny charakter, niż
wcześniej mi się wydawało. Zaintrygował mnie sposób myślenia Pawła,
odmienny od mojego. Dlatego postanowiłam powierzyć jednego z bohaterów -
Igora - w jego ręce. Doświadczenia i podejście do życia Pawła idealnie
wpasowały się w postać, którą zamierzałam umieścić w fabule. Bez pomocy
Pawła Igor miałby zupełnie inną osobowość.
Paweł jest również autorem projektu okładki do książki. Efekt przeszedł
moje najśmielsze oczekiwania. Polecam stronę Pawła, aby zapoznać się z jego pracami https://www.instagram.com/wniekolorze/.
Podczas pisania tej książki ważnym aspektem było, że w 2023 roku
skończyłam czterdzieści lat. To zmotywowało mnie do refleksji nad moim
życiem, nad tym, co przeżyłam, osiągnęłam, jakie decyzje podjęłam i czego jeszcze mogę się spodziewać.
Na zawartość niniejszej książki wpływ miały również rozmowy z kobietami
w moim wieku i nieco starszymi. Okazało się, że pewne dylematy,
przemyślenia i wątpliwości są powszechne. Postanowiłam więc wykorzystać
to, tworząc fabułę. Zazwyczaj mówi się o kryzysie wieku średniego u mężczyzn, ale nie można zapominać, że kobiety również doświadczają go w swoim życiu, choć w nieco inny sposób.
Dopiero niedawno zaczęto o tym głośno mówić. Kobiety mają prawo pragnąć
czegoś więcej niż tylko bycia żonami i matkami, mimo że społeczne normy
narzucają im te specyficzne role. Czasami jednak warto posłuchać
wewnętrznego głosu, aby poczuć się spełnioną. To nie jest egoizm, lecz
wyraz samoświadomości.
Ktoś kiedyś przedstawił określony sposób życia, który ma uchodzić za ten
właściwy, a odstępstwo od tradycyjnego schematu jest oznaką braku
przystosowania do norm społecznych. Jednak życie nie powinno polegać na
ciągłym dostosowywaniu się do oczekiwań innych, wbrew temu, co czujemy i pragniemy. Próba spełnienia standardów innych ludzi prowadzi do
frustracji, niezadowolenia z życia i oczekiwania na cud, który pozwoli
nam uwolnić się od "więzów". Dopóki nie wyrządzamy nikomu krzywdy,
powinniśmy kierować się własnym szczęściem. Jednocześnie pamiętając, że
szczęście nie jest stałe, ponieważ pod wpływem doświadczeń życiowych,
spotkanych ludzi i wydarzeń definicja szczęścia może ulec zmianie.
Zapraszam do czytania. Pozdrawiam serdecznie.
Kasia Magiera
9 czerwca 2022, czwartek, Kraków
Uporczywa melodia symfonii Vivaldiego nieprzerwanie płynęła ze smartfona
leżącego na komodzie. Trwało to dłuższą chwilę, dlatego śpiący do tej
pory mężczyzna poderwał się gwałtownie i ruszył, aby go uciszyć.
- Kurwa - fuknął zaspany, biorąc do ręki ciągle dzwoniący telefon, bo na
wyświetlaczu zobaczył imię sekretarki.
- Halo - odebrał gniewnie.
- Panie prezesie, kiedy pan będzie? Bez pana zebranie się nie odbędzie -
wyjaśniła kobieta po drugiej stronie słuchawki.
- Zebranie zostało zaplanowane na dziewiątą - oświadczył stanowczo.
- Ale jest pięć po dziewiątej - oznajmiła opanowanym głosem, a on
zastygł, po czym spojrzał na roleksa leżącego na komodzie, z której
właśnie wziął telefon.
Sekretarka mówiła prawdę.
Poczuł, jak momentalnie skacze mu ciśnienie.
- Kurwa, zaspałem - wysyczał do słuchawki, a kobieta po drugiej stronie
milczała. - Powiedz, że będę za godzinę, bo zatrzymały mnie ważne sprawy
rodzinne - zakomunikował.
- Dobrze, przekażę - odparła chłodno.
Pracowała dla niego od dwóch lat. Nauczyła się sprawnie wykonywać jego
polecenia. Nie lubił się powtarzać i zawsze musiało być tak, jak chciał.
Nawet jeśli uważała, że szef popełnia błąd, nie mówiła mu tego, sam
musiał do tego dojść. Marlena Zdrojewska dostała pracę sekretarki
prezesa Narodowego Banku z oddziałem w Krakowie przez znajomości. Co nie
zmieniało faktu, że Emil Wolski traktował ją z góry, ale tylko dlatego,
że nie reagowała na jego końskie zaloty i próby nakłonienia ją do
pójścia z nim do łóżka.
Jak na mężczyznę przed pięćdziesiątką był atrakcyjny, ale Marlena
uważała go za gbura, któremu wydawało się, że skoro ma pozycję,
znajomości i pieniądze, to inni mają go słuchać. Odstręczał ją, ale
pracę wykonywała bez zarzutów, więc nie mógł się do niej doczepić.
Emil rozłączył się i rzucił z impetem iPhone'a na łóżko.
- Olka! - zawołał, otwierając drzwi sypialni. - Olka! - powtórzył, nie
otrzymawszy odpowiedzi. - Nie obudziłaś mnie! Wiesz, która jest
godzina!? - pieklił się, mimo że nigdzie nie widział żony.
- Tato, dlaczego tak krzyczysz? - Ze swojego pokoju wyszła zaspana
nastolatka.
- Ciebie też matka nie obudziła? - zapytał, ale nieprzytomna dziewczyna
patrzyła na niego nierozumiejącym wzrokiem. - Jest po dziewiątej!
- Jak to? - Ta informacja ją przebudziła. - O ósmej miałam test z matmy!
- Ludzie, dajcie żyć. - W drzwiach kolejnego pokoju pojawił się wysoki i szczupły chłopak.
- Na którą masz do szkoły? - dopytywał Emil.
- Na siódmą. Najpierw mam trening, a potem lekcje, a co? - wyjaśnił
obojętnie.
Mimo że został obudzony nagle i czuł poirytowanie, do ojca zawsze starał
się odzywać grzecznie. Tata bywał apodyktyczny, ale jeśli nie wchodziło
się mu w drogę, to dało się z nim dogadać.
- No to się spóźniłeś - zakomunikował Emil.
Chłopak skrzywił się i wrócił do pokoju, aby spojrzeć na godzinę w telefonie.
- Cholera! - usłyszeli stłumiony krzyk dobiegający z pokoju. - Mamo! Nie
obudziłaś mnie! - Intensywność krzyku zwiększyła się, kiedy Borys wypadł
z pokoju cały w nerwach. - Trener się wkurzy! Mamooo!
Zeszli na dół, poszukując sprawczyni porannego zamieszania.
- Ola!
- Mamo!
Przekrzykiwali się, ale kobieta się nie odzywała.
- Nie ma jej w kuchni - oznajmiła ze zdziwieniem Amelia.
Każdego ranka, od kiedy pamiętała, mama zawsze rano urzędowała w kuchni.
To było jej królestwo.
- Sprawdzę w piwnicy - stwierdził Borys. - Może jest w spiżarni.
- A ja zobaczę w garażu i na podwórku - zdecydował Emil, czując złość.
Każdy poszedł w swoją stronę, nawołując kobietę.
- Nie ma jej - powiedziała nastolatka w nocnej koszuli, kiedy dołączyli
z bratem do ojca przed drzwi domu. - Może poszła ze Snajperem na spacer?
- rzuciła kolejną hipotezę, choć w nią wątpiła już na starcie. -
Snajper! - zawołała.
Nie minęło kilka sekund, a pies zjawił się, merdając radośnie ogonem.
- Może poszła do sklepu? - Wzruszył ramionami Borys.
To było kolejne bezsensowne przypuszczenie. Ola nie miała w zwyczaju
chodzić na zakupy rano, przed wyprawieniem ich do szkoły. Codziennie
budziła ich rano. Najpierw Borysa, a godzinę później Amelię i Emila.
Robiła śniadanie i przygotowywała ich do wyjścia oraz odwoziła. Tak
wyglądał każdy poranek od kilku lat.
- Zadzwonię do niej, bo to są jakieś jaja - stwierdził wściekły Emil.
Wybrał numer Oli, ale natychmiast włączyła się poczta głosowa. - Kurwa
mać! - krzyknął. - Ma wyłączony telefon - fuknął rozsierdzony,
zauważając, że sąsiadka z naprzeciwka się im przygląda. - Co się pani
tak gapi? Nie ma pani nic lepszego do roboty z rana, tylko podsłuchiwać
sąsiadów!?
Kobieta zrobiła oburzoną minę i weszła do domu.
- Na waszej matce nie można polegać. Kiedy jest potrzebna, to wycina
taki numer.
Amelia, słysząc słowa ojca, założyła ręce na piersiach i naburmuszyła
się. Nie zgadzała się z nim. Może ostatnio nie miała idealnych relacji z mamą, ale to, co wiedziała o niej na pewno, to to, że rodzina jest dla
niej najważniejsza i zawsze jest, kiedy jej potrzebują. Słowa ojca były
niesprawiedliwe. Amelia nie pałała do niego sympatią, choć chętnie
korzystała z luksusów, które oferowała jego pozycja.
- A jeśli mamie stało się coś złego? - zasugerowała. - Zadzwonię do
cioci Celiny, może coś wie.
Zamierzała ruszyć do góry, do pokoju po telefon, ale ojciec ją
zatrzymał.
- Nie dzwoń do niej, bo od razu zrobi aferę. - Od dawna nie był w dobrych kontaktach ze szwagierką. Teściowa była mu przychylna i na jej
wsparcie mógł liczyć, ale siostra Oli była wobec niego krytyczna. -
Teraz damy sobie radę, a wieczorem wyjaśnimy sobie z mamą, co to za nowe
zwyczaje wprowadziła znienacka - zdecydował. Czuł buzujący gniew. Była
już prawie dziewiąta trzydzieści, a on nadal był w domu. - Zbierajcie
się, podrzucę was do szkoły.
- Nie jedliśmy śniadania - oświadczyła Amelia.
- Weź sobie banana albo jabłko, a w szkole coś kupisz, dam ci pieniądze
- odpowiedział Emil ze złością.
- Kurde, ale ja mam dietę, mama zawsze robi mi rano... - zaczął Borys,
jednak widząc minę ojca, nie dokończył, tylko ruszył do pokoju, aby się
ubrać.
Piętnaście minut później wsiadali do samochodu. Amelia ubrana w krótki
top odsłaniający brzuch i skąpe szorty zdobione świecącymi kryształkami.
Miała skwaszoną minę, gdyż nie zdążyła się wymalować tak, jak lubiła.
Musiała zabrać do szkoły kosmetyczkę, aby dokończyć makijaż w toalecie.
- Co ty masz na sobie? - rzucił Emil z oburzeniem.
Na co dzień to Ola odwoziła dzieci do szkoły, więc nie miał pojęcia, jak
się ubierały. Córkę widywał głównie wieczorami, gdy była już w domu, w piżamie.
- Taka moda - odparła.
Emil spojrzał na syna, szukając u niego potwierdzenia. Chłopak pokiwał
głową. Jednak mężczyzna nie był przekonany. Dla niego córka wyglądała
nieodpowiednio, ale nie miał już czasu czekać, aż się przebierze. Syn
wyglądał tylko trochę lepiej. Miał na sobie pognieciony T-shirt Calvin
Klein i wytarte jeansy z pokaźnymi dziurami na kolanach. Jego twarz
przyozdabiały klasyczne ray-bany.
- Ale masz brudne auto - stwierdziła Amelia, wchodząc do wozu ostrożnie,
aby się nie wybrudzić.
- Na polu golfowym było błoto - wyjaśnił. - Płacę tam majątek, a syf jak
na budowie.
Po drodze w samochodzie panowała cisza. Emil i Borys starali się studzić
nerwy, ale obaj już planowali, co powiedzą Oli wieczorem, kiedy ją
zobaczą.
Natomiast Amelia starała się dodzwonić do mamy, a kiedy po kilku próbach
nadal włączała się poczta, postanowiła wysłać SMS-a. Miała nadzieję, że
kiedy tylko mama włączy telefon, to zobaczy od niej wiadomość i da znać,
co się z nią dzieje. Dziewczyna czuła zaniepokojenie. Mama nigdy nie
znikała bez słowa, a zwłaszcza rano.
Kiedy zatrzymali się przed wejściem jednego z prywatnych liceów, Emil
wręczył dzieciom po stuzłotowym banknocie z poleceniem, aby kupili sobie
coś do zjedzenia.
- Mam dziś wizytę u dentysty, co będzie, jeśli mama po mnie nie
przyjedzie? - zapytała nastolatka, zanim wysiadła.
- Ama, ile ty masz lat? - burknął ze złością ojciec. - Chyba wiesz,
gdzie chodzisz do dentysty. Możesz jechać sama - orzekł, po czym dodał:
- Zresztą mama na pewno przyjedzie.
Amelia przez chwilę patrzyła na niego, nie odzywając się, ale w końcu
kiwnęła głową i wysiadła.
Gdy Emil odjechał, Amelia z Borysem ruszyli do szkoły w milczeniu.
- Widzimy się na długiej przerwie? - zapytała, gdy byli już w środku.
- Zobaczymy, Bastek załatwił nowy towar i chcemy spróbować - rzucił
Borys.
Amelia zacisnęła usta. Nie podobało się jej, że planowali ćpać w szkole.
Jednak brat z jej chłopakiem czuli się tu pewnie jak panowie na swoich
włościach.
Każde ruszyło w swoją stronę, nie wiedząc, co robić. Była to nietypowa
godzina na przychodzenie do szkoły, lekcja już trwała.
9 czerwca 2022, czwartek, Słupsk
- Nooo nie! Cholera! - pomstowała pod nosem przemoczona kobieta,
szarpiąc się z walizką. Deszcz padał coraz mocniej i kiedy już myślała,
że bezpiecznie schroni się w przyzwoicie wyglądającym pubie, to kółka
walizki utknęły w szczelinach metalowej wycieraczki.
W desperacji kopnęła twardą walizkę, ale bagaż ani drgnął.
- Łoł, łoł, łoł! Pomogę - usłyszała za plecami głęboki męski głos, który
skojarzył się jej z barwą, jaką miał Axl Rose.
Była zmoknięta i zmęczona, więc nie protestowała. Młody mężczyzna bez
trudu wyjął walizkę z potrzasku i położył ją w środku, po drugiej
stronie drzwi. Spojrzał na nią. W wyniku deszczu jej długie brązowe
włosy przyklapnęły, a pod oczami zrobiły się czarne zacieki od tuszu. -
Dziękuję - powiedziała, nawet na niego nie patrząc, mimo że jego
charakterystyczny głos nadal brzęczał w jej głowie.
Złapała za rączkę walizki i pociągnęła ją za sobą w stronę baru.
- Poproszę herbatę - odezwała się do barmana.
Mężczyzna, który pomógł jej z walizką, usiadł obok niej na wysokim
krześle i dalej na nią patrzył. Było w niej coś interesującego. W jej
mowie ciała i wyrazie twarzy. Jakby zniecierpliwienie połączyło się ze
swobodą.
- Herbatę? - upewnił się młody brodacz za barem.
- Tak - potwierdziła, a następnie ruszyła do stolika obok.
Położyła na nim przepastną torebkę i ustawiła walizkę przy krześle.
Zdjęła mokry kardigan i powiesiła go na oparciu krzesła. Jej bluzka była
również wilgotna i przylegała do ciała. Barman spojrzał na mężczyznę,
który jej pomógł, i uśmiechnęli się do siebie. Mokra odzież pozwoliła im
zobaczyć kształt jej piersi. Włożyła rękę do torebki i zaczęła czegoś
szukać. Jednak nie było to proste, torebka była wypchana. Dlatego jej
ruchy stawały się nerwowe. Niecierpliwiła się, nie mogąc znaleźć tego,
czego potrzebowała.
Barman i mężczyzna, który uratował ją z opresji, przyglądali się jej z zainteresowaniem. Poirytowana brakiem rezultatów postanowiła w końcu
wyrzucić zawartość torebki na stolik. Jej zawziętość i determinacja były
imponujące.
- Na samym dnie, oczywiście - fuknęła pod nosem, kiedy w końcu znalazła
poszukiwany przedmiot.
Otworzyła małą puderniczkę, spojrzała w miniaturowe lusterko i aż
jęknęła, gdy zauważyła opłakany stan swojego makijażu. Znalazła paczkę
wilgotnych chusteczek, wyciągnęła jedną i zaczęła delikatnie wycierać
czarne smugi spod oczu.
Nagle zobaczyła rękę wyciągniętą w jej kierunku na wysokości swojej
twarzy.
Oderwała wzrok od lusterka, aby zobaczyć, o co chodzi.
Mężczyzna, który wyświadczył jej przysługę przy wejściu, wyciągał w jej
kierunku kieliszek.
- Zamawiałam herbatę - przypomniała, myląc go z barmanem.
Dopiero teraz na niego spojrzała. Miał ładną, symetryczną twarz,
ciekawy, intensywny kolor oczu i półdługie włosy. Przeczesał je palcami
w tył, ale zaraz kosmyki ponownie opadły niesfornie, dając efekt
lekkiego rozwichrzenia. Pomyślała, że na pewno cieszy się powodzeniem u płci przeciwnej.
- Teraz ci się to bardziej przyda - stwierdził pewnym, głębokim,
chropowatym głosem i spojrzał na bałagan panujący na stole.
Kobieta przez sekundę się wahała.
- A co mi tam - rzuciła.
Wzięła od niego kieliszek i wypiła zawartość jednym haustem. Mężczyzna
zaśmiał się i opróżnił własny. Kobieta machnęła na barmana, dając mu
znak, że poprosi jeszcze raz to samo.
Kiedy otrzymała zamówienie, usiadła. Mężczyzna dołączył do niej, mimo że
go nie zapraszała. Nie protestowała. Nigdy się tak nie zachowywała - nie
piła alkoholu z obcymi i nie pozwalała, aby się do niej przysiadali. Ale
zaczynała życie od nowa i to był najlepszy moment, aby zacząć robić to,
czego wcześniej nie mogła lub przed czym się powstrzymywała.
Mężczyzna milczał, przyglądając się temu, co wyrzuciła z torebki.
Próbował zrozumieć, po co jej to wszystko. Według niego rzeczy nie miały
ze sobą logicznego związku. Każda z nich była z innej parafii.
- Wiem, że to wygląda żałośnie - odezwała się, jakby odczytując jego
myśli.
- Czy ja wiem. Kobiety tak lubią.
Barwa jego głosu przeszywała, a zarazem pobudzała. Dlatego znowu
przywołała w myślach lidera zespołu Guns N' Roses. Dawno nie słyszała u młodego mężczyzny takiej chrypki.
- Znawca kobiet? - zapytała, ale w tym pytaniu nie kryła się
uszczypliwość.
- Raczej obserwator - wyjaśnił i wrócił do tematu bałaganu, który wypadł
z jej torebki. - Przynajmniej jesteś przygotowana na każdą okoliczność.
- Wskazał na tusz do rzęs, obok którego leżał flakonik perfum,
nadgryziony batonik, długopis, kolorowa bransoletka, do połowy
opróżniona butelka wody i książka z zagiętym rogiem okładki.
- Wiek niewinności - przeczytał tytuł z okładki.
- Czytałeś? - zainteresowała się.
- Nie - odparł nonszalancko. - Fajne?
- Pouczające - rzekła oględnie, po czym wyjaśniła. - Właśnie się tu
przeprowadziłam. - Wypiła drugiego szota - Normalnie nie jest tak źle. -
Wskazała głową na galimatias. Oszukiwała siebie i jego. Lubiła duże
torebki, do których mogła ciągle coś dorzucać, a potem dźwigała masę
niepotrzebnych rzeczy.
- Jasne - odparł, uśmiechając się.
Kobieta zatrzymała na nim wzrok na kilka sekund. Chciało się na niego
patrzeć, emanował z niego luz, który się jej spodobał.
- Skąd się tu wzięłaś? - zapytał, tym razem patrząc na walizkę, która
była średniej wielkości jak na przeprowadzkę.
- Teraz to myślę, że z innego świata - odpowiedziała zagadkowo. Nie
znała go i nie chciała, aby cokolwiek o niej wiedział. - Ty jesteś stąd?
- przekierowała uwagę na niego.
- Tak - przytaknął, ponownie przeczesując palcami włosy do tyłu. Było w tym geście coś uwodzicielskiego.
- To może wiesz, czy daleko jeszcze na Podgórną 6?
Miała nadzieję, że jest niedaleko od mieszkania, które od teraz miało
być jej domem. Zanim się rozpadało, GPS pokazywał, że jest w pobliżu.
- Ze dwieście metrów - oświadczył. Odetchnęła z ulgą. Nieźle. - Mogę cię
podprowadzić - zaproponował.
Kobieta niekontrolowanie się skrzywiła. W połączeniu z nadal rozmazanym
makijażem dało to komiczny efekt.
- Pomogę z walizką - przekonywał.
- Dzięki, ale poradzę sobie sama - oznajmiła, zgarniając do torebki
rzeczy ze stolika.
- Boisz się? - Spojrzał na nią szelmowsko.
Musiała przyznać, że był typem, któremu nie chciało się odmawiać. Ale
Ted Bundy też był przystojny i czarujący, a kobietom, które zdecydowały
się na jego towarzystwo, wyjątkowo się to nie opłacało.
- Widzieli nas tutaj ludzie, a na ulicy jest monitoring. Nie opłacałoby
mi się robić ci krzywdy - nie rezygnował. - Jestem Igor - powiedział i podał jej rękę.
Zawahała się, ale odwzajemniła gest.
- Anka.
- Świetnie, to możemy powiedzieć, że się znamy - uśmiechnął się, a barman ponownie postawił przed nimi kolejny kieliszek z alkoholem.
Anka usiadła, wpatrując się w ustawione szoty.
- Co zrobisz z tym tatuażem, jeśli ci się znudzi? - odezwała się po
chwili milczenia, wskazując na wytatuowaną dłoń mężczyzny.
Pytała nie dlatego, że jej się nie podobało to, co widziała. Motyw,
który miał na dłoni, był interesujący i precyzyjnie wykonany. Niczym
małe dzieło sztuki. Zresztą w dzisiejszych czasach tatuaż nie był czymś
nadzwyczajnym. Co druga osoba mijana na ulicy miała malunek na ciele.
Interesowało ją, jak ktoś może być na sto procent pewien, że to, co
sobie wytatuował, będzie chciał oglądać do końca życia. Nigdy nie czuła
chęci posiadania tatuażu. Uważała go za rodzaj biżuterii, której nie
można zmienić, i to było dla niej niekomfortowe.
- Dlaczego miałby mi się znudzić? - odpowiedział pytaniem. - Nie
wykonałem go przez przypadek. - Przechylili kieliszki. - A w ostateczności mogę nosić rękawiczki - zażartował.
Niemniej jednak nadal nie uzyskała satysfakcjonującej ją odpowiedzi.
- No tak, kto by nie chciał mieć kruka na dłoni, który zostanie do
grobowej deski - skomentowała sarkastycznie, a on się zaśmiał.
Dawno nie rozmawiał z nikim na ten temat. Ostatni raz takie wątpliwości
w stosunku do jego tatuażu wyraziła starsza siostra jego matki.
- W pracy nie mają nic przeciwko? - nie odpuszczała.
- Nie żyjemy w pierwszej połowie dwudziestego wieku - stwierdził z nieznikającym rozbawieniem. - Dlaczego tatuaż miałby mi przeszkadzać w pracy? - Anka wzruszyła ramionami. - Posiadanie tatuażu nie wpływa na
myślenie czy działanie.
Skinęła głową, uznając, że ma rację, ale była jednocześnie pewna, że
nikt by ją na to nie namówił.
- Są ludzie, którym tatuaże źle się kojarzą i mogą się uprzedzać do
ciebie - zawyrokowała.
- Nie mam wpływu na to, co o mnie pomyśli każda spotkana osoba -
oznajmił. - Dla ciebie to problem?
- Nie, dlaczego? - Tym razem to ona odpowiedziała pytaniem. - Zapytałam
z ciekawości.
- Rób to, co chcesz, a będziesz szczęśliwa - podsumował.
Anka chciałaby umieć myśleć w ten sposób.
Wrzuciła ostatnie drobiazgi do torebki i zamierzała podejść do baru, aby
uregulować rachunek.
- Już zapłacone - oświadczył Igor.
- Szkoda - rzuciła, a on spojrzał na nią pytająco. - Teraz będę musiała
się zrewanżować.
Igor ponownie się zaśmiał. Kobieta była interesująca. Nie chciała go na
siłę rozbawić czy mu zaimponować. Była szczera, i to w rozbrajający
sposób.
- Może będziesz chciała, a nie musiała. - Natychmiast zaczęła się
zastanawiać, czy nie jest to sposób na podryw, którego nie znała. -
Chcesz już iść?
Przytaknęła.
Podniósł się i pociągnął walizkę za rączkę, uniósł rękę w geście
pożegnania do barmana i ruszył do wyjścia.
Anka szła za nim, więc mogła mu się przyglądać. Był dobrze zbudowany, a idealnie dobrane do sylwetki spodnie ładnie podkreślały kształt jego
pośladków. Skarciła się za te myśli. Był młody, widziała to, więc
poczuła się nieswojo.
Przez chwilę szli w milczeniu.
- Dlaczego się tu przeprowadziłaś? - zagaił rozmowę.
- Dostałam pracę - podała wyjaśnienie najbanalniejsze z banalnych.
- Musi to być dobra praca, skoro zdecydowałaś się na to miasto -
stwierdził lekko.
- Dla mnie w sam raz - odpowiedziała oględnie.
- Nie jesteś gadatliwa - zauważył z uśmiechem.
- Przepraszam, ale jestem zmęczona - oznajmiła. - Następnym razem będzie
inaczej.
- Świetnie, czyli będzie następny raz - powiedział z entuzjazmem.
Anka nie zareagowała, bo nie wiedziała, co miałaby odpowiedzieć, aby go
nie zachęcać, ale też nie urazić.
Stanęli przed niewielkim blokiem, który miał dwie klatki i cztery
piętra.
- Na którym piętrze mieszkasz?
- Na pierwszym.
- A wiesz, w której klatce? - ponownie zadał pytanie.
- W pierwszej.
- To chodźmy. - Pociągnął walizkę za rączkę.
Nawet nie zdążyła zaoponować.
Igor bez większego trudu niósł po schodach jej bagaż. Anka miała do
siebie pretensje, że ledwo znalazła się w nowym miejscu, to już musiała
skorzystać z czyjejś pomocy. Miała zacząć od zera ze świadomością, że da
sobie radę.
- Numerek? - zapytał, obracając się w jej stronę.
Anka poczuła na policzkach rumieniec. Dopiero po chwili dotarło do niej,
że Igor pyta o numer mieszkania, i znowu skarciła się w myślach, że jest
beznadziejna.
- Osiem - odparła, kiedy tylko odzyskała rezon.
Mężczyzna stanął przed drzwiami o tym numerze, a Anka schyliła się do
doniczki, która stała z boku drzwi, i podniosła ją, wyjmując klucze.
- Myślałem, że to działa tylko w filmach - rzucił z rozbawieniem.
- Dzięki za pomoc - powiedziała, przejmując od niego rączkę walizki.
- Ale że co? Nie zaprosisz mnie? - Udał oburzonego. - A jeśli w środku
czai się zboczeniec, bo też wiedział o tych kluczach? Wejdę, sprawdzę i tyle.
- Miły jesteś, ale miałam męczący dzień. Chciałabym się rozpakować i wziąć gorącą kąpiel - zakomunikowała.
- Dobra, kapuję. Byłem potrzebny tylko jako tragarz. - Zrobił smutną
minę.
- Sam się wyznaczyłeś na tę funkcję - odpowiedziała. Nie zamierzała mu
ulec, mimo że był ujmujący. - Bardzo mi pomogłeś, dzięki.
Nie zwlekając, weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Czuła się
głupio, że tak postąpiła. Młody mężczyzna był miły, ale nie chciała
wchodzić z nikim w żadne relacje. Nie po to uwolniła się z więzów, aby
ponownie wplątać się w coś, co na pierwszy rzut oka nie miało większego
sensu. Chciała się teraz skupić na sobie, zamierzała odetchnąć i złapać
równowagę.
Rozglądała się po mieszkaniu. Miało trzydzieści pięć metrów kwadratowych
i było idealne. Wynajęcie go załatwiła przez Internet i nie wiedziała,
czego może się spodziewać, ale wszystko było zgodne z opisem. Uzgodniła
z wynajmującym, że uzupełni przed jej przyjazdem lodówkę, za co
oczywiście zapłaciła mu dodatkowo.
Dlatego dla pewności otworzyła lodówkę i z zadowoleniem zobaczyła, że
było tam wszystko, o co poprosiła. Sięgnęła po butelkę wina. Musiała się
napić. Cztery szoty wypite w pubie tylko trochę ją rozluźniły.
Nalała sobie pełny kieliszek i usiadła na drewnianym zdobionym krześle
przy kuchennym stole. Upiła łyk i odetchnęła.
Teraz zależała sama od siebie. To było zdumiewające. Czuła obawę, ale i podekscytowanie. Od dawna nie odczuwała takich emocji. Przez ostatni
czas miała wrażenie, że niczego nie czuje. Teraz planowała otrząsnąć się
z tego odrętwienia.
Nie wiedziała, co przyniesie przyszłość, ale miała nadzieję, że ciężar,
który teraz czuła, minie.
9 czerwca 2022, czwartek, Kraków
Po południu jako pierwsza do domu wróciła Amelia. Nie poszła do
dentysty, bo mama po nią nie przyjechała. Co prawda trafiłaby do
miejsca, do którego chodziła od dziecka, ale wewnętrzny niepokój, jaki
czuła z powodu braku kontaktu z matką, nie pozwalał jej kontynuować
kolejnych zaplanowanych na dzisiaj działań.
Dlatego postanowiła zaraz po szkole wrócić do domu, aby sprawdzić, czy
matka wróciła. Może się nie odzywała, bo zepsuł się jej telefon lub
zapomniała go naładować? Szukała wyjaśnień, nawet tych najbardziej
nierealnych.
Próbowała nakłonić brata, aby wrócił z nią, ale ją wyśmiał. Powiedział,
że ma plany i nie zamierza ich porzucać, bo matka coś odpierdala. Nadal
był zły o to, że zepsuła mu poranek i możliwość dotarcia na trening. Od
początku czwartej klasy był kapitanem drużyny piłkarskiej i traktował tę
funkcję poważnie. Dawała mu władzę w szkole. On i jego kumple rządzili,
a do tego dziewczyny ustawiały się do niego niemalże w kolejce. Status,
który miał w szkole, liczył się dla niego najbardziej. Amelia odnosiła
wrażenie, że możliwość pokazywania dominacji stała się dla brata
priorytetem i treścią każdego dnia. Lubił zaznaczać swoją pozycję i na
każdym kroku upokarzał innych.
Dzisiejsze popołudnie miał zaplanowane, najpierw trening, a potem knajpa
z chłopakami. Stwierdził, że matka jest dorosła i również ma prawo do
własnych planów. On nie mówił jej o wszystkim, więc wychodził z założenia, że ona też nie musiała. Co prawda wkurzyła go rano, bo przez
nią zawalił trening i dietę. Jednak tę sprawę postanowił załatwić
wieczorem, kiedy wróci do domu.
Po wyjściu ze szkoły Amelia nie mogła skontaktować się z ojcem, a kiedy
zdecydowała się zadzwonić do jego biura, sekretarka poinformowała ją, że
skończył pracę i wyszedł na tenisa. Najwyraźniej nie czuł takiego
niepokoju jak ona. Ale nie powinna się dziwić, brat i ojciec byli do
siebie podobni.
Amelii nie pozostało nic innego, jak wrócić do domu uberem. Mieszkali w sporej odległości od centrum, w którym chodziła do szkoły.
Po przekroczeniu progu domu od razu zaczęła nawoływać:
- Mamo, jesteś? Mamooo!
Jedyną żywą istotą, która przyszła się z nią przywitać, był pies,
Snajper.
- Gdzie jest pani, piesku, gdzie? - odezwała się do zwierzaka, a on
wesoło pomerdał ogonem.
Otworzyła mu drzwi, pozwalając wyjść na podwórko. Pies nie sikał od
rana.
Następnie stanęła przed wieszakiem, na którym wisiały marynarki, a pod
nimi była półka z torebkami. Zaczęła się przyglądać, zastanawiając się,
czy czegoś brakuje. Złapała się na tym, że kompletnie nie wie, w czym
mama na co dzień chodzi. Niby znała te ubrania z widzenia, lecz gdyby ją
teraz ktoś zapytał, którą marynarkę najczęściej wybiera, to nie byłaby w stanie powiedzieć. Dlatego nie mogła się zorientować, czy brakuje
jakiejś marynarki lub konkretnej torebki.
Zaczęła chodzić po domu, sprawdzając na spokojnie, czy mama jednak nie
zostawiła kartki lub informacji, co planuje na dziś. Cisza w domu tylko
podsycała jej lęk. Nigdy nie była w domu sama. Zawsze kiedy wracała,
mama czekała i nawet jeśli nie miała ochoty na rozmowę z nią, to miała
świadomość, że jest. Dziś pierwszy raz czuła się tu jak w obcej,
niemalże wrogiej przestrzeni.
Sprawdziła kuchnię, salon, taras, piwnicę i nawet garaż, w którym
niezmiennie stało auto matki. To było zaskakujące. Mama nigdzie nie
ruszała się bez samochodu.
Po upływie pół godziny Amelia zrezygnowała z dalszych poszukiwań. Nie
znalazła nic, co by jej podpowiedziało, gdzie jest mama i co może robić.
Cały czas wahała się, czy nie zadzwonić do cioci Celiny albo do Marii
Luli, najlepszej przyjaciółki mamy od czasów podstawówki. Ale po namyśle
postanowiła, że z tą decyzją poczeka na ojca. Tata miał rację - ciocia
Celina zrobiłaby z tego aferę. Znowu zaczęłaby oskarżać ojca, że to jego
wina, bo nie interesuje się niczym, co ma związek z życiem jego rodziny.
W ciągu ostatniego czasu Amelia była świadkiem wielokrotnych kłótni ojca
z siostrą matki. Ciotka Celina miała w nosie to, kim on teraz jest.
Znali się wiele lat i ciotka pozwalała sobie wobec niego na szczerość,
na którą nikt inny by się nie odważył.
Nastolatka nie wiedziała, jakie wyjście byłoby najlepsze, ale nie
chciała kolejnej rodzinnej awantury. Brakowało jej wspólnego czasu z bliskimi, który kiedyś mijał zabawnie i przyjemnie. Miała w pamięci
imprezy z dzieciństwa, na których wszyscy się dobrze bawili, byli
uśmiechnięci, lecz to minęło i teraz spotykali się tylko wtedy, kiedy
było to niezbędne.
Wzięła z lodówki napój i poszła do swojego pokoju, aby poszukać sukienki
na imprezę na zakończenie roku szkolnego, którą organizował jej chłopak
Bastian w przyszłym tygodniu. Musiała wyglądać idealnie. Bastian lubił
się nią chwalić. Chodziła z nim od pół roku. Był najlepszym kumplem jej
brata. Nie czuła się zakochana. Uważała, że trudno go kochać. Był taki
jak Borys, wydawało mu się, że wszystko mu się należy, bo jego starzy są
bogaci. Mimo że relacja z nim nie była tym, czego pragnęła, trzymała się
go. Związek z nim dał jej istotne i pożądane miejsce na szczycie
łańcucha popularności w liceum. Nie zamierzała być pierwszoklasistką,
która jest tłem popularnego brata. Przez osiem lat podstawówki uchodziła
za szarą mysz i miała tego dość. Liceum miało być jej nowym rozdziałem,
a brat i jego kumpel stali się przepustką do licealnego raju sławy.
W tym roku jej życie wyglądało zupełnie inaczej niż wcześniej. Teraz
była liderką grupy, otaczały ją atrakcyjne dziewczyny ze szkoły. Każda z nich musiała mieć odpowiedni status materialny, aby Amelia nie musiała
się zastanawiać, czy którąś z koleżanek będzie stać na atrakcje i gadżety, które wymyślała. Większość dziewczyn w szkole zazdrościła jej i jej koleżankom popularności, co dawało nastolatce wielką satysfakcję.
Mimo że niespecjalnie lubiła dziewczyny, z którymi przebywała. Według
niej nie były zbyt mądre ani interesujące i robiły tylko to, co ona
proponowała. Nie miały własnej inicjatywy, stały się więc marionetkami w jej rękach. Szybko się zorientowała, że może nimi manipulować dla
własnych celów.
Wykreowała osobę, którą tak naprawdę nie była. Tylko w domu, w zaciszu
swojego pokoju mogła być nadal cichą i skromną dziewczyną.
Mama widziała te zmiany i się martwiła. Przez całą pierwszą klasę
regularnie próbowała z nią rozmawiać na temat Bastiana czy koleżanek, z którymi się zadawała. Mama miała szósty zmysł i znała ją jak nikt inny.
Dlatego dostrzegała, że to wszystko było udawane, a Amelia tak naprawdę
nie czuła się szczęśliwa. Nie słuchała matki, nie chciała rozmawiać,
więc nauczyła się szybko i konkretnie ucinać rozważania rodzicielki.
Opryskliwość i obojętność - w ten sposób uciekała od Oli, która nie
umiała reagować na niespodziewany bunt córki. Amelia dostrzegała, że z każdym dniem i z każdą rozmową słabnie w matce chęć do szukania z nią
porozumienia. Oddalały się od siebie z winy Amelii. Dziewczyna zdawała
sobie z tego sprawę. Była niemiła dla matki i celowo zniechęcała ją do
rozmów.
A gdy wsparcie zapewniał jej Borys, a robił to często, mama była na
straconej pozycji.
Amelia czuła wyrzuty sumienia, że nie powinna tak mówić i tak się
zachowywać względem mamy, która zawsze stała po jej stronie i była
gotowa ją wysłuchać. Teraz postanowiła, że się zmieni. Te ostatnie
godziny bez matki wydawały się nastolatce niepokojące.
Po dwudziestej wrócił Borys. Amelia usłyszała jego krzyki, bo tak jak
ona po powrocie do domu nawoływał matkę.
- Nie wydzieraj się, mamy nie ma - oświadczyła, stojąc przy balustradzie
na pierwszym piętrze.
- Jak to nie ma? - zdziwił się.
Nie brał pod uwagę, że do wieczora kobieta nie wróci.
- Martwię się - powiedziała, schodząc do brata. - Telefon ma wyłączony,
jej auto stoi w garażu, nie ma żadnej notatki, aby gdzieś się wybierała
- podsumowała. - Nie wiem, co robić - jęknęła, a będąc już na dole,
spojrzała w oczy brata.
Od razu się zorientowała, że znów coś brał. Taki był z niego wielki
sportowiec, a ciągle chodził czymś naszprycowany. Ona na imprezach też
nie stroniła od używek, których Bastian zawsze miał pod dostatkiem, ale
branie codziennie uważała za ryzykowne i głupie.
- Nic. - Wzruszył ramionami. - Przyjdzie ojciec, to niech on się buja -
stwierdził bez grama emocji. - Jest coś do żarcia?
- Nie wiem, zobacz w lodówce - odparła, ruszając za bratem do kuchni.
Zawsze kiedy wracali do domu, mama robiła im posiłek. Nawet nie mieli
pojęcia, co jest w lodówce, bo to nie oni zajmowali się zakupami.
Otworzył lodówkę i chwilę przyglądał się wnętrzu. Było wypełnione
jedzeniem. Borys sięgnął po jeden ze swoich jogurtów.
- Nic sobie nie kupiłeś za kasę od ojca? - zapytała, widząc, jak
łapczywie pochłania napój.
- Nie miałem czasu na jedzenie, byłem zajęty - odpowiedział.
- Ćpaniem? - rzuciła ze słyszalną niechęcią.
Borys spojrzał na nią rozbieganym wzrokiem.
- A chuj ci do tego! - zakomunikował w końcu. - Bastek załatwił nowy
towar, dla ciebie też ma.
- Jeśli będziecie brać codziennie, to w końcu ktoś się kapnie, zrobi wam
testy i wylecicie z drużyny - przedstawiła czarny scenariusz.
- Nikt nas nie tknie.
Jego pewność siebie doprowadzała ją do szału. Czasem miała nadzieję, że
kiedyś ktoś utrze mu nosa.
W tej właśnie chwili usłyszeli wjeżdżające na podwórko auto. Spojrzeli
na siebie z przekonaniem, że to matka wraca, mimo że jej samochód stał w garażu, o czym oboje wiedzieli. Ruszyli w stronę drzwi wyjściowych, a kiedy znaleźli się na zewnątrz, zobaczyli audi ojca.
Jak na niego to była wczesna pora. Rzadko wracał do domu przed
dwudziestą drugą. Dziś musiało go tu ściągnąć to samo co ich.
- Nie wróciła? - domyślił się, widząc ich przed drzwiami.
Amelia pokręciła głową.
- Dziwne - przyznał. - Nie dzwoniła do was?
Teraz oboje pokręcili przecząco głowami.
- Co zrobimy? - zapytała nastolatka, przyglądając się ojcu z nadzieją,
jakby mógł sprawić, że matka wróci.
- Zadzwonię do babci - zdecydował, mijając ich w progu.
- To może ja do cioci Marii? - zaproponowała Amelia.
- Nie, najpierw babcia - stwierdził Emil. - Nie róbmy zamętu na pół
miasta.
- Tato, mamy nie ma od rana, nie uważasz, że zamęt jest wskazany? -
postawiła się mu nastolatka. - Nie martwisz się?
- Może coś jest na rzeczy - przyznał. - Ale zapewne wyjaśnienie jest
proste i nie ma sensu jeszcze uruchamiać całej rodziny - odpowiedział. -
Najpierw babcia, a potem pozostali - powtórzył.
Rzucił skórzany neseser na fotel w salonie, nalał sobie do ozdobnej
szklanki whisky, usiadł, upił łyk i dopiero wtedy wybrał numer do
teściowej. Amelia czuła poirytowanie, że przeciąga moment rozmowy z osobą, która mogła im rozjaśnić sytuację. Jakby od niej coś zależało, to
skontaktowałaby się z babcią już rano. Od samego poranka nic nie było
takie, jak powinno. Już wtedy powinni podjąć jakieś działania, zrobić co
w ich mocy, aby spróbować dowiedzieć się, czy ktoś z najbliższych wie,
gdzie może być mama.
Emil poczekał dwa sygnały, aż teściowa odbierze.
- Szczęśliwy dzień, zięć do mnie dzwoni - powitała go melodyjnym głosem.
Zawsze odzywała się do niego z zaskakującym entuzjazmem. Emil wiele razy
się zastanawiał, czy teściowa nie jest nim bardziej zainteresowana niż
żona.
- Czemu zawdzięczam telefon?
- Jest u ciebie Ola? - przeszedł od razu do rzeczy.
Z teściową od samego początku był na ty, tak sobie życzyła. Twierdziła,
że wtedy czuje się młodziej.
- Nie - odparła. - Nie widziałam jej kilka dni - dodała.
- A rozmawiałaś z nią dziś? - pytał dalej.
- Nie, wczoraj rano dzwoniła.
- Nie mówiła ci, czy ma coś gdzieś do załatwienia? - rzucał kolejnymi
pytaniami.
- Do załatwienia? - powtórzyła. - Ola ciągle ma coś do załatwienia,
prowadzi dom - przypomniała. - A co się stało?
- Od rana nie ma jej w domu - wyjaśnił krótko, zdając sobie sprawę z tego, że tyle teściowej nie wystarczy. - Zaspaliśmy, bo nas nie
obudziła. Nie było jej w domu, kiedy wstaliśmy. Telefon ma wyłączony,
samochód stoi w garażu, no i nadal jej nie ma.
- I dzwonisz do mnie dopiero teraz?
Reakcja kobiety była do przewidzenia i nikogo nie zdziwiła.
- Myślałem, że miała coś z rana do załatwienia i kiedy wrócę wieczorem
do domu, to już będzie - tłumaczył.
- Musiało się stać coś złego - oświadczyła teściowa zatroskanym głosem.
- Nie zakładajmy od razu najgorszego... - chciał ją uspokoić, ale
przerwała mu ostro.
- To nie jest typowe zachowanie Oli.
- Miewała nietypowe zachowania - rzucił oględnie, ale teściowa
zrozumiała, o co mu chodzi.
- Nie chrzań, wiesz, że to był jednorazowy incydent - stanęła w obronie
córki. - I było to dawno - dodała. - Nie zostawiła żadnej kartki? -
wróciła do głównego tematu.
- Jakby zostawiła, to dzwoniłbym i pytał, czy coś wiesz? - stawał się
protekcjonalny.
- Trzeba zawiadomić policję - trzymała się swojej myśli.
- Tylko co im powiem? - głośno myślał, dopijając drinka.
Amelia przysłuchiwała się rozmowie, choć słyszała tylko to, co ojciec
mówi. Niemniej jednak domyśliła się, co proponowała babcia.
- Nawet nie wiem, od kiedy jej nie ma - dodał.
- Widziałam ją wczoraj po południu. Była, kiedy wróciłam ze szkoły -
odezwała się nastolatka.
- Ama mówi, że wczoraj po południu była w domu - przekazał teściowej. -
Nie jestem pewny, czy policja potraktuje takie zgłoszenie poważnie.
Nastolatce zdawało się, że ojciec bagatelizował zniknięcie mamy.
- A ty, kiedy ją widziałeś? - zapytała Helena.
Tym razem usłyszał w jej głosie oskarżycielski ton. Chwilę się
zastanowił.
- Wczoraj rano.
- Dlatego już masz podstawy, aby to zgłosić - przekonywała, a on bił się
z myślami. Nie chciał wyjść na panikarza. - Chyba możesz skorzystać ze
swoich znajomości z komendantem Krzywańskim. Nie powinien ci odmówić.
- Odmówić to mi nie odmówi, ale czy nie zrobię z siebie durnia, to nie
wiem - rozważał. Sytuacja była nietypowa, tego był pewien. Ale Ola była
dorosła, teoretycznie nie musiała ich informować o każdym swoim ruchu.
Chociaż zwykle to robiła. Jeśli nie dzieci, to Helena wiedziała, gdzie
jest i co robi. A dziś nikt nie miał zielonego pojęcia, dlaczego jej nie
ma.
- Nie widziałeś żony od ponad dwudziestu czterech godzin! Masz prawo do
niepokoju - odparła stanowczo. - Ama potwierdzi, że Ola nigdy tak się
nie zachowuje. Ty też o tym wiesz. - Emil milczał, pijąc drugiego
drinka. - Jak długo zamierzasz czekać, dzień, dwa? A jeśli coś się stało
i czas ma kluczowe znaczenie? Kto jak nie ty powinien wykorzystać swoje
znajomości - zaczynała panikować. - Jeśli ty tego nie zrobisz, to ja
zadzwonię! - oświadczyła w końcu.
- Dobra, zadzwonię do Krzywańskiego - zapewnił.
Nie był zadowolony, że będzie musiał skorzystać z tej znajomości. Wolał,
aby komendant wojewódzki był mu winny przysługę, a nie na odwrót. Ale co
było robić. Wiedział, że córka i teściowa nie odpuszczą, więc musiał
podjąć działania.
- Daj mi znać, co powie i jaką pomoc zaproponuje - poprosiła teściowa i rozłączyli się.
- I co? - zapytała z nadzieją Amelia.
- Dzwonię do Krzywańskiego, trzeba to zgłosić na policję - oświadczył i dopił drinka do końca.
- Na policję - pisnęła Amelia i spojrzała na brata.
Wydawał się obojętny, ale nastolatka wiedziała, jak umie się bawić z kolegami. Wiele razy była świadkiem, ile różnych środków odurzających
brat łykał w trakcie wieczoru. A to, że nic mu się nie działo, to był
cud.
- To dobry pomysł, mama zawsze jest w domu rano i wieczorem. Dlatego coś
tu nie gra - podkreśliła raz jeszcze.
Odetchnęła z ulgą, że reakcja babci przekonała ojca, że to najwyższy
czas, aby zacząć działać na poważnie.
Wybrał numer do komendanta, którego znał od wielu lat. Razem grali w golfa, spotykali się na różnych eventach. Byli w dobrej komitywie, był
więc pewny, że mężczyzna nie odmówi mu pomocy. Zwłaszcza że też znał Olę
i darzył ją sympatią. Zresztą jak wszyscy ich znajomi.
9 czerwca 2022, czwartek, Słupsk
Igor chwilę stał przed drzwiami. Był przekonany, że Anka żartuje i zaraz
je otworzy, zapraszając go do środka. Jednak tak się nie stało.
Był zaskoczony, a zarazem rozbawiony. Coś takiego mu się jeszcze nie
przytrafiło. Kobiety go lubiły. Zwykle po krótkiej rozmowie był pewien,
że każda jego propozycja zostanie przez nie zaakceptowana. Większość
kobiet, którym okazywał zainteresowanie, szybko przechodziła do
flirtowania albo konkretnych propozycji o zabarwieniu erotycznym.
Anka zachowała się inaczej, i to go zastanowiło. Przecież nie zrobił
niczego innego niż zwykle, a mimo to wydarzenia potoczyły się odmiennie,
niż zakładał.
Poczuł zaskoczenie takim obrotem sprawy. Nie wiedział, czy wynikało ono
z faktu, że został odrzucony, czy dlatego, że liczył na inny koniec tego
wieczoru.
Wrócił do Antraktu, gdzie barman zrobił wielkie oczy na jego widok.
- No co? - rzucił z udawaną obojętnością, przeczesując palcami włosy do
tyłu. Była to syzyfowa praca, bo kosmyki od razu wracały na twarz. -
Pomogłem jej znaleźć adres, którego szukała, i wniosłem walizkę.
Jego głos miał inną barwę niż zwykle. Osoba, która go znała, mogła się
zorientować, że to gra.
- Nie mów, że cię spławiła?
Barman od razu wyczuł tę zmianę w głosie i patrzył wyczekująco na Igora.
Młody mężczyzna chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć, ale nie
wytrzymał.
- Spławiła - stwierdził z takim samym niedowierzaniem jak barman.
- Haha, tego jeszcze nie grali. - Wybuchnął śmiechem brodacz, a Igor
zerknął na zegarek.
- Dochodzi dwudziesta trzecia, co tu robić?
- Chata czy Oktagon? - podpowiedział pytająco barman.
- Nie znoszę tej imprezowni - westchnął Igor.
- Jak się puka małolaty, to trzeba za nimi nadążać - roześmiał się
brodacz.
Igor cmoknął z niezadowoleniem. Barman znał go od dawna i wiedział, że
Igor preferuje młodsze od siebie dziewczyny. Osiemnasto- lub
dwudziestoletnie, nie starsze. Według niego z młodymi dziewczynami było
mniej zachodu niż z kobietami w jego wieku. Wystarczyło siedem lat
różnicy, a oczekiwania kobiet diametralnie się zmieniały. Te w jego
wieku zaczynały myśleć o stabilizacji, stałym związku, pewnej pracy,
własnym mieszkaniu i perspektywie wspólnej przyszłości. Stawały się
poważne, a zabawa kończyła się wtedy, kiedy one uznały, że tak ma być.
Igorowi się nie spieszyło do ostatecznych deklaracji. Na razie nie
wyobrażał sobie, aby ktoś mógłby go zainteresować na całe życie. Tyle
kobiet chodzi po świecie, że wiązanie się z jedną było ograniczaniem
siebie i swoich możliwości. Miał swoje hobby, które go pochłaniało, i pracę, którą uwielbiał. Nie chciałby rezygnować z luzu i swobody. Niby
od kilku miesięcy umawiał się z dwudziestojednoletnią dziewczyną, ale
jeśli nadarzyła się okazja, aby zabawić się z inną, to z niej korzystał.
Uważał, że ma świetne życie, a jeśli tylko przyjdzie mu ochota, aby
założyć rodzinę, to nie będzie miał z tym żadnego problemu. Chętnych
kobiet na takie plany było na pęczki.
- Gaja tam bryluje z tymi rozchichotanymi dziuniami - powiedział z niechęcią.
Nie darzył sympatią jej koleżanek. Według niego były nudnymi pozerkami.
Udawały, że są takie jak Gaja. Były jej dwórkami, które ślepo za nią
podążały.
- To zostaje chata w samotności - podsumował słusznie barman.
Igor skrzywił się. Rzadko wracał do domu sam. Wieczór w samotności
uważał za zmarnowany. Dlatego musiał się przełamać i iść do Oktagonu,
znaleźć Gaję i przekonać ją, aby wróciła z nim do domu. Wiedział, że nie
będzie to łatwe, gdyż w przeciwieństwie do niego lubiła ten dyskotekowy
lokal. Była tam królową parkietu. Zwracała na siebie uwagę i mogła
liczyć na spore zainteresowanie. Przykuwała spojrzenia innych i była w swoim żywiole.
Lubił ją, bo poza tym, że była ładna, to nie spinała się drobiazgami,
była wyluzowana i naprawdę niezła w łóżku.
Mimo że miała dopiero dwadzieścia jeden lat, była doświadczona w relacjach z mężczyznami.
Jako nastolatka wygrała konkurs miss nastolatek w ich województwie. Od
tego momentu nie mogła odpędzić się od składających jej przeróżne
propozycje mężczyzn. Starzy, młodzi, brzydcy, ładni, każdy liczył na jej
uwagę, a ona umiała korzystać z atutów, jakimi obdarzyła ją natura. Była
oryginalnie atrakcyjna. Chociaż według Igora przesadzała z makijażem i odważnym strojem. Nie potrafiła dopasować wyglądu do okoliczności.
Dlatego kilka razy musiał wysłuchać od swojej matki, co myśli o Gai i jej negliżu w trakcie niedzielnego rodzinnego obiadu.
Igor poznał Gaję przez Internet, kolega podesłał mu jej profil na
Instagramie. Napisał do niej, nie mając stuprocentowej pewności, że
odpisze, bo kumpel twierdził, że różnie z nią bywa.
Nie odpisała od razu, musiał poczekać kilka dni, aby dostać od niej
wiadomość zwrotną.
Na pierwsze spotkanie przyszła ubrana w kusą bluzeczkę bardziej
przypominającą ozdobny biustonosz, czarne obcisłe lajkrowe legginsy i wysokie szpilki. Igor od razu zauważył, że nie było mężczyzny, który by
się za nią nie obejrzał. Podobało mu się, że inni zazdroszczą mu
towarzystwa tak atrakcyjnej kobiety.
Gaja była influencerką, co na początku Igorowi się podobało, gdyż
uważał, że mądrze wykorzystuje swoje atuty. Nieźle na nich zarabiała i w wieku dwudziestu jeden lat była niezależna finansowo. Choć liczyła, że
to Igor będzie za nią wszędzie płacił i obdarowywał drogimi prezentami.
W zamian za to nie grała niedostępnej.
Jednak z biegiem czasu Igor zorientował się, że dziewczyna jest
uzależniona od mediów społecznościowych. Relacjonowała niemal każdą
chwilę z życia, oczywiście reklamując przy tym przeróżne produkty, które
otrzymywała od sponsorów, za wysokie wynagrodzenia.
Po niedługim czasie zaczął go drażnić brak prywatności. Gaja żyła w świecie wirtualnym, a kiedy się z niego wyłaniała, nie reprezentowała
już sobą nic ciekawego.
Oczywiście mógłby zakończyć z nią znajomość, lecz prawda była taka, że
razem stanowili opłacalny duet. Ludzie ich lubili, chcieli ich oglądać,
bo marzyli, aby wieść takie samo życie. Dzięki temu, że Igor często
pokazywał się w relacjach Gai na Instagramie czy na TikToku, jego zespół
znacznie częściej koncertował. Dlatego gdyby teraz zdecydował się
zakończyć znajomość z dziewczyną, mogłoby to dać nieciekawy efekt. A zbyt długo pracował na to, by ludzie chcieli słuchać jego muzyki.
- Zamawiam ubera i wbijam do Oktagonu - zdecydował. Jego wybór nie
zdziwił barmana.
Igor chciał sobie wynagrodzić odrzucenie przez nieznajomą. Czuł niemiłe
zaskoczenie zachowaniem Anki, a mimo to był ciekawy, czy jeszcze ją
spotka. Może to typ kobiety, której trzeba poświęcić więcej czasu? Nie
mieściła się w strefie jego standardowego zainteresowania, bo na pewno
miała więcej niż dwadzieścia lat, ale go zaintrygowała. Zwłaszcza że do
tej pory sądził, że może poderwać każdą kobietę.
Krótko potem, przez otwarte drzwi pubu, dostrzegł, że zatrzymuje się
zamówione przez niego auto. Pożegnał się drugi raz tego wieczoru z barmanem i wyszedł z klubu.
Dziesięć minut później wysiadł z ubera i wszedł do Oktagonu. Był to nowy
budynek, który od kilku miesięcy uchodził za jedną z najmodniejszych
dyskotek w mieście. Miejsce było idealne na wyrywanie młodziutkich
kobiet na jednorazowy seks. Igor wiele razy przekonał się, jakie to było
proste. Przychodziły tu głównie młode dziewczyny, dokładnie takie, jakie
go interesowały. Proste, nieskomplikowane, dające się w łatwy i banalny
sposób zbajerować. Podczas gdy Gaja się bawiła, publikując relacje na
stories, on poznawał inne dziewczyny. Lubił z nimi rozmawiać, łatwo było
im zaimponować. Wystarczyło kilka szablonowych komplementów oraz
wspomnienie, że ma własną kapelę rockową, a zafascynowanie dziewczyn
stawało się namacalne. Nie musiał wiele robić, aby osiągnąć swój cel.
Gaja rzadko zwracała uwagę na jego skoki w bok. Wiedziała, że jeśli
będzie chciała wyjść z klubu, to Igor porzuci każdą inną, aby to z nią
spędzić noc.
Zresztą również nie stroniła od mężczyzn. Lubiła być adorowana i podziwiana. Nie oczekiwała od Igora deklaracji, że zostanie z nią do
grobowej deski. Uważała, że świetnie się razem bawią i to było
najważniejsze. Igor był przystojny, miał świetny zespół, interesującą
pracę i pochodził ze znanej w Słupsku rodziny. Dla niej był idealną
partią, która zwiększała liczbę jej followersów i oglądalność materiałów
w mediach społecznościowych. Liczyły się lajki, to było to, co ją
nakręcało. Kiedy było ich więcej, niż oczekiwała, czuła się jak
uskrzydlona. A wielokrotnie przekonała się, że jeśli w relacji lub na
zdjęciu jest z nią Igor, to może liczyć na podwójną liczbę polubień.
Igor wszedł do klubu. Pomimo że był czwartek, panował w nim duży tłok, w przeciwieństwie do Antraktu, z którego właśnie wyszedł. Rozglądnął się
dookoła i był pewien, że nie będzie miał problemów ze znalezieniem Gai.
Zazwyczaj zajmowała ona tę samą lożę ze swoimi koleżankami.
Ruszył w znanym kierunku. Mijał rozbawione, lekko podpite dziewczyny.
Patrzyły na niego pożądliwie. Część z nich znała go zapewne z Instagrama, stanowił więc dla nich wzór atrakcyjnego lokalnego
celebryty. Kobiece spojrzenia nie były dla niego nowością, ale dzisiaj
nie zwracał na nie uwagi. Jego głównym celem było odnalezienie Gai i powrót do domu, aby uprawiać z nią seks. Musiał rozładować napięcie, a influencerka była do tego idealna.
Zbliżając się do loży, zobaczył ubraną w pomarańczową, odblaskową
sukienkę Gaję. Lecz kiedy się jej przyjrzał, nie miał wątpliwości, że
nazwanie tego czegoś, co miała na sobie, sukienką, było nadużyciem. Były
to strzępki materiału, które tylko fragmentarycznie zakrywały biust i pośladki. Nie miał wątpliwość, że dziewczyna otrzymała ją od któregoś z młodych projektantów. Gaja nie kupowała ubrań. Wszystko otrzymywała w zamian za reklamę. Według Igora niektóre stroje nie nadawały się do
wyjścia, ale Gaja za każdym razem udowadniała, że się mylił. Dla niej
nie stanowiło problemu pokazanie części biustu, nóg czy pośladków.
Wszystko było na sprzedaż.
Z daleka zauważył, że dziewczyna trzyma komórkę odwróconą ekranem w swoją stronę. Jak zawsze relacjonowała etapy zabawy.
Kiedy go zauważyła, odwróciła telefon w jego stronę i z radością
zawołała:
- Kochani! Spójrzcie, kto przyszedł.
Igor przyzwyczajony do takiego zachowania, pomachał do obserwujących, a Gaja wbiła się w jego usta namiętnym pocałunkiem, nie przerywając
nagrywania.
Zrobili obrót o trzysta sześćdziesiąt stopni z telefonem, po czym na
chwilę się wyłączyła.
- Gdzie byłeś do tej pory? - zapytała z nutą pretensji.
- W Antrakcie - odpowiedział, a ona zrobiła krzywą minę. Nie była fanką
pubu, według niej za mało się tam działo i nie miała o czym opowiadać
fanom. - Wpadłem po ciebie, wracamy do domu - oświadczył.
- Dopiero przyszedłeś - odparła z zaskoczeniem. - Zresztą właśnie
zamówiłam butelkę szampana. - Zrobiła słodką minę, a on westchnął.
- Pół godziny? - zaproponował. Musiał iść na kompromis, bo i tak w tym
momencie nie przekonałby jej do wyjścia.
- Pół godziny - potwierdziła i pociągnęła go za sobą w stronę loży.
- Cześć - rzucił do koleżanek Gai.
Były ubrane w podobny sposób jak ona.
Czasem zastanawiał się, czy Gaja wymaga od nich, żeby się do niej
dopasowywały, bo można było odnieść wrażenie, że są jej klonami.
Influencerka wlała mu do kieliszka szampana, mimo że on się sprzeciwiał.
Nie przepadał za tym trunkiem. Ale nie chciało mu się iść do baru po coś
innego. Zajęłoby to trochę czasu, a liczył, że niebawem uda im się razem
wyjść.
- Kiedy kolejny koncert? - zapytała, siadając obok niego czarnowłosa
koleżanka Gai.
- Wkrótce - oznajmił, aby ją zbyć.
Nie był zainteresowany rozmową z nią ani niczym innym. Zwłaszcza że była
wstawiona.
- Cool - powiedziała niewyraźnie, po czym znowu zadała pytanie: - Karmel
ma dziewczynę?
Mężczyzna, o którego zapytała, był jego przyjacielem z zespołu.
- Ma żonę - wyjaśnił.
Koleżanka Gai zrobiła zawiedzioną minę.
- Szkoda, bo jest naprawdę fajny - westchnęła, opierając głowę o jego
ramię, co mu się nie podobało.
- No, fajny - przyznał, delikatnie się odsuwając. - Dlatego możesz mu
zrobić loda, ale nic więcej.
Czarnowłosa zmrużyła oczy, sondując, czy Igor żartuje, czy nie. Rozmowy
z koleżankami Gai wywoływały w nim cyniczno-ironiczne podejście. Gaja
była ograniczona w celach życiowych do uzyskania jak największej
popularności w mediach społecznościowych, ale przynajmniej na tym
zarabiała. A jej koleżanki tylko ślepo za nią podążały, nie mając z tego
za wiele. Choć dzięki influencerce mogły zasmakować ekskluzywnego życia,
gdyż nie tylko uczestniczyły z nią w imprezach, ale i zabierała je na
różne wyjazdy, które otrzymywała od sponsorów. Nie lubiła być sama.
Musiała mieć poczucie, że jest liderką.
Jego sugestia co do Karmela była przekorna. Doskonale wiedział, że jakby
dziewczyna złożyła mu taką propozycję, to przyjaciel by ją wyśmiał.
Karmel i jego żona stanowili rzadki przypadek pary, która po dziesięciu
latach związku, w tym trzech latach małżeństwa, nie miała siebie dość.
Ale tylko dlatego, że Roma była inteligentna, zabawna i do tego zaradna.
Jej relacje z Karmelem zawsze były przyjacielskie. Od początku ustalili,
że nie chcą mieć dzieci, bo wystarczało im to, że są razem. Roma nie
była heterą sterczącą nad głową, mającą nieustannie o coś pretensje.
Igor ją lubił, pasowała do ich grupy.
- Chyba nigdy nikogo nie znajdę i umrę w samotności - wybełkotała
czarnowłosa, wypijając łapczywie kieliszek szampana.
Igor westchnął, to nie była osoba, z którą mógłby dyskutować o związkach. Jaśmina według niego była nudna, nie miała własnych
zainteresowań i starała się dostosować do innych. Próbowała być tym, kim
inni chcieliby, aby była.
Igor kilka razy przysłuchiwał się rozmowom Gai z jej koleżankami. Były
rozczarowujące. Dziewczyny same pozwalały na to, aby traktować je w niewłaściwy sposób, desperacko pragnąc mieć kogoś, kim mogłyby się
pochwalić. A później wieść lekkie i wystawne życie. Igor uważał, że poza
Gają jeszcze Felicja była warta uwagi. Ale dała się zdominować Gai i nie
miała szans, aby pokazać, jaką naprawdę ma osobowość. Była słaba, choć
nie głupia, a do tego ładna. Igor często się jej przyglądał, miała
pełniejsze kształty niż Gaja i nie malowała się tak ostro czy wyzywająco
jak jego dziewczyna. Jednak wiedział, że nie mógłby się nią
zainteresować ani przespać nawet raz, bo w tym przypadku influencerka
mogłaby tego nie przyjąć spokojnie, a na razie jej potrzebował. Dlatego
mógł tylko przyglądać się Felicji, podziwiając, jak jej kształtny biust
faluje w rytm muzyki.
- Masz dwadzieścia lat, jeszcze będziesz miała mnóstwo facetów - odezwał
się wbrew sobie, mając nadzieję, że dziewczyna się odczepi.
- Naprawdę tak myślisz? - jęknęła niezrozumiale.
- Jasne - przytaknął.
- Jesteś miły - wybuchnęła, dmuchając mu w twarz alkoholowym oddechem. -
Zawsze wiesz, co powiedzieć. Gaja ma szczęście - westchnęła.
- Pewnie - rzucił i wstał z miejsca.
Nie chciał z nią dłużej rozmawiać. Denerwowało go gadanie z ludźmi,
którzy go nie interesowali. Chciał już wrócić do domu.
Rozglądał się. Na parkiecie tańczyło dużo atrakcyjnych młodych kobiet.
Zaczął rozważać zagadanie do którejś i zaliczenie spontanicznie numerka
w toalecie. Nie wiedział, ile jeszcze będzie musiał czekać na Gaję, a wewnętrzne ciśnienie zaczynało dawać mu się we znaki.
- Jaśmina znowu upiła się na smutno - usłyszał przy uchu głos Gai.
- Wiem - przyznał.
- Zwijajmy się - oznajmiła, co Igor przyjął z entuzjazmem. - Podrzucimy
ją do domu, bo jeszcze gotowa z tej rozpaczy dać dupy byle komu -
oświadczyła.
Igor kiwnął głową. Dla niego najważniejsze było, że do pół godziny
znajdą się w domu i będzie mógł spuścić parę. Patrzył, jak Gaja
stanowczo przemawia do Jaśminy, a pozostałe dziewczyny przyglądają się
tej scenie w ciszy.
Zamówili dwa ubery - Igor, Gaja i Jaśmina pojechali jednym, a drugim
Felicja i Alisa.
W takich chwilach Igora nachodziła refleksja, że gdyby wybierał ciut
starsze kobiety, to nie musiałby uczestniczyć w takich dziecinnych
akcjach. Ale coś za coś. Świat był skonstruowany tak, że nie można było
mieć wszystkiego. Jeśli chciało się minimalnie angażować, to należało
iść na kompromisy w innych kwestiach.
Gaja też nie mogła się już doczekać, aż będą w mieszkaniu, bo kiedy
tylko usadowili się w samochodzie, jej dłoń spoczęła na jego udzie i co
chwilę wędrowała w górę, w stronę krocza. Kiedy spojrzał na nią,
uśmiechnęła się zadziornie, przygryzając dolną wargę. Poczuł przypływ
podniecenia i gdyby to było możliwe, kazałby wysadzić Jaśminę na poboczu
i od razu ruszyliby do niego. Ale niestety musiał poczekać na
zaspokojenie żądzy dziesięć minut dłużej. Przez to jego irytacja na
koleżankę influencerki wzrosła.
9 czerwca 2022, czwartek, Kraków
Godzinę później w salonie Wolskich na jasnej skórzanej kanapie siedziało
dwóch policjantów z wydziału dochodzeniowo-śledczego, przysłanych przez
komendanta.
Krzywański do wiadomości przekazanych mu przez Emila podszedł poważnie.
Nie zbagatelizował ich, ponieważ znał Olę i wiedział, że nie jest osobą,
która prowadzi rozwiązły tryb życia czy poznaje nowych ludzi i rzuca się
w wir zabawy. Wolskiego zaskoczyło, że komendant naprawdę przejął się
tym, co usłyszał, i zapewnił, że przyśle dwójkę najlepszych ludzi.
