Moje prawa, ważna sprawa! - Renata Piątkowska, Anna Czerwińska-Rydel

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (23,27 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Komórka

- To jego pierwszy samodzielny wyjazd - mama mówiła bardzo cicho, ale Bartek, przyczajony za drzwiami, wszystko słyszał. - Musi wziąć ze sobą komórkę, żebyśmy mieli z nim kontakt. Poza tym pewnie będzie tęsknił...

- Ale w regulaminie obozu wyraźnie jest napisane, że nie wolno używać telefonów komórkowych - głos taty był mocniejszy, wyraźniejszy. - Jeśli będzie chciał się z nami skontaktować, może poprosić wychowawcę. My też możemy dzwonić do niego na ogólny telefon.

- Wiesz, jak to jest z tymi ogólnymi telefonami... - to znowu głos mamy. - Będę się czuła bezpieczniej, jeśli zabierze ze sobą komórkę.

- I tak zrobisz, jak zechcesz - tata był wyraźnie zniecierpliwiony. - Ale ja jestem temu przeciwny. Bartek powinien się nauczyć, że trzeba przestrzegać regulaminu i dostosować się do reszty.

W pokoju rodziców zaległa cisza, więc chłopiec po chwili wycofał się do swojego pokoju i położył do łóżka.

To już jutro - myślał. - Mój pierwszy obóz... Jak tam będzie?

Mama dawno zapisała go na letni obóz przygody. Bartka interesowała przyroda, łowienie ryb, obserwowanie ptaków, tropienie dzikich zwierząt. Dowiedział się, że kilku jego kolegów z klasy wybiera się na wakacje na supersurvivalowy obóz, podczas którego każdego dnia będą przeżywać fascynujące i niebezpieczne przygody. Bartek, który nigdy nigdzie nie wyjeżdżał bez mamy i taty, też marzył o niebezpiecznych przygodach. Uprosił rodziców, żeby pozwolili mu jechać. Zgodzili się. A teraz już sam nie wiedział, czy to na pewno był dobry pomysł... A co, jeśli nie będzie mu się podobało? Chłopaki były wcześniej na takich wyjazdach, wiedzą, jak one wyglądają, ale dla niego to wszystko jest nieznane...

Mama ma rację. Muszę wziąć komórkę - pomyślał. - W razie czego zadzwonię, żeby mnie stamtąd zabrali.

Następnego dnia rano mama zapakowała Bartkowi do podręcznego plecaka kanapki na drogę, wodę, słodycze i telefon komórkowy z ładowarką.

- Pamiętaj, musisz to ukryć, żeby wychowawcy nie zauważyli - powiedziała. - Jak będziesz potrzebował, to zawsze jakoś zadzwonisz. Choćby z toalety - mrugnęła i przytuliła mocno syna.

- Czego ty go uczysz? Oszustwa? - tata pokręcił głową. - Na twoim miejscu, Bartek, w ogóle bym nie wyjmował tego telefonu z plecaka. Wszyscy chłopcy będą w takiej samej sytuacji jak ty. Nie jesteś przecież jakiś inny.

Bartek był przerażony. Najchętniej zostałby w domu. Miałby przynajmniej spokój, a tak to już sam nie wiedział, czy sobie poradzi, czy nie, no i co robić z komórką...

- Chodź, chłopie - tata przerwał mu rozmyślania. - Jedziemy. Autokar nie będzie czekał.

W drodze było bardzo fajnie. Bartek poczęstował chłopaków słodyczami. Zjedli wszystko. Co do cukierka. Potem Kamilowi zrobiło się niedobrze i pan Jacek musiał zatrzymywać autokar. Wreszcie dotarli na miejsce. W ośrodku było mnóstwo pokoi, a w każdym po trzy piętrowe łóżka. Koledzy natychmiast pozajmowali najlepsze miejsca. Bartek, trochę oszołomiony nową sytuacją i miejscem, przyszedł ostatni. Od razu zauważył, że zostało dla niego dolne łóżko pośrodku, takie, którego nikt nie chciał.

Po obiedzie mieli świetną wycieczkę po lesie. Bartek pierwszy wypatrzył tropy sarny i dzika.

- Masz niezłe oko - pochwalił go ich wychowawca, pan Jacek, a on poczuł, że chyba fajnie będzie na tym obozie.

Ale wieczorem, kiedy wszyscy leżeli w łóżkach i pochrapywali, Bartek nagle poczuł, że bardzo tęskni za domem. Zrobiło mu się strasznie smutno i jakoś tak ścisnęło go w brzuchu. Cichutko wstał i wygrzebał z plecaka komórkę. Miał jedną nieodebraną wiadomość. Od mamy.

Jak się masz, Bartuś? - pisała. - Odezwij się i napisz, czy wszystko w porządku.

W sumie spoko - odpisał. - Ale trochę mi smutno i nie wiem, czy na pewno chcę tu być całe dwa tygodnie. Przyjedziesz po mnie?

Nacisnął klawisz "wyślij" i wpatrywał się w ekran, czekając na odpowiedź.

Telefon cicho zabzyczał.

Nam też smutno bez Ciebie - wyświetliła się wiadomość od mamy. - Spróbuj wytrzymać do jutra. A teraz śpij. Dobranoc.

Dobranoc - odpisał Bartek i poczuł, że po policzkach płyną mu łzy. - Kocham Cię, mamo.

Kolejne dni były bardzo fajne. Bartek świetnie radził sobie na zajęciach w terenie, łowił największe ryby i pierwszy znajdywał tropy zwierząt w lesie. Ale każdego wieczoru wracało to dziwne uczucie w brzuchu, tęsknota do domu i rodziców, którzy byli daleko...

Całe szczęście, komórka leżała bezpiecznie schowana pod poduszką, więc przed snem mógł pisać esemesy do mamy. Pilnował, żeby nikt go na tym nie przyłapał, czekał więc, aż wszyscy w pokoju zasną. Potem po omacku wyciągał telefon i pisał pod kołdrą.

Co robicie? Śpicie?

Nie. Oglądamy film - odpowiadała mama. - Już tylko pięć dni zostało do Twojego powrotu.

Wiem. Nie mogę się doczekać - pisał Bartek, chociaż sam nie wiedział, czy to tak do końca jest. Tęsknił do domu, to prawda. Szczególnie wieczorami, jak był zmęczony. Ale też bardzo podobały mu się przygody i wyprawy i cieszył się na każdy kolejny obozowy dzień.

To zdarzyło się trzy dni przed końcem obozu. Bartek wyciągnął największego szczupaka, którego wszyscy mu zazdrościli i pierwszy zauważył sowę uszatą. Był bohaterem dnia. Wieczorem, zmęczony i szczęśliwy, poszedł pod prysznic. Długo tam zabawił, rozmyślając. Ten obóz to najfajniejsza rzecz, jaka mu się ostatnio przydarzyła. Koledzy już dawno poszli do pokoju, a on jeszcze mył zęby i podśpiewywał sobie wesoło. Kiedy doszedł do drzwi, usłyszał przyciszone śmiechy i głosy chłopaków.

- Posłuchajcie tego: Trochę mi smutno i nie wiem, czy na pewno chcę tu być całe dwa tygodnie. Przyjedziesz po mnie? Kocham Cię, mamo. Ha! Ha! Ha!

Wszyscy zaczęli się śmiać, a Bartka coś mocno ścisnęło w brzuchu.

Znaleźli moją komórkę! - pomyślał przerażony. - Czytają moje esemesy! Co ja mam teraz zrobić?!

Poczuł, że ogarnia go paniczny strach i wstyd. Tak jak stał, w piżamie, wyleciał przed budynek i pobiegł przed siebie do lasu. Chciał uciec jak najdalej od obozu, chłopaków i tego okropnego upokorzenia...

Tymczasem pan Jacek zaniepokojony śmiechami, wpadł do pokoju chłopców.

- Uciszcie się! Jest już późno! O, a co wy tu macie? - zapytał i spojrzał na komórkę, którą jeden z chłopców trzymał za plecami. - Telefon? Przecież to zabronione. Czyje to? - wskazał na aparat.

- Bartka - bąknął ktoś cicho.

- A gdzie on jest?

- W łazience.

- Tam go nie ma. Przed chwilą zamykałem łazienki. Nikogo nie widziałem - wychowawca spojrzał poważnie na chłopców. - Powiedzcie mi, co się tu właściwie dzieje?

- Bo my... - zaczęli jąkać się chłopcy - my zauważyliśmy, że Bartek chowa pod poduszką komórkę i co wieczór wysyła esemesy spod kołdry. Chcieliśmy wiedzieć, do kogo tak pisze i...

- I wzięliście bez pytania jego telefon, a potem czytaliście jego wiadomości i śmialiście się z nich - dokończył pan Jacek. - Mieliście świetną zabawę czyimś kosztem... Czy wiecie, że naruszenie prywatności drugiego człowieka może być nawet karalne? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że każdy ma prawo do zachowania tajemnicy korespondencji? Czy wiecie, co zrobiliście Bartkowi?!

Chłopcy stali ze spuszczonymi głowami.

- Myśleliśmy, że pan będzie zły na Bartka, bo to przecież on złamał regulamin i korzystał na obozie z komórki - wyszeptał wreszcie jeden z nich.

- Na pewno sobie z nim o tym porozmawiam - odpowiedział wychowawca. - Pod warunkiem, że się znajdzie - wyszedł z pokoju.

- A co będzie, jak się nie znajdzie? - powiedział któryś z chłopaków i zapadła cisza.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej