Dostojewski na kwarantannę?Czy do usunięcia?
Wojenna agresja Rosji na Ukrainę jest wydarzeniem tak szczególnym, wyjątkowym, przejmującym, katastroficznym, że po nim właściwie wszystko, co jest związane z Rosją, nabrało innego sensu, znaczenia i innych treści. Zapadły się nadzieje wiązane z Rosją zarówno w jej wymiarze wewnętrznym, jak i w jej bardziej uniwersalnej wartości, randze, alternatywności i oryginalności historycznej. Nadzieje te nie były zresztą uznawane powszechnie, przeciwnie - dotyczyły osób z życzliwością, z fascynacją, z pozytywnym pragmatyzmem spoglądających na Rosję i przeciwstawiających się tanim, schematycznym, doraźnym i emocjonalnym (jak się wydawało) stereotypom, przesądom i uprzedzeniom w spojrzeniu na Rosję, określanym i wypominanym jako bezrefleksyjna, choć niekiedy podbudowana historycznie oraz faktograficznie, rusofobia. W naszym bliskim otoczeniu ta druga postawa przeważała, i to zdecydowanie, nawet jeśli mogła się wydawać powierzchowna, bo zarazem była zobowiązująca i zawzięta. Wszystkie te stereotypy i przesądy nabrały jednak po 24 lutego 2022 roku realności, zasadności, trafności, dostarczając ogromnej satysfakcji nieprzejednanym krytykom i przeciwnikom Rosji. Mogli oni teraz z triumfem powiedzieć: "a nie mówiliśmy" i z pogardliwością oraz z zarzutami naiwności, ślepoty czy wręcz zdrady spoglądać na najdrobniejsze rusofilskie skłonności i przekonania części badaczy naukowych i obserwatorów politycznych, tudzież ich czytelników. Wieloletnia praca i działalność Andrzeja Walickiego, a i osiągnięcia inspirowanego przez niego szerokiego, twórczego, mającego osiągnięcia międzynarodowe polskiego środowiska badaczy rosyjskiej myśli filozoficznej, stanęły w ten sposób pod poważnym, jeśli nie likwidującym znakiem zapytania, przyprawiając reprezentantów tego środowiska o poczucie głębokiego najpierw oburzenia, szoku i roz-paczy z powodu fatalnego kroku Rosji, a następnie zawodu i depresyjnego poczucia błędnego ulokowania oraz prowadzenia i rozwijania swoich zainteresowań i pasji badawczych związanych z Rosją. Może to lepiej, że Walicki nie doczekał całej tej sytuacji (zmarł w sierpniu 2020 roku).
Militarny krok Rosji wobec Ukrainy był ze strony Rosji i dla Rosji szalony, katastroficzny, samobójczy w wymiarze politycznym, ale także w szerszym wymiarze historycznym i kulturowym, i to co najmniej - jak się wydaje - na długie dziesięciolecia.
Potępienie Rosji jest powszechne i zupełne, obejmuje również - szczególnie nas tu interesującą - sferę kultury. I także wobec niej jest radykalne, bezwarunkowe i nierzadko wręcz dyskredytujące. Wypowiedzi całkowicie odrzucające kulturę rosyjską, a przynajmniej domagające się poddania jej swoistej kwarantannie, spotykamy w prasie zagranicznej i polskiej często, w kluczowych nieraz miejscach opinii publicznej, i wygłaszane z moralnym zapałem oraz z poczuciem słusznego obowiązku. Nie czas teraz - przekonuje się nas - na czytanie Tołstoja, Dostojewskiego i Czechowa, na słuchanie Czajkowskiego, i to tylko pierwsze z brzegu, choć najbardziej spektakularne przykłady tego rodzaju wezwań. A Ukraina - zgodnie z tym podejściem - ma pełne prawo, by likwidować pomniki Puszkina czy rozliczać wielkoruskość Michaiła Bułhakowa lub Aleksandra Sołżenicyna oraz zasadniczo i negatywnie zrewidować obecność kultury rosyjskiej w przestrzeni ukraińskiej. Współczesny pisarz rosyjski Siergiej Lebiediew (mieszkający w Niemczech), wskazujący Dostojewskiego, Bułhakowa, Sołżenicyna i Brodskiego jako dotkniętych wirusem imperializmu, uważa, że Rosjanie "będą musieli od podstaw przemyśleć swoją kulturę, historię, ustrój polityczny" i dopiero wtedy stworzą przesłanki dla szansy pojednania z Ukraińcami1. Zdaniem jednego ze znakomitych polskich sympatyków Rosji, Andrzeja Romanowskiego, "już nie ma Rosji [...], z jej entelechią, z jej wielowiekową misją, z jej uniwersalizmem", Rosja "na oczach świata popełniła samobójstwo"2. To, co Romanowski zaledwie sugeruje, Oksana Zabużko, ukraińska pisarka, wypowiada otwarcie, skrajnie prowokacyjnie, w sposób pełen usprawiedliwionych emocji, pozbawiony także jakichkolwiek niuansów, bez skrupułów sprowadzający i oceniający uniwersalizm kultury (zwłaszcza rosyjskiej) przez pryzmat najbardziej konkretnej chwili historycznej: "czas spojrzeć na literaturę rosyjską nowymi oczami, wszak w dużej mierze to ona utkała "siatkę maskującą" dla rosyjskich czołgów", należy porzucić "mit europejskości kultury rosyjskiej", zrozumieć, że "ofensywa Putina 24 lutego była, nie da się ukryć, czystą "dostojewszczyzną" w rozumieniu Kundery" (czyli "kultem emocji i jawną pogardą dla racjonalności"), że "drogę bombom i czołgom zawsze torują książki", dlatego "czas, byśmy przejrzeli nasze półki z książkami"3.
Oskarżycielski i niewybaczający ton ukraińskiej pisarki wobec kultury rosyjskiej nie mógł oczywiście nie napotkać pewnego oporu, w którym odwoływano się do ponaddoraźnej, ponadpolitycznej natury czy istoty kultury, do tworzenia przez nią pewnej duchowej (a i przecież materialnej) nadwyżki ponad okoliczności czasu i miejsca jej powstawania. Powoływano się także na przykłady historyczne, nakazujące mocno osłabić czy skomplikować to całkowite wpisanie rosyjskiej kultury w mroczny i nieprzezwyciężalny cień decyzji politycznych Władimira Putina.
A zatem - zgodnie z tym stanowiskiem - "obarczanie" literatury rosyjskiej "odpowiedzialnością za zbrodnie wojenne to nadużycie", pod tym względem "jest taka sama jak każda literatura narodowa" - uwikłana w swój czas, ale zarazem swój czas przekraczająca, wytwarzająca przestrzeń alternatywną, kontrapunkt dla faktów, który umożliwia wątpienie, oceny, idee, a ich horyzontem jest uniwersalność, literatura w ogóle, życie w ogóle, wolność i samodzielność w ogóle, i to nawet jeśli twórca literatury ulegnie chwili zaślepienia, pośpiechu czy nadmiaru egzaltacji. Jeśli zaś ta jego ewentualna chwila przestaje być tylko chwilą, cały problem niejako sam się rozwiązuje - ten ktoś wypada z obszaru literatury, stając się podmiotem usłużności politycznej.
Jak ujmie z kolei rozważaną przez nas sprawę Renata Lis, "nie muszę nienawidzić Rosji i kultury rosyjskiej, żeby właściwie oceniać ich [Rosjan] działania oraz współczuć i pomagać ofiarom". Co nie zmienia faktu, że cała sprawa wymaga delikatności i uważnego podejścia zwłaszcza do współczesnych twórców rosyjskich, a także zrozumienia indywidualnej niechęci nawet do najświetniejszych i uniwersalnych zdobyczy kultury rosyjskiej, aczkolwiek pod warunkiem, by ktoś "nie próbował szantażem moralnym wymóc na innych, żeby zachowywali się tak samo". "Literatura - podsumowuje autorka - potrafi pomóc w istnieniu. Literatura rosyjska także"4.