Przybyli mężczyźni wyraźnie nie byli zachwyceni, że musieli tu
przyjechać w środku nocy. Po wysłuchaniu komendanta mieli wątpliwości co
do potrzeby rozpoczęcia śledztwa i uruchomienia oficjalnych procedur. Co
prawda mitem było przekonanie, że aby zgłosić zaginięcie, musi upłynąć
doba od czasu, kiedy straciło się kontakt z poszukiwaną osobą. Dlatego
kiedy przełożony wydał wyraźne polecenie przyjrzenia się tej sprawie
natychmiast, policjanci starali się zachowywać profesjonalnie, mimo że
zakładali raczej rodzinne nieporozumienie.
- Kiedy widzieliście panią Aleksandrę ostatni raz? - zapytał młodszy z policjantów, podkomisarz Leon Zadura.
Amelia przyglądała mu się uważnie, bo jakby go spotkała na ulicy, nie
przyszłoby jej do głowy, że jest policjantem. Miał na sobie zwykłe
dżinsy, adidasy i podkoszulek z Simpsonami. Wyglądał zwyczajnie.
- Widziałam mamę jako ostatnia - odezwała się niepewnie, głaszcząc psa,
który trzymał na jej kolanach pysk. Widok policjantów wywoływał w niej
przejmujący strach. - Wczoraj po powrocie ze szkoły przed siedemnastą
mama była w kuchni. Weszłam, aby się napić.
- Czy rozmawiałyście?
- Niewiele, może jedno zdanie zamieniłyśmy - odparła i łzy stanęły jej w oczach. Przypomniała sobie, że była niegrzeczna wobec matki. Ola chciała
z nią porozmawiać o planach wakacyjnych, ale Amelia od razu ją zbyła,
informując, że nie ma zamiaru w tym roku jechać na rodzinne wakacje.
Chciała zostać w domu tak jak Borys. Dlatego nie słuchała, co mama miała
do powiedzenia. Nastolatka miała dość wyjazdów z matką i ojcem. Niby
zawsze było luksusowo, ale przez cały wyjazd panowało napięcie. Ojciec
bawił się z kolegami, codziennie pił, nie zwracając uwagi na nikogo
innego. Mama była smutna, choć udawała, że też się dobrze bawi. Od dawna
Amelia zastanawiała się, po co zabiega o te wyjazdy. Widziała przecież,
że przez cały wyjazd ma przyklejony uśmiech i nie może doczekać się
powrotu do domu, do swojej oazy.
- Czy mama zachowywała się jakoś inaczej? - kontynuował pytania rudawy
blondyn.
- Nie - odpowiedziała natychmiast, ale zaraz dodała niepewnie: - Chyba
nie.
Sama już teraz nie wiedziała, co ma sądzić o wczorajszej rozmowie. Może
mama była smutna, a ona to zignorowała. Próbowała sobie przypomnieć, ale
strach ściskał jej umysł.
- Nie mówiła o planach na wyjazd czy spotkanie z kimś? - włączył się
drugi z policjantów, inspektor Tomasz Najda.
Ten w ocenie Amelii prezentował się poważniej, choć również był ubrany w zwykłe ciuchy. Na pierwszy rzut oka było widać, że ich jakość jest
przeciętna.
- Gdybyśmy znali jej plany, to po co byśmy po was dzwonili? -
zripostował nieprzyjemnie Emil.
Jego postawa była wroga, jakby przybyli policjanci przyjechali utrudnić
mu życie.
- A pan kiedy widział lub rozmawiał z żoną ostatni raz? - od razu
zapytał starszy z policjantów.
- Widziałem ją i rozmawiałem wczoraj rano - odpowiedział zwięźle i precyzyjnie.
- A wczoraj wieczorem już jej pan nie widział? - upewniał się Najda.
- Nie, wróciłem późno - stwierdził. - Ola już pewnie spała.
- Pewnie? - uczepił się jednego słowa policjant.
- Żona sypia w swojej sypialni - wyjaśnił. - Często wracam późno i nie
chcę jej budzić. Tak jest wygodniej dla wszystkich.
- Rozumiem - rzucił policjant, ale zrozumiał tylko, że między małżonkami
nie układa się idealnie.
- A ty kiedy miałeś kontakt z mamą? - Spojrzał pytająco na Borysa, który
wydawał się nieobecny.
Amelia napięła się, mając nadzieję, że brat nie zachowa się w sposób
budzący podejrzenia i nie zdemaskuje się, że brał narkotyki. Znała go i wiedziała, że potrafi być agresywny i bezczelny. Różne narkotyki
działały na niego inaczej, a dzisiaj nie miała pojęcia, co zażył. Na
razie wydawał się ospały, co było lepsze niż częste wybuchy agresji,
które ostatnio miały miejsce.
Borys chwilę milczał, jakby zbierając myśli. Policjanci również trwali w ciszy, obserwując go.
- Wczoraj, ale nie wiem o której godzinie - odpowiedział obojętnie.
- Czy przychodzi wam na myśl ktoś, u kogo teraz mogłaby przebywać pani
Aleksandra? - Najda zadawał podstawowe pytania, ponieważ żadne z nich
nie mówiło, co do tej pory zrobili, aby dowiedzieć się, gdzie może być
ich krewna. Dlatego musieli wyciągać od nich informacje, jedna po
drugiej, choćby nawet najbanalniejsze. - Jakich ma przyjaciół?
- Mama najczęściej rozmawia i spotyka się z babcią, swoją siostrą Celiną
oraz z przyjaciółką Marysią - tłumaczyła nastolatka, po czym dodała: -
No i może z kimś ze stowarzyszenia dla samotnych matek, gdzie udziela
się jako wolontariuszka - podsunęła.
Policjanci natychmiast zorientowali się, że to nastolatka będzie ich
najlepszym źródłem informacji. Zdecydowanie najwięcej wiedziała o matce.
- Zapisz na kartce dane tych osób i numery telefonów do nich, jeśli
masz. Porozmawiamy z nimi. Może podpowiedzą, gdzie moglibyśmy szukać
pani Aleksandry - wyjaśnił Zadura i podał dziewczynie swój służbowy
notatnik z długopisem.
- Dzwoniliście po znajomych, szpitalach, miejscach, w których byłaby
szansa, że mogłaby być? - zapytał Najda.
To były pierwsze działania, które powinna wykonać rodzina, gdy nie może
skontaktować się z bliskim, z którym zwykle ten kontakt miała.
- Rozmawiałem z teściową i to ona namówiła mnie, żebym do was zadzwonił
- odezwał się Emil, pijąc bezceremonialnie drinka.
Czuć było, że to nie pierwszy.
- Pan był innego zdania niż teściowa w kwestii poszukiwań? -
zainteresował się Najda.
- Po prostu nie jestem pewny, czy nie jest za wcześnie, aby angażować w tę sprawę osoby trzecie - wyjaśnił.
Policjanci od razu zauważyli, że nastolatka zachmurzyła się na słowa
ojca.
- Czyli pani Aleksandra wcześniej znikała bez słowa? - dopytywał.
- Nie - znowu burknął nieprzyjemnie Emil. - Żona na co dzień zajmuje się
domem. Ma uporządkowane życie. Tylko od niedawna wymyśliła sobie bycie
wolontariuszką. Jest osobą, która wszystko planuje z wyprzedzeniem, więc
spontaniczne zachowania w jej wypadku nie wchodzą w grę. Niemniej jednak
to, że nie ma jej kilka godzin, nie oznacza, że wydarzyła się od razu
jakaś tragedia.
Najda przyglądał mu się, znał go z widzenia. Wolski był osobą publiczną
i czasem wypowiadał się na tematy związane z finansami w lokalnych
mediach. Nie budził sympatii. Wydawał się gburowaty, zarozumiały i trudny w relacjach.
- Czyli według pana stało się coś niespodziewanego, ale błahego? -
zainteresował się Zadura.
- Tak, raczej tak - odpowiedział Emil zwięźle. - Moja żona jest rozsądną
osobą.
- Dobrze byłoby się dowiedzieć, co pani Wolska mogła robić od
wczorajszego popołudnia - stwierdził Najda. - W jakiś sposób i kiedyś
musiała wyjść z domu.
- Może z tego stowarzyszenia ktoś do niej zadzwonił? - rzucił sugestię
Zadura. - I tam przebywa?
- Nawet jeśliby tak było, to mama do kogoś z nas by zadzwoniła. Zresztą
powiedziałaby, że wychodzi - odezwała się logicznie Amelia.
Czuła rosnący ciężar. W nastolatce szalały wyrzuty sumienia.
- Może telefon się jej rozładował - dodał Zadura, ale to była tylko
luźna teoria. - Próbowaliście do niej dzwonić i włącza się poczta?
- Tak i jest to dziwne - przyznała Amelia. - Tak jak to, że jej auto
stoi w garażu, więc jak by miała pojechać do stowarzyszenia?
To była kolejna trafna uwaga. Dziewczyna miała otwarty umysł.
- A czy pani Aleksandra nie nadużywa alkoholu? - zapytał Zadura i w obliczu milczenia rodziny zaginionej podjął dalsze wyjaśnienia. -
Gospodynie domowe, czasem zmęczone rutyną codziennych obowiązków,
sięgają nawet już przed południem po alkohol, aby czas im minął milej.
Nie czekają na wieczór, bo codzienność na rauszu wydaje się znośniejsza.
Policjant zauważył, że Wolski spogląda na córkę. Oczekiwał, że to ona
odpowie na to pytanie.
- Mama nie pije, dużo jeździ autem - zgodnie z przypuszczeniami
odpowiedziała nastolatka. - Nawet przy okazjach unika alkoholu, bo
zawsze jest kierowcą.
Leon pokiwał głową.
- I nie cierpi z tego powodu, że jest gospodynią domową. - To już była
jej subiektywna opinia, ale innej na tę chwilę nie mieli.
- Prosilibyśmy o aktualne zdjęcie pani Aleksandry - powiedział Najda,
spoglądając na Emila.
Mężczyzna oczywiście natychmiast spojrzał na swoją córkę. Amelia
włączyła telefon i przez chwilę przesuwała palcem po ekranie, aż w końcu
odwróciła go w stronę policjantów.
- To zdjęcie z urodzin mamy, były niedawno.
Patrzyli na atrakcyjną, obciętą na boba blondynkę, która uśmiechała się
dyskretnie do nich ze zdjęcia. Była delikatnie umalowana, miała subtelną
urodę.
- Prześlesz mi tę fotografię? - poprosił Zadura, a Amelia kiwnęła głową.
Poczekała, aż mężczyzna poda jej swój numer i wysłała.
- Czy pani Aleksandra ma znaki szczególne? Blizny, znamiona, tatuaże?
- Nie, nic takiego nie ma - odezwał się od razu Wolski.
- A sprawdzaliście, czy brakuje jakichś rzeczy mamy? - młodszy z policjantów skierował pytanie konkretnie do nastolatki.
- Nie wiem - jęknęła. - Przeglądałam wieszak w przedpokoju, ale mama ma
dużo ubrań. I nie wiem, czy czegoś brakuje.
Niewiele wiedzieli o bliskiej im osobie. Już na starcie było wiadomo, że
aby odnaleźć Aleksandrę Wolską, policjanci będą musieli wykonać całą
pracę samodzielnie.
- A może pani Aleksandra ostatnio gorzej się czuła? Na coś chorowała?
Czasem ludzie zaczynali się zachowywać nieracjonalnie, bo dopadała ich
choroba i nie umieli sobie z nią poradzić. Mogły też pojawiać się
zaburzenia psychiczne, o których rodzina nie wiedziała.
- Nie sądzę, ale zapytam teściową - odparł Emil, siadając w fotelu po
tym, jak nalał sobie kolejnego drinka.
- Też z nią porozmawiamy - zapewnił Najda.
- Czyli naprawdę nie macie żadnego pomysłu, co mogło się wydarzyć?
- Nie - odezwała się ponownie dziewczyna.
- Rozumiem - stwierdził Zadura. W tym momencie policjanci nie mogli nic
więcej zrobić. - Na razie możemy przyznać tej sprawie poziom trzeci
poszukiwań - oświadczył. - Dotyczy on osoby, co do której nie jest
możliwe ustalenie przyczyn lub okoliczności zaginięcia, z którą brak
kontaktu, a jej zaginięcie nie jest związane z bezpośrednim oraz
uzasadnionym zagrożeniem dla jej życia, zdrowia lub wolności -
wyrecytował.
- Ale jej musiało się coś stać - upierała się Amelia. - Jakby było
inaczej, na pewno by odpisała na moje SMS-y.
- Rozumiem twoje obawy i strach - przyznał Zadura. - Ale jeszcze nie
mamy dowodów na to, że faktycznie stało się coś, co mogłoby świadczyć o tym, że mama jest w niebezpieczeństwie.
Nastolatka ze skrzywioną miną objęła się ramionami. Pies przyglądał się
jej czujnie, wyczuł napięcie.
- Gdyby żona wróciła do domu - zwrócił się do Wolskiego - proszę do nas
zadzwonić. - Położył na stole kartkę z numerem telefonu do siebie. - A jeśli nie wróci do rana, to skontaktujemy się ze wszystkimi osobami z listy. - Wskazał na papierek, który otrzymał od Amelii. - Natomiast
zaraz zlecimy sprawdzenie szpitali.
- W którym stowarzyszeniu pani Aleksandra jest wolontariuszką? - dopytał
jeszcze Najda, ale Emil nie znał odpowiedzi.
- Stowarzyszenie samotnych matek "Meduza" - wyrecytowała Amelia, a inspektor zapisał.
- Czy macie jeszcze coś do dodania na temat pani Aleksandry, co mogłoby
nam pomóc w poszukiwaniach?
Wolscy spojrzeli po sobie. Borys wzruszył ramionami, jakby było mu
obojętne, czy matka wróci, czy nie.
- Samo to, że jej nie ma, jest straszne - oświadczyła ze łzami w oczach
Amelia. - Tu jest jej miejsce, tu czuje się najlepiej.
- Zrobimy co w naszej mocy, aby dowiedzieć się, co się stało - rzucił
sztampowym tekstem podkomisarz Zadura. - Skontaktujemy się z wami jutro.
