- Ona na wietrze -
Deszcze, gwałtowne deszcze koncert dają.
Ona, ona na wietrze
Harmonię ustala i bierze
Dla siebie - całą pulę zgarnia.
Jeszcze... nieustannie... wciąż
Trzepotała się nad ciałem dusza.
Burza jej nie przegoniła wcale.
Ale ty już wiesz kochana, wywołałaś
Z czeluści przeszłości ośmiornicę pamięci,
Co gwałci mackami synapsy byłego kochanka.
Jakie to treści skradłaś kosmitom?
Dlaczego kobiety upadłe wielbiły cię bardziej
Od dzieci, które nie chciały cię poznać wcale?
Jak opiszesz to uczucie
Debiutujące na tym świecie?
Te, które teraz czujesz,
Po tchórzliwej ucieczce
Na wielbłąda grzbiecie.
Przynajmniej do tego masz prawo.
A kochanek, leżąc, pozbierał się w całość.
Kiedyś mieszał ducha, wiatr i twoją pamięć,
Wydając się skupiony, oddając ci
Te niezasłużone honory.
Dziś przekazał ci to, co nigdy nie było twoje -
Jego wybory, by złożyć świat, pod twoje stopy.
Teraz są twoje,
Bo on jest wolny.