Odnotujmy tu również pewne znamienne świadectwo Andrzeja Walickiego. To właśnie literatura i myśl rosyjska były dla niego szczególnie skutecznym narzędziem walki o indywidualność, narodowość, wolność myślenia, prawdę. Jak pisał: "źródłowa znajomość dziejów myśli rosyjskiej dowodziła [...], że jest to myśl żywa, autentyczna, nie mieszcząca się w prymitywnych schematach, rozbijająca je i ośmieszająca"5. Bez trudu i natychmiast uświadamiało się sobie na przykład różnicę czy raczej opozycję między tym, co rosyjskie, a tym, co rosyjsko-sowieckie: "Tradycja rosyjskiej inteligencji - zauważał Walicki - była dla mnie antidotum na duchową martwotę stalinizmu"6, "na stalinizm we wszystkich jego postaciach", dlatego - dodawał w innym miejscu: "czułem się zagrożony nie "rusyfikacją", ale "sowietyzacją""7. Kwestia rosyjska była więc najwyraźniej środkiem i kryterium osiągania przez Walickiego jednostkowej wolności intelektualnej i twórczej - jak sam o tym pisał: "Jeśli ocaliłem swą wewnętrzną wolność (a mogło przecież być inaczej w warunkach zorganizowanej presji), to zawdzięczam to w ogromnej mierze pisarzom i myślicielom przedrewolucyjnej Rosji: Hercenowi, Bielińskiemu, Dostojewskiemu, myślicielom i poetom Srebrnego Wieku"8. To właśnie myśl rosyjska działała wyzwalająco, wyostrzała krytycyzm, kształtowała samowiedzę, wzmacniała moralnie9. Potwierdźmy te oceny Walickiego wyznaniem Isaiaha Berlina na temat myśli rosyjskiej: "zarówno słowianofile, jak i ich przeciwnicy mówili rzeczy oryginalne i fascynujące, lepsze od analogicznej eseistyki zachodniej. Gotów jestem czytać dziś Hercena, a nawet Bakunina, ale nie Carlyle'a lub Ruskina, którzy wydają się absolutnie martwi"10.
Może najważniejszym i najistotniejszym intelektualnie zniuansowaniem jednoznacznie czarno-białego obrazu wojennego konfliktu ukraińsko-rosyjskiego jest odróżnienie przyczyn wojny i winy za wojnę. Bronisław Łagowski, który wprowadził to rozróżnienie, umieszcza przyczyny wojny w szerszym planie czasowym i faktograficznym (sięgającym przynajmniej Majdanu czy nawet wyboru Juszczenki na prezydenta Ukrainy w 2004 roku, po unieważnieniu poprzedzającej to drugiej tury wyborów prezydenckich, zwycięskiej dla Janukowycza), zaś winy - w błędnej, fatalnej, szalonej politycznie decyzji Putina w lutym 2022 roku. "Tej wojny - stwierdzał Łagowski - nie da się usprawiedliwić i jej nie usprawiedliwiamy. Rozważamy tylko przyczyny tej wojny [niuansując je i sytuując także po stronie ukraińskiej i proukraińskiej - J.D.]. A przyczyny i wina to dwie różne sprawy"11. Ten niuans dostrzega jeszcze inny polski autor: "Wina za inwazję i zbrodnie na Ukrainie leży wyłącznie po stronie Rosji", ale też wina "to jednak tylko jedna strona medalu. Czym innym są przyczyny, które doprowadziły do wojny. A tych jest wiele" i sięgają one "ostatnich 30 lat relacji Zachodu z Rosją" i "Rosji z Ukrainą"12, i nie obciążają jedynie Rosji.