Ruszyli do wyjścia.
Do drzwi odprowadzała ich nastolatka. Wyglądała na szczerze przejętą.
- Nie martw się, będzie dobrze - pocieszył ją młodszy z policjantów,
choć nie miał zielonego pojęcia, co mogło się wydarzyć.
Dopiero kiedy wsiedli do zaparkowanego przy ogrodzeniu srebrnego
passata, Zadura się odezwał:
- Chujowo! Mąż gówno wie, syn nastrzelany, tylko córka do rzeczy -
podsumował. - Albo gdzieś poszła i coś ją po drodze spotkało, albo ktoś
ją z domu wyciągnął i coś się wydarzyło - analizował podkomisarz. -
Ludzie nie rozpływają się w powietrzu.
- Nooo, zgadza się - przyznał mu rację Najda. - Jeśli nie wróci do
jutra, to trzeba będzie z tego zrobić oficjalne zgłoszenie.
- Jak myślisz, co się mogło stać? - zapytał z czystej policyjnej
ciekawości Zadura.
- Oni twierdzą, że ona ciągle kibluje w domu, a to dobija. Może w tym
stowarzyszeniu kogoś poznała, zawrócił jej w głowie i się wyrwała -
teoretyzował.
- Ale to stowarzyszenie dla kobiet - przypomniał Zadura.
- Cholera wie. - Wzruszył ramionami Najda. - Wyraźnie w tej rodzinie
każdy skupia się na sobie, więc podejrzewam, że nie wiedzą wszystkiego,
co ona robi i z kim się spotyka.
- Racja, wiele razy to już przerabialiśmy - stwierdził Zadura i zmienił
temat. - Podrzuć mnie do domu. Może Anita jeszcze nie śpi i dokończymy
to, co zaczęliśmy przed telefonem komendanta.
- Chyba ci z nią dobrze idzie - oświadczył Najda.
- Taaa, wytrzymała miesiąc, ale jeśli częściej będzie tak jak dzisiaj,
to nie sądzę, aby została. Będzie jak zawsze - westchnął.
Miał trzydzieści pięć lat i na dłużej nie związał się z żadną kobietą,
gdyż każdej prędzej czy później zaczynał przeszkadzać jego nieregularny
tryb życia. A chciałby mieć kogoś, z kim będzie mógł miło spędzać wolny
czas. Może łatwiej byłoby, gdyby spróbował związać się z policjantką,
ale chciał jakiejś odmiany, kogoś, kto będzie miał inne życie niż on.
Pragnął czegoś, co pozwoliłoby mu oderwać się od brutalnego świata, w którym większość czasu spędzał.
- Moja żona przestała już liczyć na to, że będę kończyć pracę o siedemnastej - rzucił posępnie inspektor.
W przeciwieństwie do partnera od dawna miał żonę i dwójkę dzieci.
Małżonka była wyrozumiała, bo kiedy się z nim wiązała, wiedziała, jaki
ma zawód, ale bywały chwile, kiedy napięcie w niej sięgało zenitu i wtedy karała go milczeniem. Nie wyrzucała mu, nie miała pretensji, ale
milczała. Dziś obawiał się, że resztę wieczoru spędzi w ciszy.
* * *
Kiedy Amelia wróciła do salonu, brata już tam nie było, a ojciec nalewał
sobie kolejnego drinka.
- Zadzwonić do babci? Pewnie czeka na wiadomość - odezwała się.
- Sam do niej zadzwonię - odpowiedział tak, jakby chodziło o zwykłą
błahostkę.
Był już wstawiony, słyszała to. Od przyjścia do domu wypił z sześć, może
siedem drinków.
- Nie obchodzi cię, że mamy nie ma? - zapytała w końcu, nie mogąc
znieść, że jest tak obojętny.
- Obchodzi, ale co mam więcej zrobić? - Spojrzał na nią, miał już
szkliste oczy. - Zawiadomiłem policję, niech robią swoje.
Nastolatka czuła większą niż zwykle niechęć do ojca. Póki mama tu była,
to miała w dupie, jakie miał do nich nastawienie. Dziewczynie wydawało
się, że byli mu potrzebni tylko po to, aby na oficjalnych imprezach i zdjęciach dobrze wypadał. Zależało mu na tym, aby inni widzieli go jako
porządnego i godnego zaufania człowieka. A on był zwykłym egoistą. Dziś
dostrzegła to wyraźniej.
- Idę do pokoju mamy - oświadczyła. - Przeglądnę jej ciuchy, może się
zorientuję, czy czegoś brakuje.
Emil wzruszył ramionami, więc nie czekając, czy będzie miał coś do
dodania, ruszyła do pokoju, w którym matka od jakiegoś czasu nocowała.
Amelia znała prawdziwe powody, dla których mama przeniosła się do innego
pokoju. Rozumiała to, choć nigdy tego nie powiedziała głośno. Bała się,
że jawne poparcie matki sprawi, że ojciec odetnie ją od pieniędzy. A potrzebowała nieograniczonego źródełka, aby utrzymać swój status w szkole.
Weszła do przestronnego pokoju utrzymanego w jasnej tonacji. Panował w nim perfekcyjny porządek, jakby nikt na co dzień tu nie przebywał. Ola
lubiła, aby wszystko było na swoim miejscu.
Amelia nawet nie wiedziała, czego szukać lub co powinno budzić jej
zaniepokojenie.
Na dużym łóżku, na białej narzucie, koło dwóch pokaźnych poduszek leżała
ułożona w kostkę koszula nocna, a przy ramie łóżka stały puchate
pantofle. Amelia zdała sobie sprawę, że nigdy ich nie widziała na nogach
mamy. Raczej nie wchodziła do tego pokoju, nie miała ku temu powodów.
Otworzyła szafę i zaczęła przyglądać się zawartości. Ubrania były
poukładane równo, podzielone na trzy części według kolorów. Natomiast w czwartej części znajdowały się ozdoby i dodatki dopełniające stylizacje.
Ola na co dzień ubierała się na sportowo i wygodnie, ale miała też kilka
wyjątkowych sukienek.
Amelia przyglądała się ubraniom, było ich dużo. Zaczęła wyjmować jedną
rzecz po drugiej. Niemal każda była dla niej zaskoczeniem, jakby
widziała ją pierwszy raz. Choć prawda była taka, że sama także miała
dużo rzeczy i często łapała się na tym, że niektórych ubrań nie włożyła
nigdy.
Mama lubiła ubrania w jasnych kolorach, unikała czerni.
Amelia sięgnęła po piękną koktajlową sukienkę Dolce & Gabbana. To
była jedyna rzecz, którą rozpoznała, ale tylko dlatego, że mama miała ją
na sobie w trakcie urodzinowego przyjęcia, które urządzali niedawno.
Nastolatka przywołała w pamięci obraz mamy z tego wieczoru. Wyglądała na
szczęśliwą, promienną, a sukienka leżała idealnie, jakby dla niej
uszyta.
Amelia westchnęła. Tak wiele dałaby, aby mama stała tu obok.
Obiecała sobie, że jak tylko mama wróci, to nie będzie dla niej taka
wredna. Przestanie jej docinać, zbywać ją i traktować jak natrętną
muchę.
Wystarczył jeden dzień, aby zrozumiała, jak bez niej dom stał się pusty.
Borys i ojciec udawali, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje, ale to
kłamstwo. Mama zniknęła, a bez niej, jak już mogli się przekonać rano,
wszystko się sypało. To ona wiedziała, kto kiedy wstaje, co lubi, a czego nie. Ona znała ich rozkład dnia, woziła na zajęcia dodatkowe, na
wizyty lekarskie i inne wydarzenia. To Ola była osobą, która dbała o płynność ich życia. Zajmowała się ich sprawami, tymi podstawowymi, ale i dodatkowymi. A oni nawet nie wiedzieli, co mają w lodówce.
Amelia stała i patrzyła na oryginalną sukienkę, czując, jak łzy cisną
się jej do oczu. Przez ostatnie pół roku była okropna dla mamy, a teraz
oddałaby wszystko, aby móc usłyszeć pytanie, jak minął jej dzień. Mama
każdego dnia o to pytała, chociaż wiedziała, że nie zawsze doczeka się
odpowiedzi.
Ojciec o to nie pytał, bo nigdy go nie było.
Brata znosiła, bo zapewniał jej dobrą pozycję towarzyską w grupie
rówieśniczej. Ale miała go za palanta, który interesuje się tylko sobą.
Męczyła się z nim i z towarzystwem, które ją otaczało. Ale nie chciała
ich porzucić, zbyt dużą satysfakcję sprawiała jej świadomość, że ludzie
w szkole widzą ją jako autorytet modowy oraz każdy chciał dołączyć do
jej paczki. Wcześniej to ona marzyła, aby być częścią fajnej grupy
ludzi, którzy dobrze się ze sobą bawią. Teraz stała się liderką grupy,
ale nawet jej nie lubiła. Jednak w życiu zawsze było coś za coś,
wiedziała o tym.
Usiadła na łóżku i zaczęła się zastanawiać, co będzie, jeśli mama nie
wróci? Jak sobie poradzą bez niej? Jak dalej jej życie będzie wyglądać w domu z dwoma facetami, których ledwo tolerowała z racji tego, że byli
jej krewnymi?
Wbrew sugestii ojca postanowiła porozmawiać z ciocią Celiną. Była pewna,
że babcia już jej powiedziała, co się stało.
Siostra mamy była jedyną osobą, która mogła czuć to samo co ona.
13 czerwca 2022, poniedziałek, Słupsk
Dochodziła dziewiąta rano, kiedy Anka stanęła przed wejściem kancelarii
adwokackiej, w której za chwilę miała rozpocząć pracę. Denerwowała się,
to było dla niej coś nowego. Odzwyczaiła się od pracy dla kogoś i z kimś. Przez długi czas sama zarządzała swoim czasem, choć robiła wiele
rzeczy dla innych. Teraz miała pracować dla własnej korzyści i była to
przyjemna świadomość.
Trzy ostatnie dni uświadomiły jej, że podjęła słuszną decyzję, aby tu
przyjechać. Pierwszy raz od dawna weekend należał tylko do niej i mogła
robić to, na co miała ochotę.
Choć noce były trudne, budziła się zlana potem. Podświadomie bała się,
że przeszłość ją tu dogoni i to, co zaplanowała na dalszą część życia,
spali na panewce. Ale chciała dotrzymać niedawno złożonej obietnicy, że
nie podda się i nie zrezygnuje z walki o własne szczęście.
Najtrudniej było jej w pierwszą noc. Obudziła się nagle, a serce
kołatało jej jak szalone. Wizje, które ją nawiedzały w snach, zniszczyły
spokój. Potrzebowała chwili, aby dojść do siebie i przypomnieć sobie,
gdzie jest i dlaczego postanowiła diametralnie zmienić życie. Obawiała
się, że lęki będą do niej wracać każdej nocy. Jednak musiała sobie dać
czas, tego była pewna. Postanowiła, że stawi czoła nocnym marom.
W piątek wybrała się na zakupy, gdyż musiała kupić kilka rzeczy, o których zapomniała, pakując się w pośpiechu. Zjadła też przepyszny obiad
w wegetariańskim bistro i cieszyła się ciszą. Delektowała się stanem
lekkości, a piękna pogoda potęgowała zadowolenie z tego, że nie musi się
jeszcze nigdzie spieszyć.
Weekend zaś był według niej idealny. Czytała książkę, oglądała filmy i buszowała po Internecie bez konkretnego celu. Wypoczęła mimo kilku
nocnych pobudek.
Dziś szła do nowej pracy pełna pozytywnej energii, mimo że trema jej nie
opuszczała. Miała pracować na recepcji w kancelarii adwokackiej
"Lityński i wspólnicy".
Zanim aplikowała do kancelarii, przejrzała jej stronę i sprawdziła
opinie o niej. Kiedy upewniła się, że są najlepsi w Słupsku i cieszą się
renomą, zdecydowała, że chce pracować dla czwórki adwokatów, do których
należało to biuro. Wysłała CV i czekała jak na szpilkach, czy ktoś jej
odpisze. A kiedy dostała odpowiedź, że zapraszają ją na tydzień próbny,
już wiedziała, że to będzie jej nowe miejsce pracy.
Wzięła głęboki oddech i nacisnęła na klamkę, wchodząc do środka
przestronnego przedpokoju. Jej pojawienie się zostało natychmiast
zauważone przez młodą blondynkę z włosami do ramion.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - odezwała się, nie ruszając się zza
biurka.
- Dzień dobry, nazywam się Anna Nowak i...
Nie zdążyła dokończyć, bo urocza blondynka przerwała jej z entuzjazmem.
- O tak! Czekałam na ciebie. - Tym razem wyszła zza kontuaru, aby podać
jej rękę. - Agata Wit. Ze mną spędzisz ten tydzień.
Była szczupła, drobna i biła od niej pozytywna aura.
- Miło mi - odpowiedziała Anka.
- Jeszcze nie ma nikogo, więc chodź, pokażę ci, gdzie zostawić rzeczy.
Ruszyła w głąb pomieszczenia. Weszła do jednego pokoju. Był urządzony w prosty sposób, ale na pierwszy rzut oka zdawało się, że jest w nim
wszystko, czego potrzeba w miejscu pracy. Wieszak na ubrania wierzchnie,
szafki zamykane na zamek, niewielka kanapa, mały stolik, mikrofala i pokaźny ekspres do kawy.
- Tu możesz zostawić torebkę.
Wskazała jedną z szafek. Anka według sugestii włożyła do środka
przepastną torebkę, która dzisiaj nie była już wypchana tak, jak w dniu
przyjazdu. Na wieszaku powiesiła cienki trencz.
