Moje lesstorie - Sandra G.

Reflow text when sidebars are open.
Na początku wypadałoby napisać coś o sobie. Może nawet i się przedstawić, napisać, skąd jestem, co robię, a przede wszystkim - kim w ogóle jestem. Ale czy poznanie mojego imienia, miejsca zamieszkania i zawodu wpłynęłoby na waszą opinię o mnie? Zmieniłoby coś? Jeśli myślicie, że tak, to pewnych informacji możecie doszukać się w trakcie czytania, a jeśli uważacie, że nie, to wystarczy nie zagłębiać się aż tak w tekst albo pominąć zdania, z których można wysnuć coś bezpośrednio. Zrobicie, jak zechcecie.
W sumie to możecie wcale tego nie czytać, bo nie jest to jakieś wybitne dzieło. Nie zmieni ono losów świata ani też zapewne Waszych. Może tylko oderwie Was na trochę od prozy życia i pozwoli spojrzeć na "ciepłe zjawiska"[1] jako na coś normalnego, co zdarza się częściej i bliżej Was, niż do tej pory mogliście podejrzewać. To nie jest nic nowego. To się działo i dziać będzie, czy tego chcecie, czy też nie. Ta lektura tylko Was z tym oswoi i dostarczy Wam garści informacji, a mnie będzie przypominała, jaka byłam wtedy, kiedy spisywałam te moje chaotyczne myśli, i jak od tego czasu się zmieniłam.
Myślicie, że ja chciałam wieść takie życie? Że miałam wybór? Że obudziłam się pewnego pięknego poranka i stwierdziłam, że od dziś pociągają mnie dziewczyny? Że to mój kaprys? Jeśli tak uważacie, to może w tym miejscu warto byłoby zakończyć przygodę ze mną i powrócić z innymi poglądami niż te drobnomieszczańskie.
Wracając do pytań, to nie może zabraknąć odpowiedzi na to najważniejsze. Myślę, że odpowiedź na nie stanowi również odpowiedź na pytanie, po co ja to w ogóle to piszę. Zatem - kim jestem?
No właśnie, kim? Po przeczytaniu moich wywodów pomyślicie sobie, że jestem samotną, zagubioną dziewczyną, w dodatku homo. Pomyślicie, że mnie znacie. A to nieprawda. Będziecie w dużym błędzie. Będziecie mieć tylko namiastkę mnie. Parę strzępów informacji, poprzez które na pewno wyrobicie sobie zdanie o mnie. A ja nie stanę wam w tym na przeszkodzie.
Większość, jeśli nie każdy, pragnie zostawić jakiś ślad po sobie i swoim istnieniu. Instynktownie człowiek zwraca uwagę innych na siebie. Chce być zauważony. Ja pragnę oddać cząstkę siebie, która została przekuta w te oto słowa. Czytając je, czytacie mnie. A będąc mną, myślicie jak ja, a to już niedaleka droga do poznania mnie. Tak, pragnę, abyście poznali mnie w sposób, w jaki nie mogliście, bo na to nie pozwalałam. Może to da parę odpowiedzi i wyjaśni najbliższym mi osobom, dlaczego postępowałam tak, a nie inaczej. Może okazać się, że nigdy mnie nie znaliście albo znaliście bardziej, niż ja siebie znałam.
Historie, które opowiem, nie są zmyślone. Wszystko to przydarzyło się mnie w czasach studenckich, kiedy to rozpiłam się pod wpływem doborowego towarzystwa, i ujawniłam, również pod czyimś wpływem, ale już jednostkowym, jak i w czasach po studiach, kiedy jestem już zupełnie inną osobą - trzydziestoparoletnią dziewczyną. Pisałam właśnie w tych dwóch etapach życia. W tym wcześniejszym zmagałam się z poszukiwaniem własnej tożsamości, a później z jej akceptacją. Wtedy też dopiero zaczynałam proces budowania poczucia własnej wartości, po tym, jak odbiłam się od dna emocjonalnego. Znalazłam się tam, ponieważ nie widziałam siebie w szczęśliwej przyszłości, gdyż moje uczucia i dusza zostały doszczętnie zdeptane. Był to bardzo mroczny i depresyjny okres mojego życia, gdy myślałam, że szczęście może mi dać tylko druga osoba, i dlatego tak mocno cierpiałam.
Teraz, dziesięć lat później, jestem już o wiele dojrzalszą osobą, pogodzoną ze swoją tożsamością i ze zbudowanym w długim procesie poczuciem własnej wartości. Osobą o wiele bardziej świadomą, nietrzymającą w sobie uczuć i nieszukającą szczęścia na zewnątrz, tylko czerpiącą je z wnętrza. Odbyłam bardzo długą podróż duchową, żeby dojść do miejsca, w którym jestem. Musiało się na to złożyć bardzo wiele złych doświadczeń, ale jak to mówią - nie ma przyjaciół i wrogów, są tylko nauczyciele...
Historie mojego życia opisane zostały najwierniej, jak tylko się dało. Uważam, że lepiej piszę, niż mówię. Słynęłam kiedyś z opowiadania historii z puentą[2], które nigdy takowej puenty nie miały, więc mam nadzieję, że będzie się mnie czytało przyzwoicie. A jeżeli nie, to z góry przepraszam za swoją nieudolność w tej materii. Ale wiedzcie, że staram się, jak mogę. Niech to wpłynie na łagodniejszy osąd i wszelką krytykę, którą przyjmę z pokorą, jeśli będzie oczywiście konstruktywna.
Dodam jeszcze, że niczego nie żałuję oraz nie mam nic do ukrycia, dlatego w pewnych miejscach jestem (za) bardzo szczera i bezpośrednia, toteż co poniektórych pewne sceny mogą urazić albo wręcz przeciwnie.
Życzę miłej podróży w "ciepłe kraje" i oby nie była ona dla was zbyt gorąca i przerażająca.
Autorka