Przypisywanie kulturze win i odpowiedzialności za decyzje i działania świata politycznego, z którym kultura ta jest związana, jej dyskredytowanie z tego powodu, nie zdarza się oczywiście po raz pierwszy.
Pytanie o winy twórców i dzieł kultury - winy związane ze zbrodniczymi działaniami władzy politycznej i sił społecznych, w które twórcy i dzieła są intencjonalnie lub mimowolnie uwikłani (z racji przynależności narodowej lub państwowej czy choćby z racji języka) - nie jest więc oczywiście odkrywcze i jakoś oryginalne, choć przyznajmy, że zarówno propagandowe manipulacje władz rosyjskich (i radzieckich) kulturą od najdawniejszych czasów, jak i nad wyraz silne poczucie społecznej misji i własnej odpowiedzialności społecznej rosyjskich twórców kultury czynią całą tę sprawę szczególnie aktualną, niepomijalną, a nawet palącą dla twórców rosyjskich, choć też nierzadko obciążającą ich ponad miarę i wbrew ich pojmowaniu sztuki, zadań sztuki, miar sztuki i obowiązków sztuki (co oczywiście trzeba odnosić także do szerszego, a nie tylko artystycznego wymiaru tworzenia kultury).
Należy w związku z tym odnotować dwie kwestie. Po pierwsze - powtórzmy - dzieła kultury wyrastając w określonym miejscu i czasie odnoszą się zarazem (i to koniecznie) do uniwersalności i do nieskończoności (w czasie i przestrzeni), a więc do wieczności i powszechności, i to te jakości są (zapewne najważniejszym, choć oczywiście nie jedynym) punktem odniesienia kultury, jej inspiracją i jej celem. Dobrze wiemy, że objaśnianie dzieła kultury świadomością i zamysłem twórcy nie jest wyłącznym sposobem rozumienia dzieła, a i przeżywania go. Jest może nawet raczej mniej udanym sposobem jego rozpoznawania (stąd ironia towarzysząca podejściu nakazującemu doszukiwać się w dziele tego, "co autor miał na myśli"). Dzieło jest wyrazem i kontynuacją (jednocześnie zaś nowym słowem) kultury narodowej, pewnej cywilizacji, kultury ogólnoludzkiej, gatunku artystycznego lub dyskursywnego, a wreszcie także pewnym usytuowaniem się wobec transcendencji. W tych odniesieniach świadomość i samoświadomość autora nie musi być czymś rozstrzygającym dla uchwycenia sensu dzieła. Przez dzieło wypowiada się, zgłasza swoje aspiracje, określa swoje miejsce w wieczności naród, ludzkość, dziedzina kultury. Choć wymagało to nadzwyczajnego skupienia, oddania, natchnienia jednostkowej świadomość autorskiej. Relacja między autorem a tymi szerszymi kontekstami jest złożona, wielowymiarowa, skomplikowana - nie ma tu w każdym razie prostych, oczywistych i szybkich rozstrzygnięć. Co więcej - to, co najważniejsze w tym zakresie, może się ujawnić i ujawniać dopiero w przyszłości.
Często sam autor autokomentarzami lub poszerzaniem poza dziedzinę sztuki swojej twórczości i jej rangi zawęża sens własnego dzieła, wtłacza je lub sytuuje w dominującym kontekście swoich preferencji, sympatii, nadziei politycznych. Rzecz w tym, by odbiorca dzieła nie ulegał tego rodzaju najbardziej nawet spektakularnym samoidentyfikacjom autora, by "trzymał się" dzieła i jego najdalszych możliwości, dla których samoświadomość autora potrafi być przeszkodą i zasłoną. Jeśli Fiodor Dostojewski w Dzienniku pisarza dwu- lub trzykrotnie (z tym, że na jakieś - powiedzmy - dwa tysiące stronic tego autorskiego miesięcznika) ogłasza, że "Konstantynopol musi być nasz" (w odniesieniu do wojny z Turcją), to nie jest to przecież klucz do jego twórczości artystycznej, właściwie immunizowanej na osobiste preferencje polityczne Dostojewskiego, które jeśli nawet się pojawiają, to w przestrzeni polifonii powieściowej (gdzie nawet sprawy prawosławia nie stoją najlepiej), ani nawet nie jest to klucz do samego Dziennika pisarza, w którym najobszerniejsze i najbardziej przejmujące są rozważania wokół "kwestii dziecięcej" i "kwestii kobiecej", przeniknięte duchem wolności, najszlachetniejszej moralności i lepszej przyszłości. Nie czyńmy więc świadomości (samoświadomości) twórcy, jak i najbliższego otoczenia politycznego jego twórczości, jedynym i rozstrzygającym kontekstem dla oceny jego twórczości. Autor dzieła - można by powiedzieć - nie jest jego wyłącznym właścicielem, ocenianie zatem tego dzieła przez słabsze miejsca i zaułki myśli oraz czynów twórcy (w odniesieniu do historii Hegel - co prawda postać na różne sposoby niejednoznaczna, a nawet jakoby wątpliwa - określał to jako świadomość kamerdynerską) przynosić może owoce głośne, a nawet skandaliczne, ale zazwyczaj mocno upraszczające, a także trywializujące sprawę i rozleniwiające świadomość oskarżyciela. Łączy się z tym również pewien błąd poznawczy, a i chyba logiczny, chętnie dziś niepamiętany, a zmuszający (jeśli chcemy go uniknąć) do niuansowania szybkich, prostych i pryncypialnych ocen - mianowicie prezentyzm. Jak wiadomo, polega on na tym, że zarzucamy błąd czy wadę poglądowi z dawnych lat, mając pretensję, że w poglądzie tym nie uwzględnia się tych okoliczności, które są naszą wiedzą i naszym doświadczeniem, a więc z lat późniejszych i dużo późniejszych wobec tego poglądu. Oto na przykład Dostojewski wielokrotnie w Dzienniku pisarza używa krytycznego i pogardliwego określenia "żydki", z czego zresztą próbuje się wytłumaczyć (w listach używa niekiedy określenia jeszcze gorszego, ale - co znamienne - nie znajdujemy go ani razu w Dzienniku), a co skłania licznych komentatorów do zarzucania Dostojewskiemu wręcz twardego antysemityzmu. Przypomnijmy, że rzecz dotyczy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku. Otóż tego rodzaju określenia spotykamy niekiedy w mniej oficjalnych, właśnie "dziennikowych" tekstach wybitnych autorów drugiej połowy XX wieku, zasadnie przy tym uważanych za humanistów. Czy w tym zestawieniu wina Dostojewskiego nie jest umiarkowana, wpisana w fatalną pod tym względem naturę epoki, podczas gdy te same zwyczaje językowe po drugiej wojnie światowej są niewybaczalne i niewytłumaczalne, i że ich ewentualne usprawiedliwianie tym, że "i Dostojewski", jest właśnie poręcznym prezentystycznym poprawieniem wizerunku dzisiejszej pogardliwości antysemickiej kosztem osób i czasów, którym można by "sprytnie" zarzucić inicjację pogardy, zapoczątkowanie "równi pochyłej" w tej sprawie. Czyż nie jest to wątpliwe wyrównywanie, a nawet podmiana skali win?
Sprawa uwikłania artystów i myślicieli w zbrodnicze działania władzy politycznej oraz w usprawiedliwianie tych działań odsyła nas oczywiście do faszystowskich Niemiec, pomijając zaś jawnych propagandystów nazizmu (i w przekonaniach własnych, i w wątpliwych, jawnie i świadomie tendencyjnych dziełach), wzrok kierowany jest tu zazwyczaj przede wszystkim na Friedricha Nietzschego oraz Martina Heideggera. W przypadku Nietzschego to obwinianie wydaje się wyjątkowo nietrafne ze względu na indywidualizm, kreatywizm, a i motywy oraz nastroje antygermańskie dzieł Nietzschego, niemniej jednak zarówno szersza opinia publiczna, jak i niektórzy badacze (na przykład György Lukács w słynnym eseju Die Zerstoerung der Vernunft [Destrukcja rozumu]) nie mają wątpliwości do co najmniej faszystowskich konsekwencji poglądów i idei Nietzschego13. Z kolei w odniesieniu do Heideggera jest to zdumienie, potępienie i niesmak w związku z wyborami polityczno-akademickimi niemieckiego filozofa (przyjęcie funkcji rektora we Fryburgu w 1933 roku, wstąpienie do NSDAP) oraz z zawstydzającymi wypowiedziami w spuściźnie rękopiśmienniczej filozofa (oburzająco antysemickie i nacjonalistyczne passusy w słynnych Czarnych zeszytach). Jednak to uniwersalna moc intelektualna (a i aksjologiczna czy kreatywistyczna) podstawowych dzieł Nietzschego i Heideggera określa ich obecność, miejsce i najwyższą rangę w kulturze współczesnej. Chyba nieco tylko gorzej rzecz się ma z Ryszardem Wagnerem. Na tym tle niektóre dzisiejsze głosy, wzywające do rozliczeń kultury rosyjskiej w jej całości, najwyraźniej postulują w istocie - całkiem świadomie i z poczuciem pełnej racji - usunięcie jej poza granice cywilizacji europejskiej, swego rodzaju oczyszczenie kultury Europy z podejrzanych, w gruncie rzeczy obcych, bo azjatyckich, miazmatów. Nie brzmi to ani dobrze, ani przekonująco, nawet jeśli nieco tu udramatyzowaliśmy całą tę sytuację.
I drugi aspekt rozważanej tu kwestii win kultury za katastrofy polityczne dokonujące się w jej obecności (mimowolnej) lub współobecności (świadomej i wybranej). Od XVIII wieku spotykamy się w filozofii europejskiej - z narastaniem tego w XIX i XX stuleciu - z rozbudowanymi syntetycznymi koncepcjami końca czy właśnie kończenia się (kryzysu) dotychczasowej kultury i wkraczania ludzkości (na razie ludzkości cywilizowanej, europejskiej, która jednak pociągnie za sobą szybko całą ludzkość) w nową epokę. Rozliczenia z dotychczasową historią ludzkości były niekiedy bardzo radykalne, niekiedy wybiórcze, także dramatyczne ("teraz albo nigdy", "nowatorska przyszłość albo barbarzyński upadek"), a i pesymistyczne. Jednym z najbardziej przejmujących konceptów w tym zakresie była filozofia Emmanuela Lévinasa i jego ujęcie dotychczasowych dziejów filozofii, która - odpowiednio do swojej natury - uchwytywała w najogólniejszych pojęciach całość kultury ludzkiej i jej dziejów. Ten przejmujący charakter myśli Lévinasa związany jest z kontekstem Holocaustu oraz filozoficznego (czy raczej zawstydzającego dla filozofii) usytuowania i ujęcia tu Holocaustu. Otóż Holocaust ujawnił i uświadomił (i to za straszną cenę) pewną wątpliwą wspólnotę i integralność całej dotychczasowej filozofii, wspólnotę i integralność leżące w istocie u źródeł i podstaw wielkich katastrof moralno-politycznych XX wieku (a zwłaszcza Holocaustu). Katastrofy te najwyraźniej nie były bowiem przypadkowe, nie były wyrazem chwilowego zaślepienia i choroby. Polityczne totalitaryzmy ("organizujące" te katastrofy) tkwiły całkiem głęboko w nurcie i kierunku rozwoju kultury europejskiej. Była ona bowiem nastawiona - i zwłaszcza w filozofii znalazło to istotny wyraz - na jedność świata, na integralność, całość (całościowość) świata, na monologiczność, na jednoczącą ogólność wiedzy, znajdującą wyraz już choćby w myśli eleatów i Heraklita, a następnie w totalizujących systemach filozoficznych, do których aspirowali wszyscy niemal filozofowie, a których zwieńczeniem była filozofia Hegla, ale także filozofie Husserla i Heideggera. To, co jednostkowe, indywidualne, inne, było tu traktowane - gdy przeczyło całości (gdy więc naprawdę było jednostkowe) - jako błąd, niedojrzałość, i szybko syntezowane w wizji całości (w najlepszym razie było ilustracją czy przykładem ogólności). Ta synteza jednostkowości w ogólności zawsze miała w istocie charakter pewnego przymusu i przemocy, głoszonej albo jawnie (jak u Heraklita, gdzie świat jest powszechną wojną elementów dyscyplinowanych i jednoczonych w całość mocą Logosu), albo w sposób bardziej zawoalowany (jako strukturalna wyższość ogólności, jako metafizyczne pierwszeństwo całości, jako konsekwencja logiczna, jako więc tylko przypadkowość i wymienność lub jako symboliczność i reprezentatywność - wobec ogólności - tego, co jednostkowe). Alternatywą dla dotychczasowego sposobu filozofowania musi być podejście odrzucające monologiczność świata i naturalność (trwałą własną istotę) człowieka, czyli - jak głosił Lévinas - metafizyka różnicy i metafizyka spotkania, które trwale chroniłyby jednostkowość bytu (przeciw dominacji ogólności) oraz odrębność, inność, indywidualną "twarz" każdego ludzkiego indywiduum (przeciw twardej ludzkiej subiektywności, nastawionej na zaspokajanie swoich naturalnych potrzeb, na przyjemność)14.
Z punktu widzenia teorii Lévinasa właściwie całe dzieje europejskiej kultury filozoficznej i kultury w ogóle obciążone są winą za swoje dwudziestowieczne rezultaty moralno-polityczne, za niezdolność zapobieżenia im, za naiwność i obojętność wobec swoich realnych rezultatów i decydujących kontekstów historyczno-politycznych. Lévinas kieruje swoje zainteresowania powojenne w stronę - jak wiadomo - kultury żydowskiej, ale także krytycznej kontynuacji fenomenologii, w tym Heideggerowskiej, jakoś więc właściwie uznając wspólny horyzont całej filozofii europejskiej i filozofii własnej.
Choć więc zwłaszcza w stosunku do niektórych przedstawicieli kultury niemieckiej pojawiają się istotne zarzuty, wezwania do dystansu i krytycyzmu z powodów pozaartystycznych i pozapisarskich, to nie jest to raczej rozszerzane na całość kultury niemieckiej, można nawet odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia właściwie ze "sporem w rodzinie". Z kolei wobec kultury rosyjskiej spotykamy się dziś z nad wyraz częstymi próbami i postulatami (co już zasygnalizowaliśmy) jej wypchnięcia poza obszar Europy i - jak się chętnie dodaje (mając to właściwie za tautologię) - cywilizacji w ogóle.
Oburzenie i dalsze emocje płynące z tego oburzenia oczywiście tłumaczą i usprawiedliwiają taki stosunek do współczesnej Rosji. Gdy jednak emocje te angażują i całkowicie podporządkowują sobie czy wręcz szantażują także intelekt, zawiadują całkowicie syntezami historyczno-filozoficznymi, skrojonymi na miarę rozpaczy i szoku (albo gorzkiej satysfakcji) wyrastających z przeżywanej właśnie chwili czy dnia, to łatwo tu o efekty przesadnie doraźne, nihilistyczne (w odniesieniu do Rosji), ale i kontrskuteczne dla spraw ludzkiej kultury. Czy rzeczywiście należy domagać się świadectwa cnoty moralno-politycznej od autora Wielkiego Inkwizytora? Czy z nieco zaskakującej - w świecie dzisiejszego rosyjskiego dyskursu polityczno-propagandowego - kariery emigracyjnego filozofa Iwana Iljina miałoby wynikać - jak zdają się sądzić niektórzy obserwatorzy - że jego słynne dzieło O sprzeciwianiu się złu siłą (z 1925 roku) wzywa właściwie niemal do odpalania rakiet i zrzucania bomb? Rzecz w tym, że u Iljina siła ma najróżniejszej znaczenia i poziomy - z jednej strony wystarczająco abstrakcyjne, by unikać obciążania filozofii szaleństwami konkretnych decyzji politycznych, z drugiej strony wystarczająco różnorodne i wielopoziomowe, by zaliczać do tej siły już perswazję (jako alternatywę wobec Tołstojowskiego niesprzeciwiania się złu siłą - bo to był kontekst wystąpienia i książki Iljina)15. Co oczywiście nie znaczy, że siła do tego tylko się sprowadza i że nie ma kolejnych poziomów fizykalizowania, intensyfikowania i militaryzowania. Niestety, ma. I Rosjanie spektakularnie dziś o tym zaświadczyli.
1 S. Lebiediew, To nie zniknie z odejściem Putina, przeł. A. Sowińska, "Gazeta Wyborcza", 4 marca 2022 roku, s. 16-17.
2 A. Romanowski, Samobójstwo, "Przegląd", 14-20 marca 2022 roku, s. 23.
3 O. Zabużko, Nieuważnie czytaliście Tołstoja, przeł. S. Kowalski, "Gazeta Wyborcza", 21-22 maja 2022 roku, s. 6-7.
4 Jeśli nienawidzisz, to znaczy, że zostałeś pokonany. Z Renatą Lis rozmawia Grzegorz Wysocki, "Gazeta Wyborcza", 9-10 lipca 2022 roku, s. 24-27.
5 A. Walicki, Idea wolności u myślicieli rosyjskich, Kraków 2000, s. 295.
7 Tenże, Zniewolony umysł po latach, Warszawa 1993, s. 118.
8 Tenże, Czy stosunki polsko-rosyjskie mogą być wzajemnie dobre?, "Arcana" 2005, nr 4-5(64-65), s. 112.
9 Por. tenże, Zniewolony umysł po latach..., s. 118.
10 I. Berlin, List do A. Walickiego, 13 marca 1962, [w:] A. Walicki, Spotkania z Isaiahem Berlinem. Dzieje intelektualnej przyjaźni, Warszawa 2014, s. 90.
11 Na dyplomację był czas po Majdanie. Z Bronisławem Łagowskim rozmawia Eliza Olczyk, "Rzeczpospolita", 20 kwietnia - 1 maja 2022 roku ("Plus-Minus"), s. 32-33.
12 Ł. Gadzała, Wojna na Ukrainie, "Przegląd Polityczny" 2022, nr 172, s. 52.
13 Interesujące, że w piśmiennictwie radzieckim lat trzydziestych i czterdziestych raczej broniono Nietzschego przed kwalifikacją faszystowską, najwyraźniej chcąc pozbawić faszyzm jakiegokolwiek uzasadnienia z przestrzeni kultury wyższej. Omawiam to w książce Syntezy i niuanse. Studia i szkice z filozofii rosyjskiej (Kraków 2019), w rozdziale Wątki nietzscheańskie w myśli rosyjskiej radzieckiej (s. 69-81).
14 Por. J. Dobieszewski, Filozofia religii. Wykład, Warszawa 2022, s. 137-139.
15 Nie trzeba daleko szukać, by przekonać się o złożoności stanowiska filozoficznego, a i politycznego, Iwana Iljina. Por. chociażby: S. Mazurek, Rosyjski renesans religijno-filozoficzny. Próba syntezy, Warszawa 2008, s. 215-222; M. Bohun, Ex Oriente obscuritas, "Przegląd Polityczny" 2020, nr 160, s. 75-83; W. Surówka, Filozofia w cieniu Kremla, "Przegląd Polityczny" 2020, nr 160, s. 96-105.