Moje trzy po trzy - Emil Karewicz

Reflow text when sidebars are open.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Teatr Aktorów Województwa Gdańskiego, Sopot
1947 Boudain, Medor, Henryk Malin, reż. Wanda Jarszewska
1947Cień, Dario Niccodemi, reż. Hanna Hałacińska
Teatr Wybrzeże, Gdynia
1948 Antoś, kelner, Klub kawalerów, Michał Bałucki, reż. Stefan Orzechowski
Teatr Wybrzeże, Gdańsk
1949 Preston, Harry Smith odkrywa Amerykę, Konstanty Simonow, reż. Stefan Drewicz
1949 Fernand, Lato w Nohant, Jarosław Iwaszkiewicz, reż. Stefan Orzechowski
Teatr im. Stefana Jaracza, Łódź
1950 Borys Wiktorowicz Krucztylin, Zielona ulica, Anatol Surkow, reż. Iwo Gall
1950 Roman, Odwety, Leon Kruczkowski, reż. Iwo Gall
1950 Malinowski, Dom otwarty, Michał Bałucki, reż. Leon Łuszczewski
1950 Fabian, Wieczór Trzech Króli, William Shakespeare, reż. Iwo Gall
1950 radca policji, Sprawa Pawła Eszteraga, Sandor Gergely, reż. Konrad Łaszewski
1950 Czernienko, Rodzina, Iwan Popow, reż. Iwo Gall
1951 Andrzej, Granica (Rubikon), Flora Bieńkowska, reż. Iwo Gall
1951 Truffaldino, Sługa dwóch panów, Carlo Goldoni, reż. Włodzimierz Kwaskowski
1952 Osip, Rewizor, Mikołaj Gogol, reż. Łapiński Stanisław
1953 Capignac, Bonaparte i Sułkowski (Znaki wolności), Roman Brandstaetter, reż. Leon Łuszczewski, Konrad Łaszewski
1954 Andrzej, Sprawiedliwi ludzie, Kazimierz Brandys, reż. Czesław Staszewski
1954 Poldek, Imieniny pana dyrektora, Zdzisław Skowroński, Józef Słotwiński, reż. Czesław Staszewski
1954 Franciszek, Zbójcy, Fryderyk Schiller, reż. Czesław Staszewski
1955 Bryndas, Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale, Wojciech Bogusławski, Jan Stefani, reż. Barbara Kilkowska, Tadeusz Cygler
1955 Józef, Ballady i romanse, Aleksander Maliszewski, reż. Leon Łuszczewski
1955 Gieorgij Stepanowicz Lichomskij, Człowiek z teką, Aleksiej Fajko, reż. Bożena Radziszewska
1956 Obieżyświat, Sędzia w potrzasku, Henry Fielding, reż. Czesław Staszewski
1957 Konstanty Farfuridi, Zgubiony list, Caragiale Ion Luca, reż. Sică Alexandrescu
1958 Gospodarz, Ksiądz, Wesele, Stanisław Wyspiański, reż. Stefania Domańska
1958 Olszewski, Lekkomyślna siostra, Włodzimierz Perzyński, reż. Karol Borowski
1959 Piotr Bezuchow, Wojna i pokój, Lew Tołstoj, Karol Borowski, reż. Jerzy Walden
1960 Eddie, Widok z mostu, Artur Miller, reż. Roman Sykała
Teatr Nowy, Łódź
1960 Oktawiusz Cezar, Juliusz Cezar, William Szekspir, reż. Kazimierz Dejmek
1961 Brown, Opera za trzy grosze, Bertolt Brecht, reż. Jakub Rotbaum
1961 Maksym Warrawin, Sprawa, Aleksander Suchowo-Kobylin, reż. Bohdan Korzeniewski
Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza, Warszawa
1963 Rougier, Marie-Octobre, Julien Duvivier, Henri Jeanson, Jacques Robert, reż. Janusz Warmiński
Teatr Dramatyczny, Warszawa
1966 Mares, Romulus Wielki, Friedrich Dürrenmatt, reż. Ludwik René
1966 Emanuel Lutz, Meteor, Friedrich Dürrenmatt, reż. Ludwik René
Teatr Ludowy, Warszawa
1967 Mamont Dalski, Droga przez mękę, Aleksiej Tołstoj, reż. Jerzy Rakowiecki
1968 De Saint-Val, Fanszetka z szałamają, Wojciech Bogusławski, reż. Jerzy Rakowiecki
1968 Lapkin-Tiapkin, Rewizor, Mikołaj Gogol, reż. Jan Bratkowski
1968 Pantalone, Księżniczka Turandot, Carlo Gozzi, reż. Stanisław Bugajski
1969 Bednar, Ucieczka z wielkich bulwarów, Jarosław Abramow-Newerly, reż. Jan Kulczyński
1970 Geront, Łotrostwa Skapena, Moli?re, reż. Bohdan Korzeniewski
1970 policjant Szauwa, Kaukaskie kredowe koło, Bertolt Brecht, reż. Piotr Piaskowski
1971 Jakub Szela, Turoń, Stefan Żeromski, reż. Roman Kłosowski
1971 Bluntschli, Żołnierz i bohater, George Bernard Shaw, reż. Kazimierz Rudzki
1971 Tadeusz, Śniadanie u Desdemony, Janusz Krasiński, reż. Piotr Pawłowski
1972 Janusz, Pan Jowialski, Aleksander Fredro, reż. Jan Kulczyński
1973 pułkownik Manfred hr. Giers, Bezimienne dzieło, Stanisław Ignacy Witkiewicz, reż. Jan Kulczyński
1974 arcykapłan Albufakir, Izkahar król Guaxary, Wojciech Bogusławski, reż. Jan Kulczyński
1974 Prezes, Wariatka z Chaillot, Jean Giraudoux, reż. Lech Wojciechowski
Teatr Nowy, Warszawa
1975 Mecenas, Adwokat i róże, Jerzy Szaniawski, reż. Mariusz Dmochowski
1975 Pontus, Misja, Henryk Bardijewski, reż. Mariusz Dmochowski
1975 generał żandarmerii Fryderyks, Sąd nieostateczny, Jan Koecher, reż. Wojciech Zeidler
1977 Pagatowicz, Grube ryby, Michał Bałucki, reż. Lech Wojciechowski
1978 Żubr, Senat szaleńców, Janusz Korczak, reż. Wojciech Zeidler
1978 Szymon Kossakowski, Horsztyński, Juliusz Słowacki, reż. Mariusz Dmochowski
1979 Łopot, Opresje, Henryk Bardijewski, reż. Wojciech Zeidler
1979 Spodek, Sen nocy letniej, William Shakespeare, reż. Bohdan Korzeniewski
1979 Kalifaktor, Pułapka
1980 Pietruszyn, Żywy trup, Lew Tołstoj, reż. Wojciech Zeidler
1980 Ambroży Jenialkiewicz, Wielki człowiek do małych interesów, Aleksander Fredro, reż. Mariusz Dmochowski
1981 Romek, A deszcz wciąż pada, Józef Kuśmierek, reż. Mariusz Dmochowski
1981 Iwan Wasiliewicz Łomow, Oświadczyny, Antoni Czechow, reż. Wieńczysław Gliński
1981 Doktor Östermark, Ojciec, August Strindberg, reż. Bogdan Michalik
1982 Motyliński, Klub kawalerów, Bałucki Michał, reż. Mariusz Dmochowski
1982 Stomil, Tango, Sławomir Mrożek, reż. Bohdan Cybulski
1983 Dr Benson, Mroki, Bogusław Schaeffer, reż. Bohdan Cybulski
Teatr im. Stefana Jaracza, Olsztyn
2004 Oskar Tellmann, Podróż do Wenecji, Vik Bjorg, reż. Józef Skwark
Teatr Nowy, Łódź
2005 Kalmita, Chłopcy, Stanisław Grochowiak, Marek Pasieczny
1950 Georg, Warszawska premiera
1951 sierżant, Owe dni
1951 porucznik Zaliwski, Młodość Chopina
1953 agent policji, Żołnierz zwycięstwa
1954 żandarm niemiecki, Guziki
1955 dowódca hajduków, Podhale w ogniu
1955 Małe nadzieje
1956 Melonek, komisarz policji, Nikodem Dyzma
1956 porucznik Mądry, Kanał
1956 Jasiczka, prowokator NSZ, Cień
1957 Konstanty, Spotkania
1957 Pieloch, Skarb kapitana Martensa
1957 Gienek, kelner, Pętla
1957 powstaniec przesłuchujący Dzidziusia, Eroica
1958 Zawadzki, Ósmy dzień tygodnia
1958 sierżant Giżycki, Ostatni strzał
1958 lotnik niemiecki w boi ratunkowej, Historia jednego myśliwca
1958 Tadek Warszawiak, Baza ludzi umarłych
1959 hauptmann Grimm, Biały niedźwiedź
1960 oficer MO, Zbieg
1960 Dominik, Spotkania w mroku
1960 Władysław II Jagiełło, Krzyżacy
1960 Kazimierz Bielas, Historia współczesna
1961 lekarz niemiecki, Świadectwo urodzenia
1961 Kurt Zumpe, Dziś w nocy umrze miasto
1962 oberleutnant Weber, Na białym szlaku
1963 barman Jurek, członek bandy, Ostatni kurs
1963 Andrzej Klimecki vel Garlicki, Yokmok
1964 rektor Kroll, Rosmersholm
1964 kapitan Wąsowicz, Niski pułap
1964 Jantar, Kwatery
1965 Hermann Brunner, Stawka większa niż życie - spektakl telewizyjny, odcinki: Kryptonim Edyta, Okrążenie, Koniec gry
1965 Nikodem, Przygoda z Agnieszką
1965 Douglas, Maria Stuart
1966 kombatant, Wieczór przedświąteczny
1966 Berendt, Przyznaję się do winy
1966 Attilio, Pocztówka z Buenos Aires
1966 pułkownik Suchecki, Don Gabriel
1967 Jerzy, Die gefrorenen Blitze
1967 członek sądu koleżeńskiego, Paryż - Warszawa bez wizy
1967-1968 Hermann Brunner, Stawka większa niż życie, odcinki: Poszukiwany gruppenführer Wolf, Wielka wsypa, Edyta, Oblężenie
1968 właściciel przedsiębiorstwa, Proszę, niech pan wejdzie
1968 Antoni Walczak, Iryd
1969 pułkownik, Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię
1969 oficer SB, Rendezvous mit unbekannt
1969 Niebezpieczne ścieżki
1969 oficer gestapo, Jak rozpętałem drugą wojnę światową
1969 kapitan Stańczyk, Dzień oczyszczenia
1970 Władek Zabłocki, Pogoń za Adamem
1971 narrator, Mężczyzna III, Niebo z blachy fałdowanej
1972 Eden, Poczdam
1972 sędzia śledczy, Droga w świetle księżyca
1973 rotmistrz Stanisław Sołtykiewicz, Hubal
1973 Hrabia Pac, Czarne chmury
1974 Eden, Sprawa polska 1944
1975 pułkownik SS, Rodiny sołdat
1976 Liwicz, Szaleństwo Majki Skowron
1976 Pan I, Rzecz listopadowa
1977 Szef, Wszyscy i nikt
1977 kapitan AK, Sołdaty swobody
1977 chłop Szymon Poraj, Polskie drogi
1977 Okulicz, Odwety
1977 Tomasz Łęcki, Lalka
1978 Jacques Boissant, Życie na gorąco
1978 ojciec Krystyny, Zapowiedź ciszy
1978 Roman, Płomienie
1978 O coś więcej niż przetrwanie
1978 Idea i miecz
1978 Maks, Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy
1979 oficer straży celnej, Wiśnie
1979 podpułkownik Artur Szlich, Tajemnica Enigmy
1979 tancerz Dubenko, Strachy
1979 pułkownik Artur Szlich, Sekret Enigmy
1979 Hetman Jabłonowski, Ojciec królowej
1979 szef lekarzy, Golem
1979 Breitkopf, Aria dla atlety
1979 Gruber, Droga daleka przed nami...
1980 Edward House, Polonia Restituta
1980 porucznik Florian, Dzień Wisły
1980 kapitan kawalerzysta, Dom
1980 Boratyński, Barbara Radziwiłłówna
1981 Leon, Der ungebetene Gast
1982 Edward House, Polonia Restituta, serial telewizyjny
1982 Bryziński, Gry i zabawy
1983 Od ojczyzny do synczyzny
1983 Tancerz Dubenko, Szkoda twoich łez
1983 Stanisław Jabłonowski, hetman wielki koronny, Na odsiecz Wiedniowi
1983 Kazimierz Sosnkowski, Katastrofa w Gibraltarze
1983 prefekt policji, Fachowiec
1983 Leberka, Alternatywy 4
1984 Odrowąż, Lato leśnych ludzi
1984 profesor Hańczuk, Kilka scen z życia Glebowa
1984-1987 mecenas Stanisław Sokor, Zdaniem obrony
1985 Władysław II Jagiełło, Przyłbice i kaptury
1985 Zawieja, Okruchy wojny
1985 Józef Stalin, Jałta 1945
1986 Senator Wagner, Na kłopoty... Bednarski
1986 A żyć trzeba dalej
1987 rotmistrz, Sonata marymoncka
1987 kapitan kawalerzysta, Dom
1988 Józef Stalin, Generał Berling
1988 jako Emil Karewicz, Moje Wilno
1991 burmistrz, Szwedzi w Warszawie
1994 Hermann Brunet, Bank nie z tej ziemi
1997 Niemiec, Sztos
1997-2013 sprzedawca w sklepie z bronią, Klan
1998 Piechu Etiuda szkolna
1998 mecenas, Młodość bez młodości
2000 minister, Sukces
2000 pułkownik, Rodzina zastępcza
2000 Ignacy, lokaj Rydla, Bajland
2000-2001 Zenon Łagoda, M jak miłość
2001 Edward Lechotycki, W kogo ja się wrodziłem - Święta polskie
2002 Ryszard, Wszyscy święci - Święta polskie
2003 Roman Jakubowski, Tak czy nie?
2004 Henryk Wolsza, Na dobre i na złe, odcinek 197
2007 Święty Rafał Kalinowski
2007-2013 Tadeusz, Barwy szczęścia
2011 dziadek Olivera, Wygrany
2011 Ksiądz, Unia serc
2012 Hermann Brunner, Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć
Bohater filmu
1994 Emil Karewicz w Gwiazdy tamtych lat Film dokumentalny
2003 Emil Karewicz. Portret aktora Film dokumentalny
Obsada dubbingu
1957 Stańczak, były mąż Zofii; rola Wiktora Nanowskiego, Zagubione uczucia
1965 Popow, Szósty lipca, Michał Szatrow, reż. Jerzy Krasowski
1965 Major, Piąta bomba, Julita i Franciszek Barnaś, reż. Józef Słotwiński
1966 Józef Bridau, Ożenek Rembrandta, Honore de Balzac, reż. Bogdan Trukan
1966 kustosz, Oszukana, Mann Tomasz, reż. Ludwik René
1967 Konstanty, Poletko nad jeziorem, Józef Lenart, reż. Zbigniew Kuźmiński
1969 leśniczy, Kryptonim Maks, J. Binder i E. Szuster, reż. Józef Słotwiński
1969 Lennox, Makbet, William Shakespeare, reż. Andrzej Wajda
1971 Tragedia amerykańska, Teodor Dreiser, reż. Zbigniew Kuźmiński
1971 Będą was grzebać w zapachu jabłek, Maciej Zenon Bordowicz, reż. Jan Kulczyński
1972 kapitan MO, Amerykańska guma do żucia pinky, Jerzy Janicki, reż. Józef Słotwiński
1972 generał von Sittenfeld, Sprawa Evy Evard, wg Andrzeja Struga, reż. Andrzej Zakrzewski
1972 Eden, Poczdam, R. Frelek, W. Kowalski, reż. Roman Wionczek
1973 Ojciec, Nie mam nic do powiedzenia, Wanda Falkowska, reż. Lech Wojciechowski
1973 Tackletor, Świerszcz za kominem, wg Karola Dickensa, reż. Konstanty Ciciszwili
1976 Filas, Sidła, Leon Kruczkowski, reż. Andrzej Zakrzewski
1976 Rajca, Ptak, Jerzy Szaniawski, reż. Ryszard Ber
1976 Stary Faust, Faust, Johann Wolfgang Goethe, reż. Grzegorz Królikiewicz
1976 Pan I, Rzecz listopadowa, Ernest Bryll, reż. Bohdan Poręba
1978 Blackburn, Maximatic, J. Brent, K. Brent, reż. Juliusz Burski
1978 Jagiełło, Idea i Miecz, Bohdan Urbankowski, Grzegorz Królikiewicz, reż. G. Królikiewicz
1980 Boratyński, Barbara Radziwiłłówna, Alojzy Feliński, reż. Mariusz Dmochowski
1983 generał Kutrzeba, Gdy płoną lasy, Jerzy Zawieyski, reż. Marcel Kochańczyk
1984 inspektor Whiteman, Selekcja odcinek I, Waldemar Łysiak, reż. Kijański Tadeusz
1984 profesor Hańczuk, Kilka scen z życia Glebowa, Jurij Trifonow, reż. Tomasz Zygadło
1985 Józef Stalin, Jałta 1945 dzień I, 4 lutego, Ryszard Frelek, reż. Roman Wionczek
1985 Józef Stalin, Jałta 1945 dzień II, 5 lutego, Ryszard Frelek, reż. Roman Wionczek
1999 Mecenas, Młodość bez młodości, Eliade Mircea, reż. Andrzej Barański
1945 Medal Zwycięstwa i Wolności
1946 Odznaka Grunwaldzka
1955 Medal 10-lecia PRL
1960 Honorowa Odznaka Miasta Łodzi
1962 I nagroda za rolę Warrawina w przedstawieniu Sprawa Aleksandra Suchowo-Kobylina w Teatrze Nowym w Łodzi, Katowice II OFSRiR
1968 Brązowy Krzyż za Zasługi dla Obronności Kraju
1969 Srebrna Maska w plebiscycie "Expressu Wieczornego" na najpopularniejszego aktora w roku 1969
1977 Złoty Krzyż Zasługi
1979 Złota Odznaka Honorowa za Zasługi dla Warszawy
1980 Medal za udział w walkach o Berlin
1982 Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski
1983 Srebrny Medal za Zasługi dla Obronności Kraju
1984 Zasłużony Działacz Kultury
1984 Medal 40-lecia Polski Ludowej
1985 Nagroda Ministra Obrony Narodowej II stopnia za całokształt twórczości artystycznej w dziedzinie teatru i filmu, a w szczególności za role w filmach: Stawka większa niż życie, Hubal, Polonia Restituta oraz spektaklach Teatru Telewizji
1985 Złoty Medal za Zasługi dla Obronności Kraju
1986 Honorowy Złoty Pierścień Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu
1988 Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski
2000 Odznaka Honorowa za Zasługi dla Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Wojska Polskiego
2004 Odcisk dłoni na Promenadzie Gwiazd podczas IX Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach
2008 Krzyż Ludowego Wojska Polskiego
2013 Kombatancki Krzyż Pamiątkowy "Zwycięzcom"
Aktorstwo to najwspanialszy zawód świata, ale ile trzeba się nastarać, żeby zostać aktorem! Do tego należy doliczyć czas spędzony poza domem! A gdy ktoś kocha dom, to chyba jest to najlepszą miarą wyrzeczeń przy uprawianiu tego zawodu, i tego, jak on może być fascynujący.
Nie będę się nawet starał udawać, że zostałem zapamiętany przede wszystkim jako śmieszno-groźny gestapowiec Brunner. I tylko wrodzone poczucie humoru i dystansu do siebie pozwala mi tak pisać. Może jedynie szkoda, że z moich ról dopiero na drugim miejscu rozpoznawalności znajduje się król Jagiełło - wolałbym jego zamienić z postacią ze Stawki większej niż życie. Ale przecież królem też byłem, jadłem na królewskiej uczcie na Wawelu i jako król jeździłem dostojnie wożony samochodem z kierowcą na plan filmu Aleksandra Forda.
A co z pozostałą setką filmów?
Jak to - co? Grałem w nich! Przeważnie postacie twardych facetów, mężczyzn, którzy nie wahają się przed niczym, nawet w sytuacji, gdy wiadomo, że nic się nie da zrobić. I przez te wszystkie role marzyłem o jednej porządnej roli komediowej. Niezła komedia. Ale to chyba jest tak, jak z pracownikami fabryki cukierków: mają ich po prostu dość, chociaż my wyobrażamy sobie, że to sama przyjemność. Bo muszę się przyznać, że uwielbiam słodycze. Jak na "prawdziwego twardziela" to karykaturalna słabość - słodycze. I śledzie. W tym odbija się mój charakter wędkarza i zodiakalnych Ryb; jestem marcowy.
13.03.1923
- trzy trójki w dacie urodzenia to mój numeryczny talizman.
Trzy razy po trzy.
Nie pamiętam od kiedy, ale zawsze uważałem trójkę za moją cyfrę. Można by o niej z pewnością wiele napisać, bo potrafi być znacząca; na przykład mamy trzy stany skupienia ciał. Ale moich Czytelników nie będę prosił o wielkie skupienie, chociaż przyda się to minimalne, by podążyć za moim życiorysem od momentu urodzin aż po dziś.
Chcę opowiedzieć w tej książce o mojej karierze filmowej, teatralnej i o sztuce przeżycia w ogóle. O moim zawiłym życiorysie, który ukształtował "czarny charakter polskiego filmu", jak mnie kiedyś określił znakomity krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński.
Znajdzie się w niej sporo zabawnych momentów, które nie tyle doprowadzą Czytelników do śmiechu, ile wywołają uśmiech. Ale będą też fragmenty, w których bohaterowi nie było wcale do śmiechu, jak to bywa w życiu.
Jak wiemy, każdy życiorys składa się z trzech etapów: dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego; proszę zauważyć - znowu trójka! A ponieważ ja całkiem niedawno zacząłem czwarty etap, tak zwaną starość - będzie także i o niej.
A ona wcale nie jest taka zła. Chociażby dlatego, że teraz mogę realizować się artystycznie, już niekoniecznie na scenie, ale przed sztalugami. Musicie Drodzy Czytelnicy wiedzieć, że trzy rzeczy w moim życiu są najważniejsze - dom, aktorstwo i malarstwo. Może jeszcze jako dyscypliny dodatkowe wpisałbym wędkarstwo, uprawianie ogródka oraz majsterkowanie. I o tym wszystkim wspomnę na stronach tej książki, suto okraszonej fotosami z filmów i sztuk teatralnych, w których wystąpiłem, oraz rysunkami, akwarelami i sztychami mego autorstwa.
Czyli - jakby powiedzieli starzy wilnianie - "będzie tu po trochu o fasoli i o grochu".
Wspomniałem, że podobno zagrałem w stu polskich filmach, w tym Jagiełłę w Krzyżakach. Ale można się do mnie zwracać nie tylko jak do króla, ale po szarży również: grałem więc sturmbannführera, a nawet generalissimusa. I w żadnym wypadku nie wstydzę się wymieniać stopni formacji niezbyt dobrze zapisanych w pamięci narodu polskiego - to była tylko gra aktorska. Przeszedłem jakże typowe dla aktora koleje losu - przeprowadzki z miasta do miasta, z teatru do teatru, podróże na plany filmowe i estradowe wojaże po całym kraju, a także za granicę. Zabiorę więc Czytelników do Gdańska, Łodzi, Warszawy, w malarskie plenery naszego Pomorza i do Wilna, gdzie się urodziłem.
Z pewnością co jakiś czas będę biadolił, że nie zagrałem wymarzonej roli komediowej. Ale to już moja obsesja.
Będzie o tym, jakimi środkami wokalnymi udało mi się wykończyć dom, i o tym, jak dorabiałem do gaży aktorskiej jako karykaturzysta. Znajdzie się tu też miejsce dla mej przeszłości kombatanckiej; walczyłem w szeregach naszej armii od 1944 roku. Miałem swój skromny udział w zakończeniu drugiej wojny światowej. I tu ważna dygresja. Chociaż wielu widzów kojarzy mnie najczęściej z rolami mundurowymi i ja się w tym uniformie rzeczywiście dobrze czułem, to jednak jestem człowiekiem bardzo pokojowo i pogodnie nastawionym do życia. Rozumiem, że w wojsku musi panować dyscyplina, ale czasem dla samej dyscypliny dobrze by było, gdyby ją poluzować i pośmiać się z samych siebie.
Będę się starał przedstawić, w jaki sposób, uparcie dążąc do aktorstwa, udało mi się wreszcie cel osiągnąć, chociaż bywały momenty, gdy autentycznie płakałem. Napiszę o tym, jak walczyłem z białym niedźwiedziem i nie mogłem wydostać się spod śniegu. Jak rozkręciłem do cna samolot "Dakota" i jak nie doszło do spotkania na szczycie Karewicz-generał de Gaulle.
Wspomniałem, że jednym z filarów mojego życia jest dom. Ten, który sam zbudowałem, i rodzina, którą założyłem. Rozrosła się jakoś niepostrzeżenie do rozmiarów, gdzie znowu trójka odgrywa znaczącą rolę - mam troje dzieci, ośmioro wnucząt i trójkę prawnucząt. Po domu ciągle ktoś się kręci, słychać hałasy, rozmowy, śmiech i odgłosy domowych zwierząt. W pewnym momencie sam się pogubiłem w liczbie kotów i psów, które opanowały nasze domostwo. Mieliśmy tu, w Aninie, taki okres, że do końca nikt nie był w stanie określić, ile mamy tych czworonożnych rezydentów, z wyjątkiem moich wnuczek, Asi i Kasi, które te wszystkie zwierzęta znały, karmiły i nadawały im imiona.
Mam w tym dużym domu, gdzie mieszka jedna z moich córek ze swoją rodziną, ulubiony pokój, w nim ulubiony fotel, w którym pędzę spokojne życie emeryta. O nie, może aż tak spokojny jak ryby w moim akwarium nie jestem - raczej emeryt ze mnie aktywny. A że czasem stęknie mi się na schodach, to i dobrze - celowo robię to z wieloletnią praktyką sceniczną, aby wszyscy słyszeli, że dziadek ma się dobrze, a nawet ma wenę.
W roku wydania tej książki, 2013, wypadły po raz pierwszy w moim życiu dziewięćdziesiąte urodziny. Była to niezwykle wzruszająca dla mnie okazja. I to ze względu na uroczystość, jaką przygotowali mi moi bliscy, jak i wizytę Teleexpressu. Wraz z ekipą telewizyjną przyjechał do mnie mój najserdeczniejszy aktorski kolega, a filmowy rywal ze Stawki większej niż życie Stanisław Mikulski. Wyściskaliśmy się, napili po symbolicznej lampce herbaty, a po południu tego dnia Teleexpress podał mój sposób na to jak żyć, żeby żyć długo i zawsze być w formie. Recepta jest prosta - wystarczy codziennie rano zjeść pół litra czystej... owsianki. To jest sposób, który od lat stosuję dla zachowania długowieczności. Można mi wierzyć albo nie. Ale jeśli ktoś z Czytelników ma ambicje, aby dożyć takiego wieku, a może nawet i bardziej sędziwego, to wydaje się, że najlepszym na to sposobem jest realizowanie własnych ambicji, i to z uporem. Do moich ostatnich należało stworzenie poematu Na 13 marca, do której to daty jestem przywiązany tak, jak każdy do daty swoich urodzin.
Przepraszam za rumieniec, który powstał pod wpływem brakujących ostatnich pięciu liter tego "poematu", ale jak można go inaczej skończyć? A skoro inaczej się nie da, to czym prędzej chciałbym powrócić do prozy i do początku mojej właściwej narracji.
I jeszcze tytułem wstępu napomknę, że w pracy nad spisaniem tej historii towarzyszył mi dziennikarz, Paweł Oksanowicz, który chciałby w tym momencie przywitać się z Czytelnikami....
- Rzeczywiście, dzień dobry! Witam też pana, panie Emilu. I proszę przyjąć jeszcze raz szczere i krzepkie życzenia na te dziewięćdziesiąte urodziny. Są takie, jaki jest ich adresat.
- Czytelnicy znają już pana z książki Stanisław Mikulski. Niechętnie o sobie.
- Właśnie, zastanawiałem się, czy pan będzie miał taką samą ochotę do rozmów, jak ten najsłynniejszy chyba pański partner filmowy?
- Ja? Niechętnie? Ano zobaczymy! Zaczynajmy, bo czas biegnie.
Lat dziewięćdziesiąt? To nie do wiary!
Ni stąd, ni zowąd strzeliło.
Przecież nie jestem znów taki stary!
No, bo ogólnie jest miło,
Jakoś się trzymam, oby tak dalej.
Nie chcę uchodzić za starca,
Jeśli dożyję, coś tam wypiję
W dniu trzynastego marca.
Więc zróbmy szybko mały bilansik,
Zanim znajdziemy się w niebie:
Ile sukcesów, ile ekscesów,
Ile płakało przez ciebie.
Policz coś zrobił, czegoś dokonał,
Jak się przepchałeś przez życie.
Obyś nie musiał, patrząc w lusterko,
Napluć na swoje odbicie.
Bo może komuś wbrew coś zrobiłeś,
Komuś poszedłeś na rękę,
Czy życie było, jakie wyśniłeś,
Czy było drogą przez mękę?
Popatrz, już wiosna, świat znów jak nowy,
Dziewczyny pełne słodyczy.
Ty możesz westchnąć, ty masz to z głowy,
Ciebie to już nie dotyczy.
Ty tylko możesz zasług ordery
Z szacunkiem złożyć na kupie.
I wiedz, że zdrówko jest najważniejsze,
A wszystko inne miej w...
Ta opowieść zaczyna się, kiedy jeszcze nie było mnie na świecie, na dalekiej Litwie, nad Dźwiną. Wyobraźmy sobie oficera kawalerzystę, który zakochuje się w pięknej dziewczynie. Co najważniejsze - ze wzajemnością. I jak zawsze bywa w takich historiach, następują zaloty, oświadczyny i ślub. Wielka polityka nie miałaby wiele wspólnego z życiem tej pary, gdyby nie fakt, że w Rosji szaleje wtedy rewolucja, a Polska zaczyna rodzić się na nowo. I ów kawalerzysta z żoną z pewnością żyliby długo i szczęśliwie w otoczeniu wspaniałej przyrody, gdyby nie plany towarzyszy zza wschodniej granicy - Armia Czerwona ruszyła na Warszawę. W głowie oficera zaczęły rodzić się obawy - co będzie, gdy dotrą i tam, gdzie on mieszka? Te obawy łatwo zrozumieć, bo on przecież był żołnierzem starej armii rosyjskiej - białym oficerem. Ów oficer całkiem słusznie myślał, że w małej miejscowości nie uchroni się przed ciekawością rewolucji, a łatwo było przewidzieć, jak taka ciekawość mogła się skończyć. I postanowił zatrzeć za sobą ślad w dużym mieście, a największym z nich i najbliższym było Wilno. Postanowili z żoną zostawić dom, może nawet mieli nadzieję, że szybko do niego wrócą? Ruszyli na zachód, znajdując w 1919 roku swoje miejsce właśnie w Wilnie. W tym najpiękniejszym z miast, jakie można wymarzyć sobie na dzieciństwo. Bo właśnie teraz słychać tu krzyk noworodka. 13 marca 1923 roku oficerowi rodzi się syn i nieskromnie powiem, że to właśnie ja; chociaż jak każde niemowlę byłem skromnych rozmiarów.
Największą ironią losu dla mojego ojca było to, że nie przewidział reakcji władz polskich na jego osobę. Bo chociaż skutecznie uciekł przed Rosjanami, to władze polskie nie spoglądały zbyt przychylnie na niego z racji przeszłości pod rozkazami cara. I tak znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia - jedni z pewnością by go nie pokochali, a dla drugich stał się podejrzany. Zagryzał wargi od tej niesprawiedliwości i żył, jak się dało. Największą trudnością dla niego było znalezienie pracy. A czym jest praca dla człowieka - każdy wie. Musiał poświęcić naprawdę wiele czasu i starań, aby znaleźć jakiekolwiek zajęcie. Ale gdy już mu się udało, było to nie byle co! Dostał się w szeregi wileńskiej straży pożarnej. Brzmi to całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że zawód strażaka do dzisiaj bardzo dobrze się kojarzy. Nie mówiąc o jego wizualnej atrakcyjności, szczególnie dla dziecka.
Byłem już wtedy dość wyrośniętym chłopcem, którego wyobraźnię rozpalały nie tyle łuny pożarów w mieście, ile właśnie kolor ojcowskiego służbowego samochodu. Marzyłem o tym, aby jeździć z nim do pożarów. Wiem, że tu nie mogę się popisać oryginalnością, ale cóż zrobić, że na wszystkich chłopców świata najbardziej działa kolor czerwony? I w ogóle chciałem zostać strażakiem.
Później ojciec został felczerem, czyli takim pół lekarzem, a pół kawalerzystą. Jakim cudem to zrobił? Nie wiem, ale widocznie nie trzeba było mieć wielkich umiejętności lekarskich do przedwojennych dolegliwości. A dlaczego kawalerzystą? Miał bowiem niczym niezmąconą miłość do koni, i kto wie, może ona przewyższała wszystko inne? W domu było pełno książek i obrazków o koniach różnych ras i maści. Ja, żeby mu się przypodobać i znaleźć dla siebie zajęcie, te konie rysowałem niewprawnie. Kiedy obrazek nie wychodził, porzucałem go i zaczynałem raz jeszcze, aby narysować pięknego konia; zajęcie bez końca.
Te dziecięce próby zapowiadały późniejsze kłopoty. Najpierw z końmi w wesołym miasteczku a następnie - z prawdziwymi, jak chociażby z tym na planie filmu Krzyżacy, o których jeszcze opowiem.
Moja mama była delikatną kobietą, bardzo wrażliwą. Od dzieciństwa spoglądałem na nią właśnie w ten sposób. Lubiłem się do niej przytulać, ale cały czas bałem się, że coś się z nią stanie, nawet od tego przytulania. Muszę się przyznać, że modliłem się o to, aby nic jej się nie przydarzyło. Wydawało mi się, że za bardzo przygniatała ją nasza sytuacja materialna. Niestety bowiem w domu się nie przelewało. Generalnie tamte czasy w całym kraju nie były łatwe. Po prostu większość ludzi żyła skromnie i my także. Na naszą sytuację rodzinną wpływ miały ciągłe kłopoty mojego ojca z pracą i fakt, że mama nie pracowała - zajmowała się domem i mną.
Nic dziwnego, że w dzieciństwie miałem niewiele zabawek. Rodziców po prostu nie było stać na ich kupno. Poza tym dzieci w tamtych czasach nie były obdarowywane tak, jak to się dzieje dzisiaj. Może dlatego zabawki, które dostawałem, pamiętam tak dobrze do dziś? Na przykład drewnianego konia, którego podarował mi ojciec. Był to oczywiście gest symboliczny ze względu na miłość ojca do koni. Konkretnie otrzymałem wersję uboższą, nie na biegunach, a na prowizorycznych kółkach - jego własne dzieło, jakżeby inaczej! To była moja pierwsza zabawka w życiu! Później dołączyła do niej huśtawka, która służyła mi jako trapez do robienia na nim sztuk. Wcześniej oglądałem je w cyrku. Oczywiście "sztuk" w pojęciu dziecka.
Byłem już wtedy dużym chłopcem. Często wychodziłem z domu sam, nie mówiąc rodzicom, dokąd idę. Łazikowałem po mieście, przesiadywałem nad Wilią z kolegami. Często przechodziliśmy przez most Zwierzyniecki do pięknej dzielnicy stylowych willi leżących nad rzeką i kryjących się wśród sosen. Plac Łukiski, jak całe miasto, wydawał mi się wtedy olbrzymi. To właśnie tam latem rozbijał swoje namioty cyrk. Interesował mnie od zawsze; był duży, coś się w nim działo. Ludzie, którzy w nim pracowali, imponowali mi. Poza tym z naszego mieszkania przy ulicy 3 Maja na plac Łukiski było niedaleko, więc ten cyrk był właściwie mój. Już samo stawianie namiotów było tak interesujące, malownicze, że nie mogłem sobie odmówić przyjemności asystowania, przynajmniej z pewnej odległości. Podnoszenie masztów i wsporników, naciąganie dachu - to mnie fascynowało. Można powiedzieć wręcz, że towarzyszyłem cyrkowcom od samego początku tworzenia przedstawienia. Gdy już cyrk się rozstawił, a na mieście rozklejono afisze, przebierałem nogami, chcąc zobaczyć występy. I żeby jeszcze oddać atmosferę oczekiwania, dodam, że z racji niewielkiej odległości, jaką mieliśmy do cyrku, nocami słyszałem ryki lwów poskramianych na arenie. Te odgłosy także rozpalały moją wyobraźnię. Wreszcie szliśmy z rodzicami na przedstawienie.
W ten sposób cyrk był pierwszą instytucją kulturalną, z którą miałem kontakt. A ze wszystkich postaci, jakie przewijały się na arenie, oddziaływali na mnie najbardziej wcale nie poskramiacze lwów, lecz klauni. Nawet później, w mieszkaniu, próbowałem wielokrotnie ich naśladować; potykałem się, przewracałem, chciałem rozśmieszyć rodziców. Cieszyłem się, kiedy widziałem na ich twarzach uśmiech, bo przeważnie, niestety, byli bardzo smutni.
- Czy pan znał powód tego smutku?
- Co może wiedzieć kilkuletni chłopiec, który jeszcze nie znał życia dorosłych? Później powoli zacząłem się domyślać, zanim sprawa wyszła na jaw. Ale na początku wyczuwałem jedynie, że coś jest nie tak.
Moi rodzice prawie w ogóle się nie śmiali. A między nimi krążył mały klaun, czyli ja, próbujący ratować sytuację. I gdyby spojrzeć na to z pespektywy mojej kariery, to była to pierwsza nieprofesjonalna rola, jaką grałem.
Obok cyrku były też karuzele. Kiedyś ojciec kupił mi strzelbę na kapiszony, wziął mnie na karuzelę. Ze wszystkich figur, które tam się kręciły, oczywiście wybrał konia, posadził mnie na nim i maszyna ruszyła. Kiedy na dobre się rozpędziłem, ojciec krzyczał do mnie i pokazywał, żebym strzelał do wrogów z tej strzelby. I ja z początku próbowałem spełnić jego życzenie, ale po chwili odrzuciłem na plecy strzelbę i w strachu, żeby nie spaść z pędzącej karuzeli, złapałem się szyi konia. I tak dojechałem do końca. Ojciec później się gniewał:
- Jak to, syn kawalerzysty nie umie strzelać z konia? Wstyd!
I wstydziłem się. I wstydzę się do dziś.
Fascynacja cyrkiem trwała przez następne lata. Nie, nie uciekłem z nim w świat. Ale wciąż jako mały chłopak pętałem się wokół pracujących w nim ludzi, bo to, co robili, bezustannie bardzo mnie ciekawiło. I wreszcie sam znalazłem tam zajęcie. Przy karuzelach. Niektóre z nich nie miały motoru, a ich siłą napędową byli tacy jak ja chłopcy-ochotnicy. Wewnątrz konstrukcji, na górze, chodząc w kółko jak w kieracie, popychaliśmy poprzeczne belki, i karuzela się kręciła. Za trzy kursy mogliśmy przejechać się za darmo. Niektórzy z nas już po pierwszej rundzie dostawali zawrotów głowy, a czasem nawet torsji. Ale kto by tam zwracał na to uwagę, można było później pojeździć za darmo! Na dole harmonista grał i ogólnie było bardzo wesoło.
Ojciec był wtedy dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Byłem do niego bardzo przywiązany. Cieszyłem się, gdy okazywał zadowolenie ze mnie, i rozpaczałem w chwilach podobnych do klęski na karuzeli.
Teraz, gdy grzebię w pamięci, nie wiem, dlaczego aż tak wiele dla mnie znaczył, bo przecież w niedalekiej przyszłości miało się okazać, że nie był to dla mnie dobry czas. Na razie jednak jestem w miarę szczęśliwym dzieckiem, które spędza czas albo z rodzicami, albo biega po okolicy z kolegami, czy podgląda artystów cyrkowych. Do tych momentów radosnych, gdy cała nasza rodzina przebywała razem, należały wileńskie Kaziuki. Był to barwny jarmark odbywający się na początku marca w dzień świętego Kazimierza. Pamiętam kolorowe pochody z moimi ulubionymi klaunami i innymi przebierańcami, które przechodziły obok naszego mieszkania na plac Łukiski, ten sam, na którym zawsze rozstawiał się cyrk.
Zimy były u nas bardzo, ale to bardzo ciężkie. A kiedy już śnieg zaczynał topnieć, 4 marca odbywały się na placu Łukiskim wileńskie Kaziuki ze słynnymi obwarzankami smorgońskimi (nazwa od miasta Smorgonie). I w taki to sposób gwarno i hałaśliwie Wilno żegnało zimę i witało wiosnę.
Kiedy kolorowy pochód już przemaszerował, my ruszaliśmy z ojcem i matką między stragany. Na jarmarku było wszystko, co okoliczni rzemieślnicy i cukiernicy mogli zrobić; na straganach dyndały obwarzanki i piernikowe serca. Było tłoczno i gwarno. Ojciec czasem kupił mi jakąś drewnianą zabawkę, nieważne, że niezbyt okazałą, ale przyjmowałem ją z zadowoleniem.
Później w kalendarzu świąt wileńskich była noc świętojańska. Na Wilii, rzece płynącej przez miasto, odbywały się parady parowców. Flotę stanowiły malowniczo wyglądające bocznokołowce. Wśród tych pięknych, dziś już zapomnianych statków wyróżniał się "Pan Tadeusz". Był największy z nich i udekorowany lampami. Na pokładzie palono nawet ognisko. Widziałem cienie skaczących przez nie przebierańców. Statki płynęły wolno, strzelały w niebo kolorowe race. Było to święto, które zapadło mi głęboko w pamięć; cała nasza rodzina - matka, ojciec i ja - siedzieliśmy wtedy na kocu na skarpie nad rzeką i podziwialiśmy te parowce. Obok nas rozkładały się również całe rodziny z dziećmi. Było ciepło, noc powodowała, że czułem się wyjątkowo podekscytowany. Tuliłem się wtedy do ojca i czułem się naprawdę szczęśliwy. W ogóle mieszkaliśmy w takim punkcie miasta, gdzie wiele się działo.
Na przykład przez okna mieszkania miałem możliwość podziwiania defilad wojska z okazji święta 11 listopada. Od dzieciństwa lubiłem mundury, a taka ich mnogość, jaka płynęła ulicą, ich blask, a także łopot proporców powodowały, że nie mogłem oderwać się od parapetu. Byłem również pod wrażeniem osoby marszałka Józefa Piłsudskiego, który urodził się na Litwie, a na wileńskim cmentarzu Na Rossie pochowane jest przecież jego serce.
Gdy już podrosłem, nie mogłem przepuścić okazji, by obejrzeć go na żywo. Na przylegającej do placu ulicy Adama Mickiewicza, zwanej później deptakiem, ustawiano obwieszoną flagami narodowymi trybunę, na której to sam marszałek przyjmował defiladę. Starałem się zawsze docisnąć jak najbliżej, żeby zobaczyć Dziadka, jak wówczas w szkole uczono nas go nazywać.
W jeszcze jednej mojej ulubionej dziedzinie mój ociec odegrał znaczącą rolę. Najpierw zabierał mnie na ryby, a później zaczął uczyć wędkowania. Ta przyjemność pozostała ze mną przez długie lata, przynosząc nawet nagrody czy przygody na łódce, o których jeszcze wspomnę. Pamiętam podekscytowanie, z jakim powitałem pierwszą złowioną rybkę. Właściwie to złowiliśmy ją razem; ojciec wyjął jej z pyszczka haczyk i przekazał mnie. Rybkę włożyłem do dziurawego garnka wstawionego w wodę i... tyle ją widziałem. Rozpacz była wielka.
- Czy zachowały się jakieś zdjęcia z tamtego okresu w Wilnie?
- Niestety, nie mam zdjęć z tego okresu. Myślę, że fotografie były wtedy za drogie. Myśmy naprawdę byli rodziną żyjącą bardzo skromnie. W dodatku zaczęły się nad nią gromadzić ciężkie chmury.
Bo takich scen jak ta na skarpie nad Wilią było mało w moim dzieciństwie. O wiele za mało. Niechętnie o tym wspominam, bo przecież o sprawach bolesnych nie należy wiele mówić, szczególnie gdy już dawno minęły, zapomniane. Ale też dotyczą mnie, więc jednak powinny się tu znaleźć. Zwłaszcza że w jakiś sposób ukształtowały mój życiorys. Pisałem już, że moi rodzice najczęściej nosili smutek na twarzach. I jako mały klaun starałem się ich rozśmieszać, co nawet często mi się udawało. Ale na dłuższą metę terapia śmiechem, jaką serwowałem moim rodzicom, nie działała. Wydaje mi się, że napięcia, jakie coraz częściej zaczęły się pojawiać między rodzicami, wynikały z tego, że w domu się nie przelewało. Matka zaczęła wtedy szukać pocieszenia w kościele, a ojciec - w wódce. Doprawdy dwa krańcowo różne sposoby radzenia sobie z problemami, a między nimi - ja. Nic niewiedzący, a jedynie przeczuwający, że nie jest dobrze. Nawet zostawiali mnie samego w mieszkaniu, bo matka godzinami przesiadywała w kościele, a ojciec - z kolegami w knajpie. Pamiętam dzień, gdy najpierw po wieczornej mszy do domu wróciła ona. Nigdy tak się nie zdarzało, żeby po zamknięciu szynku ojciec nie przyszedł do nas, nawet jeśli od razu kładł się spać.
Tego dnia jednak mijały minuty, godziny i jeszcze długo, długo w nocy czekaliśmy z matką na powrót ojca. Na próżno. Poznał inną panią i zamieszkał z nią. Poznałem ją. Czasem u nich bywałem. Nawet była dla mnie miła. Ale nienawidziłem jej. Z ojcem spotykałem się coraz rzadziej. Później nastąpił rozwód.
Bardzo przeżyłem sprawę rozwodową. Pamiętam, gdy sędzia, wiekowy pan z siwymi włosami i taką samą brodą, jakby wyjęty z religijnych obrazków Pan Bóg, przywołał mnie do siebie. Starał się być miły. Rozumiał przecież całą sytuację. Objął mnie i zapytał:
- Kogo bardziej kochasz - ojca czy matkę? Nic nie odpowiedziałem. Rozpłakałem się i nie mogłem przestać.
Miałem wtedy siedem lat. Za mało, żeby zrozumieć, a za dużo, żeby nie zdawać sobie sprawy z następstw sytuacji. Po rozwodzie zostałem z matką, która od tamtego czasu przejawiała zrozumiałą niechęć do moich spotkań z ojcem. A i ja ze względu na tę nową panią w jego życiu nie wiedziałem, jak się mam zachowywać w jego towarzystwie.
Ostatni raz widziałem go podczas okupacji. Siedział nad rzeką i łowił ryby. Nie wiem, czy coś złowił; spławik stał nieruchomo w wodzie. Nie podszedłem bliżej. Później go już nie widziałem. Nie wiem nawet, kiedy umarł i gdzie został pochowany.
- W jaki sposób ta sytuacja wpłynęła na pańskie dorastanie?
- Myślę, że odtąd, jak to mówią, stałem się zamknięty w sobie. I to zamknięcie czasami dawało mi się później we znaki, chociaż starałem się jak mogłem nie zamykać przed innymi. Wydaje mi się nawet, że moje poczucie humoru wynika właśnie z tych przeżyć w dzieciństwie. Bo po pierwsze starałem się jak mogłem rozśmieszać nas, w naszej małej rodzinie. A po drugie chyba też po części sam siebie zabawiałem, żeby jakoś sobie ulżyć. Starałem się być wesoły na przekór niewesołym myślom i uczuciom, które mnie ogarniały.
Kiedy już poszedłem do szkoły, ta cecha musiała być nadzwyczaj widoczna w moim zachowaniu. Pamiętam, że umiejętność opowiadania śmiesznych historii - wymyślania ich i przedstawiania - wykorzystywali nauczyciele, gdy im samym nie starczało inwencji, czym by tu zająć klasę.
- Jesteśmy już w pana czasach szkolnych. Ale mnie naszła myśl, którą pragnę się z panem podzielić. Czytelnicy mają teraz przed oczami niezbyt udane dzieciństwo wrażliwego, zdolnego chłopaka z Wilna. Ale może się mylę?
- Proszę pana, przecież pewnych rzeczy w życiu nie wybieramy i do nich należy rodzina, w której pojawiamy się na świecie. I pierwsze lata życia. Później można mieć na nie wpływ, ale gdy jest się małym człowiekiem...
- Ale czy dzieciństwo, które pan opisał, było prawdziwym dzieciństwem? To znaczy, gdyby przymierzyć je do tego samego okresu u nawet skromnie żyjących rodzin dzisiaj, to z pewnością było o wiele surowsze...
- W tamtych czasach nikomu nie było łatwo. Ja miałem trudniejszy start, bo w pewnym momencie zawiodłem się na dorosłym, który był moim najważniejszym dorosłym. Ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że to wyszło mi na dobre. Dlatego że aby uciec od przykrych wspomnień, wkraczałem w świat fantazji i tam szukałem pocieszenia, ćwicząc przy okazji nieświadomie mój późniejszy warsztat aktorski.
- Czy pan już wtedy wiedział, że będzie aktorem? Pomyślałbym, że bardziej ciągnie pana do cyrku...
- Jeszcze wtedy nie wiedziałem, kim chcę być. Nie byłem wybitnym uczniem, chociaż nie wagarowałem. Po lekcjach chodziłem po mieście, które we wczesnym dzieciństwie wydawało mi się olbrzymie, ale podczas późniejszych eksploracji kurczyło się coraz bardziej, aż miałem je schodzone od krańca do krańca. Żyłem swoimi fantazjami, które miały spore wzięcie w klasie, jak już wspomniałem. I cały czas w rękach coś na kształt talentu plastycznego. Nie pamiętam, kiedy wstępne bazgroły przeobraziły się już w malarstwo realistyczne, a konkretnie rysunki. Ale bez wątpienia taki moment nastąpił. Po prostu dojrzewałem.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.