- Ekspres jest dla wszystkich pracowników kancelarii. A do naszych zadań
należy przygotowywanie napojów dla mecenasów i ich klientów - odezwała
się ponownie blondynka. - Później powiem ci, kto lubi jaką kawę, to
oszczędzi ci słuchania pretensji. - Anka skinęła głową. - Tutaj szafki
należą do nas, bo mecenasi mają własne w gabinetach. Raczej rzadko tu
wchodzą - mówiła płynnie, jakby opowiadała o tym przynajmniej już kilka
razy. - Poza mną i tobą pracuje tu też jeszcze Maciek, który jest
gońcem, i dwie panie sprzątające, ale one zwykle pojawiają się wtedy,
kiedy my wychodzimy. - Anka milczała i słuchała. Na razie nie miała
pytań. - Jeśli widzisz, że czegoś może zabraknąć: papieru do drukarki,
tuszu, kawy, długopisów, mleka, cukru czy innych rzeczy, które są
potrzebne na co dzień, zgłaszasz to Maćkowi - instruowała. - Maciek
niedługo będzie, to go poznasz. - Anka kiwnęła głową. - Wróćmy do
recepcji. - Wyszła z pomieszczenia, a Anka szła za nią. - Nie będziemy
pracować na zmiany, tylko razem - oświadczyła.
Ance to nie przeszkadzało. Wiedziała, że ma pracować od dziewiątej do
siedemnastej i to było dla niej najważniejsze. Wcześniej miała
nielimitowany czas pracy, co oznaczało, że prawie cały czas w niej była.
- Kancelaria ma coraz więcej klientów, dlatego jest coraz więcej spraw.
Powoli przestaję nadążać, więc pan Lityński zdecydował, że przyda mi się
druga osoba - uśmiechnęła się blondynka i podeszła do szafki, która
miała kilka długich szuflad zamykanych na zamek. - Tu są dokumenty spraw
prowadzonych przez wszystkich adwokatów. Każdy ma swoją szafkę. Dwie
ostatnie są na zakończone sprawy.
Anka od razu polubiła Agatę. Wydawała się zaangażowana w pracę, co było
miłą odmianą po ludziach, którzy odwalali tylko swoje zadania.
- Czasem też musimy szukać dodatkowych materiałów w Internecie -
powiedziała Agata i spojrzała na Ankę. - Radzisz sobie z netem?
- Tak - przyznała krótko, a Agata pokiwała głową z zadowoleniem.
- W komputerze są dane klientów, a drukarka jest podłączona pod sprzęt,
na którym pracujemy. - Wskazała rzeczy, o których mówiła. - Przy
stanowisku pracy możesz mieć prywatną komórkę, ale musi być wyciszona i nigdy nie korzystasz z niej, jeśli przy recepcji są klienci. - Znów
spojrzała na Ankę, która ponownie pokiwała głową. - O stroju nie muszę
mówić, bo widzę, że wiesz, w czym rzecz. - Anka włożyła granatowy
garnitur z białą klasyczną koszulową bluzką, a na nogach miała buty na
niewysokim obcasie. - Jakieś pytania?
- Coś powinnam wiedzieć o mecenasach, którzy tu pracują? - zadając to
pytanie, domyślała się, że Agata nie wszystko jej powie. Będzie musiała
zasłużyć na zaufanie, jeśli któryś był problematyczny.
- Ogólnie są w porządku - zaczęła Agata tak, jak się spodziewała Anka. -
Pan Lityński jest wymagający, ale sprawiedliwy. Jeśli pojawia się jakiś
problem, warto mu od razu o nim powiedzieć. Woli prawdę od mataczenia.
Spojrzała na Ankę, która jak już można było zauważyć, miała w zwyczaju
potwierdzać, że przyjęła do wiadomości przekazane informacje, kiwnięciem
głowy.
- Tamara Gabała i Hubert Dalecki to dawni studenci pana Lityńskiego.
Wiecznie ze sobą rywalizują, a oboje są naprawdę dobrzy - kontynuowała.
- Postaraj się na początku z nimi nie spoufalać. Lubią mieć świadomość,
że są tu ważniejsi niż my - ten rodzaj szczerości zaskoczył Ankę - lecz
to nieprawda, bez nas byłoby im o wiele trudniej, bo panowałby chaos -
uśmiechnęła się. - No i jest jeszcze Grzegorz Zacharski. Przyjaciel pana
Lityńskiego od czasów studiów. - Przerwała, zastanawiając się, co może
powiedzieć o mężczyźnie. - Nie przejmuj się, jeśli powie coś
dwuznacznego czy seksistowskiego. Jest niegroźny.
- Rozumiem.
- Jeśli sprawdzisz się przez ten tydzień i z nami zostaniesz, to
podzielimy się pracą. Każda dostanie po dwóch mecenasów - planowała.
- Był tu ktoś przede mną? - zapytała z ciekawości, a Agata ostentacyjnie
westchnęła.
- Dwie dziewczyny - przyznała. - Ale żadna nie przetrwała tygodnia -
oświadczyła. - Jednej nic się nie chciało, a druga nie zrozumiała, że to
praca, a nie rozrywka.
- Rozumiem.
- Jesteś małomówna? - dopytywała Agata.
- Na razie słuchałam. Powiedziałaś wszystko, co chciałabym wiedzieć -
odpowiedziała. - Jeśli będę potrzebować pomocy lub będę miała pytania,
to się odezwę - zapewniła.
- Świetnie, to zabierajmy się do pracy - zaproponowała Agata. - Niedługo
przyjdzie pan Lityński, ma spotkanie z klientką. Musimy mu przygotować
dokumenty. Zobaczysz, jak to się robi. - Anka przytaknęła.
Później już tylko słuchała dziewczyny z uwagą i przyglądała się, z jaką
skrupulatnością podchodziła do wszystkiego, co robiła. Anka szacowała,
że Agata może mieć nie więcej niż trzydzieści lat, a wydawała się nad
wyraz odpowiedzialna. Nowak w ostatnich latach miała okazję obserwować
młodych ludzi i jej zdanie na ich temat było raczej marne. Większość z nich była egoistami skupionymi na sobie. Byli przekonani o swojej
niezwykłości, że są stworzeni do rzeczy wyjątkowych, ale nic z tym nie
robili, tylko czekali, aż ktoś zauważy tę ich oryginalność. Zwykle też
nie przejmowali się złożonymi obietnicami. Byli niesłowni i nie można
było na nich polegać. Dlatego Agata i jej skrupulatność, dokładność i chęć sprostania oczekiwaniom pracodawcy mile zaskakiwały Ankę.
- Pan Lityński lubi mieć poukładane dokumenty chronologicznie. - Słowa
Agaty wyrwały Ankę z rozmyślań. - Ja robię zakładki z datami za pomocą
kolorowych karteczek - pokazała, a Anka się uśmiechnęła.
Ktoś mógłby pomyśleć, że praca sekretarki czy asystentki to nic
skomplikowanego i każdy mógłby taką pracę wykonywać. I niby była to
racja, ale asystentka, która lubi swoją pracę i nie uważa jej za okres
przejściowy w drodze do czegoś lepszego, to skarb.
- Podoba ci się ta praca? - zapytała nagle Anka.
- Tak - odparła Agata bez zwłoki. - Jest spokojna, zwykle jest miło,
dobrze płacą i mam blisko do domu. Czego chcieć więcej - uśmiechnęła
się, zakładając włosy za uszy.
- Dzień dobry.
Rozmowę przerwało pojawienie się szpakowatego mężczyzny w średnim wieku.
Anka wiedziała z Internetu, że to Tomasz Lityński, właściciel
kancelarii.
- Dzień dobry, panie mecenasie - powitała go Agata, a jego wzrok
powędrował w stronę Anki. - To jest Anna Nowak. Przyszła na tydzień
próbny - wyjaśniła blondynka, a mężczyzna podał rękę nowej pracownicy.
- Tomasz Lityński - przedstawił się, a Anka doceniła ten uprzejmy gest.
W końcu był wziętym adwokatem, który mógł na nią patrzeć z wyższością.
Uścisnęła mu dłoń. - Już ma pani plus za strój. Pani poprzedniczki
pomyliły pracę w kancelarii z pubem lub dyskoteką.
- Dziękuję, ale wiedziałam, gdzie rozpoczynam pracę - przyznała, a on
kiwnął głową.
Był mężczyzną w średnim wieku, ale zadbanym, o poprawnej i nienagannej
sylwetce. A kiedy mówił, tembr jego głosu miło brzmiał w uszach.
- Za piętnaście minut ma pan spotkanie z panią Sokołowską. Ania za
chwilę przyniesie potrzebne dokumenty i kawę.
- Dziękuję - odrzekł i zniknął za drzwiami prowadzącymi do jednego z pomieszczeń.
- Wydaje się w porządku - stwierdziła Anka.
- Jest w porządku i umie docenić, jeśli człowiek się stara - przyznała
Agata. - Chodź, pokażę ci, jak się robi kawę w tym ekspresie i jaką lubi
pan Lityński.
Pięć minut później Anka zapukała do drzwi gabinetu, w którym zniknął
mecenas, a kiedy usłyszała pozwolenie do wejścia, sprawnie znalazła się
w środku.
Postawiła kawę z boku na biurku, gdyż widziała, że mężczyzna ma przed
sobą rozłożone różne dokumenty.
Trzymaną pod pachą teczkę z papierami potrzebnymi na najbliższe
spotkanie położyła tak, aby mu nie przeszkadzać w pracy, którą
wykonywał, ale aby były w widocznym miejscu.
- Dziękuję - powiedział, a kiedy podniósł wzrok, zorientował się, że to
nie Agata, tylko Anka. - Pracowała pani już na takim stanowisku? -
zapytał, gdyż nowe osoby zwykle były nieporadne, zadawały wiele pytań, a czasami nie potrafiły samodzielnie myśleć.
- W poprzedniej pracy liczyła się dobra organizacja czasu. Plan musiał
być realizowany z dokładnością co do minuty - odpowiedziała, a Lityński
się jej przyglądał.
- Gdzie pani poprzednio pracowała?
- W wycieńczającej korporacji - odparła oględnie, licząc, że tyle
wystarczy. - Czas było coś zmienić. - Przyglądał się jej intensywnie,
jakby chciał ją prześwietlić.
- Cześć - dobieg ich męski głos z korytarza. W pierwszej chwili Anka
pomyślała, że to Maciek, o którym słyszała, ale zaraz zorientowała się,
że to nie jest goniec.
- Gdzie idziesz!? Ojciec będzie miał zaraz spotkanie - usłyszeli
protest Agaty.
- Agatka, luz, ja tylko na trzy minuty - rozbrzmiał męski głos, a Ankę
ścisnęło w żołądku.
- Cześć, mam krótką sprawę - zaczął od progu mężczyzna i zobaczył, że
Lityński nie jest sam. - Zaczynam wierzyć w przeznaczenie - oznajmił,
patrząc na Ankę, i podał jej rękę na powitanie.
- Znacie się? - zapytał mecenas z podejrzliwością.
- Poznaliśmy się przez przypadek. Igor pomógł mi z walizką, kiedy tu
przyjechałam - wyjaśniła powściągliwie.
To było wręcz nieprawdopodobne, że spotkała go ponownie, i to w nowym
miejscu pracy.
- Mój syn pomógł? - znowu zapytał ze zdziwieniem mecenas. Anka wyczuła
szyderczą nutę. - I niczego nie chciał w zamian?
- Niczego - odezwał się z triumfem Igor. - Zobaczyłem, że kobieta
potrzebuje pomocy, to pomogłem. Czy to takie dziwne?
Lityński spojrzał na syna w taki sposób, jakby chciał mu zakomunikować,
żeby sobie z niego nie żartował.
- Wspaniale, synu, czyli gdzieś tam w tobie są pokłady empatii -
ironizował Lityński.
Anka poczuła się nieswojo. Wyczuwała rodzaj osobistej rozgrywki między
ojcem i synem.
- Zostawię panów - oświadczyła i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Igor patrzył za nią z ożywioną miną.
- O co chodzi? - dopytywała zdezorientowana Agata.
- W sumie to nie wiem. - Wzruszyła ramionami Anka. - Kiedy przyjechałam
do Słupska, poznałam Igora. Padał deszcz i weszłam do jednego z pubów.
Był tam i mi pomógł z walizką. A potem znalazł ze mną adres, pod którym
mieszkam - wyjaśniła, nie sądząc, że w tej krótkiej historii jest coś
niezwykłego.
- Aha - rzuciła Agata.
W tej jednosylabowej odpowiedzi dało się usłyszeć zdziwienie.
- Coś nie tak? - zapytała, nie rozumiejąc reakcji Lityńskiego ani nowej
koleżanki.
- Gdyby chodziło o kogoś innego, to luz, ale to Igo. - Skrzywiła się
przepraszająco, robiąc pauzę. Musiała przemyśleć, jak zwięźle i dyplomatycznie ująć to, co chciała wyrazić. - Znam go od dawna.
Chodziłam z nim do liceum i dzięki niemu mam tę pracę. I wiem, że u niego zawsze jest coś za coś.
Anka słuchała z uwagą. Nie była pewna, czy powinna wysnuć wnioski, które
nasuwały się same.
- Za załatwienie ci tu pracy oczekiwał seksu? - musiała się upewnić.
- Niby nie - oświadczyła. - Ale tak się skończyło - przyznała ciszej. -
Było fajnie, nie narzekam, choć bez kontynuacji. Szkoda, ale mam idealną
pracę - uśmiechnęła się.
Anka zmrużyła oczy. Nie potrafiła wyczuć, czy to tylko maska, czy Agata
naprawdę nie przejmuje się, iż została wykorzystana i traktuje to jak
miłą przygodę. Anka miała skromne doświadczenie z mężczyznami. Dlatego
gdyby ją spotkała taka sytuacja, to czułaby żal do Igora. Wiedziała, że
świat się zmienił od czasów, kiedy miała dwadzieścia kilka lat.
Obserwowała relacje młodych ludzi. Emocje był u nich na drugim planie.
Priorytetem było zaspokojenie fizyczne. Ciało było do wykorzystania, a uczucia i psychika tylko ciążyły. Nie mogło jednej ze stron zacząć
zależeć, bo wtedy druga już czuła, że się dusi i zaczynała się obawiać
utraty swobody oraz niezależności. Świat uległ transformacji do tego
stopnia, że bycie miłym dla drugiej osoby groziło odrzuceniem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki