Wstęp
Złość ma moc. Niesie ze sobą siłę, ale rodzi też w nas dyskomfort i jest
jedną z tych emocji, którymi szczególnie łatwo się zarazić. Nasze układy
nerwowe działają w taki sposób, że dostrajają się do siebie wzajemnie.
Złość dziecka może więc wzbudzać złość w nas samych. Gdy zarazimy się
złością przeżywaną przez dziecko, przestajemy być wspierający i zamiast
gasić pożar, dodajemy do niego jeszcze paliwa. Podnosimy głos, nasze
ciało reaguje tak, jakby walka była najlepszą z możliwych opcji. To
jeden z powodów, dla których wspieranie złoszczącego się dziecka stanowi
dla rodziców tak duże wyzwanie.
Jestem przekonana, że wiedza na temat mechanizmów dotyczących
powstawania złości, jej celu i dziecięcych możliwości w radzeniu sobie z nią może nam bardzo pomóc odnaleźć się w tych trudnych chwilach, kiedy
dzieci manifestują zniecierpliwienie, zdenerwowanie, irytację, złość,
frustrację lub wściekłość. Dlatego zdecydowałam się napisać książkę, w której zbieram wiedzę na temat dziecięcej złości, moje doświadczenia
płynące z pracy indywidualnej z rodzicami, a także z warsztatów,
webinarów i kursów dla rodziców na ten temat, które poprowadziłam w minionych latach. Korzystam także ze swoich doświadczeń rodzicielskich,
których jako mama trójki dzieci mam obfitość. Wiem, jak trudno wytrwać
przy dziecku, które się wścieka. Wiem, jak łatwo się wtedy zezłościć,
wiem, że przychodzą myśli, że inni rodzice lepiej sobie radzą, a ich
dzieci z pewnością aż tak się nie złoszczą. Jako psycholożka mam
przywilej oglądania bardzo wielu sytuacji podczas rozmów z rodzicami o ich dzieciach i dlatego wiem, że wszystkie dzieci się złoszczą i wszyscy
rodzice myślą czasem, że kiepsko sobie z tym radzą.
Ufam, że znajdziecie tu drogowskazy, które pomogą wam lepiej zrozumieć
złość dziecka, docenić jej moc i zyskać narzędzia, dzięki którym
będziecie mogli wspierać swoje dzieci. Mam na myśli zarówno wsparcie "tu
i teraz", gdy robi się trudno, jak i wsparcie w dłuższej perspektywie,
które pozwoli dzieciom nabywać umiejętności samoregulacji i korzystać ze
złości jako z komunikatu o ich potrzebach. Chcę zadbać także o to,
byście mogli pełniej zrozumieć to, co dzieje się z wami, gdy wasze
dzieci padają na podłogę, wierzgają nogami, piszczą, tupią lub
wykrzykują słowa, z którymi wam trudno. Zatroszczenie się o siebie jest
równie ważne jak zaopiekowanie dziecka, a często nawet i ważniejsze, bo
uzdalnia nas do tego, byśmy byli w stanie służyć dziecku wsparciem.
Chcę was prosić, byście czytając tę książkę, byli dla siebie łagodni.
Dla wielu osób z pokolenia dzisiejszych rodziców są to nowe treści.
Oznacza to, że mogą nie iść w parze z waszą codzienną praktyką, a przez
to rodzić dyskomfort lub poczucie winy. Nie utknijcie w nim, idźcie
dalej. W zdecydowanej większości nie wynieśliśmy wiedzy o regulacji
emocji i wspierającej funkcji złości ani ze szkoły, ani z relacji z bliskimi dorosłymi. Wręcz przeciwnie, złość, szczególnie ta dziecięca,
była tematem tabu. Dziś wiemy więcej o funkcjonowaniu dziecięcego mózgu,
regulacji emocjonalnej i przyczyn impulsywnych reakcji. Dzięki temu
możemy skorzystać z tej wiedzy dla wzbogacania życia naszych dzieci, nas
samych i kolejnych pokoleń.
Korzystając z okazji, dziękuję wszystkim rodzicom, którzy przez lata
zadali mi na temat dziecięcej złości setki pytań, dzielili się swoimi
wątpliwościami, wyzwaniami i doświadczeniami. Wasza dociekliwość,
pragnienie zmiany, odwaga do szukania nowych dróg, wytrwałość i miłość
do dzieci współtworzą tę książkę.
Rola złości
Świadomość tego, jakie funkcje pełni złość, pomaga nadać sens wszystkim
trudnym sytuacjom z udziałem naszych dzieci, które napotykamy w codzienności. Wiedząc, że złość niesie siłę do zadbania o siebie,
łatwiej mi podejmować działania, które nie będą pozbawiać dzieci
kontaktu z tą siłą. Zamiast zakazywać im się złościć, dystansować je
wtedy ode mnie, chcę stwarzać przestrzeń na bezpieczne przeżywanie i wyrażanie złości oraz dać im doświadczenie, że także rozzłoszczone mogą
zostać przyjęte. Mnie ta wiedza doprowadziła do miejsca, w którym mogę
śmiało powiedzieć o sobie: jestem fanką dziecięcej złości. Ciekawa
jestem, czy poniższe argumenty i wam pomogą ją polubić.
Złość to komunikat
Za Marshallem Rosenbergiem, twórcą Porozumienia bez przemocy, lubię
widzieć złość jako komunikat. Jeśli ją odczuwam, to ma mi to
zasygnalizować, że wydarzyło się coś, co wymaga działania, reakcji,
zmiany lub sprzeciwu. Złość to sygnał, że sytuacja wymaga tego, żebym
nie pozostawała bezczynna. Pobudzenie fizjologiczne, jakie niesie ze
sobą, daje siłę do działania, do zadbania o siebie lub do wyrażenia
niezgody. Często to właśnie dzięki energii, którą niesie złość, nie
utykamy w bezradności, w zamrożeniu i rezygnacji. Złość jest emocją,
która pokazuje nam, gdzie są nasze granice, a także które z naszych
potrzeb domagają się w danej chwili uwagi. W związku z tym złość pełni
ważną rolę w poznawaniu siebie i budowaniu własnej tożsamości. Pozwala
odkrywać dziecku, co jest dla niego w porządku, na co ma zgodę, co mu
się podoba, co lubi, a co jest już zbyt trudne, naruszające, wzbudzające
dyskomfort lub poczucie zagrożenia. Co akceptuje, a co wzbudza w nim
niezgodę. Doświadczenia, w których dziecko może bezpiecznie użyć siły
swojej złości, by okazać swój sprzeciw, wyposażają je w dostęp do tej
ochronnej mocy w relacjach z innymi ludźmi, zarówno dziećmi, jak i rodzicami.
Złość to informacja nie tylko dla dziecka, ale także i dla nas. Gdy
widzimy, że dziecko staje się rozzłoszczone, to może być dla nas ważny
komunikat, który pozwoli nam się zatrzymać i przyjrzeć tej sytuacji
szerzej. Bardzo łatwo nam interpretować trudne zachowania, które dzieci
podejmują w złości, jako chęć zerwania kontaktu, odepchnięcia nas lub
odrzucenia. Tymczasem one są zazwyczaj próbą jego nawiązania. Jeśli
forma przekazu, którą dziecko wybiera, jest bardzo mocna, warto
sprawdzać, czy wcześniejsze komunikaty, które do nas wysyłało, nie były
zbyt subtelne, byśmy je dostrzegli. Czy może gdzieś po drodze zbłądziły,
nie zostały usłyszane albo wydarzyło się coś, co sprawiło, że dziecku
włączył się sygnał alarmowy?
Zwykle kiedy uważnie przyjrzymy się sytuacji, udaje się zauważyć, że
agresywne reakcje i komunikaty oraz zachowania związane z użyciem siły
(wykrzykiwanie trudnych słów, uderzanie, niszczenie przedmiotów,
autoagresja) poprzedzone były subtelniejszymi działaniami. Widzimy
wtedy, że przed użyciem siły dziecko próbowało:
powiedzieć "nie",
wyrazić milczący sprzeciw,
przekonać nas do swojej perspektywy, używając argumentów,
pokazać swoje granice, używając mimiki i mowy ciała,
wykrzyczeć swoją niezgodę,
wyjść z interakcji/przerwać rozmowę.
Jeśli te komunikaty nie zostały odczytane i wzięte pod uwagę, dziecko
sięga po kolejne, coraz mocniejsze środki wyrazu. Jednym ze sposobów,
które pomagają unikać eskalacji trudnych sytuacji, jest więc reagowanie
na komunikaty kierowane do nas przez dziecko na wcześniejszym etapie,
zanim sięgnie ono po siłę fizyczną.
Złość jest strategią rozładowania napięcia
Złość pomaga też radzić sobie ze skumulowanym w ciele napięciem
psychofizycznym. To dlatego wiele dzieci w zmęczeniu, przestymulowaniu,
przeciążeniu korzysta ze złości jako ze sposobu na poradzenie sobie z dyskomfortem i powrót do równowagi. Znacie sytuację, w której dziecko
zdaje się za wszelką cenę szukać okazji do eskalacji konfliktu z rodzeństwem lub rodzicami? Rodzice czasem opowiadają o tym jako o fatalnym scenariuszu, którego nie da się już zmienić. Najpierw pojawiają
się pierwsze oznaki rozdrażnienia, podniesiony ton głosu, narzekanie,
"jęczenie", gwałtowne ruchy lub przeciwnie: chmurna mina i milczenie.
Choćbyśmy starali się być delikatni, "choćbyśmy obchodzili się z nim jak
z jajkiem", mówią rodzice, często nie sposób uniknąć wybuchu.
To dlatego, że wybuch złości, wyładowanie napięcia poprzez ciało: ruch,
krzyk, pisk, płacz to jeden ze sposobów domykania cyklu stresowego.
Emily i Amelia Nagosky zwracają w swojej książce Wypalenie. Jak wyrwać
się z błędnego koła stresu1 uwagę na to, że na skutek działania
stresu w naszym organizmie powstaje pobudzenie, które nie znika od razu
po ustaniu działania stresora. Jest to źródłem dyskomfortu, napięcia i uszczuplenia dostępnych zasobów. Skutki reakcji stresowej możemy
odczuwać jeszcze długo po trudnym wydarzeniu, np. w domu po trudnym dniu
w szkole czy przedszkolu albo po powrocie do cichego miejsca po
przestymulowaniu w sali zabaw. Żeby sobie z nimi poradzić, potrzebujemy
domknąć cykl stresowy poprzez zmobilizowanie energii do działania, które
ukoi nasz układ nerwowy. Dzieci nie są tego świadome, ale w tym
zmobilizowaniu energii i uwolnieniu napięcia z ciała pomaga im często
właśnie złość. Wybuch złości i towarzyszące mu okrzyki, ruch, płacz lub
agresja w efekcie przynoszą ulgę i pomagają wrócić do równowagi. Im
więcej innych strategii na domykanie cykli stresowych dostarczymy
dzieciom, tym większa szansa, że posługiwanie się tą wybuchową ścieżką,
którą przynosi złość, będzie mniej potrzebne. W kolejnym rozdziale
napiszę więcej o tym, jak można rozszerzać dzieciom zasób dostępnych
strategii regulowania napięcia i kiedy warto to robić.
Złość informuje o zagrożeniu
Ewolucyjnie złość służy przetrwaniu. To jedna z emocji, które pojawiają
się w momencie, w którym nasz autonomiczny układ nerwowy interpretuje
sytuację jako wymagającą uaktywnienia alertu. Decyzje autonomicznego
układu nerwowego, jak sama jego nazwa wskazuje, podejmowane są
"autonomicznie", czyli nie są wynikiem naszego świadomego wyboru. Tu nie
ma czasu do namysłu. Mechanizmy te kształtowały się w czasach, kiedy
nasze środowisko życia obfitowało w namacalne, fizyczne
niebezpieczeństwa, np. czające się w zaroślach drapieżne zwierzęta.
Przełączanie między trybami funkcjonowania autonomicznego układu
nerwowego działa jak automatyczna zmiana biegów. Kiedy pojawia się
złość, oznacza to, że uruchomiony został system przetrwania, którego
charakterystycznymi reakcjami są walka lub ucieczka. Dochodzi do wyrzutu
adrenaliny, krew zaczyna krążyć szybciej, przyspieszają oddech i bicie
serca, zwiększa się stężenie glukozy we krwi, dobrze ukrwione nogi są
gotowe do zmierzenia się z niebezpieczeństwem a pięści do samoobrony,
nasze myślenie staje się schematyczne, czarno-białe, szykujemy się do
konfrontacji z tym, co niebezpieczne.
Czasem reakcje te uruchamiane są "na wyrost". Dzieje się tak szczególnie
wtedy, kiedy przychodzą zmęczenie, przestymulowanie lub brak
zaspokojenia ważnych fizjologicznych potrzeb. Z punktu widzenia
przetrwania lepiej przygotować się do walki nawet kilkaset razy więcej
niż potrzeba niż o raz za mało.
W związku z tym warto pamiętać, że przed złością zawsze pojawia się
poczucie zagrożenia (choć nie zawsze jest ono uświadomione). Jeśli
dziecko się złości, oznacza to, że zinterpretowało coś, co się
wydarzyło, jako trudne, zagrażające, naruszające.
Złość pomaga radzić sobie ze stratą
Kolejną funkcją złości jest pomoc w radzeniu sobie ze stratą,
rozczarowaniem, frustracją i żalem. Dzieci złoszczą się wtedy, gdy nie
mogą zrobić lub mieć czegoś, na czym bardzo im zależało: lizaka,
zabawki, czasu na kolejną bajkę. Aby pożegnać wyobrażenie czy pragnienie
czegoś, potrzebują najpierw spożytkować energię związaną z rozczarowaniem i robią to poprzez złość. Dopiero później możliwa jest
akceptacja straty. My, dorośli, często oczekiwalibyśmy, by dzieci od
razu po usłyszeniu odmowy przechodziły do akceptacji. Życie byłoby wtedy
o wiele łatwiejsze, prawda? W odpowiedzi na "Nie kupię ci kolejnej
gazetki z plastikową zabawką", słyszelibyśmy: "W porządku. Masz rację,
mamusiu/tatusiu, to nie jest najlepszy sposób na wydanie dwudziestu
złotych. Dziękuję za pohamowanie moich impulsywnych zakupów". Szukamy
więc sposobów, które mogłyby sprawić, by dzieci mniej protestowały, a także doświadczały i wyrażały mniej frustracji. Słyszę czasem pytania:
"Co zrobić, by mój syn nie krzyczał w sklepie, gdy odmówię mu zakupu
lodów?"
"Jak sprawić, by moje dziecko nie jęczało przez godzinę o nowy zestaw
LEGO?"
"Co zrobić, by dziecko bez gadania wyłączało bajkę w ustalonym
czasie?"
Problem w tym, że tego często zrobić się nie da. Szczególnie kiedy układ
nerwowy jest jeszcze niedojrzały. To nie oznacza, że mamy na wszystko
się zgadzać. Możemy zgodzić się na wszystko, na co rzeczywiście mamy
wewnętrzną zgodę. Możemy też trwać w odmowie, mając równocześnie
świadomość, że dziecięcą odpowiedzią na nasze "nie" będzie frustracja.
Warto się jej nie bać. Bardzo wiele naszej rodzicielskiej frustracji
wynika z przekonania, że naszym naczelnym celem, jako rodziców, jest
uchronić dzieci przed przeżywaniem dyskomfortu. Frustracja sama w sobie
nie szkodzi dziecku, bo kontaktuje je z jego potrzebami. Tyle że nie
trzeba jej dziecku specjalnie dostarczać. Życie samo w sobie obfituje w sytuacje, w których nie możemy mieć w danej chwili tego, co chcemy.
Dzieci potrzebują się z nimi stykać, by uczyć się sobie z nimi radzić.
Do radzenia sobie z frustracją czy stratą dzieci bardzo często
potrzebują wsparcia dorosłych, nawet jeśli komunikaty, które do nas
wtedy wysyłają, są bardzo trudne. Zupełnie czym innym jest przeżywanie
złości i frustracji w samotności i przeżywanie ich w bezpiecznym
otoczeniu, będąc w polu uwagi życzliwego, troskliwego dorosłego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki